Witaj GOŚCIU ( Zaloguj się | Rejestracja )
 
 
Reply to this topicStart new topicStart Poll

> Najstarsza w Polsce obowiązująca ustawa..., Czy prawo może być dziś stabilne?
     
Piegziu
 

Tajny Agent Piegziu
*********
Grupa: Moderatorzy
Postów: 8.899
Nr użytkownika: 48.576

M.A.P.
Zawód: prawnik, japonista
 
 
post 13/08/2019, 14:21 Quote Post

Naszła mnie ostatnio taka myśl, siedząc codziennie przed biurkiem i analizując dziesiątki przepisów prawnych, w większości których żywot jest krótszy niż mojego kota, że żyjemy obecnie w czasach gdzie nawet prawnicy gubią się w gąszczu regulacji krajowych i unijnych. Znam co prawda kilku żelaznych procesowców, którzy nigdy nie przyznają się do zwykłej niewiedzy lub braku czasu na dokształcanie, lecz ogólnie środowisko prawnicze otwarcie twierdzi, że skończyły się czasy erudycji i szpanowania poprzez rzucanie oponentom w twarz artykułami ze specjalistycznych ustaw. Oczywiście, pozostają pewne pryncypia i zasady ogólne, ale doszliśmy chyba do takiego rozwoju ludzkości, gdzie wiedza ekspercka oznacza w istocie znajomość bardzo wąskich zagadnień. Takich, o których kiedyś pisano w kilku zdaniach w zbiorowych opracowaniach, podczas gdy dzisiaj wydaje się o nich opasłe tomiszcza.

Założyłem sobie naukę około piętnastu ustaw w okresie czterech miesięcy. Z naturalnych powodów i wrodzonego lenistwa przedłużyło się to o kolejne naście tygodni. Ale cel wykonałem i wszystko zostało mniej lub bardziej przestudiowane. Mogłoby się wydawać, że odniosłem sukces, ale nic mylnego. W międzyczasie wyszło pięć interesujących mnie nowelizacji oraz na etapie projektu jest kolejna ustawa, która dorzuca swoje rozwiązania do i tak skomplikowanej formuły. A na deser czekamy na wyrok TSUE w sprawie klauzuli indeksacyjnej. Niezależnie od sentencji, możemy spodziewać się rewolucji całego procesu hipotecznego w walucie obcej w polskim systemie bankowym.

Gdy pomyślę, że może być jeszcze gorzej, mam ochotę zamknąć komputer i raz na zawsze porzucić pracę prawnika. Zadałem sobie podstawowe pytanie - tragizujesz czy faktycznie jest tak źle?

Przepraszam za przydługi wstęp, ale tutaj właściwie zaczyna się temat.
Czy prawo w XXI w., dobie technologicznego, społecznego i gospodarczego skoku o niespotykanej dotąd skali, może być w ogóle stabilne? Czy jest sens tworzyć szczegółowe ustawy, uczyć kolejne pokolenia prawników i innych specjalistów, mając świadomość, że to rozwiązanie tymczasowe, nierzadko na ledwie kilka lat?

Z ciekawości zerknąłem na najstarszą obowiązującą w Polsce ustawę. Jest nią niewątpliwie Ustawa z dnia 24 marca 1920 r.o nabywaniu nieruchomości przez cudzoziemców.
http://prawo.sejm.gov.pl/isap.nsf/DocDetai...=WDU19200310178
Uch, odetchnąłem. Nie jest tak źle. Mamy jeden akt prawny, który w przyszłym roku będzie obchodził swoją setną rocznicę, co jak na uwarunkowania historyczne naszego kraju, jest świetnym rezultatem. Mój optymizm jest jednak trochę na wyrost. Baza w Lexie pokazuje mi, że przez ten niecały wiek była nowelizowana aż 21 razy!!! Rozumiem - kilka zmian. W końcu przeżyliśmy Sowietów, potem przyszła III RP no i konieczność dostosowania do unijnych realiów. Ale czy ustawa, która liczy raptem 10 artykułów musiała być zmieniana aż tyle razy? 17 nowelizacji to czasy po 1989 roku. Naprawdę?

