Drukowana wersja tematu

Kliknij tu, aby zobaczyć temat w orginalnym formacie

historycy.org _ Polska Ludowa ogólnie _ Zamach na Gomułkę i Chruszczowa

Napisany przez: Mort 29/05/2017, 15:20

QUOTE
Zamach na Chruszczowa i Gomułkę − nieudany zamach na I sekretarza KC KPZR Nikitę Chruszczowa i I sekretarza KC PZPR Władysława Gomułkę przeprowadzony 15 lipca 1959 roku. Miejscem zamachu było miasto Zagórze w Zagłębiu Dąbrowskim (obecnie dzielnica Sosnowca).

Służby specjalne dokładnie przygotowywały wizytę Chruszczowa, w ramach operacji „Przyjaźń” objęto inwigilacją potencjalnych przeciwników politycznych i opozycjonistów, a także posiadaczy nielegalnej broni oraz mieszkańców ulic, po których miała przejeżdżać kolumna aut. Ulice obstawiono milicjantami, a mosty sprawdziły patrole saperskie.

Zamach został zaplanowany przez Stanisława Jarosa. Jaros zaczął przygotowania, gdy 6 lipca 1959 roku gazety w Polsce poinformowały o planowanej na 15 lipca wizycie Chruszczowa. Dzień przed wizytą podano jej harmonogram oraz trasy przejazdu. Sprawca zamocował wówczas w Zagórzu, na drzewie przy ul. Armii Czerwonej, bombę, która miała wybuchnąć w chwili przejazdu samochodu z oficjelami.
Zamach

Zamach nie udał się, ponieważ ładunek wybuchowy eksplodował dwie godziny przed przejazdem polityków. Wybuch nastąpił przed czasem, ponieważ podany w prasie harmonogram wizyty był niemożliwy do zrealizowania z powodów czasowych – wszystkie zaplanowane przejazdy trwały dłużej niż w harmonogramie.

Zabezpieczający trasę przejazdu funkcjonariusze rozpoczęli natychmiast poszukiwania przy użyciu psów, jednocześnie rozpoczęto szybkie usuwanie śladów zamachu. W czasie przejazdu delegacji ulica była już sprzątnięta, a jedynym śladem po zamachu było uszkodzone drzewo


https://pl.wikipedia.org/wiki/Zamach_na_Chruszczowa_i_Gomu%C5%82k%C4%99

Jakie skutki udany zamach na obu komunistycznych przywódców miałby dla polityki PRL i stosunków polsko-radzieckich?

Napisany przez: Pomorski Wilk 15/06/2017, 15:46

Na pewno ten człowiek byłby idolem dzisiejszej młodzieży. biggrin.gif

Napisany przez: Grzegorz_B 15/06/2017, 18:59

Zakładając że władzę po Chruszczowie objąłby Breżniew (dość naturalne skoro już przedtem pod nim "kopał dołki"):
- mocne wyhamowanie odwilży i destalinizacji
- być może nie doszłoby do kompletnego rozłamu z Chinami, chociaż tutaj podejrzewam że ambicje Mao prędzej czy później dałyby o sobie znać

Zmiany u nas byłyby pochodną tego co w ZSRR. Stosunków polsko-radzieckich raczej by to nie ruszyło jakoś drastycznie - owszem, poleciałyby głowy odpowiedzialnych za wizytę po obu stronach, ale raczej skończyłoby się na czymś w stylu "naród radziecki łącząc się w bólu itd.".

Napisany przez: poldas372 15/06/2017, 21:14

Ciekawa rzecz.
Stanisław Jaros to kolejny Georg Elser.
Tylko w bardziej marnym wydaniu.
Zastanawiał się ktoś jakim cudem sprawca zamachu wykombinował sobie godzinę, minutę i sekundę na eksplozję?
Coś tu nie gra.

