Drukowana wersja tematu

Kliknij tu, aby zobaczyć temat w orginalnym formacie

historycy.org _ HISTORIA PAŃSTWA I PRAWA _ Poczet prawników sławnych i niesławnych

Napisany przez: Ironside 25/01/2009, 14:36

Dział niniejszy powinien cieszyć się moim szczególnym zainteresowaniem jako jego moderatora wink.gif, a także (a może przede wszystkim) jako adepta prawa, zwłaszcza zainteresowanego naukowo historią prawa. Niestety, dziedzina ta jest poniekąd egzotyczna, gdyż de facto pozostaje całkowicie obca historykom. Stąd też wynika małe zainteresowanie tym działem, skromna ilość tematów i postów.
Temat niniejszy zaplanowałem więc jako przede wszystkim informacyjny. Stwórzmy tu swoistą bazę danych, zbiór informacji o sławnych i niesławnych orłach Temidy. Wzywam do współpracy wszystkich forumowiczów-prawników, ale oczywiście nie tylko ich. Piszmy o legislatorach, sędziach, adwokatach, teoretykach. Prawnikach-koniunkturalistach czy też gorliwych sługach zbrodniczych reżimów, jak i prawnikach-buntownikach, którzy się im przeciwstawiali. Prawnikach-wzorach i prawnikach-antywzorach. Tych, których myśl zmieniała dzieje prawa i tych, których rewolucyjne teorie i działania nie zmieniły powszechnej praktyki. Być może nawet wyniknie z tego czasami jakaś dyskusja wink.gif

Napisany przez: Ironside 25/01/2009, 15:11

Na początek smutna z polskiego punktu widzenia refleksja: generalnie nasz kraj i naród nie dorobił się zbyt wielu jurystów, których dorobek byłby powszechnie znany na świecie. Podobnie jak w innych dziedzinach nauki, i w tej daleko nam do Niemców, Francuzów, Brytyjczyków, Amerykanów, Włochów, a nawet do Skandynawów i Rosjan. W zasadzie można powiedzieć, że w skali całej naszej cywilizacji osoba, która odebrała akademickie wykształcenie prawnicze, powinna przynajmniej teoretycznie znać jedynie dwa nazwiska polskich prawników. Na dodatek z oboma jest ten problem, że zazwyczaj mało kto kojarzy ich z Polską. Mowa o Leonie Petrażyckim, oraz - przede wszystkim - o Rafale Lemkinie.

I właśnie do tego drugiego warto zacząć ten temat.

user posted image

Urodzony w 1900 roku w rodzinie żydowskiej na Białorusi, ukończył prawo na Uniwersytecie Jana Kazimierza we Lwowie, potem praktykował między innymi w Warszawie jako prokurator. Brał udział w pracach legislacyjnych nad kodeksem karnym 1932 roku (lex makarewicz). Już w latach 30ych zwracał uwagę na problem masowych zbrodni, popełnianych w imię ideologii. Przedmiotem jego studiów była zwłaszcza rzeź Ormian oraz masakry Asyryjczyków w Iraku. Na podstawie tych studiów opracował esej pt. Crime of Barbarity, który przedstawił w 1933 roku na konferencji Ligi Narodów w Madrycie. Konstrukcja, którą tam przedstawił, stała się bazą dla największego działa Lemkina.
We wrześniu 1939 Lemkin został zmobilizowany i brał udział w obronie Warszawy, podczas której został ranny. Uniknął niewoli, a w roku 1940 udało mu się przez Litwę uciec do Szwecji, skąd - przy pomocy amerykańskich przyjaciół - udał się ostatecznie do Stanów Zjednoczonych i podjął pracę na Duke University w Karolinie Północnej.
Pracując na uniwersytecie, Lemkin rozpoczął zbieranie i analizowanie danych dotyczących nazistowskich zbrodni w Europie. W roku 1944 wydał pracę pt. Axis Rule in Occupied Europe, która miała się okazać jedną z najważniejszych dla rozwoju prawa międzynarodowego. To właśnie w tym dziele po raz pierwszy użył terminu, który zna dzisiaj dosłownie każdy - ludobójstwo. Słowo to powstało z połączenia greckiego genos (rodzina, plemię, lud) z łacińskim cide (zabicie). Genocide - w bardzo krótkim czasie to słowo było na ustach wszystkich. Lemkin opracował teoretyczne podstawy tej instytucji, określił przesłanki popełnienia tej zbrodni i rozpoczął walkę o prawnomiędzynarodową regulację zakazującą ludobójstwa i ścigającą jego sprawców. Doktryna Lemkina miała ogromny wpływ na przebieg procesów norymberskich, a on sam brał w nich pośrednio udział jako doradca Roberta H. Jacksona, głównego prokuratora amerykańskiego.
W ciągu następnych kilku lat Rafał Lemkin wykładał na Yale oraz przedstawiał międzynarodowym gremiom kolejne projekty regulacji dotyczących ludobójstwa. W końcu dopiął swego - 9 grudnia 1948 roku Zgromadzenie Ogólne Narodów Zjednoczonych przyjęło Konwencję w sprawie zapobiegania i karania zbrodni ludobójstwa, opartą niemal w 100% na dorobku Rafała Lemkina. Kluczowy Artykuł II głosi:

W rozumieniu Konwencji niniejszej ludobójstwem jest którykolwiek z następujących czynów, dokonany w zamiarze zniszczenia w całości lub części grup narodowych, etnicznych, rasowych lub religijnych, jako takich:
a) zabójstwo członków grupy,
b) spowodowanie poważnego uszkodzenia ciała lub rozstroju zdrowia psychicznego członków grupy,
c) rozmyślne stworzenie dla członków grupy warunków życia, obliczonych na spowodowanie ich całkowitego lub częściowego zniszczenia fizycznego,
d) stosowanie środków, które mają na celu wstrzymanie urodzin w obrębie grupy,
e) przymusowe przekazywanie dzieci członków grupy do innej grupy.


Rafał Lemkin osobiście doświadczył tego, czym jest ludobójstwo. W Shoah śmierć ponieśli niemal wszyscy członkowie jego rodziny. Przeżył jedynie brat, który wraz z żoną i dziećmi trafił do sowieckiego łagru. Lemkin zdołała przy wykorzystaniu wszystkich swoich znajomości wydostać ostatnich ocalałych krewnych z ZSRR. Osiedli w Montrealu.

W latach 50ych Lemkin był siedmiokrotnie nominowany do Pokojowej Nagrody Nobla, jednak nie zdążył jej otrzymać. Zmarł nagle, 28 sierpnia 1959 roku na atak serca.
Nie ulega wątpliwości, że konstrukcja stworzona przez Rafała Lemknina wywarła ogromny wpływ na rozwój prawa międzynarodowego. To właśnie w oparciu o nią powstała cała ogromna i jakże ważna doktryna opisująca zbrodnie przeciwko ludzkości, ludobójstwo i podobne czyny. Dziś bazuje na niej Międzynarodowy Trybunał Karny w Hadze.

Napisany przez: bachmat66 25/01/2009, 17:41

QUOTE(Ironside @ 25/01/2009, 9:11)
Na początek smutna z polskiego punktu widzenia refleksja: generalnie nasz kraj i naród nie dorobił się zbyt wielu jurystów, których dorobek byłby powszechnie znany na świecie. Podobnie jak w innych dziedzinach nauki, i w tej daleko nam do Niemców, Francuzów, Brytyjczyków, Amerykanów, Włochów, a nawet do Skandynawów i Rosjan. W zasadzie można powiedzieć, że w skali całej naszej cywilizacji osoba, która odebrała akademickie wykształcenie prawnicze, powinna przynajmniej teoretycznie znać jedynie dwa nazwiska polskich prawników.
*


wydaje mi sie caly ten wstep warty powtornego przepisania (dobre rzeczy zaczynaja sie po wstepie, keidy czytamy o biografie), i zaraz wyluszcze dlaczego:

primo, w czasie kiedy tworzyla sie nowoczesna jurisprudens w Europie i Ameryce Plonocnej Polski nie bylo a zaborcy swiadomie niszczyli polska jurisprudens.

secundo, podczas okresu 1772-1918 Polska byla pod okupacja poteg ktorych zadaniem bylo inkorporowac populacje tubylcza w swoja strukture prawno-spoleczna (Rosja, Austria po 1848), lub zepchniecie na margines (Prusy, Cesarswo Niemieckie).

tertio,Rzeczpospolita Obojga Narodow byla pastwem prawnikow - wystarczy poczytac 'Wspomnienia Soplicy', a jej ostatnim slynnym dokonaniem byla Konstytucja 3 maja.

quarto, okres 20lecia miedzywojennego zaowocoal wysypem prawnikow (jak imci pan Lemkin) ie., sedziow, radcow, adwokatow, prokuratow et al, a ktorych wkrtoce w duzych ilosciach zamordowano 1939-45, a w PRL rozwoj jurisprudens zostal zachamowany az do 1990 roku, i wciaz istnieja w praie polskim ustawy wprost z ustroju sowieckiego.

quinto, kraje ktore wymienil kolega maja i pielegnuja swoje tradycje, choc inaczej sie to ma w krajach prawa caususowego a inaczej tam gdzie rzadzi jurisprudens typu Kodeks Napoleonski.
Jako prawnik moge stwierdzic ze w US czlowiek z akademickim wyksztalceniem ma zadna albo bardzo nikla wiedze o slynnych prawnikach z przeszlosci. Inaczej to sie ma kiedy mowa dniu dzisiejszymi tu wazna jest rola mediow bo media o takowych prawnikach trabia. Inna sprawa ze struktura panstwa amerykanskigo jest specyficzna eg dozywotnie pozycje sedziow federalnych, publiczna wybieralnosc sedziow et prokuratorow na szczeblu stanow, powszechnosc i dostep do adwokatow etc, wszystko to sprzja znajomsci nazwisk i pozycji et pogladow tychze. Ale smiem twierdzic ze prawie nikt konczac studia (poza adeptami nauk politycznych, historii oraz szkol prawniczych, choc w zasadzie tamze tez nie naucza sie historii prawa sensu stricte) nie wie nic o dorobku prawnym slynnych prawnikow w US.

Wydaje mi sie ale chyba nie ma sensu stricte tzw dorobku prawnego Brytyjczykow, nie za bardzo mozna ich wrzucic do jednego worka, co widac takze na dzien dzisiejszy , ale jest dorobek szkocki z ich wlasna jurisprudence, jest jurisprudence Anglii z Walia, jest irlandzki; i to wciaz widac w kwestii praktykowania prawa na wyspach Brtyjskich, np moja zona jest adwokatem w Anglii i Walii, a nie Szkocji czy Irlandii Polnocnej etc.
Inna kwestia to czy szkola prawnicza, wydzial prawa, ma uczyc historii czy moze raczej dobrze przygotowac do wykonywania zawodu?
Wydaje mi sie ze te wiedze o historii, slynnych prawnikach nalezy zostawic historykowm prawa i.. hobbystom, albo np praktykowac wiecej prawa precedensowego gdzie imiona same z siebie wychodza i dzieki temu zostaja w pamieci.
Kwestia jest ze w RP prawo przekazuje sie z punktu widzenia prawa i administracji, nota bene polaczonych jak blizniaki sjamskie w prawie calej Europie. Moze trzeba by to skalpelem rozdzielic?

Napisany przez: Ironside 25/01/2009, 19:10

Powiem szczerze bachamacie, że nie za bardzo wiem, dlaczego moje posty spowodowały taką Twoją reakcję smile.gif

Przede wszystkim ja jedynie stwierdziłem fakt, że Polska się wielu znanych prawników nie dorobiła, natomiast nie było moim zamysłem roztrząsania przyczyn tego faktu. A są one bez wątpienia takie, jak napisałeś.

Co do II RP, to bez wątpienia dorobiliśmy się wówczas wielu wybitnych jurystów, ale za granicą znany szerzej był - i to tylko chwilowo - co najwyżej Makarewicz. Dzisiaj natomiast poza Polską pies z kulawą nogą nie pamięta już o Makarewiczu, Longchampsie, Makowskim etc.

Jeśli zaś chodzi o to, czy po zakończeniu edukacji w Polsce, USA czy gdziekolwiek indziej na świecie, młody prawnik rzeczywiście zna te słynne postaci, to również podkreśliłem, że TEORETYCZNIE ZNA. Powinien znać, jeśli podczas studiów wykazał jakiekolwiek zainteresowanie tym, co studiuje. Z mojego doświadczenia studenckiego wynika, że 90% studentów wykazuje nikłe zainteresowanie rolleyes.gif
W USA natomiast - jak przecież doskonale wiesz - prawdziwie akademickie wykształcenie prawnicze to jest wielka rzadkość.

No i wreszcie, celem tego tematu nie jest roztrząsanie, czy historia prawa jest czy nie jest przydatna. Ten dział forum nosi nazwę "Historia państwa i prawa", więc to pytanie jest tu niejako poza dyskusją.

Napisany przez: lucam 26/01/2009, 21:27

Rafał Taubenschlag według mnie, jeden z bardziej rozpoznawalnych romanistów za granicą, ale to stare dzieje.
Ludwik Ehrlich jeden z wybitniejszych przedstawicieli prawa narodów.
Te dwa nazwiska przychodzą mi obecnie na myśl. Zastanawia mnie pewne zdanie z Kupiszewskim, czy nie ograniczało naszych iurystów, to że starali się pisać po polsku?

My wiemy o dawnych prawnikach tyle ile nam wspomną na zajęciach, lub tyle, gdzie coś przeczytamy. Np, nic nie wiedziałem o Lemkinie, nawet się nie zetknąłem z tym nazwiskiem. Ironside skąd wiedziałeś o nim?

Napisany przez: Ironside 27/01/2009, 13:39

O Lemkinie słyszałem kilkakrotnie na zajęciach, mój Wydział robił też raz konferencję na jego temat. Przyznam jednak szczerze, że zadziwia mnie, iż postać Lemkina jest tak słabo znana w Polsce. Podczas studiów dosłownie o nim napomykano...
Jeśli zaś chodzi o słowa Kupiszewskiego, to jest w tym twierdzeniu niewątpliwie sporo racji. Z drugiej strony było i jest wielu polskich prawników znanych na świecie, ale tylko w wąskich kręgach naukowych. Na przykład romaniści: Taubenschlag, Kupiszewski, Litewski (o żyjących co do zasady nie napiszę, zwłaszcza, że u niektórych piszę mgr wink.gif) są znani i cenieni przez... innych romanistów. Ot, taki urok zajmowania się egzotycznymi dziedzinami wink.gif
Nie ma natomiast wśród polskich prawników czy filozofów zajmujących się prawem żadnego tytana na miarę Harta, Dworkina, Holmesa, Finnisa, Boeckenfeldego, Fullera, Llewlyna, Habermasa. W przeszłości również żaden z naszych jurystów nie dokonał przełomu ani nie stworzył dzieła na miarę Grocjusza, Beccari, Monteskiusza, Feuerbacha, von Savignego.
Od tej zasady nie ma wyjątków prócz wymienionych przeze mnie Petrażyckiego i Lemkina. Pierwszy jest twórcą jednego z najoryginalniejszych podejść do prawa w całej historii myśli, o znaczeniu drugiego już szerzej napisałem. Problem oczywiście polega na tym (o czym wspomniałem, a co rozwinę), że ani jednego ani drugiego zazwyczaj z Polską się nie kojarzy. Petrażycki najważniejsze swe dzieła napisał po niemiecku i po rosyjsku w czasie pracy na uniwersytecie petersburskim jeszcze przed I wojną światową. Gdy po roku 1918 pracował na UW, nie napisał już żadnej głośnej pracy. Podobnie Lemkin - zdobył sławę, gdy był już w Stanach i nikomu do głowy nie przyszło, że piszący po angielsku w Północnej Karolinie Raphael Lemkin może mieć coś wspólnego z Polską.

Jest jeszcze jedna postać, którą bez wątpienia znają WSZYSCY, nie tylko prawnicy. Sęk w tym, że z prawem kojarzy ją naprawdę mało kto, zresztą nie ma się czemu dziwić. Mowa oczywiście o Janie Pawle II, bez wątpienia jednym z najwybitniejszych prawnonaturalistów XX stulecia. Myśl filozoficzno-prawna zawarta w encyklikach Jana Pawła II jest (z oczywistych względów) dominującą współcześnie interpretacją oraz rozwinięciem myśli o prawie Tomasza z Akwinu.

Napisany przez: Ryszard Lwie Serce 27/01/2009, 16:09

Wszak zawsze, drogi Ironsidzie, promowałeś postać B. Groickiego, jako niedocenianego w Polsce, a szanowanego za granicą teoretyka ustroju smile.gif Oczywiście, współczesnym jurystą to on nie jest. Ale polskim - jak najbardziej biggrin.gif Skoro już wspomniałeś Grocjusza czy Monteskiusz...

