Anegdoty historyczne - kliknij, aby przejść na forum
historycy.org > Historia powszechna > Historia powszechna ogólnie
Qltura
Znacie jakies anegdoty historyczne? Można je tutaj zamieszczać. Oto kilka z nich:

Fryderyk II, król pruski, podejmował gosci w pałacu Sansouci w Poczdamie, goszcząc wsród nich francuskiego filozofa Woltera.Polecił służbie, by Wolterowi nie dawać łyżki, a gdy podano zupe odezwał się:
- Durniem jest ten kto nie zje zupy.
Wolter, wziąwaszy kromke, wydrążył ją i za jej pomocą zjadł zupe.
Po posiłku odezwał sie:
- Durniem jest ten kto nie zje swej łyżki.
Po czym spokojnie skonsumował łyzke z "kromki" chleba


Król był wielkim miłosnikiem ksiązek, które wielkim kosztem sprowadzał z zagranicy.Pewnego razu polecił zakupic znaczna liczbe ksiag Franciszkowi Lismaninowi, spowiednikowi Bony i wysłał go za granice z pieniędzmi.Wiedział o tym Stańczyk.
- Powiedz mi też, Stańczyku - zapytał go król - wieleś ty juz głupców równych sobie znalazł?
- Co dzień ich spisuje i już Zygnmunta Augusta zapisałem
- A to za co?
- Za to, że Lismaninowi dał tyle pięniedzy i wyprawił go z nimi za granice.
- A poczekajże jeszcze Lismanin wróci.
- Jak powróci to ciebie zmaże a jego zapiszę.
Stańczyk zgadł gdyż Lismanin sie więcej w Polsce nie pokazał.


Kiedy królowi przystawiano pijawki Stańczyk zauważył.
- Są to najprawdziwsi dworzanie i przyjaciele króla jegomości.

Pewnego razu król zagadnął arcybiskupa lwowskiego:
- Jakże ty książe, zostałeś biskupem w kościele łacińskim kiedy mało co umiesz po łacinie?
- Tak, jak wasza królewska mość w Polsce choć po polsku nie umiesz.(Stefan Batory)

Przybyły na dwór króla Jakuba I ambasador francuski był wysokiego wzrostu, ale podczas pierwszego posłuchania na dworze nie wykazał sie giętkoscią umysłu.Po posłuchaniu króla zapytał znanego filozofa Francisca Bacona co sądzi o ambasadorze. Ten stwierdził, że jest duży i dobrze zbudowany.
- Ale co pan myśli o jego głowie? Czy to człowiek zdolny wykonać swoje zadanie?
- Królu, ludzie wysocy podobni bywają niekiedy do kilkupiętrowych domów, w których najwyższe partie są zazwyczaj najgorzej umeblowane.

Pewnego razu cesarz Napoleon jechał przez niewielki miasteczko francuskie.Zdziwiony tym, ze nie przywitały go salwy armatnie pyta burmistrza:
- Dlaczego nie strzelacie z armat na moją cześć?
- Powodów jest ze......dwadzieścia.Po pierwsze nie mamy armat.Po drugie......
- Dziękuje to pierwsze wystarczy - odrzekł cesarz.
Wlad_II
Okej a to anegdota odnośnie Wlada Palownika. Pewnego razu przy nocnej sesji wbijania na pale biednych wieśniaków przy kolacji gość Wlada zauważył, że oglądanie tego przedstawienia jest niesmaczne podczas jedzenia. Wlad przyznał mu racje i by uprzyjemnić pobyt gościa wbił go na największy pal by nim mógł czuć przykrego zapachu.
Patrycja
To nie bedą anegdotki tylko takie bardziej ciekawostki ale posłuchajcie:
Nieopodal Partenonu w świątyni Asklepiosa stosowano dziwne metody leczenia sparaliżowanych. Zamykano ich w piwnicy, a po chwili wpuszczano tam setki węzy. Prawdopodobnie niektórzy wychodzili stamtąd o własnych nogach.

Juliusz Cezar chciał sprawdzić czy ludność zaakceptuje jego koronację. Udał się więc na przedstawienie do cyrku, co było wtedy bardzo popularne i w pewnym momencie poddany Cezara nałożył mu korone na głowę. Zapanowała cisza, co nie byo najlepszą oznaką, po czym Juliusz energicznie odrzucił koronę i społeczeństwo zaczęło wiwatować.

Po klęsce i smierci Hazdrubala nad rzeką Metaurus dowódca Rzymu wysłał do Hannibala na tacy głowę brata zanuzoną w miodzie.
Ikswonarab
Arcybiskupstwo chciało spłatać figla Wolterowi, wymieniając go, na liscie ludzi zaproszonych na uroczyste odśpiewanei Te Deum w Notre-Dame, za sprawą ksiedza Couet'a. Wolter nie chcą być dłużnym wysłał swohą tragedię (bardzo słabych lotów) Mariamne z atkim czterowierszem:
"Wzruszony listy przesłaniem,
Ślę Księdzu moją tragedię,
Abyśmy mogli nawzajem
Zagrać przed sobą komedię"
Qltura
QUOTE
Po klęsce i smierci Hazdrubala nad rzeką Metaurus dowódca Rzymu wysłał do Hannibala na tacy głowę brata zanuzoną w miodzie.


Miód był jednym z najlepszych środków konserwujących. Aby król miał pewność, że głowa należała do jego wroga kazał by mu ją przyniesiono w miodzie. Mógł wtedy rozpoznac do jakiego właściciela należy.


Podczas sejmu koronacyjnego Jana Kazimierza umierał Samuel Łaszcz- słynny warchoł, ale i wielki żołnierz. Do końca życia nie opuścili go tylko wierzyciele i cygan, grajek.
Na pytanie od oddanie długów Łaszcz odpowiedział, że nie ma z czego bo mu majątek odebrano (w 1647 roku wyrugował go Jeremi), ale jego grajek może zagrać im jego ulubioną melodię - był to ostatni jego dowcip, bo śmiejąc się z niego skonał...


Wbijania kobiet na pal zakazał Leszek Czarny, stwierdzeniem, że to ma być kara a nie przyjemność.

Samuel Łaszcz - posiadacz 236 wyroków banicji [wygnania] i 37 wyroków infamii kazał sobie kiedyś podszyć nimi delię - wyroki ledwie się zmieściły, a Łaszcz jeszcze przez kilka lat nie udawał się na wygnanie...

Po powrocie obrońców Zbaraża, rozpoczęto rozdawanie nagród w formie urzędów Jeremi otrzymał starostwo Przasnyskie dające 4000 złotych dochodu rocznie, a skrzypek nadworny Jana Kazmierza, za którego grą Król przepadał, otrzymał starostwo warte ok.16000 - i kto się odważy twierdzić, że Polska nie była rajem dla artystów

Wkrótce po śmierci Jerzego Ossolińskiego powstało wiele radosnych wierszyków z okazji śmierci znienawidzonego kanclerza, oto jeden z nich: 'Umarł Kanclerz Wielki od wielkiej choroby, bo inna choroba nie mogła zmóc jego osoby.'

Po bitwie pod Beresteczkiem Jan Kazimierz zmienił szaty które nosił - z Polskiego stroju zaczął się nosić po Francusku. Powstała na ten temat taka rymowanka: 'Zguby pono Polaki nie ujdziecie, jeśli w męstwie i szatach zmianę przyjmiecie'
Jarpen Zigrin
QUOTE(Qltura @ Dec 25 2003, 10:15 PM)
Znacie jakies anegdoty historyczne? Można je tutaj zamieszczać. Oto kilka z nich:

Fryderyk II, król pruski, podejmował gosci w pałacu Sansouci w Poczdamie, goszcząc wsród nich francuskiego filozofa Woltera.Polecił służbie, by Wolterowi nie dawać łyżki, a gdy podano zupe odezwał się:
- Durniem jest ten kto nie zje zupy.
Wolter, wziąwaszy kromke, wydrążył ją i za jej pomocą zjadł zupe.
Po posiłku odezwał sie:
- Durniem jest ten kto nie zje swej łyżki.
Po czym spokojnie skonsumował łyzke z "kromki" chleba


Król był wielkim miłosnikiem ksiązek, które wielkim kosztem sprowadzał z zagranicy.Pewnego razu polecił zakupic znaczna liczbe ksiag Franciszkowi Lismaninowi, spowiednikowi Bony i wysłał go za granice z pieniędzmi.Wiedział o tym Stańczyk.
- Powiedz mi też, Stańczyku - zapytał go król - wieleś ty juz głupców równych sobie znalazł?
- Co dzień ich spisuje i już Zygnmunta Augusta zapisałem
- A to za co?
- Za to, że Lismaninowi dał tyle pięniedzy i wyprawił go z nimi za granice.
- A poczekajże jeszcze Lismanin wróci.
- Jak powróci to ciebie zmaże a jego zapiszę.
Stańczyk zgadł gdyż Lismanin sie więcej w Polsce nie pokazał.


Kiedy królowi przystawiano pijawki Stańczyk zauważył.
- Są to najprawdziwsi dworzanie i przyjaciele króla jegomości.

Pewnego razu król zagadnął arcybiskupa lwowskiego:
- Jakże ty książe, zostałeś biskupem w kościele łacińskim kiedy mało co umiesz po łacinie?
- Tak, jak wasza królewska mość w Polsce choć po polsku nie umiesz.(Stefan Batory)

Przybyły na dwór króla Jakuba I ambasador francuski był wysokiego wzrostu, ale podczas pierwszego posłuchania na dworze nie wykazał sie giętkoscią umysłu.Po posłuchaniu króla zapytał znanego filozofa Francisca Bacona co sądzi o ambasadorze. Ten stwierdził, że jest duży i dobrze zbudowany.
- Ale co pan myśli o jego głowie? Czy to człowiek zdolny wykonać swoje zadanie?
- Królu, ludzie wysocy podobni bywają niekiedy do kilkupiętrowych domów, w których najwyższe partie są zazwyczaj najgorzej umeblowane.

Pewnego razu cesarz Napoleon jechał przez niewielki miasteczko francuskie.Zdziwiony tym, ze nie przywitały go salwy armatnie pyta burmistrza:
- Dlaczego nie strzelacie z armat na moją cześć?
- Powodów jest ze......dwadzieścia.Po pierwsze nie mamy armat.Po drugie......
- Dziękuje to pierwsze wystarczy - odrzekł cesarz.



