Witaj GOŚCIU ( Zaloguj się | Rejestracja )
 
4 Strony < 1 2 3 4 > 
Reply to this topicStart new topicStart Poll

> Meksyk kolonią francuską ?
     
Stonewall
 

VII ranga
*******
Grupa: Przyjaciel forum
Postów: 2.504
Nr użytkownika: 15.117

Marcin Suchacki
Stopień akademicki: magister
Zawód: pisarz
 
 
post 6/01/2007, 11:36 Quote Post

Drodzy Forumowicze!
Zanim przejdę do kolejnego odcinka dziejów Meksyku w XIX wieku, pragnę polecić parę linków ukazujących francuską interwencję w Meksyku (warto dane z owych linków skonfrontować z moimi poprzednimi tekstami, wszak w ukazaniu niektórych aspektach dziejów owej wojny różnię się z autorami poniższych artykułów):
http://wargaming.bellerofont.net/index.php...cle&article=180
http://www.net4war.com/e-revue/batailles/e...erationnel6.htm
http://www.net4war.com/e-revue/musee/mexique.htm
http://www.net4war.com/e-revue/batailles/empire2/puebla1.htm
http://www.net4war.com/e-revue/batailles/e...siegepuebla.htm
http://www.net4war.com/e-revue/batailles/e...e2/camerone.htm
http://www.net4war.com/e-revue/batailles/e.../sanlorenzo.htm
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #31

     
Stonewall
 

VII ranga
*******
Grupa: Przyjaciel forum
Postów: 2.504
Nr użytkownika: 15.117

Marcin Suchacki
Stopień akademicki: magister
Zawód: pisarz
 
 
post 7/02/2007, 16:57 Quote Post

Drodzy Forumowicze!
Myślę, że pora już, aby zakończyć mój mini-wykład poświęcony dziejom Meksyku. Zostawiłem Was w chwili, gdy cesarz z rodu Habsburgów, dawne jedno z "Los Ninos Heroes" oraz Indianin w mundurze generalskim zginęli walcząc do końca o własną wizję kraju położonego na południe od Rio Grande. W niespełna miesiąc po śmierci trójki wyżej wymienionych Benito Juarez tryumfalnie wjechał w mury stolicy państwa. W dniu tym prezydent zwrócił się do rodaków słowami: "Meksykanie! Wszystkie nasze wysiłki poświęcimy osiągnięciu i umocnieniu dobroczynnego pokoju [...] Niech lud i rząd szanują prawa wszystkich. Tak między jednostkami, jak między narodami szacunek dla praw drugiego oznacza pokój". Niestety rzeczywistość Meksyku pomaksymilianowskiego zaprzeczyła szumnej odezwie Juareza. Prezydent ponownie okazał się mieć ciągoty dyktatorskie, a sam tylekroć powołując się na prawo (w końcu był jurystą) nie wahał się go łamać w celu utrzymania się przy władzy. Generał Jesus Gonzalez Ortega, bohater wojny z Francuzami, którego armia heroicznie broniła w roku 1863 kluczowych fortyfikacji Puebli zasłaniających interwentom drogę na stolicę kraju i który kapitulował dopiero po klęsce wojsk gen. Ignacio Comonforta w bitwie pod San Lorenzo (spieszyły one Puebli z odsieczą), znany ze swej szlachetności (generał nakazał otoczyć szczególną opieką jeńców spośród elitarnej francuskiej formacji żuawów, co stanowiło wyraz uznania dla ich męstwa), został bezprawnie wtrącony do więzienia, gdyż nie zgadzał się z polityką pana Benito. Armia, dla której aresztowanie Ortegi było policzkiem, kilkakrotnie buntowała się przeciwko dyktatorowi. W roku 1871 stan wrzenia w Meksyku osiągnął apogeum, gdy Juarez po raz kolejny został wybrany prezydentem, czego dokonał poprzez przymus i fałszerstwa przy urnach. Na ulicach stolicy sztandar powstania ujął gen. Aureliano Rivera, lecz wojska rządowe utopiły je we krwi, a rebeliantów mordowano bez pardonu (w tym jeńców). Na południu kraju legendarny gen. Porfirio Diaz, który niegdyś obronił prowincję Oaxaca przed Francuzami, pod hasłem "Konstytucja 1857 roku i wolność!" także wzniecił bunt zgnieciony przez juarystów. W rok później znękany sytuacją panującą w kraju prezydent Juarez zakonczył żywot. Ster władzy przejął po nim Sebastian Lerdo de Tejada, jeden z jego głównych rywali podczas elekcji roku 1871, znany liberał i antyklerykał, twórca osławionego prawa zawłaszczającego grunta indiańskie. Jego stosunkowo krótkie rządy upłynęły w podobnej atmosferze jak poprzednika, wszak przez kraj przetoczyłą się fala powstań indiańskich, w czasie których rebelianci wystąpili pod hasłem "Niech żyje Chrystus Król!". Wreszcie w roku 1877 władzę ujął w swoje ręce wspomniany Porfirio Diaz, który niemal nieprzerwanie kierował krajem do roku 1911, gdy tzw. rewolucja meksykańska i jego zrzuciła z fotela prezydenckiego. Diaz rządził twardą ręką, ale i dbał o rozwój gospodarczy kraju, wszak to za jego czasów Meksyk przeszedł wreszcie proces industrializacji. Ideologiczną podbudowę państwa meksykańskiego dawała wtedy pamięć o bojach z europejskimi interwentami. Jednym z naczelnych haseł polityki Diaza stało się wykreowanie jednolitego narodu meksykańskiego, w którym zanikną stare podziały na Kreoli, Metysów i Indian; wszak przedstawiciele każdej z owych grup walczyli przeciwko Francuzom, Belgom czy Austriakom. 5 maja, rocznica zwycięskiej bitwy wojsk gen. Ignacio Zaragozy z Francuzami z roku 1862 (tzw. pierwsza Puebla), stała się głownym świętem państwowym, a dla podkreślenia zwycięstwa republikanizmu nad starym porządkiem monarchicznym w tym dniu na trybunę honorową w stołecznym Meksyku zapraszano ambasadora Francji (zwycięstwo Zaragozy miało być tryumfem nad Napoleonem III jako tyranem a nie nad narodem francuskim). Pod tą fasadą bujnego rozwoju ekonomicznego i dumy z osiągnięć armii meksykańskiej kryły się jednak głębokie problemy nurtujące Meksykanów.Rozwój gospodarki byłby niemożliwy bez zaangażowania kapitału obcego, głównie amerykańskiego - ekonomiczne uzależnienie południowego sąsiada przez USA powiodło się, a przecież William Seward, sekretarz stanu podejmowany w Meksyku hucznie w roku 1869, marzył jeszcze, że kraj ten zostanie nasycony amerykańskimi osadnikami i w praktyce przyłączony do Stanów, bo przecież z Maksymilianem Waszyngton wojował nie dla wolności Meksyku, tylko dla faktu, iż Habsburg nie pozwoliłby na wchłonięcie ziem meksykańskich przez Amerykanów. Kraj gnębiły też nadal problemy natury społecznej, jak kwestia ziemi indiańskiej czy stosunku władzy do religii. To wszystko stało się zapowiedzią rewolucji meksykańskiej i dalszych perturbacji wewnątrz państwa, jakie miały mieć miejsce w wieku XX, ale one już nie należą do tej opowieści.
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #32

