Witaj GOŚCIU ( Zaloguj się | Rejestracja )
 
3 Strony < 1 2 3 > 
Reply to this topicStart new topicStart Poll

> Jak wyglądała sredniowieczna bitwa?, Początek, formacje, rozmowy, walka
     
szapur II
 

X ranga
**********
Grupa: Moderatorzy
Postów: 11.398
Nr użytkownika: 63.609

Stopień akademicki: magazynier:)
Zawód: student
 
 
post 11/02/2015, 2:13 Quote Post

Szczerze wątpię, żeby akurat kogoś z rycerzy lub zawodowych żołnierzy miał jakieś spore problemy z widokiem krwi, rozerwanych czy inaczej uszkodzonych trupów czy rannych. Zwrócę może uwagę na dość powszechne wśród rycerstwa, wyższych warstw społecznych hobby, właściwie więcej niż hobby - popularność polowań, łowiectwa wśród arystokracji. W sporej ilości przypadków to hobby można spokojnie określać manią. W każdym razie myślistwo jest również swego rodzaju przygotowaniem do zabijania, widoku krwi itp. W końcu od najmłodszych lat ówcześni arystokraci/rycerze przygotowywali się do walki, wreszcie trzeba pamiętać, że do ruchów typu Treuga Dei przemoc była czymś w rodzaju stałego czynnika.
Chciałem jeszcze w kwestii ograniczeń wojowników wynikających z religii. Religia mogła przyczyniać się do skuteczności bojowej - np. pogańscy Skandynawowie, ale chrześcijaństwo z uwagi na choćby podejście do zabójstwa już nie za bardzo. Na tym tle radzono sobie różnie - chrześcijanie już w późnym antyku wypracowali sobie pewne wzorce wojny sprawiedliwej. Armiom z różnych państw chrześcijańskich towarzyszyli duchowni, np. przed starciami celebrowano nabożeństwa, i to już od późnego antyku. Wojskom towarzyszyły chorągwie z wizerunkami Chrystusa, Matki Boskiej, czy Świętych; w Bizancjum od VI w. w takim kontekście pojawiają się ikony, jako środki oddziaływania na morale żołnierzy. Wyrzuty sumienia jednak pojawialy się u walczących chrześcijan w różnych krajach, i w różnych okresach w ciągu dziejów, stąd np. wiele pobożnych fundacji, ba - niektórzy żołnierze, czy rycerze porzucali żołnierkę i np. wstępowali do klasztoru. W okresie Krucjat powstają zakony rycerskie, ale to już w okresie uświęcenia, ureligijnienia wojny z niewiernymi przez Kościół.
 
User is offline  PMMini Profile Post #16

     
rasterus
 

VI ranga
******
Grupa: Użytkownik
Postów: 1.269
Nr użytkownika: 89.006

 
 
post 11/02/2015, 5:07 Quote Post

QUOTE(szapur II @ 11/02/2015, 2:13)
Szczerze wątpię, żeby akurat kogoś z rycerzy lub zawodowych żołnierzy miał jakieś spore problemy z widokiem krwi, rozerwanych czy inaczej uszkodzonych trupów czy rannych. Zwrócę może uwagę na dość powszechne wśród rycerstwa, wyższych warstw społecznych hobby, właściwie więcej niż hobby - popularność polowań, łowiectwa wśród arystokracji. W sporej ilości przypadków to hobby można spokojnie określać manią. W każdym razie myślistwo jest również swego rodzaju przygotowaniem do zabijania, widoku krwi itp. W końcu od najmłodszych lat ówcześni arystokraci/rycerze przygotowywali się do walki, wreszcie trzeba pamiętać, że do ruchów typu Treuga Dei przemoc była czymś w rodzaju stałego czynnika.