Dokąd w zasadzie zmierzamy? Podałem powyżej zaledwie jeden przykład. Mógłbym sypać kolejnymi jak asami z rękawa. Tylko pytanie, po co? Może warto się zastanowić nad innym pytaniem - kiedy przestać tworzyć tak zmienne prawo? Czy prawo nie powinno być pisane staranniej, na przynajmniej kilka dekad (oczywiście jeżeli się da)? Czy nie żyjemy w świecie legislacyjnej bylejakości?
 
User is offline  PMMini Profile Post #1

     
Toki
 

III ranga
***
Grupa: Użytkownik
Postów: 173
Nr użytkownika: 99.963

 
 
post 13/08/2019, 17:25 Quote Post

Któryś z moich profesorów czy doktorów użył ładnego określenia tego zjawiska. Bodajże "inflacja prawa".
Wąskie specjalizacje i częste zmiany nie dotyczą jedynie tej dziedziny. Spójrzmy na historię; wiele książek napisanych kilkanaście czy kilkadziesiąt lat temu w dużym stopniu się zdeaktualizowało. Wydaje mi się również (aczkolwiek mogę się mylić), że kiedyś mieliśmy po prostu badaczy historii polityki, historii gospodarki, historii wojskowości, historii prawa, dodatkowo w odniesieniu do konkretnych okresów i państw, np. specjalista od historii wojskowości francuskiej w XVIII w. A teraz - specjalista od historii transportu publicznego w Łodzi; specjalista od fortyfikacji polowych galicyjskiego odcinka frontu wschodniego w I wojnie światowej; specjalista od polityki USA wobec Ameryki Łacińskiej w II połowie XX w. Oczywiście przesadzam, ale wydaje się to zmierzać w tym kierunku. I podobnie to wygląda np. w IT.
Poza dążeniem do specjalizacji, jesteśmy jednocześnie świadkami szybkiego postępu technicznego i ciągłych zmian w społeczeństwie. Racjonalny ustawodawca musi to wszystko "ogarnąć" i uregulować. Ot, choćby dyskutowana w innym wątku sprawa popularności hulajnóg, popularna jakiś czas temu kwestia Ubera, kryptowaluty, związki partnerskie itp. itd. Rozwiązaniem mogłoby być dążenie do tworzenia aktów o bardziej ogólnej treści, tak aby można je było stosować w szerszym kontekście i nie wymagały zbyt częstych zmian. Tylko że to godzi w dążenie do pewności prawa.
Warto by porównać, jak wygląda to w innych porządkach prawnych. Myślę, że byłoby to ciekawe. Może gdzie indziej da się tworzyć bardziej stabilne akty - pytanie, czy nie odbywa się to kosztem np. pewności prawa właśnie. A może jest to tylko sprawa odpowiedniej staranności. U nas, niestety, racjonalny prawodawca jest zaprzątnięty myśleniem o utrzymaniu się przy stanowieniu prawa na następną kadencję - może się mylę, ale kto wie, jaki to ma wpływ na tę staranność. ; )
 
User is offline  PMMini Profile Post #2

     
petroCPN SA
 

IV ranga
****
Grupa: Użytkownik
Postów: 404
Nr użytkownika: 104.458

Stopień akademicki: doktor
Zawód: wyk³adowca
 
 
post 14/08/2019, 6:24 Quote Post

QUOTE(Toki @ 13/08/2019, 17:25)
Któryś z moich profesorów czy doktorów użył ładnego określenia tego zjawiska. Bodajże "inflacja prawa".
*


Natomiast publicyści używają określenia bardziej dosadnego: "sraxxxx legislacyjna".

https://www.money.pl/gospodarka/wiadomosci/...,0,2349032.html
"PiS idzie na kolejny rekord. Liczba uchwalanych ustaw rośnie w zastraszającym tempie

W pierwszej połowie 2017 r. PiS pobił historyczny rekord w produkcji prawa. Liczba ustaw i rozporządzeń wrosłao 36,6 proc. w porównaniu do tego samego okresu rok temu. To fatalne w skutkach dla przedsiębiorców, którzy nie nadążają za zmianami. Na dodatek rząd nas oszukuje, skracając ścieżkę legislacyjną dzięki sprytnemu manewrowi.

