Witaj GOŚCIU ( Zaloguj się | Rejestracja )
 
3 Strony  1 2 3 > 
Reply to this topicStart new topicStart Poll

> Robin Hood
     
bachmat66
 

vaquero
*******
Grupa: Użytkownik
Postów: 1.948
Nr użytkownika: 7.402

Dario TW
Stopień akademicki: Juris Doctor
Zawód: wolny
 
 
post 18/05/2010, 22:51 Quote Post

Salve,
wczoraj obejrzalem film Robin Hood http://www.robinhoodthemovie.com/ - wszedl an ekrany kin US w piatek ..


Zaczne od tego ze film nie jest historyczny.. ale przygodowy rzeczywiscie jest! .. z duza iloscia strzal choc Crecy et Poitiers wciaz sa daleko w 'przyszlosci' smile.gif .
Byc moze jest alegoria na to co sie dzieje w swiecie - powszechna utrata wolnosci aka 'my home is my castle.. no longer' - ale generalnie nie jest ani 'Gladiatorem' ani 'Braveheart'em, choc pewnie jest zapowiedzia serii filmow (franchise) o Robinie z Sherwood... takie kino jakie czasy, chcialoby sie rzece.

Robina zmieszano tutaj z Magna Carta (spisal ja pewien architekt, ojciec naszego Robina), krol Jan jest klamliwym a lekko zblazownaym 'tyranikiem ktory w bitwie zachowuje sie nieco jak kibol po meczu,' William Marshall jest ujezdzaczem koni i na swej zbroji ma naramiennki jak na polskich karacenach z XVII/XVIII wieku (albo zbrojach wloskich z warsztatu Negrolich), generalnie wiele helmow z zaslonami jakby z XVwieczenj Italii, a Francuzi na angielskich plazach nie maja kusz i zadnych choragwi, tylko dlugie tarcze i czasami wlocznie albo miecze. Podobal mi sie Robin z nadziakiem, co prawda w ostatniej bitwie jadacy konno Robin zapomnial zalozyc helm, wziasc tarcze, a napiersnik nosi prosto z arsenalu biznatyjsko-ruskiego z XII wieku choc wczesniej mial przepiekna kolczuge pod tunika, widocznie nie bylo mu wygodnie, kto wie? Zreszta nikt nie ujrzy rycerzy z pochylonymi kopiami, nie ma ataku hufcow, pocztow, sa jakby oddzialy albo gromady konnych ktorzy wlocznie albo kopie maja po to zeby je trzymac w reku, za to meicze sa tak smiercionosne ze az strach, nie mowiac o lukach walijskich ktore sa podbne rewolwerom, a na dodatek moga tez byc bronia snajperska - od tej strony wole Medieval Total War.


Podobala mi sie sceneria - film krecono w Walii bodajze, zdjecia wnetrz, uzycie swiatla, ale film nie ma tego specyficnzego klimatu ktory mial np 'Lord of the Rings' czy nieco juz stary serial angielski 'Robin Hood' z muzyka clannad ... wiec daje mu z 6 gwiazdek 3!...

Nota bene Szwedzki Arn (2 czesci) bije na glowe albo dwie ten filmik anglo-australijsko-amerykanski...

Poniewaz jezdza tam na koniach to troche o koniach - kon naszego Robina jest bylym koniem krola Ryszarda, siwy 'ogier' iberyjski (pewnie uzyto pare roznych zwierzat bo sie lekko roznia) a reszta jego 'rycerzy' jezdzi na roznego rodzaju Shire'ach.. wielkich, ale ladnie sie prezentujacych. Do scen gdzie graja glowne postaci , do stawania deba etc uzyto iberysjkich koni (wiadomo te grzywy i ogony eh), do innych fryzow, hunterow oraz rozne shire, plus jakeis tam kucyki angielskie na ktorych jedzie 'molodz drewniana' z Sherwood...
O broni i uzbrojeniu, rzedach etc szkoda sie wypowiadac, sa z bajek, i od Sasa do Lasa, ale jak wiemy jest to fantazja wiec jest ok, ujdzie smile.gif
Mamy Londyn niby sredniowieczny z Tower kamienna, ale juz Akry, Jeruzalem czy Paryza nie chcialo im sie 'rysowac' a szkoda. Krol Ryszard III jest buffonem i chyba lubi cupcakes, a brat Tuck jest pierwszych eksperyemntatorem z miodem pitnym mieszanym z bimbrem... niech zyja zakonnicy smile.gif

ps
Gdyby filmy o takiej tematyce (sredniowiecze, np o 'Zawiszy Czarnym' ) krecono w RP to bym sie bardzo cieszyl, bo wciaz ten film trzyma poziom...
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #1

     
Ryszard Lwie Serce
 

الشيطان
*******
Grupa: Użytkownik
Postów: 2.405
Nr użytkownika: 24.473

Zaurak
Stopień akademicki: magister iuris
Zawód: Mlot na Fiskusa
 
 
post 19/05/2010, 0:32 Quote Post

Właśnie wróciłem z seansu, także na świeżo skomentuję.

