Pomoc - Szukaj - Lista Użytkowników - Kalendarz
Pełna wersja: Media w III RP: finansowanie przez panstwo
historycy.org > Historia Polski > PO OKRĄGŁYM STOLE - DEMOKRACJA > Przemiany społeczne i gospodarcze
Pages: 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9
Rothar
Do momentu istnienia ustroju komunistycznego media stanowiły aparat, którym posługiwały się elity rządzące, by propagować celowość swoich działań i przedstawiać ustrój w jasnym świetle. Był to obraz zafałszowany i mało kto aktualnie nie potępia tego typu ograczenia misji medialnej.

Po roku 1989 mamy do czynienia ze zjawiskiem odwrotnym - zwolnienie z kajdan cenzury spowodowało, że media stały się rynkowymi organizmami, których naczelnym celem stało się jak najwięcej zarobić. Prezentacja informacji (głównie o nie mi tutaj chodzi) stała się kolejnym krzywym zwierciadłem, zakrzywiającym odbiór rzeczywistości przez społeczeństwo. Wiadomości preferowane to te, które dyskredytują działania polityczne, ponieważ tylko sensacja (okradają nas! oszukują!) jest w stanie przyciągnąć widza/czytelnika/słuchacza.

Slogan "Telewizja kłamie" nabiera tutaj innego znaczenia. Powoduje na zasadzie opozycji do lat komunizmu budowanie obrazu kraju - Imperium Zła. Budzi szczególnie w młodym demokratycznie państwie takim jak Polska brak zaufania do ustroju.

Przechodząc do głównej osi tematu - jak postrzegacie oddziaływanie mediów na działalność polskiej demokracji w ciągu ostatnich kilkunastu lat? Czy triumfy populizmu nie są właśnie bezpośrednią konsekwencją działalności medialnej i jaki jest stan IV Władzy w Polsce? Jakie negatywne i pozytywne zmiany w porównaniu z czasami komuny dostrzegacie?

Zapraszam do dyskusji.
syrenka
Ciekawy temat.

Jestem skłonna przypuszczać że gdyby nie media to takiego zwycięstwa populizmu w Polsce by nie było.
Poza tym polskie media są szalenie stronnicze i nie ma na rynku telewizji, ani czasopisma, które byłoby wolne od jakichkolwiek politycznych sympatii, a może nawet zależności. Dlatego należy zachować dystans wobec przedstawianych wydarzeń, czego sobie i Wam życzęsmile.gif
swatek
Media w Polsce wystawiły sobie same ocenę w trakcie kampanii wyborczej do sejmu/senatu oraz prezydenckiej. Takiej stronniczości to szukać tylko w PRL. Oczywiście mam na myśli media elektroniczne i nie wszystkie gazety. Mam wrażenie, że kreowały one rzeczywistość wyborczą niż ją przedstawiały. Wyznacznikiem tego były wyniki wyborów. W mediach wyniki oczekiwane były zgoła inne. Wystarczyło popatrzeć na komentarze na gorąco po ogłoszeniu wstępnych wymików. Zaskoczenie i brak słów ze strony dziennikarzy.

Pozdrawiam.
tuxman
Pozwólcie, że coś "przekopiuję" z portalu internetowego www.hotnews.pl

QUOTE(www.hotnews.pl)
Klub PIS złożył wniosek o powołanie komisji śledczej, która może wyświetlić sto razy więcej prawdy na temat rządzących naszym krajem układów niż wszystkie dotychczasowe komisje razem wzięte.
 
  Idea komisji badającej bezpieczniackie inspiracje i naciski jakim poddawane były w III RP media budzi zrozumiałe emocje wśród obrońców Układu. Wydaje się jednak, że tę walkę Salonowcy od strony propagandowej muszą przegrać - jak logicznie i zachowując twarz wytłumaczyć postawę PO, która pragnie wyjaśniać jedną sprawę ale pod żadnym pozorem nie chce pozwolić na choćby zbliżenie się do dziesiątek innych?
 
  Głosiciele dogmatu o niepokalanej naturze tzw. czwartej władzy jak mantrę powtarzają stwierdzenie, że wszelka dociekliwość skierowana do wnętrza środowiska dziennikarskiego jest śmiertelnym zagrożeniem dla demokracji oraz przejawem niezdrowych, totalitarnych zapędów. Bezrefleksyjne powtarzanie tego stwierdzenia z czasem doprowadziło sytuacji gdy wielu obywateli RP za oczywistą i właściwą uznaje chorą definicję demokracji: demokracja jest wtedy, gdy "niezależne" (nawiasem mówiąc w przyrodzie coś takiego jak byt niezależny nie istnieje) media mogą niszczyć ludzi rozpowszechniając największe nawet kłamstwo nie biorąc najmniejszej odpowiedzialności za swoje publikacje. Dla wielu demokracja sprowadza się do wolności oplucia każdego niezaleznie od faktów - bez konsekwencji, pod warunkiem jednak, że jest się członkiem uprzywilejowanej kasty dzierżycieli "czwartej władzy" (jeśli masz pecha obrazić kogoś ważnego a nie jesteś dziennikarzem najprawdopodobniej wylądujesz za kratkami albo, w najlepszym wypadku, zapłacisz grzywnę). Swoją drogą, jeśli mnie pamięć nie myli, nowożytna teoria demokracji nie wspomina o czwórpodziale władzy lecz o trójcy - ustawodawcza, wykonawcza, sądownicza, w owej doktrynie każda z tych władz jest autonomiczna wobec pozostałych ale nie jest wyłączona spod społecznej kontroli. A jak demokrację widzą zwolennicy czwórpodziału? Są trzy "stare" i czwarta super-władza , która w odróżnieniu od pozostałych nie podlega jakiejkolwiek kontroli (nie wolno nawet zadawać pytań na temat jej kondycji moralnej) i nie ponosi odpowiedzialności za swoje działania. Czy można się dziwić, że niektórzy komentatorzy wprost stwierdzają, że żyć nam przyszło nie w demo- lecz mediokracji?
 
  By w swych twierdzeniach o braku jakiejkolwiek odpowiedzialności a równocześnie wielkiej władzy jaką posiadają niezależne (od społeczeństwa) media przypomnę dwa fakty z przeszłości "najwybitniejszych" polskich dziennikarzy śledczych - pracujących dla Rzeczpospolitej (czy tylko dla niej?) A.Marszałek i B.Kittela.
 
