Witaj GOŚCIU ( Zaloguj się | Rejestracja )
 
13 Strony < 1 2 3 4 5 > »  
Reply to this topicStart new topicStart Poll

> Własna historia wojny, Rodzinna opowieść ...
     
kopciuch1939
 

IV ranga
****
Grupa: Użytkownik
Postów: 341
Nr użytkownika: 16.174

 
 
post 14/06/2006, 22:22 Quote Post

Mój dziadek służył w lotnictwie ludowego wojska polskiego, latał na Iłach, jako ciekawostkę mogę dodać, że został dwukrotnie zestrzelony, przez własną artylerie przeciwlotniczą. Drugi dziadek również służył w
LWP, a z wojny przywiózł wiele pamiątek 14 zegarków, 20 granatów, 3 lugery i swojego mosina z sporą ilością amunicji, nie wie ktoś czy można jeszcze w jakiś sposób nabyć amunicje do mosina nagant ?
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #31

     
konto usunięte 051218
 

Unregistered

 
 
post 15/06/2006, 8:12 Quote Post

Kiedyś dziadek opowiedzial mi o incydencie, który miał miejsce pod koniec okupacji niemieckiej, tuż przed "wyzwoleniem" przez Rosjan.
Otóż w lecie 1944 roku front zbliżał sie do Wisły. Niemcy stacjonujący w Kraśniku stali się poddenerwowani i wściekli, i trochę sie im spieszyło (wiedzieli, że wszystko im się wali). Ten i ów sięgał po butelkę. I tak było z kierowcą samochodu służbowego pewnego oficera. Upił się i zgubił kluczyki od pojazdu, a na drugi dzień, aby się wybielić "strzelił z ucha" na mojego dziadka i jego brata (obaj byli ledwo pełnoletni), że to są działania dywersyjne, i że oni za tym stoją. Oficer bez chwili wachania wziął ich pod stodołę, kazał im się odwrócić plecami i klęknąć. Następnie wyciągnął pistolet z kabury, odbezpieczył go i przystawił do głowy dziadkowi, pytając się: gdzie są kluczyki? Prabaka chcąc ocalić synów płakała, rzuciła się z lamentem do stóp oficera (który ją kopnął), zapewniając, że oni nie maja z tym nic wspólnego. Samochód, stojący na podwórku był w tym czasie ponownie przeszukiwany przez kierowcę, i ku ogromnej uldze mojej Rodziny kluczyki się odnalazły!
Poprzedniego dnia po pijaku wypadły mu z kieszeni, i wpadły pomiędzy siedzenie a próg (mnie samemu parę razy tam wpadły - paskudne, niewidoczne miejsce). Incydent skończył się dla mojej Rodziny dobrze, ale tragedia wisiała na włosku...

pzdr.
 
Post #32

     
Mastah Historicus
 

II ranga
**
Grupa: Użytkownik
Postów: 92
Nr użytkownika: 16.672

Zawód: uczen
 
 
post 17/07/2006, 12:32 Quote Post

Pierwszy pradziadek ze strony ojca walczył w partyzantce na Lubelszczyźnie. Pewnego razu razem z kolegami zestrzelił z ckm-u lecący nisko nad lasem niemiecki samolot. Niemcy wylądowali na otwartym polu a nie mogąc naprawić samolotu, podpalili go.
Drugi pradziadek ze strony ojca walczył w kampanii wrześniowej w okolicach Łodzi gdzie został ranny i wzięty do niewoli z której zdołał zbiec a w późniejszym okresie walczył w ruchu oporu i w LWP.
Pradziadek ze strony matki walczył w czasie wojny w AK na Podhalu z Nemcami a do 1947 z NKWD, UB i milicją. Zagrożony dekonspiracją wyjechał na ziemie odzyskane.
Drugi pradziadek ze strony matki walczył w powstaniu warszawskim.
I to byłoby na tyle.

