Witaj GOŚCIU ( Zaloguj się | Rejestracja )
 
9 Strony « < 7 8 9 
Reply to this topicStart new topicStart Poll

> Nawyki żywieniowe i imprezy w PRL
     
pogezan
 

V ranga
*****
Grupa: Użytkownik
Postów: 745
Nr użytkownika: 78.883

 
 
post 25/11/2015, 14:35 Quote Post

QUOTE(marc20 @ 25/11/2015, 0:22)


Inną sprawą jest,że tradycyjnie przyjęło się,że nie konsumuje się gatunków ogólnie mięsożernych.



Masz rację, ale dlaczego ich nie jemy? Pomijając gatunki ryb; szczupak, węgorz, sandacz czy okoń.
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #121

     
Roch
 

V ranga
*****
Grupa: Użytkownik
Postów: 597
Nr użytkownika: 35.400

Stanislaw Majewski
Stopień akademicki: magister
Zawód: politolog
 
 
post 25/11/2015, 16:22 Quote Post

[QUOTE]Kucharze wojskowi nagminnie handlowali mięsem na lewo. Do kucharzy z krakowskich jednostek to pielgrzymki kucharzy "z miasta" przyjeżdżały.
*

[/quote]
Ach, czyli kombinacje. tongue.gif
Bo przeleciała mi przez zwoje taka myśl, że być może władza w tamtym gorącym okresie (ojciec służył w czasie stanu wojennego) dbała o lojalność żołnierzy karmiąc ich dobrze.[/QUOTE]

Mojemu bratu po ogłoszeniu stanu wojennego przedłużono po 3 latach służbę o 6 miesięcy. Jak wrócił, to pojechał do prywatnej piekarni i ku zdziwieniu wszystkich, kupił wielką siatkę wszystkiego, co pachniało świeżym pieczywem, bułkami, itp. I zamiast obiadu zjadał to po kolei. okazało się, że ostatnie 3 miesiące jadł z kolegami TYLKO chleb konserwowy (jak to określił: "wstrętną szarą glinę", którego termin ważności mijał....
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #122

     
Artimax
 

III ranga
***
Grupa: Użytkownik
Postów: 286
Nr użytkownika: 63.073

Stopień akademicki: BANITA
Zawód:
 
 
post 30/11/2015, 12:42 Quote Post

Nutrie jadałem. Ojciec hodował na skory, w latach 80 futro z nutrii było absolutnie trendy sleep.gif . Mięso takie sobie, niczym specjalnym nie zachwycało. Człowiek był młody i głodny to jadł. Ojciec trzymał tez króliki - j/w na skory i mięso, a także gołębie na strychu. Rosołek z gołębia - mniam mniam, polecam każdemu!
 
User is offline  PMMini Profile Post #123

     
gtsw64
 

VIII ranga
********
Grupa: Użytkownik
Postów: 4.416
Nr użytkownika: 38.675

Zawód: st.sier¿.sztab
 
 
post 30/11/2015, 13:07 Quote Post

QUOTE(Artimax @ 30/11/2015, 12:42)
Nutrie jadałem. Ojciec hodował na skory, w latach 80 futro z nutrii było absolutnie trendy sleep.gif . Mięso takie sobie, niczym specjalnym nie zachwycało. Człowiek był młody i głodny to jadł. Ojciec trzymał tez króliki - j/w na skory i mięso, a także gołębie na strychu. Rosołek z gołębia - mniam mniam, polecam każdemu!
*



W latach 70-tych gdy były trudności z mięsem (szczególnie wieprzowym) a na wsi szczególnie (niewiarygodne ale prawdziwe) bez większego problemu można było kupić baraninę lub cielęcinę. Ponieważ owce nie podlegały kontraktacji jak również cielęta które dopiero gdy dorosły osiągały nazwę wołowiny. Dlatego też bez problemu można było kupić z pokątnego uboju cielęcinę. Co niedziela zamiast schabowego była pieczeń cielęca. Teraz kotlet cielęcy to prawie 100 złotych za kilogram. A mówi się że za PRL-u żyło się biednie wink.gif
 