  Grudzień 2000, wspomniana para publikuje na łamach swojego dziennika artykuł, który jest pierwszym z serii poświęconych korupcji i złodziejstwu które miał w swym urzędzie zorganizować wojewoda Marek Kempski. Temat podchwytują inne media, Tomasz Lis w telewizji prezentuje grafikę opisująca powiązania wojewody z podejrzanymi biznesmenami, "strzałki" obrazujące przepływy państwowej gotówki kończą swój bieg w kieszeniach Kempskiego i jego przyjaciół... Cel zostaje osiągnięty - popularny polityk po wielomiesięcznej kampanii medialnej zostaje zniszczony. Najbardziej zaangażowani w sprawę redaktorzy otrzymują środowiskowe nagrody "dla najlepszych dziennikarzy"... Po latach bohaterowie publikacji wygrywają wszystkie procesy jakie wytoczyli gazecie, która ich opluła. Co więcej - dochodzenia podjęte w wyniku owych publikacji oczyściły dobre imię wojewody i jego współpracowników. Dziś Marek Kempski stwierdza, że jednym z powodów, dla których "wybitni śledczy" Rzeczpospolitej dostali na niego zlecenie był jego udział w pracach zespołu ds. reformy służb specjalnych - jako szef tego zespołu forsował on tzw. opcję zerową. Śmiertelnie zagrożone służby uderzyły w swego wpływowego wroga. Oczyszczony z zarzutów Marek Kempski może chodzić z podniesioną głową - czy jednak zrekompensuje mu to lata upokorzeń i raczej bezpowrotne zamknięcie drogi do polityki? Czy "wybitni śledczy" dali się wpuścić w kanał swoim informatorom w "służbach"? Czy wyciągnęli jakieś wnioski z tego w czym uczestniczyli? Jeśli wyciągnęli to niestety nie takie jakie wyciągnąć powinien człowiek przyzwoity. Wygląda na to, że taka zabawa bardzo się duetowi Marszałek-Kittel spodobała bo już pół roku później...
 
  Lipiec 2001, ta sama para killerów daje na łamach Rzeczpospolitej sygnał do polowania na wiceministra obrony narodowej - Romualda Szeremietiewa. Z sensacyjnych artykułów dowiadujemy się, że polityk za gigantyczne łapówki ustawia przetargi na sprzęt dla wojska. Jego wspólnikiem w przestępczym procederze jest asystent Zbigniew Farmus. Dziennikarze z tryumfem donoszą: Szeremietiew wydaje wielokrotnie więcej niż zarabia! Skąd ma kasę? Wiadomo, z łapówek... UOP dokonuje spektakularnego aresztowania asystenta wiceministra (wszyscy pamiętamy finał tajnej operacji przypadkiem filmowany przez przypadkowego "turystę" na środku Bałtyku), media podają informację o próbie ucieczki z kraju, której w ostatniej chwili zapobiegły dzielne służby. Nikt nie zadaje pytania dlaczego mimo takiej możliwości uciekiniera nie zatrzymano w porcie (odpowiedź jest jasna - nie chodziło o "zatrzymanie" ale o "spektakularne zatrzymanie" na potrzeby mediów). W następnych dniach gazety donoszą o pięciu paszportach i kupie gotówki przejętej wraz z zatrzymanym asystentem, z ministerialnych szaf, wg "śledczych", wyjmowane są liczne koperty z łapówkami... Nikt nie przejmuje się tym, że pięciu paszportów nie było, kupy forsy również a koperty z drobniakami okazały się resztą z delegacji zagranicznych... Nikt nie publikuje sprostowań. Robota odwalona, wrogowie zniszczeni, "śledczy" nagrodzeni (Dziennikarz Roku). Poniżonemu i pozbawionemu zdolności do dalszego uczestnictwa w życiu politycznym Szeremietiewowi humor może co najwyżej poprawić dziesięciomiesięczna kontrola Urzędu Skarbowego, który w przeciwieństwie do "wybitnych śledczych" Rzeczpospolitej, mimo ogromnych chęci, nie był w stanie dopatrzeć się w jego finansach owej legendarnej nadwyżki wydatków nad przychodami.
 
  Tak po latach mówi ofiara "wolnych i niezależnych":
  Po artykułach Marszałek & co. urząd skarbowy badał przez 10 miesięcy moje dochody i wydatki i stwierdził, że miałem LEGALNIE kilkadziesiąt tys. PLN więcej niż wydałem na budowę domu, samochód etc. Następnie tę decyzję urzędu przez trzy miesiące badała Mazowiecka Izba Skarbowa i też stwierdziła, że jest ok. Później "kapuściana" prokuratura apelacyjna w Warszawie i nawet ona musiała uznać, że z moimi dochodami i wydatkami jest w porządku. (...) Ale jak rozumiem to nikogo nie obchodzi. W końcu "śledczy" z Rzepki nagrody dostali, mnie skompromitowano i wdeptano w ziemię (...). Nie ulega wątpliwości, że mamy w Polsce "wolne media" i wszyscy zadowoleni - prawda? (wypowiedź R.Szeremietiewa na blogu We The Media).
 
  O intrydze przeciwko wiceministrowi Szeremietiewowi, niechlubnej roli duetu Marszałek-Kittel oraz o tym, "kto za tym stał" pisał niedawno tygodnik NIE. Trudno podejrzewać tę skrajnie czerwoną gazetę o sympatię do prawicowego polityka...
 
  Jak widać wystarczy lekko trącić medialną puszkę Pandory by z wnętrza zaczął wydobywać się budzący niepokój odór zgnilizny... Trzeba dokładniej przyjrzeć się sytuacji. Polakom należy się wiedza na temat tego, kto faktycznie nimi rządzi - czy jeszcze mamy "mediokrację" czy już "służbokrację medialną"? A może wszystko jest w najlepszym porządku i najważniejsze decyzje wciąż należą do wyborców (demokracja)? Warto to sprawdzić... Tylko skąd ten strach?


No więc brzmi to jak spiskowa teoria dziejów, ale w każdej plotce - jest ziarenko prawdy. Podobne boje z grupą "stanowiącą władzę" stoczyła redakcja Gazety Polskiej swego czasu - w momencie kiedy podstawieni ludzie usiłowali przejąć tamten tygodnik. Po szczegóły możecie sięgnąć na ich strony.
memex
Wyrazistym przykładem "solidarności w nieszczęściu" naszych tzw. "gwiazd" medialnych jest histeria, jaką środowisko dziennikarskie rozpętało po prawomocnym wyroku na dziennikarza "Wiadomości Polickich" Andrzeja Marka, skazanego za pomówienia pod adresem Piotra Misiło. Zamykanie się w klatce przed gmachem Sejmu było żałosnym spektaklem, gdyż jak się później okazało Markowi pierdel autentycznie się należał smile.gif
Dzisiaj na stronie Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich znalazłem ciekawy artykuł Heleny Kowalik o kulisach tamtej sprawy i o kompromitacji, jaka stała się udziałem zapalczywych obrońców tzw. "wolności prasy". Pozwolę sobie go zacytować, co umożliwi mi wytłuszczenie co smaczniejszych kąsków wink.gif
QUOTE
Wolność prasy - wytrych do wszystkiego
...
Do aresztu śledczego w Szczecinie odprowadzali go Młodzi Demokraci z Polic, krzycząc: - \"Gdzie jest prawo i sprawiedliwość?!\" Na pół godziny przez pożegnaniem wolności, Andrzej Marek odbył sesję fotograficzną (z więziennymi murami w tle) dla mediów.

