Dylematy maturzysty - kliknij, aby przejść na forum
historycy.org > Forum > Historia - pozostałe sekcje > Studiowanie Historii
lugaru
Dzień dobry.

W nadchodzącym roku szkolnym będę zdawał maturę. Zapewne podobnie jak znaczna część maturzystów, nie za bardzo wiem, na jaki kierunek studiów powinienem się udać...

Chodzę do niezłego warszawskiego liceum (druga dziesiątka stołecznego rankingu Perspektyw), do klasy z rozszerzoną historią i WOS-em - pokrywa się to z moimi zainteresowaniami, z tych przedmiotów też czuję się najmocniejszy. Można dodać, że dwukrotnie zdarzało mi się reprezentować szkołę na olimpiadzie z wiedzy o Polsce i świecie współczesnym (wprawdzie bez większych sukcesów).

Z tego by wynikało, że naturalny byłby wybór któregoś z kierunków "humanistycznych". Myślałem w szczególności o historii, którą się pasjonuje szczególnie (zagadnieniom związanym z WOS-em już nieco mniej, szczytowe zainteresowanie było w gimnazjum), ewentualnie dziennikarstwie (mam do niego pewną smykałkę, choć czasem odnoszę wrażenie, że brakuje mi "lekkiego pióra"). Jednak czytam wszędzie, że kierunki typu politologia, socjologia, czy właśnie historia i dziennikarstwo są kuźnią bezrobotnych. Poza tym obawiam się, że idąc na historię będę miał jej przesyt i nabiorę do tej dziedziny niechęci (może nie na taką skalę, ale powoli coś takiego dzieje się u mnie z WOS-em).

Teoretycznie jest prawo, chyba najbardziej prestiżowy "humanistyczny" kierunek. Ale tematyka prawnicza jakoś specjalnie mnie nie kręci, poza tym - w wielu miejscach, nawet na tym forum można też znaleźć informacje o przesycie na rynku i mizernych perspektywach na rynku pracy. Oprócz tego, na Uniwersytecie Warszawskim, z tego co widzę, na rok przyjmują aż 1200 osób (w tym 800 wieczorowych) i wszyscy ci mają zajęcia razem - obawiam się, że odnalezienie się w tym tłumie nie będzie dla mnie łatwe.

Widzę, że aby dostać się na SGH nie trzeba mieć wcale jakichś rewelacyjnych wyników (średnio ok. 63% z każdej z czterech matur starczy - myślę, że jest to w moim zasięgu). Ale odstrasza mnie masowość (te 1000 osób przyjętych na I rok), no i perspektywa pracy w korpo - mam wątpliwości, czy się do tego nadaję. Z kierunków "politechnicznych" to być może miałbym szanse dostać się na transport - akurat zagadnienia związane z transportem wydają mi się całkiem interesujące.

Ale w wypadku kierunków technicznych i ekonomicznych pojawia się inny problem. Nie jestem orłem z matmy (raczej trójkowiczem), tym bardziej z fizyki czy chemii. Z angielskiego jestem przyzwoity, ale też nie rewelacyjny, a z drugim językiem - niemieckim - jest wyraźnie gorzej. Dlatego nie wiem, czy na studiach na PW lub SGH dałbym radę.

Przepraszam za bardzo osobisty ton, ale potrzebuję pomocy - u mnie nikt w rodzinie nie poszedł po zakończeniu szkoły na studia, właściwie nie mam za bardzo kogo się poradzić. Choć prawdę mówiąc, niektórzy najbliżsi sugerują mi pójście na stosunki międzynarodowe (UW) - rzekomo to przyjemny kierunek, po którym perspektywy zatrudnienia są niezłe. Ale czy jest to faktycznie kierunek wart uwagi? Wydaje mi się, że niekoniecznie...