Ten post był edytowany przez Net_Skater: 6/08/2006, 15:00
 
User is offline  PMMini Profile Post #33

     
Matthias
 

II ranga
**
Grupa: Użytkownik
Postów: 60
Nr użytkownika: 10.819

Zawód: Siatkarz yo 17
 
 
post 17/07/2006, 12:54 Quote Post

Moj pradziadek byl kierowca Andersa:) Walczyl pod Monte Cassino:) Postaram sie jutro wpasc do dziadkow i specjalnie porozmawiac o tym dla dobra tego tematu:) wtedy edytuje ten post:)
 
User is offline  PMMini Profile Post #34

     
Aron_Lander
 

II ranga
**
Grupa: Użytkownik
Postów: 85
Nr użytkownika: 8.396

Zawód: student
 
 
post 17/07/2006, 15:44 Quote Post

Mój dziadek walczył w Kampanii Wrześniowej, mieszkał na Podlasiu. Służył w zaopatrzeniu więc nie siedział na pierwszej linii frontu. Któregoś dnia jego oddział zauważył Niemców, prowadzących jeńców. Mój dziadek z kolegami zaczaili się na nich w lesie po obu stronach drogi, którą kierowali się Niemcy. Gdy znależli się między nimi,jak to powiedział dziadek, "rzucili się na Szkopów jak wściekłe psy". Wtedy dziadek miał największą okazję do postrzelania sobie, nie wspominał żeby jakiś Niemiec z tego oddziału przeżył.
Po wrześniu został zwolniony do cywila i przez cały okres wojny walczył o byt dla swojej rodziny. Jeżdżąc do różnych miast po mięso lub po prostu handlować czym sie dało, często wpadał i był osadzany w aresztach przejściowych. Zawsze jednak dzięki sprytowi wykręcał się sianem i wychodził bez szwanku (był chyba w czepku urodzony); np. Niemcy, którzy początkowo okupowali tereny Jego rodzinnej wioski nie byli dla nich zli, bo okazało się, że byli to głównie Slązacy służący w Wermachcie. Szybko sie wynieśli, bo tereny te dostały się pod strefe okupacji sowieckiej. Dom dziadka za kwatere wybrał sobie major radziecki i mieszkał u nich do 41 roku. Potem dziadek ze śmiechem opowiadał jak Rosjanie uciekali przed Niemcami w samych kalesonach. Wtedy niemiecki oficer zakwaterował się w Jego domu. Dziadek wspomina,że było wtedy dość nerwowo i cały czas musieli uważać.
Największe chwile grozy przeżył dziadek wraz z rodziną jak Rosjanie wrócili już jako "sojusznicy". Któregoś dnia Sowieci otworzyli ogień do mieszkańców wsi, zabijając wiele osób (pózniej przepraszali i tłumaczyli,że myśleli że to Niemcy). Dziadek opowiadał jak leżąc twarzą do ziemi, pociski artyleryjskie wybuchały na przemian, raz przed nim, raz za nim. Moja babcia (Jego żona) dostała odłamkiem w kciuk (potem wyglądał jak by był przyszyty), moich dwóch wujków( jego synów) też zostało rannych: jeden draśnięty w głowę, drugi powaznie oberwał w udo. Dziadek pamiętał jak jednemu z młodych chłopaków ze wsi oberwało obie nogi. Zaniesiono go jeszcze żywego pod pobliski krzyż i tam zmarł.
Wiem też, że dziadek współpracował z partyzantami i dawał im prowiant jeśli o to prosili. Po wojnie miał z tego powodu kłopoty z UB, bo oskarżyli go o współpracę z AK i chcieli uwięzić. Jednak mój dziadek znów wykazał się sprytem i jak urodzony aktor na przesłuchaniu odegrał scenę, że wpadli bandyci i przyłożyli mu pistolet do głowy. "Musiałem im dać co chcieli, wszystko bym im dał, nawet te gacie w których teraz jestem" - powiedział. Tak oszukał UBeków, którzy łyknęli kit i puścili go wolno.
Tak wogole to jakieś 100 metrów przed Jego domem, za rzeczką było lotnisko wojskowe. Obecnie jest tam las, ale gdyby ktoś dobrze pokopał, to znalazłby wiele "pamiątek" po II Wojnie Światowej.
Sorry jeśli to troche ogólnikowe,ale już nie moge dopytać dziadka o szczegóły bo zmarł w tym roku. On był żywą historią, urodził sie jeszcze pod zaborami. Miał 95 lat.