Potem dobra nowina goniła następną, też pomyślną. Opublikowana w Gazecie Wyborczej wypowiedź Andrzeja Urbańskiego szefa Kancelarii Prezydenta zastała red. Marka, gdy już się mościł w celi. Była jak promyk słońca: - \"Prezydent Lech Kaczyński osobiście zapozna się z dokumentacją prośby ułaskawienie. Pan prezydent jest poruszony, bo sam był w takiej sytuacji, kiedy sąd nie dopuścił ani ekspertyz, ani ekspertów, ani żadnych innych dokumentów\".

Jeśli red. Andrzej Marek słuchał też na więziennej pryczy radiowej Jedynki, to serce mu rosło z radości. Informacja, że przez trzy miesiące pozostanie za murami, została tak skonstruowana, iż ostatnie słowo należało do skazanego, zapowiadającego złożenie skargi na wyrok SN w Strasburgu. Przytaczano tylko te opinie dziennikarzy, który byli po stronie Andrzeja Marka. W każdej, jak magiczne zaklęcie, pojawiało się sformułowanie: wolność prasy. W obronie której, trzeba iść nawet do więzienia.
...
W marcu 2003 roku byłam jedyną reporterką z Warszawy, która po rozmowie z Andrzejem Markiem pojechała do Polic i sądu szczecińskiego, aby skonfrontować zebrany materiał. Ślęczałam nad aktami w dniu, gdy medialne gwiazdy siedziały w klatce po tygrysie ustawionej przed Sejmem i do oka kamery wykrzykiwały swój protest przeciwko kneblowaniu więziennym, kolczastym drutem wolności prasy.

Rezultaty mego prywatnego śledztwa opisałam w Przeglądzie. Jeden z protestujących dziennikarzy, z którym pracowałam siedem lat w innej redakcji, przestał mi mówić dzień dobry. Uznał, że takiej postawy wymaga jego solidarność z Andrzejem Markiem.

Ten proces trwał prawie cztery lata. 27-letni Piotr Misiło, naczelnik wydziału promocji i informacji gminy w Policach, oskarżył o zniesławienie Andrzeja Marka. Poszło o to, że w kolejnych numerach \"Wieści Polickich\" naczelny donosił, iż nominowany dzięki partyjnym układom Misiło wykorzystuje swoje stanowisko do osiągania prywatnych korzyści. Pomówiony wysyłał sprostowania - w sumie siedem - które nie tylko lądowały w koszu, lecz były wyszydzane na łamach \"Wieści\".

Przez prawie trzy lata sąd sprawdzał dowody, przesłuchując świadków oskarżonego i ekspertów. W tym czasie Andrzej Marek drukował na temat sporu artykuły pod znamiennymi tytułami \"Misiło, oddaj pieniądze!\", \"Brzydzę się\". \"Igraszki z Temidą Piotra Misiło\", \"Pieszczoszek lokalnej władzy\".

W listopadzie 2002 roku zapadł wyrok I instancji. Sąd Rejonowy w Szczecinie skazał autora artykułów na trzy miesiące więzienia w zawieszeniu, pod warunkiem publicznych przeprosin pomówionego urzędnika na pierwszej stronie \"Wieści Polickich\". Andrzej Marek został uznany za winnego: działał według z góry powziętego zamiaru, jego publikacje od początku miały jeden cel - zdyskredytowanie Misiły. Tak samo twierdził sąd II instancji.

Marek odmówił przeprosin. Oświadczył, że \"nie rozumie, w jaki sposób Misiło przekonał sędziego do swoich racji\".

...
Jestem przekonana, że wchodzący do klatki nie znali akt sprawy. Ale czy to może usprawiedliwić? Zwłaszcza inicjatorów widowiska przed Sejmem?

Jako pierwsi kazali się zamknąć redaktorzy naczelni: - Grzegorz Jankowski z \"Faktu\" i Mariusz Ziomecki z \"Super Expressu\"

Wątpliwe świadectwo rozważnego prawnika wystawił sobie mecenas Jerzy Naumann, który już klatce (wszedł tam z Jolantą Pieńkowską) z miejsca autorytatywnie oświadczył: - Za winy niepopełnione nie można przepraszać, to byłoby przyznanie się do winy.

Łatwo w naszym środowisku o tzw. bicie piany. Podczas, gdy \"Super Express\" nazywał Misiłę kacykiem, Robert Menard, sekretarz generalny organizacji Reporterzy bez Granic, zwrócił się z apelem do prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego o akt łaski dla dziennikarza z Polic, bowiem jak napisał: - \"W chwili, gdy wszystkie spojrzenia kierują się w stronę nowych członków Unii Europejskiej, ta sprawa zaciemni obraz Pańskiego kraju i stworzy niezwykle niebezpieczny precedens dla dziennikarzy europejskich\".

Żarliwie wspierała Andrzeja Marka z telewizyjnego ekranu Monika Olejnik: - \"Niech ta sprawa będzie nauczką dla wymiaru sprawiedliwości\". Apelował Andrzej Krajewski, dyrektor Centrum Monitoringu Wolności Prasy: - (...) Zwracamy uwagę na próbę ograniczenia wolności słowa przez odkrawanie metodą salami najpierw tych, którzy są najbardziej wysunięci, czyli dziennikarzy prasy lokalnej\". Maciej Rybiński z \"Rzeczpospolitej\" oświadczył na łamach swej gazety: \"Chcę zamanifestować niezgodę na wyjęcie funkcjonariuszy publicznych spod powszechnie obowiązujących wszystkich obywateli praw (...), przeciw poddaniu zniesławienia (...) urzędnika państwowego, czy samorządowego przepisom prawa karnego, podczas gdy wszyscy inni mogą korzystać tylko z ochrony prawa cywilnego\".

Sąd w Szczecinie uległ medialnej presji.
Uwzględnił wniosek obrony i na sześć miesięcy odroczył wykonanie kary ze względu na to, że ciężarna żona red. Marka może się źle poczuć.

Obfotografowany pod więzienną bramą Andrzej Marek wrócił domu, żegnany przez tłum starszych osób z wyciągniętymi w górę palcami w kształcie litery V. (W pobliża stała licznie zgrupowana policja, pilnująca, aby nie doszło do zamieszek). Jeszcze tego samego dnia naczelny \"Wieści Polickich doznał potężnego zawrotu głowy. W wywiadzie dla Gazety Wrocławskiej oświadczył: - \"Organy sprawiedliwości najnormalniej zlekceważyły moją sprawę. Zmusili mnie do tego, abym wykorzystał ciążę żony, aby nie iść siedzieć. To nikczemne. Ale przysięgam: kolejnej prośby o odroczenie nie będzie. Jestem niewinny, a zarzuty wobec mnie sfabrykowano. Zrobił to sędzia, mówię to z pełną odpowiedzialnością\".