Kiedyś La Fontaine poszedł w odwiedziny do swojego przyjaciela. - Przecież on umarł dokładnie miesiąc temu - powiedziała gospodyni - a pan wygłosił mowę pogrzebową. - Rzeczywiście, doskonale pamiętam. Mógłbym tę mowę słowo w słowo zapisać.

Pewien młody poeta przyniósł Voltaire'owi swoją odę pod tytułem "Do potomnych". Voltaire przeczytał odę i powiedział: - Niezła. Ale myślę, że pod podanym adresem nie dojdzie.

Król Fryderyk II pewnego razu zaproponował Voltaire'owi przejażdżkę łódką. Pisarz zgodził się chętnie, ale gdy zobaczył, że łódka przecieka, szybko z niej wyskoczył. - Ależ pan się boi o swoje życie - zaśmiał się król - a ja się nie boję. - To zrozumiałe - odpowiedział Voltaire. - Teraz na świecie królów dużo, a Voltaire jest tylko jeden.

Kiedyś Lessing dostał paczkę, w której było opowiadanie pod tytułem "Dlaczego żyję?" i list, w którym początkujący autor prosił go o ocenę. Lessing przeczytał opowiadanie i odpowiedział: "Żyje pan tylko dlatego, że przysłał swoje opowiadanie pocztą, a nie przyniósł osobiście.

W Weimarze spotkali się na wąskiej ścieżce w parku Goethe i pewien krytyk literacki. Zobaczywszy Goethego, krytyk warknął: - Nie ustępuję drogi durniom. - A jak tak - odpowiedział Goethe i zszedł na bok.

Ktoś zapytał Heinego, czym był zajęty przed obiadem. - Przeczytałem wiersz, który napisałem wczoraj, i w jednym miejscu postawiłem przecinek. - A po obiedzie? - Przeczytałem ten wiersz jeszcze raz i skreśliłem przecinek, bo okazał się zbyteczny.

W rozmowie z Heinem jedna z jego wielbicielek wykrzyknęła: - Oddam panu swoje myśli, duszę i serce! - Chętnie przyjmę - z uśmiechem odpowiedział poeta. - Maleńkie podarki wstyd odrzucać.

Do Balzaka przyszedł rzemieślnik i zażądał zapłaty za wykonaną pracę. Balzac wyjaśnił, że nie ma teraz pieniędzy i poprosił go, żeby przyszedł kiedy indziej. Rzemieślnik się zdenerwował i zaczął krzyczeć: - Kiedy przychodzę po pieniądze, to pana nigdy nie ma w domu, a gdy nareszcie pana zastałem, to pan nie ma pieniędzy! - To zupełnie zrozumiałe - powiedział Balzac. - Gdybym miał pieniądze, to bym nie siedział w domu.

Pewnego razu, kiedy Balzac jak zwykle przyszedł do wydawcy po zaliczkę, zatrzymał go w drzwiach sekretarz i powiedział: - Bardzo mi przykro, panie Balzac, ale pan wydawca dzisiaj nie przyjmuje. - To nic - odpowiedział Balzac - najważniejsze, żeby dawał.

Pewnego razu, kiedy Dumas wrócił z proszonego obiadu, jego syn zapytał: - No i jak tam, wesoło było? - Bardzo - odpowiedział ojciec - ale gdyby mnie tam nie było, to umarłbym z nudów.

Andersen ubierał się bardzo niedbale. Pewnego razu jakiś złośliwiec zapytał: - Ten żałosny przedmiot na pańskiej głowie nazywa pan kapeluszem? Wielki baśniopisarz nie dał się wyprowadzić z równowagi i spokojnie odpowiedział: - A ten żałosny przedmiot pod pańskim kapeluszem nazywa pan głową?

Pisarz Gottfried Keller pił o wiele za dużo wina, niż na to pozwalał stan jego zdrowia. Lekarz zwrócił mu taktownie uwagę, żeby zmniejszył ilość spożywanych płynów. Keller zasępił się na chwilę, po czym powiedział z uśmiechem: - Oczywiście, panie doktorze, od dzisiaj nie będę jadł zupy.

Do Marka Twaina przyszedł dziennikarz i powiedział, że słyszał, jakoby pisarz pracował nad wielkim dziełem dramatycznym. Chciał wiedzieć, jak daleko posunęła się praca. Twain odpowiedział: - Może pan napisać w swojej gazecie, że piszę dramat składający się z czterech aktów i trzech antraktów, oraz że już ukończyłem wszystkie antrakty.

Kiedyś jeden ze znajomych Marka Twaina zanudzał go opowieściami o swojej bezsenności. - Czy pan rozumie? Nic mi nie pomaga, absolutnie nic. - A nie próbował pan rozmawiać sam ze sobą? - zapytał Twain.

W 1882 roku Oscar Wilde po raz pierwszy przyjechał do Stanów Zjednoczonych. Celnik zapytał go, co przewozi przez granicę. - Nic, oprócz mojego talentu - odpowiedział pisarz.

Któregoś wieczoru Bernard Show przyszedł do teatru trochę spóźniony, już po rozpoczęciu spektaklu. Poproszono go, by skierował się do swojej loży i cicho zajął miejsce. - A co, widzowie już śpią? - zapytał Show.

Kiedyś, w czasie rozmowy o osiągnięciach współczesnej techniki, Bernard Show powiedział: - Teraz, gdy już nauczyliśmy się latać w powietrzu jak ptaki, pływać pod wodą jak ryby, brakuje nam tylko jednego: nauczyć się żyć na ziemi jak ludzie.

Poproszono kiedyś Herberta Wellsa, by wyjaśnił, co to jest telegraf. - Wyobraźcie sobie gigantycznego kota - powiedział pisarz - którego ogon znajduje się w Liverpool, a głowa w Londynie. Gdy kotu nadepnął na ogon, rozlega się miauczenie. Właśnie tak działa telegraf. - A co to jest telegraf bez drutu? - To samo, tylko bez kota - odpowiedział Wells.

Tristan Bernard jadł kiedyś obiad na Riwierze w jednej z najdroższych restauracji. Kiedy kelner przyniósł mu rachunek, Bernard zapłacił i kazał wezwać właściciela restauracji. Ten zjawił się natychmiast. Bernard zapytał: - Pan jest właścicielem tej restauracji? - Tak, ja. - W takim razie niech pan mnie mocno uściska, bo już nigdy mnie pan tu nie zobaczy.

Tristanowi Bernardowi przedstawiono kiedyś drugorzędnego autora, który pisywał biografie sławnych ludzi. - Już od dawna mam zamiar napisać o panu książkę - powiedział literat - a kiedy pan umrze, napiszę pana biografię. - Wiem o tym - westchnął sławny humorysta - i dlatego chcę jeszcze długo żyć.

Pewien dramaturg zaprosił André Gide'a na premierę swojej sztuki. Po drugim akcie André Gide zwrócił się do autora sztuki: - Teraz na dworze musi być ulewa. - Dlaczego pan tak myśli? - zapytał autor. - Bo wszyscy zostają, żeby zobaczyć trzeci akt - odpowiedział André Gide.

Pewnego razu do Tomasza Manna przyszedł początkujący pisarz. Przeczytał Mannowi kilka swoich utworów i poprosił go o ocenę. - Powinien pan dużo czytać - powiedział Tomasz Mann. - Czytać, czytać, jak najwięcej czytać. - Dlaczego? - Jeśli pan będzie dużo czytać, to nie będzie pan miał czasu na pisanie - odpowiedział Mann.

Kiedyś Tomasz Mann odwiedził pewną szkołę. Nauczyciel przedstawił pisarzowi najzdolniejszą uczennicę i poprosił go, aby zadał jej jakieś pytanie. - Jakich znasz sławnych pisarzy? - zapytał Mann dziewczynkę. - Homer, Szekspir, Balzac i pan, ale zapomniałam pana nazwiska - odpowiedziała uczennica.

Pewnego razu przyszedł do Bertolda Brechta młody człowiek i powiedział: - Mam w głowie mnóstwo pomysłów i mogę napisać dobrą powieść, nie wiem tylko, jak zacząć. Brecht się uśmiechnął i doradził: - Bardzo prosto. Niech pan zacznie od górnego lewego rogu kartki.

Zapytano raz Hemingwaya, co to jest szczęście. - Szczęście - to dobre zdrowie i słaba pamięć - odpowiedział pisarz.

Cosimo Medici w wolnym czasie lubił rzeźbić. Wyrzeźbił posąg Neptuna i polecił ustawić go na głównym placu Florencji. Pokazał go Michałowi Aniołowi i zapytał: - Jakie uczucia budzi w tobie mój Neptun? - Religijne - odpowiedział wielki rzeźbiarz. - Jak to? - zdziwił się Medici. - Kiedy patrzę na ten posąg, proszę Boga, by panu wybaczył zepsucie takiej wspaniałej bryły marmuru.

Michał Anioł przedstawił Cosimo Medici jako pięknego mężczyznę, chociaż ten w rzeczywistości był garbaty. - Kto będzie o tym wiedział za 500 lat? - wytłumaczył zdumionym rodakom.

Pewien milioner kupił od Turnera obraz. Wkrótce dowiedział się, że obraz, za który zapłacił 100 funtów, Turner malował tylko dwie godziny. Milioner się zdenerwował i wniósł do sądu sprawę o oszustwo. Sędzia zapytał malarza: - Niech pan powie, jak długo pracował pan nad tym obrazem? - Całe życie i dwie godziny - odpowiedział Turner.

Pewien bankier poprosił Verneta o jakiś rysunek. Malarz przez pięć minut zrobił niewielki rysunek i powiedział: - To będzie kosztować 1000 franków. - Jak to, 1000 franków za rysunek, na który stracił pan tylko pięć minut?! - Tak - odpowiedział Vernet - ale ja straciłem 30 lat życia, żeby nauczyć się robić takie rysunki w ciągu pięciu minut.

Kiedyś do pracowni Norwida zaszedł znajomy ziemianin. Gospodarz przyjął go w brudnym fartuchu i z paletą w ręce. Ziemianin popatrzył na gospodarza i na obrazy wiszące na ścianach, po czym ze współczuciem zapytał: - A więc pan musi wszystko namalować samemu? - Niestety, nie mam lokaja - odpowiedział Norwid.

