Witaj GOŚCIU ( Zaloguj się | Rejestracja )
 
3 Strony < 1 2 3 > 
Reply to this topicStart new topicStart Poll

> CSS Hunley
     
Santa
 

V ranga
*****
Grupa: Użytkownik
Postów: 589
Nr użytkownika: 3.305

 
 
post 3/08/2015, 11:12 Quote Post

Oczywiście, że nie było to to samo. Niemniej stosowano tzw. kule świecące i karkasy (przy czym tych drugich używano też jako pocisków zapalających). Wg Nauki praktycznej kanoniera F. Paszkowskiego, do przygotowania materiału do kul święcących używano 20 części siarki, 16 saletry, 3 części mączki prochowej (substancji, która pozostaje w trakcie przesiewania prochu na samym dnie) i 1 część antymonu. To są rzecz jasna proporcje. Następnie gotowano całość w żelaznym kotle na lekko żarzących się węglach i zachowaniem wszelkich zasad bezpieczeństwa. Potem odlewano w formy dębowe wysmarowane łojem i ubijano zaprawę. Po wystygnięciu wyjmowano z formy i wkładano dwie blaszane półkule z dziurkami, w których można było umieścić drut, służący do oplatania. Następnie wiercono kilka dziur, które służyły do zaogniania, Autor podaje, że Austriacy nabijali rzeczone kule na zimno, a więc nieco innym sposobem. Odpalano je z haubic, jednorogów i moździerzy. Z kolei karkasy miały bardziej podłużną formę i przygotowano je na bazie żelaznego szkieletu, na który potem nakładano worek i zanurzano w smole, a po wyschnięciu wiercono dziury do zaognienia. Pociski były odpalane z nieco mniejszym ładunkiem, a Paszkowski zaleca, aby kierować je za nieprzyjaciela, "bo łatwiej widzieć za światłem niż przed światłem". Kosiński podaje też, że kule świecące bywały oplatane sznurkiem, aby się nie rozpadły po strzale. Podaje też, że wystrzeliwano je jedynie z moździerzy i jednorogów (nie wiem, czemu pomija haubice). Wg niego służyły głównie w czasie oblężeń. Informacje pochodzą z 1 i 2 cz. Zasad nauki artylerii J. Kosińskiego.
Nie wiem, jak dobrej jakości były te pociski oświetlające, ale czytałem w jednej z prac dotyczących wojny w Hiszpanii, że Francuzi mieli bardzo dobrej jakości pociski oświetlające.

Z tego co widzę to Housatonic miał dwie haubice na pokładzie, więc o ile w marynarce stosowano pociski oświetlające, to chyba nie było problemu, żeby takie posiadał i ew. odpalił.
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #16

     
Speedy
 

VIII ranga
********
Grupa: Użytkownik
Postów: 3.420
Nr użytkownika: 3.192

 
 
post 3/08/2015, 12:53 Quote Post

Dzięki. Sądząc z twego opisu, tego rodzaju pociski w wojnie na morzu były w zasadzie nieskuteczne. Najwyraźniej zaprojektowano je tak, by mogły spaść na ziemię za pozycjami nieprzyjaciela i tam się wypalić, oświetlając teren. A po upadku do wody raczej szłyby na dno, a nie paliły się na powierzchni.

(a swoją drogą, takie stapianie siarki z saletrą i mączką prochową, gotując całość na rozgrzanych węglach no no... mieli jaja nasi przodkowie... smile.gif )

Ten post był edytowany przez Speedy: 3/08/2015, 12:57
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #17

     
Santa
 

V ranga
*****
Grupa: Użytkownik
Postów: 589
Nr użytkownika: 3.305

 
 
post 3/08/2015, 13:10 Quote Post

Wydaje mi się, że jednak były skuteczne, skoro wspominają o tym pamiętnikarze z oblężeń. Przecież w podobnym celu (wolniejszego opadania) wystrzeliwano je ze stromotorowych dział (haubice, moździerze i jednorogi), aby lot pocisku był dłuższy. Na pewno nie tak skuteczne, jak te, o których wspominasz (na spadochronach, magnezja itp), ale miejmy świadomość czasów w jakich odbywały się tego rodzaju imprezy. Tak więc moim zdaniem byłyby mniej skuteczne, lecz jednak coś by dawały na morzu. Może uda mi się znaleźć jakieś przypadku stosowania, to dam znaka.

A co do jaj, no cóż. Wypadki się wtedy zdarzały znacznie częściej.
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #18

     
Speedy
 

VIII ranga
********
Grupa: Użytkownik
Postów: 3.420
Nr użytkownika: 3.192

 
 
post 4/08/2015, 12:01 Quote Post

Hej

Sorry ale dalej jestem sceptyczny co do świecenia na morzu w ten sposób.