Dostało się też prezydentowi, który nie chciał skorzystać z prawa łaski, oraz ministrowi sprawiedliwości: - \"Oni chyba sobie ze mnie żartują. (...) Niech lepiej dadzą sobie spokój z tymi politycznymi gierkami\"
...
W jakże przychylnych Andrzejowi Markowi mediach był przedstawiany jako człowiek zajmujący najwyższy szczebel w dziennikarskiej karierze, bo redaktora naczelnego. Andrzej Krajewski, dyrektor Centrum Monitoringu Wolności Prasy, broniąc skazanego upominał się o niego, jako o kolegę po fachu, który pracuje na najbardziej narażonej na ataki lokalnej władzy forpoczcie medialnej.

Kim naprawdę jest człowiek, w obronie którego dziennikarskie sławy pchały się do tygrysiej klatki?

Czterdziestokilkuletniego Andrzeja Marka trudno nazwać – wbrew temu, co pisał w apelacjach jego obrońca - zawodowym dziennikarzem. Ukończył technikum elektryczne i trochę, jak mi powiedział, pracował w podziemnej Solidarności przy organizacji prasy. Potem, skłócony z tym związkiem, zatrudnił się w zakładowej gazetce dla chemików. Ale uznał, że lepiej zbierać reklamy na własny rachunek, bez zwierzchników nad głową. Założył \"Wieści Polickie\". Nakład - tysiąc egzemplarzy. Zespół redakcyjny stworzył z kilkoma wolontariuszami raczej w podeszłym wieku; mam wrażenie, że obrażonych na rzeczywistość. Jeden z nich, poeta, za każdym razem podpisuje się jako członek ZLP. Ponieważ czytelnicy nie chcieli mu wierzyć, dołączył przedruk zaświadczenia o przynależności do związku.

Zasadniczą treść pisemka pt. \"Wieści Polickie\" stanowią reklamy, które wchodzą też na okładkę, oraz niewybredne ataki na Misiłę.

Skąd taka wieloletnia agresja? – pytałam w Policach, bo sami adwersarze nie spieszyli się do wyjaśnień. Potwierdziło się porzekadło: Jak nie wiadomo, o co chodzi, to wiadomo, że o pieniądze.

Piotr Misiło został naczelnikiem promocji po zaprzyjaźnionym z red. Andrzejem Markiem Adamie Wosiku. Ten dawał naczelnemu \"Wieści…\" płatne zlecenia z budżetu gminy, np. druk kalendarzy, które Marek następnie przekazywał innym wykonawcom, zarabiając na pośrednictwie. Misiło tę drogę skrócił, namówił bowiem burmistrza, by wydawać w Urzędzie Informator Policki; poza artykułami o sprawach samorządu, znalazły się tam bezpłatne inseraty gminne. Tym samym pozbawił zysków właściciela \"Wieści Polickich\".

Trzeba by też dodać, że nowy naczelnik promocji nie jest człowiekiem, któremu można dmuchać w kaszę. Jako absolwent dwóch wydziałów Uniwersytetu Szczecińskiego, miał szansę w najbliższych wyborach samorządowych na liczące się w Policach stanowisko. \"Wieści…\" zaatakowały Misiłę już kilka dni po objęciu przez niego urzędu. Stylistyka pomówień była tak pokrętna, że później, w sądzie, wezwano językoznawcę, aby przetłumaczył je na język polski.
...
Andrzej Marek siedział więc w domu, i nadal dokładał Misile. (Spowodował np., że radni wystąpili do prokuratura o zbadanie win naczelnika działu promocji, która jednak nie podjęła dochodzenia). Tymczasem, w Warszawie, o uchylenie wyroku wobec naczelnego \"Wieści Polickich\" w drodze kasacji, wystąpił do Sądu Najwyższego Andrzej Zoll rzecznik praw obywatelskich.

Profesor zarzucił orzeczeniu sądów niższych instancji \"zaniechanie dokonania analizy wyroku z punktu widzenia 10 art. Europejskiej Konwencji o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności\". W tym artykule wyrażony jest pogląd, że swoboda dziennikarska obejmuje również \"możliwość odwołania się do zastosowania pewnej przesady, lub nawet prowokacji\".

SN nie uwzględnił wniosku i na posiedzeniu w czerwcu ubiegłego roku ostatecznie uznał Andrzeja Marka za winnego pomówienia.


Sięgnęłam do odpowiedzi adwokata powoda na wniosek pozwanego do SN o rewizję wyroku sądu niższej instancji. Mec. Jerzy Wierchowicz, pełnomocnik Piotra Misiły przyjął następujący tok prawniczego myślenia: - Mój klient – tłumaczył - notabene żaden prominent - wystąpił do sądu, opierając się na przepisie kodeksu karnego (art. 212), który służy ochronie każdego obywatela, jeśli poczuje się pomówiony przez innego obywatela. Andrzej Marek popełnił przestępstwo, pomawiając zwykłego obywatela o niecne postępowanie, i nie wykazał przed sądem, że jego twierdzenia polegały na prawdzie. Sąd go za to skazał, nakazując też przeproszenie pokrzywdzonego. Wyrok się uprawomocnił. Ale Marek twierdził, że jest niewinny i nie podporządkuje się żadnemu wyrokowi. Zatem uważa, że to on, a nie sąd decyduje, czy naruszył prawo.

- Ten pogląd - zauważył mecenas - został w całości zaakceptowany przez dziennikarzy, którzy weszli do klatki. Bezpodstawnie podnieśli krzyk, że za słowo idzie się do więzienia.

Sąd wymierzył karę więzienia, ale ją zawiesił, a więc nie ma mowy o celi, jeżeli skazany przeprosi. Czy to jest tak wiele - przeproszenie? Jeżeli Andrzej Marek tego nie robi, sam pakuje się do o więzienia. Zresztą twierdzenie, że kara jest skandaliczna, bo surowa, jest nieuprawnione. Przecież, gdyby sąd skazał pozwanego na grzywnę (pozornie kara łagodniejsza - pozornie, gdyż to dolegliwość finansowa, a przy zawieszeniu wykonania kary sąd nie orzekł świadczenia pieniężnego), to Marek grzywny by nie zapłacił, bo jak twierdzi, jest niewinny, i sąd musiałby zamienić mu karę grzywny na karę pozbawienia wolności, tak stanowi prawo. Podobnie byłoby, gdyby sąd np. warunkowo umorzył postępowanie. Zapewne nakazałby przeproszenie pokrzywdzonego. Marek by tego nie zrobił, ciąg dalszy znamy…
...
Po odczytaniu naszpikowanego paragrafami uzasadnienia sędzia SN przemówił do dziennikarzy zwykłym językiem: - Istotą sprawy - tłumaczył - nie jest wcale kneblowanie dziennikarzy i nastawanie na wolność słowa, jak to, nie wiem dlaczego, przedstawiacie. Istotą sprawy jest to, że w państwie prawa należy szanować wyroki niezawisłych sądów. Musi je szanować i szewc i minister i dziennikarz. Czy się nam podobają, czy nie. Pan Andrzej Marek uznał, że jest niewinny i furda mu tam jakieś wyroki. A wy go robicie męczennikiem za wolność słowa….