Wtedy przelewanie krwi nie tylko wśród rycerstwa było bardziej popularne. Publiczne egzekucje ściągały gapiów. Kary cielesne były na porządku dziennym. Inaczej też patrzono na życie doczesne, to był tylko krótki etap podróży. Dodatkowo średnia życia była znacznie krótsza. Śmierć w każdej rodzinie zdarzała się o wiele częściej. Zwierzęta gospodarskie przed zimą wybijano pozostawiając tylko stado odtworzeniowe (brak paszy). Większość rycerzy żyła jednak na wsi, a nie na dworze króla/księcia, zajmowali się na co dzień sprawami gospodarskimi. A wojsko to nie tylko rycerze, konno przecież stawali też sołtysi, młynarze, czyli bogatsi chłopi, do tego czeladź.
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #17

     
Pielgrzym
 

IV ranga
****
Grupa: Użytkownik
Postów: 355
Nr użytkownika: 30.075

Andrzej Pietrachowicz
Stopień akademicki: mgr inz.
Zawód: inzynier budownictwa
 
 
post 11/02/2015, 9:56 Quote Post

Szczera prawda; z tego co dotąd pisaliśmy wydawałoby się że bitwy było mało krwawe, bo oszczędzano nieprzyjaciela dla okupu itd. Tylko że powyższe dotyczyło wyłącznie najznaczniejszych i znanych z imienia przeciwników, których rody lub suwerenowie byli w stanie zapłacić okup, a po wykształceniu się rycerstwa ograniczało się do członków tegoż rycerstwa, objętych tym etosem. Natomiast plebejska piechota, łucznicy, czeladź obozowa itp. była mięsem "armatnim" i nikt nawet nie liczył ilu ich padło w bitwach; tratowano ich w natarciu, docinano w pościgu, zarzynano schwytanych - chyba że akurat potrzebni byli niewolnicy do jakiejś roboty (co również nie musiało oznaczać finalnego ułaskawienia, np. zdarzało się że Turcy wykorzystawszy jeńców do pochowania zabitych i naprawy umocnień wbijali ich na pale). Generalnie wojownicy plebejscy mieli fart, jeśli schwytawszy ich tylko obcięto im palce (jak angielskim łucznikom podczas Wojny Stuletniej) albo sprzedano w niewolę (jak wziętym w jasyr tatarski) a nie obcięto głowy. Bywało zresztą że i wziętym do niewoli rycerzom podrzynano gardła (znany epizod z Wojny Stuletniej), a plebejskich piechurów zabijali także swoi, jeśli uznali że się nie sprawdzili w walce (szarża francuskiej jazdy pod Crecy po grzbietach kuszników genueńskich; ścięcie przez Anglików łuczników, którzy wycofali się wraz z rycerstwem spod Mauron - rycerzy oczywiście nie ścięto).

To były surowe czasy, a chrześcijaństwo choć, owszem, zwiększyło liczbę epizodów darowania życia pokonanym, zarazem jednak nie tylko nie nauczyło ludzi roztkliwiania się nad cierpieniem a wręcz przeciwnie: skoro celem jest życie wieczne, a to ziemskie jest mało wartościowe, a do tego wiemy że cierpienie Bóg dopuszcza aby cierpiący odpokutował za swoje grzechy i do tego nieba trafił, to niechże cierpiący sobie cierpią, byłoby nieludzkie ich tego pozbawiać... Jest tu analogia do palenia heretyków na stosie zamiast zabić ich szybko i "humanitarnie" - było to w takim ujęciu wręcz aktem miłosierdzia i litości: zamiast pozwolić im żyć długo i szczęśliwie ale pomrzeć w grzechach herezji, zadajmy im cierpienie, które oczyści ich z grzechu a może zmusi do nawrócenia w ostatnim tchnieniu.