QUOTE(Santa @ 3/08/2015, 13:10)
Wydaje mi się, że jednak były skuteczne, skoro wspominają o tym pamiętnikarze z oblężeń.


Z pewnością przy oblężeniach takie pociski sprawdzały się bardzo dobrze, gdy mogły spaść na pozycje wroga (lub w pobliżu) i wypalić się na ziemi, oświetlając je. Na morzu coś takiego raczej nie wchodzi w rachubę. Zastanawiałem się chwilę nad karkasem z jakąś masą na bazie nafty czy oleju, która paliłaby się na wodzie. Ale prawdopodobnie by to nie zadziałało, bo "chlupnięcie" przy upadku zgasiłoby ją.

QUOTE(Santa @ 3/08/2015, 13:10)
Przecież w podobnym celu (wolniejszego opadania) wystrzeliwano je ze stromotorowych dział (haubice, moździerze i jednorogi), aby lot pocisku był dłuższy.


Chyba też i w tym celu, by spadły na ziemię pod dużym kątem i w związku z tym pozostały w miejscu upadku. Przy bardziej płaskiej trajektorii kuliste pociski miałyby tendencję do rykoszetowania. Co do tego świecenia w locie to jednak byłbym sceptyczny, jak mówiłem wcześniej. Masy nie zawierające takich metali jak magnez czy aluminium nie dają zbyt jasnego płomienia. Z jakiej wysokości taki pocisk mógł efektywnie oświetlić teren? 200 m? 300? więcej to już naprawdę bardzo wątpię. A z takiej wysokości spadałby ze 2 s - doprawdy można by się było wiele napatrzeć.

(policzyłem sobie na szybko dla rzutu ukośnego, na razie bez uwzględnienia oporu powietrza, bo dla takich małych prędkości on jeszcze dużego błędu nie wnosi: dla prędkości początkowej 150 m/s i kąta rzutu 75 st. mamy donośność 1148 m, wierzchołkową toru 1071 m i czas lotu 29,6 s. W rzeczywistości te liczby będą nieco mniejsze no ale powiedzmy rząd wielkości byłby zachowany).
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #19

     
Gajusz Mariusz TW
 

Ambasador San Escobar
********
Grupa: Moderatorzy
Postów: 3.924
Nr użytkownika: 98.326

Stopień akademicki: Korvettenkapitan
Zawód: Canis lupus
 
 
post 28/08/2017, 20:11 Quote Post

Być może postawiono kropkę nad i

http://www.konflikty.pl/aktualnosci/wiadom...ego-h-l-hunley/
 
User is online!  PMMini Profile Post #20

     
Speedy
 

VIII ranga
********
Grupa: Użytkownik
Postów: 3.420
Nr użytkownika: 3.192

 
 
post 28/08/2017, 22:07 Quote Post

QUOTE(Gajusz Mariusz TW @ 28/08/2017, 20:11)


Jakoś mnie to nie przekonuje. Pozwolę sobie przekopiować poniżej to co tam napisałem w komentarzu:

QUOTE
Szczerze mówiąc, tak na szybko jestem bardzo sceptyczny co do tych analiz. Muszę sobie poszukać oryginału tego artykułu, ale tak od razu mam dwie bardzo potężne wątpliwości:

- czy w ogóle może być mowa o fali uderzeniowej, w przypadku zastosowania materiału wybuchowego, który nie detonuje, a jedynie szybko się pali? A tego rodzaju materiału użyto w torpedzie wytykowej: albo czarnego prochu (nie detonuje nijak) albo bawełny strzelniczej - tę da się zdetonować, o ile się wie jak i po co. Jednakże wg wszelkiego prawdopodobieństwa sposób detonowania kruszących materiałów wyb. (konkretnie nitrogliceryny) za pomocą inicjującego materiału wyb. (konkretnie piorunianu rtęci) wynalazł Alfred Nobel w 1867 i niemal na pewno w czasach wojny secesyjnej nie była to metoda dostępna.