Stałam w tej grupie i widziałam narastające zakłopotanie na twarzach mych kolegów po fachu, nastawionych na inny finał tej sprawy. Myślałam – wszyscy dostaliśmy lekcje praworządności z powodu pieniactwa człowieka, który, gdyby istniały dziś certyfikaty w naszym zawodzie, prawdopodobnie nie mógłby nazywać się dziennikarzem.

Potem sprawa przycichła. Z wyrokiem Sądu Najwyższego nikt nie dyskutował. Rzecznik praw obywatelskich przyznał kiedyś publicznie, że został wprowadzony błąd.

Minęło kilka miesięcy i dla Andrzeja Marka nadszedł czas na zapukanie do więziennej bramy. Więc przypomniał o sobie tym, którzy tak go bronili. Bo stali się już wspólnikami jednej sprawy. W swoim mniemaniu straciliby twarz, gdyby się publicznie przyznali, że dali popis owczego pędu, którego motorem w dużej mierze była własna próżność (kamery!).
...
Skory do ułaskawienia Andrzeja Marka prezydent Lech Kaczyński natknął się na sprzeciw ministra sprawiedliwości, który odmówił wszczęcia postępowania ułaskawiającego wobec naczelnego \"Wieści Polickich\".

Teraz odezwą się konstytucjonaliści. Szykuje się długa dyskusja prawnicza, w której to, czy red. Andrzej Marek sprzeniewierzył się kilku zasadom Karty Etycznej Mediów może być bez znaczenia. Dlatego przypomniałam, co się zdarzyło w Policach.

Helena Kowalik

Gdy przebrnąłem przez powyższy artykuł poczułem żal powodowany tym, że nasze dziennikarskie "tuzy" tak szybko opuściły klatkę pod Sejmem. Szkoda, że ktoś nie zgubił kluczyka wink.gif
syrenka
Hihi, istotnie. To było żenujące przedstawienie. Co niektórzy dziennikarze mają najnormalniejszego w świecie - przepraszam za wyrażenie - pierdolca na punkcie tzw. wolności słowa, z tym że nie dociera do nich, że wolność słowa a szykanowanie kogoś to jakby dwie odrębne sprawy.
Poza tym zdają sobie sprawę ze swojej władzy - bo tą istotnie mają i niestety w znacznym stopniu wpływają myślenie i poglądy dużej cześci społeczeństwa - czują się wobec tego bezkarni, i prześcigają się w pomysłach na kreowanie (bo nie na przedstawianie) rzeczywistości.

Na szczęście są chwalebne wyjątki, ale dotyczy to raczej tych, którzy NIE zajmują sie polityką.
MikoQba
QUOTE(syrenka @ 16/03/2006, 22:57)
Ciekawy temat.

Jestem skłonna przypuszczać że gdyby nie media to takiego zwycięstwa populizmu w Polsce by nie było.
Poza tym polskie media są szalenie stronnicze i nie ma na rynku telewizji, ani czasopisma, które byłoby wolne od jakichkolwiek politycznych sympatii, a może nawet zależności. Dlatego należy zachować dystans wobec przedstawianych wydarzeń, czego sobie i Wam życzęsmile.gif
*



Kazdy dziennikarz ma jakies sympatie polityczne, sęk w tym zeby potrafił pbiektywnie przedstawic fakty- i ewentualnie dodac do tego swój komentarz, który ma prawo byc stronniczy, bo to jego komentarz. W USA gazety i stacje telewizyjne przed wyborami ogłaszaja które kandydata na prezydenta popieraja i wszystko jest w porzadku.
carantuhill
[quote=syrenka,17/03/2006, 12:11]
Hihi, istotnie. To było żenujące przedstawienie. Co niektórzy dziennikarze mają najnormalniejszego w świecie - przepraszam za wyrażenie - pierdolca na punkcie tzw. wolności słowa, z tym że nie dociera do nich, że wolność słowa a szykanowanie kogoś to jakby dwie odrębne sprawy.

Homo sovieticus się chyba odezwał...
Wolność słowa jest najcenniejszą wartością i nie powinna podlegać ograniczeniom, bo jeśli politycy zaczną ją ograniczać to się nie zatrzymają. Poza tym nikt tej wolności nie ofiarował w jakiejś tam konstytucji, wolność wypowiedzi należy doo praw naturalnych.
mp258
[quote=carantuhill,3/04/2006, 7:33]
[quote=syrenka,17/03/2006, 12:11]
Hihi, istotnie. To było żenujące przedstawienie. Co niektórzy dziennikarze mają najnormalniejszego w świecie - przepraszam za wyrażenie - pierdolca na punkcie tzw. wolności słowa, z tym że nie dociera do nich, że wolność słowa a szykanowanie kogoś to jakby dwie odrębne sprawy.

Homo sovieticus się chyba odezwał...
Wolność słowa jest najcenniejszą wartością i nie powinna podlegać ograniczeniom, bo jeśli politycy zaczną ją ograniczać to się nie zatrzymają. Poza tym nikt tej wolności nie ofiarował w jakiejś tam konstytucji, wolność wypowiedzi należy doo praw naturalnych.
*

[/quote]

hmmm...ciekawe. Więc ty uważasz, że jak ktoś pisze w gazecie nieprawde, psuje dobre imię innego człowieka i po części zamyka mu drogę jakiegoś rozwoju, kariery to to jest wszystko wolność słowa!? A jak ty byś sie poczuł gdyby ciebie ktoś bezpodstawnie oczerniał na łamach prasy?? Wolność słowa jest ważna ok, ale wolność słowa nie polega na tym, że se można bzdury pisać i niszczyć komuś reputacje. Przemyśl to jeszcze raz... dry.gif
carantuhill
od czego są sądy. Uważasz, że Cię obrażono podaj tego kogośdo sądu...
mp258
QUOTE(carantuhill @ 4/04/2006, 19:24)
od czego są sądy. Uważasz, że Cię obrażono podaj tego kogośdo sądu...
*



No właśnie. Z postu memexa wynikało, że dziennikarz, który bezpodstawnie oczerniał polityka został do sądu pozwany. Został też skazany na wyrok pozbawienia wolności przez ten sąd ale NIE CHCIAŁ SIĘ MU PODPORZĄDKOWAĆ i utrzymywał, że orzeczenie sądu jest wydane na podstawie "sfabrykowanych" dowodów. I potem poparł go cały dziennikarski świat i zrobiono z niego męczennika wolności słowa chociaż koleś był winny. I to właśnie o tym pisała syrenka:

QUOTE
Hihi, istotnie. To było żenujące przedstawienie. Co niektórzy dziennikarze mają najnormalniejszego w świecie - przepraszam za wyrażenie - pierdolca na punkcie tzw. wolności słowa, z tym że nie dociera do nich, że wolność słowa a szykanowanie kogoś to jakby dwie odrębne sprawy.


