Witaj GOŚCIU ( Zaloguj się | Rejestracja )
 
2 Strony < 1 2 
Reply to this topicStart new topicStart Poll

> Operacja "Winterarbeiten", Inwazja, której nie było
     
de Ptysz
 

VII ranga
*******
Grupa: Użytkownik
Postów: 2.448
Nr użytkownika: 61.808

Zawód: Wolnomysliciel
 
 
post 16/12/2012, 14:45 Quote Post

Ale co to za argument "nie chciała, ale powinna chcieć"? To może pogdybajmy, czemu Niemcy nie zjednoczyły się w XVI w. i nie dołączyły do mocarstw kolonizujących? No bo z geopolitycznego punktu widzenia powinni byli tego chcieć...
Bądź też łaskaw podać jakiekolwiek dowody na to, że któreś z mocarstw europejskich na serio myślało o ataku na Amerykę. Rojenia Wilhelma II to trochę mało, bardziej znacząca byłaby opinia niemieckiego kanclerza i generalicji.
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #16

     
poldas372
 

X ranga
**********
Grupa: Użytkownik
Postów: 11.123
Nr użytkownika: 19.336

 
 
post 16/12/2012, 14:45 Quote Post

Dziwi mnie w tej dyskusji to, że Rosja miała by być zainteresowana inwazją na USA.
Nijak takiej tezy nie mogę skomponować z faktem sprzedaży przez Rosję Alaski Yankesom w 1868r.
 
User is offline  PMMini Profile Post #17

     
wysoki
 

X ranga
**********
Grupa: Moderatorzy
Postów: 16.926
Nr użytkownika: 72.513

Rafal Mazur
Stopień akademicki: magazynier
 
 
post 16/12/2012, 16:37 Quote Post

QUOTE
Szkoda że nie doszło do inwazji na USA. Ciekawi mnie dlaczego Niemcy w działaniach przeciwko USA nie znaleźli sojusznika w Wielkiej Brytani? Dlaczego Rosja nie była zainteresowana udziałem w takim sojuszu antyamerykańskim - oprócz tego Rosję i Niemcy jednoczyła sprawa polska, więc mogli się dogadać i zawszeć sojusz przeciwko USA.

I oczywiście wg Ciebie wspomniane kraje powinny natychmiast zapomnieć w wszystkich kwestiach spornych (choćby w Europie) i tak po prostu ruszyć sobie na podbój USA? No proszę, dlaczego ci wszyscy ludzie byli tacy głupi, że nie wpadli na takie proste rozwiązanie, które dało by tym państwom... no właśnie, co?
WB musiałaby zaangażować całą flotę i armię lądową. Wszystkie swoje interesy poświęcić dla tego jednego celu. Niemcy musiałyby zaangażować całą flotę i całą armię lądową. Co z Francją i Alzacją oraz Lotaryngią?
Przeprawa setek tysięcy żołnierzy i tysięcy ton sprzętu oraz zaopatrzenia na odległość tysięcy kilometrów. Naprzeciw wrogiej flocie, którą niemożliwe jest pokonać w jednej bitwie. Wszystko przy presji czasu, aby USA nie zdążyła powołać zbyt wielkiej armii (potencjał tego kraju przewyższa stronę atakującą). Co jak się nie uda pokonać amerykańskiej floty? Jak zapewnić stały dopływ zaopatrzenia? Ryzyko ogromne, koszty olbrzymie. Ale OK, WB i Niemcy odnoszą zwycięstwo. Ostatecznie co to dla nich te np. 1000 km do Chicago, kiedy Niemcy wtargnęły w 1914 roku do Francji aż na 200? Żaden problem.
I teraz zaczynamy przypominać sobie historię. Załóżmy, że obywatele amerykańscy nie pogodzą się z okupacją i zaczną uprawiać partyzantkę. A mają gdzie smile.gif . Jakie będą koszty okupacji (to zaledwie jakieś 8 mln km2 bez Alaski) i ilu ludzi będzie wymagała? Czy WB (ona już tego próbowała w XVIII i jakoś nie wyszło) i Niemcom to się na pewno będzie opłacać?
I dlaczego to wszystko mają robić?
Dla wizji "dokopmy USA" bez względu na koszty i straty?

 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #18

     
Alexander Malinowski2
 

VII ranga
*******
Grupa: Użytkownik
Postów: 2.688
Nr użytkownika: 80.416

Alexander Malinowski
 
 
post 18/12/2012, 1:40 Quote Post

Można też było poczekać wiek, a potem w najgorszej godzinie historii dostać pomoc od bratniego kraju mówiącego po angielsku.
QUOTE(22A @ 16/12/2012, 10:49)
de Ptysz
Odzyskanie ziem sprzed 1783 roku dawałoby nowe perspektywy na rozwój WB.
*


 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #19

     
Travis
 

Pogromca rezunów
********
Grupa: Użytkownik
Postów: 4.370
Nr użytkownika: 25.441

Stopień akademicki: magister
Zawód: Polski Patriota
 
 
post 18/12/2012, 12:29 Quote Post

Temat relacji Stanów Zjednoczonych z mocarstwami Europy na przełomie XIX i XX wieku jest niezwykle interesujący i w sumie średnio zbadany przez polską literaturę historyczną. Jako, że zajmowałem się swego czasu tym zagadnieniem, pozwolę sobie "wrzucić" odrobinę swej twórczości, a konkretnie tekst poświęcony międzynarodowym reakcjom na stoczoną w 1898r. wojnę amerykańsko-hiszpańską. Sporo tam także o stosunkach na linii Waszyngton-Berlin, Waszyngton-Londyn oraz Waszyngton-Petersburg.





