Polska SRR - kliknij, aby przejść na forum
historycy.org > Forum > Historia - pozostałe sekcje > Zabawy historyczne
Książę
Załóżmy, że Polacy przegrywają bitwę warszawską, a potem szereg innych bitew. Józef Piłsudski i większość polityków niepodległościowych emigruje na zachód np. do Francji. Powstaje Polska SRR a władzę obejmuje Polrewkom. Oczywiście Polska SRR szybko wchodzi w skład ZSRS. Według mnie tym tworem rządziłby Julian Marchlewski albo Żelazny Feliks, ewentualnie Jakub Hanecki. Pomorze i Śląsk zapewne zostałyby szybko zwrócone Niemcom jako ,,podarunek". Z Wielkopolską tak 50 na 50, a granicą wschodnią byłaby linia Curzona, a reszta terytoriów to byłaby Galicja Zachodnia i większość Kongresówki. Natomiast armia liczyłaby tak 50-60 tys. ludzi (oczywiście główną jednostką byłaby Zachodnia Dywizja Strzelców)
Grzegorz_B
QUOTE(Książę @ 9/09/2018, 12:02)
Pomorze i Śląsk zapewne zostałyby szybko zwrócone Niemcom jako ,,podarunek" (...)


Pytanie jakie w tej rzeczywistości będą Niemcy. Republika Weimarska była w tych latach niezbyt mocna, więc można obstawiać że jak Rosjanie uda się złamać polską obronę to zatrzymają się dopiero gdzieś w Niemczech. Co prawda w międzyczasie trzeba by też przewidzieć jaka będzie reakcja Francji i Wlk. Brytanii, które ewentualny komunizm w Niemczech obchodziłby pewnie bardziej niż upadek Polski...
Bumar SA
Zatem historia alternatywna? Polska Socjalistyczna Republika Rad (PSRR)?

GRANICE
1 Granice Polskiej Republiki Rad objęłyby zrazu:
a) dotychczasowe Królestwo Polskie wraz z Chełmszczyzną
cool.gif okręg białostocki (na pamiątkę faktu, że tam właśnie ustanowiono sławetny PolRewKom)
c) zachodnią Galicję (z granicą wschodnią mniej więcej na Sanie).
2 Odnośnie granicy zachodniej, to przecież w chwili podchodzenia nawały bolszewickiej pod Warszawę podpisano już wstępne porozumienie o prostym przywróceniu przedwojennego status quo. Zatem nawet Poznańskie - wróciłoby do Niemiec. Oczywiście, Lenin i Trocki woleliby aby po drugiej stronie kordonu były Niemcy już po wygranych rewolucjach bolszewickich w Berlinie i w Bawarii. Lecz z socjaldemokratycznymi czy nawet skrajnie prawicowymi władzami Republiki Weimarskiej - też by się łatwo porozumiano.
3 Gdyby - mimo powyższego porozumienia - po dwóch dekadach doszło do zbrojnego starcia z Niemcami zakończonego triumfem Sowietów, wtedy być może Polska Republika zostałaby wynagrodzona częścią ziem poniemieckich.

SYSTEM RZĄDÓW
1 Na początku rządzi Komitet Rewolucyjny Polski. Formalnym przewodniczącym Marchlewski (który, jak wiadomo, pożył sobie tylko do 1925 r.) Faktyczną głową - "krwawy Feliks" Dzierżyński (zmarło mu się w 1926 r.). Dającym twarz był jeszcze Feliks Kon.
2 Stopniowo wymieniano by ich na coraz bardziej miernych, za to wiernych. Prawdopodobnie polskojęzyczni Żydzi oraz rdzenni Rosjanie powolutku wypieraliby we władzach Polaków (choć oczywiście, dwóch czy trzech "czystych Polaków" jednak zostawiono by w republikańskim rządzie, tak ze względów wizerunkowych).
3 Naturalnie, nie zapominajmy o tym, że w oczach prostych ludzi jedyną licząca się władzą szybko stałyby się organa tajnej policji, czyli ukochane dziecię Feliksa – CzeKa.
4 Gdyby któryś lokalny gensek żył ciut za długo – nie jest wykluczone, że po czasie okazałby się on "wrogiem ludu". Pamiętamy przecież zbiorowe fotografie przedstawiające Stalina w otoczeniu towarzyszy rewolucyjnej walki. Potem kolejne retusze sprawiały, że towarzysze znikali nie tylko z powierzchni ziemi, ale również z publikowanych w Prawdzie starych zdjęć. Aż okazało się, że spośród tych, co znali Lenina w 1917 roku – przy życiu ostał się jedynie sam Dżugaszwili. Na polskim gruncie republikańskim niechybnie działoby się podobnie.

