Witaj GOŚCIU ( Zaloguj się | Rejestracja )
 
 
Reply to this topicStart new topicStart Poll

> "teozofowie Kontra Spirytyści"
     
etubel
 

V ranga
*****
Grupa: Użytkownik
Postów: 605
Nr użytkownika: 23.553

Przemyslaw Mazur
Stopień akademicki: mgr
Zawód: archiwista
 
 
post 15/09/2011, 12:04 Quote Post

"Teozofowie kontra spirytyści"

Wiek XIX to bodajże jeden z najciekawszych momentów dziejowych pod względem religijnego nowatorstwa. Żadna epoka nie była wolna od oryginalnych koncepcji filozoficznych i kultowych. Niemniej wspomniane stulecie okazało się pod tym względem szczególnie owocne, bo to właśnie wówczas zaistniały liczne ruchy które nawet jeśli w chwili obecnej zamierają, bądź też ewoluowały w kierunkach zgoła odmiennych od pierwotnego zamysłu ich inicjatorów to jednak wciąż pozostają aktywne na religijnej mapie świata.

Mormoni, adwentyści, ruchy badackie z wyrosłymi na ich doktrynie świadkami Jehowy, Nauka Chrześcijańska, bahaizm – tę listę można ciągnąć jeszcze długo. Wszystkie te wyznania łączy jedno: geneza osadzona w realiach XIX wieku. Podobnie rzecz się ma również z nurtami nie tyle religijnymi, co bazującymi na motywach interpretowanymi jako przejawy zjawisk nadnaturalnych, a które z czasem nabrały cech charakterystycznych dla kultów z własnymi rytami, dogmatyką, świętymi pismami, a nawet czymś na kształt kapłańskiej hierarchii. Mowa tu o spirytyzmie i okultyzmie, zjawiskowych systemach światopoglądowych, które we wspominanym czasie nie tylko zrobiły istną furorę wśród osób zainteresowanych nie podlegającymi racjonalnym wyjaśnieniom zjawiskami, ale też na trwałe przeniknęły do kultury popularnej, gdzie przynajmniej część wyrosłych z nich motywów ma się całkiem nieźle po dzień dzisiejszy.

Trzy siostry w nawiedzonym domu

Pierwszy z wzmiankowanych systemów (czy może raczej nurtów) zaistniał oficjalnie w chwili, gdy Europa pogrążyła się w fali wystąpień niższych klas społecznych znużonych postfeudalnym systemem narzuconym przez monarchów, którym z niemałym trudem udało się powstrzymać hegemonalne zapędy Cesarza Francuzów. „Wiosna Ludów” wstrząsnęła Starym Kontynentem w roku 1848 (oraz kolejnym), a tymczasem za Wielką Wodą, w miejscowości Hydesville (stan Nowy Jork) miały miejsce wydarzenia, które w dużej mierze przyczyniły się do zaistnienia nowożytnego spirytyzmu. I chociaż praktykowanie kontaktów z zaświatami znajduje odbicie w znacznie wcześniejszych przekazach źródłowych (czego przykładem jest m.in. legenda o przywołaniu ducha Barbary Radziwiłłówny przez mistrza Twardowskiego) to jednak właśnie za sprawą trzech niepozornych sióstr zamieszkujących we wspomnianej miejscowości doszło do swoistej „eksplozji” zainteresowania nadnaturalnymi zjawiskami. Margareth, Kate i Leah Fox, bo o nich właśnie mowa, wywołały wówczas mnóstwo zamieszania domniemanym porozumiewaniem się z duchowym bytem, którego obecność manifestowała się m.in. poprzez samoistne przemieszczanie sprzętów domowych, a przede wszystkim poprzez układające się w regularne sekwencje stukanie. Siostry skwapliwie „podchwyciły” tę formę komunikacji nawiązując kontakt z nadprzyrodzoną istotą, która jak sama twierdziła była duchem zamordowanego w tym domu komiwojażera Charlesa Rosmy (swoją drogą nigdy nie udokumentowano istnienia osoby o tym nazwisku).