REAKCJE ŚWIATA NA WOJNĘ AMERYKAŃSKO-HISZPAŃSKĄ


Wielka Brytania
Spośród najważniejszych mocarstw przełomu XIX i XX stulecia, do grona cichych sympatyków Stanów Zjednoczonych w konflikcie z Hiszpanią, zaliczyć można z pewnością Wielką Brytanię.490 Na pierwszy rzut oka wydawać może się to co najmniej nielogiczne, jako że, jak pamiętamy, jeszcze w I połowie lat 90-tych XIX wieku oba kraje poważnie poróżniła kwestia konfliktu granicznego między Wenezuelą a Gujaną Brytyjską.491 Co więcej, nie będzie przesadnym stwierdzenie, iż całokształt stosunków między Waszyngtonem i Londynem od samego momentu uzyskania przez Stany Zjednoczone niepodległości (co nastąpiło po wojnie z Brytyjczykami!) aż po niemal sam koniec XIX stulecia, miał co najmniej chłodny charakter.
Pamięć wojny lat 1812-1815, podczas której wojska brytyjskie spaliły Biały Dom, długo pokutowała w zbiorowej świadomości Amerykanów. Przez cały XIX wiek w USA traktowano Wielką Brytanię jako jedynego potencjalnego agresora, który mógłby skutecznie zaatakować je nawet za oceanem. Był to pogląd o tyle uzasadniony, że spośród mocarstw europejskich jedynie Wielka Brytania posiadała wówczas niezbędną do realizacji takiego zadania flotę. Lata 1815-1898 nie przyniosły na szczęście otwartych konfliktów militarnych między Stanami Zjednoczonymi a Zjednoczonym Królestwem, choć zapalnych momentów doprawdy nie brakowało. Wspomnieć należy tu choćby o życzliwej postawie Londynu wobec Skonfederowanych Stanów Zjednoczonych Ameryki w okresie wojny secesyjnej, kiedy to brytyjskie stocznie chętnie realizowały zamówienia na budowę okrętów dla floty secesjonistów.492
Na przełomie lat 60 i 70-tych XIX wieku napięcie między USA a Wielką Brytanią ponownie wzrosło w związku z działalnością Ruchu Fenian.493 Była to irlandzka organizacja o zbrojno-terrorystycznym charakterze, która stawiała sobie za główne zadanie wywalczenie
niepodległości dla ciemiężonej od stuleci przez Brytyjczyków, Zielonej Wyspy. Szybko rozbici w swej ojczyźnie, Fenianie postanowili przenieść walkę za ocean. Ich nowym celem stało się Brytyjskie Dominium Kanady, główną bazą wypadową zaś, obszar USA. Irlandzcy bojownicy zorganizowali na przełomie szóstej i siódmej dekady XIX wieku niezliczona ilość zbrojnych rajdów na obszar Kanady, podczas których dopuścili się wielu morderstw na przedstawicielach brytyjskiej władzy, takich jak policjanci czy urzędnicy, niszcząc przy tym tory kolejowe, mosty i inne ważne budowle użyteczności publicznej. Stany Zjednoczone, już wówczas zamieszkiwane przez wielomilionową diasporę Irlandczyków, stanowiły znakomity i w miarę bezpieczny matecznik dla tego rodzaju działalności.
Londyn wielokrotnie domagał się od władz amerykańskich ukrócenia działalności Fenian, na co Biały Dom nie reagował, patrząc przez palce na ataki Irlandczyków na Kanadę. Wielu polityków w Waszyngtonie wyrażało wręcz swą otwartą sympatię dla ruchu feniańskiego, licząc po cichu, że zdestabilizowana Kanada może stać się w przyszłości łatwiejszym celem amerykańskiej ekspansji. Dopiero stanowcze zaostrzenie stanowiska przez Brytyjczyków, którzy zagrozili USA niemal otwartym konfliktem zbrojnym, zmusiło Amerykanów, właśnie kończących demobilizację swej armii po zakończeniu wojny secesyjnej, do zrobienia porządku z Fenianami.
I połowa lat 90-tych XIX wieku przyniosła dwa kolejne poważne zadrażnienia na linii Londyn-Waszyngton: spór o łowiska na Morzu Beringa oraz kwestię konfliktu granicznego między Wenezuelą a Gujaną Brytyjską.494 Choć obydwa te nieporozumienia skutecznie rozwiązano, stanowiły one niezaprzeczalny dowód na to, iż amerykańsko-brytyjskie relacje nie należą nadal, delikatnie mówiąc, do zbyt przyjacielskich. A jednak już w kilka lat potem, w 1898 r., Wielka Brytania będzie sympatyzować z USA w ich wojnie z Hiszpanią. Co więc wywołało przez ten stosunkowo krótki czas tak znaczący zwrot w brytyjskiej polityce zagranicznej?
Aby zrozumieć to niezwykłe przewartościowanie, należy przyjrzeć się sytuacji politycznej, jaka panowała w Europie na przełomie XIX i XX wieku. W latach 1879-1882 Niemcy, Austro-Węgry i Włochy zawarły trójstronny układ sojuszniczy, który przeszedł do historii jako Trójprzymierze. W opozycji do niego, chcąca odzyskać utraconą na rzecz Niemiec w 1871 r. Alzację i Lotaryngię, Francja oraz rywalizująca z Austro-Węgrami na Bałkanach, Rosja sprzymierzyły się ze sobą, co ostatecznie przypieczętowano w 1894 r.495 Wielka Brytania pozostawała początkowo poza systemem kontynentalnych sojuszy, delektując się swym „chwalebnym odosobnieniem” (ang. „splendid isolation”). Niesamowicie dynamiczny rozwój gospodarczy Niemiec, które szybko wyprzedziły Zjednoczone Królestwo praktycznie w każdym wskaźniku produkcji, miotane przez Wilhelma II Hohenzollerna żądania nowego, bardziej sprawiedliwego dla Berlina, kolonialnego podziału Afryki i Azji, skuteczne wypieranie na wielu rynkach Trzeciego Świata towarów brytyjskich przez produkty pochodzące z Rzeszy, a co najgorsze, początek budowy przez Niemców (którzy już posiadali najsilniejszą armię lądową globu) nowoczesnej floty oceanicznej, złożonej z potężnych pancerników, nakazywały jednak czołowym politykom w Londynie porzucenie polityki odosobnienia.496
Próby bilateralnego porozumienia się z Niemcami szybko spaliły na panewce, wskutek zdecydowanie wrogiej postawy rządu Rzeszy wobec tego rodzaju propozycji Londynu.497 Rozsądek nakazywał Brytyjczykom wejść w bliższe relacje z aliansem francusko-rosyjskim, jednak głębokie konflikty kolonialne z Paryżem w Afryce, oraz rywalizacja z Petersburgiem na obszarze Azji Środkowej, znacznie utrudniały Londynowi realizację takiego planu. Dość powiedzieć, że jeszcze we wrześniu 1898 r. spór o niewielką osadę Faszoda w Sudanie nieomal doprowadził do wybuchu wojny brytyjsko-francuskiej, przypadkowe zatopienie w październiku 1904 r. kilku angielskich kutrów rybackich przez płynącą na odsiecz oblężonemu przez Japończyków Port Arturowi rosyjską flotę, postawiło zaś relacje Londynu z Petersburgiem dosłownie na ostrzu noża. Znany nam jako Trójporozumienie sojusz Wielkiej Brytanii, Francji i Rosji zostanie zawiązany dopiero w latach 1904-1907. W okresie wojny amerykańsko-hiszpańskiej relacje Londynu z oboma tymi państwami układały się wciąż niezbyt dobrze.
