Witaj GOŚCIU ( Zaloguj się | Rejestracja )
 
3 Strony  1 2 3 > 
Reply to this topicStart new topicStart Poll

> Poczet prawników sławnych i niesławnych
     
Ironside
 

VIII ranga
********
Grupa: Przyjaciel forum
Postów: 4.269
Nr użytkownika: 8.937

JAN
Stopień akademicki: dr
Zawód: jurysta
 
 
post 25/01/2009, 14:36 Quote Post

Dział niniejszy powinien cieszyć się moim szczególnym zainteresowaniem jako jego moderatora wink.gif, a także (a może przede wszystkim) jako adepta prawa, zwłaszcza zainteresowanego naukowo historią prawa. Niestety, dziedzina ta jest poniekąd egzotyczna, gdyż de facto pozostaje całkowicie obca historykom. Stąd też wynika małe zainteresowanie tym działem, skromna ilość tematów i postów.
Temat niniejszy zaplanowałem więc jako przede wszystkim informacyjny. Stwórzmy tu swoistą bazę danych, zbiór informacji o sławnych i niesławnych orłach Temidy. Wzywam do współpracy wszystkich forumowiczów-prawników, ale oczywiście nie tylko ich. Piszmy o legislatorach, sędziach, adwokatach, teoretykach. Prawnikach-koniunkturalistach czy też gorliwych sługach zbrodniczych reżimów, jak i prawnikach-buntownikach, którzy się im przeciwstawiali. Prawnikach-wzorach i prawnikach-antywzorach. Tych, których myśl zmieniała dzieje prawa i tych, których rewolucyjne teorie i działania nie zmieniły powszechnej praktyki. Być może nawet wyniknie z tego czasami jakaś dyskusja wink.gif
 
User is offline  PMMini Profile Post #1

     
Ironside
 

VIII ranga
********
Grupa: Przyjaciel forum
Postów: 4.269
Nr użytkownika: 8.937

JAN
Stopień akademicki: dr
Zawód: jurysta
 
 
post 25/01/2009, 15:11 Quote Post

Na początek smutna z polskiego punktu widzenia refleksja: generalnie nasz kraj i naród nie dorobił się zbyt wielu jurystów, których dorobek byłby powszechnie znany na świecie. Podobnie jak w innych dziedzinach nauki, i w tej daleko nam do Niemców, Francuzów, Brytyjczyków, Amerykanów, Włochów, a nawet do Skandynawów i Rosjan. W zasadzie można powiedzieć, że w skali całej naszej cywilizacji osoba, która odebrała akademickie wykształcenie prawnicze, powinna przynajmniej teoretycznie znać jedynie dwa nazwiska polskich prawników. Na dodatek z oboma jest ten problem, że zazwyczaj mało kto kojarzy ich z Polską. Mowa o Leonie Petrażyckim, oraz - przede wszystkim - o Rafale Lemkinie.

I właśnie do tego drugiego warto zacząć ten temat.

user posted image

Urodzony w 1900 roku w rodzinie żydowskiej na Białorusi, ukończył prawo na Uniwersytecie Jana Kazimierza we Lwowie, potem praktykował między innymi w Warszawie jako prokurator. Brał udział w pracach legislacyjnych nad kodeksem karnym 1932 roku (lex makarewicz). Już w latach 30ych zwracał uwagę na problem masowych zbrodni, popełnianych w imię ideologii. Przedmiotem jego studiów była zwłaszcza rzeź Ormian oraz masakry Asyryjczyków w Iraku. Na podstawie tych studiów opracował esej pt. Crime of Barbarity, który przedstawił w 1933 roku na konferencji Ligi Narodów w Madrycie. Konstrukcja, którą tam przedstawił, stała się bazą dla największego działa Lemkina.
We wrześniu 1939 Lemkin został zmobilizowany i brał udział w obronie Warszawy, podczas której został ranny. Uniknął niewoli, a w roku 1940 udało mu się przez Litwę uciec do Szwecji, skąd - przy pomocy amerykańskich przyjaciół - udał się ostatecznie do Stanów Zjednoczonych i podjął pracę na Duke University w Karolinie Północnej.
Pracując na uniwersytecie, Lemkin rozpoczął zbieranie i analizowanie danych dotyczących nazistowskich zbrodni w Europie. W roku 1944 wydał pracę pt. Axis Rule in Occupied Europe, która miała się okazać jedną z najważniejszych dla rozwoju prawa międzynarodowego. To właśnie w tym dziele po raz pierwszy użył terminu, który zna dzisiaj dosłownie każdy - ludobójstwo. Słowo to powstało z połączenia greckiego genos (rodzina, plemię, lud) z łacińskim cide (zabicie). Genocide - w bardzo krótkim czasie to słowo było na ustach wszystkich. Lemkin opracował teoretyczne podstawy tej instytucji, określił przesłanki popełnienia tej zbrodni i rozpoczął walkę o prawnomiędzynarodową regulację zakazującą ludobójstwa i ścigającą jego sprawców. Doktryna Lemkina miała ogromny wpływ na przebieg procesów norymberskich, a on sam brał w nich pośrednio udział jako doradca Roberta H. Jacksona, głównego prokuratora amerykańskiego.
W ciągu następnych kilku lat Rafał Lemkin wykładał na Yale oraz przedstawiał międzynarodowym gremiom kolejne projekty regulacji dotyczących ludobójstwa. W końcu dopiął swego - 9 grudnia 1948 roku Zgromadzenie Ogólne Narodów Zjednoczonych przyjęło Konwencję w sprawie zapobiegania i karania zbrodni ludobójstwa, opartą niemal w 100% na dorobku Rafała Lemkina. Kluczowy Artykuł II głosi:

