Witaj GOŚCIU ( Zaloguj się | Rejestracja )
 
 
Reply to this topicStart new topicStart Poll

> Praktyki zawodowe w PRL, Praktyki w szkołach zawodowych w PRL
     
kathevika00
 

Nowicjusz
Grupa: Użytkownik
Postów: 2
Nr użytkownika: 105.206

Katarzyna Giemza
Zawód: student
 
 
post 1/11/2019, 17:48 Quote Post

Dzień dobry,
pracuję nad artykułem na temat praktyk w szkołach zawodowych w PRL i obecnie, a tym samym poproszę o przedstawienie (najlepiej z dołączeniem odpowiednich źródeł):
1. Jak wyglądała praca praktykantów w PRL? Czy zapisywanie uczniów poniżej pewnego wieku na praktyki było problemem? 2. Z jakimi problemami borykało się ówczesne szkolnictwo zawodowe?
Każda odpowiedź jest na wagę złota (albo uranu)
 
User is offline  PMMini Profile Post #1

     
poldas372
 

X ranga
**********
Grupa: Użytkownik
Postów: 11.187
Nr użytkownika: 19.336

 
 
post 1/11/2019, 18:23 Quote Post

Na wagę uranu powiadasz?
Chciałbym mieć za swą posługę płatne choć w jednym bitcoinie.
Teraz do meritum;

Miałem 16 lat i zacząłem praktyki w zawodówce.
Warsztat był blisko szkoły na ulicy Zamenhofa.
Robota była prosta, polegająca na montażu instalacji elektrycznej w wiertarkach stołowych i szafach rozdzielczych do czegoś tam.
Mogę napisać czego mnie nieudolnie próbowano nauczyć, a wyszło tak, że dopiero w trakcie realnej pracy wyszło to, że ta nauka była niepotrzebna.
 
User is offline  PMMini Profile Post #2

     
kathevika00
 

Nowicjusz
Grupa: Użytkownik
Postów: 2
Nr użytkownika: 105.206

Katarzyna Giemza
Zawód: student
 
 
post 1/11/2019, 18:42 Quote Post

QUOTE(poldas372 @ 1/11/2019, 18:23)
Na wagę uranu powiadasz?
Chciałbym mieć za swą posługę płatne choć w jednym bitcoinie.
Teraz do meritum;

Miałem 16 lat i zacząłem praktyki w zawodówce.
Warsztat był blisko szkoły na ulicy Zamenhofa.
Robota była prosta, polegająca na montażu instalacji elektrycznej w wiertarkach stołowych i szafach rozdzielczych do czegoś tam.
Mogę napisać czego mnie nieudolnie próbowano nauczyć, a wyszło tak, że dopiero w trakcie realnej pracy wyszło to, że ta nauka była niepotrzebna.
*



Poproszę o odpowiedź.
 
User is offline  PMMini Profile Post #3

     
poldas372
 

X ranga
**********
Grupa: Użytkownik
Postów: 11.187
Nr użytkownika: 19.336

 
 
post 1/11/2019, 19:34 Quote Post

Po miesiącu na każdym z wydziałów.
- Na tokarni. Ledwo nauczyłem się mocować materiał we wrzecionie i...
- Kuźnia. Głównie pamiętam przepisy BHP. Guzik się tam nauczyłem.
- Spawalnia. Sam próbowałem się nauczyć spawać. Dostałem po łapkach.
- Frezownia (Frezarki); Tam mnie nie dopuszczono do roboty, bo się instruktor bał że mi maszyna łapy pourywa.
- Warsztat elektryczny. Łączenie podzespołów w szafach sterowniczych.
Robota głupiego.

Dopiero w trakcie realnej pracy się nauczyłem co i jak robić.
Stracone trzy lata w zawodówce.
Pociesza mnie to, że ci po studiach, mają więcej lat straconych.
Ale to marna pociecha.
 