Będę bardzo wdzięczny za rady - w szczególności osób, które były w mojej sytuacji, a są teraz w trakcie studiów (a najlepiej już po) smile.gif .
mobydick1z
Jeśli chodzi o transport to na fizykę, chemię i matmę musisz się nastawić. Na tych studiach to nawet "orły" powtarzają egzaminy po kilka razy.
Beorn
Ktoś może Ci coś zasugerować, ale najlepiej będzie jak sam wybierzesz sobie kierunek. Jeśli czujesz się mocny z przedmiotów humanistycznych to idź w tym kierunku, mając trójki z matematyki to raczej na techniczne nie idź, no chyba że myślisz o kierunkach z serii "gotowanie na gazie", ale jaki w tym sens?. A co z pracą? Niezależnie od wybranego kierunku nikt nie zagwarantuje Ci pracy, a jak ktoś jest w czymś naprawdę dobry i wybija się ponad przeciętniaków to zawsze pracę znajdzie, a przynajmniej jest duże prawdopodobieństwo wink.gif Kieruj się swoimi zainteresowaniami, bo po co masz się męczyć?
Ironside
Jeśli nie jesteś orłem z przedmiotów ścisłych, to prawo jest i będzie najlepszym wyborem. Przyczyn tego jest kilka. Po pierwsze, są to zdecydowanie najbardziej konkretne i najlepiej poukładane studia ze wszystkich kierunków humanistycznych i społecznych. Po drugie, po prawie cały czas dużo łatwiej jest znaleźć pracę niż po jakimkolwiek innym kierunku ekonomicznym i społecznym.

Twoje obawy dotyczące prawa są zrozumiałe, ale odniósł bym się do nich następująco. Tego, czy problematyka Cię "nie kręci" to zapewne jeszcze nie wiesz. To są studia oferujące (wbrew pozorom) bardzo różnorodne zajęcia i wielkie spectrum wiedzy. Poza tym znam mnóstwo ludzi, których to "nie kręciło", a potem kręcić zaczęło. Sam się do nich zaliczam wink.gif I wreszcie najważniejsze: coraz mniej absolwentów prawa pracuje w zawodzie, i bardzo dobrze zresztą. Idąc na ten kierunek do niczego się nie zobowiązujesz, wcale nie musisz potem być prawnikiem, możesz robić multum różnych innych rzeczy. Na tym przede wszystkim polega przewaga prawa nad innymi studiami nie ścisłymi: daje przede wszystkim pewne bardzo konkretne umiejętności. Potencjalny pracodawca widząc przed sobą absolwenta prawa z niezłymi wynikami ze studiów spodziewa się, że jest to osoba, która potrafi w miarę logicznie myśleć, umie argumentować, potrafi szybko wyszukiwać informacje, jest w miarę systematyczna i potrafi (jeśli przyjdzie taka potrzeba) bardzo szybko opanować mnóstwo choćby najdziwniejszej wiedzy. To są właśnie umiejętności, które wynosi się z tych studiów.

Natomiast jeśli chodzi o masowość tego kierunku... Cóż, każdy medal ma dwie strony. Z jednej może rzeczywiście czasami trudno jest się znaleźć w tłumie. Z drugiej natomiast jest praktycznie niemożliwe, aby w tym tłumie nie znaleźć osób podobnych do siebie. Gdy idziesz na kierunek, na którym jest 20 osób, to jesteś na nie skazany. Gdy idziesz na kierunek, na którym jest 1000 osób, masz do wyboru bardzo szerokie spectrum środowisk. Ludzi poznać jest łatwo, bo jest po temu mnóstwo okazji: obozy integracyjne, imprezy, działalność organizacji studenckich, kluby turystyczne etc.

I wreszcie pewna uwaga generalna: same studia (niezależnie od tego, na jakie byś nie poszedł) nic Ci nie dadzą; a już z całą pewnością nie dadzą Ci nic same studia humanistyczne czy społeczne. Można skończyć prawo na średniej 5.0, ale jeśli podczas studiów nie robiło się nic poza kuciem, to wyjdzie się z nich takim samym, jakim się na nie przyszło. Od samego początku trzeba zdobywać jak najwięcej doświadczeń, próbować, szukać swojej ścieżki rozwoju. Opcji jest multum, ale jeśli się z nich nie będzie korzystało, to żadne studia tak naprawdę nie mają sensu.
Reaction
QUOTE
eśli nie jesteś orłem z przedmiotów ścisłych, to prawo jest i będzie najlepszym wyborem.


Czasami można spotkać opinie studentów prawa, jakoby na te studia potrzebny byłby umysł wybitnie ścisły. smile.gif

Pragnę sprostować błędną opinię na temat matematyki na studiach technicznych. Przede wszystkim należy zauważyć, że ma ona charakter mnemotechniczny. Naprawdę nie trzeba być geniuszem umiejącym rozwiązać problem milenijny, aby zaliczyć ją na przynajmniej 4. Wystarczy codziennie rozwiązać kilka - kilkanaście przykładów i już materiał się utrwala. Pragnę też zwrócić uwagę, że pełno materiałów, kursów matematyki "inżynierskiej" można znaleźć w internecie.
Najtrudniejszym, a może najbardziej czasochłonnym aspektem studiów technicznych są laboratoria i projekty. Sprawozdania mogą zajęć sporo czasu, co uniemożliwia wgłębienie się w przedmioty teoretyczne, w tym np. analizę.
Ironside
QUOTE
Czasami można spotkać opinie studentów prawa, jakoby na te studia potrzebny byłby umysł wybitnie ścisły.