NIEPODLEGŁOŚĆ?
1 Po kilku latach utrzymywania fikcji pod nazwą "niepodległa Polska Republika Rad", owa Republika w 1922 roku weszłaby w skład właśnie tworzonego Związku Socjalistycznych Republik Rad. Czemu towarzyszyłoby propagandowe pie . . . pianie o tym, że "w ramach tego Związku polski lud roboczy ma o wiele więcej wolności niźli miałby w burżuazyjnej niby-niepodległej Polsce". Na mapach – tak jak to osobiście widziałem na mapie drukowanej w 1952 roku – specjalne, wyjątkowe oznaczenie dotyczyłoby jedynie Moskwy, stolicy ZSRR, zaś zarówno stolice republikańskie jak i stolice państw obcych byłyby podkreślone w identyczny sposób.
Wprowadzonoby naturalnie powszechny system paszportowy. Naturalnie, taki sowiecki paszport wewnętrzny nie umożliwiałby podróżowania za granicę, za to przejazd z obłasti lubelskiej do obłasti łódzkiej wymagałby specjalnego jednorazowego zezwolenia. Dokument naprawdę pozwalający na wyjazd byłby dostępny członkom specjalnych lotnych brygad likwidacyjnych, które z pewnością polowałyby na polskie przywództwo na emigracji. Tak jak polowano na emigrację ukraińską czy na dawnych carskich oficerów na Zachodzie.

