Witaj GOŚCIU ( Zaloguj się | Rejestracja )
 
 
Reply to this topicStart new topicStart Poll

> Kobiety, komunizm i industrializacja ..., Małgorzata Fidelis
     
septimanus79
 

VI ranga
******
Grupa: Użytkownik
Postów: 1.047
Nr użytkownika: 62.287

Zawód: geofizyk
 
 
post 1/06/2015, 6:48 Quote Post

w serii historycznej wydawnictwa WAB znowu ukazała się interesująca pozycja z historii społecznej powojennej Polski: Małgorzata Fidelis "Kobiety, komunizm i industrializacja w powojennej Polsce", 2015.

z opisu:
"Książka autorki zajmującej się m.in. problematyką gender, dowodząca, że kobiety odegrały ważną rolę w tworzeniu społeczeństwa komunistycznego.
Na początku lat 50., w następstwie szybko postępującej stalinowskiej industrializacji, doszło do masowego zatrudniania kobiet na stanowiskach tradycyjnie uważanych za męskie. Ale już w 1956 roku, te same zajęcia ponownie zaczęto uważać za "sprzeczne z naturą kobiety" - wedle nowych przywódców państwa, funkcje rozrodcze kobiet uniemożliwiały im wykonywanie takich prac. Jakie było źródło tej zmiany? Dlaczego odstąpiono od idei - jakkolwiek krzywo i brutalnie realizowanej - powszechnej równości? I co najważniejsze, dlaczego różnica płci staje się politycznie istotna w pewnych momentach bardziej niż w innych? "

o autorce:
"dr Małgorzata Fidelis - profesor historii na University of Illinois at Chicago. Ostatnio wydała książkę "Women, Communism, and Industrialization in Postwar Poland" ("Kobiety, komunizm i industrializacja w powojennej Polsce", Cambridge University Press 2010). Mieszka w San Francisco"

user posted image

wywiad z Małgorzatą Fidelis - "Kobiety w PRL-u" / WO:

'Adam Leszczyński: Twierdzi pani, że komunizm - w swoim najgorszym, stalinowskim wydaniu emancypował polskie kobiety? Nie był dla nich - jak dla wszystkich - opresją, zniewoleniem? Myślałem, że kobiety zmuszano do wsiadania na traktory.

dr Małgorzata Fidelis: Nikt ich nie zmuszał. Rozmawiałam z tymi kobietami i najczęściej dobrze to wspominały.
Stalinizm w Polsce naprawdę wprowadził różne elementy emancypacji, ale to nie znaczy, że był fantastycznym systemem, albo że nawet wprowadził równouprawnienie kobiet. Różnice w rolach przypisanych mężczyznom i kobietom były nadal, tylko inne niż przed wojną.

Pamiętam to z filmów socrealistycznych i plakatów: kobiety na traktorach, kobiety-murarki. Leopold Tyrmand pisał kiedyś o kobietach w kombinezonach, że to zbrodnia na kobiecości - takie babochłopy. To nie było groteskowe?

To jest nieprawdziwy stereotyp. Ale rzeczywiście, kobieta na traktorze stała się później symbolem wynaturzenia stalinizmu, który pogwałca naturalny porządek rzeczy.

Bo pogwałcił go. Nieprawda?

Zajmowałam się głównie środowiskiem robotniczym - robotnicami. Nie było w tym porządku nic naturalnego. Wie pan, że kobiety od początku rewolucji przemysłowej pracowały w fabrykach? Tyle, że w przeważającej większości zajmowały stanowiska niższe niż mężczyźni i im podporządkowane. To była praca niewykwalifikowana, mniej zmechanizowana i gorzej płatna.
Stalinizm chciał te podziały obalić, chociaż nie do końca, bo w przemyśle tzw. kobiecym nadal miały pracować kobiety.

Rozmawiała pani z tymi kobietami - np. z tymi, które były górniczkami pod ziemią. Ktoś je zmuszał? System je zniewolił i wepchnął pod ziemię?