Jak same z czasem przyznały reakcja na ich młodociany psikus (choć w późniejszym wieku istotnie przejawiały trudne do wyjaśnienia zdolności paranormalne) przerosły oczekiwania młodocianych medium. Rychło też doczekały się licznego tabunu naśladowców, co dało początek szerokiemu i zróżnicowanemu nurtowi znanemu właśnie jako spirytyzm. Do głównych propagatorów tej idei w Stanach Zjednoczonych należał Davis Andrew Jackson, w Wielkiej Brytanii Emma Hardinge-Britten, a we Francji Leon Hippolyte Denizard Rivail znany szerzej pod pseudonimem Allan Kardec. Trudno przecenić wpływ tego ostatniego na rozwój spirytyzmu, bowiem jego „Księga Duchów” odcisnęła do dziś odczuwalne piętno nie tylko na europejskiej odmianie spirytyzmu, ale też całości tego nurtu. Ów nauczyciel przedmiotów ścisłych, zafrapowany domniemaną manifestacją obecności bytów duchowych podczas seansów spirytystycznych usiłował tłumaczyć je założeniami teorii zwierzęcego magnetyzmu wysuniętą przez Franza Mesmera. Kiedy jednak jego wysiłki nie zostały zwieńczone spodziewanym sukcesem rzeczony zdecydował się zgłębić możliwość komunikacji ze sferą pozagrobową czego efektem był zapis właśnie w postaci „Księgi Duchów” po niezmiennie uważanej za pozycję obowiązkową w kanonie lektur każdego spirytysty.

Wymowa koncepcji Kardeca prędko przyjęła posmak niemal religijny. Bowiem w jego przekonaniu wszystkie dotychczasowe religie nie zdołały udzielić satysfakcjonujących odpowiedzi na nurtujące ludzkość pytania. Natomiast odwołujący się bezpośrednio do sfery nadprzyrodzonej spirytyzm stwarzał taką możliwość. Mimo, że Kardec powoływał się na zasady głoszone przez Jezusa to jednak ze względu na adaptowanie przezeń motywów całkowicie obcych chrześcijaństwu (zwłaszcza reinkarnacji) spirytyści prędko popadli w konflikt z tradycyjnym nurtem tej religii. Odniesienia do obecnych w Biblii praktyk mediumicznych (wróżka z Endor w 1 Księdze Samuela 27,7-20) raczej nie miały szans wpłynąć łagodząco na ten stan rzeczy.

Dialog z zaświatami

To co pierwotnie nosiło znamiona niewinnej zabawy przerodziło się w qusi-religijny ruch, który rychło rozprzestrzenił się nie tylko na Stany Zjednoczone, ale też i nasz kontynent.
Zasięg oddziaływania spirytyzmu to fenomen sam w sobie wart osobnego ujęcia. W ostatnich dekadach XIX wieku uczestnictwo w pokazach mediumicznych należało wręcz do bon tone’u ówczesnych arystokratów oraz tzw. postępowych inteligentów. Szczególnie wymowny jest fakt, że osobnicy uchodzący za forpocztę scjentyzmu i racjonalizmu naznaczonego filozofią Auguste’a Comte’a również żywo interesowali się tego typu zagadnieniami. Przykładem tej postawy był m.in. Bolesław Prus regularnie korespondujący z Julianem Ochorowiczem, wnikliwym badaczem zjawisk paranormalnych, twórcą terminu ideoplastii a zarazem wzorcem dla postaci wynalazcy Juliana Ochockiego w „Lalce”. Jakby tego było mało również Władysław Reymont nie oparł się fascynacji sferą nadprzyrodzoną w wydaniu spirytystycznym. Dał temu wyraz w powieści o wiele mówiącym tytule „Wampir”, której centralną postacią uczynił enigmatycznego, a zarazem niepokojącego guru rodem z odległych Indii. Używając być może zbyt frywolnej terminologii można by rzecz, że świat zachodni w ostatnich dekadach XIX wieku oszalał na punkcie spirytyzmu.