Przede wszystkim, rozczarowaliby się wszyscy ci, którzy myśleli, że film będzie powtarzał utarty schemat filmów o Robin Hoodzie. Elementów wspólnych z legendą jest niewiele, choć na każdym kroku pojawiają się aluzje.

Po drugie, film, bardziej niż jakikolwiek poprzedni, oddawał mniej więcej realia epoki. Nie tylko, jeśli chodzi o szeroko rozumianą charakteryzację czy scenografię, moim zdaniem, niemal perfekcyjne. Nałożony był bowiem na tło pewnych charakterystycznych wydarzeń. Zarysowano wyraźnie i z dbałością o szczegóły śmierć Ryszarda Lwie Serce we Francji, przedstawiono konflikt Jana bez Ziemi z baronami i tak dalej. Zastosowano moim zdaniem w bardzo udany sposób schemat demitologizujący legendarne wydarzenia oraz obraz epoki.
Oczywiście, film na pewno nie jest historyczny. Nawet moja dość ograniczona wiedza o epoce się burzy, kiedy widzę rycerzy szarżujących konno z mieczmi w rękach, albo łuczników rozstrzeliwujących okutanych w kolczugi zbrojnych niczym z karabinów maszynowych. Tego typu nieścisłości jest o wiele więcej.
Niesmaczy też, że cały film unurzany jest w takim angielsko-angielskim sosie. Anglia to, Anglia tamto, wszyscy jesteśmy Anglikami, Magna Charta i walijskie łuki. Cool. rolleyes.gif
Pomijając już, że jest to z realiami całkowicie niezgodne, to czasami jest wręcz przyciężkie i patetyczne. Toć nawet pierwsza produkcja z 1938 z Errolem Flynnem wyraźniej rysowała rozbieżności między Normanami i Saksonami. A tamci autorzy, notabene, nie mieli wcale zamiaru z legendą Robin Hooda walczyć.
Podsumowując ten wątek: film na pewno jest olbrzymim krokiem w kierunku "uprawdopodobnienia" legendy Robin Hooda. Natomiast nie w każdym aspekcie, i to należy podkreślić.

Skupiając się natomiast na czysto rozrywkowej stronie filmu i abstrahując od jego historycznych uwarunkowań, trzeba powiedzieć, że Ridley Scott i ekipa odwalili kawał naprawdę dobrej roboty. Film oglądało się z przyjemnością. Nie było w nim nic specjalnie odkrywczego ani nowatorskiego, ale też nikt się tego po nim nie spodziewał. Miejscami dowcipny, miejscami patetyczny, zaiwerający dużo dobrej akcji, efekty specjalne i niezwykle zabawny wątek miłosny, ogólnie rzecz ujmując, film spełniał wszystkie reguły niezłej hollywódzkiej produkcji. Kto poszedł do kina z zamiarem obejrzenia takowej, tuszę, że się nie rozczarował.
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #2