W rozumieniu Konwencji niniejszej ludobójstwem jest którykolwiek z następujących czynów, dokonany w zamiarze zniszczenia w całości lub części grup narodowych, etnicznych, rasowych lub religijnych, jako takich:
a) zabójstwo członków grupy,
b) spowodowanie poważnego uszkodzenia ciała lub rozstroju zdrowia psychicznego członków grupy,
c) rozmyślne stworzenie dla członków grupy warunków życia, obliczonych na spowodowanie ich całkowitego lub częściowego zniszczenia fizycznego,
d) stosowanie środków, które mają na celu wstrzymanie urodzin w obrębie grupy,
e) przymusowe przekazywanie dzieci członków grupy do innej grupy.


Rafał Lemkin osobiście doświadczył tego, czym jest ludobójstwo. W Shoah śmierć ponieśli niemal wszyscy członkowie jego rodziny. Przeżył jedynie brat, który wraz z żoną i dziećmi trafił do sowieckiego łagru. Lemkin zdołała przy wykorzystaniu wszystkich swoich znajomości wydostać ostatnich ocalałych krewnych z ZSRR. Osiedli w Montrealu.

W latach 50ych Lemkin był siedmiokrotnie nominowany do Pokojowej Nagrody Nobla, jednak nie zdążył jej otrzymać. Zmarł nagle, 28 sierpnia 1959 roku na atak serca.
Nie ulega wątpliwości, że konstrukcja stworzona przez Rafała Lemknina wywarła ogromny wpływ na rozwój prawa międzynarodowego. To właśnie w oparciu o nią powstała cała ogromna i jakże ważna doktryna opisująca zbrodnie przeciwko ludzkości, ludobójstwo i podobne czyny. Dziś bazuje na niej Międzynarodowy Trybunał Karny w Hadze.
 
User is offline  PMMini Profile Post #2

     
bachmat66
 

vaquero
*******
Grupa: Użytkownik
Postów: 1.948
Nr użytkownika: 7.402

Dario TW
Stopień akademicki: Juris Doctor
Zawód: wolny
 
 
post 25/01/2009, 17:41 Quote Post

QUOTE(Ironside @ 25/01/2009, 9:11)
Na początek smutna z polskiego punktu widzenia refleksja: generalnie nasz kraj i naród nie dorobił się zbyt wielu jurystów, których dorobek byłby powszechnie znany na świecie. Podobnie jak w innych dziedzinach nauki, i w tej daleko nam do Niemców, Francuzów, Brytyjczyków, Amerykanów, Włochów, a nawet do Skandynawów i Rosjan. W zasadzie można powiedzieć, że w skali całej naszej cywilizacji osoba, która odebrała akademickie wykształcenie prawnicze, powinna przynajmniej teoretycznie znać jedynie dwa nazwiska polskich prawników.
*


wydaje mi sie caly ten wstep warty powtornego przepisania (dobre rzeczy zaczynaja sie po wstepie, keidy czytamy o biografie), i zaraz wyluszcze dlaczego:

primo, w czasie kiedy tworzyla sie nowoczesna jurisprudens w Europie i Ameryce Plonocnej Polski nie bylo a zaborcy swiadomie niszczyli polska jurisprudens.

secundo, podczas okresu 1772-1918 Polska byla pod okupacja poteg ktorych zadaniem bylo inkorporowac populacje tubylcza w swoja strukture prawno-spoleczna (Rosja, Austria po 1848), lub zepchniecie na margines (Prusy, Cesarswo Niemieckie).

tertio,Rzeczpospolita Obojga Narodow byla pastwem prawnikow - wystarczy poczytac 'Wspomnienia Soplicy', a jej ostatnim slynnym dokonaniem byla Konstytucja 3 maja.

quarto, okres 20lecia miedzywojennego zaowocoal wysypem prawnikow (jak imci pan Lemkin) ie., sedziow, radcow, adwokatow, prokuratow et al, a ktorych wkrtoce w duzych ilosciach zamordowano 1939-45, a w PRL rozwoj jurisprudens zostal zachamowany az do 1990 roku, i wciaz istnieja w praie polskim ustawy wprost z ustroju sowieckiego.

quinto, kraje ktore wymienil kolega maja i pielegnuja swoje tradycje, choc inaczej sie to ma w krajach prawa caususowego a inaczej tam gdzie rzadzi jurisprudens typu Kodeks Napoleonski.
Jako prawnik moge stwierdzic ze w US czlowiek z akademickim wyksztalceniem ma zadna albo bardzo nikla wiedze o slynnych prawnikach z przeszlosci. Inaczej to sie ma kiedy mowa dniu dzisiejszymi tu wazna jest rola mediow bo media o takowych prawnikach trabia. Inna sprawa ze struktura panstwa amerykanskigo jest specyficzna eg dozywotnie pozycje sedziow federalnych, publiczna wybieralnosc sedziow et prokuratorow na szczeblu stanow, powszechnosc i dostep do adwokatow etc, wszystko to sprzja znajomsci nazwisk i pozycji et pogladow tychze. Ale smiem twierdzic ze prawie nikt konczac studia (poza adeptami nauk politycznych, historii oraz szkol prawniczych, choc w zasadzie tamze tez nie naucza sie historii prawa sensu stricte) nie wie nic o dorobku prawnym slynnych prawnikow w US.

