Witaj GOŚCIU ( Zaloguj się | Rejestracja )
 
2 Strony < 1 2 
Reply to this topicStart new topicStart Poll

> Brutalność wojska, policji tłumiących strajki, 1918-39
     
lucyna beata
 

niespotykanie spokojny bieszczadzki troll
*******
Grupa: Użytkownik
Postów: 2.245
Nr użytkownika: 43.086

Lucyna Psciuk
Zawód: przewodnik
 
 
post 24/07/2011, 7:37 Quote Post

Trudno mi jest prowadzić dyskusję z czyimiś poglądami politycznymi, wolę mówić o faktach.
Przez nasz region w okresie międzywojennym przewaliła się fala strajków chłopskich i robotniczych. Miały w zdecydowanej mierze podłoże ekonomiczne, tutaj ludzie głodowali i naprawdę dzielili zapałkę na 4 części. Jeszcze w okresie międzywojennym zdarzył się wypadek, że gajowy w Myczkowcach zastrzelił człowieka (uszło mu to na sucho) tylko dlatego, że ten narwał sobie trochę trawy do płachty aby nakarmić głodującą krowę-żywicielkę. Z tego co mi wiadomo w strajkach przede wszystkim chodziło o rzeczy podstawowe: pracę, podwyżki, poprawienie warunków pracy. W strajkach brali udział wszystkie narodowości: Rusini, Żydzi, Polacy vide strajk szewców i krawców w Lesku (starosta polecił Filarowi wynegocjować podwyżki, działał na zlecenie właścicieli firmy Żydów Grappelów - obawiano się, ze padnie bardzo dochodowe zamówienie). W Łukawicy w czasie strajku w tartaku robotnikom pomagali ludzie ze wsi przynosząc jedzenie. Doszło do procesów sądowych (robotnicy oflagowali budynek, wzbudziło to sprzeciw starosty), które robotnicy wygrali. Po falach pokojowych strajków doszło do uchwalenia 8 godz. czasu pracy. Zupełnie czymś innym było tzw. powstanie leskie. Tu wdali się politycy i doszło do wyrównania porachunków międzysąsiedzkich. Jak znajdę chwilę czasu wolnego to poszperam po książkach.
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #16

     
Samuel Łaszcz
 

VI ranga
******
Grupa: Użytkownik
Postów: 1.202
Nr użytkownika: 57.477

 
 
post 16/08/2011, 7:37 Quote Post

Doktor Ryszard Rauba z Instytutu Politologii Uniwersytetu Zielonogórskiego o Krwawym Kwietniu 1936 Roku we Lwowie:

(...)Bezrobotni bardzo szybko zdołali uformować ponownie zwartą kolumnę, która ruszyła następnie w kierunku śródmieścia. Co chwilę manifestanci wykrzykiwali hasła : „Pracy i chleba !”, „Precz z policją !”. Pochód bezrobotnych rozrastał się z każdą minutą. Na placu Akademickim do pochodu przyłączyła się spontanicznie grupa robotników pracujących tam w ramach w ramach robót publicznych. To właśnie oni – lwowscy robociarze z motykami i łopatami na ramieniu wysunęli się na czoło pochodu. Krótko potem oddziały policji, które przybyły na miejsce z zamiarem zatrzymania i rozbicia pochodu przypuściły niczym niesprowokowany atak na manifestantów. Jako pierwsi z karabinami gotowymi do strzału szturm na bezrobotnych i robotników przypuścili policjanci na koniach. Robotnicy uzbrojeni w łopaty i motyki powitali szarżujących na nich policjantów gradem kamieni, pochodzących z rozkopanych opodal placu Akademickiego ulic. Po krótkiej walce policjanci na pewien czas ustąpili. Doszło wówczas do tragedii. Oficer policji państwowej dowodzący jednym z oddziałów oddał osiem strzałów, jeden po drugim ze wkrótce po 2 służbowego rewolweru wprost do tłumu manifestantów. Z zimną krwią zamordowany został wówczas 22 – letni bezrobotny Ukrainiec Władysław Kozak. 30 – letni robotnik o nazwisku Szereda zmarł z kolei nazajutrz rano na skutek ciężkich ran postrzałowych w jednym ze lwowskich szpitali. Potyczki z policją trwały tego dnia do późnych godzin popołudniowych.

