Witaj GOŚCIU ( Zaloguj się | Rejestracja )
 
2 Strony  1 2 > 
Reply to this topicStart new topicStart Poll

> Działalność aparatu bezpieczeństwa PRL, Kary cielesne i psychiczne
     
dlspicy
 

IV ranga
****
Grupa: Użytkownik
Postów: 491
Nr użytkownika: 35.424

 
 
post 20/05/2008, 13:31 Quote Post

Drodzy historycy.
Ciekawym zagadnieniem z dzialalności UB i SB są kary jakie stosowali podczas przesłuchań i nie tylko. Interesują mnie w tym względzie wszystkie rodzaje represji np. bicie, budzenie w nocy itp. Przede wszystkim chciałbym poznać odpowiedź na pytanie: w jaki sposób ich dokonywali?
Proszę o wszystkie przykłady jakie są Wam znane. Za wszystkie dziękuję.
Pozdrawiam.
 
User is offline  PMMini Profile Post #1

     
tomekzurawik
 

Nowicjusz
Grupa: Użytkownik
Postów: 8
Nr użytkownika: 43.175

 
 
post 20/05/2008, 16:54 Quote Post

1. miaźdżenie palców stóp(wskakiwanie palcami na stopy)
2. kopanie nóg i korpusu ciała
3. kucie szpilką i stalówką
4. siedzenie na kancie stołka
5. siedzenie na śrubie, która rani odbytnicę
6. gimnastyka - przysiady aż do omdlenia
7. zmuszanie do niespania przez okres 7 - 9 dni, droga budzenia uderzeniami w twarz
8. przypalanie: rozrzażonym papierosem okolic oczu i ust, płomieniem - palców obu dłoni, miażdżenie palców obu rąk miedzy ołówkami
Tych kar było naprawde bardzo dużo.Zaczerpnąłem ten fragment z książki Henryka Pająka: Rządy zbirów 1940 -1990.
 
User is offline  PMMini Profile Post #2

     
swatek
 

Czekam na Króla
*******
Grupa: Użytkownik
Postów: 2.555
Nr użytkownika: 7.721

 
 
post 20/05/2008, 17:36 Quote Post

QUOTE
Droga krzyżowa Jacka Żaby

To był gest rozpaczy. W nocy z 12 na 13 grudnia 1985 r. Jacek Żaba pomagał Kazimierzowi Krauze, kierowcy krakowskiego MPK, szeregowemu działaczowi KPN i „Solidarności”. Przecięli paski klinowe w stojących w zajezdni 30 autobusach, żeby rano nie mogły wyjechać w trasę. Mieli nadzieję, że w ten sposób zwrócą uwagę na rocznicę stanu wojennego.
Okoliczności im sprzyjały – w całym kraju paski klinowe były towarem deficytowym.


http://swkatowice.mojeforum.net/czy-byly-e...mat-vt4697.html
 
User is offline  PMMini Profile Post #3

     
Kiełbasowicz
 

I ranga
*
Grupa: Użytkownik
Postów: 29
Nr użytkownika: 46.314

sks
 
 
post 18/06/2008, 17:28 Quote Post


Wystawa "Twarze lubelskiej bezpieki"




Przez całe wakacje w sali wystawienniczej Instytutu Pamięci Narodowej w Lublinie obejrzeć można świeżo otwartą wystawę pt. "Twarze lubelskiej bezpieki". To ważna ekspozycja dotycząca m.in. kolebki komunistycznego aparatu represji w Polsce. W tzw. Polsce Lubelskiej formowały się na sowiecką modłę służby stosujące terror jako podstawę nowego porządku społecznego.

Ukrywanie przez lata prawdy o tamtych czasach sprawia, że często można jeszcze usłyszeć pogląd, iż Polskę podbili w 1939 r. hitlerowcy, a wyzwoliła w 1945 r. Armia Czerwona. Nic dziwnego, skoro nawet telewizja publiczna wznawia co chwilę propagandowy serial "Czterej pancerni i pies" czy przygody agenta NKWD o pseudonimie J-23. Tymczasem prawdę o tym, co przyniosło Polakom to "wyzwolenie", ukazują odkrywane dopiero dziś komunistyczne zbrodnie.

Twarze ober-ubeków
- Wystawa służy temu, żeby wymazywać kolejne białe plamy z najnowszej historii Polski - przedstawia założenia ekspozycji dr Sławomir Poleszak, jeden z jej twórców. - Ukazało się już co najmniej kilkadziesiąt książek, kilkaset artykułów naukowych, które dotyczą badań nad aparatem represji w Polsce Ludowej. Natomiast zawsze musimy pamiętać, że za konkretne działania, za konkretne decyzje, za konkretne zbrodnie odpowiadają konkretni ludzie. To są właśnie ci ludzie, którzy w latach 1944--1990 pełnili kierownicze funkcje w aparacie bezpieczeństwa.
Wystawa przygotowana przez pracowników Okręgowego Biura Edukacji Publicznej IPN w Lublinie koncentruje się na najwyższych w hierarchii służbowej funkcjonariuszach lubelskiej bezpieki. Pokazano wizerunki i przebieg służby 52 czołowych przedstawicieli wojewódzkich struktur resortu bezpieczeństwa. Znalazły się tu zdjęcia i informacje na temat szefów i zastępców szefa Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego, komendantów i zastępców ds. bezpieczeństwa Milicji Obywatelskiej w Lublinie, a także szefów i zastępców szefa Wojewódzkiego Urzędu Spraw Wewnętrznych. Zaprezentowano również sylwetki naczelników wydziałów SB odpowiedzialnych za największe represje wobec społeczeństwa.
- Ludzie ci odpowiadali za różne operacje, pozyskiwanie tajnych współpracowników, doprowadzanie do zdrad. Oni spotykali się z tajnymi współpracownikami, kreślili dokładne plany, co agenci mają robić, by pozyskać zaufanie najbliższego otoczenia, by wprowadzić w potrzask oddział partyzancki, czy rozpracować swoich najbliższych kolegów - wskazuje dr Poleszak. - Ci ludzie przestają być anonimowi dla szerszego grona odbiorców, mają konkretne twarze, nazwiska i przebieg służby. Wiemy, za jakie czyny odpowiadali, kierując podległymi sobie placówkami.

