Historyczne katastrofy lotnicze - kliknij, aby przejść na forum
historycy.org > Historia powszechna > DZIEJE NAJNOWSZE > Dzieje najnowsze ogólnie
makron
Wczorajszy wypadek na lotnisku Barajas w Madrycie, największy w Europie od 1988 roku, przywołuje tragiczną pamięć ofiar wszystkich katastrof lotniczych.

Największa tragedia w historii całego lotnictwa cywilnego wydarzyła się 27 marca 1977 roku na jedynym wówczas lotnisku Teneryfy - Los Rodeos (obecnie Tenerife Norte) startujący Boeing 747 holenderskich linii KLM uderzył w kołującego Jumbo Jeta PanAm. W wyniku wypadku zginęły 583 osoby (z czego wszyscy pasażerowie lotu KLM; z lotu PanAm uratowało się 61 osób ). Do zdarzenia doszło w gęstej mgle, na nieprzystosowanym do obsługi tak dużych samolotów lotnisku (większe i nowocześniejsze lotnisko na południu Teneryfy było wówczas w trakcie budowy - oddano je do użytku rok po tragedii). W wyniku tego zdarzenia zostały zmienione procedury komunikacji pomiędzy wieżą kontrolną a pilotami, zaczęto także stopniowo montować radary do obserwacji samolotów na ziemii także na mniejszych lotniskach.

Animację przedstawiającą sekwencję wydarzeń tego feralnego dnia można zobaczyć na:
http://www.elmundo.es/elmundo/2002/grafico...odeo/rodeo.html
Historyczny już artykuł, który ukazał się dwa tygodnie po tragedii w Time Magazine można przeczytać tutaj


W wyniku katastrofy lotu 123 Japan Airlines straciło życie 520 osób. Wypełniony po brzegi Jumbo Jet wystartował 12 sierpnia 1985 roku z Tokyo do Osaki, jednak w niecały kwadrans po starcie miała miejsce eksplozja w tylnej przegrody ciśnieniowej w wyniku której, poza dekompresją samolotu, doszło utraty statecznika pionowego i uszkodzenia wszystkich systemów hydraulicznych, przez co samolot utracił sterowność. Po półgodzinnym bezładnym locie maszyna rozbiła się o zbocze góry. Cudem przeżyły 4 osoby, jednak katastrofa japońskiego Jumbo Jeta pozostaje najtragiczniejszym, jeśli chodzi o liczbę ofiar, wypadkiem pojedyńczego samolotu.

Tutaj można przeczytać artykuł w Time Magazine napisany w dwudziestą rocznicę wypadku lotu JL 123.

Największą katastrofą lotniczą, do której doszło bezpośrednio w powietrzu było czołowe zderzenie Jumbo Jeta saudyjskich linii lotniczych z kazachskim Iłem-76 12 listopada 1996 roku nad Charkhi Dadri w Indiach. Saudyjski Boeing 747 właśnie wystartował z New Delhi, podczas gdy samolot kazachski szykował się do lądowania w stolicy Indii. Oba samoloty leciały kursem kolizyjnym jednak powinny się minąć na różnych wysokościach. Winą za wypadek obarczono pilota Ił-a, który nie wykonał polecenia indyjskiego kontrolera lotów i leciał zbyt nisko, być może ze względu na słabą znajomość angielskiego, choć innym tłumaczeniem są ewentualne turbulencje (do wypadku doszło w chmurze). W katastrofie zginęło w sumie 349 osób.

Jedną z największych i jednocześnie najbardziej bezsensownych tragedii lotniczych było niesławne zestrzelenie koreańskiego Jumbo Jeta przez radziecki myśliwiec 1 września 1983 roku nad terytorium ZSRR. Samolot lecący z Nowego Jorku przez Alaskę do Seulu z niezrozumiałych przyczyn naruszył przestrzeń powietrzną Związku Radzieckiego nad Kamczatką, a następnie ponownie nad Sachalinem. Podejrzewając, że może chodzić o lot szpiegowski radzieccy dowódcy wysłali samoloty przechwytujące, które bezskutecznie usiłowały nawiązać kontakt radiowy oraz wzrokowy z załogą Boeinga. Utwierdziło to dowództwo radzieckie, że wykonujący lot o numerze nomen omen KAL 007 Boeing wykonuje misję szpiegowską i ostatecznie wydano rozkaz o zestrzeleniu samolotu, którego szczątki wpadły do Morza Japońskiego. Katastrofa, według oficjalnych danych, pochłonęła 269 ofiar, jednak pikanterii sprawie dodaje fakt, że nie udało się faktycznie odnaleźć żadnego dającego się zidentyfikować ciała. Dało to miejsce wielu spiskowym teoriom po obu stronach żelaznej kurtyny.

