Witaj GOŚCIU ( Zaloguj się | Rejestracja )
 
4 Strony « < 2 3 4 
Reply to this topicStart new topicStart Poll

> George Orwell, świetny socjalistyczny pisarz
     
lancelot
 

Żelazna pięść
**********
Grupa: Użytkownik
Postów: 12.480
Nr użytkownika: 36.860

bogumil chruszczewski
Stopień akademicki: rebajlo
Zawód: Podstarza³y wilk
 
 
post 8/03/2012, 20:11 Quote Post

QUOTE
"Folwark zwierzęcy" nie jest antytotalitarny drogi lancelocie.
Jest, uakzuje totalitaryzm wprowadzony przez zwyciężające w rewolucji świnie.
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #46

     
Arbago
 

Fingrowianin
********
Grupa: Użytkownik
Postów: 3.812
Nr użytkownika: 38.089

 
 
post 14/03/2012, 5:17 Quote Post

Okay, źle się wyraziłem. Niemniej jednak pokazuje także nieciekawe czasy rządów człowieka. Na końcu same świnie upodobniają się do ludzi tak jak Rosja upodobniła się do państw demokratycznych co jest dla mnie niezwykle ciekawym przejawem prekognicji w literaturze.
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #47

     
Ambioryks
 

VI ranga
******
Grupa: Użytkownik
Postów: 1.309
Nr użytkownika: 57.567

Stopień akademicki: magister
Zawód: animator kultury
 
 
post 28/07/2016, 18:14 Quote Post

Dzieła Orwella mają przesłanie wolnościowe, antytotalitarne, antyrewolucyjne i piętnujące przemoc władzy wobec obywateli. I to się liczy. I Orwella spokojnie można nazwać wizjonerem i jednym z najwybitniejszych pisarzy i najwnikliwszych obserwatorów wydarzeń politycznych XX w.

W sumie to jestem ciekaw, czy jego "Rok 1984" jest chętniej czytany w krajach anglojęzycznych i w ogóle zachodnich, czy w krajach byłego bloku sowieckiego.

Gdy czytałem "Rok 1984", to miałem nieodparte wrażenie, że Kim Ir Sen i jego współpracownicy w Korei Pn. też czytali tę książkę i oparli ustrój KRLD na ustroju Oceanii. W każdym domu - radio, z którego płynie propaganda, i które można ściszyć, ale nie można wyłączyć. Ścisła kontrola obywateli, ścisła kontrola myśli obywateli, ścisła kontrola granic Oceanii, państwowa ideologia, wszechobecna inwigilacja, Policja Myśli, ewaporacje, zniknięcia, tortury i egzekucje w Ministerstwie Miłości - wszystko to wypisz wymaluj KRLD.

"Rok 1984" jest oczywiście genialną przestrogą przed totalitaryzmem, jest wstrząsającą, przerażającą i porażającą lekturą, ale moim zdaniem trochę szkoda, że w żadnym momencie tej powieści nie ma wszechwiedzącego narratora, tylko wszystko od początku do końca jest przedstawione wyłącznie z perspektywy głównego bohatera, który tak naprawdę w sumie niewiele się dowiedział na temat władz Oceanii, Wielkiego Brata i swojego głównego antagonisty - O'Briena.

Czytelnik dowiaduje się co prawda, jakie są mechanizmy działań władz Oceanii i jej ostateczne zamiary, ale nadal pozostaje niejasne:

1. Kim właściwie jest Wielki Brat - jakie jest jego prawdziwe nazwisko, jakie stanowisko on zajmuje (szefa Wewnętrznej Partii, prezydenta Oceanii, premiera Oceanii czy kogoś innego), i czy on w ogóle żyje. Czy nie jest tylko wymysłem Wewnętrznej Partii, czy partia np. nie wykorzystuje wizerunku byle kogo albo jakiegoś byłego szefa partii, przedstawiając go jako Wielkiego Brata.

2. Kim tak naprawdę jest O'Brien we władzach Oceanii, na ile ważną jest figurą w całym państwie - czy jest dyrektorem Departamentu Śledczego Ministerstwa Miłości, czy może jest samym ministrem miłości, czy jest szefem lub wiceszefem partii, czy jest funkcjonariuszem Policji Myśli. Jaka była jego droga życiowa ani jakie były jego dalsze losy - czy na końcu on sam został ewaporowany, tak jak Syme. Nie trzeba dodawać, że czytelnicy na pewno czuliby satysfakcję po dowiedzeniu się, że O'Brien został zabity. I czy jego śmierć by coś zmieniła.

3. Co tak naprawdę przeszła Julia w Ministerstwie Miłości, co się z nią tam działo, i jakie były jej dalsze losy.

4. Czy Braterstwo istnieje naprawdę, czy było od początku do końca tylko prowokacją O'Briena i jego współpracowników.

5. Jakie były losy Emmanuela Goldsteina - czy udało mu się w końcu w jakiś sposób wpłynąć na sytuację w Oceanii i zorganizować tam jakiś podziemny ruch oporu.

Na żadne z tych pytań czytelnicy nie uzyskują odpowiedzi i moim zdaniem szkoda, że Orwell nie napisał np. kontynuacji "Roku 1984", powiedzmy pod tytułem "Rok 1985". smile.gif Kontynuacji, w której wyjaśniłby więcej w wymienionych tematach. Albo że nie umieścił leksykonu/suplementu, w których ujawniłby więcej.

Wiem, że strzępkowe informacje na temat władz Oceanii i ogólna enigmatyczność miała dodawać powieści więcej grozy i poczucia beznadziejności i bezradności, ale mimo to odczuwałem niedosyt po tej lekturze.
 