Napisany przez: Speedy 15/06/2017, 22:53

QUOTE(poldas372 @ 15/06/2017, 21:14)
Zastanawiał się ktoś jakim cudem sprawca zamachu wykombinował sobie godzinę, minutę i sekundę na eksplozję?
Coś tu nie gra.
*



Na ile wiem, Jaros padł ofiarą nadmiernego zaufania do komunistycznej prasy smile.gif Trybuna Ludu podała szczegółowy program wizyty radzieckiej delegacji w Zagórzu, rozpoczętej o 14:30 uroczystością powitalną na tym placu z drzewem. Nastawił więc zapalnik na tę właśnie godzinę. A wiadomo, w socjalistycznym bałaganie błędnie obliczono czasy przejazdu określonymi trasami, plan wizyty się zmieniał, ostatecznie delegacja przybyła z 2-godzinnym opóźnieniem, czyli na długo po eksplozji.

Za drugim razem Jaros nie popełnił tego samego błędu. Gdy ponownie przymierzył się do Gomułki, 3.XII.1961, użył miny odpalanej zdalnie (przewodowo). Jej korpus wykonał z betonu, nadając mu kształt przydrożnego słupka kilometrowego, z odpowiednim malowaniem i oznakowaniem, który następnie wkopał na poboczu drogi w miejscu planowanego zamachu. Przewód elektryczny doprowadził do altanki w ogródku działkowym, z której zdetonował ładunek. Również i ten zamach się nie powiódł: dwie osoby postronne zostały ciężko ranne, a rządowy samochód (w którym jednak nie było Gomułki) lekko uszkodzony odłamkami. Wg wspomnień Franciszka Szlachcica, wówczas szefa katowickiej milicji, SB liczyła się z możliwością zamachu w Zagórzu i wraz z kolumną rządową, w której jechał Gomułka wysłała dwie inne identyczne kolumny samochodowe, podróżujące różnymi drogami i o różnych godzinach, dla odwrócenia uwagi ewentualnych zamachowców. I to właśnie jedną z tych "zmyłkowych" kolumn zaatakował Jaros.

Napisany przez: poldas372 15/06/2017, 23:18

Dzięki Speedy.
Jednak to mnie zastanowiło;

QUOTE
Wg wspomnień Franciszka Szlachcica, wówczas szefa katowickiej milicji, SB liczyła się z możliwością zamachu w Zagórzu i wraz z kolumną rządową, w której jechał Gomułka wysłała dwie inne identyczne kolumny samochodowe, podróżujące różnymi drogami i o różnych godzinach, dla odwrócenia uwagi ewentualnych zamachowców.
Służba Bezpieczeństwa liczyła się z zamachem?
Coś tu jest nie tak.

Napisany przez: Speedy 16/06/2017, 0:15

QUOTE(poldas372 @ 15/06/2017, 23:18)
Służba Bezpieczeństwa liczyła się z zamachem?
Coś tu jest nie tak.
*



Cóż, wspomnienia komunistycznego milicjanta... niekoniecznie muszą być wiarygodne.
No ale co, w 1961 wiedzieli przecież o zamachu z 1959 i że nie znaleźli wtedy sprawcy, przy kolejnej wizycie Gomułki w Zagórzu powiedzmy że mogli ocenić że jest prawdopodobieństwo kolejnego zamachu.

Napisany przez: poldas372 16/06/2017, 0:26

Speedy;
Mnie się rozchodzi o te różne drogi, którymi puszczono fikcyjne kolumny.
Wierzysz w to?
Stanisław Jaros dokonał nieudanej próby zamachu na drodze, którą faktycznie pojechali pierwsi sekretarze.

Zdaję sobie sprawę również z tego jak można konfabulować w notatkach służbowych.

Napisany przez: Speedy 16/06/2017, 8:37

QUOTE(poldas372 @ 16/06/2017, 0:26)
Speedy;
Mnie się rozchodzi o te różne drogi, którymi puszczono fikcyjne kolumny.
Wierzysz w to?
*



Tak jak napisałem - umiarkowanie. Ale wykluczyć tego nie mogę.

Napisany przez: wysoki 16/06/2017, 13:53

QUOTE(Pomorski Wilk @ 15/06/2017, 16:46)
Na pewno ten człowiek byłby idolem dzisiejszej młodzieży. biggrin.gif
*


Pomijając w tym momencie kwestie moralne, czyli zamach terrorystyczny na przywódców państw, w którym mogły zginąć postronne osoby i stawanie się za to idolem współczesnej młodzieży - za samo próbowanie już mu się bycie idolem nie należy?

