Witaj GOŚCIU ( Zaloguj się | Rejestracja )
 
2 Strony < 1 2 
Reply to this topicStart new topicStart Poll

> Bitwa o Atlantyk, seria z kotwiczką
     
Gajusz Mariusz TW
 

Ambasador San Escobar
*******
Grupa: Moderatorzy
Postów: 1.966
Nr użytkownika: 98.326

Zawód: Audytor
 
 
post 20/04/2017, 16:26 Quote Post

QUOTE(altowiolista @ 17/04/2017, 11:13)
Śledzę temat! smile.gif


Uff, a więc jest nas trzech smile.gif

QUOTE(altowiolista @ 17/04/2017, 11:13)
Za sobą mam lekturę Pancernik Bismarck i Żelazne trumny


Póki co pierwsza pozycja czeka na półce, drugiej aktywnie szukam http://www.historycy.org/index.php?showtop...0&#entry1635805

QUOTE(altowiolista @ 17/04/2017, 11:13)
Na marginesie: gdzie się podziali naziści, skoro tak Werner, jak i Mullenheim (Pancernik Bismarck) patrzą z dezaprobatą na rozbijane witryny w Kryształową noc?


Już pisałem o Wolfgangu Lüthu, są i w tej pozycji którą akurat skończyłem

user posted image

ale zacznijmy od początku.

Książka złożona z 5 wspomnień niemieckich podwodniaków z obu wojen światowych.

Rozdział pierwszy to wspomnienia Johannesa Spießa który był pierwszym oficerem na U-9. Większość dotyczy kultowego ataku Weddigena na krążowniki pancerne: HMS "Aboukir", HMS "Hogue" i HMS "Cressy" oraz trochę późniejszy sukces nad krążownikiem pancernopokładowym HMS "Hawke". Ponieważ to wydarzenie jest opisywane dość często nie zabiło mi serducho zbyt gwałtownie wink.gif
Drugi to wspomnienia Lothara de la Perière, a więc legendarnej postaci o największych sukcesach w topieniu frachtu nie wyłączając kolejnej światowej zawieruchy. Oczywiście zawsze można wskazywać warunki i porównywać do tych z IIwś, lecz fakt pozostaje faktem. Mamy oczywiście opisywane wydarzenia z pokładu U-35 i Morza Śródziemnego na którym w większości osiągnął owe sukcesy ale ku mojemu zadowoleniu także z U-139. Ostatni akapit przytoczę w całości, bo choć nie ujawniły się zapatrywania polityczne bohatera w całym rozdziale, tak możemy sobie wyrobić jego pogląd na pewne wydarzenie:

QUOTE
W Kilonii powiewały czerwone szmaty rewolt, kiedy 14 listopada 1918 wchodziliśmy do portu. To był gorzki koniec.


Rozdział trzeci to wspomnienie Franza Beckera, dowódcy UC-14 i walka o ocalenie załogi i okrętu po tym jak po błędzie nawigacyjnym U-boot wszedł na mieliznę przy ujściu Tamizy. Ta część książki jest najdłuższa i... najlepsza (z małym zgrzytem, ale o tym później). Walka o odzyskanie swobody ruchu, strach przed dozorowcami i kontrtorpedowcami które rozpoczęły obławę. Wszystko to czego szukam w takich wspomnieniach. Przytoczę fragment:

QUOTE
Niszczyciel zastopował. Spojrzałem na twarze moich ludzi dokoła. Ten i ów zagryzł wargi, inni kurczowo ściskali jakiś przedmiot, dźwignię, kółko zaworu lub narzędzie. Wszyscy byli bladzi w mętnym świetle żarówek. Niektórym pot spływał po brudnej twarzy. Wszyscy w napięciu spoglądali w górę. Ta nagła cisza była niesamowita. Musiało z niej zaraz grzmotnąć w dół nieszczęście. Bezradne, bezczynne oczekiwanie śmiertelnego zagrożenia, przed którym nie było obrony, było nie do wytrzymania. Nie było środków, żeby je odegnać. Gdzie się podziały wszystkie frazesy o "bohaterskiej odwadze", o "stoickim opanowaniu", o "upartej woli oporu"?


I wszystko byłoby dobrze, gdybym nie poszukał info o UC-14. Owszem, autor dowodził nim, ale... na Morzu Śródziemnym dry.gif https://pl.wikipedia.org/wiki/SM_UC-14 . Tak, wiem. To tylko wiki, ale nic innego nie znalazłem. Mimo wszystko, rozdział, nawet traktując go jako powieść autorstwa człowieka który takie ataki przeżył na własnej skórze, ma dla mnie dużą wartość.

Ostatnie dwa rozdziały to IIwś: Wpierw to czego szukał mój przedmówca wink.gif, czyli cześć poświęcona Joachimowi Schepke. Mamy jego wiersz i fragment książki (o służbie na U-bootach) skierowanej do niemieckiej młodzieży - obraz indoktrynacji. Czy to robił z przekonania jak Lüth czy tylko zgodził się wykorzystywać swoją popularność, tu i teraz nie rozstrzygnę. Za mało wiem o postaci. Tą część pozycji kończy oficjalny komunikat Wehrmachtu z 25 IV 41 o śmierci asa i krótki opis jego kariery.

Ostatnia, piąta część to bardzo ciekawy opis koszmarnych problemów z dieslami na pokładzie U-178 (typ IX D2) podczas dłuuuugiego rejsu powrotnego z Penangu do Bordeaux autorstwa Jansa Jensena. Mając na pokładzie deficytowe surowce tak potrzebne gospodarce III Rzeszy jak: 120 ton cyny, 15 ton molibdenu, 80 ton kauczuku, 1 tonę chininy i... 200kg opium po bojowych patrolach na Oceanie Indyjskim okręt został zmieniony w łamacz blokady i wysłany do Europy. Oczywiście oprócz problemów mechanicznych mamy także drobne z aliantami polującymi na bohaterów po drodze. I chociaż mimo wszystko pozostawiono 4 torpedy, to tu chodziło tylko o przedarcie się i uratowanie skóry.

Myślę że pozycję można śmiało polecić entuzjastom wojny podwodnej.

Pozdrawiam!
 