Do Juliusza Kossaka przyszedł znajomy i zaczął opowiadać o swoim psie: - Jeśli każę mu zjeść jabłko, to on je zje, chociaż nie lubi jabłek. A gdy położę przed nim kawałek mięsa i powiem: "nie rusz", to on go nie zje, nawet gdy jest bardzo głodny. - Zawsze uważałem, że psy to mądre zwierzęta - powiedział Kossak - ale teraz widzę, że są tak samo głupie jak ludzie.

Amerykańskiego malarza, Jamesa Whistlera, zapytano kiedyś, czy to prawda, że zna osobiście angielskiego króla. - Skąd wam to przyszło do głowy? - zdziwił się malarz. - Sam król o tym mówił... - Król się tylko tak chwali - odpowiedział Whistler.

Do Edgara Degasa zwrócił się pewien człowiek: - Proszę mi wybaczyć, ale pańska twarz wydaje mi się znajoma. Musiałem ją widzieć już w innym miejscu. - Niemożliwe - odpowiedział Degas - swoją twarz noszę zawsze na tym samym miejscu.

Kiedy Degas był już znanym malarzem, do jego pracowni przyszedł jeden z miłośników jego talentu. Nie zobaczywszy na ścianie ani jednego obrazu mistrza, zapytał: - Dlaczego nie powiesi pan na ścianie którejś ze swoich prac? - Mój przyjacielu - odpowiedział Degas - nie stać mnie na kupno takich drogich obrazów.

Pewnego razu Cézanne nocował w małym hoteliku. Na drugi dzień właściciel hotelu zapytał: - Jak się panu spało? Myślę, że niezbyt dobrze, bo materac na pańskim łóżku jest dosyć twardy. - Ma pan rację - odpowiedział artysta - ale wstawałem w nocy parę razy z łóżka, żeby trochę odpocząć.

Młody malarz skarżył się Janowi Matejce: - Maluję obraz dwa dni, a potem czekam dwa lata, żeby go ktoś kupił. Matejko się uśmiechnął i powiedział: - Młody przyjacielu, nie trzeba się tak spieszyć. Jeśli będzie pan malować obraz dwa lata, to go pan sprzeda w ciągu dwóch dni.

Józef Chełmoński spotkał kiedyś znajomego, który na powitanie wykrzyknął: - Jak cudownie, że od samego rana spotykam takiego wspaniałego człowieka, jak pan! - Ma pan więcej szczęścia ode mnie - odpowiedział malarz.

Do pracowni Pabla Picassa wszedł kiedyś nowy listonosz. Oddał malarzowi list, rozejrzał się wokół i powiedział: - Zdolnego ma pan synka... - Dlaczego pan tak myśli? - zapytał Picasso. - Przecież widzę - tyle tu rysunków.

Pewien dziennikarz zapytał Picassa: - Którego z wielkich malarzy przeszłości ceni pan najbardziej? - Rubensa. - Dlaczego? - Dlatego, że z dwóch tysięcy jego obrazów do naszych czasów przetrwało około czterech tysięcy.

Pablo Picasso zaproponował przyjacielowi, że namaluje jego portret. Ten zgodził się chętnie, ale nie zdążył jeszcze dobrze usiąść w fotelu, gdy Picasso wykrzyknął: - Gotowe! - Tak szybko? Przecież nie minęło jeszcze pięć minut! - zdziwił się przyjaciel. - Chyba zapomniałeś, że znam cię już prawie czterdzieści lat - odpowiedział Picasso.

W obecności Picassa rozmawiano o współczesnej młodzieży. - To prawda - powiedział Picasso - że współczesna młodzież jest okropna, ale najgorsze jest to, że my już do niej nie należymy.

Pierwsze koncerty Haendla w Londynie nie cieszyły się powodzeniem, co bardzo niepokoiło przyjaciół kompozytora. Haendel ich uspokajał: - Nie martwcie się! W pustej sali muzyka brzmi lepiej.

Gdy Janowi Sebastianowi Bachowi zmarła żona, ten zalał się łzami, zakrył twarz dłońmi i usiadł niezdolny do niczego. Wkrótce przybył jeden z przyjaciół i obiecał zająć się pogrzebem, potrzebował jednak na to pieniędzy. Bach jak zwykle powiedział: - Zwróć się z tym do mojej żony.

Pewien młody człowiek chciał zostać uczniem Beethovena. Gdy odegrał przed mistrzem wybrany utwór fortepianowy, ten orzekł: - Musi pan jeszcze długo grać na fortepianie, zanim pan zauważy, że nic nie umie.

Brahms wstąpił do winiarni na lampkę reńskiego i zajmując miejsce przy stoliku, usiadł na kapeluszu jednego z gości. Na zwróconą sobie uwagę, odrzekł: - A co? Czy pan już wychodzi?

Max Bruch pewnego razu zagrał Brahmsowi swój najnowszy utwór. Gdy skończył, czekał w napięciu na opinię Brahmsa, który po chwili milczenia powiedział: - Powiedz no mi pan, skąd pan ma ten piękny papier nutowy?

Do Rossiniego zgłosił się kiedyś pewien młodzieniec z dwoma grubymi foliałami pod pachą i powiedział: - Dyrektor orkiestry obiecał zagrać jedną z moich dwóch symfonii. Chciałbym przegrać je mistrzowi i dowiedzieć się, która jest lepsza. Młodzieniec zasiadł do fortepianu, a Rossini obok niego. Po kilkunastu taktach Rossini wstaje, zamyka zeszyt i klepie twórcę po ramieniu: - Ta druga, chłopcze, ta druga!

Anton Bruckner był bardzo nieśmiały i małomówny w towarzystwie kobiet. Podczas kolacji posadzono przy nim jedną z wielbicielek jego twórczości. Niestety, Bruckner zupełnie nie zwracał na nią uwagi. W końcu dama wyszeptała: - Na pana cześć, mistrzu, włożyłam swoją najładniejszą suknię. Na to Bruckner: - Jeśli o mnie chodzi, to mogła pani nic na siebie nie wkładać.

Pewien młody kompozytor poprosił Bülowa o przejrzenie swojej kompozycji i szczerą ocenę. Na to Bülow: - A ja bym wolał, żebyśmy nadal mogli zostać dobrymi przyjaciółmi.

Gounod wypisał na drzwiach swego domu: "Kto mnie odwiedzi, uczyni mi zaszczyt, kto mnie nie odwiedzi - zrobi mi przyjemność".

Pewna dama zapytała Liszta: - Czy to prawda, mistrzu, że pianistą trzeba się urodzić? - Naturalnie! Nie urodziwszy się, nie można zostać pianistą.

Po koncercie, na którym wykonywane były dzieła Maxa Regera, w prasie ukazała się ostra krytyka jednego z recenzentów. "Szanowny panie - pisze doń Reger następnego dnia - siedzę w najbardziej ustronnym zakątku mego domu i mam pańską krytykę przed sobą. Za chwilę będę ją miał za sobą."

Pewnego razu słynny śpiewak Leo Slezak otrzymał telegraficznie taką propozycję angażu: "100 - stop - 1000 pozdrowień". Odpowiedział na to również telegraficznie: "1000 - stop - 100 pozdrowień".

Leo Slezak grał kiedyś rolę Lohengrina. Opera kończy się tym, że bohater odpływa w łodzi ciągnionej przez łabędzia. Inspicjent jednak za wcześnie dał znak i łódź odpłynęła bez Lohengrina. Skonsternowany Slezak krzyknął w stronę kulis: - Kiedy odchodzi następny łabędź?

Żona Władysława Żeleńskiego przeziębiła się i lekarz zalecił jej, by kilka dni pozostała w łóżku. Po wyjściu lekarza Władysław zaczął gorączkowo czegoś szukać. - A czego ty tak szukasz, Władyś? - zapytała pani Żeleńska. - Kluczy do naszego rodzinnego grobowca - odparł Władysław. - Mój Boże, a na cóż ci one teraz potrzebne? - No bo też ty i twoja rodzina zawsze zostawiacie wszystko na ostatnią godzinę.

Do malca koncertującego we Frankfurcie podszedł jakiś nastolatek i powiedział: - Wspaniale grasz! Ja nigdy się tak nie nauczę. - Dlaczego? Jesteś już całkiem duży. Spróbuj, a jeśli nie wyjdzie, to zacznij pisać utwory. - Ja już piszę. Wiersze... - To interesujące. Pisać dobre wiersze jest chyba jeszcze trudniej niż pisać muzykę. - Dlaczego, całkiem łatwo. Spróbuj... Rozmówcami byli Mozart i Goethe.

Pewien młodzieniec pytał Mozarta, jak się pisze symfonie. - Jesteś jeszcze za młody. Zacznij lepiej od ballad - odpowiedział kompozytor. - Ale przecież pan zaczął pisać symfonie, kiedy nie miał jeszcze dziesięciu lat! - zaprotestował młodzieniec. - No, tak. Ale ja nikogo nie pytałem, jak to się robi.

Klara Schumann, żona kompozytora Roberta Schumanna, dawała kiedyś na dworze wiedeńskim koncert fortepianowy, na którym grała utwory swojego męża. Po koncercie przedstawiono ją monarsze, który zamienił z nią kilka zdań. Na zakończenie rozmowy monarcha przez grzeczność zwrócił się też do jej męża: - A pan? Czy pan również jest muzykalny, panie Schumann?

Po premierze "Halki" w 1854 roku w Wilnie kompozytor Stanisław Moniuszko zapytał swojego znajomego, starego szlachcica, jak mu się podobała opera. - E, tam. Bardzo długa historia. Dałby stolnik dziewczynie krowę w pierwszym akcie i wszystko by się skończyło.

Kiedyś pewien młody kompozytor zagrał Straussowi swoją nową balladę. - Wspaniała rzecz! - powiedział Strauss. - Tylko w niektórych miejscach bardzo przypomina Mozarta. - To nic nie szkodzi! - dumnie odpowiedział autor. - Mozarta zawsze chętnie słuchają...

Aleksander Głazunow zawsze bardzo taktownie odnosił się do początkujących kompozytorów. Tylko raz nie wytrzymał i powiedział pewnemu młodzieńcowi: - Łaskawy panie, odniosłem wrażenie, jakoby dano panu do wyboru: komponować muzykę albo iść na szubienicę.

Pewien młody i bardzo pewny siebie tenor powiedział kiedyś Caruso: - Wczoraj w operze mój głos zabrzmiał we wszystkich zakątkach teatru! - Tak - odpowiedział Caruso - widziałem, jak publiczność ustępowała mu miejsca.