Ten post był edytowany przez Net_Skater: 6/08/2006, 15:05
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #35

     
Ciunek
 

Warszawski jegomość
******
Grupa: Użytkownik
Postów: 1.227
Nr użytkownika: 4.721

Stopień akademicki: :-)
Zawód: sobie znany
 
 
post 18/07/2006, 17:00 Quote Post

Jeden z moich pradziadków urodził się w roku 1898 na Wileńszczyźnie. Mój dziadek również tam się urodził, więc moja rodzina zapewne stamtąd pochodzi, jest jeszcze herb na dowód itd. ale to offtopic. Chciałbym zacząć od wojny polsko-bolszewickiej. Mój pradziadek był w 85. pułku strzelców wileńskich i walczył pod Warszawą i w okolicach Grodna. W czasie walk pod Warszawą, stracił oko, a jest jeszcze jedna rzecz, trochę komiczna może się wydawać. Podczas walk jedna z kul trafiła go w środek dłoni i kula, która go trafiła została mu tam do końca życia! Dożył 89 lat z kulą w dłoni i nie przeszkadzała ona mu zupełnie w niczym. Co do II wojny, to w roku wybuchu miał 41 lat i w dodatku był inwalidą z powodu tego oka, więc nie był w niej zbyt aktywny, chociaż o ile mi wiadomo to z kolegami założyli grupę partyzancką nikomu nie podlegającą. O drugim pradziadku nie mam żadnych informacji dotyczących czasów wojennych, o trzecim wiem, że był w którymś z obozów koncetracyjnych i gdy wrócił do domu, do Kocka na Polesiu w 1945 roku to jego żona ( moja prababcia ) go nie poznała, bo był tak zarośnięty i wychudzony sleep.gif . O czwartym pradziadku nie wiem nic, tak jak o drugim. Co do moich prababć to dwie nie dożyły czasów wojny, o jednej nie wiem, a czwarta to żona tego, który wrócił z obozu i przez całą wojnę była w Kocku razem z dziećmi, których miała 6 ( jeden z nich to mój dziadek, który urodził się w 1938 roku. ) Mówiąc o moich dziadkach, to nie brali udziału w wojnie, ponieważ dwóch dziadków i jedna babcia są z roku 1938 roku, a jedna babcia z 1943 roku. No i to by było na tyle rolleyes.gif .
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #36

     
Aron_Lander
 

II ranga
**
Grupa: Użytkownik
Postów: 85
Nr użytkownika: 8.396

Zawód: student
 
 
post 18/07/2006, 21:55 Quote Post

Przypomniało mi się jeszcze co opowiadał mi mój wujek, brat mojej matki. Urodził się w 1936 roku i pamięta wydarzenia z końcowego okresu wojny. Mieszkał w jednej z wielkopolskich wsi. Po „wyzwoleniu” na początku 1945 roku władzę we wsi sprawowało dwóch komendantów NKWD. Jego relacje pokazują, że traktowali oni równą miarą Polaków jak i swoich. Co ciekawe, w świadomości mieszkańców nie figurowała nazwa NKWD, ale mówiło się na nich „starszacy”.

Któregoś dnia, mieszkańcy wsi zgłosili komendantowi skargę na zachowanie grupy radzieckich żołnierzy jadących na front. We wsi była stacja kolejowa i często przejeżdżały tamtędy transporty żołnierzy i zatrzymywały się na postój. Tego dnia, żołnierze z jednego z takich transportów nieźle sobie popili i zaczęli rozrabiać we wsi. Tak więc po zgłoszeniu, dwóch starszaków poszło uspokoić sytuację. Mój wujek był świadkiem jak kolbami lub rękojeściami pistoletów tłukli po głowie i gdzie popadło czerwonoarmistów. Żołnierzy było kilkudziesięciu, a mimo to żaden z nich nie ośmielił się tknąć któregoś z dwójki komendantów. Bili ich tak niemiłosiernie, że aż mojemu wujkowi zrobiło się żal sowietów. Z poobijanymi i zakrwawionymi twarzami błagali ich na kolanach żeby przestali. Oczywiście akcja przyniosła skutek i zapanował spokój we wsi.

Innym razem, jedna z mieszkanek tej wsi, poskarżyła się w komendzie na jednego z żołnierzy radzieckich, że siłą chciał zabrać coś z jej dobytku ( niestety, nie pamiętam już o co chodziło, być może worek kartofli ) a gdy ta nie chciała mu tego oddać, ten ją uderzył. Starszak kazał jej zaprowadzić się do owego żołnierza. Gdy kobieta wskazała winowajcę, oficer NKWD wyjął pistolet i zastrzelił go na miejscu. Ponieważ cała sytuacja była niewygodna dla władz ( jak to, żołnierz radziecki zastrzelony z powodu jakiejś polskiej chłopki ?!? ) zakazano świadkom mówić o całym zajściu, a na nagrobku pochowanego czerwonoarmiejca napisano, że zginął bohatersko walcząc z Niemcami. Podobno został nawet pośmiertnie odznaczony.