Napisany przez: Ironside 27/01/2009, 16:35

Chyba Goślickiego i nie B., tylko W. (Wawrzyńca wink.gif). Goślickiego ciężko jednak nazwać prawnikiem, choć bez wątpienia prawo studiował. Goślicki to pisarz polityczny, mnie zaś chodziło raczej o prawników i filozofów prawa sensu stricto.

No ale kontynuując tworzenie pocztu:


Leon Petrażycki pochodził z patriotycznej rodziny szlacheckiej z dalekich kresów (okolice Witebska). W 1890 roku ukończył studia prawnicze w Kijowie, potem dzięki stypendiom kontynuował studia m.in. w Berlinie, Londynie i Heidelbergu. Wróciwszy do Rosji rozpoczął pracę w Petersburgu, gdzie piął się po szczeblach kariery naukowej i pisał swoje największe dzieła.

Filozofia prawa Petrażyckiego jest jedną z najoryginalniejszych w całej długiej historii jurysprudencji. W myśl jego teorii wszelkie systemy normatywne, a więc zarówno prawo jak i moralność, nie istnieją obiektywnie. Są jedynie pewnym rodzajem naszych przeżyć emocjonalnych, a więc zjawiskami skrajnie subiektywnymi. Prawo, które w ten sposób nie istnieje w naszej subiektywnej świadomości, w ogóle nie jest prawem. Nie są prawem teksty ustaw, a jedynie sposób, w jaki przejawiają się one w świadomości poszczególnych jednostek. Dlatego właśnie prawo pozytywne nie jest prawem w ogóle, a jedyne prawo, jakie w ogóle istnieje, to zsubiektywizowany zwyczaj. Każdy dojrzały człowiek posiada więc pewne własne poczucie prawa, oczywiście mniej lub bardziej rozwinięte w zależności od własnego poziomu intelektualnego, emocjonalnego, wykształcenia etc.
Petrażycki uchodzi za twórcę tego oryginalnego, jedynego w swoim rodzaju podejścia do prawa, zwanego czasami szkołą psychologiczną. Jego myśl zdobyła sobie sporą popularność na świecie, ale nie znalazła zbyt wielu kontynuatorów. Dlatego też szkoła psychologiczna nigdy nie rozwinęła się w znaczący kierunek w prawoznawstwie. Niemniej jednak, nazwisko Petrażyckiego jest szeroko znane w prawniczym świecie akademickim po obu stronach Wielkiej Wody. Jak już wspomniałem, swoje dzieła pisał on po niemiecku i rosyjsku niemal wyłącznie w okresie pracy w Petersburgu, dlatego mało kto kojarzy tego myśliciela z Polską.
Ponadto Petrażycki zasłynął w carskiej Rosji jako gorący rzecznik przyznania kobietom praw wyborczych.

Po 1917 roku Petrażycki otrzymał wiele propozycji objęcia katedr na europejskich uniwersytetach, wybrał jednak Uniwersytet Warszawski, gdzie utworzono specjalnie dla niego pierwszą katedrę socjologii prawa. W okresie warszawskim nie opublikował już żadnego dzieła na miarę swoich poprzednich książek.
Zginął śmiercią samobójczą 15 maja 1931 roku w wieku 64 lat. Wydziałowa legenda głosi, że powiesił się w pomieszczeniu, które dziś pełni funkcję kanciapy samorządu studenckiego. Motywy jego czynu nie są dokładnie znane.

Napisany przez: Nurglitch 27/01/2009, 16:43

QUOTE(Ironside @ 25/01/2009, 12:36)
Piszmy o legislatorach, sędziach, adwokatach, teoretykach. Prawnikach-koniunkturalistach czy też gorliwych sługach zbrodniczych reżimów, jak i prawnikach-buntownikach, którzy się im przeciwstawiali.


Tu chyba najbardziej znanym prawnikiem postokupacyjnej polski jest mecenas Jan Olszewski. Jako premier był bodaj największym nieudacznikiem w dziejach IIIRP, ale za czasów okupacji sowieckiej dorobił się godnego podziwu życiorysu jako obrońca w wielu politycznych procesach. Do rehabilitacji żołnierzy AK wzywał kiedy jeszcze za takie rzeczy esbecja fundowała wylew krwi do mózgu przez 9mm otwór. To chyba jedyny naprawdę znany opozycjonista-prawnik.


Inny prawnik który zapisał się we współczesnej historii to Lech Falandysz. Twórca praktyki "falandyzacji" prawa zgodnie z którą prawo można było dowolnie deptać i łamać jeśli tylko miało się wystarczająco silną pozycję polityczną. Nikt chyba tak jak on nie uświadomił narodowi jak kiepskim dowcipem jest prawo i wymiar sprawiedliwości III RP i w jakiej całkwowitej pogardzie można je mieć i nadal prosperować. Jeden z najskuteczniejszych niszczycieli idei praworządności w postokupacyjnej Polsce. Co zabawne, wiele razy w telewizorni utyskiwał nad tym jak to motłoch nie szanuje prawa.

Napisany przez: Ironside 27/01/2009, 17:29

Skoro wspomniałeś Jan Olszewskiego, nie sposób nie wspomnieć o Stanisławie Hejmowskim - bohaterskim (ta, to jest właściwe słowo) obrońcy uczestników powstania poznańskiego 1956 roku, którego nieprzejednana postawa i wybitny talent prawniczy przyczyniły się do tego, że sąd wydał wyroki raczej łagodne w stosunku do tego, czego można było się spodziewać. Mecenas Hejmowski nie wahał się również publicznie oskarżać władz o popełnienie zbrodni. Zapłacił za to drogo - jeszcze w marcu 56 stał się celem działań UB, które nasiliły się w czasie procesu i po nim. Rozpowszechniano fałszywe plotki a nawet publikowano artykuły prasowe o łapówkarstwie Hejmowskiego. Sfingowane oskarżenie i skazanie na horrendalną grzywnę za malwersacje finansowe doprowadziło go do całkowitej ruiny materialnej, a działania agentów SB w samorządzie adwokackim poskutkowały zawieszeniem go na dwa lata w obowiązkach zawodowych oraz permanentne odsunięcie od nauczania aplikantów. Zrujnowany i schorowany, Hejmowski nie wrócił już do praktyki zawodowej i zmarł na wylew krwi do mózgu w 1969 roku w wieku 69 lat. Trzeba było czekać aż do roku 2006, aby wreszcie jedna z poznańskich ulic otrzymała imię mecenasa.

Napisany przez: Ironside 27/01/2009, 17:52

I teraz postać z zupełnie innej beczki:

user posted image

Dr Wilhelm Stuckart, wybitny prawniczy umysł i zarazem fanatyczny wyznawca zbrodniczej ideologii.

Urodzony w 1902 roku, już w wieku 17 lat wstąpił do freikorpsu. Prawo studiował w Monachium i we Frankfurcie nad Menem. Bardzo szybko wstąpił do NSDAP, gdzie mimo młodego wieku błyskawicznie wspinał się po szczeblach partyjnej kariery. Jako sekretarz stanu w MSW oraz świetny legislator i fanatyczny rasista, był głównym autorem sławetnych ustaw norymberskich z 1935 roku. W rok później wstąpił do SS. Był autorem wielu publikacji z zakresu nazistowskiej teorii prawa. Jako wybitny specjalista w tym zakresie został zaproszony na równie niesławną jak ustawy norymberskie konferencję w Wannsee. Podczas obrad sprzeciwiał się planom masowej eksterminacji Żydów, gdyż uważał, że są one... niezgodne z duchem ustaw norymberskich oraz w praktyce doprowadzą do wielkich problemów logistycznych. Proponował w to miejsce kontynuowanie polityki izolacji oraz masową sterylizację. Argument Heydricha, że decyzję podjął Hitler, a w myśl zasady wodzostwa jego słowo jest prawem najwyższym zmusił jednak Stuckarta do zmiany zdania.

Po wojnie Stuckarta aresztowano i sądzono w jednym z procesów norymberskich. Wyrok opiewał jedynie na "czas już odsiedziany", a więc wstecznie na kres, w którym tuz nazistowskiej jurysprudencji był pozbawiony wolności. Nic dziwnego, że wynik spotkał się z dość szeroką krytyką. W 1949 roku Stuckart był już wolnym człowiekiem. W cztery lata później zginął w wypadku samochodowym nieopodal Hanoweru. Nie brakowało teorii, jakoby wypadek był w istocie zamachem zorganizowanym przez którąś z rzeczywiście istniejących lub też zmyślonych tajnych organizacji tropiących i likwidujących nazistowskich zbrodniarzy.

Napisany przez: Ironside 27/01/2009, 21:49

Być może od tej postaci należało w ogóle zacząć, no ale postanowiłem uderzyć w nutę lokalnie-patriotyczną, także dopiero teraz - spóźniony, co nie znaczy, iż nie doceniany - przed państwem:

Aemilius Papinianus, zwany po polsku Papinianem, w średniowieczu cieszący się sławą "księcia rzymskich jurystów".
Żył na przełomie II i III wieku po narodzeniu Chrystusa. Urodził się prawdopodobnie w Syrii, co by dobrze współgrało z faktem, iż uchodził za protegowanego i stronnika imperatorowej Julii Domny. Był wybitnie uzdolnionym prawnikiem i wiernym sługą domu Sewerów, osobistym przyjacielem samego cesarza Septimusa oraz - jak wspomniałem - jego małżonki. Zrobił wielką karierę, której zwieńczeniem było objęcie w 205 roku urzędu praefectus praetorio.

Papinian żył w czasach, które prawnicy do dziś wspominają z pewną nostalgią jako złotą epokę prawa rzymskiego. Początkowo w tym okresie wyróżniający się juryści otrzymywali wówczas od imperatora ius respondendi ex auctoritate principis, czyli prawo wydawania wiążących dla sądów opinii prawnych. Prawo rzymskie w tym okresie rozwijało się więc nie tylko w drodze ustaw, ale przede wszystkim w toku ciągłej interpretacji, potem interpretacji interpretacji i tak dalej. Mniej więcej od czasów Antoninów cesarze dokonali swoistej centralizacji tej prawotwórczej działalności jurystów, skupiając ich we własnej kancelarii i sobie rezerwując prawo wydawania wiążących opinii. Papinian pisał więc wiążące opinie, pod którymi podpisywał się Septimus Severus, udzielał również opinii na własny rachunek. Jego dorobek pisarski jest spory, choć nie tak imponujący jak tworzących później Ulpiana czy Paulusa.
Również urząd prefekta pretorianów był ściśle związany z prawem. Zatracił do tego czasu swoje znaczenie militarne, gdyż prefekt z rzeczywistego dowódcy gwardii zamienił się w sędziego i administratora.

Umierając w 211 roku, Sewer miał powierzyć Papinianowi opiekę nad swoimi synami, którzy mieli współrządzić Imperium. Jurysta służył przez następne dwa lata za swoistego mediatora, starając się łagodzić konflikty między braćmi. W końcu jednak Caracalla zamordował swojego brata Getę, a i Papinian został rychło uwięziony i ścięty, najprawdopodobniej dlatego, że ostatecznie stanął po przegranej stronie.

Wokół śmierci Papiniana wyrosła jednak legenda, jakoby po zabiciu brata Caracalla zażądał od genialnego jurysty sporządzenia prawnego uzasadnienia dla tego bratobójstwa. Papinian miałby odmówić i przypłacić tą odmowę życiem. To właśnie ta legenda - kto wie, może jednak odpowiadająca faktom - stała się przyczyną, dla której Papinian uważany jest po dziś dzień za ideał prawnika, który przekłada wartości, jakie ma wyrażać prawo, ponad interes polityczny swoich mocodawców, a nawet ponad własne życie.

Legenda legendą - faktem jest, że drugim, dużo bardziej mierzalnym i bardziej weryfikowalnym źródłem sławy Papiniana był jego prawniczy geniusz. W kolejnych wiekach cieszył się on sławą najwybitniejszego jurysty okresu klasycznego. Najlepszym dowodem jest tu słynna konstytucja raweńska Teodozjusza II z 426 roku. W tym okresie dorobek rzymskich jurystów był tak wielki, iż prowadził do rozchwiania stabilności w sądowym orzecznictwie - klienci przynosili bowiem sędziom opinie wielkich jurystów, niekiedy całkowicie sprzeczne, także ci nie wiedzieli, którym autorytetom z dawnych lat mają dawać wiarę. Ustawa Teodozjusza stanowiła, że od momentu jej wydania moc obowiązującą miały mieć opinie tylko piątki najwybitniejszych jurystów okresu klasycznego: Gaiusa, Papiniana, Paulusa, Ulpiana i Modestyna. W przypadku różnicy zdań w ramach "wielkiej piątki", rozstrzygało zdanie większości. Natomiast w wypadku remisu decydować miało zdanie Papiniana.

Jak wspomniałem na początku, sława klasycznych jurystów przetrwała wieki. W XVI stuleciu wielki francuski badacz i komentator prawa rzymskiego, Jacques Cujas (Cujacjus) napisał, że Papinian był tym dla prawników, kim Homer dla poetów.


Napisany przez: Ironside 28/01/2009, 17:34

user posted image

Charles-Louis de Secondat, baron de La Brède et de Montesquieu również jest postacią rzadko kiedy kojarzoną bezpośrednio z prawem - tymczasem był on zarówno prawnikiem-praktykiem, jak i w swoich dziełach dawał wyraz niezwykle oryginalnym poglądom na istotę prawa. Osobiście zaznaczę, że monteskiuszowska wizja tego, co kształtuje system prawny jest mi bliska i uważam ją za niezwykle trafną.

Monteskiusz był prawnikiem zarówno z wykształcenia, jak i z zawodu. W roku 1716, w wieku 27 lat został prezydentem parlamentu w Bordeaux, gdzie orzekał przez wiele lat. Jego poglądy na istotę prawa wynikały więc z wieloletniej, wnikliwej obserwacji praktyki oraz stosunków społecznych, którą praktyka prawnicza odzwierciedla.
Swoje największe dzieło, De l'Esprit des Lois (O duchu praw), wydał w 1748 roku w Genewie i pod pseudonimem. Nic dziwnego - za niektóre zawarte tam tezy polityczne spokojnie można było wówczas trafić do Bastylii, a i Kościół Katolicki raptem w trzy lata później umieścił książkę barona na swoim słynnym indeksie.

Baron de Montesquieu twierdził, że ustroje państwowe i systemy prawne są efektem działania czynnika, który obrazowo określił mianem ducha praw. Ów duch to nic innego jak splot wzajemnych relacji i oddziaływań między prawem a całym spektrum czynników prawotwórczych. Tymi czynnikami prawotwórczymi są tradycja, obyczaje, religia, poziom rozwoju gospodarczego, bogactwo lub bieda społeczeństwa, a także - last but not least - warunki naturalne, w tym zwłaszcza klimat, któremu Monteskiusz przypisywał szczególne znaczenie. Wszystkie te czynniki kształtują poszczególne narody oraz ich instytucje prawne. Dlatego też - twierdził baron - każdy kraj i każdy naród potrzebuje innego prawa, bo inne są czynniki, które kształtują jego mentalność, świadomość i byt. Prawo sprzeczne z duchem właściwym danemu narodowi będzie tylko i wyłącznie prawem zaszczepionym sztucznie i nie sprawdzi się w praktyce.
Takie poglądy były wówczas ewenementem. Panowała niepodzielnie oświeceniowa szkoła prawa natury, według której racjonalny umysł człowieka jest w stanie stworzyć uniwersalny system prawny. Monteskiusz tezę tą zdecydowanie odrzucał. Uważał, że to co wydaje się słuszne i racjonalne jednemu narodowi, wcale nie musi być takim dla innego, który kształtuje się w innych warunkach. Im bardziej różnią się te warunki, tym bardziej musi się różnić prawo. Baron stwierdził wprost, iż rzadki to traf, aby prawa jednego narodu mogły się nadać drugiemu.
Poglądy Monteskiusza były więc w zasadzie relatywistyczne - wszak według barona nie istnieje uniwersalny system wartości, mogący znaleźć odzwierciedlenie w prawie. Poza tym był Monteskiusz przedstawicielem historyzmu, a więc tej grupy prądów myślowych, według której właściwe poznanie zjawisk jest możliwe tylko jeśli zbadamy nie tylko ich teraźniejszość, ale także źródła i historyczną ewolucję. Duch praw kształtuje się bowiem w toku historycznego rozwoju kraju i narodu, zmienia się wraz z kolejnymi zawirowaniami dziejowymi. Bez wątpienia więc poglądy Monteskiusza miały ogromny wpływ na powstanie w XIX stuleciu szkoły historycznej w prawoznawstwie.