Absolutnie nie. Kobiety są aktywnymi aktorami społecznymi: nigdy nie były pasywnymi odbiorczyniami polityki, czy to komunistycznej, czy jakiejś innej. To był ich wybór.
Kiedy pojechałam na Śląsk, żeby robić wywiady, nie miałam jeszcze sprecyzowanego wizerunku tych kobiet. Okazało się, że im praca pod ziemią odpowiadała.

Jak to możliwe?

Bo była lżejsza i lepiej płatna niż na powierzchni. Według stereotypu w XIX w. czy przed wojną kobiety wykonywały lekką pracę, o ile w ogóle pracowały poza domem. To fałsz. Nigdy nie było tak, że większość kobiet siedziała w domu i zajmowała dziećmi. Na to było stać tylko klasę średnią i sfery wyższe - i tam zresztą ten model był zawsze kontestowany. Kobiety z warstw niższych, czyli ogromna większość, często pracowały zarobkowo.
W przemyśle ciężkim mężczyźni wykonywali tę pracę, która była bardziej zmechanizowana, lepiej płatna, i określana jako "wykwalifikowana", a więc bardziej prestiżowa. Kobiety były zatrudniane przy czynnościach, które wymagały dużo siły fizycznej.
Np. w górnictwie pracowały w sortowni. To bardzo ciężkie zajęcie! Jadą wagoniki z węglem, a kobiety muszą ten węgiel oczyszczać: wyjmować kamienie, rozbijać duże bryły. Musiały je same zdejmować z wózka i rozbijać kilofem. Ta praca wymagała wysiłku fizycznego i dużej koncentracji.
Była też na powierzchni, a więc pracowano o każdej porze roku - w deszczu, śniegu. Po wojnie brakowało odzieży ochronnej, rękawic, hełmów. Często pracowały np. w kapciach.
Robotnice z sortowni były o wiele niżej w hierarchii od górników pracujących pod ziemią. Oni mieli lepsze warunki, przydziały jedzenia. Kobiety na powierzchni były pomijane - bo wykonywały tzw. "lekką" pracę.
Druga tradycyjna praca kobiet w górnictwie to pchanie wózków z węglem. Niskopłatna, mało prestiżowa praca. Bardzo ciężka.

Wejście pod ziemię to był awans?

Tak to postrzegały. Dla kobiet otwarto zresztą tylko wyselekcjonowane miejsca - kobieta nie mogła zostać rębaczem, który wykuwał węgiel ze ściany. Chodziło o pozycje zmechanizowane, asystujące w transporcie węgla pod ziemią. To była praca przy taśmie, spinanie wagoników.
Kobiety, z którymi rozmawiałam, były z tego bardzo zadowolone. Pani Krystyna (zmieniam imiona swoich bohaterek) specjalnie przyszła do kopalni "Ziemowit", żeby dostać pracę pod ziemią - bo dowiedziała się, że to praca lekka, czyli zmechanizowana. No i pod ziemią - jak twierdziła - było zawsze ciepło.
Pani Marianna wspominała, że dzięki tej pracy miała taką pensję, że mogła ubrać się jak pani inżynier i zostawały jej pieniądze, żeby dać siostrze, która była samotną matką (sama była jeszcze panną).

O co komunistom chodziło? Musieli wiedzieć, że próba zmiany ról płciowych wzbudzi opór. Mało mieli problemów? Zależało im na sile roboczej? Pół narodu było zamknięte w kuchni, a w socjalizmie stale brakowało siły roboczej.

Na pewno produkcja była ważna, ale w urzędach planowania i zakładach w PRL liczono się kwestiami ideologicznymi.
Niekoniecznie trzeba było głosić hasła równościowe, żeby wykorzystać kobiety w produkcji. W czasie wojen światowych w Stanach Zjednoczonych i w Anglii kobiety powszechnie mobilizowano do pracy w fabrykach amunicji. Sławna "Rosie the Riveter" - "Róża Niciarka" - była bohaterką wielkiej kampanii propagandowej w USA, bardzo skutecznej. Tam jednak nikt nie mówił o równouprawnieniu. Były hasła patriotyzmu, pomocy mężczyznom. Kobieta miała pomagać - taka była jej rola w czasie wojny - a potem wszystko wróci do normy. Nie chodziło o permanentną zmianę w relacjach płciowych.
Stalinizm oczywiście był totalitarny i represyjny. To prawdziwy obraz, ale niekompletny. To także czas bezprecedensowej migracji ludzi ze wsi do miast, awansu społecznego, który dla wielu (nie twierdzę, że dla wszystkich) był rzeczywisty. Możliwości młodej kobiety na wsi przed wojną były bardzo ograniczone. Mogła pójść na służbę do miasta. Ale to była straszna praca bez perspektyw: prawie niewolnicza, często połączona z seksualnym wykorzystywaniem przez pracodawcę.
Zajmowałam się kombinatem włókienniczym w Zambrowie. Jego załoga składała się w większości z młodych dziewcząt, które zostały zwerbowane ze wsi, przeszkolone i wysłane do pracy w kombinacie. Ta fabryka miała złą prasę.