Wszystko to mogło wprawić władze brytyjskie w poważne zaniepokojenie. Wydawało się, iż Zjednoczone Królestwo może nie być w stanie znaleźć w Europie jakiegokolwiek wartościowego sojusznika. Wizja samotnej wyspy otoczonej przez wrogie mocarstwa, rozbudowujące z każdym rokiem swe floty wojenne, stawała się coraz bardziej realna. Potwierdziły ją zresztą wydarzenia II wojny burskiej (1899-1902), kiedy to niemal wszystkie państwa Starego Kontynentu wyraziły swą sympatię dla walczących heroicznie z Brytyjczykami Burów.498 Wobec takiego obrotu spraw w II połowie lat 90-tych XIX wieku, Wielka Brytania stanęła w obliczu konieczności natychmiastowego zrewidowania swego stosunku do Stanów Zjednoczonych.499 Czasowy brak naprawdę poważnych sporów między Londynem a Waszyngtonem, świadomość wspólnoty języka, tradycji i kultury łączącej oba narody oraz podzielana zarówno przez amerykańskich jak i brytyjskich polityków obawa przed drapieżnym imperializmem niemieckim, nakazywały Zjednoczonemu Królestwu spróbować ocieplić nieco relacje z USA.500 Okazanie Waszyngtonowi swej sympatii w obliczu wojny amerykańsko-hiszpańskiej, było ku temu znakomitym środkiem.
W sprzyjających okolicznościach, przy minimalnym tak naprawdę wysiłku własnym, konserwatywny gabinet lorda Salisbury’ego ugrać mógł bardzo wiele na tej pozornie odległej sprawie. Ograniczając się jedynie do werbalnego poparcia Waszyngtonu (na Downing Street doskonale zdawano sobie sprawę z faktu, iż US Navy bez trudu pokona Hiszpanów i to wyłącznie własnymi siłami), można było zdobyć jego sympatię na długie lata. Przyznanie racji amerykańskim roszczeniom do Kuby, Portoryko i Filipin, ugruntowałoby jeszcze bardziej to dyplomatyczne ocieplenie, chroniąc przy tym te terytoria przed dostaniem się w ręce Niemców. Niejako „za jednym zamachem” wywołany zostałby poważny konflikt między Waszyngtonem a Berlinem, który nie ukrywał swych apetytów, zwłaszcza wobec Filipin. Wreszcie i na brytyjskim podwórku, wzrosłyby z pewnością notowania Salisbury’ego, jako że opinia publiczna w Zjednoczonym Królestwie była zdecydowanie proamerykańska. Pomimo pamięci o wojnach lat 1776-1783 oraz 1812-1815, przeciętny Brytyjczyk nadal uważał Amerykanów za przedstawicieli tej samej anglosaskiej tradycji i kultury, może nieco nieokrzesanych i pozbawionych ogłady, ale jednak. Tymczasem, notowania ultrakatolickiej, papistowskiej Hiszpanii, nigdy nie były nad Tamizą specjalnie wysokie.
Taka była właśnie wielopłaszczyznowa geneza proamerykańskiej postawy Brytyjczyków w okresie wojny 1898 r. Jeszcze jesienią 1897 r. amerykański dyplomata Steward L. Woodford, został zapewniony podczas wizyty w Londynie, że w razie wybuchu wojny pomiędzy USA a Hiszpanią, Wielka Brytania zachowa w niej życzliwą dla Waszyngtonu neutralność.501 W czasie 3 i pół miesiąca trwania wojny amerykańsko-hiszpańskiej Brytyjczycy wywiązali się z tej obietnicy.502 Gabinet Salisbury’ego choć daleki był od oficjalnego wyrażania swej sympatii dla poczynań Waszyngtonu, półjawnymi kanałami dyplomatycznymi starał się doprowadzić wojnę do szybkiego i, co najważniejsze, korzystnego dla Amerykanów końca.
Już w początkach czerwca 1898 r. a więc jeszcze zanim pierwsze jednostki US Army wylądowały na Kubie, administracja prezydenta Williama McKinleya zwróciła się do Brytyjczyków z poufną prośbą wysondowania w Madrycie ewentualnej woli zakończenia wojny.503 Dyplomacja Jej Królewskiej Mości podjęła się bez oporu wykonania tego zadania, sugerując hiszpańskim władzom, ustami swego ambasadora w Madrycie, by te niezwłocznie uznały niepodległość Kuby i wycofały się z wojny ze Stanami Zjednoczonymi. I choć odpowiedź Hiszpanów, wciąż liczących na zwycięskie zakończenie zmagań z „Jankesami”, była jednoznacznie negatywna, to sam fakt powierzenia przez Waszyngton tak istotnego zadania Brytyjczykom, pokazuje nam, że już w trakcie trwania wojny amerykańsko-hiszpańskiej nastąpiło znaczące ocieplenie w stosunkach między Białym Domem a Downing Street. Brytyjski plan poprawy relacji z Waszyngtonem poprzez zachowanie życzliwej neutralności w konflikcie USA z Hiszpanią, powiódł się w stu procentach. Po 1898 r. stosunki amerykańsko-brytyjskie będą już tylko lepsze.504 Stanie się to najszybciej widoczne zwłaszcza w kontekście współpracy obydwu anglosaskich mocarstw na Dalekim Wschodzie.505
Na koniec, należy także powiedzieć o niezwykle interesującym epizodzie z życia Winstona Churchilla, który wiąże się z wojną amerykańsko-hiszpańską, a ściślej mówiąc okresem niedługo przed jej wybuchem, kiedy to Hiszpanie usiłowali brutalnie stłumić niepodległościowe powstanie na Kubie. Na przełomie listopada i grudnia 1895 r. największy brytyjski mąż stanu XX stulecia przebywał na Kubie, w charakterze korespondenta wojennego poczytnej londyńskiej gazety „Daily Graphic”.506 Jest czymś wprost frapującym, móc dowiedzieć się, jak młody (wówczas zaledwie dwudziestojednoletni) Churchill komentował sytuację na największej wyspie Morza Karaibskiego. Oto garść cytatów wybranych spośród jego korespondencji opublikowanych w „Daily Graphic”: „(...) żądanie niepodległości jest jednomyślne i ogólnonarodowe. (...) Nie jest to powstanie lecz wojna.”, „(...) Jak to się skończy i kto zwycięży, trudno przewidzieć, lecz którakolwiek strona wygra, cierpienia i nieszczęście mieszkańców wyspy są nieuniknione.”, „Hiszpanie w potworny sposób przeciążyli wyspę podatkami. (...) jedyną możliwą konsekwencją funkcjonowania takiego systemu jest bunt.”507