Wydaje mi sie ale chyba nie ma sensu stricte tzw dorobku prawnego Brytyjczykow, nie za bardzo mozna ich wrzucic do jednego worka, co widac takze na dzien dzisiejszy , ale jest dorobek szkocki z ich wlasna jurisprudence, jest jurisprudence Anglii z Walia, jest irlandzki; i to wciaz widac w kwestii praktykowania prawa na wyspach Brtyjskich, np moja zona jest adwokatem w Anglii i Walii, a nie Szkocji czy Irlandii Polnocnej etc.
Inna kwestia to czy szkola prawnicza, wydzial prawa, ma uczyc historii czy moze raczej dobrze przygotowac do wykonywania zawodu?
Wydaje mi sie ze te wiedze o historii, slynnych prawnikach nalezy zostawic historykowm prawa i.. hobbystom, albo np praktykowac wiecej prawa precedensowego gdzie imiona same z siebie wychodza i dzieki temu zostaja w pamieci.
Kwestia jest ze w RP prawo przekazuje sie z punktu widzenia prawa i administracji, nota bene polaczonych jak blizniaki sjamskie w prawie calej Europie. Moze trzeba by to skalpelem rozdzielic?
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #3

     
Ironside
 

VIII ranga
********
Grupa: Przyjaciel forum
Postów: 4.269
Nr użytkownika: 8.937

JAN
Stopień akademicki: dr
Zawód: jurysta
 
 
post 25/01/2009, 19:10 Quote Post

Powiem szczerze bachamacie, że nie za bardzo wiem, dlaczego moje posty spowodowały taką Twoją reakcję smile.gif

Przede wszystkim ja jedynie stwierdziłem fakt, że Polska się wielu znanych prawników nie dorobiła, natomiast nie było moim zamysłem roztrząsania przyczyn tego faktu. A są one bez wątpienia takie, jak napisałeś.

Co do II RP, to bez wątpienia dorobiliśmy się wówczas wielu wybitnych jurystów, ale za granicą znany szerzej był - i to tylko chwilowo - co najwyżej Makarewicz. Dzisiaj natomiast poza Polską pies z kulawą nogą nie pamięta już o Makarewiczu, Longchampsie, Makowskim etc.

Jeśli zaś chodzi o to, czy po zakończeniu edukacji w Polsce, USA czy gdziekolwiek indziej na świecie, młody prawnik rzeczywiście zna te słynne postaci, to również podkreśliłem, że TEORETYCZNIE ZNA. Powinien znać, jeśli podczas studiów wykazał jakiekolwiek zainteresowanie tym, co studiuje. Z mojego doświadczenia studenckiego wynika, że 90% studentów wykazuje nikłe zainteresowanie rolleyes.gif
W USA natomiast - jak przecież doskonale wiesz - prawdziwie akademickie wykształcenie prawnicze to jest wielka rzadkość.

No i wreszcie, celem tego tematu nie jest roztrząsanie, czy historia prawa jest czy nie jest przydatna. Ten dział forum nosi nazwę "Historia państwa i prawa", więc to pytanie jest tu niejako poza dyskusją.
 
User is offline  PMMini Profile Post #4

     
lucam
 

V ranga
*****
Grupa: Użytkownik
Postów: 739
Nr użytkownika: 33.018

Stopień akademicki: -
 
 
post 26/01/2009, 21:27 Quote Post

Rafał Taubenschlag według mnie, jeden z bardziej rozpoznawalnych romanistów za granicą, ale to stare dzieje.
Ludwik Ehrlich jeden z wybitniejszych przedstawicieli prawa narodów.
Te dwa nazwiska przychodzą mi obecnie na myśl. Zastanawia mnie pewne zdanie z Kupiszewskim, czy nie ograniczało naszych iurystów, to że starali się pisać po polsku?

My wiemy o dawnych prawnikach tyle ile nam wspomną na zajęciach, lub tyle, gdzie coś przeczytamy. Np, nic nie wiedziałem o Lemkinie, nawet się nie zetknąłem z tym nazwiskiem. Ironside skąd wiedziałeś o nim?
 
User is offline  PMMini Profile Post #5

     
Ironside
 

VIII ranga
********
Grupa: Przyjaciel forum
Postów: 4.269
Nr użytkownika: 8.937

JAN
Stopień akademicki: dr
Zawód: jurysta
 
 
post 27/01/2009, 13:39 Quote Post

O Lemkinie słyszałem kilkakrotnie na zajęciach, mój Wydział robił też raz konferencję na jego temat. Przyznam jednak szczerze, że zadziwia mnie, iż postać Lemkina jest tak słabo znana w Polsce. Podczas studiów dosłownie o nim napomykano...
Jeśli zaś chodzi o słowa Kupiszewskiego, to jest w tym twierdzeniu niewątpliwie sporo racji. Z drugiej strony było i jest wielu polskich prawników znanych na świecie, ale tylko w wąskich kręgach naukowych. Na przykład romaniści: Taubenschlag, Kupiszewski, Litewski (o żyjących co do zasady nie napiszę, zwłaszcza, że u niektórych piszę mgr wink.gif) są znani i cenieni przez... innych romanistów. Ot, taki urok zajmowania się egzotycznymi dziedzinami wink.gif
Nie ma natomiast wśród polskich prawników czy filozofów zajmujących się prawem żadnego tytana na miarę Harta, Dworkina, Holmesa, Finnisa, Boeckenfeldego, Fullera, Llewlyna, Habermasa. W przeszłości również żaden z naszych jurystów nie dokonał przełomu ani nie stworzył dzieła na miarę Grocjusza, Beccari, Monteskiusza, Feuerbacha, von Savignego.
Od tej zasady nie ma wyjątków prócz wymienionych przeze mnie Petrażyckiego i Lemkina. Pierwszy jest twórcą jednego z najoryginalniejszych podejść do prawa w całej historii myśli, o znaczeniu drugiego już szerzej napisałem. Problem oczywiście polega na tym (o czym wspomniałem, a co rozwinę), że ani jednego ani drugiego zazwyczaj z Polską się nie kojarzy. Petrażycki najważniejsze swe dzieła napisał po niemiecku i po rosyjsku w czasie pracy na uniwersytecie petersburskim jeszcze przed I wojną światową. Gdy po roku 1918 pracował na UW, nie napisał już żadnej głośnej pracy. Podobnie Lemkin - zdobył sławę, gdy był już w Stanach i nikomu do głowy nie przyszło, że piszący po angielsku w Północnej Karolinie Raphael Lemkin może mieć coś wspólnego z Polską.