18 listopada 2015 r. "Potrzebne są zmiany odnoszące się do procesu legislacyjnego, który trzeba zabezpieczyć przed błędami i pisaniem prawa pod dyktando lobbystów" – mówi premier Beata Szydło podczas swojego exposé.

27 lipca 2017 r. Dziś już wiemy, że to tylko słowa.
Niezależne od tego, pod czyje dyktando PiS pisze prawo, "produkuje" go zdecydowanie zbyt dużo. Bije tym wszelkie rekordy od 1918 r. I niestety w tym szaleńczym tempie zadrukowywania Dziennika Ustaw nie udaje mu się uchronić od błędów.

[...] Ale tym razem nie o błędy chodzi. Chodzi o to, że PiS zalewa nas ustawami. A przedsiębiorcy mogą się od tego udusić.

W pierwszym półroczu 2017 r. uchwalono w Polsce 17 440 stron maszynopisu aktów prawnych najwyższego rzędu - ustaw i rozporządzeń - wynika z najnowszych danych firmy audytorsko-doradczej Grant Thornton, która już od kilku lat przygotowuje tzw. "Barometr stabilności otoczenia prawnego w polskiej gospodarce".

To wynik aż o 36,3 proc. wyższy niż w tym samym okresie rok wcześniej. Wówczas w życie weszło 12 796 stron maszynopisu aktów prawnych.

[...]

- Niestabilność systemu prawnego hamuje polskich przedsiębiorców. Legislatorzy niestety wciąż nie zdają sobie z tego sprawy, bijąc kolejne rekordy w produkcji prawa – komentuje Przemysław Polaczek, partner zarządzający w Grant Thornton.

- Po poprzednich rekordowych latach mogłoby się wydawać, że tempo tworzenia nowych ustaw i rozporządzeń musi spaść, a obszarów, które wymagają zmiany norm, będzie coraz mniej. Tymczasem jest odwrotnie i polscy przedsiębiorcy jeszcze bardziej toną w gąszczu nowych przepisów – dodaje.

[...]

Wygląda na to, że 2017 r. znowu będzie rekordowy pod względem produkcji prawa. A już w 2016 r. było bardzo źle. Weszło wówczas w życie 2306 ustaw i rozporządzeń. To 31,9 tys. stron maszynopisu, co jest równe wieży o wysokości 3 metrów. Gdyby przedsiębiorca chciał zapoznać się ze wszystkimi nowymi przepisami, musiałby każdego dnia roboczego poświęcić na to 4 godziny i 17 minut. Zrobienie tego na raz zajęłoby mu 44 doby.

W 2015 r., kiedy Grant Thornton po raz pierwszy przygotował raport, wydawało się, że sytuacja jest zła – w 2014 r. życie weszło 26 tys. stron maszynopisu. Z każdym rokiem jednak jest coraz gorzej – w 2016 r. wyprodukowaliśmy o 7,5 proc. więcej nowego prawa w porównaniu do poprzedniego roku i o 24 proc. więcej niż w 2014 r.

- Coraz więcej ustaw przygotowywanych jest z pominięciem konsultacji społecznych, bez faktycznej dyskusji, z błędami merytorycznymi i prawnymi oraz bez poszanowania procedur legislacyjnych – podkreśla Przemysław Polaczek, partner zarządzający w Grant Thornton.

To dlatego, że niezwykle często projekty ustaw składane są jako poselskie, a nie rządowe, co pozwala skrócić proces legislacyjny.

