Wczorajszy wypadek na lotnisku Barajas w Madrycie, największy w Europie od 1988 roku, przywołuje tragiczną pamięć ofiar wszystkich katastrof lotniczych.
Największa tragedia w historii całego lotnictwa cywilnego wydarzyła się 27 marca 1977 roku na jedynym wówczas lotnisku Teneryfy - Los Rodeos (obecnie Tenerife Norte) startujący Boeing 747 holenderskich linii KLM uderzył w kołującego Jumbo Jeta PanAm. W wyniku wypadku zginęły 583 osoby (z czego wszyscy pasażerowie lotu KLM; z lotu PanAm uratowało się 61 osób ). Do zdarzenia doszło w gęstej mgle, na nieprzystosowanym do obsługi tak dużych samolotów lotnisku (większe i nowocześniejsze lotnisko na południu Teneryfy było wówczas w trakcie budowy - oddano je do użytku rok po tragedii). W wyniku tego zdarzenia zostały zmienione procedury komunikacji pomiędzy wieżą kontrolną a pilotami, zaczęto także stopniowo montować radary do obserwacji samolotów na ziemii także na mniejszych lotniskach.
Animację przedstawiającą sekwencję wydarzeń tego feralnego dnia można zobaczyć na:
http://www.elmundo.es/elmundo/2002/grafico...odeo/rodeo.html
Historyczny już artykuł, który ukazał się dwa tygodnie po tragedii w Time Magazine można przeczytać tutaj
W wyniku katastrofy lotu 123 Japan Airlines straciło życie 520 osób. Wypełniony po brzegi Jumbo Jet wystartował 12 sierpnia 1985 roku z Tokyo do Osaki, jednak w niecały kwadrans po starcie miała miejsce eksplozja w tylnej przegrody ciśnieniowej w wyniku której, poza dekompresją samolotu, doszło utraty statecznika pionowego i uszkodzenia wszystkich systemów hydraulicznych, przez co samolot utracił sterowność. Po półgodzinnym bezładnym locie maszyna rozbiła się o zbocze góry. Cudem przeżyły 4 osoby, jednak katastrofa japońskiego Jumbo Jeta pozostaje najtragiczniejszym, jeśli chodzi o liczbę ofiar, wypadkiem pojedyńczego samolotu.
Tutaj można przeczytać artykuł w Time Magazine napisany w dwudziestą rocznicę wypadku lotu JL 123.
Największą katastrofą lotniczą, do której doszło bezpośrednio w powietrzu było czołowe zderzenie Jumbo Jeta saudyjskich linii lotniczych z kazachskim Iłem-76 12 listopada 1996 roku nad Charkhi Dadri w Indiach. Saudyjski Boeing 747 właśnie wystartował z New Delhi, podczas gdy samolot kazachski szykował się do lądowania w stolicy Indii. Oba samoloty leciały kursem kolizyjnym jednak powinny się minąć na różnych wysokościach. Winą za wypadek obarczono pilota Ił-a, który nie wykonał polecenia indyjskiego kontrolera lotów i leciał zbyt nisko, być może ze względu na słabą znajomość angielskiego, choć innym tłumaczeniem są ewentualne turbulencje (do wypadku doszło w chmurze). W katastrofie zginęło w sumie 349 osób.
Jedną z największych i jednocześnie najbardziej bezsensownych tragedii lotniczych było niesławne zestrzelenie koreańskiego Jumbo Jeta przez radziecki myśliwiec 1 września 1983 roku nad terytorium ZSRR. Samolot lecący z Nowego Jorku przez Alaskę do Seulu z niezrozumiałych przyczyn naruszył przestrzeń powietrzną Związku Radzieckiego nad Kamczatką, a następnie ponownie nad Sachalinem. Podejrzewając, że może chodzić o lot szpiegowski radzieccy dowódcy wysłali samoloty przechwytujące, które bezskutecznie usiłowały nawiązać kontakt radiowy oraz wzrokowy z załogą Boeinga. Utwierdziło to dowództwo radzieckie, że wykonujący lot o numerze nomen omen KAL 007 Boeing wykonuje misję szpiegowską i ostatecznie wydano rozkaz o zestrzeleniu samolotu, którego szczątki wpadły do Morza Japońskiego. Katastrofa, według oficjalnych danych, pochłonęła 269 ofiar, jednak pikanterii sprawie dodaje fakt, że nie udało się faktycznie odnaleźć żadnego dającego się zidentyfikować ciała. Dało to miejsce wielu spiskowym teoriom po obu stronach żelaznej kurtyny.