- w jaki sposób fala uderzeniowa rozchodząca się w wodzie wytworzyłaby falę w powietrzu wewnątrz zamkniętego kadłuba USS Hunley, nie uszkadzając go przy tym? Tego kompletnie nie ogarniam.
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #21

     
Phouty
 

VII ranga
*******
Grupa: Użytkownik
Postów: 2.483
Nr użytkownika: 81.932

 
 
post 29/08/2017, 0:16 Quote Post

Tutaj jest troche bardziej obszerny artykul, opisujacy w wiekszych szczegolach zastosowane metody badawcze.
http://www.cnn.com/2017/08/23/health/hunle...tudy/index.html

QUOTE
- w jaki sposób fala uderzeniowa rozchodząca się w wodzie wytworzyłaby falę w powietrzu wewnątrz zamkniętego kadłuba USS Hunley, nie uszkadzając go przy tym? Tego kompletnie nie ogarniam.


Efekt membrany.
Jest to znane, szkodliwe zjawisko, ktore sie okresla w aerospace jako "acoustic noise", gdzie fale dzwiekowe (n.p. wytwarzane przez silnik odrzutowy, czy tez gazy z dyszy silnika rakietowego) powoduja wtorne wzbudzenia mechaniczne (wibracje) w odizolowanych (i oddalonych) mechanicznie komponentach konstrukcyjnych, niekoniecznie narazonych bezposrednio na oddzialywanie fali dzwiekowej. I na odwrot, bo wibracja mechanicznych elementow moze wywolac fale dzwiekowa. W moim "przemysle" czesto mierzymy i wyrazamy natezenie dzwieku jako "sound pressure" i wyrazamy to w Pascalach, czyli jednostkach cisnienia.

A co spowodowalo smierc? Na ten temat musieli by sie szerzej wypowiedziec fizjologowie i specjalisci w medycynie sadowej. Chociaz w artykule jest o tym wzmianka, jednakze czyjas opinia, to troche malo.

Wytlumaczenie tej badaczki ma cechy prawdopodobnienstwa, szczegolnie, ze bylo to poparte eksperymentalnie, jednakze te eksperymenty musialy by byc powtorzone w bardziej kontrolowanych warunkach, bo robiac to w jakims stawie, jednak nie sposob kontrolowac wszystkich paramertow i zmiennych.

Wiec podchodze do tej wiadomosci z ostroznym optymizmem.

Ten post był edytowany przez Phouty: 29/08/2017, 0:28
 
User is offline  PMMini Profile Post #22

     
Speedy
 

VIII ranga
********
Grupa: Użytkownik
Postów: 3.420
Nr użytkownika: 3.192

 
 
post 29/08/2017, 15:35 Quote Post

QUOTE(Phouty @ 29/08/2017, 0:16)
Tutaj jest troche bardziej obszerny artykul, opisujacy w wiekszych szczegolach zastosowane metody badawcze.
http://www.cnn.com/2017/08/23/health/hunle...tudy/index.html


Dzięki - oszczędziłeś mi szukania. Faktycznie, badaczka jest zdania, że kadłub Hunleya pod wpływem fali rozchodzącej się w wodzie ugiął się minimalnie i nieniszcząco, ale tak szybko że wywołał ową zabójczą falę uderzeniową w powietrzu wewnątrz. Jakoś mi się to nie wydaje prawdopodobne.

I co to niby znaczy "[...]the Hunley's hull, which was less than an inch thick" - miał mniej niż cal grubości; cal to 25 mm, okręty podwodne z II wojny też zazwyczaj miały mniej niż cal grubości. Podstawowy model niemieckiego U-Boota, typ VIIC miał kadłub sztywny grubości 18,5 mm, w ulepszonej wersji VIIC/41 pogrubiony do 21 mm, a w VIIC/42 - do 28 mm. U-Booty obrzucano ładunkami daleko mocniejszymi niż 61 kg czarnego prochu prochu, choć oczywiście nie wybuchały tak blisko (jak wybuchały to było po okręcie). Nie przypominam sobie jednak takiego przypadku by kogoś zabiło w podobny sposób, np. załogę jakiegoś przedziału.
QUOTE(Phouty @ 29/08/2017, 0:16)
QUOTE
- w jaki sposób fala uderzeniowa rozchodząca się w wodzie wytworzyłaby falę w powietrzu wewnątrz zamkniętego kadłuba USS Hunley, nie uszkadzając go przy tym? Tego kompletnie nie ogarniam.


Efekt membrany.
Jest to znane, szkodliwe zjawisko, ktore sie okresla w aerospace jako "acoustic noise", gdzie fale dzwiekowe (n.p. wytwarzane przez silnik odrzutowy, czy tez gazy z dyszy silnika rakietowego) powoduja wtorne wzbudzenia mechaniczne (wibracje) w odizolowanych (i oddalonych) mechanicznie komponentach konstrukcyjnych, niekoniecznie narazonych bezposrednio na oddzialywanie fali dzwiekowej. I na odwrot, bo wibracja mechanicznych elementow moze wywolac fale dzwiekowa. W moim "przemysle" czesto mierzymy i wyrazamy natezenie dzwieku jako "sound pressure" i wyrazamy to w Pascalach, czyli jednostkach cisnienia.