Jak zazwyczaj bywa w podobnych sytuacjach, również i wówczas zaroiło się od wszelkiej maści szarlatanów i hochsztaplerów usiłujących skorzystać z ludzkiej łatwowierności. Z drugiej strony ów stan przyczynił się do poważniejszego, momentami ujętego w ramy akademickiej metody poznawczej zainteresowania zjawiskami ponadzmysłowymi oraz osobami przejawiającymi tego typu zdolności. Gustaw Geley, Max Bender czy wspominany Julian Ochorowicz cieszyli się estymą wybitnych badaczy nie tylko w środowiskach spirytystów, ale też ogółu ówczesnego świata nauki. Trudno zresztą dziwić się tej sytuacji, bowiem towarzystwa pokroju Międzynarodowego Instytutu Badań Metapsychicznych z reguły skupiały persony o uznanym dorobku naukowym. Ów nurt naukowy przygasł jednak wraz z rozwojem psychologii behawioralnej, zwłaszcza po II wojnie światowej. Natomiast znacznie lepiej radził sobie mniej formalny nurt spirytyzmu o zacięciu para-religijnym. To właśnie jego przedstawiciele udatnie przyczynili się w latach sześćdziesiątych minionego wieku do rozwoju z synkretycznego, a zarazem niejednolitego ruchu znanego jako New Age.

Boska Mądrość ?

Wraz z bujnym rozwojem swoiście rozumianej duchowości wytworzył się wyjątkowo podatny grunt za sprawą którego druga połowa XIX wieku stałą się areną rozwoju nieznanych dotąd nurtów religijnych i filozoficznych (a przynajmniej aspirujących do takowego miana). To właśnie wówczas w Stanach Zjednoczonych z powodzeniem rozwijały się wyrosłe na apokaliptycznych koncepcjach Williama Millera wspólnoty adwentystyczne wśród których największą dynamikę przejawiał Kościół Adwentystów Dnia Siódmego kierowany przez prorokinie Ellen G. White. Również Badacze Pisma Świętego wyrośli na tym przesłaniu, a publikacje patronującego im „Towarzystwa Strażnica Syjońska” znajdywały rzesze nabywców zarówno we wspomnianym kraju jak i w Europie. Jakby tego było mało wraz z rozwojem badań nad cywilizacjami azjatyckimi, zwłaszcza Indii i Chin, pogłębianych stopniowo wraz z wspomnianym wyżej okresem rosło zainteresowanie olbrzymim dorobkiem wspomnianych kultur zarówno w sferze materialnej jak i duchowej. Egzotyka buddyzmu i hinduizmu przyciągała swą odmiennością. Nic zatem dziwnego, że jej urokowi uległa również rosyjska szlachcianka Helena Pietrowna Bławatska, która niebawem po poślubieniu znacznie starszego odeń mężczyzny (właśnie po nim zachowała nazwisko) w tajemnicy opuściła jego dom w Erewaniu zamierzając powrócić do zamieszkującego w Petersburgu ojca. Miast do stolicy carów trafiła do Konstantynopola co dało początek trwającej przeszło dziesięć lat (1848-1858) podróży w trakcie której rzeczona odwiedziła m.in. Francję, Kanadę, Indie, a nade wszystko Tybet. To właśnie w ostatnim z wspomnianych krajów rzeczona miała studiować nauki tajemne oparte na tzw. Teozofii („Boskiej Mądrości”) przekazanej jej przez liczących sobie setki lat tybetańskich mędrców zwanych „Mahatmami”.