User is offline  PMMini Profile Post #4

     
pejotlbis
 

III ranga
***
Grupa: Użytkownik
Postów: 285
Nr użytkownika: 97.178

Piotr Jakubowski
 
 
post 2/11/2019, 18:34 Quote Post

Żadne żródła nie przychodzą mi do głowy , oprócz własnych wspomnień.
Praktyki zacząłem w pierwszej klasie Technikum Samochodowego we wrześniu roku 1981
Na początek wydano nam ubrania robocze i berety, potem był jakiś ogólne zapoznanie z zasadami BHP
W pierwszej klasie mieliśmy na warsztatach - /raz w tygodniu, zmiany albo 7-13 , albo 13-19 /działy:
Ślusarnia- w sumie najwięcej godzin zajęć prace ślusarskie: trasowanie,przecinanie brzeszczotami, piłowanie pilnikami, nawiercanie; wykonywanie zawiasów ,oraz nieśmiertelny młotek
Kużnia - opukiwanie jakiś prętów, nie pamiętam co jeszcze
Kontrola techniczna- teoretycznie niby kontrola, coś tam chyba kontrolowałem
Rozdzielnia robót- trudno powiedzieć o co tam chodziło, w sumie siedzenie bez sensu

Po niezdanej pierwszej klasie trafiłem do zawodówki o specjalności operator obrabiarek skrawających
Pierwsza klasa podobna, z tym tylko że były jeszcze dwa działy : Tokarki, i Obrabiarki różne tzn.Frezarki i szlifierki
ilość godzin ta sama, w drugiej ,i trzeciej klasie dwa dni warsztatów.
Na koniec dwudniowy egzamin z wykonywania zespołowo jakichś bubli - nie było możliwości żeby ktoś nie zdał.

Cechą warsztatów często było łażenie bez sensu "na faję", przenoszenie jakiś gratów z miejsca na miejsce.
Zapisywanie uczniów poniżej pewnego wieku? a po co? nikt się specjalnie nie palił do tego syfu
W tejże szkole były też specjalności Grawer i Ślusarz artystyczny, tamci mieli trochę inne warsztaty,bardziej czyste, uczyły się tam dziewczyny jak same nazwy wskazują były działy ślusarnia artystyczna , grawernia
Problemy były takie jak w tamtym czasie w kraju .
Za Gierka warsztaty kupowały dla każdego nowego rocznika nowe narzędzia, potem tzn 1981 i pózniej było gorzej brakowało dobrych narzędzi, pilniki i piłki /brzeszczoty/ były zjechane, nie było wierteł o żądanych rozmiarach,suwmiarki nie trzymały wymiaru, sprzęt był zużyty.
Pamiętam jak w 1985 roku pracowałem na tokarce z lat 50-tych, co prawda były też nowe /nowsze/ obrabiarki , ale ich rzadko kiedy używano - nie wiem dlaczego
W mojej kolejnej szkole po roku 1985 warsztaty w ramach jakiegoś kretyńskiego samofinansowania wykonywały jakieś prace zlecone i nie było mowy aby wykonać bodaj jakąś część do pracy dyplomowej.
Ale w tej szkole /Technikum 3-letnie na podbudowie ZSZ/ mieliśmy praktyki na szczęście w zakładach, a nie na warsztatach
Odrębnymi problemami były prace pokątne na warsztatach, i złodziejstwo , ale nie wiem czy to Cię interesuje.
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #5

     
Wilczyca24823
 

IX ranga
*********
Grupa: Moderatorzy
Postów: 7.397
Nr użytkownika: 98.909

Ewa Mach
Zawód: opiekun
 
 
post 3/11/2019, 23:02 Quote Post

Bardzo proszę - trochę wspomnień o siostrze z roku 1987.