Nie sposób przy tej okazji nie wspomnieć wypadków lotniczych w Polsce. Pierwsza duża katastrofa miała miejsce w 1962 roku, kiedy LOT-owski Vickers Viscount wracający do Warszawy z Brukseli rozbił się podchodząc do lądowania na Okęciu, pochłaniając życie wszystkich 33 osób na pokładzie. W 1969 roku rozbił się o zbocze Policy Antonow 24 wykonujący planowy lot na trasie Warszawa-Kraków. Z niezrozumiałych przyczyn samolot minął Balice i kontynuował lot aż do tragicznego zderzenia z górą. W katastrofie zginęły 53 osoby.

14 marca 1980 roku na niecały kilometr przed lotniskiem spadł do fosy Fortu Okęcie Ił-62 "Mikołaj Kopernik". Samolot wracał z Nowego Jorku i miał na swoim pokładzie m.in. słynną piosenkarkę Annę Jantar, matkę Natalii Kukulskiej oraz amatorską reprezentację USA w boksie, lecącą do Polski na mecz. Czarna skrzynka, która powinna rejestrować wszystkie zachowania samolotu oraz rozmowy załogi przestała działać, o ironio, na prawie pół minuty przed katastrofą. Przyczyną tragedii, według raportu komisji badającej wypadek, była wada materiałowa, która doprowadziła do zniszczenia lewego wewnętrznego silnika. "Częściami zniszczonej turbiny zostały uszkodzone dwa inne silniki i układy sterowania samolotem sterami wysokości i kierunku" mówi dalej raport komisji i podkreśla trzeźwość umysłu pilota, Pawła Lipowczana: "Dysponując jedynym sprawnym silnikiem oraz możliwością sterowania tylko poprzez wychylanie lotek, załoga zdołała jeszcze, co potwierdzają analizy i świadkowie, ukierunkować tor samolotu tak, że zderzenie samolotu z ziemią nastąpiło w miejscu niezabudowanym." Dzięki temu rozpaczliwemu manewrowi w katastrofie zginęło "jedynie" 87 pasażerów i członków załogi "Kopernika".

Najtragiczniejszy wypadek lotniczy w historii Polski wydarzył się 9 maja 1987 roku. LOT-owski Ił-62 "Tadeusz Kościuszko" ze 183 osobami na pokładzie wystartował o 10.17 z Warszawy kierujac się do Nowego Jorku (LO 5055). Dwadzieścia kilka minut po starcie samolot stracił oba lewe silniki, a w wyniku ich eksplozji uszkodzony też został układ sterowniczy. W luku bagażowym wybuchł pożar. Pilot Zygmunt Pawlaczyk zawrócił maszynę, lecącą na parze prawych silników, na Okęcie, zrzucając po drodze paliwo w ramach procedury przygotowania do awaryjnego lądowania. Na sześć kilometrów przed warszawskim lotniskiem, nad Lasem Kabackim, maszyna utraciła resztki sterowności i wbiła się w drzewa z prędkością 480 km/h. Wszyscy pasażerowie i członkowie załogi zginęli. Ostatnie, słynne słowa kapitana Pawlaczyka brzmiały: "Cześć. Giniemy". Przyczyną wypadku była, podobnie jak 7 lat wcześniej, wada materiałowa - pęknięcie wału silnika w wyniku zatarcia łożyska, a następnie eksplozja całej jednostki napędowej, która dopełniła dzieła zniszczenia.

Dokładniej o obu największych katastrofach w polskim lotnictwie można przeczytać tutaj .

Choć w katastrofach lotnicznych zginęło od 1918 roku już ponad sto dwadzieścia tysięcy osób (według danych szwajcarskiego Aircraft Crashes Record Office) to samoloty wciąż pozostają statystycznie najbezpieczniejszym środkiem transportu. Do wyobraźni przemawia jednak ilość ofiar, które pochłania jednorazowo wypadek lotniczy, jeśli już się zdarza, a także bezsilność osób na pokładzie wobec katastrofy. Pozostaje mieć nadzieję, że wypadki lotnicze będą się zdarzać coraz rzadziej, choć naiwnością jest myśleć, że da się je w ogóle wyeliminować.
Monteregnum
Tutaj szczegółowy opis katastrofy na Teneryfie:

http://www.super70s.com/Super70s/Tech/Avia...7(Tenerife).asp

http://www.panamair.org/accidents/victor.htm

Dialog z kokpitu KLM 4805 chyba przejdzie do historii:

- Is hij er niet af dan?