Czytałem książkę Andrzeja Zawistowskiego o Zambrowie. Chodziły podobno słuchy, że tam "gwałcą mężczyzn".

Jaki tu jest podtekst? Praca kobiet poza domem sprawia, że zaczynają zachowywać się nienaturalnie. Ten sposób myślenia był wówczas często spotykany.
W Zambrowie były ciężkie warunki w hotelu robotniczym, brak mieszkań, niskie zarobki... Kiedy rozmawiałam z kobietami, które tam zaczynały pracę, mówiły "było ciężko, ale w porównaniu z tym, co miałam na wsi, to był luksus". Używały tego słowa! Jedna powiedziała mi, że w hotelu robotniczym - chociaż musiała spać w łóżku z inną koleżanką - i tak było komfortowo... Były posiłki, pościel regularnie zmieniano, do pracy mogła dojść piechotą.
Robotnice po raz pierwszy otrzymały czas wolny. Na wsi takiego pojęcia nie było. Po pracy mogły zajmować się innymi rzeczami. Młode dziewczyny miały więcej możliwości niż na wsi, żeby mieć odrobinę autonomii. Nagle odkrywały zakład fryzjerski czy kosmetyczny, zaczynały się interesować modą. Nawet jeździły z Zambrowa do Warszawy po zakupy, czytały czasopisma.
Negatywny obraz kobiet w męskich zawodach został bardzo utrwalony w czasie destalinizacji i oczywiście później. Często w prasie pisząc o stalinizmie posługiwano się stereotypami płciowymi. Żeby pokazać zło systemu, mówiono o patologiach społecznych - często związanych z seksualnością.

Seksualnością? Przecież stalinizm - i w ogóle komunizm - był strasznie pruderyjny.

Bardzo często atakowano w prasie kobiety mieszkające w hotelach robotniczych. Praca zawodowa z dala od domu miała sprawiać, że stawały się rozwiązłe, czyli zachowywały się niezgodnie z tradycyjną rolą płciową. Ta rola to oczywiście kobieta skromna, wierna i nie manifestująca swojej seksualności. Artykuły na temat żeńskich hoteli robotniczych głównie mówią o różnych ekscesach seksualnych, w które angażują się młode robotnice, zwykle migrantki ze wsi.

To była nieprawda?

Na pewno to, że młode kobiety wyzwalały się spod nadzoru wsi i rodziny, powodował, że pojawiała się chęć eksperymentowania i te eksperymenty seksualne z pewnością były.
Ja zadaję trochę inne pytanie, kiedy patrzę na to zjawisko. Dlaczego to zainteresowanie życiem seksualnym robotnic pojawia się akurat w tym momencie politycznym? W czasie kiedy zaczyna się reformować system? I dlaczego nikt nie pyta o mężczyzn? Kiedy się pisze o męskich hotelach robotniczych, mowa jest o bałaganie i wandalizmie. W przypadku kobiecych pisze się o ich aktywności seksualnej.

Był opór przeciwko tej narzuconej emancypacji? Czy była odbierana powszechnie jako coś nienaturalnego? Ludzie robili sobie żarty.