Rosja
Państwem, które w 1898 r. opowiedziało się jeszcze bardziej otwarcie niż Wielka Brytania po stronie Stanów Zjednoczonych, była carska Rosja. Dla obarczonego wspomnieniami zimnej wojny czytelnika, fakt ten może wydać się doprawdy szokujący ale w istocie przez cały XIX oraz początek XX wieku (aż do Rewolucji Październikowej 1917 r.) stosunki między USA a Petersburgiem były bardzo serdeczne.508 Było to w dużej mierze spowodowane posiadaniem przez oba te państwa wspólnego wroga pod postacią Wielkiej Brytanii. Jak już wspomniano wyżej, Amerykanie posiadali w XIX stuleciu wiele zapalnych punktów z Londynem. Także i interesy Petersburga bardzo często kolidowały z polityką prowadzoną przez Zjednoczone Królestwo, co doprowadziło m.in. do trwającej w latach 1854-1856 Wojny Krymskiej, pod koniec XIX wieku zaś, do nieustannych zatargów o wpływy w Azji Środkowej. W okresie wojny secesyjnej, podczas której Wielka Brytania wyraźnie sympatyzowała z Konfederacją, Rosjanie w jednoznaczny sposób wyrazili swe poparcie dla Unii. Transakcja sprzedaży Alaski w 1867 r. została przeprowadzona przez Waszyngton i Petersburg w serdecznej atmosferze i bez jakichkolwiek zgrzytów.509
Przyjacielskie relacje pomiędzy carską Rosją i Stanami Zjednoczonymi trwały w najlepsze także i w okresie wojny amerykańsko-hiszpańskiej. Jeszcze pod koniec 1897 r. ambasador USA w Petersburgu, Clifton R. Breckinridge został zapewniony przez stronę rosyjską, iż ta uznaje absolutnie „wolną rękę” Amerykanów w rozwiązaniu przez nich kwestii Kuby, sama wyspa zaś, należy w ocenie Rosjan do wyłącznej strefy wpływów Waszyngtonu.510 Już w okresie trwania samej wojny, dyplomacja cara Mikołaja II nie szczędziła Amerykanom licznych depesz gratulacyjnych, nadesłanych m.in. po zwycięstwach morskich odniesionych w Zatoce Manilskiej i pod Santiago. Prasa rosyjska była jednoznacznie proamerykańska w relacjonowaniu dramatycznych wydarzeń dziejących się na Karaibach.