User is offline  PMMini Profile Post #48

     
Filipdan
 

IV ranga
****
Grupa: Użytkownik
Postów: 369
Nr użytkownika: 82.788

Stopień akademicki: mgr
Zawód: prawnik
 
 
post 28/07/2016, 19:20 Quote Post

Ciekawy post Przedmówcy. Rok 1984 czytałem jeszcze w wydaniach z tzw trzeciego obiegu, ksera książek ale szło to jak przysłowiowe ciepłe bułeczki. Czytałem książke w 1989 r.. Zrobiła na mnie straszne wrażenie. Straszne ale pod względem pozytywnym. Mysle,że kontynuacja nie miała by żadnego sensu. Zostajemy w bohaterem w pewnym punkcie a potem to już nasza wyobraźnia. Kontynuacje niestety z oryginałami bardzo często się " gryzą'
 
User is offline  PMMini Profile Post #49

     
dariusman
 

III ranga
***
Grupa: Użytkownik
Postów: 199
Nr użytkownika: 62.516

 
 
post 28/07/2016, 19:29 Quote Post

QUOTE
Wiem, że strzępkowe informacje na temat władz Oceanii i ogólna enigmatyczność miała dodawać powieści więcej grozy i poczucia beznadziejności i bezradności, ale mimo to odczuwałem niedosyt po tej lekturze.

To poczucie beznadziejności i bezradności jest wątkiem pierwszoplanowym. Orwell chciał przede wszystkim pokazać, jak totalitarna władza działa na jednostkę i jak ona funkcjonuje w takim otoczeniu, jak również i to, jak ona (tj. władza) tworzy symulakrum dla swych obywateli, gdzie nie wiadomo, gdzie zaczyna się rzeczywistość, a gdzie teatr. Jakby na to nie spojrzeć, to też odzwierciedla to, co się dzieje dziś ze społeczeństwem.

Ten post był edytowany przez dariusman: 28/07/2016, 19:30
 
User is offline  PMMini Profile Post #50

     
Roofix
 

VI ranga
******
Grupa: Użytkownik
Postów: 1.090
Nr użytkownika: 69.553

Stopień akademicki: magister historii
 
 
post 2/08/2016, 15:29 Quote Post

Tylko że gdyby Orwell napisał kontynuację "1984" jak proponuje to kolega Ambioryks, to nie wiadomo, czy przypadkiem autor nie zmieniłby za bardzo swojego dzieła. Tak to właśnie zostają te niedopowiedzenia, dzięki którym łatwiej zrozumieć sytuację, w jakiej znajduje się bohater, a w szerszym kontekście, obywatele wszechwładnego państwa totalitarnego. A wyjaśnienia odnośnie losów postaci, realny bunt przeciwko władzy, to mogłoby zepsuć pierwotny obraz powieści, która sama w sobie jest zamkniętą całością.

Jednakże odnośnie opisanych wydarzeń, wiele mówi (acz dodaje też pytań) końcówka opisująca najazd eurazjatyckich wojsk (pierwszy raz od wybuchu wojny) na terytorium Oceanii i kontrofensywę wojsk z tejże. Prawdopodobnie wiec wojna toczy się na zasadach opisanych w powieści (walka o terytoria sporne), aż w końcu któreś z mocarstw decyduje się na najazd na terytorium wroga, licząc na zwycięstwo i zmianę status quo.
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #51

     
Ambioryks
 

VI ranga
******
Grupa: Użytkownik
Postów: 1.309
Nr użytkownika: 57.567

Stopień akademicki: magister
Zawód: animator kultury
 
 
post 14/09/2016, 10:50 Quote Post

dariusman:
QUOTE
To poczucie beznadziejności i bezradności jest wątkiem pierwszoplanowym.

Jasne, rozumiem to. Tylko że po prostu wkurzają mnie lektury, w których narrator ma ograniczone kompetencje poznawcze. Moim zdaniem, narrator powinien być wszechwiedzący. No chyba że mowa o narracji pierwszoosobowej - ale "Rok 1984" ma narrację trzecioosobową.

Wiem, że taki zabieg miał pozwolić lepiej wczuć się w sytuację Winstona jako jednostki w totalitaryzmie, ale na pewno wielu czytelników chętnie dowiedziałoby się czegoś, o czym nie wiedział Winston - np. co to znaczy "trzy tysiące", które wypowiedział O'Brien jako to, co należy zrobić Winstonowi i co oni właściwie mu wtedy zrobili, że przez chwilę widział pięć palców, co się działo z Julią, jakie były losy O'Briena i jakie stanowisko on zajmował w strukturach władzy, czy O'Brien sam został ewaporowany, jak się nazywał minister miłości i jak długo pełnił funkcję, czy został ewaporowany, czy Braterstwo istniało, ile czasu po przeżyciach w Ministerstwie Miłości żył Winston, jakie było nazwisko Wielkiego Brata, i czy Wielki Brat to cały czas ten sam człowiek, czy różni ludzie odgrywający tę rolę.

Niestety, w "Rok 1984" czytelnicy nie dowiadują się ani jednej rzeczy, o której nie dowiaduje się Winston. Akcja ani razu nie przenosi się w miejsce, w którym nie ma Winstona i którego Winston nie widzi. I to jest frustrujące. Właśnie to, że narrator ma ograniczone kompetencje poznawcze, mimo że mamy do czynienia z narracją trzecioosobową.
QUOTE
pierwotny obraz powieści, która sama w sobie jest zamkniętą całością.