User is offline  PMMini Profile Post #16

     
Gajusz Mariusz TW
 

Ambasador San Escobar
*******
Grupa: Moderatorzy
Postów: 1.966
Nr użytkownika: 98.326

Zawód: Audytor
 
 
post 8/05/2017, 20:04 Quote Post

I kolejna pozycja którą warto w temacie zamieścić.

user posted image

Z biografii w serii które przedstawiają kapitanów U-bootów to trzecia którą miałem przyjemność przeczytać. Po Wolfgangu Lüthu i Alu Cremerze przyszedł czas na Wernera Henke. I muszę się przyznać że przebiła obie poprzednie. Książka powstała po 6 letniej kwerendzie archiwów niemieckich, brytyjskich i amerykańskich. Po rozmowach autora (lub korespondencji) z członkami rodziny i marynarzy którzy służyli wraz z bohaterem (głównie na U-515). I otrzymujemy obraz tak nietypowy że godny ekranizacji. Czemu? Wydawałoby się że to typowy niemiecki oficer, odznaczany najwyższymi odznaczeniami w tym bezpośrednio z rąk Hitlera a więc zapewne przynajmniej zwolennik nazistów, zresztą oficjalnie oskarżany przez aliancką propagandę jako zbrodniarz wojenny na morzu. A jak było w istocie?

Swoje życie zawodowe zaczął w 1925 (jako 16-latek) od marynarki handlowej dzięki czemu odwiedził obie Ameryki, Azję i Afrykę. Po wybuchu Wielkiego Kryzysu ten objął swoim zasięgiem i naszego bohatera. By mieć pewność pracy, szczególnie na pokładach dużych linowców, dobrze widziane było wstępowanie do SA. Henke mając takie a nie inne podejście do struktur partyjnych wolał zmienić otoczenie. Zgłosił swoją kandydaturę do Reichsmarine która po dojściu Hitlera do władzy zaczęła przychylniej patrzyć na kandydatów z doświadczeniem w marynarce handlowej mając na uwadze swoją przyszłą rozbudowę. Mimo braków (brak koneksji, słabe oceny na świadectwach) wyniki testów sprawiły (doświadczenie morskie i znajomość języków) że uzyskał na testach najwyższe z możliwych wyników. Rozrywkowy tryb życia spowodował jednak że zajął dopiero 99 miejsce na 112 podchorążych ze swego kursu. I co może dziwić, z powodu lekkiego traktowania regulaminu niezbyt lubiany przez swoich kolegów. Podczas wojny domowej w Hiszpanii był na pokładzie Admirała Scheera na "patrolach neutralności" a II wojnę światowa rozpoczął... na pokładzie Schleswig-Holsteina! Dowodził baterią dział 88mm. W dniu kapitulacji Helu 2 października gdy nasz Werner wraz z pewną poznaną mieszkanką Gdańska kierował się do ... Hotelu świętując w swoim stylu wink.gif pewien oficer SS kazał mu sobie zasalutować. Gdy ten odmówił doszło do wymiany zdań przy której Henke nasłuchał się o Marynarce jako bezczelnej zbieraninie, że jest świnią i tchórzem itp, chwilę później SS-man znalazł się... na ziemi po dwóch celnych ciosach oficera Kriegsmarine smile.gif . Cała sytuacja zakończyła się przeprosinami przełożonego z SS na ręce dowódcy pancernika. Co dalej? Kolejna nietypowa sytuacja jak na ten okres wojny. Był jednym z tych oficerów, którzy nie przenieśli się na ochotnika do Ubootwaffe, lecz na rozkaz. Wiele wskazuje na to że przełożony chciał się go pozbyć. Tak wiosną 1940 nasz bohater znalazł się pod władzą Dönitza. I tu ponownie mamy ciekawy epizod z życia Wernera. Podczas przenosin szkoły U-bootów z Neustadt do Pilawy postanowił odwiedzić po drodze przyjaciółkę w Berlinie licząc że zdąży na czas zjawić się w Prusach Wsch. Niestety, spóźnił się 2 dni. I mimo że za kampanię w Polsce otrzymał Krzyż Żelazny 2 kl sąd wojenny oskarżył go o dezercję, uznał za winnego i trafił na kilka miesięcy do kompanii karnej. Po odbyciu kary trafił na powrót na szkolenie tym razem do Kilonii a w listopadzie otrzymał rozkaz o stawieniu się na pokład U-124 jako oficer wachtowy do Lorient. W lutym 1941 zaś dowiedział się że... oficjalnie został wyrzucony z marynarki wojennej! Był to wynik kumulacji wykroczeń których książka przytacza bez liku wink.gif. Jednak potrzeba posiadania oficerów nadających się na obsadzenie coraz to nowych U-bootów sprawiła że Dönitz dał mu szansę: swoją dalszą służbą ma udowodnić, że zwolnienie z czynnej służby 28 lutego i ponowne przyjęcie 1 marca z tymczasowym stopniem porucznika swą przyszłą, przykładną służbą było dobrą decyzją. Marchewką było wyczyszczenie konta i przywrócenie do poprzedniego stopnia. Na szczęście U-124 dowodził as Georg Wilhelm Schulz więc i o sukcesy było łatwiej. A później otrzymał dowództwo swego własnego U-515.

user posted image

Rozdział opisujący typ IXC jak na książkę biograficzną, a nie monografię oszałamia szczegółowością. Ciekawostką jest porównanie tego typu do jego amerykańskiego odpowiednika klasy Gato. Kolejną lista żywności zabieranej na 12-tygodniowy rejs liczącą 24 pozycji wyliczonej co do kilograma (jak ktoś zainteresowany, podrzucę edycją postu). Przybliżenie załogi (zawody, wiek, miejsce zamieszkania) autor zestawia z procentową średnią w całej Ubootwaffe. Kolejną nietypową cechą postaci naszego Wernera był wymóg wobec załogi... golenia się podczas całego rejsu! Choć jak widzimy, były w tym względzie udokumentowane wyjątki wink.gif (po lewej to Henke)
user posted image