     
Stonewall
 

VII ranga
*******
Grupa: Przyjaciel forum
Postów: 2.504
Nr użytkownika: 15.117

Marcin Suchacki
Stopień akademicki: magister
Zawód: pisarz
 
 
post 12/02/2007, 13:09 Quote Post

Drodzy Forumowicze!
Myślę, iż po przedstawieniu zarysu dziejów politycznych Meksyku w czasach Benito Juareza i Porfirio Diaza czas spełnić prośbę Tima Graysona i zająć się bliżej militarną stroną obecności Francuzów w owym kraju w siódmej dekadzie XIX wieku. Nie zamierzam przy tym ukazać w miejscu niniejszym wszystkich ważniejszych bitew czy kampanii, jakie przyszło żołnierzom Napoleona III toczyć przeciwko juarystom, lecz wybrane jeno starcia i problemy, które obrazowałyby meksykańską wyprawę wojsk cesarskich.
Wyprawa ta, nie wchodząc w szczegóły, brała się zarówno z pobudek polityczno-religijnych, jak też gospodarczych. Kwestie ekonomiczne ukazałem już w postach poprzednich, polityka i religia sprowadzały się w zasadzie do tego, iż Napoleon III pragnął znów zyskać katolicką opinię publiczną, zrażoną do imperatora jego poparciem dla zjednoczeniowej polityki króla piemonckiego, Wiktora Emanuela II, rychło ekskomunikowanego przez papieża, oraz represyjnymi ostatnio (tj. na przełomie lat 50 i 60) edyktami cesarza wobec katolickiej opozycji (m. in. obostrzenia w stosunku do stowarzyszeń i szkół wyznaniowych). Krucjata w obronie katolików uciskanych w Meksyku przez przesiąknięty masonerią obóz liberałów wspieranych antypapistowsko nastawionym Waszyngtonem mogła pomóc odzyskać Napoleonowi III serca i umysły swoich chrześcijańskich poddanych, z których niejeden opuścił już liberalizującą się Francję (vide gen. La Moriciere, legendarny przed laty dowódca francuskich żuawów, który porzucił cesarza, by na czele tzw. Zuavi Pontifici, międzynarodowej siły zbrojnej, bronić Państwa Kościelnego przed jego nie tylko włoskimi wrogami). Wyprawa taka pozwoliłaby, w zamyśle sterników francuskiej nawy państwowej, utworzyć silną monarchię meksykańską, której katolickie oblicze stanowiłoby przeciwwagę dla protestanckiego imperium tworzonego przez USA. Zamysły cesarza wspierali przebywający w Europie meksykańscy emigranci polityczni, którzy schronili się tu po zwycięstwie liberałów w toczonej na południe od Rio Grande wojnie domowej. Pośród nich rej wodzili: gen. Juan Almonte, ks. abp La Bastida oraz dyplomata J. M. Gutierrez de Estrada. Grupa ta głosiła, iż wojna w Meksyku nie ustała, wszak na prowincji wciąż tlą się walki partyzanckie, zaś liberałowie nie mają żadnego pomysłu na naprawę gospodarki tamtejszej. W tym samym czasie dwa inne państwa europejskie również żywo interesowały się sytuacją panującą na południe od Rio Grande. Hiszpanie marzyli o rekolonizacji ziem amerykańskich (pisałem o tym także w temacie "Wojny państw Ameryki Południowej i Środkowej"), zaś Brytyjczycy chcieli osiągnąć dodatkowe korzyści z eksploatacji meksykańskich kopalin. Wobec powyższego Francja, Hiszpania i Wielka Brytania porozumiały się co do wspólnej interwencji zbrojnej na ziemiach meksykańskich, dla której pretekstem stał się fakt zawieszenia przez prezydenta Juareza płatności zagranicznych republiki.
Pierwsi do boju jeszcze w grudniu roku 1861 ruszyli Hiszpanie, którzy desantowali się w okolicach Veracruz, bram kraju. W styczniu roku następnego dołączyli ich alianci, przy czym francuski korpus ekspedycyjny liczył pierwotnie 2500 żołnierzy. Rychło malaryczność wybrzeża Zatoki Campeche oraz niepowodzenia w zdobywaniu samego Veracruz uzmysłowiły partnerom Francuzów, iż ekspedycja meksykańska to pomyłka. Brytyjczyków zniechęcał katolicki wydźwięk działań Francuzów, a Hiszpanie widzieli, że Napoleon III zmierza do budowy silnego Meksyku, który nie będzie na rękę ich planom rekolonizacyjnym. W kwietniu Wielka Brytania i Hiszpania wycofały się z roli interwentów. Decyzja ta pozostawiła niemal samymi około 6 tys. żołnierzy francuskich ze wzmocnionego już kontyngentu, którym od marca dowodził gen. Charles Ferdinand Latrille de Lorencez, wódz cieszący się uznaniem pośród braci oficerów, o czym w swych pamiętnikach zaświadcza kronikarz epoki, gen. François Charles du Barail. Jako pomoc dla ludzi Lorenceza służyć mogli jedynie nieprzejednani partyzanci z obozu wrogiego juarystom. Trudna sytuacja sanitarna, jaka panowała w oddziałach europejskich, spowodowała, iż wódz korpusu myslał o zaniechaniu dalszych operacji zaczepnych. Żywotność wojsk republikańskich, starających się zepchnąć interwentów do morza, oraz apele przebywających z Lorencezem emigrantów sprawiły jednak, iż stosunkowo niewielkie siły francuskie podjęły marsz w głąb kraju. W otwartym polu Europejczycy tryumfowali, co Lorencez zinterpretował jako słabość przeciwnika. Interpretacja ta miała się już rychło srogo zemścić na Francuzach.
