Witaj GOŚCIU ( Zaloguj się | Rejestracja )
 
7 Strony < 1 2 3 4 5 > »  
Reply to this topicStart new topicStart Poll

> Ucieczki z Demoludów na zachod
     
Fuser
 

VII ranga
*******
Grupa: Użytkownik
Postów: 2.758
Nr użytkownika: 15.418

 
 
post 14/02/2017, 16:25 Quote Post

QUOTE(Grapeshot @ 14/02/2017, 0:41)
Polaków, tzw. uciekinierów, poznałem wtedy w RFN wielu. Wszyscy oni, przeważnie młodzi ludzie, wyjechali z Polski legalnie, z polskimi paszportami.
*


Byli tam jako azylanci, czy na pochodzenie?
Może to ci, którym pozwolono wyjechać na podstawie porozumienia między E. Gierkiem a H. Schmidtem.
"Pakiet umów z 1975 r. zawierał zgodę Polski na wyjazd 125 tys. osób narodowości niemieckiej w ciągu czterech lat do RFN. Bonn przyznało Polsce w zamian niskooprocentowany kredyt finansowy w wysokości 1 mld marek oraz 1,3 mld marek tytułem odszkodowania za roszczenia rentowe Polaków z czasów wojny.".
(cyt. za: 40 lat temu narodziło się zaufanie)
 
User is offline  PMMini Profile Post #31

     
piekutarz
 

III ranga
***
Grupa: Użytkownik
Postów: 118
Nr użytkownika: 100.203

Marcin Krzysztof M.
Zawód: bumelant
 
 
post 14/02/2017, 20:27 Quote Post

Na pochodzenie raczej. Mój dziadek dostał zgodę na wyjazd do RFN ze względu na niemieckie pochodzenie. To było właśnie około 1975.
 
User is offline  PMMini Profile Post #32

     
Grapeshot
 

VI ranga
******
Grupa: Użytkownik
Postów: 1.092
Nr użytkownika: 79.211

Steven Murphy
Zawód: Marine Engineer
 
 
post 15/02/2017, 10:37 Quote Post

Fuser
QUOTE
QUOTE(Grapeshot @ 14/02/2017, 0:41)
Polaków, tzw. uciekinierów, poznałem wtedy w RFN wielu. Wszyscy oni, przeważnie młodzi ludzie, wyjechali z Polski legalnie, z polskimi paszportami.
*
Byli tam jako azylanci, czy na pochodzenie?
Może to ci, którym pozwolono wyjechać na podstawie porozumienia między E. Gierkiem a H. Schmidtem.
"Pakiet umów z 1975 r. zawierał zgodę Polski na wyjazd 125 tys. osób narodowości niemieckiej w ciągu czterech lat do RFN. Bonn przyznało Polsce w zamian niskooprocentowany kredyt finansowy w wysokości 1 mld marek oraz 1,3 mld marek tytułem odszkodowania za roszczenia rentowe Polaków z czasów wojny.".
(cyt. za: 40 lat temu narodziło się zaufanie)
Piekutarz
Na pochodzenie raczej. Mój dziadek dostał zgodę na wyjazd do RFN ze względu na niemieckie pochodzenie. To było właśnie około 1975.


Byli jedni i drudzy.
Pisząc o tzw. uciekinierach miałem na myśli Polaków, klasyfikowanych wtedy w Niemczech jako auslander czyli cudzoziemiec. Zgłaszali się oni tam po azyl. Dla jakiejś części z nich Niemcy były jedynie etapem do dalszej emigracji.

Ci inni, przyjeżdżający do Niemiec i klasyfikowani jako aussiedler czyli przesiedleniec, wyjeżdżali z Polski „legalnie na stałe”. przybywali do Niemiec z ważnym paszportem PRL, uprawniającym do powrotu. W Niemczech otrzymywali dokumenty niemieckie i byli formalnie uznawani za Niemców. Prawie wszyscy z nich wywodzili się ze Śląska. Byłem razem z nimi w szkole. Ta sama szkoła była dla auslander’ów.
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #33

     
Fuser
 

VII ranga
*******
Grupa: Użytkownik
Postów: 2.758
Nr użytkownika: 15.418

 
 
post 15/02/2017, 16:28 Quote Post

Czy chcący wyjechać na pochodzenie, a nie mający zgody władz polskich na legalny wyjazd mogli ubiegać o status przesiedleńca w przypadku pozostania w RFN i niepowrocie np. z wyjazdu turystycznego?
Poniżej artykuł o problemie wyjazdów do Niemiec przez niemal cały czas trwania Polski Ludowej:
Majątek za wolność
Na marginesie, czy coś wiadomo o przesiedleńcach, którzy z takich, czy innych względów chcieli udać się do NRD?
 