Zresztą jak wspominają marynarze, akurat na swoim okręcie nasz grzesznik utrzymywał dyscyplinę na tyle na ile warunki służby na okręcie podwodnym na to pozwalały. Opis wszystkich sześciu patroli podczas których zatopił 24 statki + 2 okręty wojenne to crem de la crem całej pozycji ale i pomiędzy nimi się działo! 4 lipca 1943 otrzymał z rąk Hitlera Liście Dębowe do Krzyża Rycerskiego (warto zapamiętać, ze pierwszy swój statek zatopił we wrześniu 1942, gdy większość starej gwardii była wyautowana a przewaga aliantów na morzu rosła z miesiąca na miesiąc) by 2 tygodnie później na wieść o prześladowaniach przez Gestapo swoich znajomych z Innsbrucka odwiedził biuro Gauleitera Franza Hofera, nazistowskiego zarządcy austriackiego Tyrolu oraz... kwaterę Gestapo. W obu miejscach urządzając burę doprowadził koniec końców do zaniechania "pracy" Gestapo nad rodziną Proxauf. Cała sprawa zakończyła się korespondencją pomiędzy... Himmlerem i Dönitzem. Lecz na tym etapie wojny i rozwoju sytuacji wewnętrznej w Rzeszy tym razem to Kriegsmarine przepraszało. W międzyczasie amerykańska propagandowa stacja radiowa oskarżyła Henkego jako zbrodniarza wojennego nr 1! Rzecz dotyczyła liniowca brytyjskiego Ceramic (faktycznie zatopionego przez Henkego) co będzie miało swoje znaczenie w niedalekiej przyszłości. Gdy w kwietniu 1944 po zażartej walce z aliancką grupą "łowiecką" obudowaną wokół lotniskowca eskortowego USS Guadalcanal U-515 po ciężkich uszkodzeniach zostaje zmuszony do wypłynięcia na powierzchnię, jego okręt zostaje praktycznie rozstrzelany przez niszczyciele i samoloty pokładowe.

user posted image

user posted image

Wśród uratowanych jest także Henke.

user posted image
(W środku - kamizelka, białe rękawy)

Podczas przesłuchiwań, by skłonić go do współpracy z wywiadem, oficerowie amerykańscy wprost sugerowali oddanie go w ręce władz brytyjskich mimo wiedzy ze sam Henke w rzeczywistości o nic nie jest oskarżony a uratowani rozbitkowie ze statków zatopionych przez naszego bohatera ani razu nie zarzucili mu podobnych czynów. Co więcej, nigdy nie planowano wobec kapitana jakichkolwiek sankcji karnych doskonale wiedząc o ściśle propagandowym oskarżeniu na użytek prasy. Jednak w przeddzień planowanego oddania go w ręce poddanych króla (według słów amerykańskich oficerów: wobec braku współpracy przy przesłuchaniach uznano że sama ta sytuacja będzie dobrą karą dla niego) mając przed sobą przewidywalny wyrok po upokarzającym procesie, Werner Henke 15 czerwca 1944, wieczorem, podczas ostatniego spaceru na wolnym powietrzu na dotychczasowym miejscu zatrzymania, rzucił się na druty kolczaste tuż obok budki strażniczej, by MP nie miał problemu z wycelowaniem... Tak zginął Kapitänleutnant (pośmiertnie Korvettenkapitän) Werner Henke, 14-ty na oficjalnej liście asów U-bootwaffe (142.636ton)

user posted image

Podsumowując, arcyciekawa pozycja, każdy ważny fakt autor podpiera przypisem. Polecam wszystkim forumowym "szarym wilkom" smile.gif

Pozdrawiam!
 
User is offline  PMMini Profile Post #17

     
Filipdan
 

IV ranga
****
Grupa: Użytkownik
Postów: 323
Nr użytkownika: 82.788

Stopień akademicki: mgr
Zawód: prawnik
 
 
post 9/05/2017, 19:46 Quote Post

Zgadzam się z Gajuszem. Książka warta przeczytania. Nię bedę powtarzał taz Przedmówcy ale istotnie jedna z lepszych biografii dowódców u-bootów z II wojny. Ciekawa narracja. Duzym plusem nie jest bazowanie jedynie na źródłach niemieckich lecz na innych także. Polecam także pozycje " Samotny wilk"- biografia Otto Kretschmera.
 
User is offline  PMMini Profile Post #18

     
Gajusz Mariusz TW
 

Ambasador San Escobar
*******
Grupa: Moderatorzy
Postów: 1.966
Nr użytkownika: 98.326

Zawód: Audytor
 
 
post 9/05/2017, 19:57 Quote Post

QUOTE(Filipdan @ 9/05/2017, 20:46)
Polecam także  pozycje " Samotny wilk"- biografia Otto Kretschmera.


To dobrze, bo trzymam ją na półce na deser, a że czasem w takich przypadkach z dużej chmury mały deszcz... sad.gif
 
User is offline  PMMini Profile Post #19

     
Filipdan
 

IV ranga
****
Grupa: Użytkownik
Postów: 323
Nr użytkownika: 82.788

Stopień akademicki: mgr
Zawód: prawnik
 
 
post 9/05/2017, 20:05 Quote Post

Przepraszam za pomyłkę. Biografia Kretschmera nosi tytuł " Wilk na Atlantyku" a nie Samotny wilk.
 
User is offline  PMMini Profile Post #20

     
Gajusz Mariusz TW
 

Ambasador San Escobar
*******
Grupa: Moderatorzy
Postów: 1.966
Nr użytkownika: 98.326

Zawód: Audytor
 
 
post 9/05/2017, 20:07 Quote Post

QUOTE(Filipdan @ 9/05/2017, 21:05)
Przepraszam za pomyłkę. Biografia Kretschmera nosi tytuł " Wilk na Atlantyku" a nie Samotny wilk.


Fakt smile.gif

user posted image
 
User is offline  PMMini Profile Post #21

     
Filipdan
 

IV ranga
****
Grupa: Użytkownik
Postów: 323
Nr użytkownika: 82.788

Stopień akademicki: mgr
Zawód: prawnik
 
 
post 10/05/2017, 19:53 Quote Post

Jeśli mógłbym polecić książkę z serii to stawiam na pozycję " Atlantycka ruletka). Rok wydania 1999. Według mnie jeden z ciekawszych tytułów serii. Bitwa o Atlantyk pokazana z punktu widzenia Aliantów, w tym przypadku Kanadyjczyków z niszczyciela St. Croix oraz Niemców z u 305. Autor nie staje po żadnej ze stron, opisuje bitwę o Atlantyk,opisuje życie na niszczycielu, na okręcie podwodnym. Wnioski pozostawia czytelnikowi. Nadto książka napiana jest dobrym stylem, wciąga czytelnika narracją. Na szczęście brak tu zachwytów w stylu " jak to na wojence ładnie" co niestety odnajduję w wielu książkach tej serii ( U-booty znów atakują, na stanowiska bojowe, moja droga do Scapa Flow etc., etc.)
Pozycja warta przeczytania przez zainteresowanych Bitwą o Atlantyk.
 