Weszli w buty gestapo
Resort bezpieczeństwa komunistycznej Polski był jedną z najwcześniej zorganizowanych agend Polskiego Komitetu Wyzwolenia Narodowego (PKWN), co świadczy o jego kluczowej roli w powstającym systemie władzy. Grupa założycielska pod komendą kpt. Kazimierza Sidora pojawiła się w Chełmie już 22 lipca 1944 roku. Po trzech dniach przybył szef resortu Stanisław Radkiewicz w towarzystwie dwóch oficerów NKWD - ppłk. Bielajewa, doradcy do spraw organizacyjnych, i ppłk. Szklarenki, łącznika z NKWD. Faktycznym ośrodkiem decyzyjnym, a także panem życia i śmierci na "wyzwolonych" ziemiach polskich stało się NKWD wspierane przez zawsze lojalne struktury Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego. Sytuacja ta została "zalegalizowana" przez bezprawne i zbrodnicze porozumienie PKWN zawarte z rządem ZSRS 26 lipca 1944 roku.
Po błyskawicznym zorganizowaniu centrali resortu "bezpieczeństwa" rozpoczęto tworzenie sieci placówek terenowych na obszarach zajmowanych przez Armię Czerwoną. I tak na początku sierpnia powstał pierwszy Wojewódzki Urząd Bezpieczeństwa Publicznego w Lublinie, we wrześniu - w Rzeszowie i Białymstoku, w połowie listopada - w Sandomierzu, a pod koniec listopada - WUBP dla województwa warszawskiego.
Gdy Armia Czerwona rozpoczęła w 1945 r. ofensywę styczniową, resort liczył już 2500 funkcjonariuszy gotowych u boku NKWD do pacyfikacji polskiego podziemia niepodległościowego i sterroryzowania społeczeństwa. Od początku w strukturze resortu najważniejszy był wydział operacyjny zajmujący się likwidacją podziemia niepodległościowego, uznawanego przez komunistów za wroga numer jeden.
Na lubelskiej wystawie obejrzeć można twarze ludzi, którzy organizowali niejako od podstaw lubelski aparat represji. Jednym z priorytetowych działań było uruchomienie całej sieci więzień i katowni, często w oparciu o infrastrukturę pozostawioną przez gestapo. Symbolem ciągłości hitlerowskiej i sowieckiej okupacji Polski stało się więzienie na Zamku Lubelskim i baraki obozu koncentracyjnego na Majdanku, opuszczone przez Niemców i natychmiast zajęte przez komunistów.
Pierwszymi kierownikami wojewódzkiego UB w Lublinie byli kolejno: Henryk Palka, Teodor Duda i Stanisław Szot. W swojej błyskawicznej karierze Ukrainiec Duda kierował do 1953 r. wojewódzkimi urzędami bezpieki w Lublinie, Rzeszowie, Krakowie i Łodzi. Nie da się dziś policzyć, ilu polskich patriotów zginęło w tym czasie w tych katowniach.
Następca Dudy w Wojewódzkim Urzędzie Bezpieczeństwa Publicznego w Lublinie Stanisław Szot 14 listopada 1944 r. podpisał zbrodniczy rozkaz o przekazywaniu żołnierzy Armii Krajowej i Narodowych Sił Zbrojnych "aresztowanych za działalność przeciw PKWN i Armii Czerwonej, a którzy z różnych względów nie mogą być sądzeni", a więc bez dowodów winy, w ręce NKWD. "Ile i kogo konkretnie z aresztowanych wydać, należy uzgodnić na miejscu z przedstawicielem Armii Czerwonej" - pisał w haniebnym rozkazie Szot.
Stanisław Szot nie poczuwa się do jakiejkolwiek winy za wydawane wówczas decyzje. Mało tego, jeszcze niedawno bywał zapraszany przez środowiska - jak na przykład Towarzystwo Przyjaciół Ostrowa Lubelskiego - dla których czas zatrzymał się w latach 80. ubiegłego wieku, do wygłaszania historycznych wykładów dla młodzieży!