Jest jeszcze jedna postać, którą bez wątpienia znają WSZYSCY, nie tylko prawnicy. Sęk w tym, że z prawem kojarzy ją naprawdę mało kto, zresztą nie ma się czemu dziwić. Mowa oczywiście o Janie Pawle II, bez wątpienia jednym z najwybitniejszych prawnonaturalistów XX stulecia. Myśl filozoficzno-prawna zawarta w encyklikach Jana Pawła II jest (z oczywistych względów) dominującą współcześnie interpretacją oraz rozwinięciem myśli o prawie Tomasza z Akwinu.
 
User is offline  PMMini Profile Post #6

     
Ryszard Lwie Serce
 

الشيطان
*******
Grupa: Użytkownik
Postów: 2.405
Nr użytkownika: 24.473

Zaurak
Stopień akademicki: magister iuris
Zawód: Mlot na Fiskusa
 
 
post 27/01/2009, 16:09 Quote Post

Wszak zawsze, drogi Ironsidzie, promowałeś postać B. Groickiego, jako niedocenianego w Polsce, a szanowanego za granicą teoretyka ustroju smile.gif Oczywiście, współczesnym jurystą to on nie jest. Ale polskim - jak najbardziej biggrin.gif Skoro już wspomniałeś Grocjusza czy Monteskiusz...
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #7

     
Ironside
 

VIII ranga
********
Grupa: Przyjaciel forum
Postów: 4.269
Nr użytkownika: 8.937

JAN
Stopień akademicki: dr
Zawód: jurysta
 
 
post 27/01/2009, 16:35 Quote Post

Chyba Goślickiego i nie B., tylko W. (Wawrzyńca wink.gif). Goślickiego ciężko jednak nazwać prawnikiem, choć bez wątpienia prawo studiował. Goślicki to pisarz polityczny, mnie zaś chodziło raczej o prawników i filozofów prawa sensu stricto.

No ale kontynuując tworzenie pocztu:


Leon Petrażycki pochodził z patriotycznej rodziny szlacheckiej z dalekich kresów (okolice Witebska). W 1890 roku ukończył studia prawnicze w Kijowie, potem dzięki stypendiom kontynuował studia m.in. w Berlinie, Londynie i Heidelbergu. Wróciwszy do Rosji rozpoczął pracę w Petersburgu, gdzie piął się po szczeblach kariery naukowej i pisał swoje największe dzieła.

Filozofia prawa Petrażyckiego jest jedną z najoryginalniejszych w całej długiej historii jurysprudencji. W myśl jego teorii wszelkie systemy normatywne, a więc zarówno prawo jak i moralność, nie istnieją obiektywnie. Są jedynie pewnym rodzajem naszych przeżyć emocjonalnych, a więc zjawiskami skrajnie subiektywnymi. Prawo, które w ten sposób nie istnieje w naszej subiektywnej świadomości, w ogóle nie jest prawem. Nie są prawem teksty ustaw, a jedynie sposób, w jaki przejawiają się one w świadomości poszczególnych jednostek. Dlatego właśnie prawo pozytywne nie jest prawem w ogóle, a jedyne prawo, jakie w ogóle istnieje, to zsubiektywizowany zwyczaj. Każdy dojrzały człowiek posiada więc pewne własne poczucie prawa, oczywiście mniej lub bardziej rozwinięte w zależności od własnego poziomu intelektualnego, emocjonalnego, wykształcenia etc.
Petrażycki uchodzi za twórcę tego oryginalnego, jedynego w swoim rodzaju podejścia do prawa, zwanego czasami szkołą psychologiczną. Jego myśl zdobyła sobie sporą popularność na świecie, ale nie znalazła zbyt wielu kontynuatorów. Dlatego też szkoła psychologiczna nigdy nie rozwinęła się w znaczący kierunek w prawoznawstwie. Niemniej jednak, nazwisko Petrażyckiego jest szeroko znane w prawniczym świecie akademickim po obu stronach Wielkiej Wody. Jak już wspomniałem, swoje dzieła pisał on po niemiecku i rosyjsku niemal wyłącznie w okresie pracy w Petersburgu, dlatego mało kto kojarzy tego myśliciela z Polską.
Ponadto Petrażycki zasłynął w carskiej Rosji jako gorący rzecznik przyznania kobietom praw wyborczych.