User is offline  PMMini Profile Post #22

     
Gajusz Mariusz TW
 

Ambasador San Escobar
*******
Grupa: Moderatorzy
Postów: 1.966
Nr użytkownika: 98.326

Zawód: Audytor
 
 
post 15/05/2017, 14:40 Quote Post

A teraz coś z zupełnie innej beczki. Tym razem popłyniemy na wschód. Na Daleki Wschód smile.gif

user posted image

Książka to wspomnienie o operacji "Barney" która skutkowała wtargnięciem amerykańskich okrętów podwodnych na Morze Japońskie w czerwcu 1945 roku napisana przez dowódcę okrętów podwodnych Floty Pacyfiku wiceadmirała Charlesa A. Lockwooda. Pozycja składa się z grubsza z dwóch części: pierwsza to usilne starania wprowadzenia na pokłady okrętów podwodnych na tyle dopracowanych hydrolokatorów by w praktyce było możliwe przedarcie się przez zaminowany akwen. Druga część to sama operacja wykonana przez 9 okrętów podwodnych (5 typu Balao, 4 typu Gato) podzielonych na 3 zespoły:

1. USS Sea Dog (SS-401), USS Spadefish (SS-411) i USS Crevalle (SS-291)
2. USS Flying Fish (SS-229), USS Bowfin (SS-287), i USS Tinosa (SS-283)
3. USS Tunny (SS-282), USS Skate (SS-305), i USS Bonefish (SS-223)

podczas której za cenę jednego op (Bonefish) uzyskano 28 zatopień w tym japońskiego okrętu podwodnego I-122. W międzyczasie autor wspomina o znanych problemach z torpedami jak i o kilku innych okrętach i ich perypetiach, takich jak USS Harder (USS-257), USS Seahorse (USS-304) czy szczególnie bliskim admirałowi USS Wahoo (USS-238) o którym w przyszłości poczytam dzięki kolejnej pozycji w serii:
user posted image

Podsumowując Diabły Morskie: pozycja jak najbardziej godna polecenia!

Winien jestem kilka słów wyjaśnienia. Za zgodą autora tematu pozycja trafia do niego gdyż nie ma sensu tworzyć kolejnego martwego. Z kolejną pozycją wrócimy na tory zmagań o Atlantyk wink.gif

Pozdrawiam!
 
User is offline  PMMini Profile Post #23

     
Gajusz Mariusz TW
 

Ambasador San Escobar
*******
Grupa: Moderatorzy
Postów: 1.966
Nr użytkownika: 98.326

Zawód: Audytor
 
 
post 27/05/2017, 12:05 Quote Post

Może trochę naciągając ramy tematu, ale po uzyskaniu także i pod tym względem zgody jego autora zamieszczam ten post tutaj by nie tworzyć kolejnego, jednopostowego wątku. Osobnego tematu poświęconego U-bootwaffe nie znalazłem. Gdyby ku mojemu zdziwieniu ten bliźniaczy wątek w stosunku do tematu wiodącego się rozrósł, pomyślimy nad jego wydzieleniem.

A więc dzisiaj chciałbym przybliżyć pozycję Mariusza Borowiaka U-booty typu II - Podwodne drapieżniki Hitlera.

user posted image

Pozycja bliźniacza do dwutomowej, poświęconej typowi VII tegoż autora (o niej innym razem). To jedna z tych książek, do której sięgałem i czytałem poszukiwane fragmenty, ale jako całość, "od dechy do dechy" wink.gif zakończyłem dopiero teraz. Jakie wrażenia? Myślę że dla poszukujących informacji o "żelazkach" lub "czółnach" jak je nazywali niemieccy podwodniacy pozycja jak najbardziej warta polecenia. Na trochę ponad 200 stronach obficie ilustrowanych i pełnych rysunków i planów technicznych mamy umiejętnie opisane 50 U-bootów w 4 rozwojowych wersjach. Na początku nieodzowne przybliżenie historii okrętów podwodnych na służbie Kajzera i Hitlera wraz z okresem nieformalnego utrzymywania technologii i szukania nowych rozwiązań do chwili dojścia do władzy tego ostatniego. Nieodzowne, bo autor musi przybliżyć tło powrotu produkcji i użycia przez Niemcy okrętów podwodnych, jednocześnie nie mamy wrażenia że czytamy kolejną popularnonaukową książkę o U-bootach jako takich tylko monografię. Na szczęście ten rozdział jest maksymalnie skrócony i tytułowy bohater po 30 stronach niepodzielnie opanowuje teść pozycji. Czytamy kolejno o okolicznościach produkcji i zmianach w konstrukcji kolejnych wersji A, B, C i D. Cała środkowa część to opis technologii budowy i konstrukcji, przybliżenie wszystkich rodzajów i typów uzbrojenia spotykanych na pokładzie Typu II. Oczywiście autor nie zapomina o wyposażeniu hydroakustycznym, radiolokacyjnym i łączności które obejmuje kolejny osobny rozdział. Wszystko to opisane przystępnym językiem który nie zanudza a liczne, wspomniane rysunki pomagają w śledzeniu gdzie, co i jak. Tą przeważającą część kończy opis malowania U-bootów typu II zależnie od okresu i akwenów służby. Cała reszta to opis użycia bojowego w 1939 na Bałtyku i Morzu północnym w latach 1939-1940, na Atlantyku w 1941 i ponownie na Bałtyku w 1941. 1942-1944 to głównie przybliżenie działalności 6 okrętów w wersji B na Morzu Czarnym. W dalszej kolejności mamy szczegółowy opis działalności każdego U-boota z 6 wersji A, 20 B, 8 C i 16 wersji D gdzie znajdujemy kolejno: numer poczty polowej, stocznię która go zbudowała, daty podpisania umowy, położenia stępki, wodowania, wejścia do służby, numer stoczniowy, flotylle w których służył (z datami dniowymi od - do), listę dowódców (daty tak jak poprzednio), datę i okoliczności zatopienia (samozatopienia), pozycję zatopienia (geograficzną jak i numer kwadratu niemieckich map), straty załogi (jeżeli były), los wraku (podniesiony, odnaleziony itd), ilość patroli bojowych i lista sukcesów z takimi danymi jak: data zatopienia (uszkodzenia) często godzinowa, jeżeli z konwoju, podany jego symbol, nazwa i bandera ofiary, jej tonaż lub pojemność brutto, pozycja geograficzna. Książkę zamyka wykaz flotylli (i skrót ich historii) w których służył typ II w latach 1935-45, z wyszczególnionymi danymi liczbowymi (tylko dla typu II) i tabelka stopni wojskowych w Kriegsmarine (wraz z gdzie to możliwe, odpowiednikami w PMW).