Uczniowie NKWD
Jedną z bardziej krwawych postaci pokazanych na lubelskiej wystawie jest Mikołaj Lachowski, "absolwent" kujbyszewskiej szkoły NKWD, który na czele powiatowego UB w Zamościu zwalczał podziemie niepodległościowe na Zamojszczyźnie.
Na początku sierpnia 1944 r., a więc po upływie niespełna dwóch tygodni od przyjęcia napisanego w Moskwie "manifestu lipcowego", pierwszych 130 specjalnie wyszkolonych w szkole NKWD w Kujbyszewie funkcjonariuszy bezpieki rozpoczęło działalność na terenie Polski. W tym samym czasie na Wschód "po naukę" ruszyła kolejna, licząca już 180 osób, grupa przyszłych ubeków. "Kujbyszewiacy" byli najważniejszą grupą wśród pracowników resortu. Nosili specjalne mundury podkreślające ich związki z Sowietami. Odznaczali się też sowiecką bezwzględnością i okrucieństwem.
Gdy 3 lutego 1945 r. w Zarzeczu na Zamojszczyźnie Lachowski serią z pepeszy zastrzelił zatrzymanych na przyjęciu weselnym trzech członków Batalionów Chłopskich - Czesława Byka, Jana Kawalę i Eugeniusza Burcona, tak wyjaśniał tę zbrodnię: "W tej wsi w biały dzień zastrzelili jednego z naszych. Ja sobie przyrzekłem, że za to zabiję dziesięciu".
Pod osobistym dowództwem Lachowskiego zbrodnicze działania zamojskiego UB nabrały tempa. Pod jego osobistym kierownictwem 18 kwietnia 1945 r. przeprowadzono wspólną polsko-sowiecką akcję przeciwko żołnierzom AK w Łabuńkach pod Zamościem, zabijając 9 osób. Dwa dni później nastąpiła wielka obława NKWD, Urzędu Bezpieczeństwa, Ludowego Wojska Polskiego w okolicach Szczebrzeszyna.
"Akcję przeprowadzono w sposób bestialski, zabijając 7 osób i raniąc kilkanaście. Dwu osobom psy rozerwały brzuchy, powodując przez to ich śmierć" - donosiło konspiracyjne pismo "Zerwijmy pęta".
O masowych pacyfikacjach polskich wsi na Lubelszczyźnie donosił rządowi polskiemu w Londynie w depeszy z 7 maja 1945 r. Stefan Korboński. "Pacyfikacja przy użyciu czołgów i samolotów objęła powiat Włodawa" - pisał Korboński. "Walki z otaczanymi i broniącymi się oddziałami leśnymi pod Wolą Wereszczyńską (Chełm), Wólką Kańską, Wojnikami, Siedliszczem (Krasnystaw), obławy całymi gminami Hrubieszów, walka koło Miętkiego (Zamość) i Biłgoraj - dwie walki. Z ludności cywilnej w powiecie Zamość i gminie Sułów aresztowano 64, zabito 3; w gminie Radecznica aresztowano 27, zabito 3, Zwierzyniec - aresztowano 45, zabito 8; w Łabuni aresztowano 40, zabito 9; Turobin - aresztowano i zabito 23. 18 kwietnia rozstrzelano w Siedlcach 24 przygodnie złapanych mężczyzn...".
Na wystawie można przyjrzeć się twarzom innych uczestników tamtych wydarzeń jak np. Bronisława Gallanta, szefa powiatowej bezpieki w Biłgoraju w latach 1945-1948. Lachowski w 1957 r. wyjechał do ZSRS, Gallant spoczywa w alei zasłużonych na głównej lubelskiej nekropolii.

Walka z Kościołem
Po rozprawieniu się komunistów z podziemiem niepodległościowym przyszła kolej na Kościół. Na lubelskiej wystawie można zobaczyć jednego z prominentnych wykonawców antykościelnej polityki władz PRL gen. Czesława Wiejaka. Inteligentny, po studiach i szeregu specjalistycznych szkoleniach, jak Kurs Przeszkolenia Oficerów BP w Katowicach, Roczna Szkoła Oficerów Centrum Wyszkolenia MBP w Legionowie czy Kurs Doskonalenia Kadr Kierownictwa SB MSW, został skierowany do kluczowego dla komunistów zadania, jakim było rozbijanie polskiego Kościoła.
Przedstawiona przez organizatorów wystawy charakterystyka Wiejaka nie pozostawia wątpliwości, że był cenionym funkcjonariuszem. "Dokonał osobiście 5 pozyskań tajnych współpracowników o dużych możliwościach operacyjnych... Posiada dar nawiązywania rozmów, podtrzymywania tematu i kierowania dyskusją w rozmowach z księżmi i w czasie spotkań z TW" - pisali o nim przełożeni. Awansowany do stopnia podpułkownika, na wystawie przedstawiony jest w galowym mundurze z piersią pokrytą medalami i odznaczeniami.
Mimo takich predyspozycji i specjalistycznego przygotowania porażką zakończyła się np. próba werbunku przez Wiejaka w 1962 r. jako tajnego współpracownika ks. Waleriana Słomki, późniejszego wybitnego profesora teologii duchowości z KUL. Szanse "pozyskania go do współpracy" Wiejak, wówczas starszy oficer operacyjny Wydziału III, widział w fakcie, "iż bardzo zależy mu na wyjeździe do Włoch z uwagi na przygotowania do habilitacji".
Po kilku rozmowach z ks. Słomką Wiejak raportował: "Zachowanie się wymienionego i ton rozmowy wskazują na to, że pozyskanie go jest niemożliwe i że nie zrezygnuje on z aktywności duszpasterskiej. W tej sytuacji zachodzi potrzeba zrealizowania przedsięwzięć, które utrudniłyby mu awans naukowy i skompromitowałyby go jako kapłana".
Czesław Wiejak pracował w strukturach UB, SB i WSW do 1990 roku. Od 1981 r. był zastępcą szefa SB w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych.