User is offline  PMMini Profile Post #34

     
piekutarz
 

III ranga
***
Grupa: Użytkownik
Postów: 118
Nr użytkownika: 100.203

Marcin Krzysztof M.
Zawód: bumelant
 
 
post 15/02/2017, 17:09 Quote Post

Co do przesiedleńców w NRD. Znam rodzinę, z mojej wsi (Górny Śląsk), która nie mogąc wyjechać do RFN, wyjechała do NRD (na stałe). W 1960. Potem (przełom luty/marzec 1961, a oni wyjechali w lipcu) kupili bilet do Berlina i przekroczyli granicę sektorów. Kiedyś w piłkarskiej reprezentacji NRD, grał Martin Trocha. Jego rodzina w 1974 (Trocha miał wtedy 17 lat), wyjechała do NRD. Co ciekawe, są z Bytomia. Wyjazdy do RFN. Po wyjeździe mojego dziadka (ze strony ojca), reszta jego rodziny wyjechała 3 lata później. A ja sam pierwsze lata życia spędziłem w RFN.

Ten post był edytowany przez piekutarz: 15/02/2017, 17:11
 
User is offline  PMMini Profile Post #35

     
Fuser
 

VII ranga
*******
Grupa: Użytkownik
Postów: 2.758
Nr użytkownika: 15.418

 
 
post 15/02/2017, 18:40 Quote Post

A jak władze NRD zapatrywały się na kwestię przesiedleńców z Polski? Chcieli tego, czy nie? Podejmowały w tej kwestii jakieś działania?
 
User is offline  PMMini Profile Post #36

     
piekutarz
 

III ranga
***
Grupa: Użytkownik
Postów: 118
Nr użytkownika: 100.203

Marcin Krzysztof M.
Zawód: bumelant
 
 
post 16/02/2017, 17:24 Quote Post

Przerzucanie ludzi przez granice komunistycznego kraju, którego tajne służby siały terror w sercach i umysłach swoich obywateli brzmi jak materiał na film. Jednak sytuacja panująca w NRD przez 40 lat istnienia tego kraju była daleka od filmowych wyobrażeń. W latach 1949 – 1989 na terenie Wschodnich Niemiec działało wiele podziemnych organizacji, które podejmowały się zadania niemożliwego: dania ludziom szansy na sukces i szczęście poza reżimem komunistycznej dyktatury NRD.

Klaus Hafner* miał 41 lat, kiedy skontaktowała się z nim jego kuzynka Anna, lekarka mieszkająca w Berlinie Wschodnim. Jej ojciec był zagorzałym komunistą, postawionym w hierarchii reżimu na tyle wysoko, by móc wykorzystywać swoją pozycję do załatwiania własnych spraw. Jednak umożliwienie komuś wyjazdu z NRD, nawet jeśli była to własna córka, było wykluczone. Nie pomagały tu nawet kontakty, dzięki którym udało mu się nielegalnie dostać paszport Niemiec Zachodnich, by móc spędzać wakacje w Szwajcarii. Biorąc pod uwagę trudne stosunki, jakie łączyły Annę z jej ojcem, Klaus natychmiast kupił bilet do Berlina Wschodniego, choć nie był pewien, co kuzynka miała na myśli, mówiąc, że „pilnie musi się z nim zobaczyć”.