Podsumowując: książka dostarczająca wiele szczegółowej wiedzy napisana językiem skierowanym tak dla początkującego jak i zaawansowanego w temacie U-bootwaffe. Gorąco polecam!

Kolejny post o przeczytanej książce będzie powrotem rdzenia tematu smile.gif

Pozdrawiam!
 
User is offline  PMMini Profile Post #24

     
Gajusz Mariusz TW
 

Ambasador San Escobar
*******
Grupa: Moderatorzy
Postów: 1.966
Nr użytkownika: 98.326

Zawód: Audytor
 
 
post 1/06/2017, 16:18 Quote Post

Wracamy na stare tory tematu. smile.gif

user posted image

Cóż, jest to jedna z tych pozycji w serii, do których trzeba podchodzić z rezerwą, ale może najpierw kwestia tytułu bo może budzić zdziwienie. U-69 miał na kiosku wymalowaną ową krowę

user posted image

a ta wzięła się trochę z przypadku (ponoć, o czym dalej). Po śmierci Priena przyszedł rozkaz by U-booty 7 Flotylli wymalowały na kioskach sławnego Byka ze Scapa Flow. Poszły nawet wzorce-szablony

user posted image

no ale... według wspomnień naszego bohatera, Josta Metzlera który dowodził owym U-69

user posted image

gdy byli w Lorient "nie było żadnego oficera z Flotylli który mógł im opisać jak ów byk wyglądał, bo wypłynęli na patrole". A ponieważ znaleziono skrzynię z francuskimi serami, na której wieku był namalowany pysk śmiejącej się krowy, dalej się domyślacie rolleyes.gif Nieistotne że zdjęcia Priena z wymalowanym bykiem były znane w całej Europie... Goebbels już się o to postarał.

user posted image

I właśnie z całą książką jest tak przez cały czas. Ciągle trzeba filtrować tekst. Oczywiście podstawową kulą u nogi jest jej pierwsze wydanie, już w 1943. A więc wymiar propagandowy. Jednak tłumaczona musiała być wersja wydana po wojnie, gdyż autor wyraźnie daje znać że wie co się działo w latach 1944-45 i przyczyny przegranej Bitwy o Atlantyk. Metzler podaje nazwy U-bootów i nazwiska ich dowódców, daty dniowe wyjścia i powrotu z patrolu. I wiele innych faktów które w książce wydanej w 1943 nie mogły się znaleźć. Czyta się dobrze, lecz co rusz wpadamy na podkolorowane wydarzenia ale i rzeczowe błędy. Autor wspomina że w 1906 po raz pierwszy opłynął przylądek Horn (dodam, że Metzler był kolejnym oficerem floty handlowej, który zasilił szeregi U-bootwaffe po katastrofie żaglowca szkolnego Reichsmarine Niobe w 1932, gdy szefostwo mając na względzie szybki rozwój floty otworzyło takie możliwości. Jak wiemy, wielu przyszłych asów U-botwaffe tą drogą trafiło do przyszłej Kriegsmarine), niestety, sam urodził się w 1909... (choć tu mogła mieć miejsce wpadka u polskiego wydawcy) Kolejna historyjka to początek przyjaźni pomiędzy załogą U-69 a 69 Pułkiem Artylerii z Lorient. Ponoć gdy wpływał po raz pierwszy do portu (a wtedy nie miał żadnego rysunku na kiosku, o wymalowanym U-69 na kiosku także zapomnijmy) wartownicy z owej jednostki rozpoznali tak im bliski, bliźniaczy... numer U-boota. Kolejne pozostałości wojennego tekstu to zdolność zanurzenia Typu VII na głębokość ledwie 35 sążni (razy ok 1,83m a więc na 64m...) Innym razem podczas ataku na konwój, będąc pomiędzy jednym atakiem a drugim, ciągle będąc w środku konwoju, załoga zażyczyła sobie od kuka jajka z frytkami, co ten oczywiście wykonał, a załoga smacznie pałaszowała gdy nagle zaatakował ich niszczyciel rolleyes.gif. Trochę później, przy wypływaniu na Zatokę Biskajską podczas kolejnego rejsu w roli okrętu eskorty towarzyszył im wielki monitor... Inny kwiatek jest trochę bardziej skomplikowany. Gdy wydano załodze kapelusze "panamy" przy okazji akcji do której wrócimy (minowanie afrykańskich portów), załoga podczas wypływania, na oczach całego portu (a więc i wielu szpiegów) miała je na głowie. Ponieważ to był pierwszy kurs tak daleko na południe U-boota, na pewno tak było rolleyes.gif choć (!) z drugiej strony znalazłem takie zdjęcie