To ciekawe czemu jej idolami są (podobno w każdym razie) Wyklęci, skoro Polski jakoś przed ZSRR nie obronili, choć próbowali.


Wracając do meritum.
Tytuł wątku został poprawiony, natomiast nie za bardzo w nim widzę jakieś sensowne założenie czemu ten zamach miałby się udać.

Nie widzę tutaj nic na temat jak bomba miałaby zostać idealnie zgrana z momentem przebywania w jej zasięgu obu przywódców oraz czy jej siła faktycznie była taka, że ich by zabiła.

Napisany przez: poldas372 16/06/2017, 14:16

Czym jest terroryzm?
Ciotka Wiśka podaje coś takiego;
"użycie siły lub przemocy fizycznej przeciwko osobom lub własności z pogwałceniem prawa, mające na celu zastraszenie i wymuszenie na danej grupie ludności lub państwie ustępstw w drodze do realizacji określonych celów."

No i dobra.
Co w takim razie mógłby wymusić Stanisław Jaros?
Załóżmy żeby się mu udało. No i co dalej?

Napisany przez: Grzegorz_B 16/06/2017, 21:35

QUOTE(wysoki @ 16/06/2017, 13:53)
Tytuł wątku został poprawiony, natomiast nie za bardzo w nim widzę jakieś sensowne założenie czemu ten zamach miałby się udać.

Nie widzę tutaj nic na temat jak bomba miałaby zostać idealnie zgrana z momentem przebywania w jej zasięgu obu przywódców oraz czy jej siła faktycznie była taka, że uch by zabiła.


Siła była prawdopodobnie wystarczająca - przy kolejnej próbie zamachu była już ofiara śmiertelna.

Co do zgrania to po prostu mógł to spróbować rozegrać inaczej. Zamiast np. zapalnika czasowego pociągnąć (odpowiednio długie) druty i odpalić osobiście z bezpiecznej odległości w odpowiednim (a nie losowym) momencie. Albo, jeśli już musiał używać zapalnika czasowego to umieścić ładunek gdzieś gdzie obaj sekretarze pobędą nieco dłużej... czyli powiedzmy, np. na uroczystości z okazji odsłonięcia pomnika Armii Czerwonej ;-) bo pewnie coś w tym stylu było w programie wizyty. Zgoda, takie miejsce byłoby też pewnie lepiej obstawione i sprawdzone.. ale ogólnie powodzenie takiej akcji mieści się wg mnie w granicach realizmu.

Napisany przez: Pomorski Wilk 17/06/2017, 1:14

QUOTE(wysoki @ 16/06/2017, 13:53)
Pomijając w tym momencie kwestie moralne, czyli zamach terrorystyczny na przywódców państw, w którym mogły zginąć postronne osoby i stawanie się za to idolem współczesnej młodzieży - za samo próbowanie już mu się bycie idolem nie należy?


Akurat głów tych państw czy aparatczyków z PZPR i KPZR nie byłoby mi szkoda. A przypadkowe osoby? Siła wyższa. Przecież nie oni byli celem.

Myślę, że walka z bronią w ręku jest wizją o wiele bardziej romantyczną niż zamach terrorystyczny. Śmiem jednak twierdzić, że Jaros byłby bohaterem dla polskiej prawicy i wzorem dla młodzieży gdyby udało mu się zabić Gomułkę i Chruszczowa.

Napisany przez: poldas372 17/06/2017, 6:13

Zaczynamy w tym temacie pisać głupoty.
W tym i ja.
A wyglądało to tak - https://wiadomosci.wp.pl/chcial-zabic-gomulke-stracono-go-na-szubienicy-6037859441415297a

Napisany przez: Speedy 17/06/2017, 12:41

Wracając do meritum.
Tytuł wątku został poprawiony, natomiast nie za bardzo w nim widzę jakieś sensowne założenie czemu ten zamach miałby się udać.

Nie widzę tutaj nic na temat jak bomba miałaby zostać idealnie zgrana z momentem przebywania w jej zasięgu obu przywódców oraz czy jej siła faktycznie była taka, że ich by zabiła.