Kiedy spotkali się w jej mieszkaniu w Berlinie Wschodnim, Anna wyznała, że ma romans z promotorem swojej pracy doktorskiej. Ktoś doniósł Annie, że promotor uciekł na Zachód i miała nadzieję, że Klaus pomoże jej nie tylko go odnaleźć, ale również, jeśli to możliwe, dowie się którędy uciekł, by Anna mogła podążyć tą samą drogą i dołączyć do ukochanego. Oczywiście pogoń za kochankiem nie była jedynym powodem, dla którego młoda kobieta chciała opuścić NRD. Przerażała ją podejrzliwość ojca, który posądzał córkę o niewystarczającą lojalność wobec komunizmu. Bała się, że ojciec doniesie na nią do Stasi (Ministerstwo Bezpieczeństwa Państwowego NRD).
„Kiedy wróciłem do Niemiec Zachodnich, natychmiast rozpocząłem poszukiwania. Wiedziałem, że promotor jest profesorem, więc zacząłem przeglądać rejestry wszystkich uniwersytetów w kraju. Wreszcie udało mi się znaleźć go w Tybindze. Zadzwoniłem do niego” - wspomina Klaus. Profesor Meier rozpoznał Klausa od razu, ponieważ Anna uprzedzała, że ma kuzyna w Niemczech Zachodnich. Zaprosił go do Tybingi. Klaus zaproszenie przyjął i w rezultacie spotkania zaczął podziemną karierę kuriera przerzucającego ludzi na drugą stronę muru berlińskiego.
„Profesor Meier skontaktował mnie z podziemną siatką, która pomagała ludziom z Niemiec Wschodnich przedostać się do Niemiec Zachodnich. Od tego momentu wiodłem podwójne życie. Wiedzieli o tym tylko moi rodzice i potwornie zamartwiali się o moje bezpieczeństwo. Ale co można zrobić, kiedy rodzina prosi o pomoc?” - pyta Klaus. Po tygodniach ćwiczeń mężczyzna został kurierem dostarczającym wiadomości. Wszystkie z nich należało zapamiętywać. Gdyby posługiwano się listami, czy innymi dokumentami i te zostałyby przechwycone, zawarte w nich informacje doprowadziłyby do organizacji lub wpędziły Klausa w poważne tarapaty.

Klaus udał się do Berlina Wschodniego, aby dostarczyć pierwsze wiadomości. „Zapewniłem Annę, że Fritz (profesor Meier) jest bezpieczny. Powiedziałem jej, gdzie przebywa i że pomożemy jej przekroczyć granicę. Wiedziałem, że w pierwszej chwili poczuła ulgę. Z tego, jak na mnie patrzyła, widziałem, że była podekscytowana. Jednak, kiedy dodałem, że możemy przerzucić ją tylko pod warunkiem, że dołączą do niej także mąż i córka, nie wyglądała już na taką zachwyconą. Ale rozumiała, dlaczego muszą jechać wszyscy razem.

Gdyby mąż i córka zostali bez niej w Niemczech Wschodnich, mieliby poważne kłopoty. Gdy spoglądam wstecz, zastanawiam się, czy być może nie powinienem był dać przyzwolenia na tak niefrasobliwe podejście do sprawy, ale w tym czasie mieliśmy dużo poważniejsze problemy” - wspomina Klaus. Mężczyzna przekazał Annie kod, dzięki któremu należało odszyfrować telefoniczną wiadomość potwierdzającą rozpoczęcie akcji. „Włochy” oznaczały „Lipsk”, określona „liczba tygodni” oznaczała „dzień miesiąca”, „określony dzień miesiąca zaś „godzinę”. Miejsce spotkania w Lipsku przekazał jej już wcześniej osobiście. Poinstruował, aby miała ze sobą bukiet róż, by osoba z grupy transporterów mogła ją rozpoznać.
„Zadzwoniłem do Anny po kilku tygodniach. Na początku rozmawialiśmy o codziennych sprawach, żeby nie wzbudzić podejrzeń żadnego Stasi, który mógł podsłuchiwać rozmowę. Potem powiedziałem Annie, że 14 czerwca wyjeżdżam do Włoch na 6 tygodni, aby odwiedzić znajomego. Innymi słowy Anna dowiedziała się, że musi przyjechać do Lipska 6 czerwca o godzinie 14.00” - tłumaczy Klaus. 6 czerwca Klaus pojechał do domu swojej siostry, gdzie jego kuzynka miała zadzwonić, jeśli uda jej się przedostać do Berlina Zachodniego. Telefon był krótki, ale pełen radości. Kiedy jego siostra odebrała telefon i cała się rozpromieniła, Klausowi przeszły ciarki po plecach. Miał łzy w oczach. Udało się. Zdołał wyrwać swoją rodzinę ze szponów opresyjnego państwa komunistycznego.