user posted image

gdzie stan mundurów całej załogi a szczególnie ogolona kadra na pomoście kiosku (jak się przyjrzeć, załoga w tle zresztą także) raczej faktycznie wskazuje na początek, a nie koniec patrolu. confused1.gif Przyznam, tu jestem w kropce. Jest więcej dziwnych wspomnień. Przy sławnym incydencie z SS Robin Moor/Exmoor załoga amerykańska odpływając na szalupach miała jakoby stanąć na baczność z pozdrowieniem hitlerowskim, co ponoć wielce zaskoczyło samą załogę U-boota. Więcej o tym tutaj http://wszechocean.blogspot.com/2014/01/pi...-hitlera_7.html Przy okazji, o całej zadymie dyplomatycznej po zatopieniu neutralnego wówczas statku amerykańskiej bandery nasz bohater dowiedział się wiele później, od innych kapitanów U-bootów przy uzupełnianiu paliwa z "mlecznej krowy", mimo posiadania rzecz jasna radia i słuchania anglosaskich stacji... Dalej możemy przeczytać jakoby niemieckie krążowniki pomocnicze - rajdery nie stosowały min podczas IIwś. Dobre smile.gif Najsłynniejsza akcja Metzlera i U-69 było zaminowanie podejść do portów Tokardi i Lagos (stąd wspomniane wcześniej "panamy" na stanie załogi). Niestety, opis pierwszego minowania to... wejście na powierzchni do portu i minowanie basenu portowego kulistymi minami z pluskiem... Szkoda ze miny typu TMB nie są oczywiście kuliste http://uboat.net/technical/mines.htm , minowanie następowało z wyrzutni torpedowych (które były pod wodą) a samego, mrożącego krew w żyłach wejścia do portu nie było (3 patrol) - http://www.ubootwaffe.pl/forum/u-booty/his...9-typ-viic-2328 . Są także momenty doprawdy komiczne. Autor stwierdza: "prawdziwy marynarz interesuje się wszystkim, co żyje w wodzie". Szkoda że jak wspominał polowanie na morświna ciągle pojawiało się jedno słowo: ryba... Dochodzimy do rozdziału o nazwie Najbardziej wariacki wyczyn U-69. Tu już wyobraźnia autora wskoczyła na nowy poziom. Otóż dowiadujemy się że na U-boocie nie istniała możliwość zmieniania zasięgu prowadzenia ognia pokładową 88mm blink.gif A opis ataku na frachtowiec Robert L. Holt (2.918 ton) w książce zmienia się w artyleryjski pojedynek (brak torped) z... krążownikiem pomocniczym uzbrojonym w 4 działa 107mmm i 6 boforsów 40mm. Jak było odsyłam jeszcze raz do 3 patrolu http://www.ubootwaffe.pl/forum/u-booty/his...9-typ-viic-2328

Ogólnie, raczej przestrzegałbym przed tą książką jeżeli nie wszystkich, to na pewno rozpoczynających przygodę z tematem Bitwy o Atlantyk. Bo okładka autorstwa znakomitego Jarosława Wróbla aż woła do lektury. A bez filtra wiedzy łatwo przyjąć za pewnik nawet proste "mijanie się z prawdą".

Pozdrawiam!
 
User is offline  PMMini Profile Post #25

     
Filipdan
 

IV ranga
****
Grupa: Użytkownik
Postów: 323
Nr użytkownika: 82.788

Stopień akademicki: mgr
Zawód: prawnik
 
 
post 2/06/2017, 20:08 Quote Post

Podpisuję się pod opinia Gajusza. Niestety często do zakupu książki skłania wygląd okładki. Problemem serii z kotwiczką jest to,że są to w większości przedruki książek wydawanych jeszcze w czasie wojny światowej II ( celowo tak napisałem). Można poznać życie na okręcie podwodnym, owszem ale co do wartości dokumentalnej trzeba podchodzić z dużym dystansem. Część tych wspomnień to przykład propagandy w najlepszym wydaniu.Są w serii pozycje bardzo ciekawe ( Pancernik Bismarck, biografia Kretschmera, Lutha- opisane wyżej przez Gajusza) oraz inne. nie będące przedrukami z lat Wojny. Swoja drogą to widzę,że w tym temacie udziela sie tylko Gajusz i moja skromna osoba. Może ktoś się wypowie jeszcze???Pozdrawiam.
 
User is offline  PMMini Profile Post #26

     
Gajusz Mariusz TW
 

Ambasador San Escobar
*******
Grupa: Moderatorzy
Postów: 1.966
Nr użytkownika: 98.326

Zawód: Audytor
 
 
post 25/06/2017, 15:13 Quote Post

Słów kilka po lekturze.

Był wspaniały słoneczny dzień. Cała wolna wachta stała na pokładzie okrętu. Rozpoczynał się 107 dzień rejsu po przepłynięciu 7644 Mm. W ich polu widzenia była latarnia morska w Mar del Plata w Argentynie.

user posted image

Okrętem tym był U-977 (typu VII C) a kalendarz wskazywał 17 sierpnia 1945...

Mariusz Borowiak U-977 Ostatni U-boot Hitlera.

user posted image

Kolejną książką którą chciałbym przybliżyć jest historia ostatniego U-boota który poddał się 3 miesiące po kapitulacji III Rzeszy. I kilka dni po tym jak Japonia zdecydowała się na ten sam krok... Autor - Mariusz Borowiak przybliża niesamowitą epopeję wokół której narosło wiele legend, dostarczając mediom pożywki na kolejne dziesięciolecia. Zaczynamy od poznania sylwetki Oberleutnanta zur See Heinza Schaeffera
user posted image

jak i historii służby jego okrętu (uwaga - nazwa na kiosku widoczna na fotografii pojawiła się rzecz jasna dopiero po przejęciu go przez US NAVY)
user posted image

Co ciekawe sam U-boot z powodu kilku poważnych kolizji od początku służył tylko we flotyllach szkoleniowych, a jego pierwszy patrol bojowy był ostatnim. Lecz rejsem którego początek miał miejsce 2 maja 1945 wszedł do historii. Po nadejściu rozkazu o zaprzestaniu działań wojennych kapitan postanowił (mając prawie początkowy stan paliwa i żywności) nie podejmując dalszej walki dopłynąć do życzliwej Argentyny mimo że ta także oficjalnie od niedawna była w stanie wojny z Niemcami (przy braku paliwa ewentualnie do Brazylii). Część załogi (16) która postanowiła pozostać w Europie odpłynęła 3 gumowymi łodziami (a właściwie dwoma bo jedna szybko zatonęła) po wynurzeniu w okolicach Bergen, gdzie szybko została schwytana przez Brytyjczyków, lecz jednocześnie przekonując ich że są rozbitkami z U-977. Reszta załogi licząca 32 oficerów, podoficerów i marynarzy podjęła się nieprawdopodobnego wyczynu korzystając z chrap przez pierwsze 58 dni ciągle płynąc pod wodą co czyniło warunki służby jeszcze bardziej spartańskie niż zwykle. Od 7 lipca płynąc na powierzchni z prędkością ledwie ok 5 węzłów dla oszczędności paliwa kapitan wytrwale dążył do założonego celu. Mała ilość załogi plus brak łodzi gumowych oraz nowoczesne detektory na pokładzie a wreszcie i załadunek tajemniczych skrzyń w Danii przed wypłynięciem na patrol dały podstawy do serii przesłuchań załogi pod kątem celu tak dalekiego rejsu (przerzut elit III Rzeszy z Adolfem Hitlerem na czele, złota Banku Rzeszy, planów wunderwaffe itp). Okręt
user posted image

jak i załoga zostały z czasem przekazane Stanom Zjednoczonym gdzie nastąpiły dalsze przesłuchania pod tym samym kątem (sam Schaeffer trafił także do Brytyjczyków). Oczywiście, ich rezultaty nie dały żadnych podstaw do potwierdzenia najbardziej głośnych hipotez. Autor bazując na zdobytych materiałach i źródłach archiwalnych odsłania historię okrętu, jego załogi oraz tego historycznego rejsu. Pozycję jak najbardziej polecam!

user posted image

Pozdrawiam!