Jak sama twierdziła niniejsza doktryna stanowiła podstawę wszystkich religii oraz starożytnych nurtów filozoficznych, a najpełniejszy wyraz znalazła w tzw. południowej szkolę buddyzmu ezoterycznego. Przekonanie o panteistycznym charakterze rzeczywistości, nieubłaganym prawie Karmy, wynikającego z niej łańcucha wcieleń i ewolucyjnym dążeniu do zjednoczenia się z kosmiczną „Nadjaźnią” (jak sama nazwa wskazuje z definicji bezosobową) stanowią trzon przekonań zwolenników założonego w roku 1875 Towarzystwa Teozoficznego. A to wszystko „przyprawione” specyficznie pojmowanym chrześcijaństwem w wydaniu gnostyków III wieku n.e. Bławatska powoływała się w szczególności na twórcę aleksandryjskiej szkoły filozoficznej filaletejczyków, Amoniusza Sakkasa, który miał istotnie wpłynąć na niewiele odeń późniejszych neoplatoników. Podobnie jak niektóre szkoły gnostyczne (zwłaszcza z nurtu aleksandryjsko-antiocheńskiego) również i teozofowie z uporem maniaka usiłowali wprowadzić rozróżnienie pomiędzy Jezusem-człowiekiem, a Chrystusem postrzeganym jako kosmiczny boski byt, tudzież stan oświecenia, którego przy odpowiednim wtajemniczeniu może zaznać niemal każdy okultysta. Ponadto akcentowała, choć bez szczególnego nacisku, motyw mesjanistyczny zapowiadając rychłe przybycie „nowego wysłańca Prawdy”, swoistego następcy Kriszny, Buddy i Chrystusa zwanego w niektórych kręgach Maitreją. I to właśnie on miał dokonać wyniesienie ludzkości z piątego etapu swego rozwoju na szósty (wcześniejsze przejawiły się w rasach „eterycznych meduz”, Lemuryjczyków, Atlantydów i Hiperborejczyków) ukierunkowany wprost ku duchowej doskonałości. Zadanie zainicjowanego przez nią Towarzystwa polegało na przygotowaniu gruntu dla tegoż posłańca. Ta specyficzna, często niespójna mieszanina idei o różnej proweniencji o dziwo znalazła jednak liczne grono chętnych wywołując przy tym niemało zamieszania na ówczesnych salonach.




Zaciekli konkurenci

Można by rzec, że Bławatska oraz jej zwolennicy przebojem wdarli się w ówczesny krajobraz nowatorskich stowarzyszeń quasi-religijnych. Rzeczona słynęła ze swej nonszalancji (nie stroniła od określania swych oponentów mianem „ludzi myślowo leniwych i tępych”) czemu prędko dała wyraz zarówno na łamach czasopism takich jak „Lucifer”, „Path” czy „Teosophist”, książkach swego autorstwa (m.in. „Doktrynie Tajemnej” i „Kluczu do Teozofii”) oraz publicznych wystąpieniach. Nie szczędziła słów krytyki pod adresem zwłaszcza francuskiej odmiany spirytyzmu, która w owym czasie zdawała się zdobywać dominujące znacznie w łonie całego ruchu. W jej mniemaniu spirytyści nie różnili się od praktykujących czarna magie nekromantów wykorzystujących błędnie zresztą interpretowaną wiedzę o zjawiskach paranormalnych do egoistycznych celów. A to kolidowało z opracowaną przez nią doktryną „Boskiej Mądrości”. Sam zamysł nawiązywania kontaktów ze sferą pozagrobową uważała za karygodny (choć skądinąd wiadomo, że w toku lat sześćdziesiątych Bławatska z dużym powodzeniem podejmowała się roli medium). Bowiem w myśl doktryny teozoficznej widziadła objawiające się podczas seansów spirytystycznych to nie tyle sami zmarli, co astralny, subiektywny kształt zaistniały wskutek emocjonalnych i fizykalnych rządz zwany sanskryckim terminem kama-rupa. Po śmierci ów duchowy twór trwa jeszcze bliżej nieokreślony czas w sąsiadującej z naszą półmaterialnej sferze zwanej kama-loka, choć dla większości, poza szczególnie wrażliwymi mediami, niedostrzegalnej. Według teozofów właściwy, „boski” pierwiastek zmarłego przechodzi w stan Dewachanu, swoistej, tymczasowej Nirwany z której powróci by zaznać kolejnego wcielenia niezbędnego w procesie scalania z kosmiczną Nadjaźnią. Natomiast astralne resztki, swoiste odbicie realnej istoty, wegetuje przez jakiś czas we wspomnianej sferze, stopniowo całkowicie się rozpraszając. I to właśnie te namiastki („bezduszne skorupki”) niegdyś żyjących osób materializują się podczas seansów spirytystycznych.