     
Ironside
 

VIII ranga
********
Grupa: Przyjaciel forum
Postów: 4.298
Nr użytkownika: 8.937

Stopień akademicki: dr hab.
Zawód: jurysta
 
 
post 19/05/2010, 9:30 Quote Post

To ja nawiążę do realiów... W świetle mojej wiedzy scenografia jest nawet okey, ale już uzbrojenie to momentami czyste fantasy tongue.gif Loxley nosi hełm z II poł. XV wieku. Zbroja, w której Robin walczy w bitwie na plaży wygląda jak wariacja na temat perskiej zwierciadlanej. No a hełm-korona angielskiego króla to już jest jakieś cudo renesansowe biggrin.gif Barki desantowe jak w Normandii AD 1944 już stały się legendarne. Z tymi karabinami maszynowymi to jednak Ryszardzie przesadziłeś. W żadnej scenie łuczniczej nie widziałem ani śladu Legolasa. Zarówno Robin, jak i jego towarzysze wypuszczają raptem kilka strzał na minutę, co całkowicie odpowiada realnym możliwościom długiego łuku i wyszkolonego łucznika.
To wszystko jednak są detale, które nie przesądzają wcale o tym, czy film stara się oddać ducha epoki czy też się nie stara. I tutaj też bywa różnie. Niewątpliwym plusem jest pokazanie "skutków ubocznych" krucjaty - brak mężczyzn, ruina gospodarcza, narastanie konfliktu korony z baronami. Z drugiej strony film powiela często pojawiającą się w holiłódzie bzdurę o "etnicznym" charakterze konfliktu francusko-angielskiego. Żadnemu baronowi angielskiemu z tej epoki przez gardło by nie przeszło, że jest Anglikiem - Anglikami to byli co najwyżej jego poddani. A już na pewno baron mówiłby wyłącznie po francusku i miałby niemały problem, aby się z poddanymi dogadać. A tu oczywiście nawet królowie i dwór nawijają po angielsku, a król Filip w rozmowie z Geofreyem zaczyna po francusku, po czym przechodzi na angielski... Tymczasem pierwszym królem Anglii, który w ogóle znał język angielski, był prawdopodobnie dopiero Edward Długonogi. Wyparcie francuszczyzny z życia elit nastąpiło zaś dopiero w XV wieku i to dopiero wtedy konflikt francusko-angielski przestał być typową wojną feudałów i zamienił się w wojnę dwóch ludów o innych językach, kulturze i tożsamości. I to jest bez wątpienia największa historyczna bolączka tego filmu - wielki, wielki anachronizm.

Oczywiście to wszystko nie przeszkadza mi na bardzo wysoką ocenę tej produkcji, którą umieściłem w równoległym temacie. Jest to kawał porządnej kostiumowej rozrywki jakiej już dawno w kinach nie było.
 
User is offline  PMMini Profile Post #3

     
godfrydl
 

Diabolus in musica
*******
Grupa: Użytkownik
Postów: 2.136
Nr użytkownika: 9.524

Stopień akademicki: BANITA
Zawód: BANITA
 
 
post 20/05/2010, 11:27 Quote Post

Z tym angielskim to po prostu wymóg ekranu, mamy XXI wiek i film kierowany jest głównie do anglojęzycznej publiczności. Równie dobrze można by wymagać od tego samego Crowe'a, aby w "Gladiatorze" posługiwał się hiszpańskim dialektem łaciny przez caly film.
QUOTE
Żadnemu baronowi angielskiemu z tej epoki przez gardło by nie przeszło, że jest Anglikiem

Hm, niekoniecznie. A kim był? Francuzów w tej epoce właściwie też nie było. Był podanym angielskiego króla, tam urodzonym i wychowanym, i to od 2-3 pokoleń. Nie jestem pewien, jak określali się ówcześni Anglonormanowie.
 
User is offline  PMMini Profile Post #4

     
Ironside
 

VIII ranga
********
Grupa: Przyjaciel forum
Postów: 4.298
Nr użytkownika: 8.937

Stopień akademicki: dr hab.
Zawód: jurysta
 
 
post 20/05/2010, 13:41 Quote Post

Na pewno nie jako Anglicy. Anglikami to byli ich chłopi. Baronowie rozmawiali wyłącznie po francusku - zresztą większość z nich miała też włości we Francji i to przeważnie tam siedziała. Świadomość "językowo-etniczna" warstw wyższych pojawiła się w XIV i XV wieku. Krótko mówiąc, jest mało prawdopodobne, aby ktokolwiek w XII wieku używał jakichkolwiek określeń etnicznych. I owszem, taki baron był poddanym Króla Anglii, ale ów król nazywał się Richard Coeur de Lion. I też siedział głównie w swoich posiadłościach na Kontynencie (o ile oczywiście nie był na krucjacie wink.gif).
QUOTE(godfrydl)
Z tym angielskim to po prostu wymóg ekranu, mamy XXI wiek i film kierowany jest głównie do anglojęzycznej publiczności. Równie dobrze można by wymagać od tego samego Crowe'a, aby w "Gladiatorze" posługiwał się hiszpańskim dialektem łaciny przez caly film.

No przecież nie o to mi chodzi, aby bohaterowie nawijali średniowieczną francuszczyzną. To nie film Gibsona wink.gif Chodzi mi o to, że w tym filmie "Anglicy" mówią po angielsku, a "Francuzi" po francusku. To jednoznacznie wskazuje, że była już wówczas rzekomo taka różnica językowa.
 