QUOTE(Filipdan @ 2/06/2017, 21:08)
Może ktoś się wypowie jeszcze???Pozdrawiam.


Zawsze po nowym poście jest sporo wejść, głównie gości. Może któryś z nich zaloguje się i dołączy do nas smile.gif Zobaczymy.
 
User is offline  PMMini Profile Post #27

     
Gajusz Mariusz TW
 

Ambasador San Escobar
*******
Grupa: Moderatorzy
Postów: 1.966
Nr użytkownika: 98.326

Zawód: Audytor
 
 
post 21/07/2017, 10:16 Quote Post

Dziś pozycja którą obok Filipdana
QUOTE(Filipdan @ 10/05/2017, 20:53)
Jeśli mógłbym polecić książkę z serii to stawiam na pozycję " Atlantycka ruletka). Rok wydania 1999. Według mnie jeden z ciekawszych tytułów serii. Bitwa o Atlantyk pokazana z punktu widzenia Aliantów, w tym przypadku Kanadyjczyków z niszczyciela St. Croix oraz Niemców z u 305. Autor nie staje po żadnej ze stron, opisuje bitwę o Atlantyk,opisuje życie na niszczycielu, na okręcie podwodnym. Wnioski pozostawia czytelnikowi. Nadto książka napiana jest  dobrym stylem, wciąga czytelnika narracją. Na szczęście brak tu  zachwytów w stylu " jak to na wojence ładnie" co niestety odnajduję w wielu  książkach tej serii ( U-booty znów atakują, na stanowiska bojowe, moja droga do Scapa Flow etc., etc.)
Pozycja warta przeczytania przez  zainteresowanych Bitwą o Atlantyk.
wszyscy którzy ją czytali polecali mi gorąco.

David J. Bercuson i Holger H. Herwig Atlantycka Ruletka

user posted image

Ponad 300 stronicowa, soczysta lektura o bezkompromisowej walce w tej najdłuższej bitwie na europejskim TDW. Rzecz dotyczy dwóch okrętów: kanadyjskiego niszczyciela St Croix
user posted image
oraz U-305
user posted image
jak i ich załóg z kapitanami na czele. Jak możemy przeczytać na IV stronie okładki:

QUOTE
Okręty wkroczyły do Bitwy o Atlantyk mniej więcej w tym samym czasie. Oba walczyły nieustraszenie za ojczyznę - każdy za swoją. Oba odnosiły zwycięstwa nad wrogiem. Oba weszły do grona weteranów Bitwy. A o zmroku 20 września 1943 roku stanęły naprzeciw siebie na zimnych wodach wschodniego Atlantyku. Tylko jeden przetrwał ten pojedynek, żaden nie przetrwał wojny.


Napisałem soczysta. Czemu? Książka nie owija w bawełnę czym była walka na zimnych wodach groźnego Północnego Atlantyku. Do tego dochodzi... słownictwo używane przez bohaterów tak w myślach jak i w dialogach. Nie wiem jak to wyglądało w oryginale, ale tłumacz nie boi się stosować łaciny kuchennej. Takie oto przykłady:

- Podnieść na maksa ciśnienie w trójce i w czwórce. Stary chce wszystko, co mamy. Baczcie pilnie na awarię, zwłaszcza na pompach i obserwujcie, kurwa, łożyska wałów.
...
- Panowie - zaczyna Bahr - Prowadzę ciasny okręt. Żadnych niespodzianek. Żadnego pierdolenia. Wtedy będzie nam się świetnie współpracowało. Mamy robotę do wykonania więc do dzieła!
...
- Scheisse! Mam kurwa nadzieję że Smutje jest geniuszem!
...
- Co do kurwy nędzy robią teraz technicy Telefunkena i Siemensa?
i perełka:
- Do jasnej cholery, ty skurwysynu! Mogłeś nas wszystkich rozpierdolić w drobny mak! Tutaj drogi panie każdy z nas ponosi odpowiedzialność za cały okręt i załogę!

Razi? Uwierzcie mi, że nie przeszkadza to w lekturze, urealnia zachowywanie się ludzi będących w stanie skrajnego napięcia. Każdy z nas którzy byli szwejami dobrze pamięta ile trwało by człowiek przestał używać pewnych słów jako przecinka w zwykłej rozmowie po wyjściu do rezerwy...

Dzięki poznaniu historii niszczyciela (zaczynając od jego budowy a więc na długo przed samą II wojną światową), U-boota, obu kanadyjskich kapitanów St Croix (Harry'ego Kingsley'a i Andrew Hadley Dobson) oraz pierwszego i zarazem jedynego U-305 (Rudolf Bahr) możemy śledzić warunki bytu i walki na (z samej swojej natury) trudnym akwenie na dwóch różnych rodzajach jednostek, obserwować drogi kariery oficerów w marynarce wojennej Kanady i Niemiec (ciekawostką jest udział tego oficera w słynnym wypadzie Bismarcka i Prinz Eugena na pokładzie tego ostatniego. Dopiero latem 1941 skierowano go do U-bootwaffe) Dzięki temu mamy obraz dający wyobrażenie czym była codzienna ciężka służba, ciągła walka z awariami na pokładzie i co jakiś czas walka z wrogiem dla marynarzy po obu stronach.

Oczywiście są do wyłapania rzadkie błędy, niekiedy przypisywane przeze mnie tłumaczowi, który potrafi eskadrę przemienić w szwadron, tak w przypadku jednostek morskich (HMS Benbow, który miał wchodzić w skład 4 dywizji 4 szwadronu bojowego Wielkiej Floty lorda Jellicoe) jak i lotniczych (120 Szwadron RAF z Islandii). Niekiedy korwetom i fregatom eskorty nadawane jest poniżające miano - statek.