Po 1917 roku Petrażycki otrzymał wiele propozycji objęcia katedr na europejskich uniwersytetach, wybrał jednak Uniwersytet Warszawski, gdzie utworzono specjalnie dla niego pierwszą katedrę socjologii prawa. W okresie warszawskim nie opublikował już żadnego dzieła na miarę swoich poprzednich książek.
Zginął śmiercią samobójczą 15 maja 1931 roku w wieku 64 lat. Wydziałowa legenda głosi, że powiesił się w pomieszczeniu, które dziś pełni funkcję kanciapy samorządu studenckiego. Motywy jego czynu nie są dokładnie znane.
 
User is offline  PMMini Profile Post #8

     
Nurglitch
 

VI ranga
******
Grupa: Użytkownik
Postów: 1.474
Nr użytkownika: 11.929

Piotr Smolañski
Zawód: Informatyk
 
 
post 27/01/2009, 16:43 Quote Post

QUOTE(Ironside @ 25/01/2009, 12:36)
Piszmy o legislatorach, sędziach, adwokatach, teoretykach. Prawnikach-koniunkturalistach czy też gorliwych sługach zbrodniczych reżimów, jak i prawnikach-buntownikach, którzy się im przeciwstawiali.


Tu chyba najbardziej znanym prawnikiem postokupacyjnej polski jest mecenas Jan Olszewski. Jako premier był bodaj największym nieudacznikiem w dziejach IIIRP, ale za czasów okupacji sowieckiej dorobił się godnego podziwu życiorysu jako obrońca w wielu politycznych procesach. Do rehabilitacji żołnierzy AK wzywał kiedy jeszcze za takie rzeczy esbecja fundowała wylew krwi do mózgu przez 9mm otwór. To chyba jedyny naprawdę znany opozycjonista-prawnik.


Inny prawnik który zapisał się we współczesnej historii to Lech Falandysz. Twórca praktyki "falandyzacji" prawa zgodnie z którą prawo można było dowolnie deptać i łamać jeśli tylko miało się wystarczająco silną pozycję polityczną. Nikt chyba tak jak on nie uświadomił narodowi jak kiepskim dowcipem jest prawo i wymiar sprawiedliwości III RP i w jakiej całkwowitej pogardzie można je mieć i nadal prosperować. Jeden z najskuteczniejszych niszczycieli idei praworządności w postokupacyjnej Polsce. Co zabawne, wiele razy w telewizorni utyskiwał nad tym jak to motłoch nie szanuje prawa.
 
User is offline  PMMini Profile Post #9

     
Ironside
 

VIII ranga
********
Grupa: Przyjaciel forum
Postów: 4.269
Nr użytkownika: 8.937

JAN
Stopień akademicki: dr
Zawód: jurysta
 
 
post 27/01/2009, 17:29 Quote Post

Skoro wspomniałeś Jan Olszewskiego, nie sposób nie wspomnieć o Stanisławie Hejmowskim - bohaterskim (ta, to jest właściwe słowo) obrońcy uczestników powstania poznańskiego 1956 roku, którego nieprzejednana postawa i wybitny talent prawniczy przyczyniły się do tego, że sąd wydał wyroki raczej łagodne w stosunku do tego, czego można było się spodziewać. Mecenas Hejmowski nie wahał się również publicznie oskarżać władz o popełnienie zbrodni. Zapłacił za to drogo - jeszcze w marcu 56 stał się celem działań UB, które nasiliły się w czasie procesu i po nim. Rozpowszechniano fałszywe plotki a nawet publikowano artykuły prasowe o łapówkarstwie Hejmowskiego. Sfingowane oskarżenie i skazanie na horrendalną grzywnę za malwersacje finansowe doprowadziło go do całkowitej ruiny materialnej, a działania agentów SB w samorządzie adwokackim poskutkowały zawieszeniem go na dwa lata w obowiązkach zawodowych oraz permanentne odsunięcie od nauczania aplikantów. Zrujnowany i schorowany, Hejmowski nie wrócił już do praktyki zawodowej i zmarł na wylew krwi do mózgu w 1969 roku w wieku 69 lat. Trzeba było czekać aż do roku 2006, aby wreszcie jedna z poznańskich ulic otrzymała imię mecenasa.
 
User is offline  PMMini Profile Post #10

     
Ironside
 

VIII ranga
********
Grupa: Przyjaciel forum
Postów: 4.269
Nr użytkownika: 8.937

JAN
Stopień akademicki: dr
Zawód: jurysta
 
 
post 27/01/2009, 17:52 Quote Post

I teraz postać z zupełnie innej beczki:

user posted image

Dr Wilhelm Stuckart, wybitny prawniczy umysł i zarazem fanatyczny wyznawca zbrodniczej ideologii.

Urodzony w 1902 roku, już w wieku 17 lat wstąpił do freikorpsu. Prawo studiował w Monachium i we Frankfurcie nad Menem. Bardzo szybko wstąpił do NSDAP, gdzie mimo młodego wieku błyskawicznie wspinał się po szczeblach partyjnej kariery. Jako sekretarz stanu w MSW oraz świetny legislator i fanatyczny rasista, był głównym autorem sławetnych ustaw norymberskich z 1935 roku. W rok później wstąpił do SS. Był autorem wielu publikacji z zakresu nazistowskiej teorii prawa. Jako wybitny specjalista w tym zakresie został zaproszony na równie niesławną jak ustawy norymberskie konferencję w Wannsee. Podczas obrad sprzeciwiał się planom masowej eksterminacji Żydów, gdyż uważał, że są one... niezgodne z duchem ustaw norymberskich oraz w praktyce doprowadzą do wielkich problemów logistycznych. Proponował w to miejsce kontynuowanie polityki izolacji oraz masową sterylizację. Argument Heydricha, że decyzję podjął Hitler, a w myśl zasady wodzostwa jego słowo jest prawem najwyższym zmusił jednak Stuckarta do zmiany zdania.