Tylko że zbyt wiele rzeczy jest enigmatycznych i się nie wyjaśnia. Przecież autor mógł napisać powieść w taki sposób, że Winston nie dowiedział się tylu istotnych rzeczy, ale czytelnicy się dowiedzieli. A jednak wybrał opcję, według której czytelnicy mają wiedzieć tylko tyle, ile główny bohater, i nic więcej.
 
User is offline  PMMini Profile Post #52

     
An_Old_Man
 

VI ranga
******
Grupa: Użytkownik
Postów: 915
Nr użytkownika: 100.119

 
 
post 14/09/2016, 16:55 Quote Post

QUOTE
narrator powinien być wszechwiedzący

To może poczytać stary testament.
Tam narrator (lub narratorzy) wiedzą wszystko.
Czytałem tylko Folwark i 1984 ale w oryginale. I było to w czasie kiedy zaczęły do życia prywatnego wchodzić kamery na większą skalę. Obserwując rozwój sytuacji przez 20 lat dochodzę do wniosku że Orwell w tym co pisał był szczery do bólu. W przeciwnym razie jego przewidywania nie sprawdziłyby się w takim stopniu. Czasami mam ochotę na rozrywkę to czytam dowcipy albo bajki. A czasem czytam aby się coś dowiedzieć o świecie. Osobiście wolę niedomówienia Orwella niż wyjaśnienia w rodzaju "Upoiły więc swego ojca winem tej samej nocy" STARY TESTAMENT Księga Rodzaju. I to wystarczy aby wyjaśnić czytelnikowi skąd się wzięli Moabici i Ammonici.
BTW Stary Testament dla mnie nie jest nudny.Także są tam trafione przepowiednie...np. "Będziesz pożyczał wielu narodom, a sam od nikogo nie będziesz pożyczał;" (STARY TESTAMENT Księga Powtórzonego Prawa)
 
User is offline  PMMini Profile Post #53

     
Ambioryks
 

VI ranga
******
Grupa: Użytkownik
Postów: 1.309
Nr użytkownika: 57.567

Stopień akademicki: magister
Zawód: animator kultury
 
 
post 14/09/2016, 18:50 Quote Post

Am Old Man:
QUOTE
To może poczytać stary testament.
Tam narrator (lub narratorzy) wiedzą wszystko.

Chodzi o zwykłą literaturę, np. "Silmarillion" czy "Władca Pierścieni" Tolkiena - tam narrator jest wszechwiedzący, jeśli chodzi o wydarzenia i ich tło. Wydarzenia są przedstawiane z ogólnej perspektywy, a nie wyłącznie na podstawie wiedzy głównego bohatera.
 
User is offline  PMMini Profile Post #54

     
Anhart
 

Nowicjusz
Grupa: Użytkownik
Postów: 3
Nr użytkownika: 104.524

 
 
post 14/02/2019, 14:56 Quote Post

Kiedy ja po raz pierwszy przeczytałem ,,Folwark Zwierzęcy,, to odniosłem wrażenie jakby napisał go Lew Trocki pod pseudonimem albo przynajmniej jakiś jego zagorzały zwolennik. Wcale nie dziwi mnie że w USA twierdzono że jego książki mają prokomunistyczny wydźwięk, to była przyczyna dla której kiedyś zakazywano książek Orwella w amerykańskich szkołach.

Ten post był edytowany przez Anhart: 14/02/2019, 14:59
 
User is offline  PMMini Profile Post #55

     
pawelboch
 

VI ranga
******
Grupa: Użytkownik
Postów: 1.251
Nr użytkownika: 33.982

Pawel
 
 
post 14/02/2019, 22:58 Quote Post

QUOTE(konto_usuniete_28.02.16 @ 18/02/2011, 22:00)
To prawda Orwell nigdy nie opowiadał się za żadnym nurtem prawicowym , ale jego książki aż ociekają politycznym sosem , zostawmy " 1984 " zbyt  futurystyczny , skupmy się na " Folwarku..." , chyba się zgodzisz ze jest to alegoria Związku Sowieckiego ,

No nie, tak nie można ująć sprawy.
'Folwark zwięrzęcy' to humoreska ilustrująca reguły wynikające z 'teorii krążenia elit'. A Czy to Związek Radziecki, czy Francja porewolucyjna czy Anglia cromwelowska to bez znaczenia, zawsze jest tak samo.

QUOTE
czy ta książka mogla powstać w oderwaniu od prywatnych poglądów politycznych pisarza


Tyle, że we folwarku zwierzęcym nie ma żadnych poglądów Orwella, po prostu napisał jak jest, tyle że ubrał to w bajkę z baśniowymi postaciami.
pzdr.

QUOTE(Ambioryks @ 28/07/2016, 19:14)
Czytelnik dowiaduje się co prawda, jakie są mechanizmy działań władz Oceanii i jej ostateczne zamiary, ale nadal pozostaje niejasne:

1. Kim właściwie jest Wielki Brat - jakie jest jego prawdziwe nazwisko, jakie stanowisko on zajmuje (szefa Wewnętrznej Partii, prezydenta Oceanii, premiera Oceanii czy kogoś innego), i czy on w ogóle żyje. Czy nie jest tylko wymysłem Wewnętrznej Partii, czy partia np. nie wykorzystuje wizerunku byle kogo albo jakiegoś byłego szefa partii, przedstawiając go jako Wielkiego Brata.


Nie ma pewności czy Wielki Brat w ogóle istnieje.
To taki bóg, jest wszechobecny, wszechwiedzący, jedyne źródło prawa, jego interpretacji i egzekucji.
Istnienie W.B. opiera się na konsensusie że istnieje, że jest potrzebny i że tak jest dobrze oraz że nie ma alternatywy. Ten konsensus jest wspierany przez przeróżne socjotechniki.

