Witaj GOŚCIU ( Zaloguj się | Rejestracja )
 
2 Strony < 1 2 
Reply to this topicStart new topicStart Poll

> Lubonia: zakopanie żywcem sieroty jako ofiary ..., ... podczas epidemii cholery 1849
     
Paweł Gajtkowski
 

VI ranga
******
Grupa: Użytkownik
Postów: 969
Nr użytkownika: 2.023

 
 
post 1/09/2020, 22:12 Quote Post

Ani nie motyw bajkowy, ani udrastycznienie ciemnoty, tylko medycyna ludowa:


Zgodnie więc z medycyną ludów europejskich zalecają u nas chorobę:
[...] 6. Spalić chorobę: Robi się bałwanka, lalkę, chochoł,
przedstawiające osobę, którą się ma oczarować albo zamawiać i rzuca
się je w ogień. 7. Zapiec, przypiec chorobę: Dziecię – bo na niem
praktykują ten sposób leczenia – wsuwa się do pieca albo piecze
się bułkę, zastępującą dziecko i rzuca ją na wodę.

[...] Kobietę wiejską z Gródka nad Bugiem,
chorą na nogi (po tyfusie), leczyła baba każąc jej przechodzić bosemi
nogami przez ogień z gałązek tarniny, sosny i różnego ziela, tak
długo, aż całą niemoc z nóg ogień święty wyciągnie
" (Z.St. Z nad
Buga Lud, Lwów 1897 III 20).
Znany jest jako środek ochronny w naszym lecznictwie ludowem
przeciąganie przez zarzewie, rozżarzone węgle itp. Przeciw hemoro-
idom zalecają w Lubelskiem przeciąganie przez żarzotki (zarzewie)
lub popiół gorący.
W celach leczniczych posługiwano się w 18 stule-
ciu rzucaniem węgli za koszulę.
[...] Mającemu za-
nokcicę każą "podgarnąć do trzeciego razu bolesnymi palcami ogień
na ognisku".


Henryk Biegeleisen, Lecznictwo ludu polskiego, 1929, s. 18 i 28-29.

Akurat Prus urodził się koło Gródka, a wychowywał w Lubelskiem.
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #16

     
Aquarius
 

VIII ranga
********
Grupa: Użytkownik
Postów: 3.146
Nr użytkownika: 15.327

A.F.
Stopień akademicki: mgr
 
 
post 1/09/2020, 22:15 Quote Post

QUOTE(Paweł Gajtkowski @ 1/09/2020, 22:12)
Ani nie motyw bajkowy, ani udrastycznienie ciemnoty, tylko medycyna ludowa:
*



No i nareszcie jakiś konkret.
Coś więcej?

Ten post był edytowany przez Aquarius: 1/09/2020, 22:16
 
User is offline  PMMini Profile Post #17

     
Paweł Gajtkowski
 

VI ranga
******
Grupa: Użytkownik
Postów: 969
Nr użytkownika: 2.023

 
 
post 1/09/2020, 22:50 Quote Post

QUOTE(Aquarius @ 1/09/2020, 22:15)
No i nareszcie jakiś konkret.
Coś więcej?
*



Tylko tyle, ile się da wyguglać na poczekaniu. Dlaczego nie guglacie confused1.gif W trakcie, jak rozmawiacie, już byście znaleźli w necie przez googielbooksa (za pośrednictwem Studium o "Antku" Prusa: recepcja, konstrukcja, konteksty) namiary na darmowego Biegeleisena i jeszcze w dodatku go przeczytali, a także po przypisach dotarli do darmowych źródeł, na które się powołuje sad.gif