Więc to chyba z tym "homo sovieticus" to tu nie pasuje wink.gif
pozdrawiam
carantuhill
Pracuję jako dziennikarz i nigdy w życiu bym nie przeprosił... W Polsce prokuratorzy tylko czekają, żeby wykorzystać ten artykuł Prawa Prasowego: o obrazie osób publicznych i zamknąć niepoprawnych dziennikarzy.
memex
QUOTE(carantuhill @ 4/04/2006, 21:17)
Pracuję jako dziennikarz i nigdy w życiu bym nie przeprosił...

A prawomocnie zasądzoną karę więzienia lub karę finansową (którą sam zaproponowałeś w jednym z poprzednich postów) byś zaakceptował, czy też może ustawiłbyś pod sejmem klatkę dla kumpli po fachu? Jak do tej pory święte krówki spacerowały tylko po ulicach indyjskich miast. Czasy się zmieniają... wink.gif
carantuhill
no tak, w IV (kaczej) Pospolitej dziennikarzy się będzie wysyłało do więzień, z procesem w Brześciu będzie trudno niestety...
Czujesz się obrażony podaj mnie osobiście do sądu, nie korzystając z pomocy usłużnych prokuratorów pana "0".
konto usunięte 051218
memex ma rację. Dziennikarz ma prawo (a nawet obowiązek) do krytyki osób publicznych, pod warunkiem, że ta krytyka jest obiektywna. W Polsce dziennikarze stosują prymitywny chwyt: bezkarne oczernianie kogoś, mieszanie go z błotem, a później w sądzie: auuuuu... zamach na wolność słowa, kaganiec cenzury, itp. Ludzie robią się coraz bardziej świadomi praw, jakie przysługują im w demokracji. I tak np. kto kiedyś mógł pomyśleć o podaniu lekarza (szpitala!) w związku z błędami w leczeniu do sądu ? A teraz ? Szpitale zaczynają się masowo ubezieczać od tego typu wpadek. Podobnie jest z redakcjami dzienników. Dziennikarz musi być odpowiedzialny za swoje słowa. Oczywiście trzeba postawić ważne pytanie: gdzie kończy się wolność słowa i prawo do krytyki osoby publicznej, zaczyna brutalny atak paszkwilami, grzebanie w życiu prywatnym, wyciąganie rodzinnych brudów, itp.
pzdr.
syrenka
QUOTE(carantuhill @ 4/04/2006, 20:17)
Pracuję jako dziennikarz i nigdy w życiu bym nie przeprosił... W Polsce prokuratorzy tylko czekają, żeby wykorzystać ten artykuł Prawa Prasowego: o obrazie osób publicznych i zamknąć niepoprawnych dziennikarzy.
*



Nie no wybacz, ale węszysz tu jakąś teorię spisku, nie wiem na jakiej podstawie.
Politycy i dziennikarze w tym kraju (w większości, bo nie wszyscy, Bogu dzięki) są nawzajem siebie warci... Mam fatalne zdanie o polskich politykach, ale o polskich dziennikarzach jeszcze gorsze... (na marginesie - tez się kręcę wokół dziennikarstwa rolleyes.gif )
Dla Ciebie wszystko jest takie prościutkie? "Od czego są sądy", "Kary finansowe, a nie więzienie!!!" - a nie łaska zauważyć, że ten dziennikarz najzwyczajniej w świecie się pomylił i chociażby dlatego wypada przeprosić?
tuxman
QUOTE(carantuhill @ 5/04/2006, 7:36)
no tak, w IV (kaczej) Pospolitej dziennikarzy się będzie wysyłało do więzień, z procesem w Brześciu będzie trudno niestety...
Czujesz się obrażony podaj mnie osobiście do sądu, nie korzystając z pomocy usłużnych prokuratorów pana "0".

Ach - jak to miło poznać prawdziwego dziennikarza! wink.gif
"IV kacza Pospolita?"
"prokuratorzy pana "0"?"

Bardziej mi to przypomina więzienną grypserę niż język dziennikarza... rolleyes.gif

Skoro już jesteś dziennikarzem? - może mi powiesz czym różni się znaczenie encyklopedyczne a twoje rozumienie poniższych sformułowań?
- obiektywność (tutaj: dziennikarzy)
- prawdomówność (tutaj: dziennikarzy).

Nie mów mi, że są to pytania sugerujące odpowiedź bądź retoryczne... sleep.gif

Pozdrawiam
carantuhill
Nie ma obiektywnych dziennikarzy, każdy ma jakieś poglądy polityczne, wyrobioną opinię na jakiś temat (jak ja na punkcie pisu). Nawet dziennikarze BBC mają jakieś poglądy (zazwyczaj liberalno lewicowe. Jeśli uważasz, że jakaś gazeta kłamie to:
- nie kupuj jej,
- podaj ją osobiście do sądu
- a najlepiej to załóż własną gazetę i głoś swoją "najprawdziwszą prawdę".
tuxman
QUOTE(carantuhill @ 5/04/2006, 20:32)
Nie ma obiektywnych dziennikarzy, każdy ma jakieś poglądy polityczne, wyrobioną opinię na jakiś temat (jak ja na punkcie pisu). Nawet dziennikarze BBC mają jakieś poglądy (zazwyczaj liberalno lewicowe. Jeśli uważasz, że jakaś gazeta kłamie to:
- nie kupuj jej,
- podaj ją osobiście do sądu
- a najlepiej to załóż własną gazetę i głoś swoją "najprawdziwszą prawdę".


Świetnie...
Wiesz - nie unoś się zaraz... Ja tam nic złego censored.gif na myśli nie miałem...
Czy byłbyś w stanie, mnie laikowi, przyświecić kagankiem oświaty i objaśnić pojęcie: etyki dziennikarskiej?
Lubo tez odpowiedzialności za słowa?
Czy też w/g ciebie liczy się tylko zarabianie kasy na ilości sprzedanych numerów (vide: "NIE")?
carantuhill
na mojej szacownej uczelni na przedmiocie zwanym etyką pan profesor powiedział, żebyśmy pisali, niczym się nie przejmując, dopóki ktoś nam nie połamie nóg, lub nie zakopie gdzieś w lesie. Etyka dziennikarska to mit. To normalny zawód, to że nazywa się go czwartą władzą to jakaś paranoja. Czy dziennikarz Faktu, Super Expressu, nie wiem programu Uwaga ma jakiś etos. Po prostu muszą oni sprzedać jakiś produkt. Ludzie najbardziej lubią skandale, politykę, seks i tak dalej. Dziennikarze przez to pełnią poboczną funkcję. Zastępują niewydolne sądy, prokuraturę. Dlatego nie powinno się ograniczać wolności mediów, ponieważ, kiedy raz zaczniemy to za chwilę będziemy mieć cenzurę prewencyjną, obozy karne dla dziennikarzy.
syrenka
QUOTE(carantuhill @ 5/04/2006, 20:35)
na mojej szacownej uczelni na przedmiocie zwanym etyką pan profesor powiedział, żebyśmy pisali, niczym się nie przejmując, dopóki ktoś nam nie połamie nóg, lub nie zakopie gdzieś w lesie. Etyka dziennikarska to mit. To normalny zawód, to że nazywa się go czwartą władzą to jakaś paranoja. Czy dziennikarz Faktu, Super Expressu, nie wiem programu Uwaga ma jakiś etos. Po prostu muszą oni sprzedać jakiś produkt. Ludzie najbardziej lubią skandale, politykę, seks i tak dalej. Dziennikarze przez to pełnią poboczną funkcję. Zastępują niewydolne sądy, prokuraturę. Dlatego nie powinno się ograniczać wolności mediów, ponieważ, kiedy raz zaczniemy to za chwilę będziemy mieć cenzurę prewencyjną, obozy karne dla dziennikarzy.
*