No i jeszcze jedna rzecz, której nie uświadczysz w filmach holywoodzkich ani o średniowieczu ani o współczesnych strzelaninach, a którą warto pokazać pisząc książkę: po bitwie na pobojowisku pozostaje bardzo niewiele trupów; znacznie więcej (co najmniej kilkukrotnie więcej) jest rannych - i to nie tylko lekko rannych ze złamaną nogą, odciętym kciukiem albo rozbitym czołem, po których ktoś przyjdzie i ich uratuje albo sami wstaną i pójdą jak dojdą do siebie, ale i takich z przebitymi jelitami, wyprutymi flakami, zmiażdżonymi nogami, złamanym kręgosłupem albo pęknięciami wątroby i śledziony po upadku z konia, słowem rannych śmiertelnie ale na razie żywych i czasem żyjących jeszcze wiele godzin, wyjących, rzężących i rzucających się w drgawkach. Czasem lepiej było być rannym strony przegranej - przynajmniej dobito cię aby obedrzeć z wartościowych ubrań i przedmiotów - niż wygranej, bo wtedy najwyżej ktoś ci podał z litości łyk wina i podłożył pod głowę jakiegoś trupa, a nawet chirurg który dotarł do ciebie nic ci nie mógł pomóc i męczyłeś się godzinami, dniami albo i tygodniami zanim zdechłeś. To był niestety prawdziwy koloryt wojny i bitwy.
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #18

     
kolodziej
 

V ranga
*****
Grupa: Użytkownik
Postów: 576
Nr użytkownika: 95.608

Tomasz Kolodziejczyk
Stopień akademicki: mgr
Zawód: wolny
 
 
post 11/02/2015, 10:22 Quote Post

Pielgrzym.
Z tego co napisałeś aż ciarki chodzą po grzbiecie. Aż dziw bierze, ze ktoś chciał iść na wojnę. Chociaż może - chciał nie chciał ale musiał...
Odnośnie książek.. czytałem kiedyś (taka scenka) handlarz prezentuje ojcu młodego chłopaka min. broń zachęcając do przyuczania młodzika do topora bo na wojnie można sporo zarobić na co stary rzecze "najprędzej grób na cudzej ziemi". Myślę świadomość była ale wojny toczyły się ciągle a do tego trzeba ludzi. Więc co to byli za żołnierze przecież "z niewolnika nie ma pracownika" skąd pewność, że w bitwie nie odmachnie się żelazem setnikowi czy kapralowi.
 
User is offline  PMMini Profile Post #19

     
Pielgrzym
 

IV ranga
****
Grupa: Użytkownik
Postów: 355
Nr użytkownika: 30.075

Andrzej Pietrachowicz
Stopień akademicki: mgr inz.
Zawód: inzynier budownictwa
 
 
post 11/02/2015, 11:38 Quote Post

Do udziału w powszechnej obronie ziemi (defensio terrae), wyprawie (expeditio), obronie wałów grodowych (stróża) itp. wojskowych powinnościach zobowiązani byli początkowo wszyscy mieszkańcy płci męskiej w wieku sprawnym. Nie ma to, tamto - masz iść i już.

Dobrowolnie na wojnę szli ci, co nie mieli wiele do stracenia a wszystko do zyskania.

Bywało że proponowano aresztantom amnestię za udział w kampanii. Walczyło się więc aby odzyskać wolność - nie kraju, co mi tam kraj, ale moją własną!

Bywała motywacją korzyść finansowa - zamiast tyrać w polu mogę trochę połazić po świecie, jeść dadzą, tylko raz czy dwa trzeba będzie powalczyć, może się przeżyje i jeszcze oprócz tego że mi zapłacą lepiej jak za orkę to w dodatku to co zabiorę z pobojowiska będzie moje - warto zaryzykować, głupi by się buntował, warto wytrzymać wszelkie niewygody, obelgi i baty od wodza, byleby płacił tak jak płaci.

Albo indoktrynacja - vide: brańcy chrześcijańscy wychowywani na janczarów, przenicowani na turckich ultrapatriotów, hołubionych przez sułtana, dumnych ze swej elitarności i z tego powodu ślepo mu posłusznych, choćby wysłał ich na pewną śmierć.