*



Muszę dodać, że poszukałem w sieci informacji o zamachach Stanisława Jarosa i dokształciłem się na jego temat.

1. W zamachu z 1959 Jaros wcale nie użył zapalnika zegarowego - zdetonował minę zdalnie, przewodowo. Użył przy tym tej samej techniki, jak w 1961 i dziwne jest że już wtedy go nie namierzono. W ładunku umieścił zegarek, nie pełniący tam jednak żadnej funkcji, celem zmylenia śledztwa. Udało się mu to zresztą, SB i milicja przeprowadziły szeroko zakrojone przesłuchania wśród zegarmistrzów, osób pokątnie naprawiających zegarki, handlujących nimi itp. które jednak nie przyniosły rezultatu.

2. Jaros w śledztwie zeznał, że nie zamierzał zabić Chruszczowa, jego bomba miała być tylko środkiem politycznej manifestacji i ośmieszenia służb MO i SB. Dlatego zdetonował ją na długo przed przejazdem delegacji, na pustej praktycznie ulicy (jeden z funkcjonariuszy patrolujących teren został jednak ranny). To samo twierdził w kwestii drugiej bomby co już jednak raczej nie było prawdą - zdetonował ją w sąsiedztwie przejeżdżającej kolumny samochodów, biorąc ją za rządowy konwój Gomułki (były to jednak samochody Polskiego Radia).

3. Odnośnie kwestii poruszonych na zielono przez moda: zamachowiec użył w 1959 dość dużego ładunku, 10 lub 20 kg. Z odległości kilku metrów taki wybuch zniszczyłby zwykły samochód, co najmniej raniąc pasażerów. Prawdopodobnie jednak Chruszczow i Gomułka poruszali się limuzyną jakoś tam opancerzoną, co dawało im większe szanse na przetrwane. Pytanie, czy Jaros obserwujący miejsce zamachu z dość daleka ok. 1 km (ale może miał np. lornetkę?) patrząc wzdłuż ulicy byłby w stanie zdetonować ładunek we właściwym momencie. Może i tak; mógł mieć namierzone jakieś charakterystyczne punkty, np. miejsca gdzie na przejeżdżający samochód pada cień mijanych obiektów, w tym i owego drzewa.

4. Wrócę jeszcze do p.1, dlaczego właściwie Jaros nie został schwytany już w 1959? Czy techniki kryminalistyczne tak bardzo rozwinęły się w zaledwie 2 lata? Czy po prostu nikt wtedy o tym nie pomyślał, koncentrując się na klasycznych esbeckich metodach: zastraszaniu, aresztowaniu i biciu?

Dla przypomnienia, Jaros odpalał swoje ładunki oryginalną jednoprzewodową techniką. Korzystał z tzw. "zarzutki", przewodu zakończonego haczykiem, zarzuconego na nieizolowany przewód napowietrznej linii elektroenergetycznej. Przewód zarzutki łączył z jedną z elektrod zapalnika elektrycznego, do drugiej zaś przyłączał dłuższy przewód przeprowadzony do swojej kryjówki. Aby spowodować wybuch, uziemiał po prostu swój koniec przewodu, co powodowało przepływ prądu z linii napowietrznej przez zarzutkę i zapalnik elektryczny. Po zamachu w 1961 właśnie hak od zarzutki okazał się najważniejszym tropem dla milicji. Hak był wykonany ręcznie, wycięty z paska miękkiej blachy i odpowiednio powyginany. Pozostały więc na nim mikroślady użytych do tego narzędzi (nożyce, cążki). Badaniem takich śladów zajmuje się mechanoskopia, na tej podstawie można określić nie tylko typ narzędzia ale zwykle nawet zidentyfikować konkretny egzemplarz, po charakterystycznych rysach na powierzchni roboczej narzędzie, jakie odbiły się na obrabianym przedmiocie. I na tej podstawie udało się znaleźć sprawcę: przeprowadzono przeszukania u ponad 70 podejrzanych i zbadano znalezione u nich narzędzia. I te znalezione u Jarosa pasowały do mikrośladów na haczyku.

A czemu nie zrobiono tego samego w 1959?