Dla zwolenników Bławatskiej podobne praktyki uchodziły za arcy niebezpieczne, bowiem tego typu „puste” astrale częstokroć przeobrażały się w energetyczne wampiry czerpiąc energie życiową z naszej sfery rzeczywistości – rzecz jasna kosztem jej mieszkańców. Tym sposobem rzeczona tłumaczyła manifestacje większość nadnaturalnych istot utożsamianych z upiorami i widmami. Próba manipulacji żywiołami tudzież istotami niższego rzędu takimi jak gnomy, sylfy, salamandry czy rusałki (wszystkie określane w teozoficznej terminologii mianem elementali) również mogą skończyć się tragicznymi konsekwencjami. A to tylko część niebezpieczeństw towarzyszących w jej rozumieniu nieodpowiedzialnych „zabaw” spirytystów. Założycielka Towarzystwa Teozoficznego krytykowała także założenia ich doktryny w kontekście reinkarnacji przypisując im nie tyle złe intencje, co raczej brak autentycznej wiedzy w tym zakresie. Bowiem w świetle nauki teozofów „(…) klucz do nich (nauk teozoficznych) został na zachodzie od wieków zagubiony (…)”. Agresja Bławatskiej nieco zdumiewa, zwłaszcza, że jak sam twierdziła „(…) członkowie egzoterycznego towarzystwa (czyli nie w pełni wtajemniczeni) mogą wyznawać każdą religię czy filozofię, wedle własnego upodobania (…)”.

„Oko za oko”

Spirytyści nie pozostawali zresztą jej dłużni. Według nich dogmatyka teozoficzna oparta została na fałszywych przesłankach w myśl których każdy z nas, jako część panteistycznego Absolutu, posiada wrodzoną, intuicyjną zdolność do przeniknięcia natury Boga (czy raczej bezosobowej „Nadjaźni”). Zwolennicy spirytyzmu oponowali przeciw podobnemu ujęciu, bowiem w ich przekonaniu podstawą poznania sfer ponadzmysłowych, a co za tym idzie sedna rzeczywistości, jest nie tyle studiowanie nauk tajemnych, co właśnie bezpośredni kontakt z istotami pochodzącymi ze sfery pozagrobowej. Ponadto na zarzucany im przez Bławatską brak autentycznej wiedzy w zakresie pojęć takich jak wspominana chwilę temu reinkarnacja wyprawili oni na Daleki Wschód swego emisariusza, którego zadaniem było zweryfikowanie autentyczności zarówno co do treści teozoficznej doktryny jak i powierzania rzeczonej misji głoszenia tych nauk na Zachodzie. Raport z wyprawy okazał się dla Bławatskiej druzgocący i jak sama z niechęcią przyznała przyczynił się do osłabienia tempa rozwoju Towarzystwa.

Wzajemny antagonizm nie ograniczał się jedynie do płaszczyzny doktrynalnej. Obok różnic „dogmatycznych” oba nurty konkurowały o zbliżonych odbiorców. Wszak poruszana zarówno przez teozofów jak i spirytystów tematyka nie tylko eksploatowała podobne zagadnienia, ale momentami wręcz wydawała się identyczna. I to prawdopodobnie te zbieżności, a nie różnice zdecydowały o skali zaciekłości konfliktu pomiędzy przedstawicielami obu formacji quasi-duchowych. Bowiem wzmożenie popularności przekładało się równocześnie ze zwiększoną sprzedażą książek i czasopism, a co za tym idzie – również pokaźnymi zyskami. I zapewne w tym tkwiło sedno konfliktu. Wraz z zanikaniem popularności Teozofii, zwłaszcza u schyłku przewodzenia temu ruchowi przez Annie Besant (początek lat trzydziestych XX wieku) przygasła również wrogość spirytystów, którzy pogrążyli się w niekończących się sporach na łonie własnego ruchu.


 
User is offline  PMMini Profile Post #1

     
kmat
 

Podkarpacki Rabator
*********
Grupa: Użytkownik
Postów: 8.126
Nr użytkownika: 40.110

Stopień akademicki: mgr
 
 
post 16/09/2011, 22:19 Quote Post

Przy teozofii warto wspomnieć jeszcze jedną rzecz - ten ruch był do bólu rasistowski. Kolorowych uważano za swoiste odpady tej okultystycznej ewolucji - czarnych za relikt prymitywnych Lemurian, żółtych i "oliwkowych" za nieco bardziej zaawansowanych Atlantów, a dopiero specyficznie pojmowanych białych za najwyżej rozwiniętych Aryjczyków (ze szczególnym uwzględnieniem północno-zachodniej Europy). Hitlerowska "antropologia" dość mocno tym zajeżdża, to w sporym stopniu swoista kontynuacja tego ruchu.
 