Następnego dnia, w środę 15 kwietnia 1936 r. bezrobotni lwowiacy nie zamierzając dawać za wygraną ponownie zebrali się przed budynkiem PUPP – u. Tym razem swoją akcję rozpoczęli od samego rana. Przyniosła ona jedynie połowiczny sukces. Okazało się mianowicie, iż jakimś cudem urzędnicy PUPP – u „znaleźli” 200 miejsc pracy. Bezrobotni, którzy otrzymali pracę uchwalili, iż nie przystąpią do niej od razu, ale w geście klasowej solidarności przejdą z resztą bezrobotnych, dla których nadal nie było pracy na miejsce gdzie dzień wcześniej zastrzelony został ich towarzysz niedoli Władysław Kozak. W zaimprowizowanym na miejscu zbrodni wiecu wzięło udział blisko 5 tysięcy osób – bezrobotnych, robotników oraz przechodniów. Zabierający wówczas głos lwowscy socjaliści i komuniści w trzech językach odzwierciedlających ówczesną strukturę narodowościową Lwowa : polskim, ukraińskim oraz żydowskim wzywali zgromadzonych słuchaczy i wszystkich uczciwych lwowiaków do wzięcia udziału w pogrzebie ofiar sanacyjnego reżimu. Wiec obserwowała grupa kilkudziesięciu uzbrojonych w broń maszynową policjantów. Tym razem nie odważyli się jej użyć. Pogrzeb bezrobotnego Władysława Kozaka robotnika Szeredy wyznaczony został na dzień 16 kwietnia 1936 r., na godzinę 15.00. Starosta lwowski obawiając się, iż pogrzeb wykorzystany zostanie przez „agitatorów komunistycznych” celowo wytyczył krótszą trasę pochodu. będzie cmentarz Łyczakowski, położony w południowo – wschodniej części Lwowa. Lwowscy robotnicy – członkowie Polskiej Partii Socjalistycznej i Komunistycznej Partii Polski oraz bezrobotni nie godząc się na taki obrót sprawy zażądali od niego w dniu pogrzebu zmiany miejsca pochówku i w związku z tym wytyczenia nowej, dłuższej tym razem trasy pochodu pogrzebowego. Nacisk kilkudziesięciu tysięcy zdesperowanych i zdecydowanych na wszystko robotników m. in. tramwajarzy i kolejarzy Instytutu Medycznego, w którym znajdowały się trumny ze zwłokami Władysława Kozaka i robotnika Szeredy odniósł skutek. Trasa pochodu została zmieniona.

Władysław Kozak i jego zamordowany towarzysz – robotnik Szereda mieli zostać pochowani na cmentarzu Arbitralnie zadecydował ponadto, iż miejscem pochówku Kozaka i Szeredy a także bezrobotnych zgromadzonych pod budynkiem 3 Janowskim położonym z kolei w północno – zachodniej części Lwowa. Odległość od Instytutu Medycznego do cmentarza Janowskiego wynosiła pięć kilometrów. Początkowo pomimo odczuwalnej napiętej atmosfery spowodowanej obecnością policji wszystko przebiegało bez zakłóceń. Nic nie zwiastowało, że tego dnia dojdzie do jeszcze większej tragedii niż ta sprzed dwóch dni. W pewnym momencie policja zagrodziła trasę konduktu i bez uprzedzenia oddała pierwszą salwę z karabinów prosto do uczestników pogrzebu. Dwie osoby zostały zabite na miejscu. Było wielu rannych. Pochód pomimo to intonując „Międzynarodówkę” posuwał się dalej. Po przejściu kilkuset metrów ze strony policji padła druga salwa. Siedemdziesięciu policjantów w tym dwudziestu na koniach zablokowało drogę z zamiarem powstrzymania pochodu. Lwowscy robociarze i bezrobotni choć nieuzbrojeni postanowili się bronić przed niczym nieuzasadnioną w tym dniu brutalnością policji. Na policyjne kule i gumowe pałki odpowiadali kamieniami. Policjanci z dziką furią bili wszystkich – kobiety, mężczyzn oraz dzieci. Nikomu nie odpuszczali. Szczególnym przedmiotem ataku policjantów stały się wieńce pogrzebowe oraz sztandary, które nieśli uczestnicy pogrzebu. Do gwałtownych starć z policją doszło tego dnia na ulicy Kazimierzowskiej. Mieściło się tam wówczas znane aż nazbyt dobrze wszystkim lwowiakom więzienie - „Brygidki”. Początkowo na ulicy Kazimierzowskiej uczestnicy konduktu pogrzebowego nie natknęli się na żadnego policjanta. Gdy zbliżali się do „Brygidek” nagle zaczęła się gwałtowna strzelanina. To policjanci schowani na dachu więzienia postanowili kolejny raz zatrzymać kondukt pogrzebowy. Pod policyjnymi kulami padali kolejno robotnicy niosący trumny, które dla wyjątkowo brutalnych w tym dniu policjantów traktowane były niczym tarcze strzelnicze. Zabitych na ulicy Kazimierzowskiej robotników niosących trumny zastępowali natychmiast inni robotnicy. Trumny ze zwłokami Władysława Kozaka i robotnika Szeredy w skutek kilkukrotnego upadku na uliczny bruk były mocno uszkodzone. Bezrobotny Michał Miga – uczestnik pogrzebu wspominał : „na placu Mariackim koło hotelu George´a znów zobaczyłem trumnę (ze zwłokami Władysława Kozaka – przyp. RR) . Posuwała się naprzód. Wtem usłyszałem strzały i robotnik niosący trumnę upadł. Trumna zakołysała się, przystanęła. Przez kilka sekund trwało osłupienie. Wtedy idąca obok mnie Bluma Finkelstein, robotnica, która przed kilkoma tygodniami wyszła na wolność po 4 sześcioletnim wyroku za komunizm, przyskoczyła, chwyciła trumnę na ramiona Na ulicy Legionów jeszcze dwa razy policja szarżowała na trumnę i strzelała w nią. Za każdym razem trumna padała na ziemię i za każdym razem po odparciu ataku policji, zabitych i rannych zastępowali nowi i przedzierali się z trumną wśród kul”.