Po pewnym czsie po zakończonej operacji sprawy uległy pogorszeniu. Po kilku latach Annie udało się odnieść zawodowy sukces w nowym kraju. Była w końcu lekarzem i bardzo dużo zarabiała, kupiła BMW. Zrobiła się arogancka, co może nie miałoby miejsca, gdyby została w Niemieczech Wschodnich. Sytuacja negatywnie odbiła się głównie na córce Anny, Claudii, która, była wtedy nastolatką i bardzo potrzebowała obecności i opieki matki. Któregoś dnia Klaus zabrał Claudię na spacer. „Zapytałem ją, co u niej słychać, jak jej szło w szkole. Wiesz, standardowe pytania, które zadaje się komuś, kogo dawno się nie widziało. I wtedy opowiedziała mi, jak ciężko jej wytrzymać z rodzicami. Jak nie może znieść wiecznej nieobecności matki i braku zaangażowania ojca niedołęgi. Powiedziała, że chce wracać do Niemiec Wschodnich. Zapytałem, co jest takiego wspaniałego w Niemczech Wschodnich, a ona odpowiedziała po prostu, że tam ludzie są bardziej pomocni i prospołeczni” - wspomina Klaus.

Dwa tygodnie później Claudia zniknęła. Klaus otrzymał telefon od jej ojca, który pytał, czy nie wie przypadkiem, gdzie dziewczyna mogła się podziać. Klaus nie wspomniał o Niemczech Wschodnich, ale wnioskując z ostatniej rozmowy z Claudią, tam właśnie trzeba było jej szukać. Kilka dni później znaleziono jej ciało w motelowym pokoju w Berlinie Zachodnim. Nigdy nie piła, ale tamtego wieczoru postanowiła butlą wina popić całą buteleczkę proszków, które ukradła matce. „Nigdy nie zrozumiałem dlaczego to zrobiła, ale przypuszczam, że mimo, iż tak bardzo chciała wrócić do komunistycznych Niemiec, zdawała sobie sprawę, że to niemożliwe. Wiedziała, że jeśli wróci, zostanie zatrzymana i posłuży władzom za okup, by zmusić jej rodzinę do powrotu. Z Niemiec Wschodnich uciekało wielu lekarzy i władze zrobiłyby wszystko, by ściągnąć z powrotem kogoś takiego, jak Anna. Ale dla Claudii myśl o powrocie do rodziców była równie niemożliwa, co ucieczka do kraju dzieciństwa. Sądzę, że była absolutnie zdesperowana” - tłumaczy mój rozmówca. Claudia miała zaledwie 20 lat. Nie miała szansy zobaczyć, jak upadał mur berliński.

Historia Klausa jest tylko jedną z wielu opowieści o trudnościach, które były rezultatem z podziału Niemiec na Wschód i Zachód. Przypomina nam, że efekty wszystkich rządów autorytarnych kładą się długim cieniem na życiu ludzi, którzy chcieliby po prostu być szczęśliwi i spełnieni. Kilka lat po śmierci Claudii, Anna powiesiła się. Nie mogła żyć ze świadomością, że być może była przyczyną samobójstwa córki i że tak bardzo dała się omotać chciwości i ambicji. Klaus nie powiedział mi, co myśli o samobójstwach. Powiedział natomiast, że był niesamowicie szczęśliwy, kiedy Niemcy stały się z powrotem jednym państwem: „Cieszę się, że dzisiaj już nikt w Niemczech nie musi przechodzić przez taką mękę” - mówi.
*Wszystkie imiona zostały zmienione, aby chronić tożsamość bohaterów reportażu.