- Wat zeg je?

- Is hij er niet af dan, die PanAm?

- Jawel!

Strach pomyśleć jak zbieg kilku banalnych okoliczności może doprowadzić do takiej tragedii.
IperyT
witam
Przy okazji każdej z katastrof(w tym wypadku- lotniczej), niejednym nasuwa się pytanie czy w obliczu sytuacji tak beznadziejnej podyktowanej przez takie a nie inne położenie, jest możliwe przetrwanie. Natrafiłem na ciekawą statystykę z której po wcale nie gruntownej analizie wynika ,że tym większe bezpieczeńśtwo pasażera a raczej prawdopodobieństwo jego przetrwania im bliżej ogona on siedzi.
http://aviation-safety.net/airlinesafety/p...y/safestloc.php
w wypadku wodowania sytuacja może się pogorszyć.
pozdrawiam
pawel76
Witam
Wspominając o katastrofach lotniczych warto wspomnieć o katastrofie sterowca Hindenburg 6 maja 1937 w której zginęło 40 pasażerów i członków załogi.
Nagano
Bezpieczeństwo pasażera jest tym większe, im bliżej on siedzi przy wyjściu awaryjnym (skrzydło). Codziennie ginie na polskich drogach kilkanaście osób, a wypadki lotnicze zdarzają się naprawdę rzadko, ale są nagłaśniane przez media, bo nic nie jest tak chwytliwym materiałem jak spektakularna katastrofa lotnicza. Szybciej zginiemy w aucie niż, w samolocie. Jeżeli ktoś się boi latać to niech zapamięta moje słowa: Co sekundę na ziemi startuje 7 samolotów i tyle samo ląduje. Pozdrawiam wink.gif
florek-XXX
A pamiętacie katastrofę lotu 173 w dniu 28 grudnia 1978 roku ?

Samolot typu DC-8-61, należący do linii United Airlines, znliżał się do lotniska w Portland. Na pokładzie było 181 osób.
Samolot miał problem z wysunięcie podwozia.
Udało się go rozwiązać, jednak kapitan - mimo ostrzeżeń inżyniera pokładowego, że poziom paliwa w zbiornikach bardzo szybko spada - zwlekał z lądowaniem.
Według jednego z prokuratorów, zachowywał się jak udzielny władca.
Samolot zużył w końcu całe paliwo i runął na ziemię.
Zginęli wszyscy będący na pokładzie oraz kolejne 10 osób na ziemi.
Po tej katastrofie wprowadzono standard pracy zespołowej w kokpicie.
IperyT
O ile sobie przypominam to pod względem awaryjności, najbardziej ,,wypadkową" maszyną był Boeing 707/720 nie pamiętam współczynnika(na milion startów coś ok 0,9), w czołówce też plasuje się model z rodziny DC.
florek-XXX
Każdy kolejny model jest bardziej dopracowany, a mimo to katastrofy wciąż się zdarzają i prawdopodobnie będą zdarzać.
Samoloty typu Boeing 777 również miały już kilka groźnych awarii, lecz obyło się bez katastrof.
W lutym 2010 roku Boeing rozpocznie dostarczanie do klientów samolotów typu B-787 Dreamliner.
komar47
Jeśli wspominamy zestrzelenie południowokoreańskiego KAL 007, to nie można pominąć także zestrzelenia przez Amerykanów nad Zatoką Perską kilka lat później irańskiego samolotu pasażerskiego z setkami pielgrzymów podróżujących do Mekki. Była to tragedia znacznie bardziej bezsensowna, niż KAL 007, gdyż samolot irański nie naruszył przestrzeni powietrznej USA, a jedynie znalazł się w zasięgu ognia okrętów wojennych USA.
Ironside
QUOTE(komar47 @ 10/06/2009, 8:22)
Jeśli wspominamy zestrzelenie południowokoreańskiego KAL 007, to nie można pominąć także zestrzelenia przez Amerykanów nad Zatoką Perską kilka lat później irańskiego samolotu pasażerskiego z setkami pielgrzymów podróżujących do Mekki. Była to tragedia znacznie bardziej bezsensowna, niż KAL 007, gdyż samolot irański nie naruszył przestrzeni powietrznej USA, a jedynie znalazł się w zasięgu ognia okrętów wojennych USA.
*