I to tyle
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #37

     
Matteu
 

Nowicjusz
Grupa: Użytkownik
Postów: 9
Nr użytkownika: 20.186

Zawód: uczen
 
 
post 6/08/2006, 14:06 Quote Post

Brat mojego dziadka opowiadał jak to "ruscy" byli zaskoczeni, gdy rozpoczęła się operacja Barbarossa.
Pewnego czerwcowego poranka Paweł (brat megodziadka ) pasł krowy przy lotnisku wojskowym w Pilikach (nieopodal Bielska Podlaskiego) i przyszwędał się jakiś Rosjanin do niego i zaczeli gadać .Nagle rozległ się alarm. Paweł powiedział "Ivanowi", że Niemcy atakują. Oczywiście Rosjanin to olał twierdząc, że to tylko ćwiczenia. Paweł uciekł do domu (miał wtedy 16 lat i dobrą intuicję). Po kilku minutach na niebie spostrzegł rój samolotów, bombowców i eskortujących myśliwców. Było ich około 60. Rosjanie byli zedzorientowani. Kilka radzeickich samolotów chciało wzbić się w powietrze lecz wszystkie zostały zneutralizowane. Niemcy zbombardowali wszystkie obiekty militarne, farbyke butów, dom w którym urzędowało NKWD i przez przypadek kilka polskich domków w pobliskiej wiosce. Co nieprawdopodobne, lotnisko zostało w stanie nie naruszonym.
Paweł mówił, że czuł się jak pszczoła w ulu. Dosłownie między domostwami przelatywaly Mes-y. Bombardowanie trwało dosłownie chwile.
Po bombardowaniu wkracza do ofensywy Wehrmacht. Wchodzą do wsi, pytają się tubylców, gdzie bolszewiki. Ludzie powiedzieli, że pouciekali do lasu. Niemcy obszukali wieś, znaleźli kilku Sowietów których rozstrzelali na miejscu. Dopiero po jakimś czasie udało im się złapać większą grupke (5 os.) którą wzięli do niewoli. Paweł spostrzegł na polu radziecki czołg. Ponoć kręcił się, zawracał, ajwidoczniej nie wiedział gdzie uciekać. Chwile później wybuch i pojazd trafiony. Z palącego się czołgu wybiegają Rosjanie i próbują uciekać lecz powstrzymują ich kule niemieckich karabinów.
Do wieczora trwało oczyszczanie pobliskich wsi. Ciągle słychać było jakieś wystrzały, wybuchy i nawoływania Niemców. Ludność cywilna w samych starciach jakimś cudem nie ucierpiała.

Ten post był edytowany przez Net_Skater: 6/08/2006, 14:58
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #38

     
adka676
 

Nowicjusz
Grupa: Użytkownik
Postów: 16
Nr użytkownika: 20.213

Stopień akademicki: uczennica liceum.
 
 
post 6/08/2006, 14:31 Quote Post

To może ja napisze co opowiadała mi babcia, napewno więcej opowiedziałby mi dziadek ale nie żyje.
Zaczne od tych śmieszniejszych histori a skończe na tych chwilach grozy.
Jak "Ruscy" wkroczyli na tamte tereny (jest to Podlasie blisko Sokołowa Podlaskiego) to przyszli do mojej prababci i mówili: babuszka mleka. Babcia wydoiła krowe ale nie miała w co im ponalewać bo wszystko było w okopach pochowane. Pozbierała starych puszek i nalała im tam tego mleka a ci wypili a potem mówią: babuszka chleba. Moja prababcia nazbierała starych skórek co dla świn miało być, dała im a oni zjedli ! I mówiła, ze Rosjanie to takie brudasy byli a Nemcy to schludni i na takie skórki to by nawet patrzeć nie chcieli.
Powiem, że Niemcy to nie wszyscy byli tacy źli: kiedyś święto mieli i kazali mojej babci i jej siostrze przystroić sale. One sie przyłozyly (w tym czasie Niemcy gdzieś pojechali), powieszali jakies wianki itd. Jak Niemcy wrócili, to ich pochwaliali i kupili im cukierków.
A teraz takie smutniejsze, to przed wojną Żydzi do mojej babci tak powiedzieli:
"Nasze będą kamienice a wasze ulice i z waszych polskich łbów zrobimy sobie bruk" - a na wojnie jednak inaczej było.
Jak już zaczeła się wojna i zaczeli Zydów zabijać, to przyszła sąsiadka mojej babci i powiedziałą: dam wam tyle i tyle złota jak przechowacie mi te córki - miały one 13, 14 lat. Moja babcia się bała że jak Niemcy znajdą to całą rodzine zabiją i jednak się nie zgodziła.
Kiedy moja babcia jechała do ślubu z dziadkiem to jechali karetą i widzieli jak na krawężnikach klęczały kobiety, dzieci i Niemcy ich zabijali. Jak wracali z kościoła to widzieli jak rozstrzeliwali Żydów którzy sobie pod ulicami pokopali takie rowy i w nich siedzieli i nawet jeden z nich zabił swoje dziecko bo płakało i bali się ze ich znajdą jak ich usłyszą.
Znam jeszcze dużo opowieści ale to moze innym razem. Przepraszam że tak skacze po faktach.