Znalezione w czeluściach komputera (wiem że było to na jakieś stronie)
 
User is offline  PMMini Profile Post #37

     
piekutarz
 

III ranga
***
Grupa: Użytkownik
Postów: 118
Nr użytkownika: 100.203

Marcin Krzysztof M.
Zawód: bumelant
 
 
post 1/03/2017, 18:33 Quote Post

Historia mojego kuzyna

1985. Przebywał wówczas na studiach w Lipsku (kierunek tak zwany wówczas "Sektion Technische und biomedizinische Kybernetik" co na nasze znaczy "Cybernetyka techniczna i biomedyczna", drugi rok). Wtedy obcokrajowcy dorabiali na tłumaczeniach (można było zarobić 1100 marek NRD, a średnia pensja NRD wynosiła wówczas 800), kuzyn akurat na Dniu Górnika w Bad Salzungen (Turyngia, niedaleko granicy z RFN). Ten tłumaczył aż, zwolnił się z powodów zdrowotnych (struł się weinbrandem). Przyszło do niego dwóch sąsiadów (NRD-owiec i Soviet).

NRD-owiec miał problemy ze Stasi (uczestniczył w Montagsgebeten, "debaty" w kościele św.Mikołaja w Lipsku). Mówił że chciał uciec, bo miał dość tych szykan. Zaś Rosjanin, był w opozycji do komunistów. Kuzyn chciał dołączyć do nas (od 1977 mieszkaliśmy w RFN). Decyzję podjęli wiadomo jaką.

NRD-owiec zarąbał ciężarówkę z swojego zakładu pracy, oni ją próbowali opancerzyć. Pojechali na forsowanie granicy. Pojechali oni ile się dało, zauważył ich patrol pograniczników. Jak jeden chciał strzelać w Ruska, drugi dał mu po głowie, i dołączył do nich. Wszyscy zwiali, oczywiście NRD-owiec i pogranicznik stracili obywatelstwo, Stasi pozwoliło ich rodzinom wyjechać w ramach "sprzedaży" za dewizy.
 
User is offline  PMMini Profile Post #38

     
Fuser
 

VII ranga
*******
Grupa: Użytkownik
Postów: 2.758
Nr użytkownika: 15.418

 
 
post 1/03/2017, 18:52 Quote Post

QUOTE(piekutarz @ 1/03/2017, 19:33)
NRD-owiec zarąbał ciężarówkę z swojego zakładu pracy, oni ją próbowali opancerzyć. Pojechali na forsowanie granicy. Pojechali oni ile się dało, zauważył ich patrol pograniczników. Jak jeden chciał strzelać w Ruska, drugi dał mu po głowie, i dołączył do nich. Wszyscy zwiali, oczywiście NRD-owiec i pogranicznik stracili obywatelstwo, Stasi pozwoliło ich rodzinom wyjechać w ramach "sprzedaży" za dewizy.
*


Uciekli przez jakiś niezabezpieczony bardziej odcinek granicy?
 
User is offline  PMMini Profile Post #39

     
piekutarz
 

III ranga
***
Grupa: Użytkownik
Postów: 118
Nr użytkownika: 100.203

Marcin Krzysztof M.
Zawód: bumelant
 
 
post 1/03/2017, 18:57 Quote Post

Skoro jakieś 3-4 lata później był podobny przypadek, to raczej musiała być słabo zabezpieczona. Ale mogli wykorzystać fakt że okolica imprezowała.
 
User is offline  PMMini Profile Post #40

     
piekutarz
 

III ranga
***
Grupa: Użytkownik
Postów: 118
Nr użytkownika: 100.203

Marcin Krzysztof M.
Zawód: bumelant
 
 
post 22/03/2017, 15:59 Quote Post

Ostatnio czytałem o sposobie ucieczek mieszkańców Bytomia i okolic. Ukrywali się w wagonach, a dokładniej beczkach karbidu eksportowanymi przez bytomski oddział Zakładów Azotowych im. Pawła Findera w Chorzowie do Europy Zachodniej... Wystarczyło rozeznanie.
 
User is offline  PMMini Profile Post #41

     
Grapeshot
 

VI ranga
******
Grupa: Użytkownik
Postów: 1.092
Nr użytkownika: 79.211

Steven Murphy
Zawód: Marine Engineer
 
 
post 22/03/2017, 23:27 Quote Post

Piekutarz
CODE
Ostatnio czytałem o sposobie ucieczek mieszkańców Bytomia i okolic. Ukrywali się w wagonach, a dokładniej beczkach karbidu eksportowanymi przez bytomski oddział Zakładów Azotowych im. Pawła Findera w Chorzowie do Europy Zachodniej... Wystarczyło rozeznanie.