Zapomniałeś dodać, ze w tym samym czasie ów okręt amerykański toczył bitwę z jednostkami irańskimi, miał więc podstawy aby sądzić, że nadlatująca maszyna jest samolotem wojskowym. Samolot pojawił się na radarze i nie odpowiadał na wielokrotnie powtarzane wezwania załogi fregaty do podania swoich danych (czego przyczyną była jakaś niezgodność techniczna, ale na tym to ja się nie znam kompletnie). Na dodatek kapitan fregaty czekał z decyzją o odpaleniu rakiety dosłownie do ostatniej chwili. Ze strony Amerykanów była to więc tragiczna i niezawiniona pomyłka. Winić należy raczej bałagan w Iranie, który skutkował beztroskim wysłaniem samolotu pasażerskiego w rejon toczącej się walki.
Beukot
QUOTE(Ironside @ 10/06/2009, 8:21)
Zapomniałeś dodać, ze w tym samym czasie ów okręt amerykański toczył bitwę z jednostkami irańskimi, (...)

Krążownik AEGIS prowadził wymianę ognia z irańskimi łodziami patrolowymi na *irańskich* wodach terytorialnych.
QUOTE(Ironside @ 10/06/2009, 8:21)
miał więc podstawy aby sądzić, że nadlatująca maszyna jest samolotem wojskowym.

Gdyby nie cywilny transponder i lot w standardowym korytarzu powietrznym.
QUOTE(Ironside @ 10/06/2009, 8:21)
Samolot pojawił się na radarze i nie odpowiadał na wielokrotnie powtarzane wezwania załogi fregaty do podania swoich danych (czego przyczyną była jakaś niezgodność techniczna, ale na tym to ja się nie znam kompletnie).

Pewnie używali częstotliwości, na której pasażerskie samoloty nie nasłuchują (bo i po co).
QUOTE(Ironside @ 10/06/2009, 8:21)
Na dodatek kapitan fregaty czekał z decyzją o odpaleniu rakiety dosłownie do ostatniej chwili.

Do ostatniej chwili przed czym?
QUOTE(Ironside @ 10/06/2009, 8:21)
Ze strony Amerykanów była to więc tragiczna i niezawiniona pomyłka.

Niezawiniona? Irańczycy wpłynęli na wody terytorialne USA?
QUOTE(Ironside @ 10/06/2009, 8:21)
Winić należy raczej bałagan w Iranie, który skutkował beztroskim wysłaniem samolotu pasażerskiego w rejon toczącej się walki.

Było na odwrót - irański samolot leciał sobie akurat w okolicy, gdzie Amerykanie postanowili sobie postrzelać z krążownika do motorówek.

http://en.wikipedia.org/wiki/Iran_Air_Flight_655
Ironside
Tak to możemy się przerzucać faktami. Jak Vincennes znalazł się na irańskich wodach terytorialnych? Czy przypadkiem najpierw nie ostrzelano jego helikoptera, a irańskie patrolowce nie naruszyły wód terytorialnych Omanu? Jeśli chodzi o "ostatnią chwilę", to chodziło mi o to, że w momencie odpalania swoich rakiet Vincennes był już w zasięgu rakiet, jakimi dysponowały irańskie myśliwce. Dowódca amerykańskiej jednostki czekał z decyzją do momentu, kiedy jego własny okręt mógłby być zagrożony, gdyby nadlatujący samolot był maszyną wojskową.
Beukot
QUOTE(Ironside @ 10/06/2009, 10:48)
Tak to możemy się przerzucać faktami. Jak Vincennes znalazł się na irańskich wodach terytorialnych? Czy przypadkiem najpierw nie ostrzelano jego helikoptera,

Iran był wtedy w stanie wojny. Nie wiem dlaczego ma być dziwne, że zbliżający się nieznany śmigłowiec dostał od motorówek na odstraszenie parę serii. To mi przypomina zdziwienie prezydenta pewnego europejskiego kraju, że jak się bez zapowiedzi po ciemku wjedzie w zapalną strefę przygraniczną, to posterunki graniczne mogą człowieka ostrzelać na postrach.
QUOTE(Ironside @ 10/06/2009, 10:48)
a irańskie patrolowce nie naruszyły wód terytorialnych Omanu?