Dane mówią same za siebie. O ile w Sejmie VI i VII kadencji taka skrócona ścieżka legislacyjna dotyczyła zaledwie kilkunastu procent projektów ustaw, o tyle w 2015 r. politycy przekroczyli wszelkie granice. Wówczas aż 41 proc. wszystkich uchwalonych projektów stanowiły te, zgłaszane jako poselskie i senackie. I winne są tu zarówno PO, która rządziła do połowy listopada, jak i PiS, który przejął władzę.

Z jednej strony poprzednia ekipa rządząca, widząc, że prawdopodobnie odda władzę, dopychała ostatnie projekty kolanem, z drugiej strony - nowa władza spieszyła się, żeby się jak najszybciej wykazać.

Przy czym PO w ten sposób, bez konsultacji społecznych, od stycznia do października 2015 r. przyjęła 37 proc. ustaw, a PiS w ciągu ostatnich dwóch miesięcy 2015 r. - 83 proc.

[...]"



1 Gdyby choć posłowie czytali ustawy zanim za nimi zagłosują. Ale oni wolą zachować dyscyplinę klubową.
2 Szczególnie ucieszne są przypadki, kiedy większość sejmowa najpierw uchwala jakąś ustawę ze sfery sądowniczej a przedstawiciele partii rządzącej zarzekają się, że nowego prawa będą bronić niczym niepodległości. Następnie zaś, w krótkich odstępach czasu, Sejm uchwala bodaj osiem poprawek do "bardzo dobrego" prawa.
3 W przeszłości trafiały się ustawy iście szwindelskie. Oto przez Sejm przechodziła ustawa zawierająca siedemset kilkadziesiąt artykułów a tak naprawdę jej sednem jest artykuł czterdziesty siódmy, bo on właśnie pozwoli paru znajomkom jednego eksperta podatkowego "ukręcić lody". A cała reszta ustawy - to "zasłona dymna".
4 Niektórzy Marszałkowie Sejmu z dumą wymieniają liczbę ustaw uchwalonych. Dla wielu nadal liczy się ilość.

Proszę bez wulgaryzmów.
Piegziu


==============================
Masz szczescie ze zlapal cie Moderator a nie ja.
Do nastepnego razu ...
Moderator N_S


Ten post był edytowany przez Net_Skater: 14/08/2019, 19:39
 
User is offline  PMMini Profile Post #3

     
indigo
 

Ad maiorem Historycy.org gloriam!
********
Grupa: Moderatorzy
Postów: 4.068
Nr użytkownika: 488

Stopień akademicki: magister
 
 
post 14/08/2019, 21:43 Quote Post

Nie wiem czy autor tematu dokładnie to miał na myśli, ale mamy orzeczenie SN, że przepis Kodeksu Napoleona może być samodzielną podstawą do dokonania wpisu w księdze wieczystej prawa własności na rzecz Skarbu Państwa. Co prawda to nie cała ustawa, ale cóż...
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #4

     
petroCPN SA
 

IV ranga
****
Grupa: Użytkownik
Postów: 404
Nr użytkownika: 104.458

Stopień akademicki: doktor
Zawód: wyk³adowca
 
 
post 15/08/2019, 8:03 Quote Post

QUOTE(petroCPN SA @ 14/08/2019, 6:24)
Natomiast publicyści używają określenia bardziej dosadnego: "sraxxxx legislacyjna".

Proszę bez wulgaryzmów.
Piegziu


==============================
Masz szczescie ze zlapal cie Moderator a nie ja.
Do nastepnego razu ...
Moderator N_S

*


A terminy medyczne mogą być? How about "biegunka legislacyjna"?