Dziennikarze poszukujący prawdy. Wszystko pięknie, dopóki zastępując te niewydolne sądy samemu nie krzywdzi się innych. Skoro obalasz mit dziennikarskiego etosu, to powiedz mi - czy to zwalnia dziennikarzy od rzetelności i elementarnej przyzwoitości w relacjonowaniu wydarzeń? Bzdury na temat "czwartej władzy"? Jakie bzdury? Czwarta władza istnieje, bo to dziennikarze kreują rzeczywistość. Oni jej nie relacjonują - przedstawiają na swoją modłę, bądź na modłę swoich szefów.

Wiesz co - twój profesor powiedział że etyka dziennikarska to mit - a ty zupełnie bezwarunkowo się poddałeś tej teorii. No to ja się nie dziwię, że rośnie nam pokolenie dziennikarzy, które jak stado baranów będzie jednako beczeć nad kolejnymi "aferami", zamiast przeprowadzić rzetelną dziennikarską robotę.Pokłoń się ode mnie swojemu profesorowi i powiedz mu, że skoro neguje istnienie dziennikarskiego etosu, to niech jedzie na Białoruś. Tam mu będa kazali pisać, co trzeba i nie będzie musiał przejmować się jakimś tam etosem.

Oddzielasz dziennikarzy od twórców pism brukowych - moim zdaniem to sie wyrównało. Wszyscy lecą na sensację (a co za tym idzie - kasę), kompletnie nie sprawdzając prawdziwości omawianych spraw. Tak jak Twój "idol", który w pogoni za sensacją (czy też ze zwykłej zawiści, jak podejrzewam) popełnił karynalny błąd i jeszcze pyskuje (biedny, pokrzywdzony, nie ma wolności słowa...Boże... dry.gif )
tuxman
Carantuhill
Fajnie się z Tobą dyskutuje! Od razu widać (a właściwie) przeczytac można, że jesteś polskim dziennikarzem z krwi i kości - unikasz udzielenia jasnej odpowiedzi na zadane pytania... wink.gif
Z tego co piszesz mogłoby wynikać, że stronniczość, sączenie jadu i nienawiści, obłuda, fałszywe świadoectwo przeciwko przeciwnikom mocodawcy, naciąganie faktów i pomówienia w mediach są na porządku dziennym - bo moc i opiniotwórczość ma jak największa tuba - i tylko rozmiar TUBY sie liczy? Tak?

Czy Twoim zdaniem są dziennkiarze uczciwi? Jeśli nie - to ty np. jakim jesteś? Czy wyciągasz na światło dzienne sprawy tylko "zlecone" - czy węszysz uczciwie - i nie certolisz się gdy dopadłeś złodzieja/bandytę z miłej twemu oku opcji politycznej?

Jak to jest?

Po edycji:
Z ostatniej chwili (teraz doczytałem)
QUOTE(carantuhill @ 5/04/2006, 21:35)
Ludzie najbardziej lubią skandale, politykę, seks i tak dalej.

No WŁAŚNIE - czy to przypadkiem nie jest tak, że "ludzie lubią skandale, polityke, seks i tak dalej" - bo im to kiedyś jakiś tabun dziennikarzyn do łbów za pomocą swoich pismackich bzdur powkładał? (vide: 4 władza).
Chcesz przez to powiedzieć, że miejsce współczesnego dziennikarza jest w rynsztoku? smile.gif
memex
QUOTE(carantuhill @ 5/04/2006, 21:35)
na mojej szacownej uczelni na przedmiocie zwanym etyką pan profesor powiedział, żebyśmy pisali, niczym się nie przejmując, dopóki ktoś nam nie połamie nóg, lub nie zakopie gdzieś w lesie.

Zauważyłem trzy wątpliwe kwestie:
1. Czy rzeczona uczelnia zasługuje na miano "szacownej"?
2. Czy rzeczony przedmiot to na pewno była "etyka"?
3. Czy rzeczony gostek stojący na katedrze nie zakupił czasami "profesorskich" papierów na jakimś stołecznym bazarze?

Jedno jest raczej pewne - byłeś bardzo pilnym studentem "etyki" w wydaniu "profesora" Twojej "szacownej" uczelni wink.gif
syrenka
Powiem więcej - chętnie poznałabym nazwisko tego "szanownego profesora". Założę się, że to pierwsza siła polskiego dziennikarstwa... ;p
carantuhill
Ja też uważam, że na UJ profesorowie kupują dyplomy...
Ja pracuję w gazecie regionalnej, należącej (olaboga) do jednego z nielicznych POLSKICH wydawnictw prasy lokalnej. Jestem typowym dziennikarzem, szukam taniej sensacji, skandali (w środowisku lokalnym jest to trudne - to niestety nie Miasteczko Twin Peaks), plotek. Napisałem kilkaset tekstów, dziesiątki razy mi się oberwało od władz za nierzetelność (pierwszy raz jeszcze na studiach od rajcy "papistowskiego" miasteczka). Jeszcze nie zdażyło się, żeby ktoś mnie podawał do sądu, chyba że to teraz się zmieni za Jarka K.
Mówcie sobie co chcecie, ale to właśnie dziennikarze tworzą w Polsce demokrację, wymuszamy odpowiedzialność władzy, polityków, lekarzy, policji itp przed obywatelem i to my tworzymy społeczeństwo obywatelskie. Dziennikarze mają mnóstwo wad, ale cieszymy się, wbrew pozorom, dużym zaufaniem społecznym. Wielu ludziom sięto nie podoba, najchętniej woleliby znowu cenzurować nasze teksty, to są ci Tishnerowsy "homo sovieticus".
syrenka
Co ty masz z tym "homo sovieticus" to ja nie wiem...

Słuchaj - czy my wszyscy tutaj - tuxman, memex, ja i inni - czy my negujemy istnienia dziennikarstwa jako takiego, czy też nie podoba nam się nieodpowiedzialność dziennikarzy? (co innego budowanie demokracji, a co innego fałszywe oskarżenia wobec konkretnej osoby).
Przypomnij mi proszę...
swatek
QUOTE(carantuhill)
To normalny zawód, to że nazywa się go czwartą władzą to jakaś paranoja. (...) Zastępują niewydolne sądy, prokuraturę. Dlatego nie powinno się ograniczać wolności mediów, ponieważ, kiedy raz zaczniemy to za chwilę będziemy mieć cenzurę prewencyjną, obozy karne dla dziennikarzy.