Napisany przez: Ironside 28/01/2009, 22:16

Na razie na moje "wezwanie" do udziału w tworzeniu tej małej bazy danych odpowiedział w zasadzie tylko Nurglitch. Ja się nie poddaję wink.gif


Przywołany przez Nurglitcha Lech Falandysz był postacią bez wątpienia kontrowersyjną. Jeśli uznać, że jego celem była skrajna instrumentalizacja prawa, to można mu współczuć, iż żył w czasach, kiedy jego talent i aspiracje nie mogły się w pełni rozwinąć wink.gif Co innego kolejny osobnik wart umieszczenia w poczcie - Stanisław Car.

user posted image

Z dzisiejszej perspektywy można by go nazwać Falandyszem II RP, choć w zasadzie to raczej Falandysz od biedy "zasługuje" na miano Cara III RP.
Prawo studiował w Warszawie i Odessie, pracował potem w Warszawie jako adwokat, potem jako sędzia. Niemal od początku związany był z Piłsudskim i należał do jego najbliższych i najwierniejszych współpracowników. Jako wybitny prawnik służył Marszałkowi właśnie do przeprowadzania bitew regulaminowych z Sejmem, bronienia ministra Czechowicza przed Trybunałem Stanu, przygotowywania projektów aktów prawnych. Jego talent i brak skrupułów w dokonywaniu nawet najbardziej karkołomnych interpretacji prawa przyniosły mu przydomek "Jego Interpretatorskoje Wieliczestwo". Warszawscy satyrycy wykorzystywali też potencjał, jaki dawało nazwisko tego nadwornego jurysty Belwederu - co i rusz można było przeczytać w Cyruliku Warszawskim albo usłyszeć ze sceny kabaretu o "carowaniu prawa", albo o "prawach cardynalnych".

Swoistym "opus magnum" Stanisława Cara był legendarny wniosek na posiedzeniu Sejmu 26 stycznia 1934 roku. Car, będący jednym z głównych autorów projektu tzw. tez nowej Konstytucji, referował je wówczas Sejmowi. Opozycja, jak to miała we zwyczaju, na znak protestu opuściła salę. Korzystając z faktu, iż nagle BBWR zyskał niemal 100% większość, złożył wniosek o zmianę owych tez konstytucyjnych w projekt "Ustawy Konstytucyjnej" i przegłosowanie go przez Sejm w trybie pilnym. Tak też się stało, mimo uzasadnionych protestów Stanisława Strońskiego i Mieczysława Niedziałkowskiego. W ten oto sposób Carowi udało się obejść konstytucyjny wymóg kwalifikowanej większości do uchwalania zmian w Konstytucji.

Jak wiadomo, Piłsudski nie był zachwycony ze sposobu, w jaki uchwalono projekt, a i ostateczny tekst Konstytucji powstał niejako wbrew jego życzeniom. Marszałek przede wszystkim uważał, że Konstytucja winna być suchym, wyprutym z ideologii "instrumentem rządzenia". Jednakże grupa sanacyjnych ideologów z Walerym Sławkiem i Stanisławem Carem na czele mimo to stworzyła akt prawny na wskroś przepełniony ideologią. Car dał tu wyraz swoim głębokim politycznym przekonaniom, które wyłożył szczegółowo w swojej książce Polska koncepcja autorytaryzmu.

W przedostatnim Sejmie II Rzeczypospolitej największy manipulator regulaminowy w historii polskiego parlamentaryzmu dzierżył laskę marszałkowską. Zmarł 18 czerwca 1938 roku w wieku 56 lat.

Napisany przez: pulemietczik 29/01/2009, 12:05

Z gatunku "Piękna i Bestia" chciałbym poruszyć temat Jana Widackiego.

Nie interesowałem się światem prawniczym i nie wiem nic o jego dokonaniach jako teoretyka prawa czy czynnego prawnika. Jaki nurt koncepcji prawnych reprezentuje, czy jego dokonania naukowe to coś ważnego - czy też takie sobie lanie wody. Czy jest "człowiekiem honoru" czy też człowiekiem honoru bez cudzysłowia. Jakie ma podejście do świata przestępczego - czy reprezentuje go w stopniu umiarkowanym "dla chleba" czy też lubi to robić i sprawiedliwość czy jakieś racje nie mają dlań żadnego znaczenia.

Natomiast chciałbym zwrócić uwagę na pozycję książkowa Jana Widackiego "Stulecie krakowskich detektywów".W tej pozycji omawia rozwój medycyny sadowej ze szczególnym uwzględnieniem ziem polskich - jedynego ośrodka, który na ziemiach takowa działalnością się zajmował - czyli Krakowa.
Tak się złożyło, że dokonania medyków sądowych i uczonych z nimi współpracujących krakowskiego ośrodka lokowały się wtedy w ścisłej czołówce światowej. Opisana jest postać Ludwika Teichmanna - odkrywcy heminy, dzięki któremu możliwa stała się rzeczywista identyfikacja "czerwonych i brązowych śladów przypominających krew". Przypomina innych wielkich medycyny sądowej jak Blumenstocka, Wachholza czy Olbrychta. Opisuje wielkie zwycięstwa prawa jak i wielkie przegrane - na przykład morderstwo prof. Zeisznera, gdzie udało sie złapać mordercę, ale z braku metod identyfikacyjnych nie udało się ustalić kim jest w rzeczywistości i jakie miał motywy.

Książka oprócz elementów rozrywkowych i humorystycznych ma dużą wartość poznawczą - pokazuje jak postęp nauk kryminalistycznych wpływał na samą koncepcję stanowienia czy stosowania prawa.

Napisany przez: Ironside 29/01/2009, 13:07

Czas przenieść się na drugą stronę Wielkiej Wody i przybliżyć sylwetkę człowieka, który zdobył sobie sławę jednego z największych i najbardziej wpływowych sędziów w historii. A w krajach systemu common law, gdzie sędziowie tworzą prawo, a już zwłaszcza w USA, to jest nie byle co.

user posted image

Olivier Wendell Holmes Jr. przez 30 lat był Sędzią Sądu Najwyższego Stanów Zjednoczonych. Orzekał i był autorem opinii większości w wielu sprawach o wielkiej wadze dalszego rozwoju amerykańskiego prawa. Jego myśl prawnicza miała również ogromny wpływ na powstanie, kojarzonego dziś przede wszystkim z jego osobą, kierunku zwanego jako amerykański realizm prawniczy.

Holmes jako młody człowiek walczył w wojnie secesyjnej, zaciągnąwszy się jako ochotnik do milicji Massachusetts. Walczył w Armii Potomacu, odnosząc kilka ran. Służbę zakończył w 1964 roku jako pułkownik.
Po powrocie do rodzinnego stanu rozpoczął prawniczą karierę, która zaprowadziła go w końcu na ławę Sądu Najwyższego Stanu Massachusetts oraz na stanowisko profesora w Harvard Law School. W roku 1902 61 letni Holmes został mianowany przez Prezydenta Theodora Roosevelta Sędzią Sądu Najwyższego Stanów Zjednoczonych.

Wśród spraw, w których orzekał, bodaj największe znaczenie miały traktujące na temat I Poprawki do Konstytucji, gwarantującej obywatelom wolność słowa i wolność religijną oraz rozdział kościoła od państwa (w ogóle interpretacja I Poprawki od dobrych 150 lat pozostaje głównym problemem prawnym w Stanach). Warto wspomnieć co najmniej jedną sprawę, w której Holmes był autorem opinii większości.
Schenck v. United States, rozstrzygnięta w 1919 roku, była dość typową sprawą związaną z wolnością słowa z czasów I wojny światowej. Niejaki Schenck, sekretarz partii socjalistycznej, w swoich publicznych wystąpieniach gorąco protestował przeciwko ogłoszonemu poborowi (między innymi rozdając ulotki), za co został skazany na podstawie obowiązującego prawa wojennego. Sprawa trafiła ostatecznie przed Sąd Najwyższy, który musiał rozstrzygnąć, czy tego typu unormowania nie stanowią złamania konstytucyjnej zasady wolności słowa. Zdanie Holmesa, poparte (co rzadkie) przez wszystkich ośmiu pozostałych sędziów, nie pozostawiało na ten temat wątpliwości. Sąd stwierdził, że protest przeciwko poborowi nie jest chroniony przez I Poprawkę, gdyż jako taki stwarza jasne i obecne niebezpieczeństwo (clear and present danger) dla przeprowadzanego poboru, a zatem również dla bezpieczeństwa państwa, pozostającego w stanie wojny. Holmes sformułował tzw. "test jasnego i obecnego niebezpieczeństwa", który stał się wzorem dla oceny innych podobnych spraw. Jako modelowy przykład stworzenia takiego niebezpieczeństwa, Holmes opisał sytuację, w której ktoś krzyczy PALI SIĘ w zatłoczonym teatrze, mimo iż żadnego pożaru nie ma.

Amerykański realizm, kierunek w prawoznawstwie zapoczątkowany przez Holmesa, jest wynalazkiem typowo anglosaskim i w Europie nie znalazł sobie (poza realizmem skandynawskim) zbyt wielu naśladowców. Szkoła ta głosi, iż prawem nie jest law in books, lecz law in action. Nie prawo w książkach, czyli przepisy i teoretyczne rozważania, ale prawo w działaniu, a więc "to, co sędziowie i prawnicy robią ze swoimi sprawami". Kierunek ten zakłada w zasadzie pełną instrumentalizację prawa i głosi, że praktyka orzecznicza de facto wcale nie musi mieć oparcia w przepisach ani w precedensach. Jest to bez wątpienia pogląd niezwykle radykalny, jednak czasami - zwłaszcza patrząc na niektóre praktyki polskich sądów i urzędów - nie sposób odmówić mu celności pewnych spostrzeżeń rolleyes.gif


Holmes uchodzi do dziś w Stanach za prawniczego giganta, jednak na tym wizerunku są rysy.
Aby nakreślić odpowiednie tło dla tej rysy wypada wspomnieć, że w latach 20-40 praktyki eugeniczne były popularne w bardzo wielu krajach, nie tylko w najczęściej z nimi kojarzonej III Rzeszy. Polska szczęśliwie uniknęła takiego haniebnego ustawodawstwa, choć miało ono licznych i gorących zwolenników. Jednakże eugenika święciła tryumfy w Skandynawii (w Szwecji aż po lata 70...), w Wielkiej Brytanii, Kanadzie, Australii, Japonii i właśnie w Stanach Zjednoczonych.
W 1927 roku przed Sąd Najwyższy Stanów Zjednoczonych trafiła sprawa Buck v. Bell. Dotyczyła ustawy eugenicznej obowiązującej w Virginii, która przewidywała przymusową sterylizację osób upośledzonych. Na podstawie tych przepisów poddano przymusowej sterylizacji 18 letnią Carrie Buck na podstawie tego, że jej poziom umysłowy odbiegał od normy właściwej dla jej wieku, urodziła dziecko (w wyniku gwałtu) którym nie była w stanie się opiekować, a jej matka była osobą upośledzoną. Krótko mówiąc, Carrie Buck została uznana za "genetyczne zagrożenie do społeczeństwa".
Sąd Najwyższy przytłaczającą większością 8 do 1, słowami Holmesa orzekł, że prawo Virginii i ta konkretna sprawa pozostają w zgodzie z XIV Poprawką, nakazującą stanom równe traktowanie obywateli. Holmes w uzasadnieniu wyłożył długo i kwieciście, dlaczego przymusowa sterylizacja jest dobra dla społeczeństwa i jakich to ona korzyści nie przynosi. Napisał też niesławne zdanie na temat rodziny Buck: trzy generacje imbecyli wystarczą ...
Przeciwko temu orzeczeniu głosował tylko sędzie Pierce Butler.

Olivier Wendell Holmes orzekał aż do ukończenia 90 roku życia. W 1932 ustąpił ze stanowiska i zmarł w niecałe trzy lata później. W jego szafie znaleziono dwa mundury z czasów wojny secesyjnej oraz kartkę, na której było napisane: Mundury te nosiłem podczas wojny domowej, a plamy na nich to moja krew.

Napisany przez: bachmat66 30/01/2009, 7:57

czolem,
Holmes byl bardzo ciekawym czlowiekiem i wielkim prawnikiem, a jako autor doktryny 'clear and preesnt danger' nie wahal sie oponowac uzywaniu nieskrepowanemu i zbyt szerokiemu tej doktryny w sprawach, gdzie jego zdaniem nie bylo takiego poziomu niebezpieczenstwa ze mozna bylo poswiecic wolnosc wypowiedzi- Free Speech, 1st Am.. ciekawe ze juz 6 miescy po Schenck Holmes atywnie bronil Free Speech i niezgadzal sie z opnia sadu w Abrams v US (tu musial przeprowadzic samo-reinterpretacje doktryny clear and present danger), a takze pozniej, np w Gitlow v. People of State of New York, Schaefer v. United States oponowal decyzjom Supreme Court, wraz z wielkiem sedzia tej ery Brandeiss; a w Pierce v. United States Holmes stal sie wielkim obronca Free Speech.
Sedzia Learned Hand w United States v. Dennis (1950) stworzyl nowa doktryne - 'not improbable' test, i zostala rowniez zaadaptowana przez US Supreme Court w Dennis v. US (1952).
Tak wiec gwoli trzymania sie faktow i starozytnej zasady prawa amerykanskiego gdzie kazda sprawe trzeba 'shepherdize'(czyli sprawdzic jaki jest jej status wobec innych spraw i czy wciaz jest precendensem wymagajacym nasladowania), to precendensowa Schenck v. US zostala czesciowo obalona (bo z tej sprawy wyszla Whitney v. California (1927)) i glownie zawezona decyzja tzw 'Warren Court' w slynnej sprawie Brandenburg v. Ohio, 89 S.Ct. 1827, z 1969 roku , gdzie 'clear and present danger' test zostal zastapiony 'imminent lawless action' testem, a Whitney v. California zostala obalona.
http://www.law.cornell.edu/supct/html/historics/USSC_CR_0395_0444_ZO.html a tu omowienie na wiki
http://en.wikipedia.org/wiki/Brandenburg_v._Ohio
a propos moze wyjasnimy ten 'cytat' Brandenburga: 89 S.Ct. 1827 -oznacza ze 89 to jest numer tomu Supreme Court Reporter a 1827 jest to numer strony w tym tomie gdzie sprawa sie rozpoczyna (wydaje to West Publishing,gigant w swiecie publikacji prawniczych, konkurent Lexus Nexus)
Cytat z oficjalnego reportera tej sprawy to 395 US 444, gdzie 395 to numer tomu, US to United States Reports, a 444 to numer strony, wydaje to rzadowe biuro pod wodza Franka Wagnera, ktorego tytul brzmi Reporter of Decissions of the Supreme Court of the United States.

Napisany przez: Ironside 1/02/2009, 17:33

Teraz czas na zupełnie innego niż Stuckart niemieckiego prawnika.

user posted image

Gustaw Radbruch to jeden z najważniejszych filozofów prawa XX stulecia. Stworzona przez niego zasada, zwana formułą Radbrucha diametralnie zmieniła podejście nauk prawnych do kwestii obowiązywania prawa, przełamała ponad stuletnie panowanie doktryn prawniczego pozytywizmu.

Radbruch pochodził z lubeckiej rodziny mieszczańskiej. Studia prawnicze w Monachium i Berlinie podjął trochę wbrew swej woli, w skutek nalegań ojca. Poznałw ich trakcie swojego mistrza, wielkiego karnistę Franza von Liszta, jednego z prekursorów szkoły socjologicznej w prawie karnym. Pod jego okiem obronił doktorat, a następnie przygotował habilitację. W pierwszych latach XX stulecia młody Gustaw Radbruch był już profesorem uniwersytetu w Heidelbergu, jednym z najważniejszych ośrodków neokantyzmu. Przyjaźnił się z Maxem Weberem i Hermannem Kantorowiczem.
Niejako wbrew swojemu klasowemu dziedzictwu, Radbruch zafascynował się ideami socjaldemokracji i szybko wstąpił do SPD. Gdy nastała Republika Weimarska, a socjaldemokracji przejęli władzę, pełnił trzykrotnie urząd ministra sprawiedliwości, jednak w sumie jedynie przez 15 miesięcy. Nauczał również na kilku uniwersytetach, wykładając prawo karne i procedurę karną oraz filozofię prawa. Co ciekawe, tak naprawdę nigdy podczas swego życia nie wykonywał żadnego prawniczego zawodu, czego zresztą z perspektywy lat ogromnie żałował.

Filozofia prawa Radbrucha wyrastała z gruntu heidelberskiej szkoły neokantyzmu. Widząc zagrożenia dla młodej niemieckiej demokracji, starał się sformułować doktrynę, która pozwalałaby bronić Republikę przed przemocą ze strony jej wrogów. To właśnie dlatego dzieła Radbrucha powstałe przed rokiem 1933 postrzegane są jako pozytywistyczne.
Radbruch uważał, że prawo ma strukturę trójelementową. Składają się na nie: sprawiedliwość, celowość i bezpieczeństwo prawne. Między tymi trzema elementami dochodzi w sposób naturalny do tarć i konfliktów, zwłaszcza zaś między bezpieczeństwem i sprawiedliwością. W praktyce bowiem często zdarza się tak, iż trzeba poświęcić (przynajmniej częściowo) jedno z tych dóbr kosztem drugiego. Z powyżej wymienionego powodu, przed rokiem 1933 Radbruch uważał, że mimo wszystko należy raczej przyznać prymat bezpieczeństwu prawnemu.