JĘZYK I STOSUNKI NARODOWOŚCIOWE
1 Języki urzędowe w Polskiej Socjalistycznej Republice Rad byłyby dwa: polski i rosyjski. Pozycja rosyjskiego byłaby chyba mocniejsza, niż nam się wydaje. Wszak na początku XX wieku Warszawę już w zasadzie udało się przekształcić na podobieństwo rosyjskich miast gubernialnych. Na wszystkich drogach wjazdowych - przyjezdni byli witani widokiem prawosławnych cerkwi. Zaś w Łazienkach sprzed Pierwszej Wojny język rosyjski rozbrzmiewał równie często jak polski. Ba, Melchior Wańkowicz pisał, iż wojska rosyjskie wycofujące się z Warszawy w 1915 roku żegnane były przez zwykłe warszawskie przekupki słowami: "Nasi odchodzą!".
2 Tylko w byłej Galicji Rosjanie mieliby ciut trudniej, bo tam prawie nikt nie pisał cyrylicą. Wprawdzie we wschodniej połowie Galicji większość stanowili Małorusini (=Ukraińcy). Ale raz, że Rosjanie uważali te ziemie za rdzennie ruskie, więc Lwowa by nam raczej nie oddali, dwa, że język rusiński (=ukraiński) to nie to samo, co rosyjski.
Świadkowie wkraczania Armii Czerwonej do Lwowa w 1939 roku opowiadali, że kiedy jeden czy drugi komandir wygłaszał przemówienie po rosyjsku, to niewielu go rozumiało. Bo wprawdzie bardzo wielu lwowskich Polaków w II RP uczęszczało do tak zwanych szkół utrakwistycznych (dwujęzycznych). Ale tym drugim językiem był ukraiński, nie rosyjski.
Być może niemiecki uzyskałby przejściowo w dawnej Galicji status języka pomocniczego.
3 A co by się działo potem? Możemy wnioskować na podstawie tego, co się stało na sowieckiej Ukrainie i na sowieckiej Białorusi. Najpierw, w latach 20. władze tolerowały prawdziwy rozkwit literatury w tych dwóch językach republikańskich. Oczywiście pod warunkiem, że treści były ideologicznie słuszne. Lecz potem, w latach 30., owi narodowi budziciele zostali wyaresztowani i rozstrzelani w ramach kolejnych stalinowskich czystek. Niby dlaczego w Polskiej Republice miałoby być inaczej?
4 Nie wszyscy pamiętają, że do drugiej połowy lat 30. istniały na Białorusi i na Ukrainie dwa polskie obwody narodowościowe (taka niby forma autonomii, poniżej poziomu republikańskiego): potocznie zwane "Marchlewszczyzną" i "Dzierżyńszczyzną". Otóż w oficjalnej prasie obu obwodów toczyła się wręcz dyskusja o przyszłej reformie języka polskiego. Reforma miałaby polegać na odrzuceniu wielkopańskich utrudnień gramatyczno-ortograficznych ("ch" vs. "h", "ó" vs "u", "rz" vs. "ż"). Konkluzje artykułów były na ogół takie, że kiedy już władza robotników i chłopów na dobre zawita na polską ziemię, to lud roboczy i chłopski z miejsca odrzuci to, co stare i niepraktyczne. Nie wykluczałbym zatem, że w Polskiej Republice Rad właśnie tak zreformowanoby nam piśmiennictwo. Albo wręcz narzuconoby nam alfabet cyryliczny zamiast łacińskiego (tak, jak to zrobiono w latach 30. bądź 40. w sowieckich: Azerbejdżanie, Kazachstanie, Mołdawii, Uzbekistanie i pozostałych republikach sowieckiej Azji Środkowej).
5 No ale zanim światłe myśli o języku przepłynęły na ziemię polską, nastąpiła tak zwana "operacja polska" NKWD. Autonomiczny Obwód im. Marchlewskiego i Autonomiczny Obwód im. Dzierżyńskiego - rozwiązano. Przywództwo obydwu obwodów czekały błyskawiczne procesy i fizyczna likwidacja. Zresztą, w towarzystwie stu kilkudziesięciu tysięcy innych Polaków z sowieckim obywatelstwem. Gdyby istniała PSRR, skala takiej "operacji polskiej" byłaby odpowiednio większa.
6 Gdyby, co bardzo prawdopodobne, dominująca klasa społeczna (włościaństwo) – opierała się przymusowym formom kolektywizacji rolnictwa, to jest więcej niż pewne, że sztucznie wywołany Wielki Głód (Według różnych szacunków spowodował śmierć około 6–10 milionów ludzi, z czego minimum 3,3 mln na terytorium Ukraińskiej SRR. W sumie, w latach 1921–1947 wskutek trzech klęsk głodu, czyli w latach 1921–1923, 1932–1933 i 1946–1947, życie straciło około 10 milionów mieszkańców Ukrainy) - po prostu objąłby także Polskę.
7 No i byłyby masowe wywózki "na białe niedźwiedzie". Podobne do zsyłek Polaków z Zachodniej Białorusi i Zachodniej Ukrainy w latach 1940-41, lecz na o wiele większą skalę.
8 Po ewentualnej Drugiej Wojnie (w propagandzie to nawet bez czekania na wojnę) nastąpiłaby forsowna industrializacja na sowiecką modłę. Charakteryzująca się ekstensywnym wykorzystaniem siły roboczej. Efekt? Na masową skalę ściąganie ludzi do pracy w nowych fabrykach – z głębi imperium. No, ze względu na większy potencjał demograficzny Polaków niźli Bałtów, rosyjskojęzyczni nie stanowiliby dziś aż 1/3 ogółu ludności, jak stanowią na współczesnej Łotwie, ale jednak byłyby dziś u nas całe miasta bądź dzielnice dużych miast, gdzie na ulicy słyszałoby się wyłącznie rosyjski.
Nawet gdyby taka zsowietyzowana Polska odzyskała niepodległość na początku lat 90. (jak państwa bałtyckie), to kilka milionów Rosjan w Polsce już by tu było jak tykająca demograficzna bomba zegarowa.