Dajmy na to, chociaż jeden, drugi i dzie-
siąty chłop radzi się już teraz doktora, zna nawet kilka środków
aptecznych, jak: chininę, olej rycinowy, jodynę, z pewnością da-
leko silniej wierzy w znachorów, zamawiaczów i leki, przez nich
zadawane. Do doktora udają się dopiero w ostateczności i to
zawsze z powątpiewaniem, czy on cokolwiek pomoże, kiedy ten
lub ów nic już poradzić nie potrafił. Lekarstwa apteczne, wzglę-
dnie najprzyjemniejsze w użyciu, budzą w chłopie wstręt, odrazę,
bierze je niechętnie - jedynie z racyi wydanych pieniędzy; prze-
pisane jednak przez znachorkę najwstrętniejsze mieszaniny łykają
bez skrzywienia, a najboleśniejsze operacye wykonywują wiernie
co do joty.
Przed kilku laty chorowała w Gródku kobieta na tyfus.
Przez kilka tygodni była między życiem a śmiercią, bezwładna,
nieprzytomna, bez żadnej opieki i pomocy - cudem podniosła
się nareszcie z łóżka. Ale wyczerpana chorobą, a następnie bra-
kiem wszelkich wygód w czasie rekonwalescencyi, straciła zu-
pełnie siły i parę miesięcy upłynęło już od chwili przesilenia,
a przez izbę przejść jeszcze nie może o swojej mocy - nogi pod
nią drżą, uginają się i ból dokuczliwy nie ustępuje z nich.
Radzi się baby. Baba tak powiada: Trzeba wziąć drobnych
gałązek z tarniny wiązeczkę sporą, bylicy, piołunu, macierzanki,
rozchodniku, mięty, pokrzywy i różnego ziela, wosku nietopio-
nego cały plaster, kilkanaście trzasek żywicznej sosny, to wszystko
ułożyć na środku izby, pokropić święconą wodą, i dotąd przez
ten ogień bosemi nogami przechodzić, póki się wszystko nie
spali - a całą niemoc z nóg "ogień święty wyciągnie". Chora,
której choroba dobrze dokuczyła, zwłaszcza, że jako wdowie
z drobnemi dziećmi ciężko szła gospodarka, chwyta się tej rady,
jako deski ratunku, rozpala ogień podług przepisu i zaczyna cho-
dzić, nie bacząc, że nogi parzy, Że dym gryzący tamuje oddech,
że chwilami mrok zasłania jej oczy. Sporo czasu upłynęło, nim
ktoś przyszedł i zobaczył, co się dzieje. Okazało się, że chora
ma straszliwie poparzone nogi, palce zupełnie zwęglone, gorą-
czkę i we wsi nikt nie podejmuje się jej dozorować. Odwieziono
biedaczkę do szpitala w Hrubieszowie, zkąd po sześciu tygodniach
wyszła bez palców u obydwóch nóg... ale znachorka pocieszała
ją, że gdyby nie jej ogniowa kuracya, byłaby nie odzyskała mocy
w nogach, a tak chociaż bez palców chodzić może. Tłómaczenie
trafiło widocznie do przekonania poszkodowanej, gdyż nie odzy-
wała się o babie z żalem lub urazą.


(Z nad Buga. Szkic etnograficzny, Lud, R. 3 1897, s. 19-20)


Lud. Organ Towarzystwa Ludoznawczego we Lwowie. 1897 R.3
https://www.wbc.poznan.pl/dlibra/publicatio...717?language=pl


Lecznictwo ludu polskiego. (Z 100 rycinami)
Biegeleisen, Henryk (1855-1934)

https://www.sbc.org.pl/dlibra/publication/8...on/8097/content




 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #18

     
carantuhill
 

Bieskidnik
*********
Grupa: Moderatorzy
Postów: 7.762
Nr użytkownika: 12.703

WOJCIECH
Zawód: Galileusz
 
 
post 2/09/2020, 8:29 Quote Post

CODE
Czaczów, Lubonia, Kazimierz i Barnowiec to autentyczne przypadki (wszystkie opisuje Kolczyński). W związku z zarazą zabijano pewne osoby, których pozbycie się uważano, że może doprowadzić do jej zakończenia. Podobne przykłady podaje też Kazimierz Moszyński. Paweł Zając wspomina o Hucułach, że nie ratowali tonących, gdyż uważali, że to demon wodny domaga się ofiary. Znam też taką historię z jednej z podłódzkich miejscowości z 1933 r.:


Może i ten dziadek z brzytwą jest prawdziwy - pod Suchą, w Królewskiej Hucie i pod Gogołowem? smile.gif Nie przeczę, że być może tak było. Lata czterdzieste w ogóle były nieszczęsne - praktycznie rokroczne powodzie z bardzo surowymi zimami, tragiczne zbiory, zaraza ziemniaczana no i cholera. Ta cholera z lat 40-tych była drugą falą, pierwsza z lat 30-tych, sprowadzona w zgodnej współpracy armii rosyjskiej i powstańców listopadowych, przeszłą trochę łagodniej.
W pandemii różne rzeczy mogą się dziać - zwłaszcza przy takiej wysokiej śmiertelności, jaką miała cholera. Być może zdesperowani ludzie różne rzeczy robili, w całej Galicji jest bardzo wiele cmentarzy cholerycznych i krzyży cholerycznych (w tym i u mnie). Ale...
To już nie była tak wolna amerykanka w cesarstwie - z grubsza od 40 lat były już procedury na wypadek epidemii - szerzej odsyłam do "Zagrożenia epidemiologiczne na terenie austriackiej części monarchii habsburskiej w XIX w. (do 1914 r.). Aspekty prawne i administracyjne" Ryszarda Tomczyka. Stały jednostki wojskowe, żandarmi przeczesywali wsie - wszak to okres porabacyjny i Wiosny Ludów.

I jeszcze

CODE
W roku 1849 grasowała w Luboni cholera, na którą wymarło wiele osób. W młodości obywatela Miśkowiaka Wojciecha w pobliskim lesie stała jeszcze szopa trzcinowa, do której wywożono zarażonych, aby tam dogorywali.


Nasza koleżanka z Bieszczadów opowie taką samą historie. Doda, że z takiego budynku uciekła jej prababcia.

CODE
W związku z tą epidemią krąży do dziś wśród mieszkańców Luboni podanie: „Gdy zaraza szalała coraz silniej i pochłaniała coraz liczniejsze ofiary, ludzie udali się do „mądrych”. Orzekli oni, że choroba dopóty nie ustanie, dopóki o wschodzie słońca nie zakopią najpiękniejszej dziewczyny żywcem w ziemi i wołami bliźniętami zaprzężonymi do pługa nie oborzą wsi.


Zdaje się, że takie samo podanie krąży koło Czudźca pod Rzeszowem, bo znalazło swoje miejsce w Galicjanach Nowaka. I podobną historię opowiadał nasz kolega Vapnatak, jak dobrze pamiętam?
 
User is online!  PMMini ProfileEmail Poster Post #19

     
Lord Mich
 

Capitaine
********
Grupa: Moderatorzy
Postów: 3.515
Nr użytkownika: 15.415

Michal Piekarski
Zawód: :)
 
 
post 2/09/2020, 13:06 Quote Post

Ciekawy filmik na yt będący w temacie i omawiający ofiary z ludzi w XIX wieku:

https://www.youtube.com/watch?v=VbKow653bF4

Pozdrawiam!
 
User is offline  PMMini Profile Post #20

     
Sima Zhao
 

IX ranga
*********
Grupa: Użytkownik
Postów: 5.215
Nr użytkownika: 96.568

Zawód: 太祖
 
 
post 2/09/2020, 13:13 Quote Post

carantuhill:

CODE
   W związku z tą epidemią krąży do dziś wśród mieszkańców Luboni podanie: „Gdy zaraza szalała coraz silniej i  pochłaniała coraz liczniejsze ofiary, ludzie udali się do „mądrych”. Orzekli oni, że choroba dopóty nie ustanie, dopóki o wschodzie słońca nie zakopią najpiękniejszej dziewczyny żywcem w ziemi i wołami bliźniętami zaprzężonymi do pługa nie oborzą wsi."