No dobra, a czy spotkałeś się z taką sytuacją, że ów efekt membrany przeniósł ciśnienie, które mogłoby zrobić komuś krzywdę? (patrz poniżej)

QUOTE(Phouty @ 29/08/2017, 0:16)
A co spowodowalo smierc? Na ten temat musieli by sie szerzej wypowiedziec fizjologowie i specjalisci w medycynie sadowej.
*



Przepraszam, że nie przeliczę sam jednostek, ale 1 bar (albo 1 atmosfera, w skrócie atm) = 101325 Pa. 100 tysięcy w zaokrągleniu. Takie jest średnie ciśnienie na Ziemi na poziomie morza. To nie są jednostki obowiązującego układu miar SI, ale są bardzo wygodne, bo pozwalają łatwo porównać każde ciśnienie z tym normalnym i od razu ocenić że jest powiedzmy 2 razy większe albo mniejsze itd.

Nadciśnienie fali uderzeniowej w powietrzu równe 0,35 atm to jest granica kontuzji - tyle zwykle powoduje uszkodzenie bębenków w uszach. Między 0,5 a 1 skutki mogą być poważniejsze, np. uszkodzenie ucha wewnętrznego, z utratą przytomności włącznie, raczej jednak nie zagrażające życiu. Gdzieś pomiędzy 1 a 2 atm znajduje się granica 50% przypadków śmiertelnych, a powyżej 2,5 atm raczej się tego nie przeżyje. To jeszcze zależy od czasu oddziaływania fali uderzeniowej, ale powiedzmy w pierwszym przybliżeniu można przyjąć takie liczby, uznając je za wypośrodkowane.

Bo dla tych nuklearnych historii to niektórzy podają że już koło 0,7 atm jest bliska 100% śmiertelność. A z kolei niektórzy hardkorowcy (niejaki Desaga który w latach 50. zdaje się we Włoszech robił doświadczenia na zwierzętach, wysadzając różne psy itp.) uważają że powyżej 3 atm jest jeszcze spora przeżywalność, kilkadziesiąt % (u Desagi chyba i powyżej 4 jakieś pojedyncze psy przeżyły).

Ten post był edytowany przez Speedy: 29/08/2017, 15:37
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #23

     
Phouty
 

VII ranga
*******
Grupa: Użytkownik
Postów: 2.483
Nr użytkownika: 81.932

 
 
post 31/08/2017, 0:04 Quote Post

QUOTE
No dobra, a czy spotkałeś się z taką sytuacją, że ów efekt membrany przeniósł ciśnienie, które mogłoby zrobić komuś krzywdę?


Tak, jak najbardziej, bo mam z tym do czynienia na codzien. Tu wyjasniam, ze nie testujemy tego pod wzgledem wplywu na "material zywy" (bo to nie jest nasza "dzialka", wiec jak to dziala na zywe organizmy, to nie mam najmniejszego pojecia), ale wlasnie na roznego typu elementy konstrukcyjne, gdzie oczywistymi kandydatami sa samoloty, rakiety i podobne badziewia.

Maly wyklad: wink.gif

Tutaj nie tylko chodzi o sam przyrost cisnienia wywolujacy ruch "membrany" po stronie "pierwotnej".
Waznymi parametrami sa takze czestotliwosc pierwotnego impulsu (w tym takze czestotliwosci harmoniczne, jakze czesto wybiegajace poza pasmo akustyczne, czyli slyszalne ludzkim uchem), a co takze czesto bywa, wazniejszym parametrem jest takze sam ksztalt "komory rezonansowej" (resonant cavity) po stronie "wtornej", a takze "pierwotnej".

(Nie nalezy utozsamiac tej "komory rezonansowej" z jakas "zamknieta" bryla, na przyklad wnetrzem puszki po piwie, czy tez zbiornikiem paliwa w rakiecie balistycznej, bo po prostu moze to byc kazdy "otwarty" element konstrukcyjny, na przyklad wspornik, czy tez dzwigar skrzydla samolotu, lub miejsce laczenia dwoch lub wiecej elementow konstrukcyjnych tworzacych tak zwany "wezel", czy tez samo skrzydlo samolotowe (bez poszycia), ogon, lub nawet jego caly kadlub, ale tez "bez poszycia" (lub "z poszyciem), lub (nie uwierzysz) solidny wal sruby okretu, w tym takze wal okretu podwodnego, chociaz tutaj pierwsze skrzypce odgrywa zjawisko kamertonu, ale "resonant cavity effect" tez daje znac o sobie).