Jeden ze znajomych Karola Szymanowskiego zwrócił się do niego z pytaniem: - Mistrzu, nie wydaje się panu, że to bardzo nudne tak całe życie nic nie robić, tylko komponować? - Tak, to dosyć nudne - zgodził się kompozytor - ale jeszcze nudniej całe życie nic nie robić, tylko słuchać tego, co ja skomponuję.

Dyrygent Leopold Stokowski powiedział po jednym z koncertów: - Ta orkiestra dokonała cudu! Utwór, w nieśmiertelność którego głęboko wierzyłem, unicestwiła w półtorej godziny.

Zapytano kiedyś Artura Rubinsteina, co było dla niego najtrudniejsze, kiedy uczył się grać na fortepianie. Wirtuoz odpowiedział: - Opłata lekcji.

Louis Armstrong został kiedyś zaproszony do Bernarda Showa. Kiedy gość przyszedł, gospodarz powiedział: - Proszę o wybaczenie, ale nie mogę pana przyjąć, bo mam straszną migrenę. - To może coś panu zagram? - zaproponował Armstrong. - Bardzo dziękuję, ale wolę już swoją migrenę.

Filozof Montaigne zauważył kiedyś: - Wydaje się, że najsprawiedliwiej na świecie rozdzielony jest rozum. - Dlaczego pan tak myśli? - zapytano go. - Bo nikt się nie skarży na brak rozumu - odpowiedział filozof.

Isaac Newton otrzymał za naukowe zasługi tytuł lorda. Przez 26 lat nudził się na posiedzeniach izby lordów. Tylko raz poprosił o głos, co wywołało sensację wśród obecnych. - Panowie - zwrócił się do zebranych - jeśli nie będą panowie mieć nic przeciwko temu, to prosiłbym o zamknięcie okna. Bardzo wieje i boję się, że się przeziębię. Po czym Newton z godnością zajął swoje miejsce.

Zapytano raz Newtona, czy dużo czasu zajęło mu sformułowanie odkrytych przez niego praw. Uczony odpowiedział: - Odkryte przeze mnie prawa są bardzo proste. Formułowałem je szybko, ale przedtem bardzo długo myślałem.

David Hume, który na starość bardzo przytył, płynął kiedyś statkiem przez kanał La Manche z pewną damą. Zaczął się sztorm. - Na pewno zjedzą nas ryby - zażartował uczony. - Ciekawe kogo zjedzą najpierw: pana czy mnie? - spytała dama. - Obżartuchy rzucą się na mnie - odpowiedział Hume - ale smakosze będą wolały panią.

Podczas podróży po Ameryce Łacińskiej Humboldt spotkał pewnego starego mędrca, który wyłożył mu swoją teorię czterech typów ludzi: 1. Ci, którzy co nieco wiedzą, i wiedzą o tym, że wiedzą. To są ludzie wykształceni. 2. Ci, którzy co nieco wiedzą, ale nie wiedzą o tym, że wiedzą. Tacy ludzie śpią i trzeba ich przebudzić. 3. Ci, którzy niczego nie wiedzą, ale wiedzą o tym, że niczego nie wiedzą. Takim ludziom trzeba pomóc. 4. Ci, którzy nic nie wiedzą i przy tym nie wiedzą o tym, że nic nie wiedzą. To są głupcy i im nie można pomóc.

Na wykłady Humboldta przychodziło czasami po 1000 osób. Sale były zapchane i można tam było spotkać ludzi o najróżnorodniejszym poziomie wykształcenia. Jeden z dziennikarzy tak to opisał: "Sala nie mieściła słuchaczy, a słuchaczom nie mieścił się w głowie wykład."

Karol Darwin został kiedyś zaproszony na obiad. Przy stole jego sąsiadką była piękna młoda dama. - Panie Darwin - zwróciła się do niego dama - pan twierdzi, że człowiek pochodzi od małpy. Czy to mnie również dotyczy? - Oczywiście - odpowiedział uczony - lecz pani nie pochodzi od zwykłej małpy, ale od czarującej.

Pewnego razu do gabinetu Mikołaja Beketowa wbiegł służący i zawołał: - Mikołaju Mikołajewiczu! W pana bibliotece są złodzieje! Uczony oderwał się od obliczeń i spokojnie zapytał: - A co czytają?

Jeszcze za życia Dedekinda w jednym z informatorów naukowych podano, że matematyk umarł 4 września 1899 roku. Dowiedziawszy się o tym, Dedekind napisał do wydawcy: "Jestem bardzo wdzięczny za pamięć o mnie. Proszę jednak łaskawie zwrócić uwagę na to, że data mojej śmierci została podana niezbyt precyzyjnie".

Mendelejew lubił w wolnych chwilach oprawiać książki, robić torby i walizki. Pewnego razu, gdy kupował na rynku potrzebne mu surowce, ktoś zapytał sprzedawcę: - Kto to jest? - Jak to, przecież wszyscy go znają - odpowiedział sprzedawca. - To znany kaletnik, Mendelejew.

Conrad Roentgen otrzymał kiedyś list, w którym pewien pan prosił go o przysłanie kilku promieni i instrukcji ich użycia, ponieważ nie ma czasu, by przyjechać do uczonego osobiście. Roentgen odpowiedział: " W tej chwili nie mam, niestety, promieni. Pragnę przy tym zauważyć, że ich wysyłka to nadzwyczaj skomplikowana sprawa. Już łatwiej będzie panu przysłać mi swoją klatkę piersiową".

W czasie jednego ze swoich wykładów David Hilbert powiedział: - Każdy człowiek ma pewien określony horyzont myślowy. Kiedy ten się zwęża i staje się nieskończenie mały, zamienia się w punkt. Wtedy człowiek mówi: "To jest mój punkt widzenia".

Zapytano Davida Hilberta o jednego z jego byłych uczniów. - Ach, ten - przypomniał sobie Hilbert. - Został poetą. Do matematyki nie miał wyobraźni.

Zapytano raz angielskiego filozofa, Bertranda Russela, czy gotów byłby umrzeć za swoje przekonania. Pomyślawszy chwilę, uczony odpowiedział: - Oczywiście, że nie! Mogę się w końcu mylić.

Gdy zapytano Russela, czy mógłby napisać historię ludzkiej głupoty, ten odpowiedział: - Oczywiście, że mógłbym. Ale ta historia zanadto pokrywałaby się z historią powszechną.

Zapytano pewnego razu Einsteina, w jaki sposób pojawiają się odkrycia, które przeobrażają świat. Wielki fizyk odpowiedział: - Bardzo prosto. Wszyscy wiedzą, że czegoś zrobić nie można. Ale przypadkowo znajduje się jakiś nieuk, który tego nie wie. I on właśnie robi odkrycie.

W początkach naukowej kariery Alberta Einsteina pewien dziennikarz spytał panią Einstein, co myśli o swoim mężu. - Mój mąż to geniusz! On umie robić absolutnie wszystko, z wyjątkiem pieniędzy.

Otto Hahna zapytano kiedyś, co myśli o metafizyce. - Metafizyka - odpowiedział śmiejąc się uczony - to poszukiwanie czarnego kota w ciemnym pokoju, w którym w ogóle nie ma kotów.

Nad drzwiami swojego wiejskiego domu Niels Bohr powiesił podkowę, która jakoby przynosi szczęście. Jeden z gości zapytał zdziwiony: - Czyżby pan, taki wielki uczony, wierzył, że podkowa przynosi szczęście? - Nie - odpowiedział Bohr - ale powiedziano mi, że podkowa przynosi szczęście także tym, którzy w to nie wierzą.

Pewnego razu w szkole nauczyciel był bardzo niezadowolony z przyszłego uczonego, Wiktora Weisskopfa, i powiedział mu: - Ty nie znasz żadnych dat. - Ja znam wszystkie daty, tylko nie wiem, co się wtedy wydarzyło.

Gdy słynnemu twórcy operetek Franciszkowi Suppé dyrygent zwrócił uwagę, że motyw jego nowego utworu można zleźć już u Beethovena, kompozytor odrzekł: - No to co z tego? Czy Beethoven nie jest dla pana dostatecznie dobry?

Podczas spaceru po Hyde Parku Beechamowi zrobiło się gorąco. Zatrzymał więc taksówkę, podał kierowcy swój płaszcz i kapelusz i powiedział: - Proszę jechać za mną.

Beethoven wstąpił kiedyś do restauracji i usiadł przy stoliku zamyślony, nie zwracając uwagi na kelnera, który podchodził kilka razy, żeby przyjąć zamówienie. Po godzinie kompozytor woła kelnera i pyta: - Ile płacę? - Pan dotychczas jeszcze niczego nie zamówił, właśnie chciałbym się spytać, czym mogę służyć? - A przynieś pan, co chcesz, i daj mi święty spokój.

Brahms bywał bardzo złośliwy. Będąc kiedyś na przyjęciu, cały wieczór docinał wszystkim obecnym. Żegnając się z panią domu, powiedział: - Do widzenia, droga pani! Jeżeli zapomniałem kogoś z obecnych tu obrazić, to proszę o wybaczenie.

Pewnego razy zaproszono w Paryżu Chopina i Liszta na obiad do arystokratycznego domu. Po uczcie pani domu zwraca się do Chopina z prośbą, aby coś zagrał. - Ależ madame, ja tak mało jadłem - odpowiada Chopin. - Proszę zwrócić się z tą prośbą raczej do Liszta.

Jascha Heifetz, zapytywany przez pewną damę o przebieg swojej kariery, powiedział: - Pierwszy koncert dałem, mając sześć lat, i od tego czasu ćwiczyłem po osiem godzin dziennie. - A przedtem? Przedtem pan tylko bąki zbijał? - dopytywała się dama.

Pewnego razu Mieczysław Karłowicz wybrał się na ryby, łowił jednak w głuchym ustroniu, gdyż nie posiadał urzędowego zezwolenia. Nagle jak spod ziemi wyrasta strażnik i surowym tonem pyta: - Jakim prawem łowi pan tutaj pstrągi? - Mój przyjacielu - odpowiada Karłowicz z niezmąconym spokojem - czynię tak pod nakazem nieodpartej przemocy niezgłębionego, intuicyjnego geniuszu ludzkiego nad upośledzoną nędzną kreaturą... - Wybaczy pan - mówi zmieszany strażnik, zdejmując czapkę i kłaniając się nisko - ale kto by tam znał te wszystkie nowe zarządzenia.