Tych oczu nie zapomnę
Zdaniem historyków z lubelskiego IPN, dzięki wystawie ludzie komunistycznego aparatu represji przestali być anonimowi, mają konkretne twarze, imiona, nazwiska, przebieg kariery zawodowej. Jednak nieomal wszyscy z przybyłych na otwarcie wystawy kombatantów i osób represjonowanych nie byli w stanie przypomnieć sobie żadnej z pokazanych twarzy.
- Najpierw trzymali mnie na Szopena, a potem wywieźli do Kraśnika i tam dopiero wałkowali. A tu ubeków kraśnickich nie ma - mówi Marian Pawełczak, ps. "Morwa", partyzant z oddziału Hieronima Dekutowskiego "Zapory". - Zresztą i nazwiska ich zapomniałem. Dobrze pamiętam tych siepaczy, strażników z więzienia we Wronkach. Najgorsi byli ci, co z Francji przyjechali, bo chyba mścili się na nas za swoją głupotę, że zamienili kapitalistyczną Francję na komunistyczną Polskę.
- Po tylu latach twarzy się już nie pamięta, ale ich oczy, spojrzenie - tak, stale mi towarzyszą. To są oczy ludzi na tych zdjęciach - mówi pani Karolina Krzysztoń z domu Bożek, przewodnicząca Stowarzyszenia Żołnierzy Oddziałów Partyzanckich Okręgu Lubelskiego "Wolność i Niezawisłość", która w 1949 r. jako 19-letnia dziewczyna została skazana za pomoc oddziałom partyzanckim WiN Antoniego Saneckiego "Piata" i Piotra Smagały "Sroki" na pięć lat więzienia. - To byli tacy kaci, że jak bili, to na zmianę, jeden się zmęczył, to zastępował go drugi. Ustawiali nas na stójce, a w tym czasie jedli. Staliśmy tak godzinami, nogi popuchnięte. Jak się człowiek ruszył, to wstawał taki od stolika, podchodził, skopał i wracał na miejsce. Tych oczu, spojrzeń nie da się zapomnieć - opowiada wzruszona kobieta.
- Ze swoich oprawców żadnego nie poznaję - mówi sędziwy Marian Chmielewski, skazany w 1947 r. na 15 lat więzienia, a w 1952 r. na drugie 15 lat. - Dwóch sędziów mnie sądziło na Zamku w Lublinie za przynależność do Armii Krajowej. U "Zapory" byłem.
Okazuje się jednak, że pan Marian dobrze zna niektórych wysokich funkcjonariuszy resortu z ostatnich lat PRL.
- Pracowałem w spółdzielni mieszkaniowej LSM, dlatego znam tych wszystkich dygnitarzy - mówi. - Powinno się im zabrać te uprzywilejowane emerytury po 7 tys. zł i więcej, a pozostawić 600 zł, żeby mieli na życie. Choć i na to nie zasłużyli, dosyć w życiu nakradli - dodaje.

Oni mają się za dobrze
Wielu kombatantów i represjonowanych wyrażało rozczarowanie, że nie spotkali na wystawie oficerów SB, z którymi mieli osobisty kontakt, a jedynie kadrę dowódczą resortu bezpieczeństwa.
- W latach 80. siedziałem w więzieniu w Hrubieszowie i wiem, że nie było tak tragicznie jak w latach stalinowskich, ale chciałbym tu zobaczyć funkcjonariusza, który nachodził mnie do 1989 r. - mówi Wojciech Zerndt, który w 1982 r. został skazany na półtora roku więzienia, a obecnie jest członkiem Stowarzyszenia Represjonowanych w Stanie Wojennym. - Uważam, że ta wystawa jest za wygodna dla funkcjonariuszy z lat 80. Bo ubecy z lat 40. i 50. już nie żyją albo stoją nad grobem, a ci mają się dobrze, biorą ogromne pieniądze. W 1987 r. zniszczyli mnie finansowo, bo nie dostałem zezwolenia na prowadzenie działalności rzemieślniczej. To był czas, kiedy Kuroń prowadził rozmowy z władzami na temat Okrągłego Stołu.
- Ci ludzie niszczyli innych, nasze rodziny, społeczeństwo, dlatego ta wystawa powinna stanąć na placu Litewskim w centrum Lublina - postuluje Wojciech Zerndt. - Ludzie "Solidarności", a zwłaszcza z naszego stowarzyszenia, przypilnowaliby jej w nocy. Sam deklaruję taki dyżur - dodał.
- Wystawa przyjęła taki kształt, aby mogła przez kilka lat być wystawiana w wielu miastach Lubelszczyzny - tłumaczy dr Rafał Wnuk, naczelnik Biura Edukacji Publicznej lubelskiego IPN.
Ekspozycja w sali wystawienniczej lubelskiego IPN na ul. Szewskiej potrwa do końca sierpnia br. Powinna stanowić jeden z żelaznych punktów letniego zwiedzania Lublina, gdzie ponad 60 lat temu rodził się komunistyczny aparat represji w Polsce. Wstęp bezpłatny.
 