Wszyscy naruszyli. Przy czym jednak, patrząc z perspektywy dowódcy irańskiej łodzi patrolowej, na widok nadpływającego Vincennes byłbym w stanie znacznie więcej naruszyć, byleby ujść z życiem.
QUOTE(Ironside @ 10/06/2009, 10:48)
Jeśli chodzi o "ostatnią chwilę", to (...) Dowódca amerykańskiej jednostki czekał z decyzją do momentu, kiedy jego własny okręt mógłby być zagrożony, gdyby nadlatujący samolot był maszyną wojskową.

Jakoś towarzyszące mu DDG poprawnie zidentyfikowały irańskiego Airbusa. Ale one miały mniej narwanych dowódców.
Ironside
No dobrze - nie mam zamiaru oślo upierać się przy swoim i uznaje Twoją przewagę w znajomości faktów dotyczących tego tragicznego wydarzenia. Pozostaje mi zatem wycofać się ze stanowiska, które sformułowałem w poście nr 10.
Beukot
Ironside, o tyle oczywiście masz rację, że incydent wziął się z omyłki. Jednak do owej omyłki doprowadziły właśnie kolejne eskalacje amerykańskiego dowódcy - aż wpakowali się w sytuację, gdy odpalenie SM2 wydawało się oczywistością.

Bardzo tragiczne wydarzenie, i w sumie smutne, że mimochodem USA tak wiele zrobiło dla moralnego wsparcia irańskiego zamordyzmu polityczno-religijnego.
Danielp
QUOTE(komar47 @ 10/06/2009, 7:22)
Jeśli wspominamy zestrzelenie południowokoreańskiego KAL 007, to nie można pominąć także zestrzelenia przez Amerykanów nad Zatoką Perską kilka lat później irańskiego samolotu pasażerskiego z setkami pielgrzymów podróżujących do Mekki. .
*


Warto wspomnieć też o tym jak podczas ćwiczeń wojskowych 4 października 2001 na Krymie Ukraińcy rakietą S-200 przypadkowo zestrzelili rosyjskiego Tu 154 linii Sibir z 78 osobami na pokładzie lecącego z Tel Awiwu do Nowosybirska.
kris9
A to jeszcze jeden przykład zestrzelenia samolotu pasażerskiego przez wojskowych:
http://en.wikipedia.org/wiki/Libyan_Arab_Airlines_Flight_114
carantuhill
Warto zwrócić na katastrofę na Policy, wokół której narosło sporo niewyjaśnionych historii. W kwietniu 1969 roku pasażerski AN-24 LOT-u rozbił się wraz z 53 osobami na pokładzie Samolot leciał z Okęcia. Po 55 minutach miał lądować w Krakowie, niestety z niewyjaśnionych przyczyn znalazł się nad Beskidem Żywieckim. Rozbił się na północnych zboczach Policy. Wśród ofiar znajdował się m.in. znany polski językoznawca Zenon Klemensiewicz. Nie wiadomo, dlaczego pilot zgubił drogę i jakim sposobem znalazł się prawie 80 km od Krakowa. Niektórzy (w tym ja) przypuszczają, że to było porwanie. Brat mojego dziadka był niedługo potem na miejscu katastrofy, opowiadał, że wokół wraku było pełno walających się kufrów, nadpalonych futer. Być może pasażerowie i załoga próbowali uciec na zachód. Chcieli przelecieć nisko przez Krowiarki i rąbnęli w górę, bo była zamieć. Druga wersja zostali zestrzeleni przez wyrzutnię umiejscowioną w Jabłonce. Na miejscu katastrofy jest pomnik. Doowodem na próbę ucieczki mogą być nazwiska, z których większość można uznać za pochodzenia żydowskiego. A jest to szczyt antysemickiej nagonki.
pawel76
Witam
Trudni mi o tym pisać ale w dniu wczorajszym (10.04.2010) doszło do kolejnej katastrofy lotniczej.
Pod Smoleńskiem około godziny 9.00 przy podchodzeniu do lądowania rozbił się Tu-154M z 96 osobami na pokładzie (wśród ofiar jest Pan Prezydent z Małżonką, marszałkowie Sejmu i Senatu, parlemantarzyści i politycy,generalicja,duchowieństwo,członkowie organizacji Katyńskich,członkowie załogi samolotu,funkcjonariusze BORu).
kris9
QUOTE(makron @ 21/08/2008, 20:09)
14 marca 1980 roku na niecały kilometr przed lotniskiem spadł do fosy Fortu Okęcie Ił-62 "Mikołaj Kopernik". Samolot wracał z Nowego Jorku i miał na swoim pokładzie m.in. słynną piosenkarkę Annę Jantar, matkę Natalii Kukulskiej oraz amatorską reprezentację USA w boksie, lecącą do Polski na mecz.