Ktoś spytał Schönberga, jak mu idzie praca pedagogiczna w zakresie kompozycji. - Znakomicie - odpowiedział. - Znowu udało mi się zniechęcić do komponowania jednego ucznia.

Młody kompozytor Dymitr Szostakowicz przynosi swojemu profesorowi Głazunowowi do oceny I Symfonię i nieśmiało mówi: - Chciałbym uprzedzić pana profesora, że temat trzeciej części podobny jest trochę do Rimskiego-Korsakowa. - No to chwała Bogu, że w ogóle jest do czegoś podobny - odparł Głazunow.

Maja Berezowska zachorowała na ślepą kiszkę. Po operacji artystka pyta chirurga: - Panie doktorze, czy ten szew będzie widoczny? Doktor rzucił okiem na zoperowane miejsce i stwierdził: - To będzie zależało tylko od pani.

Do lekarza zgłosiła się Olga Boznańska, narzekając na silny rozstrój nerwowy. Lekarz zalecił jej dietę, unikanie podniet, picia alkoholu i palenia. - Ponadto niech się pani trzyma z daleka od osób, które działają pani na nerwy, i proszę się zgłosić za dwa tygodnie. Minął miesiąc, a artystka się nie zgłosiła. Lekarz spotyka ją przypadkowo i pyta: - Dlaczego pani nie przyszła? - Miałam się trzymać z daleka od ludzi, którzy działają mi na nerwy...

Wystawa obrazów Leona Chwistka nie cieszyła się powodzeniem i rzadko kto ją zwiedzał. Pewnego razu podszedł do artysty jeden z jego znajomych i powiedział: - Byłem wczoraj na pana wystawie... - Aaa, to pan był! - zawołał uradowany artysta.

Jan Cybis przybył do Paryża i zapytał w hotelu, w którym chciał się zatrzymać, w jakiej cenie są pokoje. - Na pierwszym piętrze 50 franków, na drugim 35, a na trzecim 20. - Dziękuję. Ten hotel jest dla mnie za niski.

Jan Cybis wrócił do Warszawy po parodniowej nieobecności i dowiedział się o śmierci przyjaciela. Natychmiast udał się do wdowy i zastał ją we łzach. - Niech pani tak nie rozpacza. Niech pani przestanie płakać - uspokaja ją malarz. - Och, dzisiaj to nic - odpowiedziała wdowa - ale żeby pan mnie widział wczoraj...

Wysiadając z taksówki, Wojciech Kossak dał szoferowi dziesięć złotych napiwku. - Córka pana profesora dała mi wczoraj dwadzieścia - mruknął szofer. - Ona może, bo ma bogatego ojca. A ja jestem sierota...

Zapytano raz Stanisława Lentza, z czego prędzej by zrezygnował: z kobiet, czy z wina. Artysta odpowiedział: - To zależałoby od rocznika wina. I rocznika kobiet.

Pewna dama zwróciła się na wystawie obrazów do Jacka Malczewskiego: - Jakiego dziwnego satyra pana namalował. Pan chyba nigdy satyra nie widział.

Józef Mehoffer postanowił odwiedzić swojego chorego przyjaciela. Kiedy wszedł do mieszkania, dowiedział się od jego żony, że przyjaciel właśnie zmarł. - Nie szkodzi - odpowiedział artysta - przyjdę innym razem.

Pewnego razu Cyprian Kamil Norwid przeglądał gazety, a obecny przy tym przyjaciel zapytał: - Jest coś nowego? - Owszem. - Co? - Data.

Pewien dyrektor banku siedząc z Leonem Wyczółkowskim w kawiarni przy jednym stoliku, usprawiedliwiał się przed mistrzem, że jeszcze nie był na wystawie jego prac. - Niech się pan nie tłumaczy - odpowiedział Wyczółkowski. - Ja w pańskim banku też jeszcze nigdy nie byłem.

Pewnego razu przyjechał do Stanisława Wyspiańskiego bogaty bankier z prośbą, by ten namalował jego portret. Artysta obejrzał bankiera i powiedział: - Nie widzę powodu.

Jeszcze w czasach carskich poszedł Józef Pankiewicz do urzędu załatwić jakąś sprawę. - Wasza familia? - pyta urzędnik. - Pankiewicz - usłyszał odpowiedź. - Dobrze, dobrze, każdy Polak to pan. Piszy Kiewicz - zwrócił się do kancelisty.

Malarz portrecista Stanisław Ignacy Witkiewicz zapytał raz klienta: - Czy podoba się panu pański portret? - Jeśli mam być szczery, to nie jest to arcydzieło sztuki. - Ale pan również nie jest arcydziełem natury! - zawołał oburzony artysta.

Do restauracji wchodzi Kamil Witkowski, siada przy stoliku i woła: - Kelner! Kolacja! Podchodzi kelner i podaje mu menu. Witkowski przegląda przez chwilę kartę dań, po czym rzuca ją na podłogę i krzyczy: - Psiakrew! Przyszedłem tu jeść, a nie czytać!

Wiedząc, że Łomonosow jest chłopem z pochodzenia, pewien magnat zapytał: - Niech pan mi powie, dzięki czemu ma pan wstęp na dwór carski? Może ma pan sławnych przodków? - Mnie przodkowie nie obowiązują - odpowiedział Łomonosow. - Ja sam jestem sławnym przodkiem.

Ampére był człowiekiem bardzo roztargnionym. Pewnego razu był z wizytą. Gdy miał wychodzić, zaczął padać ulewny deszcz, więc gospodarz zaproponował mu nocleg. Ampére się zgodził. Po kilku minutach gospodarz poszedł sprawdzić, czy wszystko w porządku, ale nigdzie nie mógł gościa znaleźć. Po pewnym czasie ktoś zadzwonił do drzwi. Gospodarz otworzył drzwi i zobaczył Ampére'a. - A gdzież pan był?! - W domu, po piżamę.

Mam cudowny pomysł - powiedział Edisonowi pewien młody człowiek. - Chcę wynaleźć uniwersalny rozpuszczalnik: ciecz, która będzie rozpuszczać każdy materiał. Ale nie mam środków na realizację tej idei. - Uniwersalny rozpuszczalnik? - zdziwił się Edison. - A w jakim naczyniu będzie go pan trzymał?

Zapytany pewnego razu, co sądzi o ludzkim wyobrażeniu Boga, Monteskiusz odpowiedział: - Gdyby trójkąty stworzyły sobie boga, miałby na pewno trzy boki.

Zapytano pewnego razu Augusta Rodina o to, jak powstaje rzeźba, która jest dziełem sztuki. - Bardzo prosto - odpowiedział rzeźbiarz. - Trzeba wziąć kawał marmuru i odrąbać wszystko, co w nim niepotrzebne.

Nie ma ludzi niewinnych - powiedział kiedyś kardynał Richelieu. - Jeżeli dasz mi sześć linijek napisanych przez najbardziej uczciwego człowieka, to i tak znajdę w nich przyczynę do powieszenia go.

Po wyborach w 1951 roku Charles de Gaulle powiedział: - Nie można zjednoczyć narodu, który ma 365 gatunków sera.

Rutherford demonstrował kiedyś słuchaczom rozpad radu. Ekran raz świecił, raz ciemniał. Rutherford objaśniał: - Teraz panowie widzą, że nic nie widać. A dlaczego nic nie widać, to zaraz panowie zobaczą.

Alessandro Volta był wielkim miłośnikiem kawy, którą pił zawsze bez cukru i śmietanki. Kiedy go zapytano, dlaczego pije kawę w ten sposób, odpowiedział: - Jeżeli w filiżance nie ma mleka ani cukru, to znaczy, że jest w niej więcej kawy...

Po jednym z odczytów Faradaya o indukcji elektromagnetycznej ówczesny minister zapytał go: - Cóż za praktyczne korzyści przyniesie to pańskie odkrycie? - Tego jeszcze nie wiem - odparł Faraday. - Ale mogę pana zapewnić, że wkrótce będzie pan z tego ściągał podatki.

Dalton przewodniczył kiedyś zebraniu naukowemu. Ktoś czytał mało interesującą pracę. Kiedy prelegent skończył, Dalton jako przewodniczący podsumował: - A więc panowie, pozwolę sobie stwierdzić, że ten wykład był na pewno bardzo interesujący dla tych, których mógł zaciekawić.

Podczas jednego z wykładów Wiberg stwierdził: "Ciało ludzkie zawiera aż 60% wody. Jest godne podziwu, co ludzie potrafią z tego wyczarować".

Mówiąc kiedyś o Karolu Scheele, szwedzkim odkrywcy chloru i tlenu, Wiberg zauważył: - Gdy Scheele był w moim wieku, nie żył już od 9 lat.

Walter Hieber miał zamiar podyktować coś sekretarce, ale ta była akurat zajęta. - Co pani pisze? - spytał Hieber. - To dla pana, profesorze. - Ach, tak. To w takim razie kiedy indziej. Nie będę przeszkadzał sam sobie.

Profesor Tschermak pyta studenta o kolor malachitu. - Niebieski. - Niebieski, hm. No tak, niebieskawy, albo raczej zielonkawoniebieskawy, a jeszcze lepiej zielonkawy. No, ostatecznie, można powiedzieć - zielony.

Ktoś zapytał Krzysztofa Lichtenberga, niemieckiego uczonego: - Czy mógłby mi pan wyjaśnić różnicę między czasem a wiecznością? - Niestety, to niemożliwe. Wprawdzie ja mam dość czasu na wyjaśnienie, ale panu nie starczyłoby wieczności na zrozumienie.

Z okazji powrotu wojsk po zwycięstwie nad Francją, Liebig zaprosił do siebie kilku żołnierzy na obiad. Jeden z nich ogląda z zaciekawieniem półki z książkami, pokrywające wszystkie ściany, po czym powiada: - Pan chyba jest introligatorem, ma pan tyle książek.

Johann Wolfgang Goethe napisał kiedyś do jednego z przyjaciół całkiem spory list. Na końcu w postscriptum dopisał jeszcze: Szanowny panie hrabio, przepraszam za tak długi list, ale nie miałem czasu, żeby sformuować go krócej.