Francja
Najbardziej pragmatyczną postawę w obliczu konfliktu Stanów Zjednoczonych z Hiszpanią przyjęła Francja. Kraj ten posiadał długie tradycje bliskich i serdecznych relacji z Waszyngtonem, by wspomnieć choćby Amerykańską Wojnę o Niepodległość, w której Paryż wsparł militarnie i finansowo 13 kolonii w walce o zrzucenie brytyjskiego jarzma, bądź też czasy Wojen Napoleońskich, gdy Waszyngton (zwłaszcza w latach 1812-1815) odgrywał rolę nieformalnego sojusznika Wielkiego Korsykanina. Choć interwencja francuska w Meksyku popsuła na jakiś czas relacje Paryża z USA,511 to pod koniec XIX wieku stały się one ponownie dość ciepłe, czego najlepszym symbolem stała się słynna Statua Wolności, prezent narodu francuskiego dla braci zza oceanu. Zaprojektowany przez Frederica Bartholdiego olbrzymi posąg, przybył do Nowego Jorku z Francji w 1886 r.
Z drugiej jednak strony, przynajmniej z dwóch powodów, klęska Hiszpanii w wojnie z USA nie leżała w interesie Paryża. Po pierwsze, Francja była jednym z głównych kredytodawców Madrytu, co wzbudzało realne obawy, iż w razie zbytniego osłabienia, Hiszpanie mogą mieć problem ze spłatą zaciągniętych nad Sekwaną długów.512 Po drugie zaś, wśród czołowych francuskich dyplomatów owego okresu funkcjonował pogląd, iż druzgocąca porażka Hiszpanii w wojnie z Amerykanami może zostać wykorzystana przez Wielką Brytanię do poszerzenia swych posiadłości w rejonie Gibraltaru, tudzież opanowania archipelagu Balearów.513 Na takie wzmocnienie odwiecznego wroga w newralgicznym basenie Morza Śródziemnego, Paryż po prostu nie mógł sobie pozwolić.
Należy również zwrócić uwagę na fakt, iż Hiszpania była dla zdecydowanej większości Francuzów krajem bardzo bliskim, zarówno kulturowo jak i językowo (wspólne łacińsko-romańskie korzenie). Była to sympatia o wiele mocniejsza i trwalsza, od stosunkowo świeżej (datującej się zaledwie od końca XVIII wieku) przyjaźni Paryża i Waszyngtonu. Przyjaźń ta, o ile w ogóle można w tym wypadku użyć tak mocnego słowa, ograniczała się z resztą raczej wyłącznie do francuskich elit, a mówiąc jeszcze ściślej, do ich republikańskiego i antymonarchistycznego skrzydła. Co bystrzejsi obserwatorzy zauważali przy tym, że gro proamerykańskich nastrojów nad Sekwaną brało się przede wszystkim z trwającej przez całe XIX stulecie otwartej wrogości między Waszyngtonem a uznawaną przez Francuzów za wroga numer jeden, Wielką Brytanią.
Chęć utrzymania ciepłych stosunków z Waszyngtonem, pragnienie zapobieżenia zbytniej klęsce Hiszpanów a także pokusa podniesienia swej własnej pozycji międzynarodowej, skłoniły socjalistyczny rząd Henri Brissona do aktywnego zaangażowania się w jak najszybsze zakończenie wojny amerykańsko-hiszpańskiej.514 Gdy więc pod koniec lipca 1898 r. władze Hiszpanii zwróciły się do Paryża z poufną prośbą pośredniczenia w negocjacjach ze Stanami Zjednoczonymi, Francuzi zgodzili się na to niemal natychmiast. Wytrawny dyplomata Jules Cambon, któremu premier Brisson powierzył tą delikatną misję, wywiązał się z niej bez zarzutu. Oddał on Madrytowi ogromne zasługi, umiejętnie broniąc interesów hiszpańskich zarówno podczas półjawnych rozmów prowadzonych w Waszyngtonie, jak i późniejszych oficjalnych negocjacji pokojowych w Paryżu.515
Olbrzymią ostrożność Francuzów wynikającą z obaw przed choćby najmniejszym zrażeniem do siebie Stanów Zjednoczonych, najlepiej ilustruje ich postawa w okresie walk amerykańsko-hiszpańskich na Morzu Karaibskim. Zanim eskadra kontradmirała Cervery zatrzymała się na holenderskiej wyspie Curaçao, by uzupełnić zapasy węgla niezbędnego do dalszej drogi na Kubę,516 próbowała wpierw uczynić to na należącej do Francji Martynice. Zasięgnąwszy, drogą telegraficzną, rady swych przełożonych w Paryżu, gubernator Martyniki stanowczo odmówił jednak Cerverze spełnienia tej prośby. Francuzi zdawali sobie bowiem doskonale sprawę z faktu, jak negatywnie mogłoby to wpłynąć na ich relacje z USA.