User is offline  PMMini Profile Post #124

     
wysoki
 

X ranga
**********
Grupa: Moderatorzy
Postów: 16.940
Nr użytkownika: 72.513

Rafal Mazur
Stopień akademicki: magazynier
 
 
post 30/11/2015, 21:17 Quote Post

QUOTE
Mojemu bratu po ogłoszeniu stanu wojennego przedłużono po 3 latach służbę o 6 miesięcy. Jak wrócił, to pojechał do prywatnej piekarni i ku zdziwieniu wszystkich, kupił wielką siatkę wszystkiego, co pachniało świeżym pieczywem, bułkami, itp. I zamiast obiadu zjadał to po kolei. okazało się, że ostatnie 3 miesiące jadł z kolegami TYLKO chleb konserwowy (jak to określił: "wstrętną szarą glinę", którego termin ważności mijał...

Coś nie miał szczęścia do odpowiedzialnych za zaopatrzenie, bo zarówno mój brat, jak i teść wspominają, że jeśli chodzi o pieczywo nic nie było tak dobre jak chleb z puszki (w dobrym terminie wink.gif).

QUOTE
Nutrie jadałem

Teściowie pamiętają kabanosy z nutrii, równie dobre jak z koniny. Zapomniałem tylko nazwiska fachowca, który je wyrabiał na Lubelszczyźnie.
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #125

     
Roch
 

V ranga
*****
Grupa: Użytkownik
Postów: 597
Nr użytkownika: 35.400

Stanislaw Majewski
Stopień akademicki: magister
Zawód: politolog
 
 
post 9/12/2015, 11:40 Quote Post

[QUOTE][quote=wysoki,30/11/2015, 22:17]
[quote]Mojemu bratu po ogłoszeniu stanu wojennego przedłużono po 3 latach służbę o 6 miesięcy. Jak wrócił, to pojechał do prywatnej piekarni i ku zdziwieniu wszystkich, kupił wielką siatkę wszystkiego, co pachniało świeżym pieczywem, bułkami, itp. I zamiast obiadu zjadał to po kolei. okazało się, że ostatnie 3 miesiące jadł z kolegami TYLKO chleb konserwowy (jak to określił: "wstrętną szarą glinę", którego termin ważności mijał...[/quote]
Coś nie miał szczęścia do odpowiedzialnych za zaopatrzenie, bo zarówno mój brat, jak i teść wspominają, że jeśli chodzi o pieczywo nic nie było tak dobre jak chleb z puszki (w dobrym terminie wink.gif).[/QUOTE]

Chodziło zapewne nie tylko o wątpliwe walory smakowe. Bardziej: jak byś jadł przez 3 miesiące swoją nawet najbardziej ulubioną potrawę (bo przecież brat będąc w wojsku nie miał możliwości wyskoczyć na miasto i zjeść czasami coś innego), to byś na myśl o niej wymiotował.
Ja coś takiego przeżyłem w 1982r. w stołówce szkolnej. Mieszkałem na stancji i żywiłem się w barach mlecznych. Tato postanowił, że "dla oszczędności" będę jadał w szkolnej stołówce, czyli w internacie. Miałem pecha. Do obierania ziemniaków wyznaczano z kolejnych pokoi uczniów. Ale koledzy z parteru na pukanie reagowali w jeden sposób: uciekali przez okno. Kucharkom nie chciało się "przepracowywać" i przez trzy tygodnie CODZIENNIE jadłem to samo: kaszę z gulaszem. Jak kolejny raz zobaczyłem kaszę, to pojechałem do baru mlecznego i z WIEEELKĄ radością zjadłem ziemniaki z mielonym.... Co to była za ulga.


[QUOTE]Teściowie pamiętają kabanosy z nutrii, równie dobre jak z koniny. Zapomniałem tylko nazwiska fachowca, który je wyrabiał na Lubelszczyźnie.[/QUOTE]

Było wielu fachowców robiących smaczne wyroby. Przeciętnie jeden na 2 - 4 wioski. To był jeden z wielu aspektów codziennego życia w Polsce. Czyli naszej tradycji, która spaja naród.
Nie anonimowa masowa produkcja, jak dzisiaj.