Albo strach - jakoś tak bywało że na sam widok twarzy dowódcy czy każdego możnego rycerza pod takimi prostaczkami uginały się kolana, bardziej niż przed wrogiem. Zresztą, logicznie rzecz biorąc, jak podniosę rękę na dowódcę sam jeden to mnie przecież i tak złapią i jeszcze wbiją na pal albo obedrą ze skóry. A jeśłi zbiegnę, to dokąd? Najstraszniejszym losem był los wyrzutka, banity, zbiega, nie mogącego oprzeć się nigdzie. Musielibyśmy się zbuntować wszyscy razem albo umówić się z nieprzyjacielem i przejść na jego stronę, może w nagrodę on nam da więcej... i tak też bywało, choć prowodyrem bywał zwykle jakiś ubogi szlachcic; prostaczek ani by tego nie wymyślił, ani nie dotarłby przed oblicze nieprzyjacielskiego wodza aby mu to zaproponować, ani by mu zresztą zapewne nie uwierzono. Częściej - znacznie częściej - zdradzał w zamian za darowanie życia i majątku garnizon broniący miasta, sami mieszczanie nie widząc nadziei na wygraną tym bardziej nie widzieli sensu w oddawaniu życia za sprawę z góry przegraną.

Patriotyczne motywacje to raczej późniejsze lata, chyba że za takowe uznamy niechęć do obcych. Kpiąc przez całe życie z zawszonych Szkotów czy lalusiowatych Francuzów nietrudno było ich znielubić, a podczas wojny - tym chętniej bić.
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #20

     
szapur II
 

X ranga
**********
Grupa: Moderatorzy
Postów: 11.398
Nr użytkownika: 63.609

Stopień akademicki: magazynier:)
Zawód: student
 
 
post 11/02/2015, 12:32 Quote Post

Widzę, że Pielgrzym zaszalał. Ale spokojnie era oderwanych kończyn oraz flaczków to jednak bardziej epoka nowożytna w związku z rozwojem artylerii, broni palnej. Pewnie jakieś uszkodzenia wśród rannych na pobojowiskach występowały, ale zwróciłbym uwagę, że walnych bitew zasadniczo unikano, wreszcie skala wielkości armii, co prawda np. dla wczesnego średniowiecza istnieje spór, co do ilości wojowników wyprowadzanych w pole, czy były to stosunkowo małe armie, liczące najwyżej kilka tysięcy kombatantów, czy wielkie - 20-30 tys. w polu. Wojna pewnie budziła strach, raczej ludności, która potrzebowała spokoju, cywili. Wśród kombatantów wystepował lęk przed śmiercią, ale jednak zwrócę uwagę na to, że wojny to też pewna okazja do zdobycia bogactwa.
 
User is offline  PMMini Profile Post #21

     
Pielgrzym
 

IV ranga
****
Grupa: Użytkownik
Postów: 355
Nr użytkownika: 30.075

Andrzej Pietrachowicz
Stopień akademicki: mgr inz.
Zawód: inzynier budownictwa
 
 
post 11/02/2015, 13:25 Quote Post

smile.gif

Tak, dopóki się obracamy w ramach uporządkowanego społeczeństwa europejskiego, w którym wszyscy książęta i królowie są mniej lub bardziej spokrewnieni, wbudowani w drabinę feudalną i mniej lub bardziej zależni od papieża i cesarza, mamy konflikty mniej lub bardziej ograniczone i prowadzone "kulturalnie". Ale weźmy sobie takie wojny "etniczne" jak Awarów z Frankami, Bułgarów z Bizancjum, Madziarów z Niemcami; znajdziemy tam kampanie, w których ginęły tysiące a dziesiątki tysięcy jeńców okaleczano albo zabijano; weźmy wojny religijne jak zniszczenie Okcytanii podczas krucjaty Szymona de Montfort od drugiej dekady XIII wieku, w której zdobywano kolejno wszystkie miasta a jeńców każdego wieku i płci puszczano nago w świat albo palono żywcem (Francuzi Francuzów, żeby nie było) albo bestialstwa husytów i Luksemburgów w XV wieku w podobnym stylu; weźmy krwawo i bezlitośnie tłumione powstania ludowe - dorzućmy do tego epidemie zarazy przywleczonej przez najeźdźców ze Wschodu i głód w spustoszonych wojną krainach, a dopiero dostaniemy pełen obraz sytuacji.
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #22