5 maja 1862 roku wódz interwentów rzucił do natarcia w kierunku dużego miasta Puebla dwa doborowe bataliony - żuawów i szaserów pieszych (natarcie to wspomniany du Barail nazwał szaleństwem). Puebla stanowiła przeszkodę na drodze ku stolicy kraju, a przebywający u boku Lorenceza doradcy meksykańscy twierdzili, iż mieszkańcy jego sympatyzują ze sprawą konserwatystów, więc udany atak na miasto sprawi, iż przyłączą się oni do walki od wewnątrz osłabiając obronę. Problem polegał na tym, iż doradzający natarcie gen. Juan Almonte planował je inaczej, niż to widział dowódca Francuzów. Almonte, znający świetnie tamtejszą topografię, odradzał atakowanie od strony północnej, gdzie były pobudowane silne umocnienia. Lorencez odrzucił jednak sugestie Meksykanina i po wykonaniu pobieżnego rekonesansu pchnął swoje elitarne kompanie do natarcia na tym właśnie kierunku, nie zapewniając im też odpowiedniego wsparcia artyleryjskiego. Francuska piechota została odparta, a dowodzący obroną Puebli gen. Ignacio Zaragoza, dotychczasowy minister wojny w rządzie Juareza, rzucił do kontrataku swoją kawalerię, która pogłębiła porażkę Europejczyków. Tym sposobem za cenę utraty 200 ludzi armia republikańska pokonała Francuzów, których ubytki wyniosły ok. 800 żołnierzy. Bój tego dnia przerwała gwałtowna burza, która wstrzymała pościg za cofającymi się interwentami. Przez następne dwa dni ludzie Lorenceza lizali rany u bram miasta, by po tym terminie wycofać się ku Orizabie, położonej w połowie drogi do Veracruz. Wojska republikańskie wszczęły wtedy dalszy pościg, który został powstrzymany przez meksykańskie oddziały sprzymierzonego z Francuzami gen. Leonardo Marqueza, znanego zarówno z niezrównanego męstwa, jak i wielkiego okrucieństwa. Podkomendnych Tygrysa z Tacubaya, jak zwano Marqueza, wsparli udatnie żołnierze z 99 regimentu liniowego Francji (jeden batalion), których heroizm nagrodzono Orderem Legii Honorowej przypiętym po walkach osłonowych do ich sztandaru pułkowego, co było praktykowanym w armii francuskiej wyróżnieniem zbiorowym.
Stoczona 5 maja 1862 roku bitwa załamała Lorenceza, który uznał, iż oporu armii republikańskiej wojskom francuskim już się nie uda złamać. Wnuk marszałka Oudinota, jakim był niefortunny dowódca spod Puebli, czuł się zawiedziony nastrojami społecznymi panującymi w Meksyku, które nie pasowały do jego wyobrażeń snutych na podstawie relacji emigrantów. Defetyzm generała sprawił, iż nie przyjął on stanowiska zastępcy dowódcy wojsk francuskich w Meksyku, jakie ofiarował mu cesarz po reorganizacji ich i wzmocnieniu, które nastąpiło w kolejnych miesiącach (dowództwo blisko czterdziestotysięcznego korpusu objął wyższy stopniem gen. Élie Forey) i na własną prośbę opuścił w grudniu kraj, który zrujnował mu zdrowie - Lorencez sprzeciwiał się bowiem dalszej eskalacji działań francuskich w Meksyku, które uważał za skazane na klęskę; w kontekście choroby, jakiej generał nabawił się nad Zatoką Campeche, warto zauważyć, iż klimat zamorskich terenów (nie tylko Meksyku), na których walczyli oficerowie Francji, drenował ich zdrowie, co sprawiło, że wielu z nich w latach 1870-71 nie mogło energią i siłą fizyczną równać się niemieckim przeciwnikom, którzy całe życie spędzili w umiarkowanym klimacie.
Inne nastroje panowały oczywiście po drugiej stronie frontu, gdzie piano z zachwytu nad stosunkowo skromnym sukcesem oddziałów republikańskich. Jeszcze we wrześniu prezydent Juarez ogłosił dzień 5 maja świętem narodowym, a współcześnie miasto będące świadkiem owego zwycięstwa nosi na cześć swego rychło zmarłego obrońcy miano Puebla de Zaragoza. Sam bój obrósł w wiele legend, podle których doborowe zastępy francuskie jakoby mieli wyciąć meksykańscy chłopi, uzbrojeni w maczety i pędzący na wroga stada bydła. Podkreślano, iż tryumf został odniesiony nad zwycięzcami spod Sewastopola, Magenty i Solferino. Odezwa generała Berriozabala głosiła: "Żołnierze! Zwyciężyliście najlepszą armię świata i uczyniliście to jako pierwsi". W euforii widziano już nawet orły cesarskie topione w morzu.
Pomimo entuzjazmu juarystów i defetyzmu Lorenceza, w Paryżu uznano jednak, iż sukces w wojnie tej jest możliwy - należy jedynie wzmóc siły, ale o tym innym razem.
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #33