A piwo? Owszem, były, zwłaszcza w latach 1982 do ok. 1988 wielkie problemy z jego zakupem (jak zresztą z zakupem czegokolwiek). Ale każdy facet odróżniłby z zawiązanymi oczami jago markę. Inaczej smakował Żywiec, Okocim, Warka czy moja ulubiona lubelska Perła. A dziś? Zapewne ponad 90% piwoszy nie odróżni ich smakowo.. W latach 1986 i 87 pojechałem z kolegami na Chmielaki do Krasnego Stawu. Uczta dla podniebienia i duszy.

Ten post był edytowany przez Roch: 9/12/2015, 11:43
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #126

     
Razorblade1967
 

VI ranga
******
Grupa: Użytkownik
Postów: 1.155
Nr użytkownika: 57.526

Zawód: emeryt
 
 
post 9/12/2015, 12:12 Quote Post

QUOTE(Roch @ 9/12/2015, 12:40)
...okazało się, że ostatnie 3 miesiące jadł z kolegami TYLKO chleb konserwowy (jak to określił: "wstrętną szarą glinę", którego termin ważności mijał...

Niekoniecznie... nawet jak coś jest w sumie smaczne (też nie narzekałem na ten chleb... był lepszy niż ten kupny na stołówce w koszarach), to z czasem może wyjść bokiem. Do dzisiaj przy okazji wojskowych wspomnień opowiadam jak to kiedyś na poligonie wojsko uraczyło mnie mielonką. Taką prawdziwą, porządną (znacznie lepszą od typowego "salcesonu saperskiego, konserwy tyrolskiej itp.) - tyle, że ktoś sobie rotował ZN-y i przez kilka tygodni wcinaliśmy tą mielonkę na okrągło... na zimno, na ciepło i do wszystkiego, "rano, wieczór i w południe" (z opowiadaniem żartów pt. 1001 potraw z mielonki) - wychodziło bokiem i chciało się od tego... wiadomo co (a po poligonie jak przyjechałem do domu na 48h to matka do mnie "chcesz kanapki z mielonką?" - mało mnie szlag nie trafił na miejscu). Po prostu "zmęczenie materiału"... na paprykarz szczeciński i ser topiony to nie mogłem patrzeć przez parę ładnych lat (odruch wymiotny miałem), a i do dzisiaj nie przepadam i z zasady unikam - choć od czasów mojej służby zasadniczej minęło już prawie 30 lat.

Ten post był edytowany przez Razorblade1967: 9/12/2015, 12:18
 
User is offline  PMMini Profile Post #127

     
gtsw64
 

VIII ranga
********
Grupa: Użytkownik
Postów: 4.416
Nr użytkownika: 38.675

Zawód: st.sier¿.sztab
 
 
post 9/12/2015, 12:30 Quote Post

QUOTE
Inaczej smakował Żywiec, Okocim, Warka czy moja ulubiona lubelska Perła. A dziś? Zapewne ponad 90% piwoszy nie odróżni ich smakowo.. W latach 1986 i 87 pojechałem z kolegami na Chmielaki do Krasnego Stawu. Uczta dla podniebienia i duszy.

Teoretyzujesz i wspominasz czy mówisz o dzisiejszych faktach?
Mówienie o PRL-owskim piwnym eldorado to kpiny. Pamiętam, niepasteryzowane mętne, kwaśne piwsko w baryłkach w GS-owskim sklepie. Natomiast rzeczywiście Żywiec, Okocim, Warka smakowały inaczej ponieważ wypijało się dwie trzy butelki na rok. No chyba że ktoś miał $ i kupował sobie bez problemu w Pewexie. Nie przypominam sobie aby w/w marki piwa były dostępne w moim GS-owskim sklepie.
 