User is offline  PMMini Profile Post #4

     
dlspicy
 

IV ranga
****
Grupa: Użytkownik
Postów: 491
Nr użytkownika: 35.424

 
 
post 21/06/2008, 13:23 Quote Post

Drogi Kiełbasowicz.
Dziękuję za post i za informację o wystawie. Mogę tylko powiedzieć, że żałuję że nie będę jej mógł zobaczyć. Szkoda, że wystawy z poszczególnych miast nie krążą po całej Polsce.
Pozdrawiam.
 
User is offline  PMMini Profile Post #5

     
lucyna beata
 

niespotykanie spokojny bieszczadzki troll
*******
Grupa: Użytkownik
Postów: 2.245
Nr użytkownika: 43.086

Lucyna Psciuk
Zawód: przewodnik
 
 
post 21/06/2008, 13:53 Quote Post

Została wydana książka "Twarze bezpieki w Polsce południowo-wschodniej 1944-1990 Informator personalny obsada stanowisk kierowniczych UB I SB" IPN Oddział w Rzeszowie.
W ub roku była wystawa obok Muzeum Historycznego w Sanoku o tym samym tytule.
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #6

     
gryfita23
 

IV ranga
****
Grupa: Użytkownik
Postów: 343
Nr użytkownika: 35.103

Stopień akademicki: mgr
 
 
post 21/06/2008, 18:23 Quote Post

Głodzenie a następnie podawanie do jedzenia mocno posolonego śledzia... a do picia dawli wrzątek w kubku który przeciekał od spodu ( była tam dziura, aby woda się nie wylała więzień musiał palcem zatykać dziurę), więzień miał bardzo mało czasu na zjedzenie tej ryby.... To było stosowane głównie na początku okresu działalności UB...
 
User is offline  PMMini Profile Post #7

     
Bartłomiej Rychlewski
 

naczelny opluwacz , wróg ludzkości postępowej
*******
Grupa: Użytkownik
Postów: 2.116
Nr użytkownika: 7.736

Stopień akademicki: mgr nauk tajemnych
Zawód: prawnik oprawca
 
 
post 23/06/2008, 17:28 Quote Post

Witam. Wrzucam fragmenty relacji, w posiadaniu których jestem . Może się przydadzą :

Antoni Gwiazdowski ps. ,,Wrzawa:

Ubeki wrzeszczą : ,,Dość s..synu kręcenia, przyznawaj się”
Panafiłow gada : ,, No i pocziemu ty zanimałsia takimi chujowymi dziełami ?”
Szysz : ,,Ty s..synie, bandziorze ja jeszcze w życiu nikogo nie uderzyłem” i bach mnie z jednej i z drugiej strony. Po nim doskoczył Przekop i też lu mnie w łeb. No i wzięli mnie w obroty wszyscy na raz. Dwa zęby mi wtedy wybili i pokancerowali nieźle całego - twarz jak befsztyk miałem, jak jadłem to mi policzki pękały. Jak wywozili mnie do Białegostoku, gdzie miało być dodatkowe śledztwo to wrzucili nas do samochodu z niskimi burtami, na podłogę, posadzili nas między swoje nogi w dwa rzędy, ręce drutem telefonicznym powiązane. Przechodził akurat ten major Panafiłow i kazał mnie cofnąć i podwójną porcję jedzenia dać i przychodził jakiś weterynarz i smarował mnie maściami, żeby mi wygląd poprawić. Tydzień czy więcej tak mnie naprawiali, a potem do sądu, już nie na śledztwo, tylko po wyrok – 9 lat dali, cztery amnestia zdjęła.

Franciszek Dziekoński ps.,,Puszczyk" :

Jak U.B. rewizję zrobiło to wszystko znaleźli i mieli nas jak na patelni podanych. Potem prowadzał jeszcze ubeków. Załadowali mnie na sanie, razem ze mną Bujnickiego z Kukowa, Olszewskiego, Staśka Słowikowskiego. Zawieźli mnie do Olecka i zaczęli się ze mną bawić, a tak się bawili , że na tyłku i na łydkach i udach to mi mięso odchodziło. Jeden siadał na nogi, drugi na głowę i jak docisnęli to człowiek ledwo dychał. Najgorszy był oprawca taki Bronisław Pyślak, co na niego ,,Siemiaszko” wołali. Lał mnie kablem , kłonicą i bykowcem. No i tak trzy miesiące to trwało. Ja nic nie powiedziałem, na mnie aresztowania się skończyły. Potem na sąd do Białegostoku, tam dali mi 15 lat. W więzieniu z Dobko się spotkałem w czerwcu, czy lipcu to było. Dwa tygodnie razem siedzieliśmy i jeden drugiego nie poznawał takie zbite i wychudzone byliśmy. Mnie się często z głodu słabo robiło, a nogę to w łydce i w udzie prawie taką samą miałem. Wreszcie Dobko podszedł i mówi : ,,Skąd Pan?” ,,Z suwalskiego” ,,A z jakiej wsi ?” ,,Z Płociczna” i ja go po głosie dopiero poznał.