Odpowiednia, lub raczej nieodpowiednia z punktu widzenia inzynieryjnego kombinacja tych parametrow, ktorych jest znacznie wiecej, ale dla olbrzymiego uproszczenia wspominam tylko o pierwotnej ("zewnetrznej") zmianie cisnienia, czestotliwosci tej zmiany, oraz ksztalcie komory rezonansowej, moze doprowadzic do katastrofalnych wrecz skutkow, przy wydawalo by sie, calkiem malych wartosciach pierwotnego impulsu. Pomijam tez wplyw przesuniecia fazowego (phase shift) wynikajacego wlasnie z efektu membrany i powstajacych takze czestotliwosci rezonansowych, czesto o bardzo wysokich, "destruktywnych" amplitudach.


Widzialem juz wrecz niebywala amplifikacje w pewnych testowanych konstrukcjach, gdzie przyrost "acoustic noise" rzedu zaledwie kilku/kilkunastu/kilkudziesieciu Pascali i przy impulsie trwajacym zaledwie ulamki sekundy, wywolywal po stronie "wtornej" przyrost cisnien siegajacych nawet (uwierzysz mi na slowo (?), bo "twardych" danych nie mam prawa legalnie publikowac, ani nawet ich omawiac w wiekszych szczegolach), MPa, czyli rzedu milionow Pascali!
Skutkowalo to czasami po prostu "wybuchem", czyli katastrofalna dezintegracja testowanego systemu/konstrukcji, a jakze czesto mozemy obserwowac podczas testow (nawet juz w dobrze dopracowanych konstrukcjach) bardzo przyspieszone "zmeczenie materialu", co niekoniecznie musi prowadzic do natychmiastowych uszkodzen, jednakze po pewnym okresie uzytkowania, oczywiscie prowadzi do katastrofy. (Catastrphic failure). Gdy solidnie zbudowany przestrzenny element nosny jakiegos aeroplanu, wykonany chociazby z tytanu wrecz "wybucha" w katastrofalnej dezintegracji, to co mozna powiedziec o miekkich tkankach ludzkiego ciala?

Moge to tylko sobie wyobrazic, chociaz wiele lat temu jedno z naszych laboratoriow "dalo sprzet", czyli techniczne oprzyrzadowanie, odpowiednie pomieszczenia do przeprowadzania tych eksperymentow i techniczna ekspertyze pewnym badaczom, ktorzy testowali wplyw infradzwiekow (dla neofitow, to sa czestotliwosci ponizej 20 Hz), na ludzka fizjonomie. Nie uzywano wprawdzie wtedy ludzi, jednakze jak najbardziej zywe organizmy w postaci zywej wieprzowiny, bo one ponoc maja fizjologie bardzo zblizona do ludzkiej. Jak napisalem, to ci naukowcy przeprowadzali eksperymenty, a my tylko operowalismy ten "test set up" i dokonywalismy pomiarow jednakze, pomimo ze jestem mysliwym i widok konajacego zwierzecia i krwi nie robi na mnie wiekszego wrazenia, to az nieprzyemnie bylo patrzec, jak te "test dummies" byly usmiercane stosunkowo niska amplituda tych infradzwiekow. (Niech milosnicy zwierzat nie robia tutaj "rewolucji", bo te eksperymenty niebywale poprawily nasze zrozumienie w tym temacie i znajduja one zastosowanie takze w wielu technologiach cywilnych, w medycynie i oczywiscie wojskowych i to o czysto obronnym charakterze, czyli zabezpieczamy wlasnych ludzi przed dzialaniami tego typu przez potencjalnego wroga).


W przypadku CSS Hunley, to sam ksztalt kadluba (wedlug mojej skromnej oceny, czysto "na oko", wiec jest to tylko gdybanie z mojej strony), wrecz swietnie sie nadaje na taki akustyczny rezonator! Mozna by na przyklad przetestowac pod tym wzgledem model w malej skali. Tym bardziej, ze przy wydluzonym, cygarowatym ksztalcie, moze tez powstac zjawisko fali stojacej (standing wave), ktore to zjawisko jest wykorzystywane chociazby od wielu setek lat w...koscielnych organach! Zadziwiajace natomiast z mojego doswiadczenia jest, ze czasami minimalne zmiany w wymiarach tej "resonant cavity", powoduja albo olbrzymia amplifikacje, albo duza atenuacje pierwotnego sygnalu. Oczywiscie dochodza tez tutaj czestotliwosci rezonansowe, a kazdy chyba widzial trick, gdy jakas spiewaczka operowa potrafila niszczyc szklanki swoim glosem i to czasami z duzej stosunkowo odleglosci.