QUOTE
2. Kim tak naprawdę jest O'Brien we władzach Oceanii, na ile ważną jest figurą w całym państwie - czy jest dyrektorem Departamentu Śledczego Ministerstwa Miłości, czy może jest samym ministrem miłości, czy jest szefem lub wiceszefem partii, czy jest funkcjonariuszem Policji Myśli. Jaka była jego droga życiowa ani jakie były jego dalsze losy - czy na końcu on sam został ewaporowany, tak jak Syme. Nie trzeba dodawać, że czytelnicy na pewno czuliby satysfakcję po dowiedzeniu się, że O'Brien został zabity. I czy jego śmierć by coś zmieniła.

Urzędnik wyższego szczebla wtajemniczony w zasady dzialania systemu społecznego/politycznego Oceaniii.

QUOTE
4. Czy Braterstwo istnieje naprawdę, czy było od początku do końca tylko prowokacją O'Briena i jego współpracowników.

To akurat proste - nie istnieje. Operacja Trust się kłania, sądzę, że Orwell znał jej kulisy.

QUOTE
5. Jakie były losy Emmanuela Goldsteina - czy udało mu się w końcu w jakiś sposób wpłynąć na sytuację w Oceanii i zorganizować tam jakiś podziemny ruch oporu.


J.w., istnienie Goldsteina wątpliwe i niepotrzebne.

QUOTE
Na żadne z tych pytań czytelnicy nie uzyskują odpowiedzi i moim zdaniem szkoda, że Orwell nie napisał np. kontynuacji "Roku 1984", powiedzmy pod tytułem "Rok 1985". smile.gif Kontynuacji, w której wyjaśniłby więcej w wymienionych tematach. Albo że nie umieścił leksykonu/suplementu, w których ujawniłby więcej.

Jedyna sensowna kontynuacja powieści 1984 to pomysł na rozmontowanie systemu, o ile taki istnieje wink.gif

pzdr.
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #56

     
Net_Skater
 

VIII ranga
********
Grupa: Supermoderator
Postów: 4.313
Nr użytkownika: 1.980

Stopień akademicki: Scholar & Gentleman
Zawód: Byly podatnik
 
 
post 21/01/2020, 23:08 Quote Post

Ciekawy artykul:

[I]10 zbliżeń na Orwella
MATEUSZ ZIMMERMAN

Autor "Roku 1984" – jednej z najważniejszych antyutopii XX wieku. Naiwny socjalista, ale i pozbawiony złudzeń przeciwnik totalitaryzmu. Pisarz latami przemykający na uboczu, który uznanie i profity zdobył zbyt późno, by nacieszyć się nimi przed śmiercią. Przez całe życie uważał, że jest dla kobiet kompletnie nieatrakcyjny. Proponował małżeństwo całemu szeregowi młodszych kobiet. Sonia Brownell wyszła za niego, gdy był już właściwie na łożu śmierci – plotkowano, że chodziło jej o to, by zostać bogatą wdową.

Zbliżenie 1. Pseudonim
Eric Blair został George’em Orwellem tuż przed trzydziestką. Nie używał pseudonimu konsekwentnie, bo np. podczas pracy dla BBC w latach wojny używał prawdziwego imienia i nazwiska.
Personalia ukrywał już podczas swojej włóczęgowskiej podróży po Paryżu – posługiwał się wtedy nazwiskiem P.S. Burton. Proponując potem (1932) wydawcy rękopis debiutanckiej książki, zasugerował, że taki pseudonim może być zbyt sztuczny i zaproponował kilka innych, np. Kenneth Miles czy H. Lewis Allways.
Po co pseudonim? Według różnych źródeł Orwell obawiał się już to klapy debiutu, już to samej jego włóczęgowskiej tematyki – nie chciał, aby "sceny godne pędzla Breughla" kojarzono z nazwiskiem rodziców, szanowanych przedstawicieli wyższej klasy średniej. Sam z kolei uważał imię Eric za obciążone "tchnącymi pruderią wiktoriańskimi konotacjami".
Wybierając pseudonim, wskazał ostatecznie na "George’a Orwella". W jednym z listów wyjaśniał: "To takie dobre i takie prawdziwe angielskie nazwisko".

Zbliżenie 2. Żony i kochanki
"O, z taką dziewczyną chciałbym się ożenić" – powiedział podobno Orwell po poznaniu ciemnowłosej Eileen O’Shaughnessy. Oświadczył się trzy tygodnie później. Eileen była pogodna, operatywna i według świadectw przyjaciół sprawiała, że Orwell zyskiwał na samoocenie. Wzięli ślub w 1936 roku, a substytutem miesiąca miodowego był częściowo wspólny pobyt w ogarniętej wojną Hiszpanii.
Orwell miał po ślubie co najmniej dwie kochanki: pracowniczkę BBC (podczas jego pracy w rozgłośni) oraz sekretarkę pisma "Tribune". Żona także nie była mu wierna, czego był świadom. Uważał jednak, że byli zasadniczo "właściwym", zgodnym i partnerskim małżeństwem.
U Eileen w 1945 r. zdiagnozowano guza macicy. Zmarła, kiedy Orwell był we Francji (miał pisać korespondencje z wyzwolonej części Europy). Wbrew często powtarzanemu mitowi ciężko przeżył jej śmierć i żałował, że nie zdołał jej zapewnić domku na wsi i właściwych warunków do wychowania dziecka (syna niewiele wcześniej adoptowali – Orwell twierdził, że był bezpłodny).
Przez całe życie uważał, że jest dla kobiet kompletnie nieatrakcyjny. Jedna z pierwszych kandydatek na żonę odmówiła jego oświadczynom, bo "nie chciała słuchać wykładów o książkach" (zostali przyjaciółmi). Po śmierci Eileen bez skutku proponował małżeństwo całemu szeregowi młodszych kobiet. Sonię Brownell, członkinię redakcji wpływowego pisma literackiego "Horizon", młodszą od niego o 15 lat, poznał jeszcze podczas wojny.
Piękna, inteligentna, pełna życia, bystra, bezpośrednia – doszukiwano się podobieństw do Sonii w postaci Julii, bohaterki "Roku 1984". Za Orwella wyszła, gdy ten był już właściwie na łożu śmierci – plotkowano więc, że Sonii chodzi o to, by zostać bardzo bogatą wdową. Wiele świadectw wskazuje jednak, że byli ze sobą szczerze związani. To Sonia przez lata miała dbać o spuściznę po Orwellu.