Nie sposób przy tej okazji nie wspomnieć wypadków lotniczych w Polsce. Pierwsza duża katastrofa miała miejsce w 1962 roku, kiedy LOT-owski Vickers Viscount wracający do Warszawy z Brukseli rozbił się podchodząc do lądowania na Okęciu, pochłaniając życie wszystkich 33 osób na pokładzie. W 1969 roku rozbił się o zbocze Policy Antonow 24 wykonujący planowy lot na trasie Warszawa-Kraków. Z niezrozumiałych przyczyn samolot minął Balice i kontynuował lot aż do tragicznego zderzenia z górą. W katastrofie zginęły 53 osoby.
14 marca 1980 roku na niecały kilometr przed lotniskiem spadł do fosy Fortu Okęcie Ił-62 "Mikołaj Kopernik". Samolot wracał z Nowego Jorku i miał na swoim pokładzie m.in. słynną piosenkarkę Annę Jantar, matkę Natalii Kukulskiej oraz amatorską reprezentację USA w boksie, lecącą do Polski na mecz. Czarna skrzynka, która powinna rejestrować wszystkie zachowania samolotu oraz rozmowy załogi przestała działać, o ironio, na prawie pół minuty przed katastrofą. Przyczyną tragedii, według raportu komisji badającej wypadek, była wada materiałowa, która doprowadziła do zniszczenia lewego wewnętrznego silnika. "Częściami zniszczonej turbiny zostały uszkodzone dwa inne silniki i układy sterowania samolotem sterami wysokości i kierunku" mówi dalej raport komisji i podkreśla trzeźwość umysłu pilota, Pawła Lipowczana: "Dysponując jedynym sprawnym silnikiem oraz możliwością sterowania tylko poprzez wychylanie lotek, załoga zdołała jeszcze, co potwierdzają analizy i świadkowie, ukierunkować tor samolotu tak, że zderzenie samolotu z ziemią nastąpiło w miejscu niezabudowanym." Dzięki temu rozpaczliwemu manewrowi w katastrofie zginęło "jedynie" 87 pasażerów i członków załogi "Kopernika".
Najtragiczniejszy wypadek lotniczy w historii Polski wydarzył się 9 maja 1987 roku. LOT-owski Ił-62 "Tadeusz Kościuszko" ze 183 osobami na pokładzie wystartował o 10.17 z Warszawy kierujac się do Nowego Jorku (LO 5055). Dwadzieścia kilka minut po starcie samolot stracił oba lewe silniki, a w wyniku ich eksplozji uszkodzony też został układ sterowniczy. W luku bagażowym wybuchł pożar. Pilot Zygmunt Pawlaczyk zawrócił maszynę, lecącą na parze prawych silników, na Okęcie, zrzucając po drodze paliwo w ramach procedury przygotowania do awaryjnego lądowania. Na sześć kilometrów przed warszawskim lotniskiem, nad Lasem Kabackim, maszyna utraciła resztki sterowności i wbiła się w drzewa z prędkością 480 km/h. Wszyscy pasażerowie i członkowie załogi zginęli. Ostatnie, słynne słowa kapitana Pawlaczyka brzmiały: "Cześć. Giniemy". Przyczyną wypadku była, podobnie jak 7 lat wcześniej, wada materiałowa - pęknięcie wału silnika w wyniku zatarcia łożyska, a następnie eksplozja całej jednostki napędowej, która dopełniła dzieła zniszczenia.
Dokładniej o obu największych katastrofach w polskim lotnictwie można przeczytać tutaj .
Choć w katastrofach lotnicznych zginęło od 1918 roku już ponad sto dwadzieścia tysięcy osób (według danych szwajcarskiego Aircraft Crashes Record Office) to samoloty wciąż pozostają statystycznie najbezpieczniejszym środkiem transportu. Do wyobraźni przemawia jednak ilość ofiar, które pochłania jednorazowo wypadek lotniczy, jeśli już się zdarza, a także bezsilność osób na pokładzie wobec katastrofy. Pozostaje mieć nadzieję, że wypadki lotnicze będą się zdarzać coraz rzadziej, choć naiwnością jest myśleć, że da się je w ogóle wyeliminować.