     
Stonewall
 

VII ranga
*******
Grupa: Przyjaciel forum
Postów: 2.504
Nr użytkownika: 15.117

Marcin Suchacki
Stopień akademicki: magister
Zawód: pisarz
 
 
post 1/03/2007, 17:48 Quote Post

Drodzy Forumowicze!
Zgodnie z tym, co napisałem w poprzednim poście, porażka pod Pueblą skłoniła władze paryskie do wzmocnienie sił skierowanych do walk na ziemi meksykańskiej. Do Ameryki w związku z tym popłynęły kolejne kontyngenty żołnierzy francuskich. Dowództwo nad trzydziestotysięcznym korpusem objął gen. Élie Forey. Przybyłe do Meksyku wojska cesarskie zgrupowano w dwie dywizje, których komendy oddano w ręce gen. Achillesa Bazaine'a i gen. Feliksa Douaya, którzy przed laty rozpoczynali swe kariery wojskowe od najniższych stopni walcząc w kampaniach kolonialnych, by poprzez chlubną służbę podczas wojen z Rosją i Austrią dojść do wysokich stanowisk w armii. Dywizje owe zostały nasycone doborowymi jednostkami, wsławionymi w wielu przeszłych operacjach. Godzi się wspomnieć, iż kontyngent żuawów, liczący za czasów Lorenceza zaledwie jeden batalion, rozrósł się do sześciu batalionów wystawionych w sumie przez trzy regimenty stacjonujące na co dzień w Afryce Północnej (po dwa bataliony z każdego pułku - jedynie regiment gwardyjski, stojący we Francji, nie posłał swoich kompanii za ocean). Żuawi słynęli z męstwa, czego dowodem stała się choćby bitwa pod Magentą, po której sztandar 2 pułku udekorowano Orderem Legii Honorowej (żuawi w starciu tym ocalili m. in. chorągiew 1 pułku Legii Cudzoziemskiej, co połączyło ich szczególnym braterstwem broni z legionistami, z którymi potem wspólnie wojowali w Meksyku). Warto dodać, iż pośród osób odznaczonych indywidualnie po owej batalii z 4 czerwca 1859 roku znalazła się również kobieta, kantynierka Degobert, pierwsza niewiasta uhonorowana najwyższym odznaczeniem francuskim, która niosła ofiarnie pomoc rannym żołnierzom - sama żuawka odnosiła rany w przeszłych kampaniach w Afryce i na Krymie. Obok męstwa okazywanego przez mężczyzn i kobiety służących w żuawach ważnym walorem owej formacji była umiejętność odbywania szybkich i dalekich zarazem marszy w trudnych warunkach klimatycznych i terenowych, w jakie obfituje Meksyk. Warto przypomnieć, iż w roku 1843 ścigając obóz słynnego emira Abd El-Kadera batalion żuawów zdołał pokonać 30 mil francuskich (120 km) w 36 godzin! W tym samym roku inny batalion przebył 18 mil (72 km) w 18 godzin! Owe rekordowe marsze, podczas których pomagano sobie dosiadając muły, stanowiły świetną rekomendację dla wysłania żuawów w dużej liczbie w góry i na pustynie Meksyku.
Wojska konne, jakie Paryż posłał za ocean, również cieszyły się wysoką marką, wszak prym wiodła w nich formacja szaserów afrykańskich. Żuaw Louis Noir, autor ciekawych pamiętników dotyczących wojny italskiej roku 1859, nazwał szaserów "żuawami na koniach, podobnymi do nas i z munduru, i z ducha, jaki przepełniał ich jednostki". Noir miał rację, gdyż szaserzy afrykańscy wchodzili w początkach swego istnienia w skład korpusu żuawów, wówczas mającego charakter pieszo-konnego. Jeszcze w latach 30 XIX wieku żuawi konni stali się jednak odrębną formacją znaną jako chasseurs d'Afrique. Ich walory bojowe ujawniły się nie tylko w bojach kolonialnych, ale i w starciach z armiami Europy. To właśnie dywersyjne uderzenie szaserów afrykańskich w bitwie pod Bałakławą ocaliło resztki słynnej brytyjskiej lekkiej brygady lorda Cardigana. Żołnierze owej formacji jaśnieli też pełnym blaskiem podczas wojny z Austrią, o czym świadczą ich szarże spod Montebello i Solferino, mające status legendarnych. W szeregach chasseurs d'Afrique doświadczenie bojowe zdobywali też przyszli bohaterowie wojny secesyjnej, jak gen. mjr wojsk Unii, Philip Kearny. Do Meksyku trzy pierwsze pułki owej formacji posłały część swoich szwadronów, które razem z analogicznymi pododdziałami szaserów konnych (różnili się od swych afrykańskich kolegów krojem uniformów i ich kolorem, a także nakryciami głowy) i huzarów utworzyły brygadę złożoną z tzw. regimentów marszowych, czyli zorganizowanych z różnego rodzaju szwadronów. Godzi się wspomnieć, iż 1 pułk marszowy składał się z żołnierzy 1 i 3 regimentu chasseurs d'Afrique, którzy mieli się połączyć szczególnie silnymi więzami braterstwa broni, owocującymi jeszcze w czasie wspólnych późniejszych bojów pod Sedanem. Komendę nad ową brygadą, stanowiącą jedyną siłę konną francuskiego korpusu ekspedycyjnego, objął gen. de Mirandol, którego z czasem zastąpił jego przyjaciel gen. François du Barail - autor monumentalnych pamiętników będących niezwykle interesującym źródłem do dziejów wojskowości francuskiej od czasów króla Ludwika Filipa I aż po wczesne lata III Republiki.
Godzi się wspomnieć, iż kontyngent cesarski wzmocnił także rekrutowany w Sudanie batalion armii egipskiej. Egipt stanowił kraj od dziesięcioleci zaprzyjaźniony z Francją, a w czasach budowy Kanału Sueskiego, które pokrywały się z latami interwencji francuskiej w Meksyku, szczególnie mocno powiązany z Paryżem. Egipcjanie mieli przez następne cztery lata pełnić kluczową dla losów ekspedycji służbę w rejonie Veracruz, gdzie rozpoczynał się szlak transportowy wiodący w głąb kraju i skąd biegła jedyna droga ewentualnego odwrotu. Tereny te uchodziły za szczególnie niebezpieczne dla zdrowia europejskich żołnierzy, więc powierzono je ludziom przyzwyczajonym do tropików. Warto dodać, iż z tych samych względów użyto w Meksyku pododdziałów rekrutowanych z Murzynów i Mulatów zamieszkujących Martynikę, która to wyspa pełniła także rolę głównej bazy marynarki francuskiej prowadzącej operacje desantowe na wybrzeżach meksykańskich. W miejscu tym godzi się jeszcze wspomnieć, że batalion egipski miał zasłynąć z żelaznej dyscypliny i skuteczności w walce, które w w pełni doceniali oficerowie francuscy.
Osobną grupę żołnierzy tworzyli oczywiście sami Meksykanie, jacy pod wodzą wspomnianego w poprzednim poście Marqueza, którego imię Leonardo z uwagi na wojowniczość generała przekręcano na Leopardo, wspierali wysiłek zbrojny Francuzów.
Tak zorganizowana armia miała wznowić operacje zaczepne, które rychło zawiodły ją ponownie pod mury Puebli, ale o tym w następnym odcinku. Ja w miejscu tym dodam jeszcze tylko, iż załączone ilustracje przedstawiają żuawów i szaserów afrykańskich - pochodzą one z bogatych zasobów http://www.military-photos.com/.