User is offline  PMMini Profile Post #5

     
emigrant
 

Antykomunista
**********
Grupa: Użytkownik
Postów: 24.474
Nr użytkownika: 46.387

Stopień akademicki: kontrrewolucjonista
Zawód: reakcjonista
 
 
post 20/05/2010, 18:02 Quote Post

To prawda, że film różni się od innych RH fabułą. Przede wszystkim dlatego, że jest to prequel do tej akcji, którą znamy (konflikt RH z Szeryfem Nottingham). Zresztą jest tu namieszane, bo w tradycyjnych RH, niegodziwości popełniane przez szeryfa i mizeria kraju wynikają z rządów Jana pod nieobecność Ryszarda. Cały kraj czeka na niego z utęsknieniem i doczekuje się jego powrotu pod koniec opowieści.
Tu akcja zaczyna się po śmierci RLS podczas oblężenia Gailliarda a kończy się jakby tam gdzie inne filmy się zaczynały czyli zadekowaniem się RH w lesie sherwoodzkim. Namieszane, ale do wybaczenia, oczywiście.
Nie do wybaczenia jest natomiast nuda i mała widowiskowość filmu. Po początkowych scenach oblężenia (świetnych) człowiek nabiera apetytu a potem wieje nudą właściwie do finałowej bitwy na plaży, której batalistyka jest strasznie mizerna w porównaniu do batalistyki innych filmów . (Braveheart, Gladiator, czy Królestwo Niebieskie).

Jest trochę chemii między głównymi postaciami (Robin i Marion) ale to zdecydowanie za mało, żeby utrzymać film.


Najlepszy jest Jan, grany przez Oscara Isaaca w dość niekonwencjonalny sposób ale w/g mnie oryginalny i do zaakceptowania.

 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #6

     
karolz77
 

Wciąż młody wilk
******
Grupa: Użytkownik
Postów: 1.181
Nr użytkownika: 62.745

KAROL
Stopień akademicki: mgr
Zawód: Prekariusz
 
 
post 20/05/2010, 18:40 Quote Post

A ja nawet nie idę na ten film tylko sobie obejrzę pewien serial który leciał kiedyś w ferie jak miałem 7 lat...tongue.gif
 
User is offline  PMMini Profile Post #7

     
Ironside
 

VIII ranga
********
Grupa: Przyjaciel forum
Postów: 4.298
Nr użytkownika: 8.937

Stopień akademicki: dr hab.
Zawód: jurysta
 
 
post 21/05/2010, 11:52 Quote Post

Wieje nudą? emigrancie, nasze gusta różnią się chyba zasadniczo smile.gif Według mnie film ten nie był nudny nawet przez minutę. Tak samo nie zgadzam się z zarzutem małej widowiskowości. Batalistyki jest w nim multum (oblężenie, bitwa w Nottingham, bitwa finałowa), do tego dochodzi malownicza scena na Tamizie. Pozostałe sceny są zaś po prostu... ładne. Świetne, super realistyczne dekoracje i brytyjskie krajobrazy, a wszystko świetnie sfotografowane.
Tak samo nie zgadzam się w ocenie wątku miłosnego. Scott bardzo często redukuje tego typu wątki do minimum i pokazuje w sposób bardzo oszczędny. Moim zdaniem wyszło to nad dobre zarówno Gladiatorowi, jak i Robin Hoodowi.
No i na koniec - Jan też mnie nie powalił. Taka sobie średnia rola, mało przekonujący. Wiem, że zagranie głupka to trudna sztuka, ale Isaac średnio jej podołał. Poza tym robienie z Jana głupola też mnie raczej wkurza, także nie akceptowałem samej koncepcji postaci.
 
User is offline  PMMini Profile Post #8

     
emigrant
 

Antykomunista
**********
Grupa: Użytkownik
Postów: 24.474
Nr użytkownika: 46.387

Stopień akademicki: kontrrewolucjonista
Zawód: reakcjonista
 
 
post 21/05/2010, 12:17 Quote Post

QUOTE(Ironside @ 21/05/2010, 11:52)
Wieje nudą? emigrancie, nasze gusta różnią się chyba zasadniczo smile.gif
Na to wychodzi. Mam nadzieję jednak, że nie zrozumiałeś mojej wypowiedzi tak, że w filmie interesuje mnie tylko nawalanka, bo tak nie jest.
QUOTE
Tak samo nie zgadzam się z zarzutem małej widowiskowości. Batalistyki jest w nim multum (oblężenie, bitwa w Nottingham, bitwa finałowa)
Jak napisałem wcześniej z wymienionych przez Ciebie tylko ta pierwsza zrobiła na mnie wrażenie. Tu jeszcze jedno. Dobra batalistyka nie musi zakładać scen z udziałem tysięcy statystów. Na przykład pierwsza scena walki w Królestwie niebieskim" jest o niebo lepsza od tej, w której zginął prawdziwy Locksley w RH.
QUOTE
do tego dochodzi malownicza scena na Tamizie.
Tu się zgodzę-malownicza.
QUOTE
Tak samo nie zgadzam się w ocenie wątku miłosnego. Scott bardzo często redukuje tego typu wątki do minimum i pokazuje w sposób bardzo oszczędny.
Nie bardzo rozumiem: twierdzisz, że tej chemii między bohaterami nie ma czy, że jest jej więcej niż napisałem?
QUOTE
No i na koniec - Jan też mnie nie powalił. Taka sobie średnia rola, mało przekonujący. Wiem, że zagranie głupka to trudna sztuka, ale Isaac średnio jej podołał. Poza tym robienie z Jana głupola też mnie raczej wkurza, także nie akceptowałem samej koncepcji postaci.