Jan Kowalewski ps. ,,Wiewiórka" :

Aresztowali mnie w polu jak robiłem 14 czerwca 1950 roku. Przyszło po mnie dwóch kabewiakóew a w obejściu już ubowcy rządzili. Podrzucili mi i broń i słuchawki od radia. Śledztwo prowadził Stachowiak. Podczas przesłuchań byłem wielokrotnie bity- w pięty, po głowie, po twarzy, po kręgosłupie, miałem wybity ząb. Przetrzymywali mnie w piwnicy na gołym betonie bez koca i bez siennika. Siedziałem w tym co mnie wzięli, a ubranie bardzo często miałem mokre od wody, którą mnie polewali jak mdlałem podczas przesłuchania

Józef Dzienis ps. ,,Wróbel" :

No i tak stałem jak mnie wzięli w ubraniu przy piecu, potem przyszła noc, do ustępu puścili to się napiłem, ale głodny stoję dalej. W nocy się ubeki zmienili. Przyszedł nowy, siada i pisze : ,,Opowiadaj, co było na weselu, co jedli, co pili, kto milicjanta nabił” i tak w kółko. Ja mówię, że nie wiem, bo w innej izbie byłem, że nie widziałem, nie słyszałem. No i tak mnie przez tydzień trzymali i maglowali. Oni się zmieniali, a ja stałem, nogi mi popuchły. Nie powiem trafili się między nimi i tacy, co pozwolili usiąść, odpocząć i tylko jak kto się zbliżał to wstawać kazali.

Stanisław Masal ps. ,,Kora" :

Zabrali do Suwałk na U.B. Tam na korytarzu aż ciemno od ludzi aresztowanych. Wszystkich nas postawili pod ścianami, twarzą do muru, a sami środkiem latali i bili. Na korytarzu spędziłem cały dzień, a jeszcze wszystkie drzwi i okna pootwierali żeby nam za ciepło nie było. Potem zaczęło się spisywanie : Imię, nazwisko, skąd kto pochodzi i tak dalej. Zachciało mi się do ustępu. Przyszło dwóch i sprowadzili mnie na dziedziniec. Jak wyszedłem to zaczęli mnie bić karabinami i krzyczeli : ,,Czekaj, ty taki owaki, już więcej srać nie będziesz potrzebował, bo cię tu zatłuczemy, już stąd nigdy nie wyjdziesz” . Ja nie wiem skąd u tych ludzi było tyle nienawiści do drugiego człowieka, oni chyba musieli wcześniej w gestapo pracować, bo na każdym kroku bili i poniżali i byli w tym dobrze wyszkoleni. Na przykład na początek wrzucali do takiej celi, w której roiło się od wszy i trzymali tylko tyle czasu, żeby te wszy człowieka oblazły. Bicie było wszędzie, bili korytarzowi jak prowadzili na przesłuchania i jak odprowadzali, mieli takie pyty z kabla i nimi bili i kopali. Mnie najbardziej katował Strzyżykowski. Jak mnie przyprowadzali do niego to od razu, na powitanie dostawałem, a potem pytał i bił sam albo kazał bić innym. On nie bił rękami, miał taką taktykę : Bił w głowę pasem z pistoletem w kaburze, a jak zasłaniałem głowę rękami to kopał w żołądek. Jak padłem na ziemię to jeszcze kopał i tym pasem okładał. Jak traciłem przytomność to wodą z wiadra polewał, do kąta stawiał i stój tak człowieku, a nie rusz się bo bicie. Potem znów pytał i znów bił . Z przesłuchań to albo na czworakach wracałem, albo mnie przyciągali nieprzytomnego i wrzucali do celi. Cela zimna, śmierdząca, bo przecież myć się nie dali i podłe jedzenie – jeden chleb na osiem osób na dobę, na obiad pół litra zupy, co jej pies by dzisiaj nie zjadł i litr kawy. Jak kto był w porze wydawania posiłku po za celą, to jak koledzy nie zostawili, to o głodzie siedział. Tak siedziałem trzy przeszło miesiące. Razem ze mną siedzieli : Bazyk z Sejn; Jatkowski z Michnowca; Bronisław Radzewicz z Sejn; Kazimierz Kapp z Sejn; Janek Dębski z Krasnopola; Myszczyński i Siergiej z Krasnopola ( oni zostali skazani na śmierć). Strzyżkowski powiedział mi, że kończy śledztwo i mam przed sądem mówić co on każe to może 5 lat dostanę a nie to będzie źle. Ja mu przytakiwałem ,bo jak zmiłowania tego sądu wypatrywałem. No i dali mnie do więzienia do Suwałk. Tam warunki były lepsze, bo nas odwszyli i nie bili. Potem w nocy mnie wzięli i nie wiem do dziś czy to był sąd już, czy przesłuchanie, czy dostałem wyrok, czy nie , bo było to tak : Wprowadzili mnie do sali na drugim piętrze. Tam stał stół i siedziało chyba ze czterech oficerów naszych i ruskich i oczywiście mój kat Strzyżykowski. Pytają mnie czy się przyznaję , a ja mówię, że nie . Strzyżykowski, jak usłyszał, że zaprzeczam to furii dostał. Nie pamiętam czy pod stołem przelazł, czy przez stół przeskoczył, ale za chwilę był przy mnie. Nie miał pod ręką żadnej pały żeby mnie walnąć to złapał taką listwę, której oni jako linijki używali jak rubryki do protokołu robili i dawaj mnie tą linijką okładać. Połamał ją na mnie i wtedy jeden z tych Ruskich mówi : ,, Ot durak, linijkę zepsuł, to czym my teraz kreślić będziemy”. Strzyżykowski wtedy zdjął pasa i tak mnie nim zaprawił, że do celi przynieśli mnie nieprzytomnego i do dziś na lewe ucho nie słyszę.


