Witaj GOŚCIU ( Zaloguj się | Rejestracja )
 
 
Reply to this topicStart new topicStart Poll

> 300 z Katynia: dzieje oficerów, którzy przeżyli
     
cafelatte
 

IV ranga
****
Grupa: Użytkownik
Postów: 359
Nr użytkownika: 99.054

Stopień akademicki:
 
 
post 8/08/2016, 13:59 Quote Post

To dość dawno temu ale temat wciąż mnie dręczy... Podczas wakacji na Mazurach spotkałem kiedyś samotnego emerytowanego pracownika Wojskowego Instytutu Kartografii w Warszawie. Staruszek chyba szukał kompana, który mógłby życzliwie skomentować jego koleje losu, z którymi nie mógł do końca się pogodzić.

"Ojczyzna potrzebowała wtedy żywych ludzi, którzy potrafiliby pozostać jej lojalni we wszelkich odmianach losu" - tak rozpoczął swą opowieść. "Ludzie, którzy zwątpili w jej odrodzenie, to ci zlikwidowani przez Rosjan w Katyniu. Ja nigdy nie zwątpiłem." Przerwał; zaciągnął się nerwowo papierosem i przepłukał gardło.

"No dobrze; byłem w szczególnej sytuacji. Już jako 18-letni szczeniak pracowałem dla Dwójki na Kresach Wschodnich. Umiałem znaleźć drogę do każdego, czy był to Białorusin, Rus czy Polak. Robiłem rozpoznanie ruchów oddziałów bolszewickich... Wtedy w Katyniu podpisałem zobowiązanie do współpracy z Rosjanami ale szybko się od nich urwałem i wróciłem do Warszawy do żony i dwójki chłopaków, przez "zieloną granicę". Koledzy z Dwójki ulokowali mnie w Kedywie jako szefa sekcji ewaluacji danych rozpoznania."

"Żyłem chwilą bieżącą a o Rosjanach prawie zapomniałem. Żonę wysłałem do leśniczówki brata koło Kielc lecz moje czupurne harcerzyki nie dały się tak łatwo spacyfikować. Byli podekscytowani wybuchem Powstania Warszawskiego aż wreszcie starszy zginął przyjmując zrzut aliancki na Puławskiej, w ktorym granaty nie były dostatecznie zabezpieczone."

"Przed upadkiem powstania, wraz z zaufanymi ludźmi, zabezpieczyłem w kanałach archiwa sekcji rozpoznania a już wcześniej umieściłem w nich kataster Polski i matryce do drukowania map wojskowych. Kiedy wieźli nas z obozu w Pruszkowie wgłąb Niemiec, wyćwiczonym sposobem odbezpieczyłem drzwi wagonu bydlęcego i wyskoczyłem z młodszym synem na ramionach - w ciemną noc, gdy pociąg zwolnił pod górkę. Reszta nie chciała nam towarzyszyć. Zmarli z głodu w obozie pod Frankfurtem."

"150 km drogi lasami, z chorym synem na ramionach, pokonałem w 3 dni i noce. Brat zgromadził w leśniczówce zapas insuliny na 3 miesiące a potem mój drugi syn odszedł do lepszego świata. W zimie drogi były nieprzejezdne i brak nam było środków na zakup, tak więc jego śmierć była nieunikniona. Żona nie mogła mnie pocieszyć; siedziałem nad wódką w głębokiej depresji dumając, jaki cel miał Los w tym, by pozbawić mnie synów."

"Wreszcie wpadłem na to. Usłyszałem głos wewnętrzny - "Masz być jak ojciec dla tych chłopaków, którzy ciągle giną na frontach Wielkiej Wojny. Masz środki ku temu i nie zaniechaj ich wykorzystać, bo będziesz winny ich śmierci." Wróciłem do ruin Warszawy i z zaufanymi przepatrzyłem kanały. Wszystkie schowki były nienaruszone. Teraz trzeba było podjąć ostateczną decyzję, czy przekazać te materiały Rosjanom. Ich mapy wojskowe obejmowały tylko dawny zabór rosyjski. Pozatem ich rozpoznanie fortyfikacji niemieckich na drodze do Berlina było znikome..."

OK. Zmęczyłem się trochę. Proszę o odzew, jeśli interesuje was ta historia "Jednego z Trzystu". Może możecie mi wskazać również jakąś literaturę na ten temat?.. W miarę czasu i sił dokończę ten wątek.