Na ulicy Kazimierzowskiej pod murami więzienia zamordowany został m. in. robotnik budowlany Mieczysław Sikorski, który niósł wieniec cierniowy od więźniów politycznych – socjalistów i komunistów. Na oczach kamieniarza Bronisława Rota pod „Brygidkami” policjanci z wyjątkową brutalnością zasiekli szablami dwóch robotników niosących trumnę ze zwłokami Władysława Kozaka. Ostatecznie kondukt pogrzebowy pomimo poniesionych ofiar przeszedł przez policyjną zaporę na ulicy Kazimierzowskiej. Robotnicy i bezrobotni nie dając za wygraną podjęli próbę sforsowania bramy więzienia. Wkrótce jednak obawiając się ciągle strzelającej z okien i z dachu więzienia policji odstąpili od tego zamiaru. Atak robotników na więzienie zakończył się niepowodzeniem. Pomimo to w pewnym momencie policja zażądała natychmiastowej pomocy lwowskiego garnizonu wojskowego. Dowództwo pułku odmówiło jednak przysłania posiłków motywując swoja decyzję brakiem pewności, że żołnierze będą strzelać. Na ulicy Janowskiej robotnicy i bezrobotni w pośpiechu wznieśli potężną barykadę z tego co akurat było pod ręką zamykając tym samym policji drogę na cmentarz Janowski. Po środku barykady, na wielkim drzewcu powiewał podziurawiony od policyjnych kul i zakrwawiony czerwony sztandar. W obliczu rzezi, którą zgotowała w tym dniu sanacyjna policja stanowił on wymowny symbol. Kondukt pogrzebowy ruszył spod budynku Instytutu Medycznego punktualnie o godzinie 15.00. Cztery godziny później o godzinie 19.00 obie trumny straszliwie potrzaskane przez policyjne kule spoczęły ostatecznie w grobach na cmentarzu Janowskim. Bilans masakry robotników i bezrobotnych, która miała miejsce we Lwowie, w czwartek 16 kwietnia 1936 r. był przerażający. W masakrze zginęło na miejscu 31 osób. Kolejne 18 osób zmarło w szpitalach miejskich w skutek odniesionych ran postrzałowych następnego dnia. Łącznie 49 ofiar śmiertelnych. We lwowskich szpitalach znalazło się ponad 300 ciężko i lżej rannych. Kilkuset uczestników pogrzebu zostało aresztowanych.


http://www.internacjonalista.pl/historia-i...-we-lwowie.html

Ten post był edytowany przez Samuel Łaszcz: 16/08/2011, 7:38
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #17

     
Luleczek
 

III ranga
***
Grupa: Użytkownik
Postów: 129
Nr użytkownika: 77.226

 
 
post 12/03/2012, 18:27 Quote Post

Taka była rzeczywistość w II RP.Przed tym się nie ucieknie,a chowanie głowy w piasek jest oszukiwaniem siebie samego.
Mój dziadek brał udział w strajkach chłopskich.Dla mojej matki,wówczas małej dziewczynki,widok ojca odjeżdżającego na wozie z innymi chłopami mógł być widokiem ostatnim.Poziom biedy na wsi doprowadzał ludzi do desperacji,bo trzeba wiedzieć że chłop polski nie miał we krwi masowego wyrażania niezadowolenia.
 