Napisany przez: poldas372 17/06/2017, 13:03

Szlag mnie trafia w przypadku tej sprawy.
Im więcej czytam, to tym więcej mam wątpliwości.
http://sosnowiec.naszemiasto.pl/artykul/zamach-na-chruszczowa-w-zagorzu-dzis-mija-55-lat-od-tego,2356544,art,t,id,tm.html

Napisany przez: Speedy 17/06/2017, 13:51

Dzięki poldas372, zdjęcie z twojego linku sprawia, iż muszę jeszcze sam siebie poprawić:

QUOTE
Prawdopodobnie jednak Chruszczow i Gomułka poruszali się limuzyną jakoś tam opancerzoną


Jak wskazuje owo zdjęcie, oficjele podróżowali kabrioletem. Przed eksplozją miny zawieszonej na drzewie nic by ich więc nie chroniło.

Napisany przez: wysoki 18/06/2017, 8:52

QUOTE(Pomorski Wilk @ 17/06/2017, 2:14)
QUOTE(wysoki @ 16/06/2017, 13:53)
Pomijając w tym momencie kwestie moralne, czyli zamach terrorystyczny na przywódców państw, w którym mogły zginąć postronne osoby i stawanie się za to idolem współczesnej młodzieży - za samo próbowanie już mu się bycie idolem nie należy?


Akurat głów tych państw czy aparatczyków z PZPR i KPZR nie byłoby mi szkoda. A przypadkowe osoby? Siła wyższa. Przecież nie oni byli celem.

Myślę, że walka z bronią w ręku jest wizją o wiele bardziej romantyczną niż zamach terrorystyczny. Śmiem jednak twierdzić, że Jaros byłby bohaterem dla polskiej prawicy i wzorem dla młodzieży gdyby udało mu się zabić Gomułkę i Chruszczowa.
*


Nie widzę jednak odpowiedzi Wilku czemu samo próbowanie nie wystarczy. W innych miejscach piszesz o Wyklętych - oni też tylko próbowali i nic im się nie udało. Czemu oni są bohaterami a p. Jaros nie?
Czym się różnią?
Bo na mój gust tylko tym, że młodzież została poinformowana o istnieniu Wyklętych a o p. Jarosie nie wie nic...

Dlatego wątek zostawiam, choć założony bez zastosowania regulaminu.
Na szczęście inni Forumowicze wsparli tu założyciela a i sama informacja może poszerzy wiedzę, że w Polsce nie sami tylko Wyklęci coś robili... Próbowali.


Jak widzę kwestia założenia wątku w ogóle została wyjaśniona:

QUOTE
1. W zamachu z 1959 Jaros wcale nie użył zapalnika zegarowego - zdetonował minę zdalnie, przewodowo.  (...) Jaros w śledztwie zeznał, że nie zamierzał zabić Chruszczowa, jego bomba miała być tylko środkiem politycznej manifestacji i ośmieszenia służb MO i SB. Dlatego zdetonował ją na długo przed przejazdem delegacji, na pustej praktycznie ulicy


Jeśli jest to prawda, a detonowanie zdalne na to wskazuje, to zamach udany być nie mógł, bo sam zamachowiec nie zamierzał zabijać.


Jak ktoś jeszcze chce coś dodać to zapraszam, potem temat zamknę i zostawię, aby można się było z nim zapoznawać. Chyba, że są chętni do kontynuowania go jako podstawy do dyskusji ogólniejszej, np. w ogóle o zamachach w PRL.

Napisany przez: Speedy 18/06/2017, 9:17

Ja bym proponował nie zamykać, ewentualnie przekształcić w temat bardziej ogólny Zamachy w PRL czy coś w tym rodzaju. Bo jeszcze chciałem dopisać coś na temat Jarosa, tylko muszę ustalić skąd ja to wiem smile.gif a teraz nie mam czasu bo chwilowo muszę wyjść z domu.


OK, nie śpieszy się a temat wart na pewno kontynuacji, zwłaszcza że dzięki Wam znacznie się rozwinął.
Potem go w takim razie przeniosę do działu PRL i zmodyfikuję tytuł.



