Przywódcy Indian północnoamerykańskich - kliknij, aby przejść na forum
historycy.org > Historia powszechna > HISTORIA XIX WIEKU > Narodziny i ekspansja USA
Ironside
Wojny z Indianami to niezwykle ciekawy kawał historii USA (a także innych państw kontynentu), a wielu indiańskich przywódców zasłynęło także wśród pogardzających Rdzennymi Amerykanami białych.

Byli bardzo różni: mężowi stanu, tacy jak Pontiac czy Tesunceah. Genialny taktyk Szalony Koń. Rozważny i odpowiedzialny polityk Siedzący Byk. Tragiczny Józef Grzmot Wędrujący PO Górach. Ugodowcy, tacy jak Czerwona Chmura. Albo nieposkromieni wojownicy, którzy zamienili się w pożądnych obywateli - Quanah Parker. Wreszcie nigdy tak naprawdę nie pokonani, zimni i okrutni fighterzy - Geronimo.

Czy któryś z nich (a może jeszcze inny z wodzów i wojowników) jest Wam jakoś szczególnie bliski?
Ree
witam

nie no, są bliscy i to wielu jest takich, jak choćby Krwawy Nóż z Arikarów wink.gif czy Mato Tope Mandanów...
Dakot
Ja podzwiam powstancow z nad Wounded Knee z roku 1973, to sa wojownicy naszych czasow!!! Oni walcza nada ,choc juz w inny sposob i nadal sa przesladowani... Nalezy im sie szacunek i podziw ,a w miare naszych mozliwosci pomoc.
Pozdrawiam.
Jasnogród
W 1880 roku,gdy Sjuksowie po raz kolejny uprowadzili konie Czarnym Stopom,wódz Wronia Stopa(sam też nieliche ziółko) nazwał Siedzącego Byka łgarzem o podwójnym języku i więcej z nim nie rozmawiał.
greg1410
Czy ktoś z was moze interesuje sie powstaniem Króla Filipa vel Metacometa w 1675-1676 (Nowa Anglia)Nie spotkałem sie jeszcze z postem dot. tego tematu. Chetnie podyskutowałbym na forum i poglebił swoja wiedze .
Stonewall
Grzegorzu!
Oto temat, o który pytałeś: http://www.historycy.org/index.php?showtopic=24333
simon13
Oj,wielu takich było,których losy mnie ciekawiły,od Metacoma,przez Pontiaca,Miczikinikwę,
Tecumseha,Czarnego Jastrzębia,przywódców Dakotów,Szejenów,Komanczów,Seminolów,Krików aż po Apaczów i Nawaho.Długo by wymieniac...
hubimohi93
wielkim wodzem byl takrze wódz Mankato który uwazal bialych za gorszych od psow.ale móglbym wymieniac wielu wspanialych wodzów walczacych o swoje plemie.....
Galus Anonimus
Może to trochę dziwne, ale ja za wielkiego wodza indiańskiego uznałbym WASHAKIE, żyjące w latach 1804-1900, wodza Szoszonów znad Wind River w Wyomingu. W pewnym sensie był on czerwonoskórym kolaborantem, współpracował z amerykańskim wojskiem i pomagał białym osadnikom. Wśród jego przyjaciół byli m.in. słynny tropiciel, Jim Bridger, oraz przywódca mormonów, Brigham Young.Jego życiorys, to coś zupełnie innego niż Czerwona Chmura, Cochise czy Quanah Parker. Byli wodzowie, którzy zacięcie walczyli z białymi, by później jednak zawrzeć pokój, byli, jak ktoś już wspomniał "fighterzy" jak Geronimo, czy choćby Victorio, ale WASHAKIE różnił się od jednych, jak i o drugich. Od samego początku był konsekwentnym zwolennikiem pokojowych stosunków z białymi. Służył pomocom traperom z Kompanii Zatoki Hudsona, osadnikom na szlaku oregońskim. Zdarzało się, że wspomagał Długie Noże w walce z sąsiednimi plemionami. Z naszego punktu widzenia był on zwykłym zdrajcą i renegatem, ale sprawa była zdecydowanie bardziej skomplikowana. Indianie nigdy nie stanowili jakiejś jedności; każde plemię walczyło o swoje, prowadziło własną politykę. Dla Paunisów i Wron, biali stanowili w pewnym sensie obronę, przed potężnymi i znacznie liczniejszymi Siuksami-Lakota i ich sprzymierzeńcami, Szejenami i Arapaho. Szoszoni, to specyficzne plemię. W literaturze przygodowej czy filmach, z reguły występują typowi Indianie Wielkich Równin, jak: Siuksowe, Szejeni, Komancze. Właściwie jedynym odstępstwem od tej reguły są Apacze z Południowego-Zachodu. Natomiast mało jest innych szczepów. Szoszoni, w pewnym sensie łączyli kulturę prerii z kulturą Wielkiego Płaskowyżu, czy Wielkiej Kotliny. Niektóre odłamy zamieszkiwały naprawdę niegościnne tereny, gdzie przetrwanie kosztowało tak wiele wysiłku, że nie było już sił na prowadzenie walk z białymi. Być może ta szoszońska umiejętność dostosowania się do panujących warunków, sprawiła, że WASHAKIE wybrał pokój z białymi. Nie żywił się iluzją, że jest w stanie pokonać blade twarze. Ta umiejętność w pewnym sensie pomogła choćby Czirokezom, czy Osagom, którzy stali się bardzo bogatym plemieniem; zdaje się, że mieli spore zdolności handlowe. Warto wspomnieć, że być może WASHAKIE posłużył się tu podobną logiką jak choćby Paunisi i Wrony. Walczył z Lakotami i Czarnymi Stopami; to były potężniejsze plemiona od Wschodnich Szoszonów, więc potrzebował potężnego sprzymierzeńca, którym byli biali. Co ciekawe, porzucił wiarę ojców i został anglikaninem. Został pochowany z wojskowymi honorami. Stawiając jego postać obok Czerwonej Chmury, Cochise'a, nie mówiąc już o Geronimo; to wyraźnie widzimy dysonans. Tym nie mniej uważam, że WASHAKIE był jednym z tych wodzów, który moim zdaniem doskonale sprawdził się jako przywódca swego ludu. Oczywiście, ktoś kto lepiej zna życiorys tego Indianina, może mieć inne zdanie, ale to już zawsze otwarty temat do dyskusji.

P.S. - Z drugiej strony można też uznać, że ziemię Szoszonów, nigdy nie zostały poddane tak intensywnej kolonizacji jak ziemię innych plemion, i być dlatego WASHAKIE wybrał pokój. Zupełnie inna sytuacja była choćby w przypadku Komanczów i Kiowa, Południowych Szejenów i Araphów. Z kolei Siuksowie byli zbyt liczni, by można był ich dobrowolnie upchnąć na małym skrawku ziemi. W każdym razie można na ten temat dużo podyskutować.
To jest wersja pozbawiona grafik. Jeżeli chcesz przejść do głównego forum kliknij tutaj.