     
rasterus
 

VI ranga
******
Grupa: Użytkownik
Postów: 1.269
Nr użytkownika: 89.006

 
 
post 11/02/2015, 22:38 Quote Post

I jeszcze rozprawy z rozbójnikami na drogach albo napady zbójników (jak kto woli bieszczadników). I w czasach pokoju krew się lała. Z jakiś powodów rycerze nosili jako broń przyboczną tasak, a chłopi na targi targali włócznie (był nawet zakaz wnoszenia włóczni na targ). Broni różnych a pomysłowych nie brakowało i to na każdą kieszeń. Od drogich mieczy, po tanie kiścienie czy siekańce. Dodatkowo to my żyjemy w długim okresie pokoju, w tamtych czasach wojny trafiały się często lub jeszcze częściej, do tego wojny lokalne między rycerzami, gdzie często polegało to nie na bezpośredniej potyczce, a łupieniu dóbr sąsiada.
Przecież tak naprawdę dopiero od XIX w. zmniejszyło się okrucieństwo kar, a jeszcze w XX w. wykonywano egzekucje publicznie (poza Europą jeszcze się wykonuje). Ciekawe ile by osób dzisiaj wytrzymało oglądanie nabicia na pal, palenia żywcem, ćwiartowania, rozszarpywania końmi, wleczenia końmi, łamania kołem. Albo zwyczaj noszenia na włóczni głowy pokonanego (spotkało to prawdopodobnie Władysława Warneńczyka). A wyciąganie trupów z grobów i ich wleczenie po ulicach? Do tego epidemie czarnej śmierci, cholery? Śmierć była wtedy widoczna wszędzie i to w bardzo drastyczna.

Poza tym wojna deprawuje. Sięgając do historii najnowszej - co robili Niemcy w obozach koncentracyjnych, jak zachowywała się bohaterska armia czerwona? A co robili w katowniach UB? Od XIX w. nastąpiła jedna zmiana, rzadziej żołnierz patrzy w oczy zabijanego. Pocisk Minie wydłużył dystans między wojskami, ale nadal przecież były starcia na bagnety, walka wręcz. Nie ma patrzeć na to z perspektywy osób, które żyją w miarę spokojnych czasach.

Jednak proszę o trzymanie się średniowieca, dwa posty wyleciały, w ten prawie też za Niemców i obozozy koncentracyjne oraz RKKA. sz. II

Ten post był edytowany przez szapur II: 12/02/2015, 9:17
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #23

     
kolodziej
 

V ranga
*****
Grupa: Użytkownik
Postów: 576
Nr użytkownika: 95.608

Tomasz Kolodziejczyk
Stopień akademicki: mgr
Zawód: wolny
 
 
post 13/02/2015, 22:25 Quote Post

W nieco innym temacie padło pytanie jak to było, że ludzie walczyli cały dzień i do tego się nie męczyli. Ja uważam, że do walki wchodzili falami i wymiennie tzn część walczyła a część "łapała oddech". Pytanie jak to wyglądało praktyce? A ile czasu walczą grupy rekonstruktorskie? Jak długo można walczyć aktywnie bronią białą?
 
User is offline  PMMini Profile Post #24

     
szapur II
 

X ranga
**********
Grupa: Moderatorzy
Postów: 11.398
Nr użytkownika: 63.609

Stopień akademicki: magazynier:)
Zawód: student
 
 
post 13/02/2015, 23:52 Quote Post

Oczywiście, że walczyli w rzutach. Mimo wszystko zasady taktyki i strategii stosowano w bitwach średniowiecznych, więc trudno mówić o starciu dwóch hurm dopóki starczy sił kombatantom. Poza tym wywołanie zmęczenia u przeciwnika to często jeden z celów wodzów średniowiecznych. Może przypomnę Grunwald, wojska stały od rana, Jagiełło przewlekał początek starcia, akurat rycerze zakonni stali w słońcu. Bitwa zaczęła się około południa i trwałą 6 godzin. Wydaje mi się, że trudno oczekiwać dłuższego starcia niż 6 godzin.
 