Owszem. Można również często przeczytać, że studenci prawa nie śpią po nocach i dostają wrzodów żołądka ze stresu i przeuczenia. Bzdury. Po prostu jeśli ktoś w ogóle myśleć nie potrafi, to z żadnych studiów niczego nie wyniesie. A z tego co zauważyłem osoby, którym się myśleć nie chce utożsamiają to częstokroć z nieposiadaniem "umysłu ścisłego" rolleyes.gif
Seraved11
Hej,mam 15 lat i interesuje się historią,oczywiście mam z niej 6,i zajmuje czołowe miejsca w konkursach.Mieszkam między Olsztynem a Ostródą,i w tym roku kończę gimnazjum i muszę już wybierać co szkołę itd.Mam szerokie pojęcie o świecie,państwach.Mieszkam na wsi(10 ha).Mam do wyboru wybrać rolnictwo albo co innego.Myślałem żeby zająć się odrestaurowaniem zabytków lub coś innego z nimi związanego.W historii interesuję się głównie czołgami,jednostkami wojskowymi,USA oraz II i I wojną.Chciałbym prosić o poradę czy w polsce dam radę z takim zawodem,albo może jest coś innego ciekawego dla mnie,interesuje się też rolnictwem.I jakie szkoły wybierać(liceum,technikum itd),proszę o sensowne odpowiedzi smile.gif
Ironside
Historią można interesować się zawsze, niezależnie od tego, co się robi. Gdybym był na Twoim miejscu i jakimś cudem miał tę perspektywę, którą mam dzisiaj, to zdecydowanie wybrałbym rolnictwo albo inny kierunek edukacji i kariery związany z gospodarką rolną czy leśną. Szerokie pojęcie o świecie i wiedza historyczna ubogacają człowieka i dają mu szerszy ogląd spraw zawsze, bez względu na to, jak się zarabia na życie.
Victoria12345
witam nie wiem czy dobrze umieściłam ten post (jestem nowa wybaczcie )chciałam was prosic o radę. A dokładnie w tym roku zdaje maturę jako przedmiot rozszerzony wzięłam historię myślę o studiach w krakowie na kierunku i tu problem historia czy archeologia co mi doradzacie , jakie są perspektywy , jak wyglądają studia , proszę o opinie

dziękuje wink.gif
master86
Tematów takich było wiele:
http://www.historycy.org/index.php?showtopic=3458
http://www.historycy.org/index.php?showtopic=50217
http://www.historycy.org/index.php?showtopic=129015
http://www.historycy.org/index.php?showtopic=386

Co kilka miesięcy pojawia się pasjonat historii, co by chciał zostać historykiem. Lepiej wybierz coś... dającego większą szansę na pracę wink.gif Historia to jest dobra jako hobby, a praca archeologa... raczej nieosiągalna dla większości śmiertelników. Tyle ode mnie.
Mazin82
Z archeologia jest jeszcze tak, ze inne uniwersytety daja kompletnie inne mozliwosci rozwoju, maja inne programy i inne finansowanie, dlatego jesli zastanawiasz sie nad jej studiowaniem to warto dowiedziec sie wiecej wlasnie na temat tego CO dany uniwerek w tym zakresie oferuje.

To nie jest tak po prostu, ze warto isc na dany kierunek w najblizszym miescie i wszedzie bedzie to samo. NIE.
Niestety.

Moze to bolec, ale np z tego co wiem archologia z Gdanska ma przerabane w kwestii wyjazdow, kuzyn z Warszawskiego jezdzil na wykopaliska do Bulgarii, na Krym itd, znajomi z Poznanskiego bywali jeszcze dalej, a koledzy z Gdanska... zasuwali gdzies pod Gdanskiem wink.gif
Nie twierdze, ze automatycznie Warszawski daje wieksze mozliwosci pracy, i ze ktos z Gdanska nie bedzie mial mozliwosci sie przebic.
Niemniej rozne rzeczy slyszalem.
Ale zawsze tez taki wyjazd to w koncu jakas przygoda, "wakacyjne wspomnienie" wink.gif

Z historia podobnie.
Na Gdanskim wlasciwie nie istnieje, a przynajmniej nie istniala w moich czasie. Tam sie po prostu te studia odbebnialo.
Jesli chcesz studiowac historie pod okiem prawdziwych fachowcow np z zakresu wojskowosci, rozwijac sie, cos wyniesc i historii poswiecic swoje zycie, to idz bracie na Warszawski wink.gif

Inna rzecz, ze osobiscie proponowalbym Ci zrobic podobnie jak kolega - isc na kierunek, ktory rzeczywiscie daje szanse pozniejszego zarabiania.
Mozesz tez nie isc na studia w ogole tylko uderzyc w jakies przydatne kursy i wyjechac do pracy.