Zbliżenie 3. Oburzony, poruszony i naiwny
Po powrocie ze służby policyjnej w Birmie początkowo wydawał się raczej zafascynowany ludźmi z dna i ubocza: włóczęgami, żebrakami, przegranymi. To m.in. z tej skłonności wzięła się jego podróż do Paryża (1928) i pobyty w cuchnących noclegowniach Londynu, które zaowocowały książkowym debiutem, a następnie na poły reporterska podróż na północ Anglii (1936), po której powstała "Droga na molo w Wigan".
Orwell deklarował się jako socjalista raczej pod wpływem obserwacji niż teorii – wzięło się to z oburzenia wobec "gnębienia i lekceważenia" robotników. Jednocześnie – jak pisze biograf – w bezpośrednim kontakcie z tymi robotnikami w kopalni czy pubie w Sheffield czy Barnsley nie bardzo był w stanie pokonać klasowy mur. Kręcił się, przysłuchiwał rozmowom, notował – ale maniery, cedzenie słów, przeciąganie samogłosek nie pomagały pisarzowi, absolwentowi Eton, zbliżyć się do górnika z Yorkshire.
"Jakby zadzierał nosa" – takie wrażenie odnotował jeden ze świadków, przy czym ze strony Orwella było to raczej mimowolne. Ten dystans sprawiał, że Orwellowi zarzucano z jednej strony sentymentalizowanie klasy robotniczej (weźmy choćby słynny cytat o nadziei tkwiącej w "prolach"), z drugiej – pogardliwą wyższość wobec niej. "Klasa robotnicza śmierdzi" – takie twierdzenie mu przypisywano. Kłamliwie, bo Orwell powiedział tylko, że to klasie średniej wpaja się właśnie taki pogląd.
Jego poglądy czy postulaty bywały naiwne. W 1940 roku po klęsce pod Dunkierką wzywał do "otwartego buntu zwykłych ludzi" i przewidywał, że w ciągu paru miesięcy narodzi się nowy ruch socjalistyczny, który zmarginalizuje laburzystów – to było kompletnie życzeniowe odczytanie nastrojów społecznych… Jako polityczny publicysta nierzadko błądził – jednak i przyzwoitość, jaka stała za jego poglądami, i poruszenie losem ludzi, którym się nie powiodło i powieść nie mogło, nigdy nie były fikcją ani pozą.

Zbliżenie 4. Hiszpania czyli stracone złudzenia
Wyjeżdżając do Hiszpanii, gdzie od pół roku toczyła się wojna domowa, Orwell chciał walczyć po stronie republikańskiej z faszystami (to dlatego wstąpił do milicji marksistowskiej partii POUM). Zamyślał też wysyłać korespondencje z frontu do krajowej prasy. Na froncie aragońskim niemal zginął. Kula przeszła między tchawicą a tętnicą szyjną. Lekarze byli przekonani, że nieodwracalnie straci głos (do czego nie doszło). Stracił jednak w Hiszpanii przede wszystkim złudzenia.
Nie był z początku świadom, jak głębokie są podziały w ramach koalicji antyfrankistowskiej i jak daleko sięga w Hiszpanii ręka Moskwy. W Barcelonie zobaczył, co komunizm w wydaniu stalinowskim może oznaczać w praktyce. Niemal na jego oczach represje, często organizowane przez rezydenturę NKWD, spadły na całą niestalinowską lewicę, określaną jako "faszystów" – to oznaczało donosy, skrytobójstwa i egzekucje.
Orwell nie zapomniał spotkania z radzieckimi agentami wpływu – "ludźmi, których jedynym zawodem było opowiadanie kłamstw". Wyzbył się wtedy typowego dla ludzi Zachodu przekonania (które uniemożliwiało im realistyczne spojrzenie na Związek Radziecki): że nie można zamykać albo rozstrzeliwać ludzi, którzy nie złamali żadnego prawa. Sam był zagrożony aresztowaniem i musiał uciekać z Hiszpanii.
Po powrocie do kraju doświadczył po raz pierwszy zmowy przemilczenia – jego opowieść o wojnie w Hiszpanii nie mieściła się w ramach ówczesnej poprawności, szereg jego publikacji odrzucono. Napisał książkę "W hołdzie Katalonii", ale przede wszystkim: przejrzał na oczy, jeśli idzie o totalitarną naturę radzieckiego komunizmu. Bez hiszpańskiego doświadczenia nie byłoby ani wojennej publicystyki Orwella, ani dwóch jego książek, które weszły do XX-wiecznego kanonu.