Ja tego tak nie odczytałem. Nie zagrał głupka w/g mnie tylko młodego, niedoświadczonego, z kompleksem starszego brata władcę, bez charyzmy, być może niezrównoważonego, który jednak szybko się uczy na czym polega rządzenie.

Jest jeszcze jeden zarzut, który jest grzechem śmiertelnym w tego typu filmach: nie sposób zidentyfikować się, czy może kibicować "na śmierć i życie" głównemu bohaterowi (tak jak to było w Braveheart czy Gladiatorze) i wcale nie chodzi tu o to, że postać nie jest pomnikowa, bo i postać łotrzyka można stworzyć w ten sposób, że widz "będzie drżał" o jego losy.
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #9

     
Ironside
 

VIII ranga
********
Grupa: Przyjaciel forum
Postów: 4.298
Nr użytkownika: 8.937

Stopień akademicki: dr hab.
Zawód: jurysta
 
 
post 21/05/2010, 12:44 Quote Post

QUOTE
Mam nadzieję jednak, że nie zrozumiałeś mojej wypowiedzi tak, że w filmie interesuje mnie tylko nawalanka, bo tak nie jest.

Nic z tych rzeczy smile.gif
QUOTE
Na przykład pierwsza scena walki w Królestwie niebieskim" jest o niebo lepsza od tej, w której zginął prawdziwy Locksley w RH.

Znowu się nie zgadzamy - dla mnie ta leśna zasadzka w "Królestwie..." to było czyste fantasy. W ogóle całe "Królestwo..." uważam za film kiepściutki - z wyjątkiem sceny szarzy Orly'ego na całą armię Saladyna, o czym pisałem w "Momentach filmowych" smile.gif
QUOTE
Nie bardzo rozumiem: twierdzisz, że tej chemii między bohaterami nie ma czy, że jest jej więcej niż napisałem?

No tak, w zasadzie to dość koślawie to napisałem. Wyjaśnię: według mnie chemia jest. Oboje odtwórcy głównych ról są świetnymi aktorami i nie mają najmniejszego problemu z zarysowaniem wątku romansowego przy pomocy bardzo oszczędnych środków wyrazu. I to mi się podoba - wątek miłosny jest, ale oszczędny, nienachalny i niedominujący. Kilka dobrych dialogów, parę spojrzeń i gestów i wszystko jasne. Moim zdaniem mistrzostwo.
QUOTE
Jest jeszcze jeden zarzut, który jest grzechem śmiertelnym w tego typu filmach: nie sposób zidentyfikować się, czy może kibicować "na śmierć i życie" głównemu bohaterowi (tak jak to było w Braveheart czy Gladiatorze) i wcale nie chodzi tu o to, że postać nie jest pomnikowa, bo i postać łotrzyka można stworzyć w ten sposób, że widz "będzie drżał" o jego losy.

A ja tam lubię czasami spojrzeć na opowiadaną historię z dystansem "obiektywnego obserwatora". Nie muszę kibicować bohaterowi, aby film mi się podobał. Film o którym dyskutujemy nosi cechy nie tylko filmu przygodowego, ale również dramatu politycznego - a dla widza politycznego dramatu pozycja "obiektywnego obserwatora" jest najlepsza.
 