Gdy naziści doszli do władzy, Gustaw Radbruch niemal natychmiast został usunięty z uniwersytetu, zakazano mu prowadzić wykłady i publikować, jego dom kilkakrotnie był nachodzony przez Gestapo. Mimo tych represji, Radbruch świadomie został w Niemczech. Odrzucił oferty objęcia katedr płynące z wielu prestiżowych światowych uczelni, woląc pozostać w swojej ojczyźnie na wewnętrznej emigracji. Podczas wojny, nie mogąc pracować inaczej, oddał się studiom nad różnymi dziedzinami wiedzy. Pod Stalingradem zginął jego jedyny syn.

Doświadczenia osobiste oraz przerażający ogrom nazistowskich zbrodni, popełnionych zgodnie z literą obowiązującego w III Rzeszy prawa, doprowadził Radbrucha do zmiany stanowiska filozoficznego. Do dzisiaj interpretatorzy jego myśli spierają się, czy owa zmiana była rewolucyjnym przejściem od pozytywizmu do prawnonaturalizmu, czy też raczej Radbruch zachował główne tezy swej teorii, rozkładając jedynie inaczej pewne akcenty. To pytanie pewnie pozostanie bez odpowiedzi, bo Radbruch nie zdążył przygotować drugiej wersji Rechtsphilosophie, swojego głównego dzieła z lat 20ych.

Tak czy inaczej, swoje nowe tezy Gustaw Radbruch wyłożył w serii artykułów, które ukazywały się w latach 1946-49. Bodaj najważniejszym z nich jest Fünf Minuten Rechtsphilosophie (Pięć minut filozofii prawa- maleńki tekst, którego uważne przeczytanie zajmuje właśnie około pięciu minut). Moim zdaniem jest to jeden z najważniejszych i zarazem najmądrzejszych tekstów, jakie ktokolwiek kiedykolwiek napisał o prawie. W sposób prosty i zrozumiały dla każdego, a nie tylko osoby z prawniczym czy filozoficznym przygotowaniem, Radbruch wykłada prostą i konsekwentną zasadę, której należy się trzymać, gdy ma się do czynienia z prawem.
To głównie z tego tekstu można wyinterpretować tezę, która została zapisana złotymi zgłoskami w historii ludzkiej myśli jako formuła Radbrucha:
Prawa należy przestrzegać, bo jego nieprzestrzeganie prowadzi do zaprzepaszczenia wielkiej wartości, jaką jest bezpieczeństwo prawne. Należy dawać prawu posłuch nawet wówczas, jeśli wydaje nam się niesprawiedliwe albo niecelowe. Jednakże, zdarzają się również takie sytuacje, kiedy niesprawiedliwość ma charakter rażący: kiedy ustanowione prawo w tak dużym stopniu narusza zasady sprawiedliwości i prawa moralne, że przestaje być prawem, stając się ustawowym bezprawiem (gesetzliches Unrecht). Wobec takiego prawa nikt nie jest do niczego zobowiązany - zarówno prawnik, jak i nieprawnik ma wówczas nawet obowiązek sprzeciwić się takiemu prawu.

Formuła Radbrucha wywarła ogromny wpływ na rozwój powojennej myśli prawniczej oraz na praktykę prawną w Republice Federalnej Niemiec. Wykorzystały ją sądy i trybunały sądzące hitlerowskich zbrodniarzy, a w ostatnich latach wróciła w orzecznictwie niemieckich sądów w sprawach zbrodni popełnionych przez funkcjonariuszy reżimu komunistycznego DDR, zwłaszcza w tzw. Mauerschützenprozesse. Odwołując się bezpośrednio do Radbrucha, niemieckie sądy odmówiły charakteru prawa przepisowi z ustawy o granicach państwowych DDR, pozwalającemu strażnikom strzelać bez ostrzeżenia do osób próbujących nielegalnie przekroczyć granicę.

W ostatnich latach swojego życia Gustaw Radbruch włączył się w budowę nowych Niemiec. Zmarł w roku powstania Republiki Federalnej, 1949, po krótkiej chorobie serca, w wieku 71 lat.

Napisany przez: Ironside 10/02/2009, 23:27

Teraz kilka słów o prawniku, którego znamy z nieco innej roli, choć prawnikiem był znakomitym.

user posted image

Lynn D. Compton, znany jako Buck Compton to postać z którą zetknął się chyba każdy kto lubi kino historyczne. W doskonałym serialu Band of Brothers sportretował go Neal McDonough.

Compton studiował prawo na Uniwersytecie Kalifornijskim (UCLA) i był świetnym sportowcem. W 1943, w wieku 22 lat, zaciągnął się do wojska i z uwagi na sprawność fizyczną trafił do spadochroniarzy, a konkretnie do kompanii E 506 Pułku Piechoty Spadochronowej 101 Dywizji Powietrznodesantowej. W szeregach tej jednostki dowodził plutonem, walczył w Normandii, w Holandii i w Ardenach. Za słynny atak na baterię niemieckich haubic 6 czerwca otrzymał Srebrną Gwiazdę, był ranny podczas Market Garden. W Ardenach odmroził sobie nogę i załamał się psychicznie, w skutek czego został wycofany na tyły. Wojnę zakończył jako porucznik i kawaler licznych odznaczeń, w tym wspomnianej Srebrnej Gwiazdy, a także Brązowej Gwiazdy oraz przede wszystkim Orderu Wojskowego Wilhelma - najwyższego holenderskiego odznaczenia wojskowego.

Po wojnie Compton wahał się między karierą sportową a prawniczą, aby w końcu wybrać to drugie. Ukończył szkołę prawa i zaciągnął się do LAPD (policja Los Angeles), gdzie służył przez dwa lata. Następnie pracował w biurze prokuratora okręgowego, szybko awansując. Najsłynniejszą i najbardziej spektakularną sprawą prowadzoną przez Comptona było oskarżanie Sirhana Sirhana, zmordercy Roberta Kennedy'ego. Compton domagał się dla niego kary śmierci i po skomplikowanym procesie doprowadził do takiego wyroku. Potem w skutek orzeczenia Sądu Najwyższego Kalifornii w sprawie People v. Anderson wszystkie wyroki śmierci w Kalifornii zostały zamienione na dożywotnie pozbawienie wolności - Shirhan do dziś przebywa za kratami.

W 1970 roku, w rok po sprawie Shirhana, Compton został przez gubernatora Reagana mianowany sędzią Kalifornijskiego Sądu Apelacyjnego. Orzekał w nim przez następnych 20 lat, aby w 1990 roku przejść w stan spoczynku.
Obecnie Lynn Compton mieszka w stanie Washington.

Napisany przez: Ironside 11/02/2009, 12:39

Kolejny Amerykanin w tym gronie, tym razem jednak postać jakże różna od wszystkich innych dotychczas opisanych w tym temacie. Nie miał prawniczego wykształcenia, ale jego praktyka przeszła do legendy.

user posted image

Phantly Roy Bean, znany po prostu jako Roy Bean to postać z oldwestowych klechd i ballad, opowiadanych i nuconych nocą przy ognisku. Tym bardziej jest niesamowite, że jest postacią w 100% autentyczną, a większość legend na jego temat ma solidne oparcie w faktach.

Bean był w młodości malowniczym awanturnikiem, który zabił co najmniej jedną osobę (meksykańskiego oficera) i co najmniej dwa razy brał udział w strzelaninie. Za niektóre swoje wyczyny odpowiadał przez sądem. Osiadł w końcu w Nowym Meksyku, gdzie pomagał bratu w prowadzeniu saloonu. Brat został pewnego dnia zamordowany, a Bean odziedziczył przybytek. Stracił go w czasie wojny secesyjnej, podczas której przyłączył się do konfederatów. Wreszcie po zakończeniu walk zaczął prowadzić mniej awanturnicze życie i ostatecznie dorobił się w 1882 własnego saloonu w Vinegaroon nad rzeką Pecos w Texasie.
W tym czasie w okolicy przebywały tysiące robotników pracujących na kolei, co dodatkowo wzmagało typowy dla zachodu chaos i potęgowało bezprawie. Działający w okolicy Texas Rangers domagali się od lokalnej społeczności stworzenia choćby jakiejś namiastki organów ścigania. W rezultacie, Roy Bean, jako "szanowany obywatel", został wybrany miejscowym sędzią pokoju.

Praktyka sędziowska Beana była - łagodnie rzecz ujmując - nieco ekscentryczna. Sam siebie określał dumnym mianem Law West of Pecos (Prawo na Zachód od Pecos). Używał tylko jednej prawniczej książki - Revised Statutes of Texas w wydaniu z roku 1879. Gdy dostarczano mu nowsze wydania albo inne zbiorki u staw i orzecznictwa, palił nimi w piecu. Wiele wyroków Beana przeszło do legendy dzikiego zachodu i poniekąd również do historii prawa. Najsłynniejszy dotyczył sprawy morderstwa. Irlandzki robotnik kolejowy zastrzelił innego robotnika - Chińczyka. Gdy Bean sądził mordercę, jego saloon (służący również za sąd) otoczył tłum wściekłych Irlandczyków. Rozgorączkowany sędzia Bean przez dłuższy czas wertował swoją "świętą księgę", by w końcu orzec: Zabójstwo to zabicie człowieka. Nigdzie natomiast nie ma nic napisane o tym, że nie wolno zabijać Chińczyków.
Bean przeniósł następnie swój saloon (a wraz z nim i sąd) kilkadziesiąt mil na zachód, podążając za koleją. Nowy przybytek nazwał The Jersey Lilly a cześć słynnej brytyjskiej aktorki Lillie Langtry, której zdjęcie wyciął sobie kiedyś z gazety. Niedługo potem cała osada powstała wokół jego saloono-sądu została nazwana Langtry.
Bean był sędzią pokoju przez wiele lat. Zasłynął niezwykłą łagodnością: koniokradów, których na zachodzie po prostu wieszano, puszczał wolno, o ile oddali konie. W czasie swojej "kariery" tylko dwa razy wysłał kogoś na stryczek (z czego jeden skazany dał nogę). Słynął też z tego, że udzielał od ręki rozwodów, inkasując za to $ 10, mimo iż rozwodów mogły udzielać tylko sądy okręgowe. Rangersi tolerowali jego wyczyny, wychodząc z prostego założenia, że lepsze jest prawo w wykonaniu Beana niż zupełny brak prawa.

Bean pełnił swój urząd do roku 1896, cały czas prowadząc saloon i dorabiając się na tym niezłych pieniędzy. Zasłynął jeszcze raz na całe Stany w roku 1896, kiedy to zorganizował mecz bokserski o mistrzostwo świata między dwoma słynnymi pięściarzami: Bobem Fitzsimmonsem i Peterem Maherem. Jako iż walki bokserskie były nielegalne zarówno w Teksasie, jak i w Meksyku, stary prawniczy wyga umieścił ring na wyspie pośrodku biegu Rio Grande, której przynależność państwowa nie była uregulowana.
Na stare lata Bean słynął też na całą okolicę jako filantrop, opiekujący się biednymi i dostarczający za darmo opał do okolicznych szkół. Zmarł w 1903 roku, najpewniej wieku 78 lat (są wątpliwości co do daty jego urodzenia), częściowa na skutek przepicia podczas bankietu, w którym brał udział.

Napisany przez: Tomasz Sobczuk 11/02/2009, 14:58

QUOTE(Ironside @ 25/01/2009, 19:10)
Co do II RP, to bez wątpienia dorobiliśmy się wówczas wielu wybitnych jurystów, ale za granicą znany szerzej był - i to tylko chwilowo - co najwyżej Makarewicz. Dzisiaj natomiast poza Polską pies z kulawą nogą nie pamięta już o Makarewiczu, Longchampsie, Makowskim etc.


user posted image

Juliusz Makarewicz według mojej opinii był najwybitniejszym karnistą polskim. Ukończył on wydział prawa na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie w roku 1893, już rok później obronił pracę doktorską, W latach 1894-1897 kontynuował pracę naukową na uniwersytetach we Francji i w Prusach (był uczniem prof. Franza von Liszta, który jako pierwszy wskazał, że karę należy wymierzać jako potępienie czynu zabronionego, nie zaś człowieka, który czyn ten popełnia), po czym napisał pracę habilitacyjną pt."Idealny zbieg przestępstw w ustawie karnej austryjackiej".
W latach 1904 - 1907 wykładał na UJ w Krakowie, jednakże większość swojego życia związał z Uniwersytetem Jana Kazimierza we Lwowie, na którym wykładał w latach 1907 - 1941 i 1947 - 1954.
W okresie II RP był dwukrotnie senatorem, jak też przewodniczącym Komisji Kodyfikacyjnej, która opracowała jednolity Kodeks Karny z 1932 roku, który obowiązywał aż do roku 1969! Wkład Makarewicza w pracę nad kodeksem był duży. Jego znajomość prawa austriackiego, francuskiego, niemieckiego, jak też amerykańskiego (w celu jego poznania w roku 1928 Makarewicz był w USA), pozwoliły na stworzenie nowoczesnego jak na te czasy kodeksu, który obowiązywał prawie 40 lat, co mówi już samo za siebie.
W okresie okupacji niemieckiej prowadził tajne wykłady w swoim domu we Lwowie mimo grożącym represjom. Spotkały go one ze strony wkraczającej Armii Czerwonej i komunistów, został aresztowany i zesłany na Donieckie Zagłębie Węglowe, skąd wrócił po interwencji Bieruta naciskanego przez kręgi naukowe. Wrócił do Lwowa w 1945, wykładał w latach 1947 - 1954 "burżuazyjne" Prawo Karne Państw Obcych na Uniwersytecie Lwowskim. Jego wykłady do końca budziły spore zainteresowanie ówczesnych studentów. Zmarł w 1955 roku, w wieku 83 lat na wylew krwi do mózgu, po dwóch tygodniach ciężkiej agonii i został pochowany na Cmentarzu Łyczakowskim we Lwowie.
Był ceniony nie tylko w Polsce i poza jej granicami. W Polsce był członkiem Towarzystwa Naukowego Warszawskiego. Otrzymał szereg wyróżnień zagranicznych, m.in. był członkiem Amerykańskiej Akademii Nauk w Bostonie.
Profesor Makarewicz wprowadził do prawa zasady subiektywizmu i indywidualizacji kary, uwzględnienia elementu stanu społecznego niebezpieczeństwa czynu ze strony sprawcy, nowatorskie ujęcie podżegania i pomocnictwa, jak też koncepcję dwutorowości winy, która stanowi istotną podstawę odpowiedzialności, lecz podstawę tę stanowi również stan społecznego niebezpieczeństwa ze strony sprawcy. Jak na owe czasy były to w jurysprudencji polskiej (i nie tylko).
Dziś niewiele osób pamięta o Makarewiczu, jeszcze mniej o jego współpracownikach takich jak np. prof. Wacław Makowski). Jednym jego uczniów był prof. Zdzisław Papierkowski z Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego.
Ja miałem tą przyjemność, że moim wykładowcą Prawa Karnego i Kryminologii był prof. Jan Świtka, którego profesorem był właśnie wyżej wspomniany prof. Papierkowski. On to wzbudził w nas zainteresowanie osobą prof. Makarewicza i często podkreślał swoistą "sukcesję" wiedzy prawniczej począwszy od Liszta, poprzez Makarewicza, Papierkowskiego, Świtkę do nas. Dlatego też dumny jestem, że mogę szczycić się tak wybitnym "intelektualnym przodkiem", jak Profesor Juliusz Makarewicz i nie piszę peanów na jego cześć po to, by tą "sukcesję" jakoś gloryfikować, ale by przybliżyć sylwetkę tego wybitnego polskiego prawnika, bo warto.

Napisany przez: bachmat66 12/02/2009, 22:13

czolem,
Dzisiaj sa urodziny jednego z najwiekszych prawnikow amerykanskich i 16tego prezydenta USA - Abrahama (Abe to zdrobnienie) Lincolna.

http://pl.wikipedia.org/wiki/Abraham_Lincoln

http://en.wikipedia.org/wiki/Abraham_Lincoln
Lincoln jest slawny z tego ze jako prezydent US zawiesil habeas corpus i jego uzycie przez obywateli US, przypomnijmy ze Geroge Bush Jr zawiesil haveas Corpus tylko osobom ktore zostaly uznane przez US jako 'enemy combatants'.