Azeby sobie to uzmyslowic, to chyba kazdy mial doswiadczenie z...koncertu rockowego, czy tez z dyskoteki.
Zawsze bylem zafascynowany tym jako malolat, jak stojac przed perkusista grajacym na scenie w remizie strazackiej i walacym noga w pedal bebna "taktowego" (no wiecie, ten najwiekszy beben w skladzie wspolczesnej perkusji lezacy "na boku"), doznawalem uczucia "podmuchu", tak samo jak, stojac przed frontem basowej kolumny glosnikowej.
Wtedy nie potrafilem zrozumiec, ze przeciez ani membrana perkusji, ani membrana glosnika, nie potrafily "popchnac" takiej ilosci powietrza, azebym ja czul ten fizycznie odczuwalny "podmuch". (I bynajmniej nie chodzi mi tutaj tylko o samo oddzialywanie niskich czestotliwosci na cialo ludzkie i uklady wewnetrzne).

Oczywiscie z uplywem czasu zrozumialem, na czym to zjawisko polega.

Dobra, koniec "wykladu", ale bedzie tez "praca domowa" do opcjonalnego odrobienia! wink.gif

http://www.chassis-plans.com/mil-std-810g-...e-method-515-6/

Tu jest wszystko "naukowo" wyjasnione.
http://snebulos.mit.edu/projects/reference...IL-STD-810F.pdf

Oczywiscie jest tego znacznie wiecej, a ja tylko pokazalem "czubek gory lodowej", albo nawet i nie to.
Opcjonalnie (bo to jest cholernie drogie, nawet dla US Government, pomimo tego, ze maja oni wiecej kasy niz piasku na pustyni), to laczy sie ten test z innym, ktory nazywa sie "pyroshock", lub mniej technicznie, ale bardziej obrazowo "gunfire vibration") i symuluje wplyw bardzo wysokich czestotliwosci na elementy konstrukcyjne.

PS
Przypomnialo mi sie w tym momencie!!!
Speedy, czy mnie moja dobra (ale krotka) wink.gif pamiec nie myli? Wydaje mi sie, ze kiedys w jakiejs dyskusji na tym forum zauwazyles, iz w tabelce z MIL-STD-810, ktora zacytowalem, to parametry sie nie zgadzaly z danymi technicznymi do systemu GAU, czyli tego wspolczesnego Gatlinga jak kto woli.
Ja nie bedac specjalista w tej dziedzinie, nie potrafilem wtedy dac na to odpowiedzi i wydawalo mi sie, ze to mogl byc blad w standardzie technicznym.
Jezeli to nie byles Ty, to z gory przepraszam, natomiest jezeli to byles Ty to wyjasniam, iz skonsultowalem sie po jakims czasie z ludzmi "ktorzy wiedza" i...nie ma tam zadnego bledu. Nie wchodzac w szczegoly, a ma to dla mnie oczywiste uzasadnienie, to zalozeniowe parametry inzynieryjne nie rownaja sie parametrom uzytkowym, czy tez konstrukcyjnym. To sa kompletnie rozne "dwa zwierzeta". Po prostu, przy porownywaniu roznych rozwiazan technicznych, uzywa sie standardowych, ale dobranych arbitralnie wartosci, tak zwanych "benchmarks", ktore latwo pozwalaja na porownywanie niezaleznych wynikow, a nie maja nic wspolnego z aktualnymi osiagami. Tak w wyglada w olbrzymim skrocie.

Ten post był edytowany przez Phouty: 31/08/2017, 3:30
 
User is offline  PMMini Profile Post #24

     
feldwebel Krzysztof
 

V ranga
*****
Grupa: Użytkownik
Postów: 637
Nr użytkownika: 56.377

Krzysztof Czarnecki
Stopień akademicki: mgr
 
 
post 1/09/2017, 7:39 Quote Post

QUOTE
- czy w ogóle może być mowa o fali uderzeniowej, w przypadku zastosowania materiału wybuchowego, który nie detonuje, a jedynie szybko się pali? A tego rodzaju materiału użyto w torpedzie wytykowej: albo czarnego prochu (nie detonuje nijak)

Nie jest to stwierdzenie prawdziwe. Proch czarny spala się z tym większą szybkością, im bardziej jest ubity i im większe ciśnienie panuje w momencie spalania. Najprostszy dowód to granaty i bomby, wypełnione czarnym prochem, stosowane od XVII w., w których ładunek spala się detonacyjnie. Środowisko wodne, ze względu na nieściśliwość, zapewnia warunki do detonacyjnego spalania ładunku czarnoprochowego, co pozwala na jego skuteczne użycie w formie miny, założonej na głębokości kilku metrów.