Niemcy
Zdecydowanie antyamerykańskie nastawienie Berlina widoczne było przez cały okres trwania wojny pomiędzy Stanami Zjednoczonymi a Hiszpanią.517 Spośród najważniejszych mocarstw ówczesnego świata to właśnie II Rzesza zaprezentowała w 1898 r. stanowisko najbardziej wrogie Waszyngtonowi. Co więcej, w pewnym momencie wojny wydawało się nawet, że istnieje całkiem realne zagrożenie wybuchu otwartego konfliktu militarnego pomiędzy Cesarstwem Niemieckim a USA. I choć ostatecznie do tego nie doszło, wojna amerykańsko-hiszpańska stanowiła bezsprzecznie ważny kamień milowy na drodze do ostatecznego zdominowania opinii publicznej w Stanach Zjednoczonych przez silne nastroje antyniemieckie, co doprowadzi w końcu do zaangażowania się USA w I wojnę światową po stronie Ententy w kwietniu 1917 r.
Jak to już zostało wykazane na poprzednich stronach niniejszej pracy, Berlin i Waszyngton posiadały, praktycznie od początku lat 80-tych XIX wieku, wiele punktów zapalnych, w których krzyżowały się ich interesy.518 Były to przede wszystkim wyspy na Oceanie Spokojnym, takie jak Samoa czy Mariany, które zarówno Niemcy jak i Amerykanie chętnie widzieliby w swej strefie wpływów. Błyskawiczne sukcesy US Navy w walkach z Hiszpanami na Pacyfiku wzbudziły wybuch nieukrywanej wściekłości w Berlinie. Zarówno cesarz Wilhelm II jak i kanclerz Chlodwig zu Hohenlohe-Schillingfűrst liczyli bowiem, że przeżywająca głęboki kryzys finansowy Hiszpania sprzeda w końcu Niemcom archipelag Filipin oraz swe posiadłości na Oceanie Spokojnym (m.in. Guam), tak jak uczyniła to z Wyspami Marshalla w 1885 r.519
Przejęcie schedy po chylącym się ku upadkowi Hiszpańskim Imperium Kolonialnym stanowiło jeden z kluczowych celów dyplomacji niemieckiej przełomu XIX i XX stulecia. Rozumiejąc jak ciężko będzie nakłonić mocarstwa, takie jak Wielka Brytania lub Francja do podzielenia się choćby częścią ich posiadłości zamorskich, Niemcy, którzy ewidentnie spóźnili się w wyścigu o kolonialny podział świata, liczyli przede wszystkim na ewentualne nabytki kosztem krajów słabszych – Hiszpanii (Filipiny, wyspy na Pacyfiku, Rio Muni w Afryce), Portugalii (Mozambik, Angola) czy Holandii (Indie Wschodnie). Perspektywa dostania się hiszpańskiego dziedzictwa w ręce Amerykanów ewidentnie więc krzyżowała ambitne plany Berlina.
Chcąc dać Waszyngtonowi jednoznaczny sygnał swego niezadowolenia Niemcy zdecydowali się wysłać silna eskadrę okrętów w rejon Zatoki Manilskiej.520 W dniach od 6 maja do 20 czerwca 1898 r. a więc zaraz po triumfalnym zwycięstwie kontradmirała Deweya, na Filipiny dotarły następujące jednostki Kriegsmarine: „Irene”, „Cormoran”,„Kaiserin Augusta”, „Kaiser”, „Prinzess Wilhelm” oraz „Darmstadt”.521 Wszystkie one zakotwiczyły na wodach Zatoki Manilskiej, głosząc iż przybyły jedynie po to, by chronić życie i mienie obywateli niemieckich przebywających na Filipinach. Głównodowodzący cesarskiej flotylli, pięćdziesięciopięcioletni butny pruski admirał, Otto von Diederichs miał jednak zgoła inne zamiary, przypływając na Daleki Wschód.522 Niemcom chodziło bowiem przede wszystkim o to, by na drodze licznych złośliwych prowokacji uzmysłowić Stanom Zjednoczonym, iż Berlin odnosi się w sposób jednoznacznie wrogi do perspektywy opanowania Filipin przez Amerykanów, a zwłaszcza do uczynienia tego przez nich samodzielnie, bez podzielenia się choćby częścią tych wysp z II Rzeszą.523
Od samego momentu przybycia w rejon Zatoki Manilskiej, załogi niemieckich okrętów nie ukrywały swej sympatii dla wciąż broniącego się w stolicy Filipin garnizonu hiszpańskiego. 5 lipca 1898 r. doszło na tym tle do pierwszego poważnego incydentu pomiędzy jednostkami US Navy i Kriegsmarine. Przyczyną zatargu stała się niewielka przybrzeżna wysepka Isla Grande, położona nieopodal przedmieść Manili. W początkach lipca znajdowała się ona wciąż w rękach Hiszpanów, którzy zdążyli solidnie ufortyfikować na niej swe pozycje. Zdając sobie sprawę ze stosunkowo dużego znaczenia strategicznego wyspy, Emilio Aguinaldo rozkazał jednemu ze swych oddziałów partyzanckich przeprowadzić na nią desant.
Dowiedziawszy się o planach filipińskich rebeliantów, admirał Diederichs niezwłocznie wysłał krążownik „Irene” na oblewające Isla Grande wody.524 Entuzjastycznie powitani przez hiszpańskich żołnierzy, Niemcy przekazali ludziom Aguinaldo ostrzeżenie, iż w razie jakiejkolwiek próby zajęcia przez nich wyspy, „Irene” otworzy do nich ogień.525 Zaalarmowany niepokojącymi doniesieniami z Isla Grande, kontradmirał Dewey nakazał dwóm swym krążownikom, USS „Raleigh” i USS „Concord” udać się w jej rejon.526 Kipiący ze wściekłości dowódca, dał ich kapitanom pełne prawo do otwarcia ognia do niemieckiej jednostki, o ile okaże się to tylko konieczne. „Raleigh” i „Concord” błyskawicznie dotarły do wyznaczonego im celu.
Widząc zdecydowaną przewagę po stronie Amerykanów, hiszpański garnizon wyspy postanowił się im bez oporu poddać. Należy przy tym dodać, iż podczas całej wojny ze Stanami Zjednoczonymi, żołnierze hiszpańscy niemal zawsze woleli dostanie się do niewoli amerykańskiej niż stanie się jeńcem lokalnych partyzantów na Kubie lub też na Filipinach. Załoga krążownika „Irene” w milczeniu przyglądała się zajmowaniu Isla Grande przez Amerykanów. Sytuacja była już na tyle zaogniona, że każdy, najdrobniejszy nawet incydent doprowadzić mógł do wybuchu. Niemcy zaś, doskonale zdawali sobie sprawę z faktu, iż US Navy posiada nam nimi miażdżącą przewagę na filipińskich wodach. Z resztą, otwarty konflikt zbrojny ze Stanami Zjednoczonymi nie leżał bynajmniej w interesie Berlina. Kaiserowi i jego dyplomatom chodziło jedynie o efektowną demonstrację.
Incydent z wysepką Isla Grande zapoczątkował cała serię podobnego rodzaju zdarzeń, do których dochodziło niemal aż do dnia zdobycia Manili przez Amerykanów. Najpoważniejszym incydentem pomiędzy jednostkami US Navy i Kriegsmarine, był konflikt wokół niemieckiego krążownika „Cormoran”, którego Amerykanie nie wpuścili na wody Zatoki Manilskiej. Miało to miejsce 23 lipca 1898 r. i omal nie doprowadziło do wybuchu regularnej bitwy morskiej.527 Po zdobyciu Manili przez wojska gen. Merritta oraz równoległym zakończeniu całej wojny amerykańko-hiszpańskiej, Niemcy zdecydowali się odwołać swą flotyllę z Filipin.528
Bilans polityki Berlina wobec wojny 1898 r. należy uznać za jednoznacznie negatywny. Nie dość, że Niemcom nie udało się skłonić Amerykanów do jakichkolwiek ustępstw w sprawie ewentualnego podziału wpływów na Pacyfiku, to dodatkowo nastroje opinii publicznej oraz establishmentu w Waszyngtonie stały się zdecydowanie antyniemieckie. II Rzeszy nigdy już nie uda się poprawić swego wizerunku w Stanach Zjednoczonych. Wydarzenia I wojny światowej zaś, tylko umocnią wśród Amerykanów stereotyp aroganckich, agresywnych i butnych Niemców.