User is offline  PMMini Profile Post #128

     
Baszybuzuk
 

VIII ranga
********
Grupa: Użytkownik
Postów: 4.372
Nr użytkownika: 50.178

Stopień akademicki: Nadszyszkownik
Zawód: IT
 
 
post 9/12/2015, 12:47 Quote Post

QUOTE(gtsw64 @ 9/12/2015, 12:30)
Pamiętam, niepasteryzowane mętne, kwaśne piwsko w baryłkach w GS-owskim sklepie.


To jedno, ale głównym problemem w browarnictwie PRLu było nietrzymanie tych samych parametrów produkcji w różnych partiach - to samo piwo dziś smakowało tak, a jutro inaczej.

Zresztą narzekanie na brak różnorodności piwa w 2015r. jest chyba trochę nie na czasie - dekadę temu i owszem, właściwie wszystko co było to niemal identyczne lagery, ale obecnie po rewolucji mikrobrowarniczej dostaniesz krajowe piwo właściwie dowolnego istniejącego gatunku (i kilku eksperymentalnych, niestniejących wink.gif).
 
User is offline  PMMini Profile Post #129

     
Razorblade1967
 

VI ranga
******
Grupa: Użytkownik
Postów: 1.155
Nr użytkownika: 57.526

Zawód: emeryt
 
 
post 9/12/2015, 13:10 Quote Post

QUOTE(gtsw64 @ 9/12/2015, 13:30)
Mówienie o PRL-owskim piwnym eldorado to kpiny. Pamiętam, niepasteryzowane mętne, kwaśne piwsko w baryłkach w GS-owskim sklepie. Natomiast rzeczywiście Żywiec, Okocim, Warka smakowały inaczej ponieważ wypijało się dwie trzy butelki na rok.

I tutaj się zgodzę... to "zwyczajne piwo" było paskudne zazwyczaj. Kiedyś, jeszcze w liceum to z kumplem jechaliśmy 120km pociągiem na "Targi Poznańskie" bo tam, wtedy można było napić się Lecha.

Jak byłem w wojsku w Olsztynie to lokalne piwo było takim paskudztwem, że po knajpach sprzedawali to mieszane z miodem, bo inaczej pić się tego nie dało.

Ten post był edytowany przez Razorblade1967: 9/12/2015, 13:12
 
User is offline  PMMini Profile Post #130

     
gtsw64
 

VIII ranga
********
Grupa: Użytkownik
Postów: 4.416
Nr użytkownika: 38.675

Zawód: st.sier¿.sztab
 
 
post 9/12/2015, 13:19 Quote Post

QUOTE
Zresztą narzekanie na brak różnorodności piwa w 2015r. jest chyba trochę nie na czasie

Dokładnie tak.
Natomiast muszę nadmienić że piwo serwowane w browarium w Tychach czy Żywcu nijak nie ma się do piwa butelkowego tych marek. Gdy byliśmy ostatnio w browarium w Tychach moja żona wróg piwa stwierdziła że: to piwo jest naprawdę dobre tyskie.gif

QUOTE
Ale każdy facet odróżniłby z zawiązanymi oczami jago markę. Inaczej smakował Żywiec, Okocim, Warka czy moja ulubiona lubelska Perła.

Nie wiem czy każdy facet ale i obecnie bez problemu można odróżnić Żywiec od Warki. Podstawowa różnica to więcej gazu i mniej esencjonalne (Żywiec). Trudno mi jest się wypowiadać na temat Warki ponieważ piję je na co dzień (nawet w tej chwili biggrin.gif )
 
User is offline  PMMini Profile Post #131

9 Strony « < 7 8 9 
1 Użytkowników czyta ten temat (1 Gości i 0 Anonimowych użytkowników)
0 Zarejestrowanych:


Topic Options
Reply to this topicStart new topic

 

 
Copyright © 2003 - 2019 Historycy.org
historycy@historycy.org, tel: 12 346-54-06

Kolokacja serwera, łącza internetowe:
Uniwersytet Marii Curie-Skłodowskiej