Masz więcej informacji na ten temat? Karbid może być trujący.
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #42

     
piekutarz
 

III ranga
***
Grupa: Użytkownik
Postów: 118
Nr użytkownika: 100.203

Marcin Krzysztof M.
Zawód: bumelant
 
 
post 23/03/2017, 15:23 Quote Post

http://ciekawostkihistoryczne.pl/2017/03/2...-sie-przydac/3/
Też się dziwiłem że w beczkach z karbidem, prędzej by zginęli od tego, niż od kul pograniczników.
 
User is offline  PMMini Profile Post #43

     
rasterus
 

VI ranga
******
Grupa: Użytkownik
Postów: 1.024
Nr użytkownika: 89.006

 
 
post 24/03/2017, 3:14 Quote Post

Byłem w 1987 r. na obozie w NRD, jeden z Niemców opowiadał nam o ucieczkach przez Mur Berliński. Samo opowiadanie było już ciekawe, co kilka zdań wyglądał przez okno czy nikt nie podsłuchuje. Mieli większe zaufanie do Polaków niż do swoich. Samo opowiadanie o ucieczkach było niemile widziane.

Opowiadał jak jedna dziewczyna uciekła. Miała narzeczonego w NRF, który kupił jej cabriolet, najniższy jaki był do kupienia. Samochód mieścił się pod szlabanem. Przejechała na pełnej prędkości pod szlabanem w Berlinie. Strażnicy nie zdążyli zareagować.
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #44

     
Phouty
 

VII ranga
*******
Grupa: Użytkownik
Postów: 2.261
Nr użytkownika: 81.932

 
 
post 24/03/2017, 4:20 Quote Post

Ten przypadek ucieczki pod szlabanem byl bardzo znany na zachodzie.
http://www.placetobe.info/berlinwall/escap...he-berlin-wall/

Jednakze twoj niemiecki znajomy mylil sie odnosnie pewnych szczegolow. Hans Meixner byl Austriakiem studiujacym w Berlinie Zachodnim. Z tego powodu mogl swobodnie przekraczac granice do wschodniej czesci miasta.
Na jednym przyjeciu weselnym w Berlinie Wschodnim poznal Margit. Milosc od pierwszego wejrzenia!
Oczywiscie milosc byla ograniczona do wschodniej czesci miasta, bo szanse Margit na wyjazd na zachod byly oczywiscie zerowe.

Na taki wlasnie pomysl ucieczki Hans wpadl gdy przypadkowo, przekraczajac Checkpoint Charlie zaobserwowal jakas kobiete jadaca malym kabrioletem, ktora pomylila pedal hamulca z pedalem gazu i czesciowo wjechala pod szlaban na przejsciu. Hans wiec wypozyczyl na miesiac maly kabriolet Austina i trenowal nim jazde "z glowa pod deska" i jazde slalomem w takiej pozycji. Pomierzyl tez dyskretnie wysokosc pod szlabanem.
https://en.wikipedia.org/wiki/Austin-Healey_Sprite

Ucieczki dokonali w trojke, bo towarzyszyla im takze matka Margit. Oczywiscie to Hans byl za kierownica.
Ponizej wiecej szczegolow na temat tej ucieczki, ktorej dokonali 5 maja 1963 roku.
http://articles.chicagotribune.com/1986-12...n-east-berlin/2

Ten post był edytowany przez Phouty: 24/03/2017, 4:35
 
User is offline  PMMini Profile Post #45

7 Strony < 1 2 3 4 5 > »  
1 Użytkowników czyta ten temat (1 Gości i 0 Anonimowych użytkowników)
0 Zarejestrowanych:


Topic Options
Reply to this topicStart new topic

 

 
Copyright © 2003 - 2019 Historycy.org
historycy@historycy.org, tel: 12 346-54-06

Kolokacja serwera, łącza internetowe:
Uniwersytet Marii Curie-Skłodowskiej