Inne państwa Europy
Spośród pozostałych krajów Starego Kontynentu, warto poświęcić jeszcze kilka zdań postawie Austro-Węgier, Włoch i Holandii podczas wojny Stanów Zjednoczonych z Hiszpanią. Pierwsze dwa spośród tych państw zaprezentowały w jej trakcie zdecydowanie prohiszpańskie nastawienie. Wpłynęły na to zarówno czynniki natury ekonomicznej (stosunkowo ożywione kontanty gospodarczo-handlowe pomiędzy Wiedniem i Rzymem a Madrytem), religijnej (Austro-Węgry, Włochy i Hiszpania uchodziły w Europie za kraje najbardziej katolickie), jak i historycznej (wciąż żywa na wiedeńskim dworze pamięć o amerykańskim poparciu dla meksykańskich morderców Maksymiliana Habsburga).529
Podczas gdy we Italii wyrazy sympatii wobec strony hiszpańskiej ograniczyły się niemal wyłącznie do licznych artykułów prasowych oraz sporadycznych wypowiedzi włoskich dyplomatów, Austro-Węgry podjęły próbę aktywnego zaangażowania się w szybkie zakończenie wojny. Miało to miejsce w czerwcu 1898 r. Wówczas to CK dyplomacja, na której czele stał Polak, książę Agenor Gołuchowski, zwróciła się do Madrytu i Waszyngtonu z propozycją mediacji. Pomimo dużych nadziei, jakie rząd hiszpański wiązał z tą inicjatywą, oferta Wiednia została jednak kompletnie zignorowana przez Stany Zjednoczone.530
Na koniec, należy wreszcie odnotować, wspomnianą już w poprzednich rozdziałach niniejszej pracy, odważną postawę Holandii, zaprezentowaną przez nią podczas konfliktu USA z Hiszpanią.531 Gdy 14 maja 1898 r. eskadra kontradmirała Cervery, płynąca na odsiecz Kubie, zawinęła do portu na Curaçao, holenderskie władze kolonialne tej karaibskiej wyspy, pozwoliły jej bez przeszkód uzupełnić zapasy węgla, niezbędnego w dalszej drodze w kierunku Santiago.532 Wywołało to zrozumiałe oburzenie Amerykanów i doprowadziło do czasowego pogorszenia się stosunków między Waszyngtonem a Hagą.