Ten post był edytowany przez feldwebel Krzysztof: 1/09/2017, 7:41
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #25

     
czarny piotruś
 

IX ranga
*********
Grupa: Użytkownik
Postów: 4.638
Nr użytkownika: 77.765

 
 
post 1/09/2017, 8:25 Quote Post

Detonacja to pojęcie jednak dość ścisłe z matematycznym granicami. Proch czarny nawet ubity granicy tej nie osiąga. W lufie armatniego czy muszkietowrj też jest ubity a o detonacji nie mówimy. Spalanie detonacyjne to coś innego i raczej nie związane z balistykę wewnętrzną. Z ówczesnych materiałów granicę detonacji osiągała chyba tylko piroksylina.
 
User is offline  PMMini Profile Post #26

     
Speedy
 

VIII ranga
********
Grupa: Użytkownik
Postów: 3.420
Nr użytkownika: 3.192

 
 
post 1/09/2017, 9:20 Quote Post

QUOTE
Nie jest to stwierdzenie prawdziwe. Proch czarny spala się z tym większą szybkością, im bardziej jest ubity i im większe ciśnienie panuje w momencie spalania.


NIE. Owszem, proch może palić się szybko, niemniej to nie jest detonacja. Jakby przekroczył prędkość dźwięku "w sobie" - niekrystaliczne ciało stałe, czyli pewnie ze 2 km/s - toby była detonacja. Proch w najlepszym razie może osągać setki m/s (ze 300-400 powiedzmy). To nie jest detonacja.

Ten post był edytowany przez Speedy: 1/09/2017, 9:21
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #27

     
feldwebel Krzysztof
 

V ranga
*****
Grupa: Użytkownik
Postów: 637
Nr użytkownika: 56.377

Krzysztof Czarnecki
Stopień akademicki: mgr
 
 
post 1/09/2017, 19:13 Quote Post

No dobrze, niech będzie wybuch.
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #28

     
feldwebel Krzysztof
 

V ranga
*****
Grupa: Użytkownik
Postów: 637
Nr użytkownika: 56.377

Krzysztof Czarnecki
Stopień akademicki: mgr
 
 
post 5/09/2017, 22:20 Quote Post

Wyjaśnienie zagadki po polsku: http://wmeritum.pl/jedna-najwiekszych-zaga...-torpeda/199061
QUOTE
Jak wyjaśnia dr Rachel Lance, winę za śmierć załogi ponosi… fala uderzeniowa, która w wodzie rozchodzi się o wiele szybciej niż w powietrzu. Wiele wskazuje na to, że wówczas o tym nie wiedziano. – Fala uderzeniowa po wybuchu rozchodzi się w wodzie z prędkością 1,5 km na sekundę, pięć razy szybciej niż w powietrzu. Po upływie sekundy zwalnia, ale i tak potrzebowała zaledwie 60 milisekund, aby przeniknąć przez płuca ludzi w okręcie podwodnym. Rozerwała tkankę płucną, napełniając ją krwią, a śmierć członków załogi nastąpiła praktycznie natychmiast – mówi dr Lance.
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #29

     
Speedy
 

VIII ranga
********
Grupa: Użytkownik
Postów: 3.420
Nr użytkownika: 3.192

 
 
post 7/09/2017, 13:47 Quote Post

QUOTE(feldwebel Krzysztof @ 5/09/2017, 22:20)
Wyjaśnienie zagadki po polsku: http://wmeritum.pl/jedna-najwiekszych-zaga...-torpeda/199061
QUOTE
Jak wyjaśnia dr Rachel Lance, winę za śmierć załogi ponosi… fala uderzeniowa, która w wodzie rozchodzi się o wiele szybciej niż w powietrzu. Wiele wskazuje na to, że wówczas o tym nie wiedziano. – Fala uderzeniowa po wybuchu rozchodzi się w wodzie z prędkością 1,5 km na sekundę, pięć razy szybciej niż w powietrzu. Po upływie sekundy zwalnia, ale i tak potrzebowała zaledwie 60 milisekund, aby przeniknąć przez płuca ludzi w okręcie podwodnym. Rozerwała tkankę płucną, napełniając ją krwią, a śmierć członków załogi nastąpiła praktycznie natychmiast – mówi dr Lance.