Załączona/e miniatura/y
Załączony obrazek Załączony obrazek
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #34

     
Stonewall
 

VII ranga
*******
Grupa: Przyjaciel forum
Postów: 2.504
Nr użytkownika: 15.117

Marcin Suchacki
Stopień akademicki: magister
Zawód: pisarz
 
 
post 5/03/2007, 13:59 Quote Post

Drodzy Forumowicze!
Władze Republiki Meksyku wobec faktu obcej interwencji zbrojnej wystawiły do walki z intruzami kilkudziesięciotysięczne wojska. Ich główna część, licząca podle różnych przekazów od 15 do 22 tys. żołnierzy, zajęła pozycje w mieście Puebla, gdzie wiosną roku 1862 jej poprzednicy odparli uderzenie oddziałów Lorenceza. Komendę nad załogą objął zaprawiony w bojach domowych gen. Jesus Gonzalez Ortega, sprawujący jednocześnie urząd prezesa meksykańskiego Sądu Najwyższego, jaki dawał mu pozycję osoby nr 2 w państwie. Obrońcy mieli do dyspozycji fortyfikacje mocno rozbudowane od czasu zwycięstwa Ignacio Zaragozy, liczące siedem głównych fortów. Liczne klasztory i kościoły w mieście, same w sobie stanowiące naturalne bastiony ze względu na solidne mury i swój układ przestrzenny, zostały wzmocnione kolejnymi liniami okopów oraz zasieków. Przedmieścia wyburzono celem ułatwienia działań załodze, która zyskała szerokie pole ostrzału w kierunku napastników. Ludność Puebli w większej części ewakuowano. Opasanie miasta pierścieniem oblężniczym zajęło Francuzom przeszło tydzień, nim 19 marca 1863 roku wojska Foreya mogły na dobre zacząć zmagania o twierdzę bronioną przez ludzi Ortegi. Wobec braku ciężkiej artylerii podejmowane w marcu i kwietniu próby zdobycia Puebli nie powiodły się, pomimo mnogich przykładów ogromnego męstwa ze strony żołnierzy francuskich, jakie można znaleźć choćby w dostępnej w internetowych zbiorach Francuskiej Biblioteki Narodowej monografii formacji żuawów autorstwa Paula Laurencina. Bitwa o Pueblę znacznie odbiegała przy tym od stereotypu wojny meksykańskiej jako "brudnej wojny", w której mordowano się bez opamiętania. Dowódcy juarystowscy, urzeczeni odwagą przeciwnika, otaczali jeńców troskliwą opieką, z których niejeden mógł nawet zachować swą broń osobistą.
Równolegle z walkami o fortyfikacje Puebli toczyły się boje na zapleczu twierdzy. Pośród nich warto wspomnieć chociażby legendarne starcia pod Camaron i San Pablo del Monte. Pierwsza z owych bitew rozsławiła imię kapitana Jeana Danjou i jego legionistów, którzy za cenę własnej śmierci 30 kwietnia ocalili konwój z pieniędzmi i działami oblężniczymi, zmierzający oczywiście w rejon Puebli (pisałem o tej walce w zeszłym roku z okazji jej jubileuszu). Drugie starcie okryło z kolei chwałą żołnierzy 6 szwadronu 1 pułku szaserów afrykańskich, którzy 5 maja zwarli się z przeważającymi siłami juarystowskiej konnicy. Bój ów wszedł do kanonu słynnych bitew francuskiej kawalerii i zyskał sztandarowi regimentu rzadki w oddziałach jazdy zaszczyt udekorowania Orderem Legii Honorowej. Główna batalia odbyła się jednak trzy dni później pod San Lorenzo, leżącym 40 km na zachód od Puebli. W bitwie tej 6-7 tys. juarystów, dowodzonych przez gen. Ignacio Comonforta, dawnego prezydenta republiki, starło się z liczącym 3 tys. ludzi zastępem gen. Achillesa Bazaine'a. Oddziały Comonforta zmierzały właśnie z odsieczą dla garnizonu Puebli, gdy doszło do starcia z siłami przyszłego marszałka Francji. Przewaga liczebna republikanów zdała się na nic, ponieważ żołnierze Bazaine'a wykazali się większym duchem bojowym, który sprawił, iż po zaledwie dwóch godzinach walki jednostki ex-prezydenta uległy rozbiciu. Sukces wojsk francuskich (w ich składzie znaleźli się m. in. żuawi, szaserzy afrykańscy i gwardyjscy artylerzyści konni), wspieranych przez sprzymierzoną jazdę meksykańską, okupiony został stratą jeno setki ludzi, pośród których było tylko 11 poległych. Juaryści w tym samym czasie pozbawieni zostali 800 rannych i zabitych, a także 1000-1200 wziętych do niewoli. W ręce zwycięzców wpadło 8 armat, duże zapasy żywności oraz kilkanaście sztandarów, chorągwi i proporców. Po bitwie szczególnie nagrodzono żołnierzy 3 pułku żuawów, których sztandar udekorowano Orderem Legii Honorowej.