Po wojnie Stuckarta aresztowano i sądzono w jednym z procesów norymberskich. Wyrok opiewał jedynie na "czas już odsiedziany", a więc wstecznie na kres, w którym tuz nazistowskiej jurysprudencji był pozbawiony wolności. Nic dziwnego, że wynik spotkał się z dość szeroką krytyką. W 1949 roku Stuckart był już wolnym człowiekiem. W cztery lata później zginął w wypadku samochodowym nieopodal Hanoweru. Nie brakowało teorii, jakoby wypadek był w istocie zamachem zorganizowanym przez którąś z rzeczywiście istniejących lub też zmyślonych tajnych organizacji tropiących i likwidujących nazistowskich zbrodniarzy.
 
User is offline  PMMini Profile Post #11

     
Ironside
 

VIII ranga
********
Grupa: Przyjaciel forum
Postów: 4.269
Nr użytkownika: 8.937

JAN
Stopień akademicki: dr
Zawód: jurysta
 
 
post 27/01/2009, 21:49 Quote Post

Być może od tej postaci należało w ogóle zacząć, no ale postanowiłem uderzyć w nutę lokalnie-patriotyczną, także dopiero teraz - spóźniony, co nie znaczy, iż nie doceniany - przed państwem:

Aemilius Papinianus, zwany po polsku Papinianem, w średniowieczu cieszący się sławą "księcia rzymskich jurystów".
Żył na przełomie II i III wieku po narodzeniu Chrystusa. Urodził się prawdopodobnie w Syrii, co by dobrze współgrało z faktem, iż uchodził za protegowanego i stronnika imperatorowej Julii Domny. Był wybitnie uzdolnionym prawnikiem i wiernym sługą domu Sewerów, osobistym przyjacielem samego cesarza Septimusa oraz - jak wspomniałem - jego małżonki. Zrobił wielką karierę, której zwieńczeniem było objęcie w 205 roku urzędu praefectus praetorio.

Papinian żył w czasach, które prawnicy do dziś wspominają z pewną nostalgią jako złotą epokę prawa rzymskiego. Początkowo w tym okresie wyróżniający się juryści otrzymywali wówczas od imperatora ius respondendi ex auctoritate principis, czyli prawo wydawania wiążących dla sądów opinii prawnych. Prawo rzymskie w tym okresie rozwijało się więc nie tylko w drodze ustaw, ale przede wszystkim w toku ciągłej interpretacji, potem interpretacji interpretacji i tak dalej. Mniej więcej od czasów Antoninów cesarze dokonali swoistej centralizacji tej prawotwórczej działalności jurystów, skupiając ich we własnej kancelarii i sobie rezerwując prawo wydawania wiążących opinii. Papinian pisał więc wiążące opinie, pod którymi podpisywał się Septimus Severus, udzielał również opinii na własny rachunek. Jego dorobek pisarski jest spory, choć nie tak imponujący jak tworzących później Ulpiana czy Paulusa.
Również urząd prefekta pretorianów był ściśle związany z prawem. Zatracił do tego czasu swoje znaczenie militarne, gdyż prefekt z rzeczywistego dowódcy gwardii zamienił się w sędziego i administratora.

Umierając w 211 roku, Sewer miał powierzyć Papinianowi opiekę nad swoimi synami, którzy mieli współrządzić Imperium. Jurysta służył przez następne dwa lata za swoistego mediatora, starając się łagodzić konflikty między braćmi. W końcu jednak Caracalla zamordował swojego brata Getę, a i Papinian został rychło uwięziony i ścięty, najprawdopodobniej dlatego, że ostatecznie stanął po przegranej stronie.

Wokół śmierci Papiniana wyrosła jednak legenda, jakoby po zabiciu brata Caracalla zażądał od genialnego jurysty sporządzenia prawnego uzasadnienia dla tego bratobójstwa. Papinian miałby odmówić i przypłacić tą odmowę życiem. To właśnie ta legenda - kto wie, może jednak odpowiadająca faktom - stała się przyczyną, dla której Papinian uważany jest po dziś dzień za ideał prawnika, który przekłada wartości, jakie ma wyrażać prawo, ponad interes polityczny swoich mocodawców, a nawet ponad własne życie.

Legenda legendą - faktem jest, że drugim, dużo bardziej mierzalnym i bardziej weryfikowalnym źródłem sławy Papiniana był jego prawniczy geniusz. W kolejnych wiekach cieszył się on sławą najwybitniejszego jurysty okresu klasycznego. Najlepszym dowodem jest tu słynna konstytucja raweńska Teodozjusza II z 426 roku. W tym okresie dorobek rzymskich jurystów był tak wielki, iż prowadził do rozchwiania stabilności w sądowym orzecznictwie - klienci przynosili bowiem sędziom opinie wielkich jurystów, niekiedy całkowicie sprzeczne, także ci nie wiedzieli, którym autorytetom z dawnych lat mają dawać wiarę. Ustawa Teodozjusza stanowiła, że od momentu jej wydania moc obowiązującą miały mieć opinie tylko piątki najwybitniejszych jurystów okresu klasycznego: Gaiusa, Papiniana, Paulusa, Ulpiana i Modestyna. W przypadku różnicy zdań w ramach "wielkiej piątki", rozstrzygało zdanie większości. Natomiast w wypadku remisu decydować miało zdanie Papiniana.