Wiekszosc z moich znajomych ktorzy skonczyli studia nie pracuje w swoim zawodzie, nawet ci po dwoch fakultetach, i wcale nie maja lepiej od tych znajomych ktorzy magistrem nie moga sie pochwalic :/
Marthinus
Jeśli chodzi o archeologię na UJ to możliwości wyboru praktyk za granicą są b.duże i regularnie rosną. Począwszy od bliskiej Słowacji przez Grecję, Egipt, Izrael, USA na Gwatemali i dalekim Ałtaju kończąc.
Jeśli chodzi o historię na UJ to poziom również wysoki.
Natomiast jeśli chodzi o perspektywy to zarówno w przypadku archeologii jak i historii w dużej mierze zależy to od:
a) Mówiąc optymistycznie predyspozycji i umiejętności
b ) Znajomości
c) Przypadku
Tak czy inaczej szansa na znalezienie pracy w zawodzie jest. Tak w przypadku historyka jak i archeologa.
Mazin82
QUOTE(Marthinus @ 26/12/2015, 20:16)
Natomiast jeśli chodzi o perspektywy to zarówno w przypadku archeologii jak i historii w dużej mierze zależy to od:
a) Mówiąc optymistycznie predyspozycji i umiejętności
b ) Znajomości
c) Przypadku
Tak czy inaczej szansa na znalezienie pracy w zawodzie jest. Tak w przypadku historyka jak i archeologa.
*



Otoz to.
Tylko ze problem z wiekszoscia studentow jest taki, ze raczej przebebniaja okres spedzony na uniwerku naiwnie wierzac ze wszystko "samo przyjdzie".
a tymczasem osoby ktore rzeczywiscie zostaja po studiach na uniwerku, doktoryzuja sie, pisza regularnie artykuly, ksiazki, czy w jakis inny sposob przekuwaja pasje w swoj zawod i sposob zarobku, zaczynaja dzialac w tym celu dosc wczesnie - udzielajac sie w roznych kolkach i stowarzyszeniach, jezdzac na konferencje, szukajac znajomosci z profesorami i dziekanami, walac artykuly za artykulem.
Co nie znaczy, ze wszystkie takie udzielajace sie osoby automatycznie znajda zatrudnienie.
Ale zazwyczaj juz na pierwszym roku studiow widac wyraznie kto ma prawdziwego na punkcie swojego kierunku i kto zawodowym historykiem zostanie wink.gif
Marthinus
Mówiąc o pracy w zawodzie pozostanie na uczelni brałem pod uwagę jako najmniej prawdopodobna opcja. Do tego, aby zostać na uczelni potrzeba spełnić warunki z punktu a) jak i z punktu b. Pytanie, który z tych elementów jest ważniejszy pozostawiam otwartym. Oczywiście są tacy, którzy punkt b osiągają po prostu dzięki dobrym kontaktom i elementowi szczęścia a są tacy, którzy głównie dzięki starej metodzie wazeliny.
Generalnie zrobienie doktoratu nie gwarantuje niczego a już na pewno nie zostania na uczelni.
Grapeshot
Victoria 12345,
Moja rada, ani historyka ani geologa: zostaw to, idź w innym kierunku. Wiem co mówię, bo sam byłem przygotowany do pracy w zawodzie, na który tu gdzie mieszkam zapotrzebowanie jest małe, konkurencja na rynku pracy duża, warunki ewentualnego zatrudnienia uciążliwe, płaca nieproporcjonalna do wysiłku. W życiu potrzebna jest Ci stabilizacja. Rób studia, które dadzą Ci szansę na stałą, dobrze płatną prace. Z historią czy geologią, rozsyłanie podań i dreptanie za pracą obrzydzi Ci życie.
Victoria12345
zastanowie się jeszcze , chociaż mam mało czasu .Bardzo bym chciała studiowac na takim kierunku związanym z historią bo bardzo ją lubie już od małego . Dzięki za opinie .
Rommel 100
Gdybym miał wybierać archeologia/historia, wybrałbym archeologię, historie można spokojnie samemu badać. Archeologia wymag już bardziej interdyscplinarnej wiedzy, w tym z nauk przyrodniczych, no i potrzeba mieć doświadczenie jakieś na wykopaliskach.
Marthinus
QUOTE
Archeologia wymag już bardziej interdyscplinarnej wiedzy, w tym z nauk przyrodniczych, no i potrzeba mieć doświadczenie jakieś na wykopaliskach.