:-)
Sarissoforoj
No cóż może parę anegdot z niezbyt odległej przeszłości:

Czas Zimnej Wojny. Postanowiono przeprowadzić zawody sportowe pomiędzy najlepszym zawodnikiem radzieckim a amerykańskim. Zawody się odbyły - wygrał amerykanin. Oto komentarz w gazecie "Prawda"w sprawie zajętych miejsc:
" Nasz zawodnik zajął wspaniałe punktowane drugie miejsce, zaś amerykanin był zaledwie przedostatni".

Na stepach Tereku broni się radziecki pułk piechoty, po licznych walkach posiada tylko 200 żołnierzy, dowództwo postanowiło go wesprzeć, przysłano batalion karny - 5000 żołnierzy (notabene sami byli oficerowie).

Konferencja w Teheranie. Trwają intensywne rozmowy. Jedyne przerwy to wyjścia na papierosa. Oczywiście Roosvelt, Churchill i Stalin pochwalili się swymi papierośnicami. Na pierwszej przerwie wyciaga swą papierośnicę Roosvelt - wspaniała, srebrna. Otwiera ją a tam napis - "Wdzięczny naród swemu prezydentowi".
Na drugiej przerwie częstuje papierosami Churchill, wyciągnął wspaniałą, piękną złotą papierośnicę. Otwiera a wniej napis: "Naród angielski swemu premierowi".
Kolejna przerwa, tym razem częstuje Stalin, wyciągnął piękną rubinową papierośnice ze wspaniałą grawerką, przy, której pozostałe dwie wyglądały jak nędzne podróbki. Roosvelt i Churchill zaniemówili. Stalin otwiera a tam napis: "Radziwiłłom - Pacowie"
ugedej
wink.gif
Z niedalekiej przyszłości:)

Reagan i Brieżniew zamrozili się żeby zobaczyć jak będzie wyglądał świat w przyszłości.
Odmrozili ich po stu latach i wypuścili na ulicę.
Po chwili Brieżniew podnosi gazetę z ziemi
- CO tam pisze-spytał podekscytowany Reagan
-hahaha!Stany Zjednoczone są państwem komunistycznym-odparł cały napuszony Rosjanin
Idą dalej i widzą kolejną gazetę.
- Co tam piszą? - spytał tym razem z zainteresowaniem Brieżniew.
-O granicznym konflikcie polsko-chińskim
Sarissoforoj
Dlaczego Mojżesz przeszedł z Żydami przez Morze Czerwone.
!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Bo wstydził się iść z nimi przez miasto.

Kampania we Włoszech. Ostra dyskusja pomiędzy Napoleonem a gen. Kellermanem - notabene osoba bardzo wysoką. Napoleon kończy dyskusę:
"To, że jest pan wyższy ode mnie o głowę, nie świadczy, że ma pan sie na mnie wydzierać, bo w każdej chwili mogę zniwelować tę różnicę"

Dlaczego na Polskiej wschodniej granicy jest występ pomiędzy Puszczą Białowieską a Brześciem. No cóż dpowiedź jest bardzo prosta. W czasie rysowania granicy w tym miejscu opierał się o stół Stalin, no więc rysujący musiał ją ominąć.
ugedej
Na temat potyczek w powstaniu styczniowym:

Poniedziałek: Polacy ganiaja po lesie Rosjan
Wtorek: Rosjanie ganiają polaków po lesie
Środa: polacy ganiaja Rosjan
Czwartek: Rosjanie ganiaja polaków
Piątek: Polacy ganiaja Rosjan
Sobota: Rosjanie ganiaja polaków
niedziela: Gajowy wszystkich powyrzucał z lasu bo wkurzył się na niepotrzebne hałasy
Kasjusz Antonius
http://www.histmag.org/forum/viewtopic.php...der=asc&start=0 - podzielę sięwink.gif

I mała anegdotka.
Podczas konferencji w Teheranie, jak wiemy dyskutowano o wstepnym podziale świata. Niemcy w styczniu 1943 roku znaleźli groby katyńskie, naturalnie sprawę nagłośniono by oczernić ZSRR. Wiadomość o tym mordzie dotarła do Roosvelta.
Zapytał Stalina przy okazji luźnej rozmowy, czy naprawdę mord katyński, zostało popełniony przez NKWD.
Naturalnie Stalin zaprzeczył i z udawaną złością wykrzyczał, że rozstrzela 50 tysięcy niemieckich jeńców, gorzko się uśmiechając.
Roosvelt chciał ta dyskusje obrócić w żart i odparł, że wystarczy rozstrzelać 49 tysięcy jeńców.
PS. Stalin nie żartował.
Coobeck
Vitam
Co prawda nie wiem, czy to autentyk, ale bawi mnie do łez...
W języku chińskim nie występuje litera r, a w japońskim L, obie te nacje mają kłopoty z rozróżnieniem i wymówieniem tych głosek - takie wyjaśnienie na wstępie a teraz anegdotka:

Ann Eleanor Roosevelt rozmawiała któregoś dnia z ambasadorem Chin, zachwalając mu zalety demokracji i wolnych wyborów. Oczywiście, co chwilę w jej przemówieniu padały te wybory, wyborcy, elekt, election, election, election... Chińczyk słucha tego z uśmiechem i nagle mówi: Soly, Mls Loosevelr, I've an election evely molning." (Soly, pani Loosevelt, ja mam elekcję co lano).
Celt
QUOTE
W języku chińskim nie występuje litera r, a w japońskim L, obie te nacje mają kłopoty z rozróżnieniem i wymówieniem tych głosek


Ta różnica w wymowie jest dziełem hollywodzkich scenarzystów (głównie filmów animowanych), gdyż w tych filmach powstał problem jak rozróżnić "dobrych" (Chińczycy i pozostałe azjatyckie kraje okupowane)od "złych" (Japończycy) "żółtków".
Wiadomo, że trzeba było pokazywać cierpienie i opór Azji; jednocześnie ukazując bestialstwo i tchórzostwo japończyków. Problem w tym ... że z twarzy cięzko odróżnić jednych od drugich; dlatego po pewnych debatach w pewnym studiu filmowym (nie pamiętam którym...wiem że robili kreskówki) postanowiono zastosować ten numer z wymową (sprzedano go reszcie wytwórnia, a te "kupiły patent"); Gdy na ekranie pojawiał się azjata i mówił szorstko, ostro, gardłowo - wiadomo było - JAP, a gdy seplenił - Dobry wink.gif Po jakimś czasie ten stereotyp (odn.wymowy) zaczął żyć własnym życiem ...
Sarissoforoj
Pewien magnat, chcąc zostać hetmanem, zwróćił się do króla Zygmunta Starego, tymi słowy:
- Ludzie mówią, że zostanę hetmanem...
Monarcha odpowiedział:
- Nie turbuj się waszmość, nie turbuj, czego to bowiem ludzie nie plotą.

Lentulus, zięć Cycerona, był wyjątkowo małego wzrostu. Cyceron zobaczył go z wielkim mieczem u boku. Wielki mówca wykrzyknął:
- Kto przypasał mego zięcia do miecza?
Kulgossip
Za panowania Jana Kazimierza, ktos na jakims obrazie przedstawiajacym monarche napisal slowo: kiep. Slowo owe bylo wtedy uznawane za bardzo obrazliwe. Z poczatku krol byl wzburzony. Potem jednak znaleziono winowajce postawiono go przed krolem, a ten usprawiedliwil mowiac, ze to co napisal bylo tylko skrotem od wyrazenia: Krol Jan Europy pan. Krolowi przeszla juz wtedy zlosc i darowal skruszonemu szlachcicowi
Sarissoforoj
Wszyscy znamy scenę z powieści Henryka Sienkiewicza „Krzyżacy”, w której Danusia rzucając nałęczkę na głowę Zbyszka z Bogdańca, ratuje go przed wykonaniem wyroku śmierci. Był to stary polski zwyczaj, który jednak nie każdemu odpowiadał. Powiadano, że pewien okrutny złoczyńca prowadzony był pod szubienicę, gdzie czekał na niego już kat Jakub ze swoimi pomocnikami. Nagle przez tłum przedarła się dama o urodzie dalekiej od świetności, ratująca skazańca. Rzezimieszek, gdy zobaczył, kto jest jego wybawcą, rozpaczliwie zawołał do kata: „Panie Jakubie – wieszaj pan!”.

Statek kupców gdańskich podążający do Szwecji natrafił na wielką burzę. Żeglarze i kupcy chcąc się ratować, zaczęli wyrzucać za burtę najcięższe towary. Jeden z nich wszakże zamiast tobołu z towarem wyrzucił... własną żonę. Potem twierdził, że w ten sposób pozbył się największego ciężaru swojego życia.

Szlachta polska miała obsesję na punkcie „starożytności” swych rodów. Kiedyś trzech panów braci licytowało się w tej kwestii. „Ja swój ród wywodzę od XII wieku” - mówi jeden. „A mój praszczur z Łokietkiem ukrywał się w grocie pod Ojcowem” – powiada drugi. Na to trzeci: „A ja do dzisiaj spłacam procenty od pożyczki, którą zaciągnął mój pradziad, gdy z trzema królami wybrał się do Betlejem”.
corvinus
Podczas wojny Amerykańsko-Hiszpańskiej w 1898, zespół okretów amerykańskich zmierzających na Filipiny zatrzymał się koło wyspy Guam w celu zniszczenia garnizonu hiszpańskiego i wyeliminowania potencjalnie groźnej hiszpańskiej bazy morskiej.
Krążownik Charleston wpłynał do zatoki położonej przed stolicą wyspy San Luis d'Apra i rozpoczął ostrzał starego fortu. Po kilku salwach (bez odpowiedzi) dostrzeżono szalupę z oficerem hiszpańskim, płynącą w kierunku krążownika..