Zbliżenie 5. Tchórze gorsi od cenzorów
Opublikowania "Folwarku zwierzęcego" odmówiły Orwellowi w 1945 roku cztery wydawnictwa. Przynajmniej jedno z nich uczyniło to pod presją brytyjskiego Ministerstwa Informacji. Wydawca przyznał, że treść "Folwarku" zbyt wyraźnie odsyła do historii ZSRR i że sowieccy sojusznicy poczuliby się urażeni porównaniem ich do świń.
To nie był państwowy zakaz – zresztą Orwell nie uważał państwowej cenzury w Wielkiej Brytanii czasów wojny za przesadnie dolegliwą. Piętnował natomiast zjawisko pokrewne i w jakimś sensie dobrowolne: tchórzliwe, ciche porozumienie opiniotwórczych redakcji, elit i autorytetów co do tego, o czym nie należy pisać i mówić.
Orwell kpił we wstępie (odnalezionym dopiero w latach 70.) do "Folwarku", że w brytyjskiej gazecie łatwiej skrytykować Churchilla i brytyjski rząd niż Stalina i jego reżim: "Nasi obywatele mają zagwarantowaną swobodę wypowiedzi, dopóki prestiż ZSRR pozostaje nienaruszony".
Po ataku III Rzeszy na ZSRR i zawarciu przez Churchilla sojuszu z radzieckim tyranem Orwell zżymał się, że teraz wszystkie zbrodnie Stalina zostaną zapomniane. Nie mylił się, choć zapewne nie spodziewał się jeszcze wtedy, że brytyjskie elity w kolejnych latach będą gotowe przyklaskiwać Kremlowi w dowolnym momencie i dowolnej sprawie. Na przykład w kwestii polskiej – jego zaś tekst o powstaniu warszawskim był bodaj najostrzejszą i najbardziej przenikliwą publikacją na ten temat w angielskich mediach tamtego czasu.

Zbliżenie 6. Płuca
Problemy ze zdrowiem miał od dziecka. Z powodu dengi przerwał służbę policyjną w Birmie. Rozchorował się podczas swojego pierwszego pobytu w Paryżu. Parokrotnie zapadał na zapalenie płuc. Wiecznie zmagał się z niedowagą i jako dorosły rzadko wyglądał na zdrowego.
Po raz pierwszy zorientował się, że jest poważnie chory, po powrocie z Hiszpanii. Pluł krwią, ale nie było jeszcze pewne, czy to gruźlica, czy następstwo wrodzonej wady. Lekarze zalecili spokój, odpoczynek i wzmocnienie organizmu – mieli jednak do czynienia z pacjentem, który swoją pracę traktował znacznie poważniej niż swoje zdrowie.
Na początku 1946 roku Orwell – okrutnie przemęczony kilkuletnią pracą bez wytchnienia i psychicznie wyczerpany po śmierci żony – znów zaczął pluć krwią. Diagnoza (gruźlica) była już oczywista, ale pisarz niechętnie dał się zbadać, nie przyznawał się także przed rodziną i przyjaciółmi, jak poważny jest jego stan. Dłuższy pobyt w szpitalu, jak sądził, uniemożliwiłby mu prace nad książką. Zamierzał odłożyć leczenie co najmniej do ukończenia brudnopisu.
Trudno rozsądzić, czy przenosiny do odludnego gospodarstwa Barnhill na wyspie Jurze – to tam zamierzał w spokoju pracować nad powieścią – pogorszyły jego i tak słabe zdrowie. Londyński smog i intensywność życia w stolicy też by mu zapewne nie sprzyjały.
Lekarze dawali mu jeszcze kilka lat życia przy odpowiednim leczeniu i rekonwalescencji. Zamiast tego pacjent palił papierosa za papierosem, pił litry herbaty "o konsystencji smoły" i zmagał się ze swoją ostatnią powieścią. Gasł w oczach, z ostatnich dwóch lat życia spędził poza murami szpitali i sanatoriów ledwie parę miesięcy. Ludzie z wydawnictwa czytali maszynopis "Roku 1984", kiedy jego autor był już właściwie przykuty do szpitalnego łóżka.

Zbliżenie 7. Pieniądze
"No i zarobiłem te pieniądze, a teraz umieram" – usłyszał od pisarza niedługo przed jego śmiercią jeden z przyjaciół. Aż do lata 1945 roku, kiedy ukazał się wreszcie "Folwark zwierzęcy", Orwell właściwie nigdy nie śmierdział groszem.
Praca przy chmielobraniu czy zmywanie naczyń w paryskim hotelu w latach 20. były w jakimś sensie wyborem. Potem próbując żyć z pisania, balansował na granicy: musiał się podejmować pracy jako nauczyciel, zajmował posadę w antykwariacie i prowadził wiejski sklepik. Po powrocie z Hiszpanii on i żona byli pod ścianą – leczenie pochłonęło oszczędności, a pisarz zarabiał wszystkiego dwa funty na tydzień (w dodatku był skonfliktowany z ówczesnym wydawcą). Pieniądze bez przerwy pożyczali od znajomych.
Na "sanatoryjny" wyjazd do Maroka, który pomógł pisarzowi podreperować zdrowie, anonimowy dobroczyńca pożyczył państwu Orwell 300 funtów. Niewiele lepiej było w pierwszych latach wojny – Orwell skromnie zarabiał na pracy dziennikarskiej (recenzje książkowe), nie miał w perspektywie powieści, a do tego naciskał na niego urząd skarbowy.
Niemal do końca życia nie opuściło go poczucie, że ciągle na coś ważnego go nie stać. A kiedy po doskonałym przyjęciu "Roku 1984" zaczął być autentycznie zamożny, nie miał już sił ani zdrowia, by pieniądze wydawać.
W latach 70. wpływy z zagranicznych honorariów za książki pisarza szły już w sześciocyfrowe sumy, ale Sonia Orwell już z tego niemal nie korzystała. Wcześniej wielokrotnie wspierała odziedziczonymi pieniędzmi pisarzy na dorobku. Z czasem pogłębiały się jej problemy z równowagą psychiczną i nadużywaniem alkoholu, a księgowi utopili majątek w nieudanych inwestycjach. Gdy Sonia Orwell zmarła, posiadane przez nią pieniądze ledwo wystarczały na sfinansowanie pogrzebu.