Nowe fakty dotyczące tej katastrofy sprzed 30 lat:
http://www.newsweek.pl/artykuly/sekcje/spo...-jantar,55047,1

Jeżeli są prawdziwe to nasuwają się kolejne niewesołe wnioski...
Krzysztof M.
Z trochę "lżejszych" i zapomnianych katastrof lotniczych - 20 X 1977 rozbiła się niewielka awionetka, zabierając na tamten świat połowę składu słynnego amerykańskiego zespołu Lynyrd Skynyrd (tego od Sweet Home Alabama)
Travis
QUOTE
Z trochę "lżejszych" i zapomnianych katastrof lotniczych - 20 X 1977 rozbiła się niewielka awionetka, zabierając na tamten świat połowę składu słynnego amerykańskiego zespołu Lynyrd Skynyrd (tego od Sweet Home Alabama)

Zgadza się. Warto dodać, że słynni przedstawiciele Southern Rocka rozbili się na bezludnym bagnistym terenie. Muzycy, ktorzy przeżyli tą katastrofę musieli później brnąć po pas w błocie w poszukiwaniu nabliższej osady i pomocy.
godfrydl
A z poważniejszych:
17 sierpnia 1988 roku katastrofa, w której zginąl prezydent Pakistanu, Muhammad Zia-ul-Haq razem z 31 innymi ofiarami z najwyższych kręgów rządowych i wojskowych Pakistanu (analogia do 10 kwietnia?)
31 lipca 1981 w katastrofie lotniczej zginął dyktator Panamy, Omar Torrijos.
kris9
Jeżeli już jesteśmy przy katastrofach samolotów z głowami państw na pokładzie:

19 października 1986 roku rozbija się prezydencki Tu-134 przekazany Mozambikowi w darze od ZSRR (wraz z radziecką załogą).
W katastrofie ginie prezydent Mozambiku Samora Machel oraz 33 inne osoby, w tym kilku ministrów i inni oficjele.
Oficjalna przyczyna błąd pilota, ale do dziś są wątpliwości czy aby za nie był to zamach służb specjalnych RPA.
memex
QUOTE(makron @ 21/08/2008, 20:09)
Przyczyną wypadku była, podobnie jak 7 lat wcześniej, wada materiałowa - pęknięcie wału silnika w wyniku zatarcia łożyska, a następnie eksplozja całej jednostki napędowej, która dopełniła dzieła zniszczenia. 

Dokładniej rzecz ujmując, winna była nie tyle wada materiałowa wału silnika, co jedno z łożysk podpierających tenże wał. Było to łożysko wałeczkowe, w którym nie wiadomo z jakich przyczyn (przypuszczalnie kłopoty materiałowe przeżywane przez niewydolną gospodarkę ZSRR) zastosowano mniej wałeczków (13 zamiast 26!) niż wynikało z projektu. W związku z tym, siła nacisku wału rozkładała się na mniejsza liczbę punktów podparcia ergo wzrosły ciśnienia i siły tarcia wywierane przez wałeczki na bieżnię łożyska. Co gorsza (paradoksalnie), konstruktorzy zdawali sobie z tego sprawę i wzrost obciążenia bieżni i wałeczków postanowili skompensować lepszym smarowaniem. Zrealizowano to (o zgrozo) nawiercając dodatkowe kanały olejowe w pierścieniach łożyska, co w oczywisty sposób osłabiło jego konstrukcję. To właśnie doprowadziło do uszkodzenia łożyska i w efekcie do pęknięcia wału. W obu przypadkach, do awarii doszło podczas zwiększania mocy (obrotów) silnika, a więc podczas wzrostu obciążenia feralnego łożyska.
Radziecka komisja oczywiście odrzuciła te niezbicie udowodnione przez polską stronę fakty i forsowała m.in. skandaliczną teorię głoszącą, że uszkodzenia łożysk były efektem samej katastrofy, podczas gdy w rzeczywistości było dokładnie odwrotnie.
pedros
QUOTE(kris9 @ 16/04/2010, 10:57)
Nowe fakty dotyczące tej katastrofy sprzed 30 lat:
http://www.newsweek.pl/artykuly/sekcje/spo...-jantar,55047,1