Ten post był edytowany przez Net_Skater: 6/08/2006, 15:13
 
User is offline  PMMini Profile Post #39

     
Hans Solo
 

I ranga
*
Grupa: Użytkownik
Postów: 21
Nr użytkownika: 23.162

Radek
Stopień akademicki: Mgr
Zawód: Prawnik
 
 
post 24/10/2006, 16:35 Quote Post

Wedlug opowiesci mojego dziadka od strony ojca wojne mozna strescic do kilku zdan.
Dziadek mieszkal kilkanasic ekilometrow od rzeki Bug. W 1939 bylk to niemalze srodek Polski.

Wrzesien 1939 - Wojna Polskie Wojsko przeszlo przez wies.
Po dwoch tygodniach Niemcy we wsi.

Po tygodniu Rosjanie.

Po dwoch latach znowu Niemcy.

Po kilku latach znowu Rosjanie.

Dziadek kombinowal ze na dobra sprawe teraz czas na Polakow.

Niestety w 1945 okazalo sie, ze dziadek wraz z cala wioska wygral dozywotni pobyt na terenie ZSRR. A zeby bylo latwiej to granica bedzize na Bugu.

Dodam tylko, ze do POlski dziadek z rodzina i walizka przyjechal dopiero w 1959 r.

A teraz troche powaznie.

Na Wrzesien dziadek sie nie zalapal mial 19lat i nie dostal zadnego przydzialu. Jego brat walczyl w Polskich ulanach - rodzina nie wie gdzie zginal. Jego stryjecznny brat ( oficer rezerwy ) byl weterynarzem i zmienil nazwisko Koziol na
Kozlowski. Jak weszli Rosjanie aresztowali go i aresztowali tez dziadka.
Stryjeczny brat chcac ratowac dziadka mowil ze on go nie zna ze to nie jest zadna rodzina. Dziadek tez sie wypieral. Skonczylo sie na tym, ze dziadek dostal porzadny wpieprz od NKWD a stryjeczny brat pojechal na Syberie. Ale rodzine uratowal.
W czasie wojny dziadek wspomina ze nie bylo za wesolo. Jak po wyparciu Niemcow weszli rosjanie to kazdy w wiosce sie postarzal tak zeby miec wiecej niz 35 lat.

Jak wchodzili Niemcy w 1941 to na skraju wsi Rosjanie zostawili zwiadowce/wartownika mowic mu ze dadza mu rozkaz do odwrotu.
Jak ostani rosyjscy jezdzcy przejechali przez wies ludzi ze wsi mowili ze prosili go aby uciekal albo sie schowal. On mowili nie wy mnie tu postawilisci nie wy mnie zdejmiecie.

No i jak pojawil sie patrol niemiecki na motorach rosjanin raz do nich wystrzelil a oni posiekali go z kmow.

Z walk dziadek opisywal tylko zbombardowana kolumne niemcow jadacych na zachod. Jak mi mowil we wrakach spalonych samochodow siedzieli przytuleni do siebie spaleni zolnierze kurczowo trzymajacy karabiny.
Dziadek mowil ze duzo mlodych ludzi zginelo. Czesto sie pytal po co to bylo ?
Pod koniec wojny kiloro kuzynow dziadka bylo w Polskiej Partyzantce dziadka tez namawiali tylko, ze ciezarna babka ( dizadek byl juz po slubie ) wybila dzidkowi wojaczke i kazal sie rodzina zajmowac. Podobno zrobila ot przy partyzantach tak ze byla kupa smiechu bo dziadek byl poteznym mezczyzna a babcie mala kobietka.
Jak sie pozniej okazalo szczesliwie dla niego, wspieral ich dajac im schronienie i jedzenie ale babcia walczyc mu nie pozwala.
Dziadek wybudowal na swoim obejsiu schron/bunkier gdzie moglo sie schowac do 20 ludzi z bronia.
Z relacji mojej cioci ktora byla w rodzinnej wsi 4 lata temu schron jeszcze istnieje i dziala mechanizm wejscia oraz wentylacja.
PIsze na szczescie dla dziadka bo pod koniec 1945 r oddzial partyzantow do ktorego chcial dolaczyc zostal rozbity przez Rosjan ci co przezyli pojechali na Syberie.