Zbliżenie 8. Dzieło życia w przededniu śmierci
Wydawca po przeczytaniu maszynopisu "Roku 1984" czuł podziw przemieszany z trwogą. Wiedział, że ma do czynienia z powieścią doskonale trafiająca w lęki epoki. Kiedy mówiono, że jest ona "odrażająca" i "odstraszająca", były to raczej wyrazy uznania.
"Jeśli chcesz wiedzieć, jaka będzie przyszłość, wyobraź sobie but depczący ludzką twarz, wiecznie!" - mówi do Winstona Smitha, bohatera powieści, jego oprawca. Literacka rzeczywistość Oceanii i Pasa Startowego Jeden była wizją ponurą, ale przede wszystkim: wówczas wyobrażalną.
Jeden europejski totalitaryzm triumfował na zgliszczach drugiego i choć reżim Stalina połknął pół Europy, wcale nie wydawał się syty. Jak pisał historyk zimnej wojny: "Wielki Brat Orwella nieprzypadkowo miał wąsy podobne do Stalinowych". Nie bez powodu moskiewska "Prawda" napisała po premierze, że to książka ociekająca "zatrutą plwociną".
W następnych latach po "Roku 1984" popularność zyskały inne książki, które demaskowały sowiecki totalitaryzm: "Ciemność w południe" Arthura Koestlera (wydana jeszcze za życia Orwella; autor był zresztą jego przyjacielem) albo "Inny świat" Gustawa Herlinga-Grudzińskiego, ale także mniej znane, jak zbiór esejów "The God That Failed". Prawdopodobnie jednak żadne inne dzieło nie wywarło takiego wpływu na zwrot w zachodnim myśleniu o totalitaryzmie i ZSRR jak powieść Orwella.

Zbliżenie 9. Słownik orwellowski
Ponadczasowa siła Orwella polega na tym, że nie trzeba znać jego książek, by dostrzec obecność motywów i cytatów z jego pisarstwa w języku. Jak pisze jego biograf, do dziś ludzie "w jakiś tajemny sposób znają Orwella z drugiej ręki".
Wolność to niewola, ignorancja to siła. Cztery nogi dobrze – dwie nogi źle. Ministerstwo Prawdy. Wszystkie zwierzęta są sobie równe, ale niektóre są równiejsze od innych. Wielki Brat patrzy. Pokój 101. Policja Myśli, dwójmyślenie, myślozbrodnia, teleekran, nowomowa… - cały ten układ odniesień zawdzięczamy Orwellowi. Okazywał się nieoceniony w rozważaniach o XX-wiecznych totalitaryzmach, okazuje się zaskakująco przydatny w dobie dobrowolnej inwigilacji, postprawdy i "późnego kapitalizmu".
Mało kto pamięta także, że to prawdopodobnie on użył jako pierwszy w swojej publicystyce terminu "zimna wojna" – jesienią 1945 roku, na łamach socjalistycznego "Tribune", którego był kierownikiem literackim; na kilka miesięcy przed tym, jak Churchill po raz pierwszy wspomniał o "żelaznej kurtynie".

Zbliżenie 10. Poczucie porażki
"Przegrana za mną i przegrana przede mną – to było niewątpliwie najgłębsze przekonanie, jakie unosiłem ze sobą" – napisał. Rozczarowanie samym sobą towarzyszyło mu ciągle, czy chodziło o stosunki z kobietami, czy o niezadowolenie rodziców z jego kariery, czy o jakość i przydatność własnej pracy.
Frustracja towarzyszyła mu w pierwszych latach wojny, gdy z powodu stanu zdrowia nie mógł założyć munduru – dołączył do ochotniczej formacji Home Guard, ale i tak czuł się dla brytyjskiego wysiłku wojennego rozpaczliwie nieprzydatny. Podczas pracy dla Sekcji Indyjskiej BBC był z kolei przekonany, że trwoni czas, a jego audycje nie mają słuchaczy.
Życiowa porażka towarzyszyła bohaterom jego książek – od starej panny Dorothy ("Córka proboszcza"), poprzez George’a Bowlinga ("Brak tchu"), aż po Winstona Smitha, któremu na koniec pozostaje tylko "pokochać Wielkiego Brata". To historie osobistych lub zbiorowych ("Folwark") buntów, które nie przynoszą ani triumfu, ani satysfakcji – raczej upokorzenie.
Orwell sam deprecjonował to, co pisał. "Córkę proboszcza" określał jako "spieprzoną sprawę". W "Wiwat aspidistra" włożył mnóstwo pracy, a jednocześnie przyznawał, że to chałtura, obliczona na wyciągnięcie od wydawcy stu funtów. Nigdy nie pozwolił wydać tych książek ponownie – zrobiono to dopiero po jego śmierci.
Nawet po opublikowaniu "Folwarku zwierzęcego", po którym stał się TYM Orwellem, pisał w jednym z esejów, że niedługo napisze kolejną książkę, która "będzie porażką, jak każda książka jest porażką".

(Onet)


N_S
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #57

     
rasterus
 

VI ranga
******
Grupa: Użytkownik
Postów: 1.364
Nr użytkownika: 89.006

 
 
post 22/01/2020, 2:55 Quote Post

QUOTE(Ambioryks @ 14/09/2016, 10:50)
dariusman:
QUOTE
To poczucie beznadziejności i bezradności jest wątkiem pierwszoplanowym.