To nie było akceptowane przez bardzo dużą część społeczeństwa, zwłaszcza na wsi.
W okolicach Zambrowa chłopi opierali się przed werbowaniem dziewcząt do fabryki. Grał tu rolę tradycyjny strach przed miastem i przed tym, co się dzieje z kobietami w mieście. Miasto postrzegano jako zepsute, co było szczególnie groźne dla kobiet. Znajdowałam wypowiedzi chłopów, którzy mówili: "oddam zboże, oddam co chcecie, ale nie oddam wam mojej córki, bo nie chcę, żeby komisja oglądała ją nago i żeby wróciła z dzieckiem".
Był też opór w tradycyjnym środowisku górniczym, w którym kobieta nie pracuje i zajmuje się domem. Ma w ten sposób wkład w pracę górnika, bo o niego dba i karmi.
Ta rola dawała w społeczności górniczej pewien status.
Co ciekawe, przeciw pracy kobiet pod ziemią najbardziej protestowali nie mężczyźni, ale żony górników.

Bo to zagrażało ich roli społecznej?

Grały też stereotypy dotyczące seksualności. Żony górników uważały, że ich mężowie nie mogą pracować z kobietami, bo będą narażeni na pokusy. Jeszcze pod ziemią! Nikt nie widzi, co się tam dzieje.

Kończy się stalinizm. Wszystko wraca do przedwojennej normy?

Nie wraca, chociaż kobiety usunięto z większości męskich zawodów. Zostały np. tramwajarki.
Komunizm był słaby w Polsce. Komuniści nie mieli poparcia i zawsze mieli problemy z legitymizacją. Po 1956 r. okazało się, że terror i represje nie działają, i że trzeba negocjować ze społeczeństwem.
Grupą społeczną, na której reżimowi bardzo zależało, byli robotnicy wykwalifikowani. To przeważnie mężczyźni. Mają olbrzymi udział w produkcji. Na nich opiera się system - ideologicznie i praktycznie.
Ta grupa domagała się w hali fabrycznej tradycyjnego prestiżu. Jego elementem było to, że kobiety były podporządkowane - w domu i w pracy. Stąd po 1956 r. wraca tradycyjna hierarchia płci. Oficjalnie ideologia równouprawnienia pozostała, ale była fasadowa.
Wtedy wprowadzono oficjalny zakaz pracy kobiet pod ziemią. Musiały wracać do sortowni i do pchania wózków. Wyraźnie mi mówiły, ze nie chciały wracać. Ale musiały. Dla ich dobra. Bo są matkami i praca na powierzchni jest dla nich lepsza.

Może pod ziemią jest bardziej niebezpiecznie?

Prawda. Ale kto powinien decydować o tym, czy mają się narażać? Mężczyźni czy kobiety?
Nigdy nie spotkałam żadnych badań, z których by wynikało, że kobiety pracujące pod ziemią lub w innych "męskich zawodach" miały mieć trudności z zajściem w ciążę.
Skarżyły się na zakaz w listach do gazet, do związków zawodowych, do władz.

W 1980 r. przyszła "Solidarność": była ruchem emancypacyjnym? Chciała przecież żłobków, przedszkoli...

"S" była niesłychanie tradycyjna. Emancypacja miała polegać na tym, żeby kobiety nie musiały pracować i mogły wypełniać funkcje domowe. To wiązało się także z powrotem tradycji katolicko-narodowej.
Po 1989 r., po upadku systemu, sytuacja kobiet się pogorszyła pod wieloma względami. To była w pewnym stopniu reakcja przeciw komunizmowi, który próbował emancypować kobiety w sposób - jak wtedy wiele osób myślało - sztuczny.
Paradoksalnie, jest jednak dużo ciągłości pomiędzy okresem późnego komunizmu - kiedy tradycyjne role płciowe przeżywają renesans i są popierane zarówno przez reżim, jak i "S" - a okresem po 1989 r. Tu zerwania z PRL nie było.'

Ten post był edytowany przez septimanus79: 1/06/2015, 7:14
 
User is offline  PMMini Profile Post #1

 
2 Użytkowników czyta ten temat (2 Gości i 0 Anonimowych użytkowników)
0 Zarejestrowanych:


Topic Options
Reply to this topicStart new topic

 

 
Copyright © 2003 - 2018 Historycy.org
historycy@historycy.org, tel: 12 346-54-06

Kolokacja serwera, łącza internetowe:
Uniwersytet Marii Curie-Skłodowskiej