User is offline  PMMini Profile Post #10

     
emigrant
 

Antykomunista
**********
Grupa: Użytkownik
Postów: 24.474
Nr użytkownika: 46.387

Stopień akademicki: kontrrewolucjonista
Zawód: reakcjonista
 
 
post 21/05/2010, 13:18 Quote Post

QUOTE(Ironside @ 21/05/2010, 12:44)

W ogóle całe "Królestwo..." uważam za film kiepściutki - z wyjątkiem sceny szarzy Orly'ego na całą armię Saladyna, o czym pisałem w "Momentach filmowych" smile.gif
Zgodzę się co do oceny filmu i szarży Orly'ego. Dodam tylko, że KN, to film zawierający wyjątkowo dużo "amerykanizmów" ( na własny użytek nazywam tak momenty, wątki w amerykańskich produkcjach "historycznych", które są tak nieprawdopodobne z historycznego punktu widzenia, że aż nie do wiary, że ktoś mógł wpaść na wetknięcie ich do filmu. Np. w Gladiatorze przekazanie władzy przez cesarza swojemu dowódcy przy zachowaqniu przy życiu syna w nadziei, że ten machnie na wszystko ręką i nie rozpęta wojny domowej lub w KN scena, w której król prosi kowala o uczestnictwo w wyprawie krzyżowej, a kowal właściwie mówi mu, żeby spadał, czy ucieczka królowej z Orlando Bloomem i ich zaszycie się w kuźni.
W RH jest to motyw podstawienia jakiegoś łucznika (nie szlachcica za barona feudalnego po jego 10-letniej nieobecności.
QUOTE
Wyjaśnię: według mnie chemia jest. Oboje odtwórcy głównych ról są świetnymi aktorami i nie mają najmniejszego problemu z zarysowaniem wątku romansowego przy pomocy bardzo oszczędnych środków wyrazu. I to mi się podoba - wątek miłosny jest, ale oszczędny, nienachalny i niedominujący. Kilka dobrych dialogów, parę spojrzeń i gestów i wszystko jasne. Moim zdaniem mistrzostwo.
Co do oceny gry aktorskiej zgoda. Tyle, że w/g mnie zminimalizowanie tego wątku to błąd w tego typu filmach.

QUOTE
A ja tam lubię czasami spojrzeć na opowiadaną historię z dystansem "obiektywnego obserwatora". Nie muszę kibicować bohaterowi, aby film mi się podobał.
Z tym, muszę przyznać, polemizować nie da rady.
QUOTE
Film o którym dyskutujemy nosi cechy nie tylko filmu przygodowego, ale również dramatu politycznego

No, daj spokój! W każdej fabule, gdzie występuje postać jakiegoś króla (nawet w bajce) można się dopatrzyć polityki.

Dodałbym jeszcze, że zakończenie RH jest otwartą furtką do sequela w jakim zapewne znajdzie się wątek konfliktu RH-szeryf Nottingham. Postać szeryfa została zarysowana w RH bardzo obiecująco przez Matthew Macfaydena (choć będzie miał nielada zadanie, żeby przeskoczyć poprzeczkę ustawioną przez Allana Rickmana ("Odwołuję Boże Narodzenie!!!"). Tu tylko jedna sprawa: w tej części ukatrupiono Ryszarda, a, powtarzam, cały motyw w Robinhoodach, to było oczekiwanie poddanych na powrót sprawiedliwego władcy... Jeśli Lwie Serce nie żyje, to znając Amerykanów, pewnie zakończą drugą część intronizacją RH, albo, jeszcze lepiej: po jego szlachetnej śmierci Marion wybiorą królową i wtedy dopiero będzie sprawiedliwie...
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #11

     
Eamr
 

Bojowa Gęś Wizygocka z Setidavy
*******
Grupa: Moderatorzy
Postów: 1.565
Nr użytkownika: 39.134

 
 
post 21/05/2010, 13:39 Quote Post

QUOTE(emigrant @ 21/05/2010, 13:18)
Zgodzę się co do oceny filmu i szarży Orly'ego. Dodam tylko, że KN, to film zawierający wyjątkowo dużo "amerykanizmów" ( na własny użytek nazywam tak momenty, wątki w amerykańskich produkcjach "historycznych", które są tak nieprawdopodobne z historycznego punktu widzenia, że aż nie do wiary, że ktoś mógł wpaść na wetknięcie ich do filmu. Np. w Gladiatorze przekazanie władzy przez cesarza swojemu dowódcy przy zachowaqniu przy życiu syna w nadziei, że ten machnie na wszystko ręką i nie rozpęta wojny domowej lub w KN scena, w której król prosi kowala o uczestnictwo w wyprawie krzyżowej, a kowal właściwie mówi mu, żeby spadał, czy ucieczka królowej z Orlando Bloomem i ich zaszycie się w kuźni.
W RH jest to motyw podstawienia jakiegoś łucznika (nie szlachcica za barona feudalnego po jego 10-letniej nieobecności.
*