Jasne, rozumiem to. Tylko że po prostu wkurzają mnie lektury, w których narrator ma ograniczone kompetencje poznawcze. Moim zdaniem, narrator powinien być wszechwiedzący. No chyba że mowa o narracji pierwszoosobowej - ale "Rok 1984" ma narrację trzecioosobową.

Wiem, że taki zabieg miał pozwolić lepiej wczuć się w sytuację Winstona jako jednostki w totalitaryzmie, ale na pewno wielu czytelników chętnie dowiedziałoby się czegoś, o czym nie wiedział Winston - np. co to znaczy "trzy tysiące", które wypowiedział O'Brien jako to, co należy zrobić Winstonowi i co oni właściwie mu wtedy zrobili, że przez chwilę widział pięć palców, co się działo z Julią, jakie były losy O'Briena i jakie stanowisko on zajmował w strukturach władzy, czy O'Brien sam został ewaporowany, jak się nazywał minister miłości i jak długo pełnił funkcję, czy został ewaporowany, czy Braterstwo istniało, ile czasu po przeżyciach w Ministerstwie Miłości żył Winston, jakie było nazwisko Wielkiego Brata, i czy Wielki Brat to cały czas ten sam człowiek, czy różni ludzie odgrywający tę rolę.

Niestety, w "Rok 1984" czytelnicy nie dowiadują się ani jednej rzeczy, o której nie dowiaduje się Winston. Akcja ani razu nie przenosi się w miejsce, w którym nie ma Winstona i którego Winston nie widzi. I to jest frustrujące. Właśnie to, że narrator ma ograniczone kompetencje poznawcze, mimo że mamy do czynienia z narracją trzecioosobową.
QUOTE
pierwotny obraz powieści, która sama w sobie jest zamkniętą całością.

Tylko że zbyt wiele rzeczy jest enigmatycznych i się nie wyjaśnia. Przecież autor mógł napisać powieść w taki sposób, że Winston nie dowiedział się tylu istotnych rzeczy, ale czytelnicy się dowiedzieli. A jednak wybrał opcję, według której czytelnicy mają wiedzieć tylko tyle, ile główny bohater, i nic więcej.
*



Odkopuję trochę.

Nie, nie mógł tak napisać. Wszechwiedzący narrator i wszechwiedzący czytelnik byliby sprzeczni z tą książką. Dzięki takiej narracji czytelnik czuje się jak trybik w tej maszynie. Większa wiedza zmieniłaby odbiór. Tak samo jest w innych powieściach pokazujących małość człowieka wobec systemu. Można poczytać Zajdla, też stosuje ograniczenie wiedzy. A Proces Kafki? Przez wiedzę zyskujemy władzę, a tutaj chodzi o pokazanie małości człowieka, że nie liczy się. Ktoś inny steruje jego życiem. Nie ma wiedzy, poza tą, którą dostarcza mu system.

A, Orwell był raczej anarchistą, niż socjalistą. Lewicowość, ale jednak inna. Ważny był pierwiastek wolności. Wolność jako pierwsza, równość wynika z wolności, a nie jest jakimś samodzielnym bytem.
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #58

     
petroCPN SA
 

V ranga
*****
Grupa: Użytkownik
Postów: 720
Nr użytkownika: 104.458

Stopień akademicki: doktor
Zawód: wyk³adowca
 
 
post 22/01/2020, 6:51 Quote Post

QUOTE(Filipdan @ 28/07/2016, 19:20)
Rok 1984 czytałem jeszcze w wydaniach z tzw trzeciego obiegu, ksera książek ale szło to jak przysłowiowe ciepłe bułeczki.
*


Ja po raz pierwszy słuchałem. W odcinkach. Na falach Radia Wolna Europa.

Jeszcze za starego ustroju czytałem artykuł odnoszący się do jakiejś okrągłej orwellowskiej rocznicy. Czytałem go na łamach katowickiej "Trybuny Robotniczej", organu KW PZPR. Autor powoływał się zresztą na artykuł z "Prawdy" czy innych "Izwiestii" (a może z "Argumientaw i Faktaw"? Już nie pamiętam). Zatem w sowieckim źródle oraz w "Trybunie Robotniczej" udowadniano czarno na białym, iż ideolodzy z Zachodu po prostu wstydzą się przyznać, iż tak naprawdę "1984" jest metaforycznym obrazem Zachodu właśnie. Co upływ czasu od pierwszego wydania - dobitnie udowodnił!

Oczywiście partyjni dziennikarze nawet nie próbowali odpowiedzieć na jedno proste pytanie: na czym to polega, iż literacka krytyka Zachodu jest do nabycia w każdej księgarni na Zachodzie (i każdy czytelnik sam sobie może wyrobić własny osąd o czym to jest), natomiast na Wschodzie - co najwyżej w Jugosławii . . . i nigdzie indziej? Przecież jeśli jakiś pisarz "stamtąd" krytykuje kapitalizm i imperializm - to nic tylko go wydawać!

Ten post był edytowany przez petroCPN SA: 22/01/2020, 8:36
 
User is offline  PMMini Profile Post #59

4 Strony « < 2 3 4 
2 Użytkowników czyta ten temat (2 Gości i 0 Anonimowych użytkowników)
0 Zarejestrowanych:


Topic Options
Reply to this topicStart new topic

 

 
Copyright © 2003 - 2019 Historycy.org
historycy@historycy.org, tel: 12 346-54-06

Kolokacja serwera, łącza internetowe:
Uniwersytet Marii Curie-Skłodowskiej