User is offline  PMMini Profile Post #2

     
salvusek
 

VIII ranga
********
Grupa: Użytkownik
Postów: 3.236
Nr użytkownika: 44.999

 
 
post 20/09/2011, 13:31 Quote Post

Ciekawy tekst.

CODE
Jak sama twierdziła niniejsza doktryna stanowiła podstawę wszystkich religii oraz starożytnych nurtów filozoficznych, a najpełniejszy wyraz znalazła w tzw. południowej szkolę buddyzmu ezoterycznego.

Trzeba wryaznie podkreślić, że teozofia nie aspiruje do miana religii czy ruchu filozoficznego tylko do systemu myślowego opartego na prawdzie, dzięku której system ów jest najdoskonalszy ze wszystkich.

Zwolennik teozofii wierzy również w wędrówkę dusz i braterstwo ludzkości, odrzuca osobowego Boga i osobową nieśmiertelność i jest przekonany o istnieniu czwartego wymiaru. Dlatego też zwolennik teozofii tak samo jak spirytyzmu często mimowlonie staje się ortodoksyjnym zwolennikiem pseudonauki.

W swoim tekście poruszyłeś temat sporu teozofii z spirytzmem. Ale w opozycji to teozofii wyrósł o wiele bardziej potężniejszy nurt zwany antropozofią. Która jest szkołą ezoteryczną nawiązującą z kolei do ducha a nie prawdy. Poza tym antropozofia rozwinęła się bardziej od teozofii i spirytyzmu. Jej ślady możemy znalezć w medycynie czy pedagogice. A nawet bodaj w rolnictwie. Generalnie jest to też szerszy światopgląd. Chyba, że uznamy New Age za kontynuatora systemu teozoficznego, co miałoby jak najbardziej uzasadnienie


CODE
aleksandryjskiej szkoły filozoficznej filaletejczyków, Amoniusza Sakkasa, który miał istotnie wpłynąć na niewiele odeń późniejszych neoplatoników

Był nauczycielem Orygenesa i Plotyna oraz założycielem szkoły neoplatońskiej w Rzymie, więc można go uznać nawet za prekursora neoplatonizmu.

Ten post był edytowany przez salvusek: 20/09/2011, 13:48
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #3

     
yulian
 

III ranga
***
Grupa: Użytkownik
Postów: 245
Nr użytkownika: 34.880

Stopień akademicki: wyzszy
 
 
post 20/09/2011, 15:05 Quote Post

Interesuję się nieco historią ezoteryki, i zauważyłem w powyższym tekście pewne nieścisłości.

Spirytyzm był ruchem powstałym wcześniej, niż teozofia. Głównym jego twórcą był francuski pedagog Hippolyte Léon Denizard Rivail (ps. Allan Kardec), żyjący w latach 1804-1869. Spisał on i skodyfikował rzekome odpowiedzi, jakie otrzymali od duchów spirytyści.

Mało kto wie, że zwolennicy spirytyzmu działają do dziś, z tym, że "światowe centrum" spirytyzmu działa obecnie w Brazylii. Najsławniejsze brazylijskie medium to Chico Xavier (1910-2002), który miał rzekomo napisać ponad 400 książek za pomocą pisma automatycznego. Zwolennicy tej doktryny działają także w Polsce.

Wbrew powszechnej opinii spirytyści twierdzą, że najważniejsze dla nich nie są seanse spirytystyczne, lecz etyka i realizowanie dobra moralnego w życiu codziennym. Ich etyka nie różni się zbytnio od etyki katolickiej (np. potępiają tak samo aborcję). Wierzą w Boga i życie nieśmiertelne. Natomiast spirytyści ogromną rolę przywiązują do reinkarnacji, jak wiadomo odrzucanej we współczesnym chrześcijaństwie. Bagatelizują także rolę rytuałów i sakramentów, nie przywiązują wagi do obrządków religijnych (i uważają się bardziej za stowarzyszenie filozoficzne, niż religijne). Pomimo to część z nich, pomimo kościelnych zakazów względem spirytyzmu, działa jednak w wyznaniach chrześcijańskich.