Najciekawsze moim zdaniem pytanie to skąd w różnych (i dość odległych) częściach Polski zbliżone przesądy tego typu (sama idea ofiary ludzkiej i jeszcze przeważnie zakopywanie ofiar a nie inne metody etc. etc.) ?

Jakieś przechowane w tradycji ludowej pozostałości po czasach pogańskich ? Jakaś zakodowana w podświadomości zbiorowej podobna reakcja na ekstremalne zagrożenie dla społeczności ?

 
User is offline  PMMini Profile Post #21

     
welesxxi
 

Conan The Historian
*******
Grupa: Moderatorzy
Postów: 2.884
Nr użytkownika: 13.919

Stopień akademicki: mgr
 
 
post 2/09/2020, 18:40 Quote Post

QUOTE(Paweł Gajtkowski @ 1/09/2020, 23:12)
Ani nie motyw bajkowy, ani udrastycznienie ciemnoty, tylko medycyna ludowa:
*


Medycyna ludowa funkcjonowała w określonym kontekście, który nadawał jej poczynaniom znaczenia. Dlatego owszem, prześledzenie motywów bajkowych, wierzeniowych pozwala zrozumieć czemu ogniowi przypisywano własności lecznicze.

QUOTE(Paweł Gajtkowski @ 1/09/2020, 23:50)
Tylko tyle, ile się da wyguglać na poczekaniu. Dlaczego nie guglacie confused1.gif W trakcie, jak rozmawiacie, już byście znaleźli w necie przez googielbooksa
*


Hm, bo pytanie dotyczyło przypadków znanych mnie, na podstawie których uważam, że Prus opisywany przypadek zaczerpnął z doświadczenia a nie zmyślił tę metodę. Biegeleisena nawet mam na półce, ale czytałem go wyrywkowo i akurat tego fragmentu nie kojarzyłem.

QUOTE(carantuhill @ 2/09/2020, 9:29)
Może i ten dziadek z brzytwą jest prawdziwy - pod Suchą, w Królewskiej Hucie i pod Gogołowem?
*


To akurat wygląda na legendę miejską.
 
User is offline  PMMini Profile Post #22

     
carantuhill
 

Bieskidnik
*********
Grupa: Moderatorzy
Postów: 7.762
Nr użytkownika: 12.703

WOJCIECH
Zawód: Galileusz
 
 
post 3/09/2020, 9:40 Quote Post

CODE
To akurat wygląda na legendę miejską.


Wiejsko-miejską. I jakoś 100 letnią.
Ale czy ta ofiara z ludzi to miała miejsce w Lubonii, czy w Czudcu, czy gdzieś tam w Rzeszowie u Vapnataka, o czym pisał an forum?
Czy te domy, w których trzymano chorych, to w Lubonii, czy u Lucyny w Bieszczadach? Czy masowo tu i tam?
Wszystko mi wygląda na legendę miejską - jarmarczną opowiastkę. Coś ala tych opowiastek, że zembrzyckie kiszone ogórki zawdzięczają swoją przedwojenną popularność w Krakowie, sikaniu do nich przez kobiety.
 
User is online!  PMMini ProfileEmail Poster Post #23

2 Strony < 1 2 
1 Użytkowników czyta ten temat (1 Gości i 0 Anonimowych użytkowników)
0 Zarejestrowanych:


Topic Options
Reply to this topicStart new topic

 

 
Copyright © 2003 - 2021 Historycy.org
historycy@historycy.org, tel: 12 346-54-06

Kolokacja serwera, łącza internetowe:
Uniwersytet Marii Curie-Skłodowskiej