Jeżeli są prawdziwe to nasuwają się kolejne niewesołe wnioski...
*



Przyznam się szczerze, że przeczytałem z zaciekawieniem. I od razu pierwsza wątpliwość. Skoro samoloty tankowano w PL pod niemalże "korek", celem zaoszczędzenia dewiz na zakup paliwa, to czemu lądowanie w USA wykonywano ponoć "na oparach"? No i jak te samoloty wracały do PL?
Inna sprawa to wspomniane wyżyłowanie resursu silników. W różnych odmian silniki D-30 konstrukcji Sołowjewa wyposażone były zarówno Tu-134, Tu-154 jak i interesujące nas tu najbardziej Ił-62. Nie jestem specem od ruskich silników lotniczych, zwłaszcza cywilnych, więc jeśli się mylę, to mnie proszę poprawcie. Skoro żyłowano resursy i podmieniano, jak sugeruje autor artykułu, sprawne z mocno wyeksploatowanymi, to czemu katastrofy wynikłe z "rozsypania się" jednostki napędowej dotknęły tylko dwa LOT-owskie Iły, a nie wystąpiły na innych samolotach naszego przewoźnika? Masa transkontynenetalnego pasażera wymagała aż takiego ich "kręcenia"?
Jeśli artykuł opisuje prawdziwe praktyki, to Polacy są co najmniej współwinni. Niemniej jednak z jakichś powodów wspomniane łożyska musiały się rozsypać - a tu już strona radziecka nie może się wyprzeć wady konstrukcyjnej.
kris9
QUOTE(pedros @ 28/04/2010, 18:02)
Przyznam się szczerze, że przeczytałem z zaciekawieniem. I od razu pierwsza wątpliwość. Skoro samoloty tankowano w PL pod niemalże "korek", celem zaoszczędzenia dewiz na zakup paliwa, to czemu lądowanie w USA wykonywano ponoć "na oparach"? No i jak te samoloty wracały do PL?

Z Warszawy do Chicago jest coś koło 7500 km, Ił-62 z maksymalną ilością pasażerów nie miał dużo większego zasięgu niż ta wartość. No inna sprawa, że tankować na lot powrotny trzeba było.
Aczkolwiek mogło tu chodzić o to aby za granicą po prostu tankować naprawdę niezbędne minimum potrzebne do powrotu (jak najwiekszą ilość drogi powrotnej odbyć na warszawskim paliwie) .

QUOTE(pedros @ 28/04/2010, 18:02)
Inna sprawa to wspomniane wyżyłowanie resursu silników. W różnych odmian silniki D-30 konstrukcji Sołowjewa wyposażone były zarówno Tu-134, Tu-154 jak i interesujące nas tu najbardziej Ił-62.

Interesujący nas Ił-62 był wyposażony w silniki Kuzniecow NK-8 (pierwsze wersje Tu-154 też były wyposażone w te silniki).
Sołowiow D-30 to Ił-62 w wersji M.

QUOTE(pedros @ 28/04/2010, 18:02)
Skoro żyłowano resursy i podmieniano, jak sugeruje autor artykułu, sprawne z mocno wyeksploatowanymi, to czemu katastrofy wynikłe z "rozsypania się" jednostki napędowej dotknęły tylko dwa LOT-owskie Iły, a nie wystąpiły na innych samolotach naszego przewoźnika?

Może po prostu ten silnik który sie rozsypał miał za soba najbardziej "bogatą przeszłość" (choćby wspomniane ślady po tokarce na wale) i miał rzeczywiście najsłabszą jakość wykonania? (artykuł wspomina, że wiele innych silników rownież ulegało awariom, ale nie z takimi tragicznymi skutkami).

Oczywiście trzeba pamietać, ze hipoteza zawarta w powyższym artykule jest zdaje się hipoteza zupełnie nową i trudno powiedzieć czy na pewno wystarczająco udokumentowaną.

QUOTE(pedros @ 28/04/2010, 18:02)
Niemniej jednak z jakichś powodów wspomniane łożyska musiały się rozsypać - a tu już strona radziecka nie może się wyprzeć wady konstrukcyjnej.

Mylisz tu dwie katastrofy. Za katastrofę Ił-62 z 1980 roku (tą o której traktuje zalinkowany przez mnie arytkuł) odpowiadać miał sam wał silnika. Natomiast łożysko wału miało być odpowiedzialne za katastrofę Iła-62M z 1987 roku (opisał to 2 posty wyżej memex).
lizardking
QUOTE(kris9 @ 16/04/2010, 9:57)
QUOTE(makron @ 21/08/2008, 20:09)
14 marca 1980 roku na niecały kilometr przed lotniskiem spadł do fosy Fortu Okęcie Ił-62 "Mikołaj Kopernik". Samolot wracał z Nowego Jorku i miał na swoim pokładzie m.in. słynną piosenkarkę Annę Jantar, matkę Natalii Kukulskiej oraz amatorską reprezentację USA w boksie, lecącą do Polski na mecz.