Jak wspomniałem na początku, sława klasycznych jurystów przetrwała wieki. W XVI stuleciu wielki francuski badacz i komentator prawa rzymskiego, Jacques Cujas (Cujacjus) napisał, że Papinian był tym dla prawników, kim Homer dla poetów.

 
User is offline  PMMini Profile Post #12

     
Ironside
 

VIII ranga
********
Grupa: Przyjaciel forum
Postów: 4.269
Nr użytkownika: 8.937

JAN
Stopień akademicki: dr
Zawód: jurysta
 
 
post 28/01/2009, 17:34 Quote Post

user posted image

Charles-Louis de Secondat, baron de La Brède et de Montesquieu również jest postacią rzadko kiedy kojarzoną bezpośrednio z prawem - tymczasem był on zarówno prawnikiem-praktykiem, jak i w swoich dziełach dawał wyraz niezwykle oryginalnym poglądom na istotę prawa. Osobiście zaznaczę, że monteskiuszowska wizja tego, co kształtuje system prawny jest mi bliska i uważam ją za niezwykle trafną.

Monteskiusz był prawnikiem zarówno z wykształcenia, jak i z zawodu. W roku 1716, w wieku 27 lat został prezydentem parlamentu w Bordeaux, gdzie orzekał przez wiele lat. Jego poglądy na istotę prawa wynikały więc z wieloletniej, wnikliwej obserwacji praktyki oraz stosunków społecznych, którą praktyka prawnicza odzwierciedla.
Swoje największe dzieło, De l'Esprit des Lois (O duchu praw), wydał w 1748 roku w Genewie i pod pseudonimem. Nic dziwnego - za niektóre zawarte tam tezy polityczne spokojnie można było wówczas trafić do Bastylii, a i Kościół Katolicki raptem w trzy lata później umieścił książkę barona na swoim słynnym indeksie.

Baron de Montesquieu twierdził, że ustroje państwowe i systemy prawne są efektem działania czynnika, który obrazowo określił mianem ducha praw. Ów duch to nic innego jak splot wzajemnych relacji i oddziaływań między prawem a całym spektrum czynników prawotwórczych. Tymi czynnikami prawotwórczymi są tradycja, obyczaje, religia, poziom rozwoju gospodarczego, bogactwo lub bieda społeczeństwa, a także - last but not least - warunki naturalne, w tym zwłaszcza klimat, któremu Monteskiusz przypisywał szczególne znaczenie. Wszystkie te czynniki kształtują poszczególne narody oraz ich instytucje prawne. Dlatego też - twierdził baron - każdy kraj i każdy naród potrzebuje innego prawa, bo inne są czynniki, które kształtują jego mentalność, świadomość i byt. Prawo sprzeczne z duchem właściwym danemu narodowi będzie tylko i wyłącznie prawem zaszczepionym sztucznie i nie sprawdzi się w praktyce.
Takie poglądy były wówczas ewenementem. Panowała niepodzielnie oświeceniowa szkoła prawa natury, według której racjonalny umysł człowieka jest w stanie stworzyć uniwersalny system prawny. Monteskiusz tezę tą zdecydowanie odrzucał. Uważał, że to co wydaje się słuszne i racjonalne jednemu narodowi, wcale nie musi być takim dla innego, który kształtuje się w innych warunkach. Im bardziej różnią się te warunki, tym bardziej musi się różnić prawo. Baron stwierdził wprost, iż rzadki to traf, aby prawa jednego narodu mogły się nadać drugiemu.
Poglądy Monteskiusza były więc w zasadzie relatywistyczne - wszak według barona nie istnieje uniwersalny system wartości, mogący znaleźć odzwierciedlenie w prawie. Poza tym był Monteskiusz przedstawicielem historyzmu, a więc tej grupy prądów myślowych, według której właściwe poznanie zjawisk jest możliwe tylko jeśli zbadamy nie tylko ich teraźniejszość, ale także źródła i historyczną ewolucję. Duch praw kształtuje się bowiem w toku historycznego rozwoju kraju i narodu, zmienia się wraz z kolejnymi zawirowaniami dziejowymi. Bez wątpienia więc poglądy Monteskiusza miały ogromny wpływ na powstanie w XIX stuleciu szkoły historycznej w prawoznawstwie.
 
User is offline  PMMini Profile Post #13

     
Ironside
 

VIII ranga
********
Grupa: Przyjaciel forum
Postów: 4.269
Nr użytkownika: 8.937

JAN
Stopień akademicki: dr
Zawód: jurysta
 
 
post 28/01/2009, 22:16 Quote Post

Na razie na moje "wezwanie" do udziału w tworzeniu tej małej bazy danych odpowiedział w zasadzie tylko Nurglitch. Ja się nie poddaję wink.gif


Przywołany przez Nurglitcha Lech Falandysz był postacią bez wątpienia kontrowersyjną. Jeśli uznać, że jego celem była skrajna instrumentalizacja prawa, to można mu współczuć, iż żył w czasach, kiedy jego talent i aspiracje nie mogły się w pełni rozwinąć wink.gif Co innego kolejny osobnik wart umieszczenia w poczcie - Stanisław Car.