Klęska wojsk Comonforta i fakt, że wreszcie Francuzi wprowadzili do walki ciężkie działa oblężnicze, spowodowały, iż 16 maja szef sztabu oddziałów broniących Puebli, gen. Mendoza, wszczął rokowania z oblegającymi. Rozmowy uwieńczył akt kapitulacyjny podpisany przez samego Jesusa Gonzaleza Ortegę. 19 maja zwycięzcy wkroczyli do miasta, które tak długo stawiało im opór. W ręce tryumfatorów dostało się blisko półtora tysiąca oficerów republikańskich (w Meksyku występowało zjawisko ogromnego nasycenia armii ludźmi o wysokich stopniach) oraz 11 tys. podoficerów i szeregowców z oddziałów rozwiązanych uprzednio przez prezesa Sądu Najwyższego. Przejęto także sprzęt wojskowy juarystów (częściowo zniszczony przez obrońców), w tym 151 armat. Oficerowie rozkazem Ortegi zgromadzili się w budynkch rządowych, zaś szeregowcy próbowali wtopić się w mocno zredukowaną ewakuacją ludność cywilną miasta (Puebla uchodziła za najbardziej nienawidzącą juarystów miejscowość, z której republikanie uczynili jednak swój główny bastion i symbol obrony wartości drogich liberałom). Kapitulacja garnizonu wytworzyła problem istnienia dużej liczby jeńców, z jakim musiało się borykać dowództwo francuskie. Przedstawiciel dyplomatyczny cesarstwa w Republice Meksyku, Dubois de Saligny, nalegał, aby jeńców deportować do Gujany Francuskiej i na Martynikę. Sprzymierzeni generałowie meksykańscy, z Juanem Almonte na czele, wysunęli z kolei projekt egzekucji Ortegi i jego oficerów. Sam Élie Forey uważał, iż deportacje i egzekucje są niegodnym środkiem wobec tak mężnego i wspaniałomyślnego przeciwnika. Ostatecznie zdecydowano się przedstawić oficerom pokonanej armii do podpisania deklarację wyrzeczenia się dalszej walki przeciwko interwentom. W razie odmowy złożenia podpisu osobie takiej groziło zesłanie do którejś z francuskich kolonii karnych. Większość odmówiła prośbie zwycięzców, ale i tak jeno nieco ponad 500 deportowano, ponieważ gros oficerów zbiegło z niewoli podczas podróży do Veracruz, w tym sam Jesus Gonzalez Ortega, który miał nadal walczyć w obronie Republiki. W tym samym czasie 5 tys. pojmanych szeregowców i podoficerów zasiliło szeregi oddziałów Tygrysa z Tacubaya, stając się zaczynem przyszłej armii cesarskiego Meksyku.
Zajęcie Puebli i łączące się z tym wyeliminowanie z bojów kilkunastu tysięcy ludzi z armii juarystowskiej, w tym 26 generałów, wytworzyło nową sytuację strategiczną w Meksyku. Droga na stolicę kraju stała otworem, a prezydent zrezygnował nawet z jej obrony, choć miasto to silnie ufortyfikowano, ewakuując się wraz z rządem na północ republiki. Francuzi, upojeni zwycięstwem, mogli teraz przesłać swemu cesarzowi poprzez młodego, ale niezwykle obiecującego, oficera nazwiskiem Gaston de Galliffet, wydarte wrogowi sztandary i chorągwie. 7 czerwca 1863 roku pierwsi żołnierze francuscy wkroczyli do miasta Meksyk, co otwierało przed interwentami nowe perspektywy na przyszłość, ale o nich już innym razem.
Na koniec pragnę podać jeszcze linka do internetowych zasobów Francuskiej Biblioteki Narodowej, w których można odszukać i przeczytać szereg pozycji tyczących się obecności armii Napoleona III w Meksyku, w tym i wspomnianą wyżej książkę Paula Laurencina:
http://gallica.bnf.fr/
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #35