RH jeszcze przede mną (na razie czuję się zachęcona… smile.gif ), ale bawi mnie nieco równanie KN z Gladiatorem. Poziom bzdury i amerykanizmu w KN przekroczył dopuszczalne normy – wyszłam z kina zniesmaczona. Gladiator balansował czasem na krawędzi bzdury i patosu, ale generalnie jej nie przekroczył. Obsada była znakomita, czego o KN powiedzieć się nie da. Podsumowując – z kina wyszłam zachwycona obejrzaną bają, przymykając oko na kilka głupot i „zbożową sekwencję końcową”… Do tego czasu batalistykę w filmach traktowałam jako zmarnowany czas, a po bitwie z Germańcami to zmieniło się o 180 stopni. A pal sześć jej błędy…

QUOTE(emigrant @ 21/05/2010, 13:18)
Co do oceny gry aktorskiej zgoda. Tyle, że w/g mnie zminimalizowanie tego wątku to błąd w tego typu filmach.
*


Nie sądziłam, że zobaczę taki postulat wniesiony przez faceta biggrin.gif
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #12

     
emigrant
 

Antykomunista
**********
Grupa: Użytkownik
Postów: 24.474
Nr użytkownika: 46.387

Stopień akademicki: kontrrewolucjonista
Zawód: reakcjonista
 
 
post 21/05/2010, 14:25 Quote Post

QUOTE(Eamr @ 21/05/2010, 13:39)

QUOTE(emigrant @ 21/05/2010, 13:18)
Co do oceny gry aktorskiej zgoda. Tyle, że w/g mnie zminimalizowanie tego wątku to błąd w tego typu filmach.
*


Nie sądziłam, że zobaczę taki postulat wniesiony przez faceta biggrin.gif
*



Bo tak naprawdę jesteśmy wrażliwi jak porcelana i bezbronni jak nagietki i łatwo jest nas urazić.
tongue.gif

Wyobraź sobie co by zostało z postaci Bravehearta bez wątku jego miłości do żony, albo z Titanica bez motywu miłości Winslett i DiCaprio...
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #13

     
Eamr
 

Bojowa Gęś Wizygocka z Setidavy
*******
Grupa: Moderatorzy
Postów: 1.565
Nr użytkownika: 39.134

 
 
post 21/05/2010, 14:42 Quote Post

QUOTE(emigrant @ 21/05/2010, 14:25)
Bo tak naprawdę jesteśmy wrażliwi jak porcelana i bezbronni jak nagietki i łatwo jest nas urazić.
tongue.gif

Wyobraź sobie co by zostało z postaci Bravehearta bez wątku jego miłości do żony, albo z Titanica bez motywu miłości Winslett i DiCaprio...
*


Z Braveheart zostałaby Izabela Francuska, a z Titanica cała reszta – „wątek” w wykonaniu di Caprio był IMO najsłabszą stroną filmu.

[ Emigrant aka Porcelanowy Nagietek biggrin.gif ]
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #14

     
Eamr
 

Bojowa Gęś Wizygocka z Setidavy
*******
Grupa: Moderatorzy
Postów: 1.565
Nr użytkownika: 39.134

 
 
post 22/05/2010, 19:22 Quote Post

No to RH za mną… Najpierw miód:

1. Widowiskowość ogólna i oraz świetnie zmontowane bitwy i bitewki – szybkość montażu potrafi ładnie ukryć ew. bzdurki, i daje widzowi to poczucie chaosu w podobnych sytuacjach, czyli „nie wiadomo, co skąd leci i nagle mnie zabili…” smile.gif Piękna scena szturmu na bramę pod Chalus. I scena na Tamizie – ooooooo!

2. Scenografia i kostiumy – oczywiście z zastrzeżeniami militarnymi wyłapanymi przez Przedpiśców…

3. Szalejący pod murami Chalus Ryszard Lwie Serce – może naprawdę coś tak bezmyślnie odważnego było w człowieku, którego nie widać zza jego legendy. Swoją drogą kino wyczynia z Rysiem co chce – dość wspomnieć niniejszgo i tego z Lwa w zimie…

4. Scena z ostrygą, sceny opieprzania Jana przez Eleonorę… smile.gif

5. Angielskie krajobrazy, a w nich zwykły wiejski duchowny i jego mały, skromny kościółek. Kolejna dobra robota. Sekwencja przemarszu armii pomiędzy zielonymi wzgórzami – oooooooooooo!