user posted image

Z dzisiejszej perspektywy można by go nazwać Falandyszem II RP, choć w zasadzie to raczej Falandysz od biedy "zasługuje" na miano Cara III RP.
Prawo studiował w Warszawie i Odessie, pracował potem w Warszawie jako adwokat, potem jako sędzia. Niemal od początku związany był z Piłsudskim i należał do jego najbliższych i najwierniejszych współpracowników. Jako wybitny prawnik służył Marszałkowi właśnie do przeprowadzania bitew regulaminowych z Sejmem, bronienia ministra Czechowicza przed Trybunałem Stanu, przygotowywania projektów aktów prawnych. Jego talent i brak skrupułów w dokonywaniu nawet najbardziej karkołomnych interpretacji prawa przyniosły mu przydomek "Jego Interpretatorskoje Wieliczestwo". Warszawscy satyrycy wykorzystywali też potencjał, jaki dawało nazwisko tego nadwornego jurysty Belwederu - co i rusz można było przeczytać w Cyruliku Warszawskim albo usłyszeć ze sceny kabaretu o "carowaniu prawa", albo o "prawach cardynalnych".

Swoistym "opus magnum" Stanisława Cara był legendarny wniosek na posiedzeniu Sejmu 26 stycznia 1934 roku. Car, będący jednym z głównych autorów projektu tzw. tez nowej Konstytucji, referował je wówczas Sejmowi. Opozycja, jak to miała we zwyczaju, na znak protestu opuściła salę. Korzystając z faktu, iż nagle BBWR zyskał niemal 100% większość, złożył wniosek o zmianę owych tez konstytucyjnych w projekt "Ustawy Konstytucyjnej" i przegłosowanie go przez Sejm w trybie pilnym. Tak też się stało, mimo uzasadnionych protestów Stanisława Strońskiego i Mieczysława Niedziałkowskiego. W ten oto sposób Carowi udało się obejść konstytucyjny wymóg kwalifikowanej większości do uchwalania zmian w Konstytucji.

Jak wiadomo, Piłsudski nie był zachwycony ze sposobu, w jaki uchwalono projekt, a i ostateczny tekst Konstytucji powstał niejako wbrew jego życzeniom. Marszałek przede wszystkim uważał, że Konstytucja winna być suchym, wyprutym z ideologii "instrumentem rządzenia". Jednakże grupa sanacyjnych ideologów z Walerym Sławkiem i Stanisławem Carem na czele mimo to stworzyła akt prawny na wskroś przepełniony ideologią. Car dał tu wyraz swoim głębokim politycznym przekonaniom, które wyłożył szczegółowo w swojej książce Polska koncepcja autorytaryzmu.

W przedostatnim Sejmie II Rzeczypospolitej największy manipulator regulaminowy w historii polskiego parlamentaryzmu dzierżył laskę marszałkowską. Zmarł 18 czerwca 1938 roku w wieku 56 lat.
 
User is offline  PMMini Profile Post #14

     
pulemietczik
 

VII ranga
*******
Grupa: Przyjaciel forum
Postów: 1.814
Nr użytkownika: 39.443

Stopień akademicki: dr
Zawód: wpisuje PESEL-e
 
 
post 29/01/2009, 12:05 Quote Post

Z gatunku "Piękna i Bestia" chciałbym poruszyć temat Jana Widackiego.

Nie interesowałem się światem prawniczym i nie wiem nic o jego dokonaniach jako teoretyka prawa czy czynnego prawnika. Jaki nurt koncepcji prawnych reprezentuje, czy jego dokonania naukowe to coś ważnego - czy też takie sobie lanie wody. Czy jest "człowiekiem honoru" czy też człowiekiem honoru bez cudzysłowia. Jakie ma podejście do świata przestępczego - czy reprezentuje go w stopniu umiarkowanym "dla chleba" czy też lubi to robić i sprawiedliwość czy jakieś racje nie mają dlań żadnego znaczenia.

Natomiast chciałbym zwrócić uwagę na pozycję książkowa Jana Widackiego "Stulecie krakowskich detektywów".W tej pozycji omawia rozwój medycyny sadowej ze szczególnym uwzględnieniem ziem polskich - jedynego ośrodka, który na ziemiach takowa działalnością się zajmował - czyli Krakowa.
Tak się złożyło, że dokonania medyków sądowych i uczonych z nimi współpracujących krakowskiego ośrodka lokowały się wtedy w ścisłej czołówce światowej. Opisana jest postać Ludwika Teichmanna - odkrywcy heminy, dzięki któremu możliwa stała się rzeczywista identyfikacja "czerwonych i brązowych śladów przypominających krew". Przypomina innych wielkich medycyny sądowej jak Blumenstocka, Wachholza czy Olbrychta. Opisuje wielkie zwycięstwa prawa jak i wielkie przegrane - na przykład morderstwo prof. Zeisznera, gdzie udało sie złapać mordercę, ale z braku metod identyfikacyjnych nie udało się ustalić kim jest w rzeczywistości i jakie miał motywy.

Książka oprócz elementów rozrywkowych i humorystycznych ma dużą wartość poznawczą - pokazuje jak postęp nauk kryminalistycznych wpływał na samą koncepcję stanowienia czy stosowania prawa.
 
User is offline  PMMini Profile Post #15

3 Strony  1 2 3 > 
1 Użytkowników czyta ten temat (1 Gości i 0 Anonimowych użytkowników)
0 Zarejestrowanych:


Topic Options
Reply to this topicStart new topic

 

 
Copyright © 2003 - 2019 Historycy.org
historycy@historycy.org, tel: 12 346-54-06

Kolokacja serwera, łącza internetowe:
Uniwersytet Marii Curie-Skłodowskiej