Napisany przez: poldas372 18/06/2017, 9:26

QUOTE
Jeśli jest to prawda, a detonowanie zdalne na to wskazuje, to zamach udany być nie mógł, bo sam zamachowiec nie zamierzał zabijać.
Siebie? Zgoda.
Co do reszty, brak zgody.
Dwie osoby zostały poranione.
Mogło być gorzej.

Kojarzę jeszcze zamach bombowy dokonany przez braci Kowalczyków w Opolu.
Tutaj również sprawa jest niejasna.
Chcieli wyzabijać milicjantów, czy też była to jedynie demonstracja w stylu "bójcie się".
Są dwie wersje:
- celowe ustawienie zapalnika na 40 minut po północy.
- Błędne ustawienie zapalnika czasowego, albo jego defekt.

Napisany przez: Speedy 18/06/2017, 23:36

No więc to co jeszcze chciałem dopisać na temat S. Jarosa: trochę jest tu http://www.newsweek.pl/polska/zabic-wieslawa,24685,1,1.html, trochę tu http://albumpolski.pl/artykul/zamachowiec-z-zagorza a mam wrażenie, że kiedyś czytałem to jeszcze gdzieś indziej, gdzie było więcej szczegółów (np. daty zamachów, nazwiska milicjantów) a mniej błędów.

Otóż w 1948 roku 16-letni wówczas Jaros został aresztowany pod zarzutem współpracy z podziemiem antykomunistycznym. Z Fabryki Kotłów Przemysłowych w Sosnowcu, gdzie wówczas pracował, ukradł on części broni palnej oraz około 100 naboi (jak widać fabryka nie tylko kotły miała w asortymencie). W śledztwie był brutalnie traktowany, bity itd. tak jak to było zwyczajnie w tamtych czasach. No i w końcu sąd skazał go na 2 lata więzienia w zawieszeniu na 2 lata.

Nie żebym się uważał za jakiegoś znawcę i eksperta od stalinowskiego sądownictwa i tamtego okresu. Raczej wręcz przeciwnie. Niemniej taki wyrok z takiego paragrafu w takim okresie wydaje mi się zadziwiająco łagodny. Wiem, że oskarżony był młodociany, ale jednak... czy to nie dziwne trochę?

Najwyraźniej Jaros zaczekał do upływu czasu zawieszenia i dopiero w 1951 rozpoczął serię aktów dywersji, jak zeznał później, by się zemścić na milicji i UB za złe traktowanie. W 1951 w Dąbrowie Górniczej wysadził w powietrze skrzynkę rozdzielczą systemu kolejowej łączności telefonicznej i sterowania semaforami (coś takiego paraliżuje ruch kolejowy na znacznym odcinku). W następnym roku zniszczył słup wysokiego napięcia w hucie Sosnowiec oraz koparkę w kopalni Kazimierz. W dniu śmierci Stalina (5.III.1953) uczcił to doniosłe wydarzenie wysadzeniem podstacji transformatorowej w kopalni Stalin w Sosnowcu. Gdzieniegdzie trafia się też informacja, że wysadził miejscową stację benzynową CPN - nie wiem niestety co to znaczy miejscową - w Zagórzu, czy w Sosnowcu po prostu, nie wiem jak wiele tych stacji wówczas było. To w każdym razie chyba było już po 1955.

Zadziwiające, jak dobrze mu to szło, nie sądzicie? Z pewnością był dobry w tym co robił, inteligentny i sprytny, działał sam więc nie mógł go za bardzo nikt wsypać. Ale jednak, zabawiać się tak w socjalistycznym społeczeństwie, silnie zinfiltrowanym przez wszelkiej maści "bezpiekę", przez całe lata...?

W międzyczasie w 1953 Jaros powołany został do wojska. W czasie odbywania zasadniczej służby nie sprawiał problemów, przeciwnie, zdobył uznanie i pozytywne opinie przełożonych. Przy okazji też doskonalił swoje umiejętności posługiwania się materiałami wybuchowymi. Na zakończenie pobytu w armii otrzymał odznakę "Wzorowego Żołnierza" i rekomendację do ubiegania się o przyjęcie na studia na WAT. Nie skorzystał jednak z tego i po wyjściu z wojska powrócił do pracy w zawodzie elektryka.