Przede wszystkim nie można pracować w zawodzie nie będąc archeologiem. W przeciwieństwie do historii, gdzie teoretycznie nawet nie trzeba skończyć historii a jakiś inny kierunek pedagogiczny a potem studium i można uczyć w szkole. O pracy w muzeum czy archiwum nie wspominam, bo tutaj oczywiście są większe możliwości manewru.

nicityle
Witajcie!

Jestem w ostatniej klasie LO na profilu humanistycznym. Niestety ale czas wyboru kierunku studiów się zbliża wielkimi krokami. Zdaję rozszerzony WOS i Historię. Pochodzę z małej miejscowości. Warto się zainteresować prawem po maturze? Jaki ew. kierunek wybrać? Biję się wciąż z myślami, czy ekonomicznie zniosę aplikację, bo studia jakiś plan mam ale za aplikację się płaci.

Z góry dziękuję za pomoc i pozdrawiam.
Dawid.

Elfir
teraz to raczej informatyk oraz tokarz, fliziarz, murarz...
maro500
QUOTE
teraz to raczej informatyk oraz tokarz, fliziarz, murarz...

Ale do tego też trzeba mieć jakiekolwiek predyspozycje (moje pozwalają na samodzielną naprawę drobnych awarii w laptopach w domu oraz zrobienie prostych prac typu wkręcenie lampy na zewnątrz - ale nic więcej). Tylko trzeba mieć świadomość, że idąc na prawo, historię czy archeologię warto wyrabiać sobie znajomości na poziomie uniwersyteckim (jeśli planujesz karierę naukową) bądź lokalnym (jeśli planujesz koniec po licencjacie lub magisterce), by mieć potem pracę. Wprawdzie robię to drugie - na pierwszym się nie skupiam, bo po prostu widzę wielu lepszych kolegów ode mnie, mimo że moje ścisłe zainteresowania się skupiają na obszarze słabo zbadanym, który ich nie interesuje (jak będę chciał napisać książkę, to zrobię to niezależnie od stopnia naukowego, byle dobrze metodologicznie i na temat). Lepiej popracować nad kondycją, siłą fizyczną i aplikować do policji - mają braki osobowe, praca stała, a i pieniądze porównywalne ze szkolnymi. Jeszcze jak trafię na taki rejon jak moje miasto - gdzie jak złośliwie mówimy "pilnują komisariatu, by przypadkiem nie ukradli" - to będzie bajka
Alexander Malinowski 4
Historia, a potem jak znalazł można zarządzać projketem informatycznym. Są takie precedensy!
nicityle
Dziękuję wam bardzo serdecznie za pomoc.
historiaddor
((to mój pierwszy post tutaj, więc mam nadzieję, że dodaję w dobrym miejscu i nie powielam tematów - w google nie mogłem niestety znaleźć odpowiedzi na dręczące mnie od dłuższego czasu pytanie))
jestem uczniem 1 klasy liceum o profilu matematyczno-biologicznym. wybrałem ten kierunek myśląc o perspektywie pracy, brałem pod uwagę może biochemię, może biotechnologie, ale zupełnie tego nie czuję. jestem w stanie wszystkiego się wyuczyć i być ponad przeciętną, ale nie jest to moja pasja, nic nie ciągnie mnie tak jak historia, nad ktorą to spędzam cały wolny czas.
dlatego też kieruję pytanie do tych, co są bardziej zorientowani w temacie - czy niemożliwym wręcz byłoby zostanie wykładowcą na studiach historycznych? nauczyciel w podstawowce/gimnazjum czy liceum to zupełnie nie moja bajka, a i perspektywy pracy nie są oszałamiające, dlatego tez duzo myslalem o pozostaniu na uczelni i kontynuowaniu kariery naukowej, tylko że obawiam się, że może się to najzwyczajniej nie udać. jak powiedział moj fizyk z gimnazjum - "zapotrzebowania na humanistów nie ma".
więc moje pytanie brzmi, czy zostanie na uczelni naprawde wymaga tak duzych znajomosci? kladę nacisk na jezyk angielski, niemiecki i rosyjski (chcialbym je opanowac na poziomie bieglym).
Realchief
Tak, by zostać na uczelni musisz mieć wielkie plecy, nawet olbrzymie umiejętności i osiągnięcia nic nie dadzą.
Elfir
Ja miałam bardzo dobre wyniki na mojej uczelni (nie historycznej), wyróżnioną pracę magisterską a i tak uczelnia nie była zainteresowana tym, bym mogła otworzyć przewód doktorski i pracować na uczelni jako wykładowca, bo etaty były zajęte.
JanKazimierzWaza
To wszystko to takie gdybanie. Jednemu się uda, innemu nie. Trzeba wybrać sobie jakiś cel i konsekwentnie w tym kierunku iść. I nie patrzeć, czy trudno, czy dużo kandydatów na jedno miejsce, nie bać się, że się nie uda. I cała filozofia
Realchief
To nie ma absolutnie znaczenia. Poza wyjątkowymi wypadkami miejsce na uczelni dostanie osoba mająca odpowiednie plecy.
Przy biegłej znajomości języków obcych, odpowiedniej specjalizacji i kilku publikacjach w zachodnich periodykach, o wiele większe szanse są na prace na zagranicznej uczelni, niż załapanie się na pracę w Polsce.
Oczywiście można się postarać podczepić pod odpowiednią osobę i przy odrobinie szczęścia, jeśli będzie chciała ona wypromować ciebie oraz akurat ktoś ważniejszy nie będzie chciał zatrudnić kogoś swojego to miejsce się znajdzie. Ale tu są potrzebne inne umiejętności niż języki czy bycie nawet najlepszym na kierunku.
alexmich
QUOTE(Realchief @ 25/11/2018, 19:26)
To nie ma absolutnie znaczenia. Poza wyjątkowymi wypadkami miejsce na uczelni dostanie osoba mająca odpowiednie plecy.
Przy biegłej znajomości języków obcych, odpowiedniej specjalizacji i kilku publikacjach w zachodnich periodykach, o wiele większe szanse są na prace na zagranicznej uczelni, niż załapanie się na pracę w Polsce.
Oczywiście można się postarać podczepić pod odpowiednią osobę i przy odrobinie szczęścia, jeśli będzie chciała ona wypromować ciebie oraz akurat ktoś ważniejszy nie będzie chciał zatrudnić kogoś swojego to miejsce się znajdzie. Ale tu są potrzebne inne umiejętności niż języki czy bycie nawet najlepszym na kierunku.
*