Japonia
Jedyne liczące się mocarstwo pozaeuropejskie przełomu XIX i XX wieku, jakim była Japonia, przyjęło wobec wojny amerykańsko-hiszpańskiej postawę bardzo ostrożną. Podziwiający dynamiczny rozwój gospodarczy USA (na którym się często wzorowali) oraz kopiujący wiele elementów amerykańskiego stylu życia Japończycy, podczas wojny 1898 r. kierowali swe sympatie zdecydowanie ku Stanom Zjednoczonym. W Tokio zdawano sobie znakomicie sprawę z anachronicznego charakteru hiszpańskiego imperium kolonialnego. Jedynym powodem do obaw była dla Japończyków kwestia dalszego losu Filipin, który to archipelag znajdował się w orbicie zainteresowań najbardziej ekspansjonistycznych kół w Tokio.533 Po efektownym zwycięstwie w wojnie z Chinami (1894-1895) i zajęciu w jej wyniku Tajwanu oraz Peskadorów, apetyty japońskich imperialistów jeszcze bardziej wzrosły.534
Nie chcąc jednak zanadto rozdrażniać Amerykanów, rząd premiera Okumy Shigenobu nie zdecydował się na jakiekolwiek działania dyplomatyczne aż do momentu zakończenia działań wojennych między Stanami Zjednoczonymi i Hiszpanią.535 8 września 1898 r. nadeszła z Tokio do Waszyngtonu nadzwyczajna depesza, w której Japończycy, w bardzo uprzejmy zresztą sposób, poruszyli sprawę Filipin.536 Rząd Okumy gratulował Stanom Zjednoczonym olśniewającego zwycięstwa nad Hiszpanią, zgłaszając jednocześnie chęć podjęcia współpracy w kwestii dalszych losów Filipin. W depeszy z 8 września znalazła się oferta wspólnego, amerykańsko-japońskiego protektoratu, który mógłby zostać roztoczony nad tym archipelagiem.537
Waszyngton z oczywistych względów odrzucił tę śmiałą propozycję.538 Wszak nie po to Dewey rozgromił flotę hiszpańską na Filipinach, by teraz Amerykanie mieli się z kimkolwiek dzielić wpływami na tych wyspach. Niewielu zwróciło przy tym uwagę na jakże prorocze słowa admirała Alfreda Mahana, który ostrzegał, iż w razie ewentualnej wojny pomiędzy Stanami Zjednoczonymi a Japonią, Amerykanom będzie niezwykle trudno obronić świeżo zdobyte pozycje na Filipinach.539 Widząc jednoznacznie negatywny stosunek Waszyngtonu do ewentualnej możliwości ustanowienia wspólnego protektoratu, władze w Tokio zrezygnowały tymczasem z dalszych prób naciskania w tej sprawie. Uwaga Japończyków skierowała się w stronę Korei i Mandżurii. Na decydujące rozstrzygnięcia na Pacyfiku należało jeszcze poczekać cztery dekady.

Ten post był edytowany przez Travis: 18/12/2012, 12:30
 
User is offline  PMMini Profile Post #20

     
pawel76
 

Wielki Biurowniczy
******
Grupa: Użytkownik
Postów: 1.052
Nr użytkownika: 51.860

 
 
post 29/05/2013, 14:06 Quote Post

Witam
Przez cały czas wojny amerykańsko-hiszpańskiej nader liczna mniejszość niemiecka była dyskretnie monitorowana przez lokalną policję na prośbę uwczesnego sekretarza stanu Johna Shermana.
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #21

2 Strony < 1 2 
1 Użytkowników czyta ten temat (1 Gości i 0 Anonimowych użytkowników)
0 Zarejestrowanych:


Topic Options
Reply to this topicStart new topic

 

 
Copyright © 2003 - 2019 Historycy.org
historycy@historycy.org, tel: 12 346-54-06

Kolokacja serwera, łącza internetowe:
Uniwersytet Marii Curie-Skłodowskiej