Albo raczej - nie powrócił. Co najmniej w okresie przygotowywania owych najsłynniejszych zamachów, na Chruszczowa i Gomułkę, ale może i przez całe lata 50. Stanisław Jaros nie miał stałego zatrudnienia. Od czasu do czasu na krótko podejmował pracę w kopalni, jak łatwo zgadnąć w celu zdobycia dostępu do materiałów wybuchowych i zapalników. Świadczył usługi elektryka, naprawiał a także konstruował różne urządzenia elektrotechniczne na zlecenie różnych osób. Pytanie, czy przynosiło to mu duże zyski? Nie bardzo potrafię to ocenić niestety. Po jego aresztowaniu milicyjny raport podkreślał, że mimo braku stałej pracy, Jaros był osobą raczej zamożną, mieszkanie miał dobrze wyposażone w sprzęty AGD, a na książeczce oszczędnościowej odłożoną znaczną sumę pieniędzy. Przesłuchiwany w tej sprawie tłumaczył wg mnie dość mętnie, że znalazł czy wykopał kiedyś przypadkowo skarb - puszkę z dolarami i złotymi monetami, które korzystnie odsprzedał jakiemuś nieznajomemu Cyganowi. Nie znalazłem więcej o tym aspekcie sprawy żadnej informacji, może śledczy nie drążyli zbyt głęboko tego tematu, bo i wszak nie o przestępstwa tej natury był Jaros oskarżany.

No i popatrzcie - facet bez stałego zatrudnienia, w PRL samo to już budziło podejrzenia, mający w aktach wyrok za działalność antykomunistyczną, przez 10 lat prowadzi kampanię terrorystyczną i służby nie są w stanie go namierzyć? Czy w UB i MO w tamtych czasach siedziały naprawdę aż takie tłumoki?

O tych służbach trochę jest pod jednym z tych linków co podałem. UB przyjął roboczą hipotezę, że aktów sabotażu dokonuje nieznana organizacja antykomunistyczna. Nie mogąc natrafić na jej ślad, funkcjonariusze "bezpieczeństwa" podjęli skomplikowaną grę operacyjną, zakładając własną, fałszywą organizację podziemną do walki z "komuną", która miałaby się z tamtą jakoś skontaktować. Wyszło im aż za dobrze, nastroje antykomunistyczne były najwyraźniej w społeczeństwie silne, organizacja rozwinęła się bardzo szybko, zaczęła żyć własnym życiem i potem trzeba ją było dosyć mozolnie likwidować. Jarosa w ten sposób nie złapano, był samotnikiem, żadnej organizacji nie potrzebował i nie byłby zapewne zainteresowany kontaktem z takową. Ubecy podejrzewali też oczywiście sami siebie (i to można rzec nie bez podstaw). W jednym z terenowych urzędów podwładny snujący jakieś zawiłe intrygi przeciwko swemu przełożonemu wysłał do niego anonim, rzekomo od sprawcy zamachów, zapowiadający kolejny atak. Traf chciał że faktycznie Jaros wkrótce wykonał jedną ze swoich akcji. "Bezpieka" wytropiła wówczas i aresztowała autora anonimu, i cała szczęśliwa że ma właściwego sprawcę spoczęła na laurach (aż do kolejnej jarosowej detonacji). Jedną z badanych hipotez było organizowanie tych aktów sabotażu przez grupę zwolenników Władysława Gomułki, który właśnie od 1951 był więziony. Podjęto więc śledztwo i w kręgach partyjnych, jak łatwo zgadnąć bez efektu. Z kolei po zamachu na Gomułkę w 1961 Franciszek Szlachcic, którego wspomnienia już tu cytowano, uważał, że Gomułka podejrzewa o organizację zamachu właśnie jego oraz Gierka, stąd jego dążenie do szybkiego wykrycia sprawcy.

Napisany przez: poldas372 18/06/2017, 23:50

Rozważałem wariant Franciszka Szlachcica, ale on jeszcze był na to za słaby.


© Historycy.org - historia to nasza pasja (http://www.historycy.org)