     
Stonewall
 

VII ranga
*******
Grupa: Przyjaciel forum
Postów: 2.504
Nr użytkownika: 15.117

Marcin Suchacki
Stopień akademicki: magister
Zawód: pisarz
 
 
post 11/03/2007, 12:53 Quote Post

Drodzy Forumowicze!
Sukcesy militarne Francuzów z pierwszej połowy roku 1863 sprawiły, iż plan utworzenia monarchii meksykańskiej nabrał realnych kształtów. W stolicy kraju objęła rządy regencja, którą z czasem zastąpił Maksymilian I Habsburg jako imperator tych ziem z woli ludu wyrażonej w stosownym plebiscycie. Główną siłą zbrojną wspierającą tron brata Franciszka Józefa miała być nadal armia francuska, teoretycznie opłacana przez dwór meksykański, a faktycznie przez metropolię. Jej mandat wygasał w roku 1867, kiedy to narodowa armia cesarskiego Meksyku miała na tyle okrzepnąć, by wraz z oddziałami Legii Cudzoziemskiej (mandat jej był o sześć lat dłuższy od mandatu reszty jednostek Francji) oraz ochotniczymi formacjami austriackimi i belgijskimi móc odeprzeć każde zagrożenie wewnętrzne i zewnętrzne. Na czele ekspedycyjnych oddziałów francuskich do jesieni roku 1863 stał jeszcze gen. Élie Forey, którego zastąpił wtedy gen. Achilles Bazaine, mocno zakorzeniający się w meksykańskich realiach (łącznie z poślubieniem kobiety z rodu znanego ze swych juarystowskich sympatii). Obu panów Napoleon III nagrodził buławami marszałkowskimi. Lata 1864-65 upłynęły pod znakiem kolejnych zwycięstw wojsk europejskich, wszak jednostki juarystowskie zepchnięto na peryferie państwa, czyli ku granicom z USA i Gwatemalą, a ich kontrofensywy były stopowane przez siły Bazaine'a (pośród dowódców republikańskich nadal wyróżniali się szczęśliwi zbiegowie spod Puebli, tj. Jesus Gonzalez Ortega i Porfirio Diaz). Okres ów cechował się wieloma starciami, które przeszły do historii i legendy oręża francuskiego. Należała doń m. in. bitwa pod Estanzuela, w której sześciusetosobowa kolumna żuawów i szaserów pieszych wraz z dwiema haubicami starła się z siłami samego Ortegi, liczącymi ponoć 3500 piechurów i 700 kawalerzystów wspartych ogniem 20 dział. Stoczona 21 września 1864 roku batalia ta zakończyła się jednak świetnym sukcesem Francuzów, którzy pomimo śmierci swojego dowódcy, płka Martina, wydarli wrogowi cztery chorągwie i wszystkie działa (armaty wielokrotnie przechodziły z rąk do rąk). Przez kraj śmiagały także lotne kolumny szaserów afrykańskich, siejące postrach wśród wrogów. Szerzej o działaniach francuskiej konnicy w wojnie tej możecie przeczytać w pamiętnikach gen. Françoisa du Baraila i hrabiego Emile'a de Keratry, służących w jej szeregach - oba znajdziecie w internetowych zbiorach Francuskiej Biblioteki Narodowej. Podstawę licznych sukcesów wojsk Bazaine'a stanowiły silne więzy braterstwa broni, jakie łączyły żołnierzy jemu podległych. Jednym z podstawowych nakazów był nakaz bezwarunkowej pomocy dla zagrożonych towarzyszy. Przykład owego poświęcenia dał choćby płk Tourre, który zginął w maju roku 1865 własnoręcznie wyciągając swoich podwładnych i ich gospodarzy z domu ogarniętego pożarem. Z postawą Francuzów kontrastowało nastawienie chłopów meksykańskich przymusowo wcielanych do armii juarystowskiej (cesarz Maksymilian I zlikwidował obok wielu podatków również obowiązkową służbę wojskową, stanowiącą wielki ciężar dla ludności kraju). Na początku tego samego roku 1865 płk Escamilla meldował Juarezowi, iż jego ludzie są na skraju wyczerpania i proszą oficerów, by ci ich zabili miast gonić do kolejnych marszów. Matki, siostry i żony żołnierzy błagały Escamillę o oddanie im chorych i umęczonych synów, braci oraz mężów, aby mogli oni umrzeć we własnych chatach, bo sprawa, o którą kazano im walczyć, jest dla nich zupełnie obcą. Swoje czynił też terror, po jaki sięgnął Bazaine wydając w październiku roku 1865 słynny "czarny edykt", grożący egzekucją każdemu wziętemu do niewoli juaryście. Pierwszymi ofiarami nowej polityki marszałka stali się generałowie: Jose Arteaga i Carlos Salazar, rozstrzelani jeszcze w końcu owego miesiąca. Obraz okrutnej wojny znaczonej "czarnym dekretem" można odnaleźć choćby na kartach wspomnień Polaków służących w austriackim Freikorpsie. Formacją, która szczególnie zasłynęła w operacjach pacyfikacyjnych, okazał się wchodzący w skład narodowej armii cesarskiego Meksyku korpus antypartyzancki płka du Pina, wcześniej oficera wojsk francuskich, wsławionego odwagą w licznych kampaniach, jak i zdobyciem bajecznych skarbów w czasie ekspedycji do Chin w roku 1860. W Meksyku du Pin miał pod swoją komendą siejące postrach wśród wroga oddziały najemników przybranych w charakterystyczne czerwone uniformy. Odnośnie stosunku żołnierzy pułkownika, jak i jego samego, do meksykańskich cywilów, źródła są podzielone.
Kończąc swój dzisiejszy post zapraszam do obejrzenia umundurowania wojsk francuskich i korpusu antypartyzanckiego, co można uczynić za pośrednictwem poniższej strony internetowej:
http://www.net4war.com/e-revue/musee/mexique.htm
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #36

     
Stonewall
 

VII ranga
*******
Grupa: Przyjaciel forum
Postów: 2.504
Nr użytkownika: 15.117

Marcin Suchacki
Stopień akademicki: magister
Zawód: pisarz
 
 
post 25/07/2007, 8:45 Quote Post

Drodzy Forumowicze!
Dziś chciałbym polecić Wam dwa kolejne linki. Pierwszy odnosi się do francuskojęzycznego artykułu ukazującego cesarską parę Meksyku. Drugi zaś zawiera pełny tekst (niestety bez oryginalnych zdjęć i ilustracji) anglojęzycznego pamiętnika dotyczącego Meksyku w czasach francuskiej interwencji. Tekst ów posiada jako załączniki dwa ważne dokumenty - konwencję z Miramar (warunki objęcia tronu przez Maksymiliana) oraz wspominany już wcześniej przeze mnie "czarny dekret".
http://napoleontrois.free.fr/site/index.ph...urbier-mexicain
http://infomotions.com/etexts/gutenberg/di...t04/mxlmx10.htm
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #37