Ten post był edytowany przez petroCPN SA: 15/08/2019, 8:04
 
User is offline  PMMini Profile Post #5

     
Prawy Książę Sarmacji
 

VII ranga
*******
Grupa: Użytkownik
Postów: 2.742
Nr użytkownika: 98.849

 
 
post 15/08/2019, 21:35 Quote Post

Czy za większość nowych przepisów nie odpowiada UE? Gdzieś mi mignęło takie wyliczenie.
Druga sprawa to fakt, że pewnego wzrostu nie da się uniknąć ze względu na nowości - tu przykład hulajnóg elektrycznych jest bardzo dobry. Nie było ich, to nie było potrzeby tworzenia regulacji.

Inną rzeczą jest natomiast jakość owego prawa i tutaj uważam, że w Polsce się przegina. Zwłaszcza wyliczenia ile przepisów powinni znać przedsiębiorcy jest porażająca.

Pytanie na ile można by różne instytucje prawne traktować odpowiednio i czy w ten sposób dałoby się ograniczyć przyrost.

Oczywiście wiadomo kto najwięcej na niejasnościach i namnożeniu przepisów korzysta - grupy interesu, lobbyści, teoretycznie też prawnicy.
 
User is offline  PMMini Profile Post #6

     
petroCPN SA
 

IV ranga
****
Grupa: Użytkownik
Postów: 404
Nr użytkownika: 104.458

Stopień akademicki: doktor
Zawód: wyk³adowca
 
 
post Wczoraj, 06:20 Quote Post

QUOTE(Prawy Książę Sarmacji @ 15/08/2019, 21:35)
Czy za większość nowych przepisów nie odpowiada UE? Gdzieś mi mignęło takie wyliczenie.
Druga sprawa to fakt, że pewnego wzrostu nie da się uniknąć ze względu na nowości - tu przykład hulajnóg elektrycznych jest bardzo dobry.
*


Wydaje mi się, że to, za co odpowiedzialna jest Unia Europejska, w większości zostało włączone do polskiego systemu prawnego w dniu 1. maja 2004, czyli z chwilą naszego akcesu do Unii. Jak każde inne państwo przystępujące - byliśmy wtedy zobowiązani do przyjęcia tak zwanego "acquis communautaire", czyli określonego kwantum dorobku prawnego całej UE. Gdyby bowiem chodziło o stałe adaptowanie na polski grunt tego, co na bieżąco wypluwa z siebie Parlament Europejski, to ilość nowego prawa we wszystkich 28 państwach członkowskich byłaby zbliżona. A nie jest!

Taki oto artykuł z roku 2016:
"Polska jest europejskim liderem w szybkości i obszerności zmiany prawa - wynika z raportu firmy Grant Thornton. [...]
- W 2014 roku w naszym kraju powstało ponad 25 tys. stron maszynopisu nowych przepisów, a to oznacza, że prawo w Polsce zmieniało się już w takim tempie, że obywatel czy przedsiębiorca nie byli fizycznie w stanie z tymi zmianami się zapoznać - podkreśla Tomasz Wróblewski, partner zarządzający z Grant Thornton. - Niestety, choć produkcja prawa w 2014 roku w Polsce biła wszelkie historyczne rekordy, w 2015 roku urzędnicy i politycy osiągnęli jeszcze wyższy, niewyobrażalny dotąd poziom - wyprodukowali 29,8 tys. stron maszynopisu nowych przepisów. To wzrost o 16 proc.

W ostatnich trzech latach Polska przyjmowała rocznie średnio 1749 aktów prawnych[...].

[...]

Eksperci Grant Thornton pytani o przyczynę hurtowej produkcji prawa podają kilka powodów. To m.in. niska świadomość realiów biznesowych wśród polityków i niska jakość nowego prawa, które trzeba stale zmieniać.
- Brakuje nam polityków odważnych, z wizją, wiedzących, w którą stronę powinna zmierzać gospodarka. Wówczas prawo podporządkowane jest tej strategicznej wizji - mówi "Wyborczej" Roman Nowosielski, adwokat, były sędzia Trybunału Stanu. - U nas brakuje tej wizji i prawo służy do załatwiania bieżących problemów. Stąd jego hurtowa produkcja. [...].