Dziadek powtornie zostal aresztowany przez NKWD ( jakas menda doniosla ) ale ci bili go kilka dni nic z niego nie wyciagneli on dalej swoja mantre ze on nic nie wie on jesrt sowiecki czlowiek ( moj dziadek podobno robil najlepszy bimber w gminie i czesto gdy w wschronie chowali sie partyzanci na gorze pili u niego rosjanie. ) Pobili go tak mocno ze nie wstawal z lozka przez dwa tygodnie.


Z tego powodu ze tam na NKWD powiedzial ze on jest sowiecki mial problemy jak starl sie o repatiracje ciagle kacapy mu to wypominaly.
Ale dzieki wlasnemu uporowi wrocil do Polski w 1959.
Tylko, ze mial paszport radziecki a najstarszy syn 17 letni mowil plynniej po rosyjsku niz po Polsku. Z tym paszportem to dziadek cudowal bo zakazdym razem jak mial jakis problem to mowil - Tak a ja sie poskarze w Radzieckiej Ambasadzie.

Sprawa jego pobicia przez NKWD ma dalszy ciag. W latach siedemdziesiatych
bedac w odwiedzinach u dalszej rodziny w Grodnie spotkal na ulicy tego czlowiek ktory na NKWD spuscil mu lomot.
Tamten bedacy w wieku dziadka tez go poznal i podszedl do niego mowiac ze teraz jest mu przykro ale on musial tak zrobic.
Z relacji ojca wiem, ze dziadek nic nie powiedzial zdjal czapke ojcu kazal opiekowac sie matka i siostrami i nagle jak nie przypieprzyl temu gosciowi.
Gosc sie nie spodziewal ale dziadek niemalze po 25 latach dal munielzoego lupnia.
Przyjechala milicja zabrali dziadka na komende i dziadek od nich dostal lupnia a cala rodzina sie bala czy wyjada do Polski.
Wyjechali a dziadek powtarzal, ze poprostu musial mu przyfasolic bo byl bityi przez Niemcow i Rosjan ale jak mowil zaden cham nie bil go z taka radoscia i zawzietoscia jak ten gosc.
Faktem jest ze od tamtej pory dziadek za Bug juz nie pojechal.

Podziwam go bo swoja dorga tez walczyl o Polske tylko inaczej nie z karabinem w reku. No ale czym byl by Polska bez Polakow.

No i pamietajcie moj dziadek jest zawziety jak Kargul z Samych Swoich ( a zaciaga jeszce piekniej, a jak ladnie klnie w gwarze. )
W jego wykonaniu zadne przebaczenie nie przejdzie.




Nie musze nadmieniac,ze dziadek Rosjan nie lubi oj nie.
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #40

     
czekista
 

III ranga
***
Grupa: Użytkownik
Postów: 115
Nr użytkownika: 18.498

Felix Dzierzynski
Stopień akademicki: bachelor
Zawód: obiezyswiat
 
 
post 6/12/2006, 13:52 Quote Post

Ze wszystkich powyzszych opowiesci wynika:

1. Niemczy to dranie ale jednak to goscie z klasa.
Wg mojej babci**: pachnieli parfumami, mieli blyszczace oficerki, jak zolnierze w brunatnych mundurach z trupimi czaszkami (SS) jechali przez wies to wszyscy sie bali!
Ze pukawkami strzelali do sovieckich spadachroniarzy, co uciekali przez zboze do lasu.

2. Ruscy to najgorsza dzicz, chamstwo i debilizm. hmm
Wg mojej babci: jak ruscy weszli w 39' to mieli karabiny na sznurkach i jechali na furmankach.
A jak weszli w 44' to byli zawszeni, brudni i glodni - mowili "matka daj chliba/mlika".
Mieli duzo ciezarowek z bialymi amerykanskimi gwiazdami, konserw made in USA, ze spiewali nawet piosenki o przyjaznej Ameryce - DO ZNAWCOW TAMTYCH CZASOW - czy to mozliwe ze mogli se Ivany w piosenkach wychwalac kapitalistyczne swinie z ameryki? Czy ACz nie zamalowywala gwiazd na trakach z leandleasu na czerwono?