User is offline  PMMini Profile Post #25

     
kolodziej
 

V ranga
*****
Grupa: Użytkownik
Postów: 576
Nr użytkownika: 95.608

Tomasz Kolodziejczyk
Stopień akademicki: mgr
Zawód: wolny
 
 
post 22/02/2015, 0:05 Quote Post

Ale jak wyglądała wymiana żołnierzy? Czy na zasadzie kontrmarszu czy np.
na zasadzie Starego Urządzenia Polskiego czyli podział na hufiec walny i czelny? Tam było chyba tak, że czelny uderzał potem odjeżdżał na tył walnego a z czoła hufca walnego wydzielano nowy oddział uderzeniowy i tak kilka razy do rozstrzygnięcia.
 
User is offline  PMMini Profile Post #26

     
emigrant
 

Antykomunista
**********
Grupa: Użytkownik
Postów: 24.491
Nr użytkownika: 46.387

Stopień akademicki: kontrrewolucjonista
Zawód: reakcjonista
 
 
post 22/02/2015, 0:14 Quote Post

QUOTE(szapur II @ 13/02/2015, 23:52)
Może przypomnę Grunwald, wojska stały od rana, Jagiełło przewlekał początek starcia, akurat rycerze zakonni stali w słońcu. Bitwa zaczęła się około południa i trwałą 6 godzin. Wydaje mi się, że trudno oczekiwać dłuższego starcia niż 6 godzin.
*


Tak, z dodatkową informacją, że to były nowinki wschodnie wzięte od sztuki wojowania Mongołów I w ogóel ludów stepowych), z którym stykała się Litwa na wschodzie od jakiegoś czasu. Rycerstwo często sie buntowało przeciw takim zagrywkom uznając je za niehonorowe. (Azincourt np.)W ogóle często podcza śreniowiecznych bitew europejskich utrzymanie w ryzach swoich ludzi i zmuszenie ich do swojej koncepcji bitwy było równie trudną sztuką niż pokonanie przeciwnika...
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #27

     
Shuy
 

II ranga
**
Grupa: Użytkownik
Postów: 82
Nr użytkownika: 48.843

Shuy
Stopień akademicki: inz
Zawód: allaroundman
 
 
post 23/02/2015, 15:32 Quote Post

Kiedyś w filmie dokumentalnym podano jako przykład typowej średniowiecznej bitwy, starcie które miało miejsce chyba we Włoszech. Niestety z filmami jest problem, że trudno do nich dotrzeć i znaleźć je w googlach a nie mogę sobie przypomnieć miejscowości i roku.
W każdym razie walczyło tam kilka tysięcy ludzi (jak dobrze pamiętam chyba po 2 tys po każdej ze stron) a zginęło 4 rycerzy. Tłumaczono to tym, że rycerz w zbroi był trudny do zabicia, nawet jak się go pokonało. Po przegranej walce obiecywał się stawić i wytargować okup, po czym leciał szukać następnego przeciwnika, aby powetować sobie przyszłą stratę. W efekcie po bitwie rycerze sobie liczyli ilu przeciwnikom będą wisieć kasę a ilu im będzie wisiało.

Czy ktoś wie o jaką bitwę chodzi?
Oczywiście na Discovery czy innych programach nieścisłości są niezwykle częste, ale może jednak jest w tym ziarno prawdy? Poza Grunwaldem, Azincourt czy Crecy bitwy "zarobkowe" były powszechną praktyką?
 