TERROR
1 Na początku byłby taki terror wojenny, jaki faktycznie pamiętamy z czasów wojny z Bolszewią. Każdy Polak, który wpadł w łapy czerwonych a nie okazał entuzjazmu dla rewolucji musiał czuć się niepewnie. Każdy Polak z tak zwanych klas posiadających mógł być na 90 procent pewien postawienia pod murem. Każdy polski oficer miał pełne prawo obawiać się, że mu zdejmą z nóg pasy skóry – razem z lampasami.
2 Po wojnie przyszłoby jakieś chwilowe poluzowanie (ale bez przesady), może nawet amnestia. Zaczem znów przykręcenie śruby i kilka fal czystek i wielkiego terroru.
Kiedy zabrakłoby wrogiego elementu, zaczętoby dobierać spośród wiernych i lojalnych. Bycie polskim komunistą czy polskim oficerem Armii Czerwonej czy polskim postępowym poetą absolutnie nie chroniłoby nikogo.
3 Gdyby wybuchła wojna z Niemcami a część Polaków powitałaby Niemców jak wyzwolicieli czy nawet zapragnęłoby walczyć u boku Wehrmachtu, to po ponownym "wyzwoleniu" dostknęłyby ich jakże słuszne represje.

GOSPODARKA
1 Wiadomo: najpierw czysty komunizm wojenny, czyli czysty rabunek. I rozstrzeliwanie tych chłopów, którzy ośmieliliby się ukrywać worek zboża czy kartofli na czarną godzinę.
2 Potem jakiś nadwiślański NEP, czyli chwilowe i częściowe przeproszenie się z najbardziej elementarnymi zasadami gospodarki rynkowej. Odrobina przejściowej tolerancji dla elementu drobnokapitalistycznego.
3 Potem znów dociśnięcie śruby: przymusowa kolektywizacja, rozkułaczanie i sztucznie wywołany Wielki Głód.
4 Potem początki forsownej industrializacji. Naturalnie, z naciskiem na przemysł ciężki i zbrojeniowy. Ludziom pracowałoby się ciężko. Ludzie z trudem zdobywaliby nawet najbardziej potrzebne dobra, bo papierowy rubel na pewno nie byłby pełnowartościowym pieniądzem. Żyłoby się i mieszkało – mizernie.

KOŚCIÓŁ
Czynnikiem nieporównywalnym z czymkolwiek na Ukrainie czy na Białorusi jest oczywiście specjalna pozycja Kościoła Katolickiego wśród Polaków. Ale z czasów sprzed I Wojny wiemy, że carskiej Ochranie jakoś łatwo udało się izolować polską hierarchię kościelną od polityki. Pod rządami bolszewickimi owszem, na pewno objawiłoby się nam paru księży niezłomnych. Lecz w sumie sądzę, że KK próbowałby - w nieporównanie trudniejszych warunkach - jakość przetrwać i koegzystować z wrogą władzą. Przy odrobinie umiejętności, władzy udałoby się może ograniczyć rolę KK do jedynie okazjonalnego wydawania z siebie peanów na cześć walki o pokój (tak jak to robiła w pełni spacyfikowana Cerkiew Prawosławna).
źwiesz
3 Gdyby - mimo powyższego porozumienia - po dwóch dekadach doszło do zbrojnego starcia z Niemcami (Bumar SA)

Paniedzieju, gdyby doszło do powstania PSRR, to akcje tej frakcji bolszewików, który opowiadali się za rewolucją światową niesioną do innych krajów na bagnetach Krasnoj Armii, wystrzeliłyby pod niebo. To oni wygrali wojnę, to oni pokazali że się da apostołować rewolucję, trza iść za ciosem. Nie czekaliby dwu dekad. 2 lata to już wieczność.
To jest wersja pozbawiona grafik. Jeżeli chcesz przejść do głównego forum kliknij tutaj.