Jeszcze inne błędy polityków wskazuje prof. Wojciech Cieślak z Uniwersytetu Gdańskiego: - Mam wrażenie, że politycy chcą uzasadnić swoje własne istnienie ciągłym zmienianiem prawa. Polscy politycy są całkowicie nieodporni na wpływy grup lobbingowych, które działają w naszym kraju. A lobbiści sprawnie załatwiają swoje interesy i doprowadzają do częstych zmian prawa, które nie mają głębszego sensu w odniesieniu do całości społeczeństwa lub całej gospodarki. Pozwalają za to na skuteczniejsze zarobkowanie określonym grupom interesów. [...].

Przedstawiciele biznesu są równie krytyczni. - Najpoważniejsze zmiany gospodarcze miały miejsce 25 lat temu i przy wejściu do Unii, ale nawet wtedy powstawało mniej aktów prawnych, a te sprzed 25 lat były naprawdę dobrej jakości - ocenia dr Łukasz Bernatowicz, ekspert Business Centre Club. - Dziś natomiast mamy do czynienia z "biegunką legislacyjną" tak ogromną, że nawet prawnicy nie do końca rozumieją, co jest napisane w przepisach, i o wykładni prawa decyduje dopiero praktyka sądowa. A jak wiadomo, na wyroki czeka się w Polsce latami.

[...] - W Polsce posłowie wiedzą, że na orzeczenie sądowe trzeba czekać latami. Produkują więc szczegółowe przepisy, licząc, że takie prawo pozwoli uniknąć sporów. Praktyka jednak pokazuje, że jest tylko gorzej, bo prawo staje się nieczytelne. [...]

Polska w latach 2012-14 wprowadziła w życie 56 razy więcej regulacji niż Szwecja, 43 razy więcej niż Belgia i 2 razy więcej niż Węgry. Nieznacznie (o 5 proc.) wyprzedziliśmy w produkcji prawa nawet słynące z biurokracji Włochy. Jak obliczano ten wskaźnik? Jego podstawą jest liczba zmian w prawie i liczba stron, które zajmowały nowe przepisy podczas publikacji. Część ekspertów kwestionuje jednak taką metodę obliczania. W Polsce od kilku lat bowiem obowiązuje zwyczaj, że po zmianach w ustawie publikowany jest tekst jednolity, czyli urzędowa wersja całej ustawy zawierająca najnowsze zmiany. To zwiększa objętość publikacji, ale nie całe ustawy czy rozporządzenia są nowe.

- Nawet gdyby pominąć te ujednolicone akty prawne, to liczba stron nowego prawa w Polsce i tak byłaby w minionym roku najwyższa w historii - mówi "Wyborczej" Jacek Kowalczyk z Grant Thornton."

Czy Szwecja jest pięćdziesiąt sześć razy mniej unijna a Belgia z Brukselą - czterdzieści trzy razy mniej unijna? Jeśli nie, to jakim cudem mogą sobie pozwolić na tyle razy większą stabilność i niezmienność prawa?

PS Jeśli zachodzą zmiany technologiczne, które nijak nie pozwalają się wpisać w przepisy istniejące - to trudno, wtedy trzeba usiąść do pisania nowej ustawy. Wszelako za zdroworozsądkowe uważałbym nieustanne zadawanie sobie następujących pytań: "Czy naprawdę prawo istniejące nie wystarcza? Czy naprawdę nowe artykuły i paragrafy są absolutnie, absolutnie niezbędne?"

Ten post był edytowany przez petroCPN SA: Wczoraj, 06:26
 
User is offline  PMMini Profile Post #7

 
2 Użytkowników czyta ten temat (2 Gości i 0 Anonimowych użytkowników)
0 Zarejestrowanych:


Topic Options
Reply to this topicStart new topic

 

 
Copyright © 2003 - 2019 Historycy.org
historycy@historycy.org, tel: 12 346-54-06

Kolokacja serwera, łącza internetowe:
Uniwersytet Marii Curie-Skłodowskiej