6. Lady Marion nie jako średniowieczna malowana lala, a jako zagrożona pozbawieniem majątku wdowa – przejrzyście pokazana bardzo trudna sytuacja, która dla osoby o podobnej pozycji naprawdę mogła mieć miejsce. Widz dostaje dokładny komunikat, dlaczego tak jest i jest on zgodny z realiami. Bardzo dobra robota. Cate Blanchett w ogóle jako lady Marion – nawet gdyby napisano dla niej rolę polegającą na graniu przez pół filmu kariatydy, Australijka potrafiłaby zrobić z tego dzieło. Coraz bardziej jestem przekonana, że z tą panią jest jak winem – i nawet nie próbujmy sobie wyobrazić, co będzie jeśli ktoś napisze dla niej naprawdę wielką rolę… smile.gif

7. Wspomniana przez Przedpiśców subtelność wątku damsko-męskiego.

Ale dość tej słodyczy…

1. Co u licha dzieje się ze Ridleyem Scottem? Czyżby człowiek, który nakręcił Obcego czy Łowcę androidów nie nadawał się jednak dla kina kostiumowego? 1492 zdaje się przeczyć – w kilku miejscach się dłuży, i „kudy” mu do takiej Misji, ale dawał radę. Scott zdołał też kiedyś poprawić bzdurowaty tekst do Gladiatora – wielkie kino z tego może nie wyszło, ale film dostał skrzydeł. A tu kichy porównywalnej z Królestwem Niebieskim reżyser uniknął tylko dlatego, że miał Blanchett, Crowe'a i von Sydow'a na pierwszym planie, oraz przewrotny scenariusz. Czegoś brakuje: ani przez moment nie bałam się o Marion i Robina, cały ten konflikt wydawał się być jakoś obok, mimo że główni bohaterowie byli w jego ścisłym centrum.

2. Konflikt francusko-angielski w wersji językowej – nie wiem naprawdę, czemu miał służyć. Należało zwyczajnie zagrać cały film po angielsku, a konflikt pokazać jako starcie możnych o władzę, a w tym małe żuczki w rodzaju Marion i Robina zagrożone przetaczającym się walcem. Szkoda gadać…

3. Zmarnowana Eleonora Akwitańska – wprowadzić do scenariusza jedną z najsłynniejszych europejskich królowych i rozmienić na tak drobne… Wygląda na to że w kinie kostiumowym Katarzyna Medycejska u Chereau to był cud, który może się nie powtórzyć…

4. Sam Robin jakoś mnie nie zachwycił – ale niech mnie drzwi ścisną, jeśli wiem dlaczego. Świetny aktor, rola raczej dobrze napisana i coś nie fruwa…

5. Wątek Magna Charta pominę milczeniem – prawie. Wolność, równość tudzież braterstwo w XIII w. made in Hollywood to za dużo jak na moje nerwy…

6. Król Jan – nie jestem zbyt mocna z angielskiej historii, ale czy ten król nie zgrzeszył przede wszystkim tym, że wybrał bardzo niepopularną metodę sprzątania po swoim „wielkim bracie” – uznał, że potrzebuje do tego więcej złota? Jeśli tak, to RH pospolicie wpisuje się w konserwację stereotypu złego króla Jana… A przecież – o ile mam rację – to wątek króla, który musi sprzątać burdel po swoim lekkomyślnym braciszku, który zamiast siedzieć w domu i robić Anglii dobrze, szwendał się po zagranicznych imprezach, byłby kolejnym elementem ciekawie zaskakującym. A że Janowi średnio to wychodziło, to inna sprawa.

7. Z powyższych uwag wynika generalny zarzut wobec scenariusza – wygląda na to, że autor nie mógł się zdecydować, na ile jego dzieło ma mieć potencjał złośliwie komediowy czy wywrotnie demaskatorski. Albo scenarzysta nie wiedział czego chciał, albo Scott nie mógł się zdecydować, co właściwie kręci. A może miał scenariusz zbyt inteligentny, a celowo działał pod niższe gusta, klecąc zwykłą przygodówkę?

Jeśli tak, to dokonał rzeczy wyjątkowej – z filmu z Blanchett / Crowe / von Sydow'em, opartym na jednej z nieśmietelnych legend Europy i zapleczem technicznym Hollywood widz wychodzi jak z McDonalda.

Więc będę złośliwa i powiem, że naprawdę trzeba było to tego Ridleya Scotta…
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #15

3 Strony  1 2 3 > 
1 Użytkowników czyta ten temat (1 Gości i 0 Anonimowych użytkowników)
0 Zarejestrowanych:


Topic Options
Reply to this topicStart new topic

 

 
Copyright © 2003 - 2019 Historycy.org
historycy@historycy.org, tel: 12 346-54-06

Kolokacja serwera, łącza internetowe:
Uniwersytet Marii Curie-Skłodowskiej