     
Stonewall
 

VII ranga
*******
Grupa: Przyjaciel forum
Postów: 2.504
Nr użytkownika: 15.117

Marcin Suchacki
Stopień akademicki: magister
Zawód: pisarz
 
 
post 5/10/2007, 19:15 Quote Post

Drodzy Forumowicze!
Dziś pora na kolejną porcję linków do stron oferujących informacje o Meksyku w dobie europejskiej interwencji:
http://www.austro-hungarian-army.co.uk/mexican/mxmain.htm
http://mapage.noos.fr/jflecaillon/Pages/qu...e_Michoacan.htm
http://mapage.noos.fr/jflecaillon/Pages/my..._phantasmes.htm
http://mapage.noos.fr/jflecaillon/Pages/fo...t_illusions.htm
http://mapage.noos.fr/jflecaillon/Pages/ma...dus_de_LIFM.htm
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #38

     
Stonewall
 

VII ranga
*******
Grupa: Przyjaciel forum
Postów: 2.504
Nr użytkownika: 15.117

Marcin Suchacki
Stopień akademicki: magister
Zawód: pisarz
 
 
post 8/04/2008, 18:30 Quote Post

Drodzy Forumowicze!
Dzieje interwencji wojsk Sfinksa z Tuileries w sprawy meksykańskie wciąż budzą zainteresowanie francuskich historyków, o czym świadczy najnowsza nadsekwańska publikacja w tym temacie, która w bieżącym miesiącu ujrzała światło dzienne. Mam na myśli „La guerre du Mexique 1862-1867: le mirage américain de Napoléon III”, pracę napisaną przez Alaina Gouttmana. O książce tej przeczytacie więcej w ramach poniższego linka:
http://www.napoleontrois.fr/site/index.php...de-napoleon-iii
Wszystkie osoby zainteresowane walkami o Pueblę, jakie miały miejsce w roku 1863, zapraszam do lektury relacji ich uczestnika, porucznika Jeana Gallanda, w czasach III Republiki awansowanego do stopnia generała brygady:
http://www.military-photos.com/puebla.htm
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #39

     
Stonewall
 

VII ranga
*******
Grupa: Przyjaciel forum
Postów: 2.504
Nr użytkownika: 15.117

Marcin Suchacki
Stopień akademicki: magister
Zawód: pisarz
 
 
post 5/06/2008, 15:47 Quote Post

Drodzy Forumowicze!
Osoby zainteresowane polską literaturą dotyczącą wojny meksykańskiej zapraszam do lektury poniższego tematu forumowego (znajdziecie tam m. in. odnośnik do mojego projektu związanego z popularyzacją wiedzy o Meksyku maksymilianowskim):
http://austro-wegry.info/plink19164.htm#19164
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #40

     
Stonewall
 

VII ranga
*******
Grupa: Przyjaciel forum
Postów: 2.504
Nr użytkownika: 15.117

Marcin Suchacki
Stopień akademicki: magister
Zawód: pisarz
 
 
post 8/07/2008, 5:41 Quote Post

Drodzy Forumowicze!
Osoby zainteresowane źródłami do dziejów interwencji francuskiej w Meksyku, a także powikłanymi losami osób uwikłanych w bieg zdarzeń owej interwencji, zapraszam do lektury moich wczorajszych postów:
http://www.historycy.org/index.php?showtop...45&#entry424169
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #41

     
Lord Mich
 

Capitaine
*******
Grupa: Moderatorzy
Postów: 2.659
Nr użytkownika: 15.415

Michal Piekarski
Zawód: :)
 
 
post 29/07/2008, 9:16 Quote Post

Slyszałem o oddziale 60 żołnierzy z legii cudoziemskiej, którzy odparli atak 2000 rebeliantów na Fort Cameron. czy ktoś zna szczegóły tej akcji?
Pozdrawiam!
 
User is offline  PMMini Profile Post #42

     
Stonewall
 

VII ranga
*******
Grupa: Przyjaciel forum
Postów: 2.504
Nr użytkownika: 15.117

Marcin Suchacki
Stopień akademicki: magister
Zawód: pisarz
 
 
post 29/07/2008, 11:55 Quote Post

Michale!
Myślę, że pytasz o walkę, którą przedstawiłem 30 kwietnia 2006 roku:
http://www.historycy.org/index.php?showtopic=11918&st=0
Po polsku poczytasz o niej także u Romana Marcinka („Legia Cudzoziemska wczoraj i dziś”) oraz Bryana Perretta („Ani kroku w tył!”). Dane ogólne o Polakach walczących w Meksyku w szeregach wspomnianej Legii oraz biogramy wszystkich polskich uczestników bitwy pod Camerone (było ich trzech, z których Marcinek w swojej pracy pominął jednego) odszukasz w książce Roberta Bieleckiego („Polacy w Legii Cudzoziemskiej 1831-1879”).
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #43

     
Lord Mich
 

Capitaine
*******
Grupa: Moderatorzy
Postów: 2.659
Nr użytkownika: 15.415

Michal Piekarski
Zawód: :)
 
 
post 30/07/2008, 9:06 Quote Post

Wielkie dzięki Stonewall!
Pozdrawiam!
 
User is offline  PMMini Profile Post #44

     
Stonewall
 

VII ranga
*******
Grupa: Przyjaciel forum
Postów: 2.504
Nr użytkownika: 15.117

Marcin Suchacki
Stopień akademicki: magister
Zawód: pisarz
 
 
post 1/08/2008, 16:34 Quote Post

Drodzy Forumowicze!
Kto odbiera czeską telewizję, ten ma możliwość zobaczenia dzisiaj filmu dokumentalnego o cesarzu Maksymilianie:
http://austro-wegry.info/tematy_315.htm
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #45

4 Strony < 1 2 3 4 > 
1 Użytkowników czyta ten temat (1 Gości i 0 Anonimowych użytkowników)
0 Zarejestrowanych:


Topic Options
Reply to this topicStart new topic

 

 
Copyright © 2003 - 2017 Historycy.org
historycy@historycy.org, tel: 12 346-54-06

Kolokacja serwera, łącza internetowe:
Uniwersytet Marii Curie-Skłodowskiej