User is offline  PMMini Profile Post #28

     
kolodziej
 

V ranga
*****
Grupa: Użytkownik
Postów: 576
Nr użytkownika: 95.608

Tomasz Kolodziejczyk
Stopień akademicki: mgr
Zawód: wolny
 
 
post 7/03/2015, 21:46 Quote Post

QUOTE
Oczywiście na Discovery czy innych programach nieścisłości są niezwykle częste, ale może jednak jest w tym ziarno prawdy? Poza Grunwaldem, Azincourt czy Crecy bitwy "zarobkowe" były powszechną praktyką?


Bardzo ciekawe, naprawdę! Ale za to masz odpowiedź dlaczego rycerstwo zostało wyparte przez wojska zaciężne - po prostu zamiast walczyć i ginąc za suzerena on liczy kasę...


Ja mam pytanie o taktykę ataku klinem. Ja naprawdę to wyglądało bo według mnie jest to formacja bez sensu, gdyż: po uformowaniu klina przeciwnik może także stworzyć klin i tym samym wybić "klin klinem" (niektórzy po dziś dzień stosują taką taktykę wink.gif )Co gorsza można sformować w odpowiedzi na klin coś w rodzaju półksiężyca i tym samym wciągnąć atakujących do środka i otoczyć. No więc? Ktoś wie?
 
User is offline  PMMini Profile Post #29

     
Pielgrzym
 

IV ranga
****
Grupa: Użytkownik
Postów: 355
Nr użytkownika: 30.075

Andrzej Pietrachowicz
Stopień akademicki: mgr inz.
Zawód: inzynier budownictwa
 
 
post 9/03/2015, 15:46 Quote Post

Siłę przełamującą klina pieszego złożonego raptem z sześciu facetów (1+2+3), podpierających tarczami poprzedników i rozpędzonych do niezłego truchtu wobec linii złożonej z dwóch szeregów tarczowników przećwiczyliśmy w naturze na manewrach. Wchodzi jak w masło. I tylko klin. Bo tak naprawdę nie ma większych szans na przebicie jednego dwuszeregu przez drugi przy czołowym zderzeniu. Natomiast po wbiciu klina skrajni obrońcy muszą walczyć naraz na dwie strony i szybko zostają wyeliminowani i wyłom się poszerza, wpada weń za plecami klina luźniejsza formacja i od razu atakuje na boki, nie prze do przodu w głąb przeciwnika, bo tu nie chodzi o wbicie się nie wiem jak głęboko w przeciwnika - zresztą żeby się dać otoczyć, musiałaby to być w wypadku chorągwi konnicy głębokość liczona w setkach metrów - tylko formacja chwilowa do przebicia muru tarcz czy innej defensywnej statycznej obrony. Każda linia póki broni się od frontu jest trudna do przełamania, ale kiedy zaatakuje się ją z boku staje się bardzo wrażliwa, dlatego od czasów falangi oskrzydlenie, zmiana kierunku o 90 stopni i atak z flanki to jest zaatakowanie wzdłuż linii przeciwnika (równolegle do linii frontu) "zwijając" ją przed sobą jak dywanik/chodnik jest najbardziej skuteczną i wykorzystywaną jeśli tylko się da taktyką, a ochrona skrzydeł - najistotniejszą rolą obrony. Klin daje możliwość wyprowadzenia takiego "ataku z flanki" bez okrążania przeciwnika, poprzez utworzenie wyłomu w środku formacji. Oczywiście, trzeba mieć rezerwę i plan jej użycia aby wykorzystać tę chwilową przewagę zanim przeciwnik rzuci do walki następną linię i zamknie wojowników "klina" w potrzasku albo zepchnie z powrotem do tyłu.

Ten post był edytowany przez Pielgrzym: 9/03/2015, 15:52
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #30

3 Strony < 1 2 3 > 
1 Użytkowników czyta ten temat (1 Gości i 0 Anonimowych użytkowników)
0 Zarejestrowanych:


Topic Options
Reply to this topicStart new topic

 

 
Copyright © 2003 - 2019 Historycy.org
historycy@historycy.org, tel: 12 346-54-06

Kolokacja serwera, łącza internetowe:
Uniwersytet Marii Curie-Skłodowskiej