Dowódca amerykański przypuszczając, że delegacja hiszpańska chce negocjować kapitualcję rozkazał wstrzymać ogień. Wielkie jednak było jego zdziwienie kiedy oficer hiszpańki (dowódca garnizonu wyspy) po wylądowaniu na pokładzie zasalutował z gracją i rzekł:
"Panie Kapitanie, wybaczy Pan że nie odpowiedzieliśmy natychmiast na Pański salut, ale niestety na wyspie nie posiadamy armat, które by się do tego nadawały. Pragnę osobiście oddać Panu należne honory w imieniu mojego Rządu.."
Osłupiały Amerykanin krzyknął " Człowieku ! Jaki salut ? To jest wojna, my was bombardujemy !"
Hiszpan zrobił zielony, zachwiał się , oparł o balustradę .. i nagle przeleciał przez barierkę okretu.. i zanim amerykanie zorientowali się, pogrążył sie w toni oceanu...
Była to jedyna ofiara śmiertelna tej "walki".
sadat
Slynny Clemenceau- znany polityk francuski z wieloletnim doswiadczeniem, ktory swa osobe wzbudzal postrach kazdych rzadow (znany byl bowiem z tego, ze swoimi dzialaniami niejeden juz obalil) w 1906 r. zostal zaproszony do rozmow na temat powstania nowego gabinetu republikanow. Od kryzysu panamskiego z wieku jeszcze XIX, Clemencau nieco sie wycofal, a zostal zaproszony dlatego, by swoja obecnoscia dac dowod poparcia dla nowej wladzy (jego wlasna partia bala sie, ze moze doprowadzic do upadku wlasnego gabinetu). nikt nie zamierzal dawac mu jakichkolwiek resortow, byla to wizyta czysto kurtuazyjna. gdy pojawil sie alkohol, desygnowany na premiera (zapomnialem nazwiska, na "S" bylo) zapytal sie Clemenceau co ten bierze- majac na mysli rodzaj alkoholu, tymczasem "dziadek" (mial wtedy 65 lat) odpowiedzial spokojnie, ze sprawy wewnetrzne i... nikt mu sie nie byl w stanie sprzeciwic ze strachu! Po roku Clemenceau z ministra zostal kolejny raz premierem...
fiaa
Przypomniała mi się właśnie jedna krótka anegdotka o tym jak płk. Wieniawa-Długoszowski został ambasadorem RP w Rzymie:
Pewnego pięknego dnia, pod koniec lat 30 XX w. do prezydenta Mościckiego przyszło kilku wyższych oficerów sanacyjnych i odzywa się do niego tak:
"Panie prezydencie z tym Wieniawą już nie można wytrzymać. Rozbija się konno po kawiarniach, awanturuje się, za kołnierz nie wylewa. Trzeba go wysłać do kryminału."
Prezydent, który był już półgłuchy odpowiedział na to:
"Gdzie? Do Kwirynału, hę? No dobrze"
Jako, że ambasada polska w Rzymie stała właśnie na Kwirynale, płk. Wieniawa - znany awanturnik został dyplomatą. biggrin.gif
Sarissoforoj
Dlaczego Irakijczycy tak szybko wycofywali się pod naporem wojsk amerykańskich?
- Posłuchali doradców rosyjskich, którzy opierając się na własnych doświadczeniach zalecili wciągnąć napastnika w głąb własnego terytorium i... poczekać na nadejście mrozów.
Herme$
Ja też mam znam jedną ciekawą historyjkę związaną z "pierwszym ułanem Rzeczypospolitej" i Józefem Piłsuskim.
Warszawa. Lata 20. Rozmawiają dwie pensjonarki:
-Może wiesz kim jest ten starszy pan, który wszędzie jeździ z Wieniawą?
Anarina
- O pochodzeniu powiedzenia: "Słowo się rzekło".

Pewien ubogi szlachcic przez wiele lat sądził się ze swym sąsiadem o miedzę. Racja była po jego stronie, ale sąsiad, bogatszy i mający lepsze znajomości, ciągle wygrywał procesy. Ubogi szlachcic nie widząc innego wyjścia postanowił odwołać się od wyroku do sądu królewskiego. Los chciał, że król (Jan Sobieski) w tym właśnie czasie w podróży, zatrzymał się niedaleko. Szlachcic ruszył więc do królwskiego obozu. Jednak nie zorientowawszy się wcześniej,gdzie dokładnie rozłożył się królwski orszak, zabłądził. Kręcąc się po okolicy soptkał samotnie spacerującego szlachcica, którego spytał o drogę. Szlachcic od razu zaoferował, że zaprowadzi podróżnego na miejsce. Po drodze nasz bohater opowiedział szlachcicowi o swoich problemach, twierdząc jednocześnie, że udaje się do króla, gdyż ten pośród poddanych słynie ze swej rozwagi i sprawiedliwości. Przewodnik usłyszawszy to, spytał go, co też zrobi jeśli król jednak wyda niesprawiedliwy wyrok. Szlachcic w złości palnął, że wtedy karze królowi pocałować jego kobyłkę w zadek. Dotarli na miejsce, przewodnik pożegnał się z podróżnym, życząc mu szczęścia u króla. Gdy szlachcica w końcu dopuszczono przed królewskie oblicze...okazało się, że królem jest ów bogaty wielmoża, który prowadził szlachcica do obozu. Król zbliżywszy się do szlachcica i zmarszczywszy brwi zapytał co się stanie jeżeli jednak wyda wyrok niepomyślny dla szlachcica. Ten widząc, że król niby jest zagniewany, ale w rzeczywistości oczy mu się śmieją, odrzekł: "Najjaśniejszy Panie, słowo się rzekło! Kobyłka u płotu stoi" (niestety nie wiem jaki wyrok zapadł smile.gif)

Bolesław Rogatka miał nadwornego błazna. Błazen swoim zwyczajem żartował sobie ze wszystkiego i wszytkich, w tym i z księcia. Któregoś dnia jednak przesadził i zdenerwowła Bolesława, a ten zdenerwowawszy się skazał błazna na śmierć. Nadszedł dzień, w którym miano wykonać wyrok. Błazna z opaską na oczach poprowadzono na miejsce kaźni. Położono mu głowę na pieniu, odczytano wyrok, kat stanął nad biednym błaznem, wziął zamach, uderzył....i okazało się, że zamiast topora miał kiełbasę. Wszyscy się nieźle przy tym ubawili wink.gif , jednak po chwili podnoszą błazna, zdejmują mu opaskę... a ten nieżyje. Umarł ze strachu.
Komentarz Bolesława Rogatki do tego zdarzenia: "Błazen... To ma być błazen!!!! Niby błazen, a na żartach się nie zna!!!"
Sarissoforoj
Powstanie dekabrystów, które wybuchło w Rosji po smierci cara Aleksandra I, pragnęło zmian demokratycznych, takich samych jakie zobaczyli oficerowie rosyjscy po zwycięstwie nad Napoleonem w Zachodniej Europie. Ale od powagi do parodii jest tylko jeden krok.

Dekabryści chcieli przeciagnąć wojska garnizonu petersburskiego pod pozorem obrony praw Wl. Ks. Konstantego do korony. Tak więc niektóre zbuntowane pułki wznosiły okrzyki: "Hurra Konstanty, hurra konstytucyja".

Tylko że wiekszość zołnierzy rozumiała to ostatnie jako .................... imię żony Konstanego.
Filip II
Zaraz po koronacji Jana III w rożnych urzędach powieszono portrety królewskie. Na jednym z nich ktos domalował litery:K.I.E.P. Na wieść o tym król wpadł w gniew, ale gdy wykryto sprawce, ten zaprzeczył obrazie majestatu królewskiego i powiedział, że litery są inicjałami słów:
Król Jan Europy Pan.

Na sejmie warszawskim pewien poseł oponując przeciw połączeniu wojsk pod Wiedniem powiedział:
- Umrę wprzód niżeli na to pozwolę.
Krół Jan roześmiał sie i odparł:
- Umieraj w spokoju.

Napoleon był bardzo czuły na punkcie swego wzrostu.Podczas jednej z odpraw wojskowych bezskutecznie usiłował zdjać mapę z wysokiej szafy.Jeden z oficerów zaproponował swą pomoc:
- Ekscelencjo,może ja zdejme te mapy, jestem większy....
- Nie większy, ale wyższy - odpowiedział mu wyniośle cesarz.

Pewnego razu hrabia Ksawery Branicki znany ze swej oryginalnosci o roztargnienia odwióżł Adama Mickiewicza swoim powozem na umówionw spotkanie. Kiedy Mickiewicz, dziękując za to, zauważył, że gdyby nie tak dobre konie, byłby sie z pewnościa spóżnił, Branicki zapytał:
- A propos dlaczego pan nie trzyma powozu i koni?
Pytanie to tak rozsmieszyło niezamożnego poetę, że zudana powaga nachylając sie do hrabiego, tajemniczo szepnął:
- Ze względów politycznych.

Pewien angielski dyplomata, składającu wizyte Lincolnowi w Białym Domu, zastał prezydenta przyu czysczeniu butów
- Jak to, panie prezydencie - zdziwił sie dyplomata - to pan sam czysci swoje buty?
- Oczywiście - spokijnie odparł Lincoln - A czyje buty miałbym czyścić?

Gest polegający na zgięciu czterech palców ręki i jednoczesnym prostowaniu palca środkowego pokazywano sobie już na ulicach starożytnego Rzymu. Od tego czasu nie stracił obelżywego znaczenia. Dwa zgięte palce po bokach to symbol jąder, a środkowy - fallusa. Cesarz Kaligula czasem obrażał swoich poddanych, podając im ten palec do ucałowania.

Król Ludwik XIV odezwał sie do jednego ze swych dworzan:
- No, mój kochany jesteś juz stary, gdzie chcesz byc pogrzebany?
- U stóp Jego Królewskiej mości - odrzekł bez namysłu zapytany.

Król Słońce pokazał kiedyś swoje wiersze poecie Nicolasowi Boileau, autorowi "Sztuki rymotwórczej", prosząc o ocenę.
- Wasza królewska mość - odparł Boileau - nie zna rzeczy niemozliwych. Wasza Królewska Mość chciała napisać potworne bzdury i udało sie Jej znakomicie.

Patrząc z okna na zrewolucjonizowana ulicę paryską, Talleyrand, uważany za jednego z najwybitniejszych dyplomatów swoich czasów, plasnął w dłonie i wykrzyknął zadowolony:
- Nasi górą
- Jacy nasi - spytano go natychmiast.
- A to - zobaczy sie jutro.

Gdy Cromwell po zwycięstwie nad Karolem I wjeżdzał do Londynu, witały go tłumy, na co zwrócił uwagę ktos z otoczenia.
Cromwell odpowiedział:
- Gdyby wiedli mnie na szafot byłoby to samo.

Kiedy do Napoleona zgłosił sie Robert z propozycja skonstruowania pierwszego statku o napędzie parowym, ów nie skorzystał z propozycji.Wynalazek amerykanina określił nastepującymi słowami.
- Ten wariat chce, żebym swoje statki napedzał wrzątkiem.
W roku 1809 Fulton zbudował swój pierwszy okret, a wymarzona przez Napoleona inwazja nie nastąpiła nigdy.