Teozofia jest obecnie raczej niemrawym ruchem, natomiast pewne jej tradycje rozwija wspomniana wcześniej antropozofia, związana z Rudolfem Steinerem (1861-1925). Antropozofia ma jednak nieco bardziej "elitarny" i gnostyczno-intelektualny charakter niż raczej prosty spirytyzm. Najbardziej znanym przejawem działalności antropozofów w przestrzeni publicznej są tzw. szkoły waldorfskie, gdzie antropozofowie próbują wprowadzić swoją specyficzną pedagogikę w życie.

Główne różnice dogmatyczne między dawną teozofią a spirytyzmem wg. mnie zasadzały się w odmiennym pojmowaniu istnienia bytu ludzkiego po śmierci. Zdaniem teozofów byt ludzki rozpadał się stopniowo na kilka części (wyróżniali siedem części tego bytu - ciało fizyczne, astralne, mentalne itd.). Teozofowie uważali, że nie da się skontaktować po śmierci z bytem człowieka, gdyż to co się "manifestuje" po śmierci to tzw. "resztka bytu", podczas gdy prawdziwe jądro ludzkiej osobowości przebywa w innych światach. Spirytyści uważali, że przeciwnie, człowiek stanowi integralną całość i nie rozpada się na kilka części duchowych po śmierci. Teozofię od spirytyzmu poza tym różniło jej bardziej "orientalne" nastawienie i inspiracja filozofią indyjską. Z kolei spirytyści, pomimo uznawania reinkarnacji, są ruchem ezoterycznym pozostającym bardziej w tradycji zachodniej.

Ten post był edytowany przez yulian: 20/09/2011, 15:07
 
User is offline  PMMini Profile Post #4

     
salvusek
 

VIII ranga
********
Grupa: Użytkownik
Postów: 3.236
Nr użytkownika: 44.999

 
 
post 20/09/2011, 22:13 Quote Post

CODE
Teozofia jest obecnie raczej niemrawym ruchem

Niemrawym o ile nie uznamy New Age za jej kontynuatorkę. Można powiedzieć, że podstawy światopoglądowe New Age zaczerpnęło z teozofii właśnie.
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #5

     
yulian
 

III ranga
***
Grupa: Użytkownik
Postów: 245
Nr użytkownika: 34.880

Stopień akademicki: wyzszy
 
 
post 21/09/2011, 9:44 Quote Post

QUOTE("salvusek")
Niemrawym o ile nie uznamy New Age za jej kontynuatorkę. Można powiedzieć, że podstawy światopoglądowe New Age zaczerpnęło z teozofii właśnie.


New Age to pojęcie-worek do którego wrzuca się prawie całą współczesną ezoterykę. Jeśli już teozofię uznać za prekursorkę tego zjawiska, to tak samo możnaby za prekursorów uznać takie zjawiska jak: neopoganizm (druidyzm, wiccanizm itp.), wolnomularstwo, kabalistykę, różokrzyżowców, psychologię transpersonalną itd.
 
User is offline  PMMini Profile Post #6

     
etubel
 

V ranga
*****
Grupa: Użytkownik
Postów: 605
Nr użytkownika: 23.553

Przemyslaw Mazur
Stopień akademicki: mgr
Zawód: archiwista
 
 
post 21/09/2011, 11:08 Quote Post

Bardzo dziękuję za wszelkie uwagi.

Powyższy tekst rzecz jasna nie wyczerpuje rozległego tematu jakim są dzieje Teozofii. Uwarunkowaniu towarzyszące powstawaniu tekstu nieco ograniczyły pierwotny zamiar nieco bardziej rozbudowanego ujęcia tego zagadnienia. Stąd też jedynie zdawkowe wspomnienie o "córce" Teozofii za jaką wypada uznać Antropozofię.

Równocześnie pozwalam sobie zamieścić rzecz traktującą właśnie o systemie autorstwa Rudolfa Steinera. Będę wdzięczny za wszelkie uwagi również w przypadku tego tekstu smile.gif
 
User is offline  PMMini Profile Post #7

 
1 Użytkowników czyta ten temat (1 Gości i 0 Anonimowych użytkowników)
0 Zarejestrowanych:


Topic Options
Reply to this topicStart new topic

 

 
Copyright © 2003 - 2019 Historycy.org
historycy@historycy.org, tel: 12 346-54-06

Kolokacja serwera, łącza internetowe:
Uniwersytet Marii Curie-Skłodowskiej