Nowe fakty dotyczące tej katastrofy sprzed 30 lat:
http://www.newsweek.pl/artykuly/sekcje/spo...-jantar,55047,1

Jeżeli są prawdziwe to nasuwają się kolejne niewesołe wnioski...
*




Nie chcę wyjść na wsiekłego pisiora ale zastanów się przez moment po co powstał ten artykuł
kris9
No po co? (zanim odpowiesz spójrz na datę tego artykułu biggrin.gif)
Arturo
Jakiś czas temu w Newsweeku był artykuł "Zapomniany lot do Bejrutu"
Pogrzebałem na lotnictwo.net i znalazłem to

troche sprostowań odnośnie artykułu.
kris9
To przypomina sprawę katastrofy Tu-154B węgierskich linii Malev jaka miała miejsce 30 września 1975 roku... również niedaleko Bejrutu.
http://en.wikipedia.org/wiki/Mal%C3%A9v_Flight_240
http://www.airliners.net/aviation-articles/read.main?id=55
gumis107
QUOTE(pedros @ 28/04/2010, 18:02)
QUOTE(kris9 @ 16/04/2010, 10:57)
Nowe fakty dotyczące tej katastrofy sprzed 30 lat:
http://www.newsweek.pl/artykuly/sekcje/spo...-jantar,55047,1

Jeżeli są prawdziwe to nasuwają się kolejne niewesołe wnioski...
*



Przyznam się szczerze, że przeczytałem z zaciekawieniem. I od razu pierwsza wątpliwość. Skoro samoloty tankowano w PL pod niemalże "korek", celem zaoszczędzenia dewiz na zakup paliwa, to czemu lądowanie w USA wykonywano ponoć "na oparach"? No i jak te samoloty wracały do PL?
Inna sprawa to wspomniane wyżyłowanie resursu silników. W różnych odmian silniki D-30 konstrukcji Sołowjewa wyposażone były zarówno Tu-134, Tu-154 jak i interesujące nas tu najbardziej Ił-62. Nie jestem specem od ruskich silników lotniczych, zwłaszcza cywilnych, więc jeśli się mylę, to mnie proszę poprawcie. Skoro żyłowano resursy i podmieniano, jak sugeruje autor artykułu, sprawne z mocno wyeksploatowanymi, to czemu katastrofy wynikłe z "rozsypania się" jednostki napędowej dotknęły tylko dwa LOT-owskie Iły, a nie wystąpiły na innych samolotach naszego przewoźnika? Masa transkontynenetalnego pasażera wymagała aż takiego ich "kręcenia"?
Jeśli artykuł opisuje prawdziwe praktyki, to Polacy są co najmniej współwinni. Niemniej jednak z jakichś powodów wspomniane łożyska musiały się rozsypać - a tu już strona radziecka nie może się wyprzeć wady konstrukcyjnej.
*


Moze chodzi o to ze samoloty normalnych lini tankowano jeszcze przed przelotem nad Atlantykiem.W 1977 roku lecialem do USA Pan American i w Kopenhadze mielismy ladowanie w celu uzupelnienia paliwa ,zas samoloty Lotoweie tego nie robily.
Arbago
QUOTE
Z trochę "lżejszych" i zapomnianych katastrof lotniczych - 20 X 1977 rozbiła się niewielka awionetka, zabierając na tamten świat połowę składu słynnego amerykańskiego zespołu Lynyrd Skynyrd (tego od Sweet Home Alabama)
Krzysztof M.

Jeżeli wspominamy katastrofy lotnicze, w których ginęły gwiazdy muzyki to nie można zapomnieć o katastrofie z 1959 roku. W wypadku samolotu Beechcraft Bonanza 3 lutego 1959 roku zginęli piosenkarze Buddy Holly, Jiles Richardson i Ritchie Valens. Była to spora strata dla ówczesnej sceny rock and rolla. Wypadek ten został dzięki piosence "American Pie" Dona McLeana nazwany "Dniem w którym umarła muzyka" ("The day the music die" 1971).
To jest wersja pozbawiona grafik. Jeżeli chcesz przejść do głównego forum kliknij tutaj.