Więcej ?


 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #8

     
porze
 

III ranga
***
Grupa: Użytkownik
Postów: 244
Nr użytkownika: 41.181

Pawel P
Stopień akademicki: dr
Zawód: funkcjonariusz
 
 
post 24/06/2008, 9:08 Quote Post

QUOTE
i do dziś na lewe ucho nie słyszę.


Jedna z powszechniejszych tortur (tak byłoby to kwaliifikowane w świetle praw człowieka) polegała na dwustronnym uderzeniu otwartymi dłońmi w małżowiny uszne. Po takim zabiegu uderzona osoba jest ogłuszona i obezwładniona a w zasadzie nie ma widocznych obrażeń. Ewentualny wypadek przy pracy polegał na pęknięciu błony bębenka. Inna tortura polegała na przykuciu tyłem kajdankami do jakiejś rury w taki sposob, żeby było za wysoko na kucnięcie a za nisko na wyprostowanie nóg (tzw "krzesełko". Wtedy jedyne obrażenia jakie zostawały wyglądaly jak zwykłe obtarcie nadgarstków kajdankami. Długotrwałe zbyt mocne zapięcie klamry kajdanek też jest torturą, ktorą można usprawiedliwić tym, ze kajdanki są samozaciskowe, wiec tak jakoś wyszło z winy samego skutego. Ja mam poważne wątpliwości czytając relacje o strasznych torturach (bicie bykowcem) które potem "podleczano" do tego stopnia, ze nic nie było widać, bo to jest sprzeczne z ustaleniami medycyny sądowej. Poddawana torturom osoba odbiera zagrożenie w specyficzny sposób, a potem ma silną potrzebę usprawiedliwienia się, zwłaszcza jeśli w wyniku tortur złożyła jakieś wymuszone zeznania. Inna sprawa, ze sądy mogły nie zwracać uwagi na najbardziej nawet widoczne obrażenia, albo tłumaczono je upadkiem ze schodów w czasie próby ucieczki a żaden lekarz sądowy nie bawił się w sprawdzenia takich tłumaczeń. Torturą jest też ingerowanie w zegar biologiczny poprzez wielodobowe zmusznie do aktywności bez przerwy na sen, człowiek utrzymywany bez snu przez kilka dób ma problemy z procesami myślowymi, odczuwa lęki, paranoje, rośnie jego wrażliwośc na ból fizyczny, podatność na sugestie. Torturami fizycznymi było ingerowanie w termikę organizmu, najbardziej przez wychładzanie w zimie. Tortury psychiczne polegały na poniżaniu pod pozorem przeszukania odzieży. Bardzo wyrafinowaną formą tym razem nieludzkiego traktowania było umieszczanie w jednej celi osób z bardzo róznych środowisk, w nadziei, ze przestępcy kryminalni będą znęcać się nad politycznymi. Co ciekawe osobny przepis penalizujący takie zachowania ze strony "klawiszy" pojawił się dopiero w nowym kodeksie karnym, gdyż ten z czasów PRLu nie przewidywał, by więzien podlegał szczególnej ochronie w kontekście przestępstwa znęcania.

 
User is offline  PMMini Profile Post #9

     
Bartłomiej Rychlewski
 

naczelny opluwacz , wróg ludzkości postępowej
*******
Grupa: Użytkownik
Postów: 2.116
Nr użytkownika: 7.736

Stopień akademicki: mgr nauk tajemnych
Zawód: prawnik oprawca
 
 
post 25/06/2008, 23:46 Quote Post

porze napisał :Ja mam poważne wątpliwości czytając relacje o strasznych torturach (bicie bykowcem) które potem "podleczano" do tego stopnia, ze nic nie było widać, bo to jest sprzeczne z ustaleniami medycyny sądowej. Poddawana torturom osoba odbiera zagrożenie w specyficzny sposób, a potem ma silną potrzebę usprawiedliwienia się, zwłaszcza jeśli w wyniku tortur złożyła jakieś wymuszone zeznania.

Ja mam zaś poważne trudności w zrozumieniu tego fragmentu i celu w jakim go umieściłeś w swoim poście. Czy negujesz fakt bicia aresztantów , czy gojenia się obrażeń ?
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #10

     
porze
 

III ranga
***
Grupa: Użytkownik
Postów: 244
Nr użytkownika: 41.181

Pawel P
Stopień akademicki: dr
Zawód: funkcjonariusz
 
 
post 26/06/2008, 6:23 Quote Post

Pokazuje mechanizmy zniekształcania wspomnień pod wpływem stresu traumatycznego i silnej motywacji. Po co? A cholera wie po co. Ja z kolei mam wrażenia, że ocena skali zjawiska i stopnia okrucieństwa nie jest ważna, bo ma być, że bili i szlus.
 
User is offline  PMMini Profile Post #11

     
artifakt
 

Zwycięzca Cyferaków 2008
*******
Grupa: Użytkownik
Postów: 1.821
Nr użytkownika: 36.218

Maciej Komar
Stopień akademicki: mgr
Zawód: KAM
 
 
post 26/06/2008, 7:00 Quote Post

Słynne pale Andersa - stół odwracano do góry nogami i kazano więźniowi na niego siadać...
 