Ten post był edytowany przez cafelatte: 8/08/2016, 14:12
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #1

     
czarny piotruś
 

IX ranga
*********
Grupa: Użytkownik
Postów: 4.638
Nr użytkownika: 77.765

 
 
post 8/08/2016, 14:10 Quote Post

Co do całości powyższego tekstu się nie wypowiem z racji małego rozeznania losów tych żołnierzy. Potwierdzić natomiast mogę brak u Sowietów map zachodniej Polski. Kiedy zimą 45 wkraczali do Wielkopolski to notorycznie się gubili a na ich mapach były drogi nie istniejące od 100 lat, istniejące miały inny przebieg, nie zgadzały się nazwy miejscowości.
 
User is offline  PMMini Profile Post #2

     
poldas372
 

X ranga
**********
Grupa: Użytkownik
Postów: 11.187
Nr użytkownika: 19.336

 
 
post 8/08/2016, 16:54 Quote Post

QUOTE
lecz moje czupurne harcerzyki nie dały się tak łatwo spacyfikować. Byli podekscytowani wybuchem Powstania Warszawskiego aż wreszcie starszy zginął przyjmując zrzut aliancki na Puławskiej, w ktorym granaty nie były dostatecznie zabezpieczone.
To jest ciekawe. Ktoś bardziej rozumny może to prawidłowo zinterpretować?
 
User is offline  PMMini Profile Post #3

     
cafelatte
 

IV ranga
****
Grupa: Użytkownik
Postów: 359
Nr użytkownika: 99.054

Stopień akademicki:
 
 
post 9/08/2016, 12:14 Quote Post

Teza o granatach to luźne przypuszczenie osoby, której losy relacjonuję. Oczywiście; bez zapalnika granat chyba nie eksploduje lecz czy w każdych warunkach? Może było coś jeszcze w zrzucie, co spowodowało eksplozję? Jego synowi wybuch podobno urwał rękę i nastąpiło
wykrwawienie, w wyniku którego zmarł.

W dokumencie, który oglądałem, było tylko poświadczenie, że XYZ pseudo "Jurek" zginął na Puławskiej. Nie usiłuję być bardziej rozumny niż mój ówczesny interlokutor. Również nie jestem ekspertem ale czy osobna paczka z zapalnikami zawarta w tej samej przesyłce co granaty - mogła eksplodować przy gwałtownym uderzeniu o ziemię?

Ten post był edytowany przez cafelatte: 9/08/2016, 19:02
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #4

     
cafelatte
 

IV ranga
****
Grupa: Użytkownik
Postów: 359
Nr użytkownika: 99.054

Stopień akademicki:
 
 
post 9/08/2016, 19:21 Quote Post

OK.Aby uniknąć dalszych wytyków, skrócę ten mój referat. Pozatem sztormy ustają i czas znowu w drogę.

Otóż, ten człowiek z Kedywu dysponował - tak na wszelki wypadek (?), kodem którym winien się identyfikować wobec władz rosyjskich w razie potrzeby kontaktu. U marszałka Żukowa zawarował sobie pokwitowanie na wszystkie przekazane dokumenty.

Oglądałem ten rulon szerokości 120 na 170 cm zapełniony drobnym pismem. Nagłówek brzmiał: - "Tawariszczu XYZ marszał Żukow - DIPŁOMA". Komentarz mojego rozmówcy do tego dokumentu brzmiał: "Tylko dzięki niemu
uniknąłem losu moich kolegów z dowództwa AK."

Po wojnie wrócił do Wojskowego Instytutu Kartografii i brał udział w wyznaczaniu granicy wschodniej. Mógłby potem żyć spokojnie jako wykładowca, gdyby nie wyrok śmierci, który koledzy z Podziemia przysyłali mu co kwartał z adnotacją "egzekucja chwilowo odroczona".

Mój rozmówca oceniał, że przyspieszył zakończenie II Wojny Światowej o około 2 tygodnie. Czy ocalił życie 10 tysięcy chłopaków, jak zamierzał? - Trudno powiedzieć. Często zadawałem sobie potem pytanie - "Czy człowiek, który wyrwał się wiele razy ze szpon Śmierci i ocalił wielu innych - ma z tego powodu jakieś poczucie triumfu?" Taka sytuacja powinna może raczej wykształcić w człowieku poczucie pokory wobec Lo(go)su?

CZY KTOŚ Z WAS ZNA LOSY INNYCH OSÓB
SPOŚRÓD 300 OFICERÓW OCALAŁYCH Z KATYNIA?

Ten post był edytowany przez cafelatte: 10/08/2016, 14:29
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #5

 
1 Użytkowników czyta ten temat (1 Gości i 0 Anonimowych użytkowników)
0 Zarejestrowanych:


Topic Options
Reply to this topicStart new topic

 

 
Copyright © 2003 - 2019 Historycy.org
historycy@historycy.org, tel: 12 346-54-06

Kolokacja serwera, łącza internetowe:
Uniwersytet Marii Curie-Skłodowskiej