...slynna obrona w sprawie kryminalnej Illinois v. William Armstrong - Abe byl jednym z pionierow uzywania tzw judicial notice (regula w prawie dowodowym rozprawowym -sorka za moje polskie dziwolongi prawne ale powiem szczerze nie znam polskiego nazewnictwa prawnego- gdzie fakt jest wprowadzony w material dowodowy ktory jest tak znany lub notoryczny ze nie moze zostac obalony, a zadaniem sadu jest podjecie decyzji na podstawie przyjetego w ten sposob dowodu etc ) w wykazaniu ze swiadek sklamal w czasie zeznawania przed sadem - http://en.wikipedia.org/wiki/Judicial_notice, w tej sprawie o morderstwo glowny swiadek zeznal ze dokladnie widzial szczegoly dokonania mordestwa na ofiarze poniewaz nad glowami swiecil ksiezyc tej nocy, a tu Abe wyciagnal Farmer's Almanach, wprowadzil go jako dowod za pomoca judicla notice w tym celu zeby pokazac ze tej nocy kiedy dokonano zabojstwa ksiezyc byl nisko zawieszony nad horyzontem i swiecil pod tak niskim katem ze ilosc swiatal iluminujacego byla tak slaba ze nikt nie mogl widziec zadnych szczegolow - w rezultacie sprawa padla.

a tutaj link do NY Times gdzie sprawa jest przypomniana z okazji smierci Armstronga
http://query.nytimes.com/mem/archive-free/pdf?_r=2&res=9B03E4DC123DE633A25757C1A9639C94689ED7CF&oref=slogin
najslynniejsza mowa Abe Lincolna to oczywiscie - Gettysburg Address
http://en.wikisource.org/wiki/Gettysburg_Address
http://en.wikipedia.org/wiki/Gettysburg_Address
zacytuje za wikipedia
"Lat temu osiemdziesiąt i siedem ojcowie nasi na tym kontynencie dali początek narodowi, poczętemu z wolności i w przekonaniu, że wszyscy ludzie rodzą się równymi. Toczymy wielką wojnę domową, która jest dla nas czasem próby, której celem jest odpowiedź na pytanie, czy naród w takim duchu poczęty ma szanse na przetrwanie. Przyszło nam spotkać się na wielkim polu bitewnym tej wojny. Przybyliśmy tu, aby poświęcić część tego pola na miejsce ostatniego spoczynku ludzi, którzy oddali tu życie za życie naszego narodu w poczuciu wolności. I oni, i my znaleźliśmy się tu w słusznej sprawie, ale to naszą powinnością jest oddanie czci jej obrońcom. Jednak nie nam przypada splendor poświęcenia, dokonania konsekracji, potwierdzenia sacrum tej ziemi. To dzielni ludzie, żywi i polegli, którzy tu walczyli, uświęcili ja bardziej, niż może to uczynić nasza nędzna władza dawania i odbierania. Świat puści mimo uszu wypowiadane tu słowa i szybko pogrąży je w niepamięci, lecz nigdy nie zapomni czynu tych, którzy tu przelewali krew. Do nas, którym było dane przeżyć, należy święty obowiązek oddania swych sił ogromnemu, lecz jeszcze niedokończonemu dziełu, za które oni oddali swoje życie. To nam, ożywionym duchem poległych bohaterów, przypadło zadanie poświadczenia, że ich śmierć nie był daremna. I to my, z Boga pomocą, doczekamy odrodzenia idei wolności w tym kraju i to my sprawimy, że rządy narodu, przez naród i dla narodu nie znikną wraz z nami z powierzchni ziemi".



Napisany przez: Ironside 12/02/2009, 22:50

Dziękuję Tomaszowi i bachmatowi66 za znaczne wsparcie w tworzeniu tematu wink.gif


Czas na kolejnego giganta myśli prawniczej.

user posted image

Hans Kelsen, autor niezwykle radykalnej prawnopozytywnej koncepcji, niezwykle wpływowy konstytucjonalista, wreszcie człowiek, który w swoim długim, 92 letnim życiu był świadkiem, uczestnikiem i komentatorem wielkich wydarzeń XX stulecia.

Urodził się w rodzinie żydowskiej w Pradze w roku 1881, a więc gdy była ona jednym z najważniejszych ośrodków habsburskiego imperium. Prawo studiował we Wiedniu i był przez wiele lat związany z tym naddunajskim ośrodkiem. W 1919 roku został profesorem zwyczajnym.
Aby lepiej zrozumieć wpływ Kelsena na rozwój europejskiego konstytucjonalizmu, trzeba najpierw poznać - przynajmniej pokrótce - jego stanowisko filozoficznoprawne.

Kelsen był neokantystą, związanym poniekąd z marburską szkołą neokantyzmu. Spór między tą szkołą a szkołą heidelberską (do której zaliczał się m.in. http://www.historycy.org/index.php?showtopic=51893&view=findpost&p=512643) polegał na stosunku do kantowskiego rozdzielenie sfery bytu i powinności. Przypomnijmy pokrótce: Immanuel Kant głosił, że sfera bytu (Sein) oraz sfera powinności (Sollen) są od siebie ściśle oddzielone. W myśl tej koncepcji nie można ze sfery bytu wyciągać wniosków dotyczących powinności. Szkoła heidelberska łagodziła to stanowisko, wskazując aksjologię jako pole przenikania tych dwóch sfer. Szkoła marburska zaś stała na stanowisku, że są one całkowicie odseparowane.
Ten pogląd stanowił podstawę radykalnego pozytywizmu Kelsena. Prawo, leżące całkowicie w sferze powinności, jest więc całkowicie odizolowane od jakichkolwiek czynników ze sfery bytu. Nie zależy od społecznych upodobań, od moralnych wartości, od faktów politycznych etc. Prawo to tylko i wyłącznie system norm. Koncepcji tej sam Kelsen nadał nazwę czystej nauki prawa (Reinerechtslehre). Kelsen nie negował oczywiście tego, że sfera bytu oddziałuje w różnoraki sposób na prawo - uważał tylko, że to oddziaływanie nie jest przedmiotem nauki prawa, ale innych nauk, takich jak socjologia, psychologia czy politologia. Przedmiotem nauki prawa zaś są tylko i wyłącznie normy. Dlatego w literaturze przyjęło się określać kelsenowską koncepcję mianem normatywizmu.
Kelsen widział prawo jako system norm. System ów ukształtowany jest na zasadzie piramidki: są normy wyższego rzędu i normy niższego rzędu. Jedyną podstawą do obowiązywania normy prawnej jest zaś kompetencja do jej wydania, wywodzona z norm wyższego rzędu. Na samym dole tej piramidki mamy więc różnego rodzaju akty podustawowe (np. rozporządzenia wykonawcze). Upoważnienie do ich wydania zawarte jest w ustawach, te zaś wydaje się na podstawie konstytucji. Powstaje oczywiście pytanie, gdzie zawarta jest norma, stanowiąca podstawę do wydania samej konstytucji. Kelsen odpowiedział na nie, tworząc abstrakcyjną konstrukcję normy podstawowej (Grundnorm). Norma ta nie posiada żadnej treści - jest tylko logicznym domknięciem systemu, szczytem piramidki, hipotetyczną podstawą do wydania norm konstytucyjnych.

Znając pogląd Kelsena na kształt systemu prawa łatwo jest zrozumieć, jak wpadł na pomysł powołania sądów konstytucyjnych.
W koncepcji Kelsena w systemie władz państwowych powinien znaleźć się również sąd konstytucyjny - organ, który orzekałby o tym, czy dane przepisy prawne zostały wydane na podstawie upoważnienia zawartego w przepisach wyższego rzędu, czy też nie. Jak widać, kelsenowski sąd konstytucyjny badał normy tylko i wyłącznie ze względu na ich formalną zgodność. Dopiero po II wojnie światowej w powstającej RFN rozbudowano koncepcję Kelsena, dając sądowi konstytucyjnemu możliwość badania również ich zgodności materialnej.
Przed wojną pomysł Kelsena nie zrobił kariery. Sąd konstytucyjny powstał jedynie w Austrii (Kelsen był głównym autorem Konstytucji młodej Republiki) oraz w Czechosłowacji. W obu przypadkach projekt okazał się niewypałem. Sąd austriacki nie orzekał ani razu, Czechosłowacki zaś dosłownie kilka razy. Austriacki zlikwidowano zresztą wraz z nastaniem dyktatury Engelberta Dolfusa. Po wojnie jednak zmodyfikowana w RFN koncepcja zrobiła zawrotną karierę. Polski Trybunał Konstytucyjny jest instytucją opartą na niemieckim wzorcu, a więc również wywodzi się z koncepcji kelsenowskiej.
Zasadniczo we współczesnym świecie funkcjonują tylko dwie koncepcje sądownictwa konstytucyjnego. Starsza, amerykańska, wzięła swój początek ze słynnego orzeczenia w sprawie Marbury v. Madison z 1803 roku. Druga, funkcjonująca dziś w większości państw Europy, to właśnie austriacko-niemiecka koncepcja, wywodząca się z myśli Hansa Kelsena.

Jak już wspomniałem, Hans Kelsen był głównym autorem austriackiej konstytucji. Został również wybrany w skład Sądu Konstytucyjnego swojego pomysłu, ale, jak wiemy, za bardzo się w nim nie napracował. W roku 1930 z powodu szykan ze strony władz opuścił Austrię, ale wybrał kiepsko - ze swojego kolejnego uniwersytetu w Kolonii wyniósł się do Genewy już w trzy lata później. Koniec końców wyjechał za Ocean. Resztą życia spędził w USA, będąc między innymi profesorem na Berkeley. Jak twierdzą złośliwi, Amerykanie nie rozumieli zupełnie bardzo kontynentalnych pomysłów Kelsena i traktowali go raczej jako egzotyczną ciekawostkę. Mimo to do Europy Kelsen już nie wrócił - zmarł w Berkeley w 1973 roku.

Napisany przez: alcesalces1 13/02/2009, 10:14

A oto kolejny gigant myśli prawniczej, człowiek roku 2006, twórca nowatorskiej zasady prawnej: "Skoro dowodów nie ma - widocznie zostały zniszczone, znany i lubiany...
user posted image

Zbigniew Ziobro

Napisany przez: Sanorian 14/02/2009, 14:28

no bez przesady...

Napisany przez: Ironside 16/02/2009, 12:26

No cóż, nie widziałem tego tematu jako humoreski, ale skoro alcesalces1 postanowił być złośliwy i ironiczny... wink.gif Ja w każdym razie nadal mam zamiar pisać śmiertelnie poważnie.



Napisany przez: Tomasz Sobczuk 16/02/2009, 13:05

QUOTE(Ironside @ 16/02/2009, 12:26)
Ja w każdym razie nadal mam zamiar pisać śmiertelnie poważnie.
*


Popieram. Pozostawmy więc powyższy OT bez komentarza (chociaż trzeba powiedzieć, że Ziobro jako prawnik jest niezły, ale o wybitności trudno tu mówić) i skupmy się na naszych przedstawicielach myśli prawniczej.

Kolejnym prawnikiem, który moim zdaniem powinien się tu znaleźć, jest teoretyk prawa, ale i dobry praktyk, którego biografia i nieugięta postawa wobec komunistycznego reżimu z pewnością za tym przemawia. Kilka słów w tym temacie należy napisać o prof. Wiesławie Chrzanowskim.

user posted image

Prześledźmy jego życiorys:

QUOTE(Wikipedia)
Wiesław Marian Chrzanowski (ur. 20 grudnia 1923 w Warszawie) – polski profesor nauk prawnych, adwokat, żołnierz Armii Krajowej, powstaniec warszawski, polityk, twórca ZChN, poseł i marszałek Sejmu I kadencji, senator IV kadencji, minister sprawiedliwości i prokurator generalny w rządzie Jana Krzysztofa Bieleckiego.

Ukończył w 1945 studia na Wydziale Prawa Uniwersytetu Jagiellońskiego. Uzyskał następnie stopień naukowy doktora i doktora habilitowanego nauk prawnych oraz tytuł profesorski.

W czasie II wojny światowej walczył w szeregach Armii Krajowej (między innymi w powstaniu warszawskim). Był wtedy żołnierzem batalionu "Harnaś". Działał w konspiracyjnych organizacjach o orientacji niepodległościowej, m.in. w Stronnictwie Narodowym i Młodzieży Wszechpolskiej.
Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej Aleksander Kwaśniewski odznacza Wiesława Chrzanowskiego Orderem Orła Białego

W latach 1948-1955 więziony przez władze komunistyczne. W czasach PRL współpracował z prymasem Polski, kardynałem Stefanem Wyszyńskim. Pracował jako wykładowca prawa i profesor Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego. Prowadzi zajęcia z zakresu prawa cywilnego w Wyższej Szkole Handlu i Prawa im. Ryszarda Łazarskiego w Warszawie.

W 1980 został doradcą NSZZ "Solidarność", był współautorem statutu związku. W 1981, po 21 latach odmowy wpisania na listę, został dopuszczony do wykonywania zawodu adwokata.

W 1989 był jednym z założycieli Zjednoczenia Chrześcijańsko-Narodowego, do 1994 pełnił funkcję prezesa zarządu głównego tej partii. Od 12 stycznia 1991 do 23 grudnia 1991 obejmował urząd ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego w rządzie Jana Krzysztofa Bieleckiego. W wyborach parlamentarnych w 1991 został wybrany na posła w okręgu Lublin z listy Wyborczej Akcji Katolickiej. W Sejmie I kadencji zajmował stanowisko marszałka Sejmu. W 1992 jego nazwisko znalazło się na tzw. liście Macierewicza, w 2000 Sąd Lustracyjny uznał, że Wiesław Chrzanowski nie był agentem SB. W latach 1997-2001 zasiadał w Senacie IV kadencji, wybrany z listy Akcji Wyborczej Solidarność w województwie lubelskim. W 2001 wycofał się z polityki i nie ubiegał się o reelekcję.

3 maja 2005 został odznaczony przez prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego Orderem Orła Białego. W maju 2007 prezydent Lech Kaczyński powołał go do kapituły tego orderu. 24 maja 2007 Rada Miasta Stołecznego Warszawy przyznała mu tytuł Honorowego Obywatela.


Porównując prof. Chrzanowskiego z innymi ministrami sprawiedliwości III RP, widzimy, że wyróżnia się niespotykaną dziś klasą polityczną, która po 1944 roku w polskiej polityce zanikła. Jeśli by równać Profesora z innymi ministrami sprawiedliwości, trzeba by wrócić do czasów II RP, by można było postawić jego osobę obok prof. Wacława Makowskiego, którego w swojej http://www.historycy.org/index.php?showtopic=51893&view=findpost&p=515527 wspominałem.

Napisany przez: indigo 16/02/2009, 18:07

A czy wiadomo w jakiej dziedzinie prawa specjalizuje się prof. Wiesław Chrzanowski?

Napisany przez: Tomasz Sobczuk 16/02/2009, 20:19

Profesor Chrzanowski specjalizuje się w prawie cywilnym, rodzinnym i spółdzielczym.

Napisany przez: Ironside 17/02/2009, 13:25

Byłem kiedyś na spotkaniu z Profesorem, na którym to "przyznał się", iż zwłaszcza na początku swojej naukowej drogi, a poniekąd i do dzisiaj, jest zwolennikiem teorii prawa http://www.historycy.org/index.php?showtopic=51893&view=findpost&p=510504.