Tak wiec to porownanie Niemiec - Ruski/ pan - cham to tylko stereotyp, czy juz tak poprostu jest??


3. Wiekszosc dziadkow byla partyzantami. Moj dziadek** byl w AK - lasy parczewskie. Walczyl ze Szwabami! Wykopywal miedziane druty komunikacyje z ziemi, ktore pozniej po wojnie instalowal na zabudowaniach gospodarczych smile.gif

Ale we mojej babci: partyzanci (dziadek) glownie pili wodke i polowali na ladnie panny - "trzeba bylo uciekac jak sie paslo bydlo pod lasem bo partyzanci lapali" rolleyes.gif

3. Komunisci to lajdaki - Po wojnie, gdy oglosili amnestie, moj dziadek wyszedl z lasu sie ujawnic i oddac bron. Czerwoni go w nagrode wsadzili na pare miesiecy do celi z woda po kolana. Co zle wplynelo na jego stawy - reumatyzm.

4. Kazda polska rodzina stracila kogos podczas wojny - moj dziadek, oficer artylerii zgina 3 dnia wojny wrzesniowej (brak szczegolowych info).

** babcia i dziadek zyli i dzialali w parczewskim, okolice Jablonia
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #41

     
konto usunięte 051218
 

Unregistered

 
 
post 6/12/2006, 14:15 Quote Post

Ze wszystkich powyzszych opowiesci wynika:

1. Niemczy to dranie ale jednak to goscie z klasa.
Wg mojej babci**: pachnieli parfumami, mieli blyszczace oficerki

A czy slyszałeś kiedyś o "syndromie zakładnika"?
Otóż w/g porwanych/więzionych ich porywacze/oprawcy to porządni ludzie, dobrze ich traktowali, etc. Dlaczego tak się dzieje - musiałbys spytać jakiegoś psychonalityka (oni maja teorię na ten temat).

pzdr.
 
Post #42

     
adka676
 

Nowicjusz
Grupa: Użytkownik
Postów: 16
Nr użytkownika: 20.213

Stopień akademicki: uczennica liceum.
 
 
post 9/12/2006, 16:45 Quote Post

QUOTE(czekista @ 6/12/2006, 14:52)
Ze wszystkich powyzszych opowiesci wynika:

1. Niemczy to dranie ale jednak to goscie z klasa.


No ale przecież nie wszyscy Niemcy szli na wojnę żeby zabijać tylko z obowiązku.
Moja babcia opowiadała że podczas wojny urodziła się moja ciocia.
Jeden Niemiec cały czas przychodził do mojej babci i z łzami w oczach bawił moją ciocię.
 
User is offline  PMMini Profile Post #43

     
123hopp
 

IV ranga
****
Grupa: Użytkownik
Postów: 379
Nr użytkownika: 34.091

Bogdan Nowakowski
Stopień akademicki: mgr
Zawód: emeryt
 
 
post 20/08/2007, 7:48 Quote Post

Adres "psychiczny" mojej matki to było zawsze przedwojenne mieszkanie na Placu Zbawiciela pod nr 4. Jak skonczyłem 12 lat, zaczęto wysyłać mnie z Pomorza do Warszawy, aby stryj uczył mnie jak być Polakiem w trudnych czasach. Po kilku latach, stryj wyciągnął skądś wielki arkusz grubego papieru zapisany ruskim alfabetem, z podpisem "Marszał Żukow". "To mnie ocaliło, gdy inni poszli na rozwałkę" - powiedział stryj.

Przedwojenny oficer - kartograf, prowadzący spokojne życie, w czasie wojny przeszedł wiele prób. Najpierw uciekł z jakiejś roboty w podobozie Katynia, przedarł się z powrotem przez lasy i nową granicę do Warszawy. W Powstaniu Warszawskim, jeden z jego synów zginął, gdy wybuchł angielski zrzut granatów na Starówce. Z drugim synem dostał się do obozu w Pruszkowie. Wiezieni na roboty do Niemiec, uciekli z wagonu bydlęcego przy pierwszej okazji i dotarli lasami w Kieleckie, do naszej leśniczówki.