Trudno nie przyznać 100% racji. Na kierunkach humanistycznych jest to standard. Trochę lepiej jest na studiach przyrodniczych. Na uczelniach technicznych jest już znacznie lepiej pod tym względem.

Wracając do kwestii wyboru studiów. Sam mam 2 fakultety, a pierwszy był niewypałem, więc nauczony własnym doświadczeniem ujmę to tak. Najpierw należy uświadomić sobie jak wygląda obecny rynek pracy. Zgadzam się tytuł mgr, czy nawet licencjat ułatwiają sprawę, ale pracodawcy oczekują obecnie w pierwszej kolejności umiejętności i doświadczenia zawodowego. Niestety na polskich studiach pierwsze trzeba zdobywać samemu, a o drugie jest trudno.
Potem należy odpowiedzieć sobie na kilka pytać
1. Czy potrzebuje studiów aby wieść godne życie? tzn. Czy dziedziczę majątek/przedsiębiorstwo, czy fuchę dostane po znajomości, czy idę w kierunku zostania fachowcem itp...
2. Czy chce studiować by mieć studenckie życie? Jeśli już jesteśmy sytuowani to czemu nie korzystać z życia. Na studiach poznałem sporo osób która studiowała by studiować.
3. Czy jestem kobietą? Nie ma zmiłuj, facet musi zarabiać, a kobieta może się realizować.