Napisany przez: deMaistre 24/05/2009, 0:23

Wacław Makowski (1880-1942)

user posted image
Marszałek Sejmu w latach 1938-1939 (wybitny karnista, współautor Kodeksu Karnego z 1932 r. oraz licznych publikacji z tej dziedziny prawa)

Urodzony 15.11.1880 w Wilnie w rodzinie inteligenckiej. Tam ukończył gimnazjum 1898, studiował prawo na uniwersytecie w Warszawie do 1902, uzupełniające studia odbył w Krakowie na Wydziale Filozoficznym Uniwersytetu Jagiellońskiego, we Lwowie oraz Paryżu. W czasie studiów należał do organizacji rewolucyjnej o charakterze niepodległościowym, dwukrotnie aresztowany przez władze rosyjskie 1901 i 1906. Pracę rozpoczął jako pomocnik adwokata a potem współuczestniczył w utworzeniu i akcjach Koła Obrońców Politycznych 1905 - 1907. W okresie I wojny światowej, po ustąpieniu władz rosyjskich z Królestwa Polskiego, organizował sądownictwo obywatelskie, działał w Milicji Obywatelskiej w Warszawie oraz Radzie Głównej Opiekuńczej 1915. Związany ze środowiskiem politycznym aktywistów, po utworzeniu Tymczasowej Rady Stanu 01.1917 został wicedyrektorem jej Departamentu Sprawiedliwości a w okresie 27.02 - 4.04 1918 był kierownikiem Ministerstwa Sprawiedliwości. Mianowany przez Radę Regencyjną wiceprezesem Głównej Komisji Ziemskiej 30.10.1918, pozostawał na tym stanowisku również po uzyskaniu niepodlełości, po czym został szefem sekcji w Ministerstwie Rolnictwa i Dóbr Państwowych 7.02.1919. Prowadził też działalność naukowo-dydaktyczną na Uniwersytecie Warszawskim, wykładał prawo karne na Wydziale Prawa od 1917, otrzymał nominację na profesora nadzwyczajnego 1921 oraz na profesora zwyczajnego prawa karnego 1923. Wchodził w skład Komisji Kodyfikacyjnej od 1919, wiceprezes sekcji prawa karnego 1920. Ochotnik wojska polskiego w wojnie polsko-radzieckiej jako prokurator Najwyższego Sądu Wojskowego. Przeniesiony do rezerwy otrzymał stopień pułkownika Korpusu Sądowego rezerwy 1922. Minister Sprawiedliwości w rządach Artura Śliwińskiego 28.06.1922 - 7.07.1922 i Juliana Nowaka 31.07.1922 - 14.12.1922 a w rządzie gen. Władysława Sikorskiego 16.12.1922 - 26.05.1923 był kierownikiem tego resortu. W trzech kolejnych gabinetach Kazimierza Bartla 15.05.1926 - 30.09.1926 był także ministrem sprawiedliwości. Odegrał istotną rolę w opracowaniu projektu ustawy o zmianie konstytucji (tzw. nowela sierpniowa 2.08.1926). Wybrany posłem na sejm z listy Bezpartyjnego Bloku Współpracy z Rządem z okręgu wyborczego poleskiego 03.1928. W klubie BBWR był czołową postacią, czynnie zaangażował się w prace nad przygotowywanym przez obóz rządzący projektem konstytucji, został przewodniczącym sejmowej komisji konstytucyjnej. W wyborach listopadowych 1930 zajmował eksponowane miejsce na liście BBWR w Warszawie, w sejmie ponownie przewodniczył komisji konstytucyjnej, był członkiem komisji prawnej, a po zrzeczeniu się przez Jana Piłsudskiego funkcji wicemarszałka sejmu został wybrany na jego miejsce 1.10.1931. W kolejnych wyborach kandydował do senatu z Warszawy, został jego wicemarszałkiem 5.10.1935 a zarazem przewodniczącym komisji prawniczej oraz członkiem Unii Międzyparlamentarnej i przewodniczącym polskiej grupy. Był członkiem Rady Unii. Równocześnie prowadził zajęcia z prawa karnego i państwowego na Uniwersytecie Warszawskim, dziekan Wydziału Prawa 1935 - 1937, otrzymał nominację na profesora zwyczajnego prawa państwowego 1937. Z ramienia Obozu Zjednoczenia Narodowego w Warszawie, wybrany posłem na Sejm V kadencji, a na pierwszym posiedzeniu 28.11.1938 wybrany marszałkiem sejmu. Przewodniczył ostatnim obradom Sejmu II RP 2.09.1939, a po ewakuacji władz RP do Rumunii został tam internowany. Zmarł w Bukareszcie dnia 28.12.1942. Autor wielu prac naukowych z zakresu prawa karnego i państwowego, współautor Kodeksu Karnego 1932 oraz Konstytucji Kwietniowej 1935. Odznaczony Orderem Polonia Restituta II klasy.

cyt. za http://edukacja.sejm.gov.pl/_layout/gfx/marszalkowie/

Napisany przez: deMaistre 24/05/2009, 0:29

nie sposób zapomnieć też o przedstawicielu szkoły klasycznej w prawie karnym, adwersarzu Juliusza Makarewicza

user posted image

Edmund Karol Krzymuski urodził się 30 października 1851 r. w Kruszynie pod Włocławkiem. Po ukończeniu gimnazjum studiował filozofię i prawo na Uniwersytecie Jagiellońskim. Po zrobieniu doktoratu, habilitował się w 1881 r. i otrzymał tytuł docenta UJ. Od 1888 r. był profesorem prawa i procesu karnego. W I połowie XIX w. w Europie niepodzielnie w dziedzinie nauki prawa karnego panowała szkoła klasyczna, której czołowymi przedstawicielami byli: we Włoszech F. Carrara, w A ustrii J. Sonnefels, w Niemczech A. Feuerbach, a w Rosji N. S. Tagancew. E. Krzymuski stał się gorącym orędownikiem tej szkoły i wkrótce jej najwybitniejszym przedstawicielem w Polsce, autorem wielu rozpraw, opracowań i podręczników.

ako filozof, E. Krzymuski opierał się na podstawowych założeniach prawa natury. Ujmował je jako wzór idealny, do którego powinno stosować się prawo pozytywne. Zakładał -- za Kantem -- dualizm całego świata: faktów i idei, a za główne zadanie nauki uznawał dążenie do syntezy, która oba te światy połączy. Synteza w tym ujęciu okazała się jednak niemożliwa. Swe poglądy na filozofię prawa E. Krzymuski zawarł w"Historii filozofii prawa do połowy XIX w. " (1923) , będącej kwintesencją myśli filozoficznej od zawiązków filozofii prawa w starożytnej Grecji aż po XIX-wieczną szkołę historyczną.

Jako filozof prawa karnego, prof. Krzymuski pozostawał pod w pływem teorii karnej Kanta i kantowskiej analizy winy, a także jego zasad praktycznego rozumu. W 1882 r. Akademia Umiejętności wydała pracę Krzymuskiego "Teoria karna Kanta ze stanowiska jego ogólnej nauki o rozumie praktycznym". Inne jego prace z tej dziedziny to: "Kilka słów o usprawiedliwieniu teorii poprawy" (1875) , "Teoria państwowa Ahrensa" (1876) , "Represja przestępstw wobec fatalizmu filozofii współczesnej" (1877) , "Szkoła pozytywna we Włoszech" (1899) oraz "Determinizm i poczytanie przestępstw w świetle najnowszych badań" (1900) . W dziedzinie prawa karnego na pierwszy plan wysuwa się bez wątpienia najlepsza zapewne praca prof. Krzymuskiego, na najwyższym poziomie europejskim -- na miarę epoki, w której działał -- "Wykład prawa karnego".W 1918 r. prof. Krzymuski ogłosił własny "Projekt kodeksu karnego", będący w istocie wiernym odbiciem jego poglądów naukowych i ucieleśnieniem zasad bronionych w ciągu wieloletniej pracy naukowej. Zmarł 6 sierpnia 1928 r. w Ostendzie. Żył 76 lat.

cyt. art. K. Pola z Rzeczypospolitej 11.05.1998

Napisany przez: deMaistre 24/05/2009, 0:51

Inny wybitny polski prawnik, choć nieco zapomniany

Jan Jakub Litauer (1873-1949)


Prof. Jan Jakub Litauer urodził się 18 lutego 1873 r. w Warszawie, w rodzinie ewangelicko-reformowanej, jako syn Arnolda Litauera i Felicji z Bersonów. Z pewnością był bardzo uzdolniony, gdyż po nauce w szkole powszechnej, na podstawie złożonego egzaminu przyjęty został od razu do II klasy ówczesnego gimnazjum klasycznego w Warszawie. W wieku niespełna szesnastu lat wstąpił na Wydział Prawa i Administracji Cesarskiego Uniwersytetu Warszawskiego. Podczas studiów interesował się głównie prawem rzymskim i obowiązującym prawem cywilnym, a o jego pilności, pracowitości, a zarazem nieprzeciętności świadczy fakt, iż ukończył studia mając lat dziewiętnaście, gdy jego rówieśnicy otrzymywali świadectwa maturalne. Po złożonym egzaminie, na podstawie rozprawy "O ogólnonarodowym obywatelstwie w dawnym Rzymie" (1892) otrzymał stopień kandydata praw. Po studiach Litauer jako "kandydat do posad sądowych" pracował początkowo w sądach warszawskich, następnie jako pomocnik prokuratora okręgu radomskiego i w oddziale warszawskim Prokuratorii Generalnej Królestwa Polskiego. Ponieważ - jak znakomita większość ówczesnych Polaków-prawników - nie miał szans na zatrudnienie jako sędzia, zdecydował się na przejście do wolnego i stwarzającego znacznie większe możliwości zawodu adwokackiego. W 1896 r., po złożeniu egzaminu, otrzymał nominację na adwokata przysięgłego i zajął się praktyką, przede wszystkim cywilistyczną. Szybko zdobył sobie uznanie, dość powiedzieć, że repertorium jego kancelarii do II wojny światowej - z przerwą na kilkuletnią działalność sędziowską - liczyło z górą 20 tys. spraw!

Jego prace - ogłaszane w tym czasie głównie w "Gazecie Sądowej Warszawskiej" - nie ograniczały się do jednej dziedziny prawa. Pierwsze publikacje poświęcił zagadnieniom prawa administracyjnego. W 1897 r. ogłosił artykuł "O terminach i trybie podawania skarg w sprawach administracyjnych Król. Polskiego", a dwa lata później - wspólnie z Józefem Lange - "Kodeks przemysłowca". Gdy po rewolucji 1905 r. powstało w Warszawie Towarzystwo Prawnicze, J. J. Litauer należał do jego współzałożycieli i przez wiele lat był wiceprezesem sekcji cywilnej.

W lipcu 1915 r. Litauer uczestniczył w pracach nad tworzeniem w Warszawie polskich sądów obywatelskich i sam przyjął godność sędziego obywatelskiego w Warszawie. Te trójinstancyjne sądy polskie działały zaledwie do połowy września 1915 r., niemniej zapisały się piękną kartą w dziejach sądownictwa polskiego. Litauerowi zaś zawdzięczamy opracowanie monograficzne ich krótkiej historii: "Z dziejów sądownictwa okupacyjnego w Polsce" (1915)

Z chwilą powołania w czerwcu 1919 r. Komisji Kodyfikacyjnej RP Litauer znalazł się w pierwszym składzie jej członków i został wiceprezesem sekcji procedury cywilnej (po śmierci F. K. Fiericha w 1928 r. został jej prezesem). Zasługą J. J. Litauera było, że będąc zwolennikiem poglądów przejętych do prawa Królestwa Polskiego z prawodawstwa francuskiego, z właściwym sobie taktem i umiarem, opartym na znajomości teorii prawa procesowego, potrafił poddawać wnikliwej i rzeczowej krytyce poglądy odmienne, konstruktywnie współdziałając w tworzeniu projektu polskiego kodeksu postępowania cywilnego. Prace nad nim zakończono w Komisji w 1929 r., a rok później, wraz z projektem ustawy o wprowadzeniu k.p.c. i ustawy o kosztach sądowych, kodeks wszedł w życie i stał się prawem obowiązującym. Dzięki inicjatywie i staraniom J. J. Litauera powołano dwutygodnik "Nowy Proces Cywilny" (przemianowany od 1934 r. na "Polski Proces Cywilny"), poświęcony zagadnieniom wykładni i praktyki k.p.c. Litauer przewodniczył komitetowi redakcyjnemu i bardzo dbał o wysoki poziom pisma. Ukazywało się bez przerwy aż do wybuchu wojny w 1939 r.

Po zakończeniu prac nad k.p.c. sekcja procedury cywilnej, podzielona już na podkomisje, zajęła się prawem upadłościowym i układowym, postępowaniem egzekucyjnym, prawem o ustroju adwokatury i notariatu (Litauer był referentem projektu) oraz postępowaniem niespornym. Podkomisjom tym J. J. Litauer przewodniczył. Uczestniczył też w pracach nad kodeksem postępowania niespornego, przerwanymi jednak w 1939 r. W uznaniu wielkiego wkładu pracy i zasług jako przewodniczącego sekcji postępowania cywilnego Komisji Kodyfikacyjnej RP, 8 lutego 1930 r. prof. Jan Jakub Litauer został odznaczony Krzyżem Komandorskim z Gwiazdą Orderu Polonia Restituta.

Od 1920 r. był profesorem Wolnej Wszechnicy Polskiej. Wykładał aż do 1939 r. procedurę cywilną, a przez kilka lat - także prawo cywilne. Jego wykłady, oparte na wytrawnej wiedzy teoretycznej, porównawczej, znajomości innych ustawodawstw i wielkiej praktyce, oceniano niezwykle wysoko. Wychował spory zastęp dobrych cywilistów. Nadal również zajmował się praktyką adwokacką, choć z konieczności ograniczoną. Jednocześnie pisał i ogłaszał, głównie na łamach "Gazety Sądowej Warszawskiej", wiele artykułów, glos i recenzji, wydawał monografie, zbiory i komentarze prawnicze. Niejako ukoronowaniem jego dorobku naukowego w dziedzinie prawa cywilnego było ogłoszenie w 1923 r. obszernych komentarzy: "Prawo cywilne obowiązujące na obszarze b. Kongresowego Królestwa Polskiego z orzecznictwem kasacyjnym", a następnie w 1930 r. "Prawo cywilne, obowiązujące na obszarze b. Kongresowego Królestwa Polskiego". Główne jednak zainteresowania naukowe prof. Litauera wciąż skupiały się na prawie postępowania cywilnego i z tej dziedziny ogłosił najwięcej cennych prac: "Pogląd na istotę i rozwój procesu cywilnego" (1921) oraz "Polska procedura cywilna" (1930). Pisząc tę pracę jeszcze przed uchwaleniem kodeksu, autor wyrażał nadzieję, że jego uwagi będą uwzględnione "przed ostatecznym zejściem projektu z warsztatu ustawodawczego". Tak też się i stało. Niebawem ukazał się jego "Komentarz do procedury cywilnej. Postępowanie sporne, postępowanie zabezpieczające, przepisy wprowadzające k.p.c." (1933 r.) wraz z suplementem w 1935 r.


Wybuch wojny przerwał pracę naukową prof. Litauera. Jeszcze w 1939 r. został aresztowany przez gestapo i osadzony w więzieniu. Ponieważ ciężko zachorował na serce, w grudniu 1940 r. zwolniono go na czas choroby. Skorzystał z tego i przez dłuższy czas ukrywał się przed Niemcami. Dzięki pomocy przyjaciół - ocalał. Zgromadził wokół siebie kilku znanych prawników i pracował nad nowym wydaniem komentarza do postępowania cywilnego i egzekucyjnego oraz nad wieloma innymi pracami cywilistycznymi. Niestety, znaczna ich część zaginęła w zawierusze wojennej. Po upadku powstania warszawskiego i popowstańczej tułaczce liczący już przeszło siedemdziesiąt lat prof. Litauer osiadł na stałe w Łodzi. Przejścia okupacyjne odbiły się poważnie na jego zdrowiu, niemniej, jeszcze w 1945 r., zgłosił się w Łodzi początkowo do adwokatury, a następnie do Ministerstwa Sprawiedliwości. Zatrudniono go jako konsultanta w dziale ustawodawczym, gdzie opiniował i opracowywał projekty dekretów z zakresu prawa cywilnego i procedury cywilnej. Powołano go również na profesora zwyczajnego postępowania cywilnego na Wydziale Prawa Uniwersytetu Łódzkiego. W 1946 r. został sędzią Sądu Najwyższego. Nawiązując do redagowanego przez siebie w okresie międzywojennym "Polskiego Procesu Cywilnego", utworzył "Dodatek Cywilistyczny" do miesięcznika "Państwo i Prawo". Przewodniczył zespołowi redakcyjnemu i zamieszczał w "Dodatku" także swoje prace, m.in.: "Początek dowodu na piśmie" i "Ciężar dowodu w prawie i procesie cywilnym", a z innych prac cywilistycznych: "Forma spółki cichej", "Główne zasady ochrony posiadania w prawie rzeczowym", "Zagadnienia tzw. przewłaszczenia na zabezpieczenie". Wydał również (wraz z sędzią W. Święcickim) nader cenny i oczekiwany przez praktykę "Kodeks postępowania cywilnego - tekst z orzecznictwem Sądu Najwyższego oraz przepisy uzupełniające i związkowe" (1947).


Mimo sędziwego wieku i nadwątlonych sił prof. Litauer nie ustawał do końca w pracy naukowej i sędziowskiej. Ostatnią pracą ogłoszoną przez niego (choć niedokończoną) była rozprawa "O istocie nadużycia prawa" (1949). Jednak choroba serca pogłębiała się i mimo dwóch operacji prof. Jan Jakub Litauer zmarł w Łodzi 28 stycznia 1949 r. Był wybitnym prawnikiem trzech epok, który całe swoje życie aż do ostatnich chwil poświęcił służbie prawu, tworzeniu dobrego prawa i jego nauce. Pochowany został na cmentarzu ewangelicko-reformowanym w Warszawie.

cyt. za K. Pol

Napisany przez: nira719 30/07/2009, 15:58

czy możecie coś napisać o prawnikach, którzy udzielali się przed Specjalnymi Sądami Karnymi??? szukam informacji zaróno o tych z Podziemia, jak i już tych, którzy występowali w komunistycznych SSK 1944-1946.