User is offline  PMMini Profile Post #18

     
Luleczek
 

III ranga
***
Grupa: Użytkownik
Postów: 129
Nr użytkownika: 77.226

 
 
post 29/09/2012, 15:52 Quote Post

Tę całą bandycką hałastrę wojewodów,starostów,inspektorów,komisarzy wydających polecenia strzelania do niewinnych ludzi powinno się powywieszać na latarniach,ku przestrodze podobnym mordercom.W głowie się nie mieści,że te indywidua,chcące uchodzić za cywilizowanych ludzi,bez zmrużenia oka zezwalały na masakry biednej ludności wiejskiej.Porażająca musiała być impotencja moralna ówczesnego rządu, nie cofającego się przed zabijaniem wyrażających swoją beznadziejność bytu,sprowadzonego do nieludzkiego poziomu.Nie dziwi przemilczanie tych wydarzeń,to jest czarna plama na kartach historii Polski,gdy Polak do Polaka strzelał w niepodległym państwie.Tylko żeby choć kamienie z wyrytym "Przechodniu,nie zapominaj o nas..."...
 
User is offline  PMMini Profile Post #19

     
Bartłomiej Rychlewski
 

naczelny opluwacz , wróg ludzkości postępowej
*******
Grupa: Użytkownik
Postów: 2.116
Nr użytkownika: 7.736

Stopień akademicki: mgr nauk tajemnych
Zawód: prawnik oprawca
 
 
post 29/09/2012, 21:11 Quote Post

W relacji p. Rauby przytoczonej przez Samuela pojawia się takie zdanie :

,,Jako pierwsi z karabinami gotowymi do strzału szturm na bezrobotnych i robotników przypuścili policjanci na koniach."

Z mojej wiedzy wynika, że strzelanie z koni nie było praktykowane więc albo to ciekawostka albo błąd lub przekłamanie - chyba że strzelać mieli w powietrze, ale to też było niebezpieczne - najbardziej dla strzelających.
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #20

     
dak04
 

III ranga
***
Grupa: Użytkownik
Postów: 180
Nr użytkownika: 67.148

Dariusz Kutyla
 
 
post 29/09/2012, 21:22 Quote Post

Jako przykład użycia karabinów w rozpędzaniu demonstracji proponuję zapoznać się z taktyką francuskiej policji, na pewno używaną jeszcze w latach '90-tych. Po prostu kolba jest skuteczna.
 
User is offline  PMMini Profile Post #21

     
Bartłomiej Rychlewski
 

naczelny opluwacz , wróg ludzkości postępowej
*******
Grupa: Użytkownik
Postów: 2.116
Nr użytkownika: 7.736

Stopień akademicki: mgr nauk tajemnych
Zawód: prawnik oprawca
 
 
post 29/09/2012, 21:50 Quote Post

QUOTE(dak04 @ 29/09/2012, 22:22)
Jako przykład użycia karabinów w rozpędzaniu demonstracji proponuję zapoznać się z taktyką francuskiej policji, na pewno używaną jeszcze w latach '90-tych. Po prostu kolba jest skuteczna.
*



Ok - ale czy chodzi o policję konną, a operowanie kolbą to nie to samo co strzelanie a tu mowa o ,,broni gotowej do strzału" tzn - odbezpieczonej i przeładowanej. A PP była w II RP chyba szkolona na wzór wojskowy
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #22

2 Strony < 1 2 
2 Użytkowników czyta ten temat (2 Gości i 0 Anonimowych użytkowników)
0 Zarejestrowanych:


Topic Options
Reply to this topicStart new topic

 

 
Copyright © 2003 - 2019 Historycy.org
historycy@historycy.org, tel: 12 346-54-06

Kolokacja serwera, łącza internetowe:
Uniwersytet Marii Curie-Skłodowskiej