User is offline  PMMini Profile Post #12

     
Bartłomiej Rychlewski
 

naczelny opluwacz , wróg ludzkości postępowej
*******
Grupa: Użytkownik
Postów: 2.116
Nr użytkownika: 7.736

Stopień akademicki: mgr nauk tajemnych
Zawód: prawnik oprawca
 
 
post 26/06/2008, 16:11 Quote Post

QUOTE(porze @ 26/06/2008, 7:23)
Pokazuje mechanizmy zniekształcania wspomnień pod wpływem stresu traumatycznego i silnej motywacji. Po co? A cholera wie po co. Ja z kolei mam wrażenia, że ocena skali zjawiska i stopnia okrucieństwa nie jest ważna, bo ma być, że bili i szlus.
*



Świat nie zaczyna się i nie kończy na wiktymologii ( z całym szacunkiem dla tej zacnej nauki), nie mozna generalizować i na wszystko spoglądać z naukowego ( statystycznego) punktu widzenia . Ocena skali zjawiska i stopnia okrucieństwa poszczególnych funkcjonariuszy jest konieczna ot choćby dla uniknięcia zarzutu generalizowania i stosowania odpowiedzialności zbiorowej - na co często powołują się apogleci komunizmu. Myślałem że dla Ciebie to jasne.

ps. Zastanawiam się czy masz potrzebę toczenia dysput i komentowania wszystkiego , co przeczytasz ale zwracam uwagę, że twoja wypowiedź w tym temacie nic nie wniosła.
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #13

     
porze
 

III ranga
***
Grupa: Użytkownik
Postów: 244
Nr użytkownika: 41.181

Pawel P
Stopień akademicki: dr
Zawód: funkcjonariusz
 
 
post 26/06/2008, 17:55 Quote Post

QUOTE
Ocena skali zjawiska i stopnia okrucieństwa poszczególnych funkcjonariuszy jest konieczna ot choćby dla uniknięcia zarzutu generalizowania i stosowania odpowiedzialności zbiorowej - na co często powołują się apogleci komunizmu. Myślałem że dla Ciebie to jasne.


No właśnie to nie jest tak do końca, bo apologeci komunizmu (i nie tylko oni) zajmują się "stopniowaniem" zbrodniczości systemów w celu licytowania się, najczęściej w oparciu o liczbę ofiar i okrucieństwo praktyk, ale także "wyjaśnianie prawdziwych intencji" twórców systemu oraz wskazywanie "trudnych do uniknięcia" błędów i "koniecznych ofiar"


pewnie znowu nic nie wniosłem, ale warto rzeczy jasne wyjaśniać do końca
 
User is offline  PMMini Profile Post #14

     
Bartłomiej Rychlewski
 

naczelny opluwacz , wróg ludzkości postępowej
*******
Grupa: Użytkownik
Postów: 2.116
Nr użytkownika: 7.736

Stopień akademicki: mgr nauk tajemnych
Zawód: prawnik oprawca
 
 
post 26/06/2008, 18:45 Quote Post

QUOTE(porze @ 26/06/2008, 18:55)

No właśnie to nie jest tak do końca, bo apologeci komunizmu (i nie tylko oni) zajmują się "stopniowaniem" zbrodniczości systemów w celu licytowania się, najczęściej w oparciu o liczbę ofiar i okrucieństwo praktyk, ale także "wyjaśnianie prawdziwych intencji" twórców systemu oraz wskazywanie "trudnych do uniknięcia" błędów i "koniecznych ofiar"


pewnie znowu nic nie wniosłem, ale warto rzeczy jasne wyjaśniać do końca
*



Czym innym jest rzetelne opisywanie rzeczywistości, a czym innym jej komentowanie, nie mówiąc juz o ,,komentowaniu kreatywnym" lub nawet rozmywanie obrazu za pomocą zawiłych konstrukcji myślowych ubranych jeszcze w ,,trudnych słów garnitur". Ten drugi przypadek o tyle paskudny, bo stosowany przez ludzi wykształconych i ,,opiniotwórczych". Acha i jeszcze coś : trzeba się zdecydować w jakim kontekście i po co docieka się tej prawdy : bo dla prawdy historycznej i ew. wykorzystania procesowego trzeba rzecz rozpatrywać indywidualnie zaś dla dyskusji etyczno - filozoficznych ,,niekuniecnie"

Nie, nie wniosłeś nic nowehgo do tematu - ja też nie . Dlatego proponuję przenieść naszą dyskusję ( która sprawia mi perwersyjną przyjemność - he he) albo na priv, albo utworzyć nowy wątek dla dyskutantów z zacięciem społeczno - filozoficzno - historyczno - krasomówczym.
tongue.gif
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #15

2 Strony  1 2 > 
1 Użytkowników czyta ten temat (1 Gości i 0 Anonimowych użytkowników)
0 Zarejestrowanych:


Topic Options
Reply to this topicStart new topic

 

 
Copyright © 2003 - 2019 Historycy.org
historycy@historycy.org, tel: 12 346-54-06

Kolokacja serwera, łącza internetowe:
Uniwersytet Marii Curie-Skłodowskiej