Napisany przez: Ironside 24/01/2010, 20:23

QUOTE(Ironside)
Zginął śmiercią samobójczą 15 maja 1931 roku w wieku 64 lat. Wydziałowa legenda głosi, że powiesił się w pomieszczeniu, które dziś pełni funkcję kanciapy samorządu studenckiego.

To napisałem niegdyś o śmierci Leona Petrażyckiego. Dziś wiem, że wydziałowa legenda jest tylko legendą.
Petrażycki - owszem - zginął śmiercią samobójczą w swoim mieszkaniu służbowym w budynku Wydziału Prawa (dzisiejsze Collegium Iuridicum I, obecnie modernizowane). Strzelił sobie w głowę z rewolweru. Wcześniej studiował dokładnie podręcznik anatomii, chcąc mieć pewność, że strzał będzie śmiertelny, jak również pragnąc, aby osoby które znajdą jego ciało, zastały jak najmniej przykry widok.

Napisany przez: Ironside 24/02/2010, 14:25

user posted image


Friedrich Carl von Savigny uchodzi do dziś za najwybitniejszego przedstawiciele szkoły historycznej w prawoznawstwie i zarazem za jednego z najwybitniejszych cywilistów epoki nowożytnej.

Pochodził z lotaryńskiej rodziny szlacheckiej. Urodził się w roku 1779 we Frankfurcie nad Menem, zmarł w 82 lata później w Berlinie. Podczas swoje długiej naukowej i administracyjnej kariery związany był z wieloma ośrodkami akademickimi i państwami, jednak przede wszystkim zasłynął jako minister pruski.
Jako przedstawiciel szkoły historycznej (wspomnianej przez ze mnie przy okazji Monteskiusza) stał na stanowisku, że każdy wytwór ludzkiej kultury i cywilizacji jest wynikiem procesu historycznego. Prawo jako jeden z tworów kultury również powstaje w ten właśnie sposób. Jest wynikiem długich i złożonych procesów, a nie pojedynczych decyzji ustawodawcy. Savigny trafił ze swoimi poglądami na czasy, które zdawały się im zupełnie zaprzeczać - oto w całej Europie trwał szał kodyfikacyjny. Przeciwstawił się mu z całą mocą, polemizując zwłaszcza z projektem stworzenia kodeksu cywilnego dla wszystkich państw niemieckich. Uważał, że opieranie norm kodeksowych na tzw. prawie natury jest ryzykowne. Tylko analiza funkcjonowania prawa na przestrzeni dziejów może uświadomić nam, jak działają poszczególne instytucje. Dlatego właśnie był zwolennikiem prawa żywego, opartego na zwyczajach i tradycji prawnej, a nie na sztywnych regulacjach kodeksowych. Najbardziej jednak sprzeciwiał się prawodawstwu lekceważącemu tradycje danego kraju, uznając je za arbitralne i wskazując na problemy z jego zaakceptowaniem w społeczeństwie.

W ramach niemieckiej szkoły historycznej w prawoznawstwie powstały dwa odłamy - germański i romański. Przedstawiciele tego pierwszego uważali, że współczesne im prawo niemieckie należy wywodzić z tradycji dawnych praw germańskich; odrzucali w ten sposób doświadczenia wielowiekowej recepcji prawa rzymskiego na terenie Rzeszy. Savigny był natomiast czołowym romanistą - uważał, że wskutek długiej i niewymuszonej recepcji prawo rzymskie stało się integralną częścią niemieckiej rzeczywistości i prawem prawdziwie niemieckim. Większość jego aktywności naukowej skupiała się więc na historii prawa rzymskiego oraz jego teraźniejszości jako prawa obowiązującego w państwach niemieckich. Stworzył monumentalne, wielotomowe dzieła: Geschichte des römischen Rechts im Mittelalter ("Historia prawa rzymskiego w średniowieczu") oraz System des heutigen römischen Rechts ("System współczesnego prawa rzymskiego").

Savigny nie był jednakże zwolennikiem bezkrytycznego przyjmowania norm prawnych stworzonych dwa tysiące lat temu przez Rzymian. Jak każdy konserwatysta uważał, że tradycja podlega ewolucji. Był autorem wielu koncepcji doktrynalnych, których wpływ na współczesną cywilistykę jest ogromny. Istotę myśli szkoły historyczne było to, aby nowości w prawie nie stanowiły zaprzeczenia tradycji, a wywodziły się z niej w sposób możliwie płynny i naturalny.


Napisany przez: Miltiades 5/03/2010, 10:23

QUOTE(Ironside @ 25/01/2009, 19:10)
Powiem szczerze bachamacie, że nie za bardzo wiem, dlaczego moje posty spowodowały taką Twoją reakcję smile.gif

Przede wszystkim ja jedynie stwierdziłem fakt, że Polska się wielu znanych prawników nie dorobiła, natomiast nie było moim zamysłem roztrząsania przyczyn tego faktu. A są one bez wątpienia takie, jak napisałeś.

Co do II RP, to bez wątpienia dorobiliśmy się wówczas wielu wybitnych jurystów, ale za granicą znany szerzej był - i to tylko chwilowo - co najwyżej Makarewicz. Dzisiaj natomiast poza Polską pies z kulawą nogą nie pamięta już o Makarewiczu, Longchampsie, Makowskim etc.

Jeśli zaś chodzi o to, czy po zakończeniu edukacji w Polsce, USA czy gdziekolwiek indziej na świecie, młody prawnik rzeczywiście zna te słynne postaci, to również podkreśliłem, że TEORETYCZNIE ZNA. Powinien znać, jeśli podczas studiów wykazał jakiekolwiek zainteresowanie tym, co studiuje. Z mojego doświadczenia studenckiego wynika, że 90% studentów wykazuje nikłe zainteresowanie rolleyes.gif
W USA natomiast - jak przecież doskonale wiesz - prawdziwie akademickie wykształcenie prawnicze to jest wielka rzadkość.

No i wreszcie, celem tego tematu nie jest roztrząsanie, czy historia prawa jest czy nie jest przydatna. Ten dział forum nosi nazwę "Historia państwa i prawa", więc to pytanie jest tu niejako poza dyskusją.
*



A gdzie jest Fryderyk Zoll? Wspominasz De Berrier'a a o Szanownym Fryderyku ani słowa. Może coś przeoczyłem...

QUOTE(Ironside @ 25/01/2009, 19:10)
Co do II RP, to bez wątpienia dorobiliśmy się wówczas wielu wybitnych jurystów, ale za granicą znany szerzej był - i to tylko chwilowo - co najwyżej Makarewicz. Dzisiaj natomiast poza Polską pies z kulawą nogą nie pamięta już o Makarewiczu, Longchampsie, Makowskim etc.

*



Na jakiej podstawie doszedłeś do takich wniosków? Czyżby nie było żadnej literatury zagranicznej, doceniającej wkładu kodyfikacyjnego Pana Longchamps'a ? Radzę poczytać "Wspomnienia Fryderyka Zolla" aut. Ireny Homoli. Wszak pozycja odosobniona, lecz nie jedyna prawiąca, nt. polskich kodyfikacji prawa cywilnego tamtego okresu, w którym główne skrzypce grał Fryderyk Zoll, o którym zresztą w Twoich postach nie ma ani słowa. Rzeczą zdumiewającą jest fakt jego pominięcia ze względu na to, iż kierował on działaniami Komisji Kodyfikacyjnej z zakresu nie tylko prawa cywilnego, lecz również prawa handlowego.

Pozdrawiam
R.

Napisany przez: Ironside 5/03/2010, 17:23

QUOTE(Miltiades)
A gdzie jest Fryderyk Zoll? Wspominasz De Berrier'a a o Szanownym Fryderyku ani słowa. Może coś przeoczyłem...

Owszem - przeoczyłeś skrótowiec "etc.". Wymieniłem trzy przykładowe nazwiska - jest przecież oczywiste, że nie wyczerpują one kategorii "wybitnych polskich jurystów 20lecia". Nie rozumiem więc, skąd Twoje oburzenie...

Twierdzisz, że pominięcie Fryderyka Zolla Młodszego jest "zdumiewające". No cóż - mnie raczej zdumiewa Twoja reakcja... Tworzymy ten "Poczet" raptem w kilku. Przykro mi bardzo, ale nie udało nam się jeszcze napisać notek o każdym możliwym wybitnym juryście. Choćbyśmy się roztroili, to i tak zawsze może znaleźć się ktoś, kto zapyta "a gdzie ixiński, dlaczego nie ma tu ani słowa na temat ixińskiego". Z całym szacunkiem dla prof. Zolla, ale nie ma tutaj dotychczas ani słowa o takich personach jak Mucius Scaevola, Iulianus, de Ubaldis, Grocjusz, Portalis, Feuerbach, Austin, Puchta, Windscheid, Hart, Dworkin, Raz, Rehnquist, McCormick i setki innych bez wątpienia wybitnych i godnych przypomnienia osobistości świata prawniczego.

Skoro więc jesteś fanem prof. Fryderyka Zolla Młodszego i - jak zasugerowałeś - posiadasz nielichą wiedzę na temat wielkiego dorobku tego wielkiego cywilisty, to prosimy bardzo - wzbogać ten temat i napisz post poświęcony jego osobie.
QUOTE(Miltiades)
Na jakiej podstawie doszedłeś do takich wniosków? Czyżby nie było żadnej literatury zagranicznej, doceniającej wkładu kodyfikacyjnego Pana Longchamps'a ?

W ostatnich latach jedynym autorem znanym szerszej europejskiej publiczności, który docenił oryginalność i nowatorstwo KZ, jest włoski profesor Filippo Ranieri. W innym temacie pisałem, że być może Europa zainteresuje się bardziej polskim dorobkiem cywilistycznym w toku prac nad projektami kodeksu zobowiązań dla UE. KZ stanowi bowiem pierwszy w historii przykład połączenia tradycji romańskiej i germańskiej - i jako taki może być dla tych prac bardzo przydatny. Ranieri być może jest pierwszą jaskółką takiej właśnie wiosny wink.gif

Napisany przez: Miltiades 5/03/2010, 19:27

Wg. mnie traktowanie Zolla, jako "etc." to ignorancja, a na pewno nie jest to żadnym przeoczeniem z mojej strony. Secundo z mojej poprzedniej wypowiedzi nie wynika żadne oburzenie. Zdecydowanie jestem pod wrażeniem Twojej wypowiedzi, lecz niezrozumiałym jest dla mnie fakt, iż wśród tej trójki (bez znaczenia ilu), nie było Fryderyka Zolla Młodszego, czy nawet Starszego. Mianowicie wspominanie o tak znamienitym prawniku, jakim był De Berrier, zobowiązuje wręcz do wzmianki nt. Zolla. Persona monitum - gdyby był to Dr Jozua Schenkel, jeszcze bym to przełknął.
Oczywiście nie mam do kolegi żadnych pretensji. Kwestią subiektywną jest odpowiedni dobór poszczególnych postaci z różnych okresów historii, abstrahując jednak od zróżnicowanych poglądów pomiędzy nami, zobowiązuje się do przybliżenia postaci Fryderyka Zolla, już niebawem.

Napisany przez: Ironside 6/03/2010, 14:19

Celem mojej wypowiedzi, którą tak dogłębnie analizujesz, nie było przecież wyliczenie wszystkich nazwisk wybitnych polskich prawników 20lecia, lecz jedynie podanie kilku PRZYKŁADÓW. Podałem więc kilka przykładów, dobierając je w sposób dosyć przypadkowy. Nie stoi za tym żadna głębsza refleksja. To jest wyliczenie na takiej samej zasadzie, jakbyśmy np. powiedzieli "wybitni wodzowie, tacy jak Aleksander czy Napoleon" - też się można czepiać, że skoro jest Aleksander, to gdzie jest Hannibal? Autorowi takiego zdania też byś zarzucił ignorancję? Ignorancji proszę mi nie zarzucać, wiem doskonale kim był Fryderyk Zoll i jaka była jego rola zarówno w pracach Komisji przed wojną, jak i bezpośrednio po wojnie, kiedy to jego koncepcje nadały kształt prawu rzeczowemu, w tym zwłaszcza księgom wieczystym.

Napisany przez: Miltiades 6/03/2010, 19:35

Proszenie to pobożny zbytek...

Wracając jednak do tematu przedstawię w możliwie, jak najlepszy sposób postać Fryderyka Zolla, ojca Fryderyka Zolla Młodszego,nadto pozwolę sobie zacytować Pana Stefana Grzybowskiego, który wygłosił okazały wykład na Uniwersytecie Jagiellońskim nt. wyśmienitego prawnika i jego działalności. Przemówienie zostało wygłoszone 12 kwietnia 1989 r. podczas sesji naukowej, ku uczczeniu pamięci i dorobku prof. Fryderyka Zolla.