Jeśli niestety studia mają być dla nas inwestycją i furtką do życia na przyzwoitym poziomie majątkowym, to nie ma zmiłowania. Wybierając kierunek humanistyczny musimy być w ścisłej czołówce na roku. W robieniu doktoratu pomóc może: Łóżko, potakiwanie, lewicowe ( aby nie powiedzieć lewackie) poglądy. Praca nauczyciela jako historyk nie jest ani dochodowa, ani przyjemna. Podaż pracowników na rynku jest bardzo duża, a korepetycje zdarzają się rzadko.
Proponował bym również sprawdzić na pracuj.pl i tym podobnych stronach jakie jest zapotrzebowania na pracowników po kierunkach jakie Cię interesują.
Co do prawa, to znowu albo mamy koneksje albo jesteśmy w topce. Jest taki już dość stary dowcip. "Co mówi absolwent prawa 1998r do absolwenta prawa 2008r? Hamburgera proszę." rynek się nietety szybko wypełnia. Ukończenie prawa w latach 90, dawało spore szanse na przyzwoita fuchę. Tak samo było z ratownikami medycznymi, 2 pierwsze roczniki całkowicie wypełniły rynek. Obecnie tłumy pchają się na bycie programistą i już powoli widać wysycenie rynku.

Na obecnym rynku pracy brak przede wszystkim wszelkiej maści fachowców, rzemieślników, czy ludzi z "egzotycznymi" umiejętnościami/wykształceniem. Znajdźcie mi dla przykładu tłumacza mandaryńskiego, czy ludzi po żegludze śródlądowej.
historiaddor
tak, u dzisiejszej młodzieży jest zbyt duże parcie na wykształcenie, liceum, a znaczna część z nich to przeciętniaki, potem na rynku pracy wybijają się albo ci, co mają plecy, albo ci, co się wyróżniają. sam zauważam to w moim liceum - jest tu niesamowicie dużo osób, które nie wiedzą, czego chcą i o wiele lepiej rokowałoby im na przyszłość, gdyby poszli w kierunki techniczne; albo generalnie technikum, coś, co da jakiś początek do zawodu.
poczytałem trochę w internecie i moje marzenie o bycou wykładowcą na studiach historycznych trochę wylało mi kubeł zimnej wody na głowę. jest to strasznie niepewna rzecz, tak naprawdę iść w to z ryzykiem - trzeba liczyć na szczęście, bo jak ktoś wyżej napisał, uczelnia może nie być miejsca i wtedy nici nawet z tego, jakbym był najlepszy na kierunku. owszem, każdy zawod wiąze sie z ryzykiem, aczkolwiek w przypadku historii jest ono chyba szczególne (tak jak i z wieloma kierunkami humanistycznymi pewno).
cóz, mysle, ze najlepszą opcją bedzie pozostać przy rozszerzaniu biologii, chemii i matematyki, a potem probować z biochemią, bo przynajmniej perpsektywy zawodu jakieś są. historia moze zostac jako największa pasja, choc powiem szczerze, ze boli, kiedy musi się to odlozyc na bok.
dziękuje bardzo za wszystkie wypowiedzi
Grapeshot
CODE
CODE JKW To wszystko to takie gdybanie. Jednemu się uda, innemu nie. Trzeba wybrać sobie jakiś cel i konsekwentnie w tym kierunku iść. I nie patrzeć, czy trudno, czy dużo kandydatów na jedno miejsce, nie bać się, że się nie uda. I cała filozofia  CODE


Powyższy tekst, to najgorsza porada jaką można dać młodemu człowiekowi.
W tym świecie trzeba mieć zawód, na który jest zapotrzebowanie i jest dobrze płatny. Przed wybraniem kierunku należy zadać sobie pytania:
Czy chcę rozsyłać podania i żebrać o pracę?
Czy chcę zapewnić sobie godne życie?
Nasza praca, cokolwiek to jest, nie jest nigdy tym co lubimy robić.
Realchief
QUOTE(alexmich @ 25/11/2018, 22:19)
QUOTE(Realchief @ 25/11/2018, 19:26)
To nie ma absolutnie znaczenia. Poza wyjątkowymi wypadkami miejsce na uczelni dostanie osoba mająca odpowiednie plecy.
Przy biegłej znajomości języków obcych, odpowiedniej specjalizacji i kilku publikacjach w zachodnich periodykach, o wiele większe szanse są na prace na zagranicznej uczelni, niż załapanie się na pracę w Polsce.
Oczywiście można się postarać podczepić pod odpowiednią osobę i przy odrobinie szczęścia, jeśli będzie chciała ona wypromować ciebie oraz akurat ktoś ważniejszy nie będzie chciał zatrudnić kogoś swojego to miejsce się znajdzie. Ale tu są potrzebne inne umiejętności niż języki czy bycie nawet najlepszym na kierunku.
*




Trudno nie przyznać 100% racji. Na kierunkach humanistycznych jest to standard. Trochę lepiej jest na studiach przyrodniczych. Na uczelniach technicznych jest już znacznie lepiej pod tym względem.