Żeby dostać się do szkoły zawodowej, należało załatwić sobie praktykę zawodową.
Praktyki były przydzielane odgórnie przez Miejską Radę Narodową (w każdym razie szło się do ratusza po przydział), lepsze zawody u nas były zarezerwowane dla dzieci "elyt", dlatego moja siostra ma obecnie wykształcenie w dosyć niekobiecym zawodzie - stolarz galanterii drzewnej. W zawodówce w jej klasie były tylko dwie dziewczyny (łącznie z nią). Praktyki zawodowe miała w normalnym zakładzie pracy, ostatni rok nauki to były wyłącznie praktyki.
Niektórzy uczniowie z jej klasy mieli praktyki na warsztatach i zdaje się szkoła zarabiała na ich pracy. Ale nie pamiętam. Jeśli ktoś nie zdał klasy, przechodził do OHP (Ochotnicze Hufce Pracy). Nie pamiętam, ale chyba w naszej zawodówce obowiązkowa była przynależność do ZSMP.
 
User is offline  PMMini Profile Post #6

     
widiowy7
 

III ranga
***
Grupa: Użytkownik
Postów: 205
Nr użytkownika: 15.054

jacek
Stopień akademicki: nie mam
Zawód: drukarz
 
 
post 4/11/2019, 22:03 Quote Post

Praktyki miałem w państwowych drukarniach. Niewiele się nauczyłem.
 
User is offline  PMMini Profile Post #7

     
Grapeshot
 

VI ranga
******
Grupa: Użytkownik
Postów: 1.160
Nr użytkownika: 79.211

Steven Murphy
Zawód: Marine Engineer
 
 
post 5/11/2019, 5:48 Quote Post

W latach 1950-1960 w Stalowej Woli, mieście o zaludnieniu wtedy 25 000, powstawały kolejne zasadnicze szkoły zawodowe. Ogólnie można je było podzielić na państwowe i przyzakładowe (chociaż zakłady były też państwowe).

Państwowe to:

ZSZ o profilu mechanicznym i hutniczym we wspólnym budynku z technikum mechanicznym. Szkoły te posiadały swój własny warsztat mechaniczny, a praktyki hutnicze były na wydziałach miejscowej huty.
ZSZ o profilu budowlanym. Tu szkolono przyszłych murarzy/tynkarzy oraz hydraulików. Praktyki odbywały się na budowach państwowych.

Przyzakładowe to:

ZSZ przy Hucie Stalowa Wola. Tu przygotowywano do pracy w kierunkach mechanicznych oraz hutniczych. Praktyka była na wydziałach produkcyjnych huty.
ZSZ przy Elektrowni Stalowa Wola. Tu przygotowywano do pracy w obsłudze urządzeń elektrowni w ruchu ciągłym.
ZSZ przy bazie państwowej komunikacji samochodowej (PKS). Tu uzyskiwano kwalifikacje kierowca/monter samochodowy. Praktyczna nauka zawodu odbywała się na terenie bazy oraz w trakcie praktyki jazdy po mieście.

Marynarka wojenna miała swój wkład w tworzeniu kwalifikacji zawodowych. W roku 1967 rozpoczęto pobór ochotników do służby pięcioletniej, którzy na koniec, jeśli brali czynny udział w programie szkoleniowym, otrzymywali świadectwa ukończenia ZSZ ze specjalnością monter maszyn/motorzysta. Jeśli nie stosowali się do wymagań, wychodzili z niczym. Tym ze służby czynnej, trzyletniej, posiadającym świadectwa czeladnicze, załatwiano świadectwa (dyplomy?) mistrzowskie bez egzaminu. Wybierającym się na pływanie załatwiano uprawnienia w urzędach morskich z wpisem kwalifikacji zgodnych z przebiegiem ich służby w marynarce. Posiadacze świadectw ZSZ, zainteresowani służbą zawodową, mogli kontynuować edukację w Technicznej Szkole Chorążych Marynarki Wojennej.
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #8

 
2 Użytkowników czyta ten temat (2 Gości i 0 Anonimowych użytkowników)
0 Zarejestrowanych:


Topic Options
Reply to this topicStart new topic

 

 
Copyright © 2003 - 2019 Historycy.org
historycy@historycy.org, tel: 12 346-54-06

Kolokacja serwera, łącza internetowe:
Uniwersytet Marii Curie-Skłodowskiej