"Przyszło mi dziś - najstarszemu z pozostałych przy życiu dawnych uczniów Fryderyka Zolla - po ubiegnięciu czterdziestu lat od Jego śmierci składać hołd należny Mu w pamięci całego polskiego świata prawniczego. Hołd należny Mu, jako człowiekowi, uczonemu, nauczycielowi i opiekunowi młodych, wytyczającemu dalszą ich drogę życia.
Był jednym z współtwórców nowoczesnej myśli prawniczej i nauki prawa na UJ. Jednym z tych młodych uczonych, którzy u schyłku XIX i na progu XX stulecia objęli katedry na naszym Wydziale Prawa. To Stanisław Estreicher, Franciszek Ksawery Fierich, Władysław Leopold Jaworowski, Stanisław Wróblewski i Fryderyk Zoll młodszy wznieśli wysoko sztandar Wydziału w nowoczesnym świecie. Prawda: żyli i kształtowali się, gdy ta nowoczesność już ów świat poczęła ogarniać; minęły już czasy triumfu szkoły prawa natury i niedawne lata panowania tzw. szkoły historycznej; w ubiegającym właśnie półwieczu, gdy rozpoczynali swoją działalność na niwie nauki, doszło do ogromnego rozwoju techniki oraz głębokich przemian w stosunkach gospodarczych i społecznych, wymagających nowego spojrzenia na instytucje prawne i nowego ich ujęcia. wzmogła się wrażliwość na to wszystko, co się na ich oczach stawało; zacieśniły się już związki z nauką światową; na działających katedrach Wydziału zaniechano opierania się na prawie natury a Fryderyk Zoll Starszy włączył się zdecydowanie do opozycji przeciwko wybujałościom niemieckiej szkoły historycznej w nauce prawa rzymskiego. Jednakże w nauce prawa cywilnego nie było jeszcze silniejszych impulsów nowoczesnej myśli. To dopiero Ci trzej: Jaworski, Wróblewski i Zoll młodszy stworzyli godną swych czasów naukę prawa cywilnego na naszym Uniwersytecie.
W tym dziele Zoll magna pars fuit. Nie dałoby się wszakże poznać należycie Jego dzieła i osobowości bez nakreślenia wspólnego tła oraz różnych postaw i temperamentów badawczych wszystkich trzech wielkich twórców nauki. Wszyscy trzej przyszli na świat zaledwie kilka lat przed ukazaniem się w 1872 r. Der Kampf ums Recht Rudolfa von Iheringa. Jaworski i Zoll w 1865 r., Wróblewski w 1868 r. Stosunki polityczne, a w ślad za nimi społeczne i gospodarcze zaczynały ulegać w ówczesnym zaborze austriackim szybko posuwającym się zmianom, w nauce prawa cywilnego trwano jeszcze na dawnych pozycjach. Ale wszyscy trzej - Zoll, Jaworski i Wróblewski - rozpoczynali i kończyli swe studia prawnicze na UJ w odmiennych już warunkach, niż to było dane ich poprzednikom. Wszyscy trzej studiowali nie tylko w Krakowie, ale i za granicą. Weszli w ścisły kontakt z nauką światową. Ogarnął ich wir nowych postaw i kierunków badawczych. Byli reprezentatami współczesnych zjawisk i stosunków. Żyli całą pełnią w tych swoich czasach, we współczesnych im problemach gospodarczych i społecznych. Przełamywali jakąś zaporę w zmieniających się warunkach. Cudza myśl docierała rychło i wywoływała płodny ferment.
Rodziła się i myśl własna. Wszyscy trzej, niemal rówieśnicy oddali nauce swe zdolności, wiedzę, zapał i pracę. Kładąc podwaliny nowoczesnej nauki prawa cywilnego, nie zamierzali tworzyć i nie stworzyli jakiejś jednolitej szkoły badawczej. Byli na to zbyt wybitnymi indywidualnościami. Reprezentowali tak różne kierunki, jak różnymi byli ludźmi. Dobrze, na pewno dobrze się stało, że nie zacieśnili swego wspólnego dzieła do jednej tylko szkoły badawczej, że nie zubożyli tego bogactwa myśli, odmiennych poglądów i stanowisk. Właśnie współistnienie owych różnych kierunków i metod dawało pełnię nowoczesności i zmuszało ich uczniów do dokonywania samodzielnie wyboru własnej drogi.
Władysław Leopold Jaworski, profesor prawa cywilnego i administracyjnego, był romantycznym myślicielem. Zerwał z metodą historyczno-dogmatyczną, nie interesował się metodą teleologiczną, a swe poglądy kilkakrotnie zmieniał, za każdym razem nie dostrzegając wątpliwości i nie uznając sprzeciwu. Początkowo określał treść prawa zgodnie ze stosunkami gospodarczymi, następnie budował konstrukcję i syntezy na podstawie istniejących norm, przeszedł do porządku dziennego nad tzw. jurysprudencją interesów i szkołą "wolnego prawa" oraz ukształtował swe ostateczne poglądu pod wpływem reine Rechtslehre Hansa Kelsena. Wiecznie poszukujący umysł Jaworowskiego zapładniał młodych badaczy i wywierał na nich wielki wpływ. Dla Stanisława Wróblewskiego, cywilisty i romanisty, punktem wyjściowym była zawsze konstrukcja prawnicza, a jego poglądy i metody nie uległy od ogłoszonej w 1894 r. rozprawy habilitacyjnej Zur Lehre von der Collision der Privatrechte, żadnej zasadniczej zmianie. Gdy Jaworski ostatecznie kształtował swoją postawę jako cywilista, miał przed sobą już tylko dziesięc lat życia. Wróblewskiemu zaś po upływie dwudziestu paru lat pracy naukowej pozostawało jeszcze drugie dwadzieścia lat trwania na pozycji konstrukcji, a zakres jego zwolenników i wierzycieli był o wiele szerszy, a zarazem bardziej trwały. Jaworski roztoczył przed oczyma młodych adeptów nauki prawa wizję nowości, paletę błyszczącą wszystkimi barwami tęczy, zdawałoby się ze sobą skłóconymi, ale składającymi się na jakieś tajemnicze bogactwo. Przyciągał jednakże tylko nielicznych, nie zrażonych trudnym nieraz do zrozumienia łączeniem uniwersalizmu, irracjonalizmu, racjonalnej w swej istocie konstrukcji oraz normatywizmu. Wróblewski zaś z nieugiętą surowością wysnuwał rygorystycznie wszystko z przyjętej przez siebie konstrukcji. Niezrozumienie chociażby tylko jednego ogniwa w jego rozumowaniu lub w samej konstrukcji albo zgłoszenie wątpliwości i sprzeciwu prowadziło do zachwiania i rozpadu końcowego wyniku i całości. Precyzja, głębia ujęcia i wywodów olśniewa i dzisiaj, ale nie mogła oddziałać i nie oddziałała silniej na dalszy rozwój polskiej nauki prawa cywilnego.
Toteż nie Jaworski i nie Wróblewski, mimo ich wielkości, ale równie wielki Fryderyk Zoll, zapatrzony w myśl o słuszności i sprawiedliwości, stworzył i pozostawił po sobie trwalsze, łatwiejsze i jakieś bardziej naturalne przejście do tych zmian w naszej nauce prawa cywilnego, które musiały nadejść i nadeszły wraz ze zmianą warunków gospodarczych i społecznych oraz rozwojem myśli prawniczej.
Dwie idee przewodnie kierowały pracą naukową i nauczycielską Zolla przez całe Jego dojrzałe życie.
Jedną z nich była, jak już powiedziano, idea słuszności. Stąd to płynęło, że Zoll opierał się na nieuchronnie z tą przesłanką łączących się subiektywnie ujętych ocenach, konsekwencji postulowanego tzw. prawa słusznego. Uznawanie idei słuszności za kanon wykładni i legislacji, konstrukcji zaś za zabieg, który należało odpowiednio zastosować, prowadziło Zolla do odrzucenia litery ustawy w konstrukcji własności pozaksięgowej, do szerokiej koncepcji praw osobistości, do propagowania ochrony droit moral po śmierci twórcy bez względu na trudności konstrukcyjne, których usunięcie należało dopiero do teorii prawa. Opowiadał się więc za taką metodą kodyfikacyjną, która by zezwalała szeroko na korygowanie błędów redakcyjnych, nietrafnych rozwiązań i różnych niedomówień postulatem słuszności. W ocenie niemieckiego kodeksu cywilnego z 1896 r. był przeto znacznie powściągliwszy od Jaworskiego, ostro krytykując szczegółowe rozwiązywanie przepisami tego kodeksu zbyt wielu sytuacji.
Drugą ideą Zolla był całokształt systemu prawa cywilnego, systemu obejmującego również problematykę zjawiającą się związku z nowymi zjawiskami. Wypada pamiętać, że po odbyciu studiów w Krakowie, Lipsku, Getyndze i Paryżu, pracował w ówczesnym austriackim Ministerstwie Handlu (obejmującym także zagadnienia przemysłu) przez siedem lat, od września 1890 do końca 1897 r., tkwił więc głęboko w życiu gospodarczym, a habilitował się w Wiedniu w 1895 r. na podstawie rozprawy Privatrechtliche Studien aus dem Patentrechte. (polecam przekład, ponadczasowe wnioskowanie i zapatrywanie na przyszłościowe konstrukcje prawne - w dzisiejszym ustawodawstwie, nader niewiele takich się "przydarza" - przyp. aut. ), z zakresu prawa nie mającego ustalnego miejsca w tradycyjnej systematyce prawa cywilnego. I wówczas już, i później, dostrzegał Zoll niezbędność tworzenia nowych, ogólnych powiązań systematycznych, za czym szło tworzenie odpowiednich konstrukcji. (ach, żeby cała nasza Palestra choć raz przeczytała jego dzieło - przyp. aut.) Prawo autorskie, wynalazcze, zagadnienia przedsiębiorstwa, firmy, konkurencji łączył w obszerną grupę praw na dobrach niematerialnych czy też wprost praw do rzeczowych podobnych lub "rzeczowianych", jako odrębny dział prawa cywilnego, szedł nawet dalej, podkreślając rzeczowy charakter pewnych aspektów stosunków zobowiązaniowych.
Konstrukcja prawnicza nie była wszakże dla Zolla założeniem dalszego rozumowania, jak to pojmował Wróblewski, lecz czymś co stawało się niezbędne po zakończeniu rozumowania. To poszukiwanie przez Zolla konstrukcji, mającej być uwieńczeniem zbadania rzeczywistości, stawało się potrzebne z tej przede wszystkim przyczyny, że nie mogła przecież istnieć uprzednio konstrukcja, element obiektywny jako podpora słuszności, elementu subiektywnego. Nie mogła też istnieć poprawna konstrukcja, która by odpowiadała nowym, późniejszym od niej zjawiskom, co najmniej zaś nie byłaby w pełni użyteczna.
Fryderyk Zoll był realistą zarówno wówczas, gdy opowiadał się za taką lub inną konstrukcją będącą już w obiegu, jak i wówczas, gdy tworzył własne, nowe. Toteż prawo podmiotowe ujmował jako byt realny i jednoznaczny. moc jednostki, uznana i zabezpieczona w sposób stanowczy przez prawo przedmiotowe. Nie przemawiały do Niego wątpliwości i rozróżnienia analizowane przez Jaworskiego i Wróblewskiego. Gdy opowiadał się za ochroną droit moral po śmierci twórcy, poszukiwał podstawy konstrukcyjnej u Horacego: Non omnis moriar, multuqua pars mei - vitabit Libitinam, u Sully Prudhomme'a: c'est peut-etre expirer mais ce n'est pas mourir oraz w residuum Kohlera, stroniąc starannie od jakiejkolwiek tzw. fikcji w prawie. Był również realistą w ocenie rzeczywiście istniejących stosunków i budowania na tej podstawie analizy obowiązującego prawa. To ten właśnie jego realizm doprowadził do koncepcji i konstrukcji własności pozaksięgowej. Był wreszcie realistą w swej bogatej działalności legislacyjnej.
Z głębokim realizmem łączył Zoll harmonijne równie głęboki idealizm płynący z jego przesiąkniętej szlachetnością osobowości. Tu właśnie należy poszukiwać głównego źródła jego działań, zmierzających do usunięcia lub złagodzenia krzywd majątkowych, wyrządzanych przez bezwzględne dosłowne stosowanie przepisów prawa, a znajdujących wyraz w koncepcji własności pozaksięgowej i waloryzacji dotkniętych dewaluacją zobowiązań pieniężnych. Sprawy te już dawno utraciły swe pierwotnie aktualne znaczenie. Utrzymały się wszakże i pozostałe wyniki gorącego orędownictwa Fryderyka Zolla za ochroną dóbr najbardziej osobistych, niemajątkowych, jak spokój psychiczny i godność osobista, sfera tajemnicy, wolność, nietykalność, twórczość intelektualna. Zasługi Zolla są tu ogromne i niespożyte..."

Jest to część wspomnianego przemówienia. Osobiście zgadzam się z całą przyzwoitością, z zasługami Zolla,zarówno Starszego, jak i Młodszego Fryderyka.

Niebawem przedstawię Państwu postać syna Fryderyka Zolla Starszego na podstawie własnych przeżyć oraz odczuć, które towarzyszyły mi w trakcie pisania jednej z monografii dot. postaci polskich prawników.

Zarówno w trakcie szukania źródeł dot. życia i działalności obu Panów, muszę przyznać, że w toku swojej praktyki zawodowej niejednokrotnie uznawałem wyższość klasy i otwartości intelektualnej obu Panów nad szeroką rzeszą aktualnej Palestry. Należy zwrócić uwagę, że odpowiednie wnioski nasuwają się dzięki znajomości faktów, dzięki którym możemy stwierdzić o ponadczasowości nauk obydwu Panów.

Niebawem dalsza część lektury...

Napisany przez: lupuspl 10/03/2010, 21:28

Dotychczas przedstawiane były postacie prawników wybitnych, sędziów, teoretyków. Ja natomiast chciałbym dodać do tego pocztu osobę całkiem nieprzystającą do poprzednich. Mowa o znanym przedwojennym adwokacie łódzkim - Stefanie Kobylińskim. Przyznam, że jest to postać tak barwna i obrosła legendami, że ciężko mi powiedzieć ile jest prawdy w informacjach, które przytoczę - być może ktoś z Was słyszał o nim i jest w stanie oddzielić ziarna od plew.


Pierwszy Prezes Sądu Najwyższego II RP Stanisław Srzednicki wyraził się o nim: ,,Kobyliński byłby chlubą adwokatury, gdyby nie to, że jest jej zakałą". Istotnie, człowiek ten łączył w sobie geniusz prawniczy z pospolitymi wadami, awanturnictwem i brakiem szacunku wobec samego prawa.

Kobyliński zadebiutował przed I wojną światową, prowadząc sprawy przed najwyższymi nawet instancjami rosyjskimi i niemieckimi, gdzie zasłynął jako znakomity adwokat. W roku 1905 prowadził też jako obrońca kilka spraw politycznych. Był to jednak wyjątek w jego karierze, gdyż później pracował wyłącznie dla pieniędzy, nie bacząc całkowicie na ocenę moralną sprawy. Jego podstawowymi wadami było niechlujstwo, skąpstwo, pijactwo i rozwiązłość. Zdarzało mu się zapraszać na wódkę kolegów z zawodu, po czym wychodzić, nie płacąc. Jeździł też cały dzień taksówką, a następnie, wyzywając na całą ulicę kierowcę od złodziei, płacił połowę i odchodził. Natomiast nie żałował pieniędzy dla swej słynnej z urody przyjaciółki, aktorki Loli Stamatti, dla której postawił nawet teatr Scala w Łodzi, przy ulicy Cegielnianej (dziś Więckowskiego).
Inne jego sprawki mają natomiast poważniejszy charakter. Wkrótce po wybuchu wojny, Kobyliński, działacz Naczelnego Komitetu Narodowego, był widziany w mundurze pułkownika wojsk rosyjskich, wjeżdżający do Cytadeli w Warszawie. Nazajutrz doszło do wybuchu w tamtejszej prochowni, co prasa tłumaczyła uderzeniem pioruna (niebo było tego wtedy bezchmurne). Nie uszło to uwadze władz i Kobylińskiego osadzono na Pawiaku. Ocaliła go Stamatti, która występowała przed wojną w Petersburgu, gdzie zaznajomiła się z samymi córkami cara. Interwencja okazała się skuteczna, gdyż wkrótce do prokuratora przyszło ponoć pismo odręczne samego cara: ,,Jeśli winien - rozstrzelać, jeśli nie - zesłać." Treść listu jest raczej legendą, gdyż w krótkim czasie widzimy adwokata w Moskwie. Sobie wiadomym sposobem otrzymał koncesję na dostawy dla armii, na czym zbił niemały majątek. Sprawy polityki nie dawały mu jednak spokoju i był zmuszony uciekać za granicę. Cały czas towarzyszyła mu Stamatti. Wykorzystując osobiste kontakty dostał się do Charbinu, gdzie pozyskał zaufanie tamtejszego gubernatora - ponoć naturalnego syna cara - i podając się za adwokata bogatego Chińczyka, właściciela posesji w Moskwie i Pekinie, otrzymał paszport. W Pekinie był korespondentem wojennym, lecz wkrótce trafił do Japonii, a stamtąd, poprzez USA, Skandynawię i Niemcy, wrócił do kraju.
Po 1918 wrócił do zawodu adwokackiego. Zasłynął prowadząc sprawy wszelkiego autoramentu, wykorzystująć w genialny sposób luki naszego roztrojonego systemu prawnego, doprowadzając nie raz, trzeba mu to przyznać, do poprawienia wielu istotnych niedomagań polskiego systemu prawa. Stefan Kobyliński zmarł w kilka miesięcy po wkroczeniu hitlerowców do Polski. Po zamknięciu polskich sądów przez okupanta stał się cieniem samego siebie, popadł w chorobę psychiczną i zmarł w zapomnieniu.

A oto kilka anegdot zaczerpniętych z książki Jana Urbankiewicza ,,Za płotem Paradyzu":
Wykorzystując skomplikowaną sytuację prawną w II RP, Kobyliński do niemożliwości potrafił przedłużać sprawy na korzyść swych klientów. Jedna z nich ciągnęła się ponad 10 lat. Gdy adwokat jadąc na rozprawę spotkał pełnomocnika swego adwersarza, usłyszał: ,,Dziś mam wszystko tak dokładnie opracowane, że nie znajdzie pan niczego, do czego można by się przyczepić". Rozprawa rozpoczęła się, lecz Kobyliński nie był na niej obecny. Sędzia otrzymał depeszę (nie ustalono przez kogo nadaną): ,,Adwokat Kobyliński umarł". Wobec usprawiedliwionej nieobecności strony, rozprawę odroczono.
Innym znów razem zdarzyło się, że w stanie nie całkiem trzeźwym, zaczął przemawiać na korzyść przeciwnika swego klienta. Asystent zwrócił mu na to uwagę, lecz Kobyliński spokojnie dokończył mowę i rzekł: ,,Tak bym przemawiał na rzecz powoda. Ponieważ jednak występuję na rzecz pozwanego, będę mówił tak - " i broniąc klienta, obalał postawione przed chwilą przez siebie samego tezy.

Więcej dykteryjek nie przytaczam, odsyłam do wspomnianej książki.

Napisany przez: Miltiades 11/03/2010, 9:38

Ostatni akapit rozbawił mnie do łez, niestety nigdy nie słyszałem o Kobylińskim. Interesujący materiał na film smile.gif

Napisany przez: artie44 4/10/2010, 23:57

Gustaw Radbruch. H. L. A. Hart, jeżeli chodzi o XX wiek prawo naturalne ( po przemianie) kontr prawo w rozumieniu pozytywnym.

Jeżeli chodzi o polskich prawników to wspomniałbym o Krajewskim, Henryku Konicu, Stanisławie Szurleju, Stefanie Korbońskim, Maurycym Allerhandzie, Adolfie Suligowskim, Eugeniuszu Śmiarowskim, Cyrylu Ratajskim - jakoby, kiedy Niemcy zajęli Poznań, którego był Prezydentem poproszono go wskazanie o wpływowych obywateli pochodzenia żydowskiego, Ratajski poprosił o kartkę, którą zarz wypełnił. Okazało się, iż wielokrotnie wpisał swoje imię i nazwisko, tak wypełnioną krtkę zwrócił. Także Józef Putek skazany w procesie brzeskim oraz również więziony po wojnie
Z dawnych dziejów chyba Paweł Włodkowic czy Jan Ostroróg. To chyba lista mocno skrócona, prócz tego co wcześniej dodano.

Napisany przez: wettin 15/12/2013, 0:09

Sławni
Ulpian Domicjusz za definicję sprawiedliwości,
Gajus za całokształt,
Leon Petrażycki za definicję prawa jako przeczucia psychicznego.. czy jakoś tak,
Makarewicz za kodeks karny,
Bardach za całokształt pracy historycznoprawnej
za to samo Koranyi

niesławni
Oliver Wendell Holmes za precedens Carrie Buck


© Historycy.org - historia to nasza pasja (http://www.historycy.org)