Lecz są błędy także i rzeczowe, które przydarzały się autorom: Bahr na pierwszym patrolu bojowym (swoją drogą na... U-69 a więc na śmiejącej się krowie a więc na U-boocie o którym sporo kilka postów wcześniej ale sam Bahr dostał tam przydział już po zdaniu dowództwa przez Metzlera) "szybko odkrywa że obserwacja prowadzona z niskiego kiosku sprawia że niewielki jest zasięg widzenia" albo "Pierwszy raz w życiu doświadcza zanurzenia alarmowego". Naprawdę rolleyes.gif To niby co robił podczas pobytu w 8 i 25 Flotylli w Gdańsku? Dowiadujemy się także że wyrzutnia torpedowa nr pięć jest w przednim przedziale torpedowym (na szczęście tylko w jednym miejscu, więc może "cyfrówka"). Zdarza się że ciężko się połapać o co chodzi:

QUOTE
Statek skręca i zygzakuje. Stary decyduje się znowu użyć działa pokładowego, jako że pogoda jest sprzyjająca: jasna, pobłyskująca powierzchnia morza, ciemny horyzont.
- Do zanurzenia! Na peryskopową! Alarm bojowy!


Często mamy możliwość śledzenia myśli niemieckiego dowódcy U-boota. I niekiedy autorzy zaskakują i tutaj:

QUOTE
- Najpierw Bletchley Park, potem radar na samolotach i statkach a teraz grupy łowcze

Doprawdy, powinien trafić do Abwehry. Churchill przestałby spać po nocach gdyby wiedział że liniowy d-ca U-boota miał taką wiedzę... Innym razem wydaje rozkaz obsadzenia działek p-lot podczas alarmu na widok wykrytego samolotu pokładowego, jednocześnie czytamy co o tym sądzi:

QUOTE
- Jezu Chryste! Ile oni ich mają? Najpierw był tylko Bogue. Potem Card. A teraz Block Island. Wszystkie w jednym patrolu!

Znał nazwę lotniskowca macierzystego na pierwszy rzut oka na samolot z jego pokładowej grupy lotniczej rolleyes.gif

Dowiadujemy się że zaopatrzenie do Stalina dociera do Murmańska i... przez Morze Czarne a Liberatory ze 120 Dywizjonu RAF operowały z... lotniskowca u brzegów Islandii (później w książce na szczęście operowały już tylko z Islandii). Kilka razy wspominane są mleczne krowy typ XIV lecz daty ich zatopień nie są do końca rzetelne. A z wymienionych ani u-504, ani U-641 nimi nie były.

I tak jak na wspaniałej jak zwykle grafice z okładki autorstwa Jarosława Wróbla jest skaza tak i w książce jest coś co mi trochę uwierało. Tą łyżką dziegciu jest przedstawianie strony niemieckiej w starym stylu. A to Bahr kieruje dziób U-boota i przepływa przez tratwy ratunkowe z rozbitkami, a to mamy informację o słynnym Triton Null bez zająknięcia się co było bezpośrednią przyczyną jego wydania. A to Bahr chichocze nad depeszą Donitza o szanowaniu bander krajów Ameryki Płd (ogólnie przez całą książkę właściwie każda depesza admirała jest kwitowana mniejszą czy większą irytacją, a każda wzmianka o nim w narracji autorów to okazja do zjadliwości na temat stylu dowodzenia. Ciągle mamy obraz człowieka oderwanego od rzeczywistości. Po drugiej stronie, jedyne słowa krytyki dla brytyjskiej Admiralicji można się doszukać przy informacji o wysłaniu na dodatkowe szkolenie kanadyjskich grup eskortowych po tym gdy wyliczono większe straty w konwojach przez nie eskortowanych. Autorzy podkreślają fakt umieszczania asdiców i radarów starszych generacji względem kolegów z Royal Navy). Na koniec autorzy słusznie przypominają że należy pamiętać kto walczył po czyjej stronie i co by się stało gdyby przegrani wygrali. Lecz gdyby poświęcili swoją uwagę bardziej by wykluczyć wyłapane błędy a mniej prezentowanej na każdym kroku swej niechęci niemieckiej stronie (opis rejsu szkoleniowego Emdena z Bahrem jako kadetem zmienia się w opis rejsu nazistowskiej młodzieży by się przekonała o swej wyższości z wypiekaniem ciasteczek w formie swastyki na czele, samo szkolenie jakby tak przy okazji) dałbym pozycji 9,5/10. A tak po namyśle daję 8/10 bo lektura jest znakomita a wiedza wcześniej nabyta łatwo oddzieli wpadki od znakomitej całej reszty. Opis walki niszczyciela z rozszalałym żywiołem gdy trafił na sztorm jest wspaniały. Rozdziały ukazujące punkt widzenia z pokładu U-boota podobne do tych z najlepszych "kotwiczek" co nie znaczy że nie wnoszące nic nowego. Pojedynek głównych bohaterów jest zaskakująco krótki. Wykorzystanie z zimną krwią zasady: pierwszy namierzam, pierwszy atakuję. Lecz tempo opowiadania nic a nic nie zwalnia! Zwycięzca jeszcze dużo krwi upuścił przeciwnikowi, a jego ostatnia walka wynagradza nam dwakroć wspomniany morderczo krótki pojedynek U-305 i St Croix. Kończąc: a co jest tą wspomnianą skazą na okładce? Nie znam jak do tej pory ani jednej sytuacji w której podczas walki kapitan U-boota korzystałby z obu peryskopów: bojowego i wachtowego. Z oczywistych powodów.

Może trochę krytyczniej oceniam niż Kolega Filipdan, ale i tak gorąco polecam!

PS Jest i polonica. Z kanadyjskiego niszczyciela przetrwał tylko jeden rozbitek. Trafił na pokład frachtowca Wisła. A teraz biorę się za jedną z 600 stronicowych cegiełek z serii wink.gif
 
User is offline  PMMini Profile Post #28

2 Strony < 1 2 
2 Użytkowników czyta ten temat (2 Gości i 0 Anonimowych użytkowników)
0 Zarejestrowanych:


Topic Options
Reply to this topicStart new topic

 

 
Copyright © 2003 - 2017 Historycy.org
historycy@historycy.org, tel: 12 346-54-06

Kolokacja serwera, łącza internetowe:
Uniwersytet Marii Curie-Skłodowskiej