Pierwszy pojazd parowy został skonstruowany we Francji. Zapomniano jednak zaopatrzyć go w hamulce Pojazd rozjechał kilka płotów, mały budynek, zatrzymał sie dopiero na grubym murze.


Zanim Abraham Lincoln został prezydentem, pracował jako adwokat. Podczas procesu, w którym miał małe szanse na wygrane, zauważył iż adwokat przeciwnej strony założył, wchodzącą wówczas modę, koszule zapinaną do tyłu. Ta nowośc irytowała ławę przysięgłych, składającą się z konserwatywnych farmerów.
- Jakże może mieć rację w swoich wywodach człowiek- wykrzyknął Lincoln, który nawt nie może uszeregować guzików po właściwej stronie?

Po klęsce powstania Chłopicki wyjechał do Krakowa. Podobno po latach podczas spacerów po grodzie podwawelskim przystawał przy Kopcu Kościuszki i wzdychał:
- Psiakośc i ja mogłem mieć taki kopiec.

Król Prus odmówił przyjęcia korony ofiarowanej przez parlament trwierdząc, ze jest ona z błota.

Jakiś wróżbita przypomniał matce Nerona , Agrypinie , że jeśli jej syn będzie cesarzem, zginie zamordowana z jego rozkazu . Ambitna kobieta odpowiedziała:
- Jest mi to obojętne - byle nim został .

Pewien poeta pragnął odczytać Aleksandrowi Macedońskiemu poemat na jego cześć . Spodziewając się , iż poemat będzie słaby , Aleksander powiedział :
- Zgoda , ale pamiętaj , że za każdą dobrą strofę otrzymasz sztukę złota , a za każdą kiepską - uderzenie pałką .
Uszczęśliwiony poeta odczytywał poemat trzy godziny . Gdy wreszcie skończył Aleksander odezwał się :
- Oto masz siedem sztuk złota , resztę wyliczą ci moi żołnierze .

Gdy Diogenes zobaczył , że prowadzą zwycięzcę olimpiady , spytał go :
- Czy zwyciężony był gorszy od ciebie ?
- Naturalnie , przecież przegrał ! - odrzekł ten .
- To z czego się cieszysz , jeśli pokonałeś gorszego od siebie ? - powiedział filozof

Mahomet Prorok rzekł kiedyś :
- Kiedy ktoś z was kichnie , towarzysz powinien mu powiedzieć : " Niech cię Allach błogosławi " , lecz jeśli ktoś kichnie więcej niż trzy razy , to znaczy , że ma katar , a wtedy nic mu się nie życzy .

Gdy Krzysztof Kolumb powrócił w 1493 roku ze swej wielkiej wyprawy spadły nań wielkie zaszczyty i splendory , także ze strony pary królewskiej , Ferdynanda i Izabeli . Ale i wtedy nie brakowało ludzi , którzy usiłowali umniejszyć wyczyn Kolumba . Podczas jednej z uczt któryś z biesiadników miał rzec :
- Gdyby nawet Pan nie dokonał tego , jakiś inny Hiszpan niebawem uczyniłby to samo .
W odpowiedzi Kolumb ujął leżące na stole jajko ugotowane na twardo i zaproponował , aby ktoś z obecnych ustawił je pionowo na stole . Nikomu się to nie udało i dopiero Kolumb uczynił to zdecydowanym ruchem , rozbijając koniec jajka.
- Nie sztuką jest oceniać czyny po ich dokonaniu , gdyż wówczas pozornie wydają się proste - zakończył admirał

Książę Casimo Medici , który w wolnych chwilach zajmował się rzeźbą , wykonał posąg Neptuna i kazał go ustawić na głównym placu Florencji .Pewnego dnia książę zapytał Michała Anioła :
- Jakie uczucia budzi w panu mój Neptun ?
- Religijne - odparł genialny artysta .
- Jak to ? - zdumiał się książę .
- Ilekroć widzę ten posąg , proszę opatrzność , aby darował księciu , iż zmarnował tak piękny kawał marmuru .

Gustaw II Adolf
Calvin Coolidge, 30. prezydent USA, odwiedzał kiedyś ze swoją żoną fermę drobiu. Gdy Grace Coolidge zapytała właściciela fermy, jak często kopuluje kogut, właściciel odpowiedział: "Co najmniej parę razy dziennie."
"Powiedzcie to prezydentowi." - odrzekła Grace.
Na to Calvin Coolidge: "A czy kogut kopuluje ciągle z tą samą kurą?"
"Nie, panie prezydencie, zawsze z inną."
"Powiedzcie to prezydentowej." - odrzekł Coolidge.



Beethoven siedział kiedyś w kawiarni i czytał gazetę. Wtem dosiadł się do niego jakiś młody człowiek, ponieważ brakowało wolnych stolików (wtedy to było powszechne, dzisiaj raczej niespotykane smile.gif) Beethoven opuścił gazetę i spojrzał na gościa, po czym znów zagłębił się w gazecie. Po paru sekundach ponownie zerknął na młodzieńca, by raz jeszcze wrócić do czytania. Powtarzał ten zabieg parę razy, aż wreszcie zerwał się z krzesła, rzucił gazetę, wykrzyknął "Cóż za łajdacka morda!!!" - i wyszedł.

tongue.gif laugh.gif biggrin.gif
lady de Winter
Nie pamietam, gdzie to znalazłam,a le się dzielę:

Coraz częściej KWESTIONUJE SIĘ DZISIAJ MEDYCYNĘ TRADYCYJNĄ. Przeraża ona swoją bezwzględnością i radykalnymi metodami chirurgicznymi. Potencjalnym jej pacjentom przypomina się niektóre praktyki medyczne z przeszłości. Np. król Ludwik XIII w ciągu jednego roku miał 47 upustów krwi, podano mu 215 środków powodujących wymioty oraz wykonano 312 lewatyw. Jego osobisty lekarz, dr Bouvard, uważany był za jednego z najlepszych we Francji. W ówczesnych szpitalach Paryża. podczas jednego roku, użyto ponad 6 milionów pijawek i upuszczono około 70 ton krwi. Prawdopodobnie częste upusty krwi przyspieszyły śmierć Jerzego Waszyngtona ( 14 XII 1799 r.). W chwili śmierci był on zupełnie blady i mówił do opiekujących się nim lekarzy: "Dziękuję wam za opiekę, ale modlę się, żebyście mnie już więcej nie dręczyli. Pozwólcie mi odejść w spokoju...

Gdy francuski delfin - znany później jako król Ludwik XIII - miał lat 5, zorganizowano wiekopomną uroczystość: pierwszy raz umyto chłopczykowi nogi. W kronikach odnotowana jest i ta osobliwość, i następna: kąpiel małego księcia (wtedy miał już lat 7). W ramach codziennej toalety namaszczano Ludwiczka olejkiem migdałowym i masłem
Edward Wyznawca
Leonidasowi doniesiono (w Termopilach) o tym , że Persowie tak zasypią jego oddziały strzałami , że zasłonią one Słońce. Król Sparty miał lakonicznie na to odpowiedzieć
- To dobrze , będziemy walczyć w cieniu.

(Ma ulubiona)
Gdy pewnego dnia Tales z Miletu obserwował sklepienie niebieskie , tak zaciekawił się gwiazdami , że nieopatrznie wpadł do studni. Gdy pomogła mu stamtąd wyjść piękna niewolnica do niego należąca , powiedzieć miała te słowa : "Panie , patrzysz daleko w gwiazdy , a nie widzisz tego co na ziemi".

Pewnego dnia urzędnik carski (było to około 1860 roku) udał się na inspekcję by obejrzeć nowo wybudowaną przez polskich inżynierów drogę
Miał ich zapytać:
- Panowie , dlaczego ta droga zwęża się o tam daleko!!
- Rozumie pan , to perspektywa i...
- Ta droga stąd aż po horyzont ma być równa!
Coobeck
Vitam
Autentyczna anegdotka XVIII-wieczna: Szlachcic w karczmie, chcąc przygadać jezuitom, pijącym przy sądziednim stole miód, demonstracyjnie wyciągnął ze swojego kielicha miodu muchę i powiedział: O, Jezu, i ta bestyja pije miód!
Mikołaj Radziwiłł Rudy
Za panowania cara Aleksandra I pijany arystokrata rosyjski w kasynie stwierdził publicznie że "ma cara w dupie".
Za taki wybryk na długie lata zamienić powinien pałać na kwaterę, która ulokowana byłaby w najzimniejszej części Syberii.
Ale ponieważ miał koligacje na dworze petersburskim skazano go jedynie na niewielka grzywnę. Oto jakie znaleziono uzasadnienie dla wyroku :
"... zostaje skazany na grzywnę za rozpowszechnianie nieprawdziwych wiadomości na temat miejsca pobytu Najjaśniejszego Pana".

I jeszcze jedna :

W lipcu 1916 roku armia rosyjska podeszła pod Kowel. Generał Bezobrazow wstrzymał zdobycie miasta, żeby poczekać na cara i zdobyć je na jego oczach. Przez ten czas Niemcy wzmocnili swoje wojska i zaminowali dojście do Kowla, pozostawiając jedynie wąski przesmyk przez bagna. Rosyjski atak ruszył, kiedy car zajął stanowisko obserwacyjne. Bezobrazow zrezygnował z pomocy artylerii, żeby dym nie zasłaniał carowi widoczności. Żołnierze przez cały dzień atakowali miasto. Kiedy znudzony car opuścił stanowisko, generał poprosił o pomoc stacjonującego obok księcia Pawła. Ten jednak odmówił wykonania oskrzydlającego ataku, tłumacząc to tym, że podkradanie się od tyłu uwłaczałoby honorowi żołnierzy cara”. Efekt: zginęło około 50 tysięcy carskich żołnierzy.
bart22
Jan Paweł 2 w czasie jednej ze swych pielgrzymek podczas lotu samolotem poczuł bóle żołądka wynikające z problemów z trawieniem , jego osobisty lekarz zaproponawał lampke koniaku na tzw. lepsze trawienie na to papież odparł wskazując palcem w góre ; nie moge ,szef za blisko ;
To jest wersja pozbawiona grafik. Jeżeli chcesz przejść do głównego forum kliknij tutaj.