*



Gwoli ścisłości, to co wkleiłeś, to nie jest żadne wyjaśnienie niczego. Fakt, że nadciśnienie fali uderzeniowej może zabić człowieka jest oczywisty i nie ma w tym nic zagadkowego. Zagadką jest, w jaki sposób fala rozchodząca się w wodzie wywołała wewnątrz kadłuba "Hunleya" falę w powietrzu tak silną, że wszystkich zabiła, jednocześnie nie niszcząc owego kadłuba. Phouty już tu w którymś z wcześniejszych postów napisał, że coś podobnego jest możliwe w przypadku fali akustycznej (efekt membranowy), a właśnie to co tam się w tej wodzie rozchodziło to przecież fala akustyczna (fala ciśnienia), a nie uderzeniowa. Więc być może faktycznie tak się stało. Na niekorzyść tej hipotezy działa to, że przez ponad 100 lat w dziejach nowoczesnej wojny na morzu wokół kadłubów okrętów nawodnych i podwodnych, w odległościach większych i mniejszych detonowały niezliczone pociski, bomby, miny i torpedy rozmaitych rozmiarów. I nigdy się nic podobne go nie zdarzyło, albo przynajmniej nigdy nie czytałem o takim przypadku. A militariami interesuję się od dziesięcioleci.

I jeszcze się czepnę tej terminologii. Fala uderzeniowa to z definicji fala szybsza od dźwięku w danym ośrodku. Sama pani Lance pisze o fali rozchodzącej się z prędkością 1,5 km/s w wodzie - a to właśnie jest prędkość dźwięku w wodzie. Proch jak tu już pisałem nie detonuje, a jedynie szybko się pali, prawdopodobnie w skrajnych wypadkach mogą to być setki m/s, powiedzmy 300-400. Czyli od biedy może w powietrzu falę uderzeniową by się wygenerowało (ale taką ledwo ledwo), a w wodzie to ni ch*.

Może zresztą na tym miałby polegać ten magiczny efekt postulowany przez panią dr Lance. Fala rozchodząca się w wodzie jako akustyczna (1500 m/s) dzięki efektowi membranowemu wytworzyła w powietrzu wewnątrz kadłuba falę o podobnej prędkości - a 1500 w powietrzu to już definitywnie byłaby fala uderzeniowa. Jak wiemy z artykułu ekipa dr Lance próbowała odtworzyć zjawisko, odpalając ładunki prochowe w stawie w pobliżu modelu "Hunleya" zwanego CSS Tiny, z zachowaniem odpowiedniej skali. Wewnątrz modelu zainstalowany był czujnik ciśnienia, który miał zarejestrować, czy da się takie ciśnienie wytworzyć. No i ponoć się dało. Ale to szczerze mówiąc słaby dowód, przy całym tym skalowaniu. Jeszcze jakby zrobić model 1:1 i użyć takiej samej stali jak na oryginał. Ale jak już skalujemy i wprowadzamy tyle zmian w parametrach wejściowych, to także to co na wyjściu dostajemy przestaje być takie całkiem wiarygodne.

P. Lance twierdzi na przykład, że oryginalny proch jakiego używali konfederaci, sądząc po podanych parametrach z epoki, wybuchał z większą siłą, niż proch FFFF jaki ona miała do dyspozycji. Ponadto oryginalny ładunek sporządzono w metalowej (mosiężnej) obudowie, co też ma wpływ na wybuch, szczególnie w przypadku takich niedetonujących m.w. Ona zaś ze względu na przepisy bezpieczeństwa musiała zastosować ładunek w obudowie z PCW. To sugerowałoby, że jej ładunki były słabsze od oryginalnego. Z drugiej strony w raporcie pani doktor pisze, że jej ładunki prochowe odpalane były z użyciem spłonek detonujących z azydkiem ołowiu. A to z pewnością miało wpływ na wzmocnienie siły wybuchu. Zaś konfederaci z pewnością takich spłonek nie używali bo wówczas w ogóle ich jeszcze nie wynaleziono.

Dlatego na to tak sceptycznie patrzę, może i faktycznie tak było, a może i nie. Nie w pełni mnie w każdym razie dr Lance przekonała.
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #30

3 Strony < 1 2 3 > 
1 Użytkowników czyta ten temat (1 Gości i 0 Anonimowych użytkowników)
0 Zarejestrowanych:


Topic Options
Reply to this topicStart new topic

 

 
Copyright © 2003 - 2019 Historycy.org
historycy@historycy.org, tel: 12 346-54-06

Kolokacja serwera, łącza internetowe:
Uniwersytet Marii Curie-Skłodowskiej