Wracając do kwestii wyboru studiów. Sam mam 2 fakultety, a pierwszy był niewypałem, więc nauczony własnym doświadczeniem ujmę to tak. Najpierw należy uświadomić sobie jak wygląda obecny rynek pracy. Zgadzam się tytuł mgr, czy nawet licencjat ułatwiają sprawę, ale pracodawcy oczekują obecnie w pierwszej kolejności umiejętności i doświadczenia zawodowego. Niestety na polskich studiach pierwsze trzeba zdobywać samemu, a o drugie jest trudno.
Potem należy odpowiedzieć sobie na kilka pytać
1. Czy potrzebuje studiów aby wieść godne życie? tzn. Czy dziedziczę majątek/przedsiębiorstwo, czy fuchę dostane po znajomości, czy idę w kierunku zostania fachowcem itp...
2. Czy chce studiować by mieć studenckie życie? Jeśli już jesteśmy sytuowani to czemu nie korzystać z życia. Na studiach poznałem sporo osób która studiowała by studiować.
3. Czy jestem kobietą? Nie ma zmiłuj, facet musi zarabiać, a kobieta może się realizować.

Jeśli niestety studia mają być dla nas inwestycją i furtką do życia na przyzwoitym poziomie majątkowym, to nie ma zmiłowania. Wybierając kierunek humanistyczny musimy być w ścisłej czołówce na roku. W robieniu doktoratu pomóc może: Łóżko, potakiwanie, lewicowe ( aby nie powiedzieć lewackie) poglądy. Praca nauczyciela jako historyk nie jest ani dochodowa, ani przyjemna. Podaż pracowników na rynku jest bardzo duża, a korepetycje zdarzają się rzadko.
Proponował bym również sprawdzić na pracuj.pl i tym podobnych stronach jakie jest zapotrzebowania na pracowników po kierunkach jakie Cię interesują.
Co do prawa, to znowu albo mamy koneksje albo jesteśmy w topce. Jest taki już dość stary dowcip. "Co mówi absolwent prawa 1998r do absolwenta prawa 2008r? Hamburgera proszę." rynek się nietety szybko wypełnia. Ukończenie prawa w latach 90, dawało spore szanse na przyzwoita fuchę. Tak samo było z ratownikami medycznymi, 2 pierwsze roczniki całkowicie wypełniły rynek. Obecnie tłumy pchają się na bycie programistą i już powoli widać wysycenie rynku.

Na obecnym rynku pracy brak przede wszystkim wszelkiej maści fachowców, rzemieślników, czy ludzi z "egzotycznymi" umiejętnościami/wykształceniem. Znajdźcie mi dla przykładu tłumacza mandaryńskiego, czy ludzi po żegludze śródlądowej.
*



Mogę się pod tym podpisać, z tym, że dwie uwagi.
Bycie w ścisłej czołówce na roku, a nawet numerem 1 nic ni daje, to nie USA gdzie po najlepszych ustawiają się w kolejce firmy i instytucje.
Doktorat w znalezieniu pracy bardzo przeszkadza. Sens jest robić kiedy jest on potrzebny do dostania konkretnej pracy lub awansu.
Na fachowców jest olbrzymie zapotrzebowanie. Koleżanka z pracy na glazurnika już czeka rok w kolejce, a i tak ma farta bo inni nawet do kolejki nie chcą wpisać tyle mają zleceń.

QUOTE(Grapeshot @ 25/11/2018, 23:59)
CODE
CODE JKW To wszystko to takie gdybanie. Jednemu się uda, innemu nie. Trzeba wybrać sobie jakiś cel i konsekwentnie w tym kierunku iść. I nie patrzeć, czy trudno, czy dużo kandydatów na jedno miejsce, nie bać się, że się nie uda. I cała filozofia  CODE


Powyższy tekst, to najgorsza porada jaką można dać młodemu człowiekowi.
W tym świecie trzeba mieć zawód, na który jest zapotrzebowanie i jest dobrze płatny. Przed wybraniem kierunku należy zadać sobie pytania:
Czy chcę rozsyłać podania i żebrać o pracę?
Czy chcę zapewnić sobie godne życie?
Nasza praca, cokolwiek to jest, nie jest nigdy tym co lubimy robić.
*



Bez przesady czasami udaje się mieć pracę, którą lubimy robić i łączy się ona z życiowymi pasjami. Dużo rzadziej jest ona przy tym lukratywna, ale też się zdarza.
To jest wersja pozbawiona grafik. Jeżeli chcesz przejść do głównego forum kliknij tutaj.