Z braku insuliny, drugi syn wkrótce zmarł a stryj zapadł w rodzaj komy.
Obudził się z niej z ostro zarysowanym planem działania. Przyspieszy
wojnę i uratuje w ten sposób życie dziesiątków tysięcy synów innych ludzi. Z zaufanymi ludźmi załadował kilka płyt drukarskich z ukrytego archiwum katastru Polski i przeprawił się przez Wisłę. Mapy wojskowe Rosjan sięgały jedynie granicy dawnego zaboru pruskiego. Materiał dostarczony przez stryja (resztę płyt przetransportował wydzielony oddział rosyjski)umożliwił przyspieszenie planowania dalszego natarcia
i szybkie rozpoznanie podejść do Berlina.

Gdy stryj zmarł, udałem się do Warszawy aby przejąć jego archiwum. Dwie
kobiety, ktore pozostawił, zrobiły wielkie oczy... "Coś ci się chyba
pomyliło; stryj nigdy nie kolaborował z Rosjanami!!" Siedem zamków typu skarbiec na drzwiach milcząco świadkowało naszej rozmowie. "Czy jestem naprawdę zdrajcą ojczyzny - tak, jak piszą koledzy w swoich listach!?" - do dziś brzmi mi w uszach to rozpaczliwe pytanie stryja, skierowane do mnie - 14latka, nie wiedzącego nic o dylematach poprzedniego pokolenia.

Teraz; prawie pół wieku później, zadaję sobie pytanie - "Musi istnieć ktoś lub coś, czego lub kogo mój stryj nie zdradził!?"
 
User is offline  PMMini Profile Post #44

     
yrus
 

IV ranga
****
Grupa: Użytkownik
Postów: 375
Nr użytkownika: 20.444

 
 
post 20/08/2007, 16:15 Quote Post

kamyczek do "pojednania polsko-ukraińskiego":

moja śp. Babcia była dzieckiem, ale pamiętała sporo:
1. mieszkała w polskiej wsi pod Drohobyczem, dlatego byli ciągle narazeni na ataki ukraińskich band (banderowcy). Dlatego też kopali schrony w wysokim brzegu rzeki, tuż nad lustrem wody. Pewna kobieta zostawił w kołysce dziecko, sądząc, że nikt nie miałby serca targnąc się na jego życie (bała się, że dziecięcy płacz spowoduje ujawnienie schronu i zagładę kilku rodzin). Dziecko po ataku banderowców znaleziono martwe, nabite na sztachety od płotu.

2.ludność wsi zmuszana była do prac na rzecz okupanta niemieckiego(szarwark itp.)- w zamian dostawało się po 6ziemniaków na głowę. Wydawał je młody Niemiec. gdy Babcia (lat 9-10) podziękowała mu po niemiecku (danke) dostała kolbą "mauzera" w twarz.

3. drohobyckie getto (chociaż po latach myślę, ze to jakaś wiejska filia w lesie)- pamiętała Żydów oferujących jej garście złota za bułkę, którą trzymała w ręce

4. chłopi polscy samoorganizowali się w celu ochrony wsi przed Ukraińcami ("banderowcy wpadali i mordowali czym się da-kosą, cepem, nożem, pistoletem, podpalali domy")

Opowieści drugiej babci (ta mieszkała we wsi pod Lwowem)
1. wycofujący się ze Lwowa Niemcy zostawili zamknięte więzienia-zanim weszli Sowieci, więźniowie poumierali z pragnienia

2. wujek mojej babci rozmawiał z kolegą po polsku. Skutek: głowa rozpłatana siekierą i wrzucenie do gnoju. Kolega uratował się, bo znał pacierz po ukraińsku

3. babcia ledwo uratowała sięprzed zbiorowym gwałtem dokonanym przez soldatów niemieckich (Lwów, uciekała podwórkami)

4.głód i tyfus-po żywność trzeba było wyprawiać się aż na Wołyń

5.Babcia szyła sobie ubrania z tkaniny spadochronowej- to z innej beczki)

6. we wrześniu 1939r pod Lwowem pojawił się nisko lecącysamolot niemiecki. Babcia obrzuciła go ziemniakami biggrin.gif. O mało nie przypłaciła życiem tego "wyczynu", gdyż lotnik zawrócił i posłał za nią serię.
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #45

13 Strony < 1 2 3 4 5 > »  
2 Użytkowników czyta ten temat (2 Gości i 0 Anonimowych użytkowników)
0 Zarejestrowanych:


Topic Options
Reply to this topicStart new topic

 

 
Copyright © 2003 - 2019 Historycy.org
historycy@historycy.org, tel: 12 346-54-06

Kolokacja serwera, łącza internetowe:
Uniwersytet Marii Curie-Skłodowskiej