Paranoją jest zastępowanie niewydolnych sądów i prokuratury confused1.gif
Jak widać nie tylko z etyki wykładał "profesór" również i z logiki wallbash.gif
carantuhill
pewnie komisje śledcze się do tego lepiej nadają.
Może użyłem złego słowa, nie "zastępują" a "pomagają".
memex
QUOTE(carantuhill @ 5/04/2006, 21:35)
Dlatego nie powinno się ograniczać wolności mediów, ponieważ, kiedy raz zaczniemy to za chwilę będziemy mieć cenzurę prewencyjną, obozy karne dla dziennikarzy.

A ja myślę inaczej smile.gif A może kiedy przynajmniej raz udałoby się wreszcie dać prztyczka w nos dziennikarzowi bezpodstawnie szkalującemu polityka czy też inną osobę, reszta waszego cechu opamiętałaby się i przestała mamrotać nieustającą mantrę o nadrzędnej roli wolności wypowiedzi. Doprawdy nie mam już siły kolejny raz powtarzać: "Korzystaj ze swej wolności do woli, byle byś tylko przez to nie naruszał wolności drugiego człowieka, w tym jego zasłużonego dobrego imienia." Wartością najwyższą w demokracji jest dobro człowieka (tak mi się przynajmniej wydawało) a nie możliwość paplania co komu ślina na język przyniesie. Mówisz, że można nierzetelnego dziennikarza podać do sądu. Oczywście, że tak. Tylko, że za chwilę samozwańczo nadajesz profesji dziennikarskiej uprawnienia do "zastępowania" (potem się poprawiłeś - "pomocy") niezawisłych sądów i prokuratury. Jak taka "pomoc" wyglądała - mieliśmy okazję przekonać się w przypadku Marka wink.gif Owszem była to "pomoc", ale dla dziennikarza. Polegała na próbach skompromitowania prokuratury i sądu.
W Twojej profesji drażni mnie jeszcze jedna rzecz, a mianowicie powoływanie się na tzw. "zapotrzebowanie społeczne". Skoro jest zapotrzebowanie na szmirę, ploty, tanie sensacje to "etycznym" jest podawanie takiego towaru na tacy. Ciśnie mi się na usta porównanie do dilera narkotykowego. Najpierw uzależnia ofiarę a potem wciska jej kit, że skoro potrzebuje dragów to on je tylko dostarcza. Podobnie z mediami. Najpierw lansuje sie w mediach pewne chamskie wzorce zachowań (często na zasadzie pokazania odbiorcom jakim to się jest swojakiem) a potem dalej wciska się coraz gorszą szmirę, tłumacząc, że takie jest zapotrzebowanie społeczne. Zaznaczam, że być może nie Ciebie dotyczy ta część mojej wypowiedzi. Sztandarowym przykładem jest dla mnie słynny TVN-owski "Big Brother". Przed jego ukazaniem się na antenie jakoś nie zauważyłem tłumów zrozpaczonych i stęsknionych ludzi domagających sie tego programu wink.gif O "zapotrzebowaniu społecznym" na tą chałę dowiedziałem się dopiero z samej TVN.
Tak, tak - czy tego chcesz, czy nie - oprócz przywilejów, których sie domagacie, ciąży na was również pewna odpowiedzialność za kształtowanie nie tylko opinii publicznej ale i ludzkich gustów, zachowań, sposobu podejścia do innych ludzi, etc. No chyba, że profesor "etyki" miał to wszystko w @#$^% smile.gif
Piro
Z pewną nieśmiałością przypomnę,że pierwszą ofiarą "wolnych mediów" był niejaki Stan Tymiński.Czy ktoś może wie o jakiejkolwiek odpowiedzialności kogokolwiek za jawne kłamstwa o libijskich kontaktach,licznych paszportach, biciu żony...?
Przypomnę też aferę z klubu "Dekadent" w którym
dziennikarze pili i bawili się na koszt chłopców z miasta,a przyłapani nie mieli sobie nic do ....
Z góry uprzedzam,że nie byłem zwolennikiem Stana,ani (...),brzydzi mnie tylko taka nagonka.
Pozdrawiam
carantuhill
uff, właśnie skończyłem tekst. Dziennikarstwo to ciężki kawałek chleba, a na dodatek większość na tym forum nas nienawidzi i chce cenzurować - przerażające.
memex
QUOTE(carantuhill @ 6/04/2006, 8:14)
Dziennikarstwo to ciężki kawałek chleba

Nigdy nie twierdziłem, że jest to lekki chlebek. Ale to samo można powiedzieć o wielu, wielu innych zawodach wink.gif
QUOTE(carantuhill @ 6/04/2006, 8:14)
a na dodatek większość na tym forum nas nienawidzi i chce cenzurować - przerażające.

Kto tu mówi o nienawiści? Kto tu mówi o cenzurze? Mowa była tylko o odpowiedzialności za słowa, którymi można skrzywdzić równie skutecznie jak pięścią. Ta odpowiedzialność tak Cię przeraża? Jesteś tylko takim samym człowiekiem jak 40mln pozostałych obywateli Polski. Miejsce twojej pracy nie upoważnia Cię do stawiania się w roli przerażonego męczennika smile.gif
syrenka
QUOTE(carantuhill @ 6/04/2006, 7:14)
uff, właśnie skończyłem tekst. Dziennikarstwo to ciężki kawałek chleba, a na dodatek większość na tym forum nas nienawidzi i chce cenzurować - przerażające.
*


Zastanów się jednak, za nim coś napiszesz, bo mi rączki coraz bardziej opadają. Za czytanie ze zrozumieniem masz pałę z wykrzyknikiem. Bardzo jestem ciekawa Twoich atrykułów - jeśli są mniej więcej w tym tonie, to wróżę Ci ogromną karierę - ale tylko w kręgach cierpiących na manię prześladowczą.
Danielp
QUOTE(memex @ 6/04/2006, 7:37)
A może kiedy przynajmniej raz udałoby się wreszcie dać prztyczka w nos dziennikarzowi bezpodstawnie szkalującemu polityka czy też inną osobę, reszta waszego cechu opamiętałaby się i przestała mamrotać nieustającą mantrę o nadrzędnej roli wolności wypowiedzi. niezawisłych sądów i prokuratury.
*


Z mojej lokalniej, powiatowej grządki.
Parę lat temu na łamach lokalnego tygodnika "obsmarowano" starostę (chodziło o nie jasne źródła finansowania jego działki), jak później się okazało wszystko było wyssane z palca. Redakcja owego tygodnika później na pierwszej stronie przeprosiła starostę, a autor owych rewelacji już nie pracuje w tym tygodniku.
Edit:
Starosta jest z PSL, powiatem rządzi koalicja prawica + PSL, a tygodnik jest powiązany z lewicą.
memex
QUOTE(Danielp @ 6/04/2006, 13:08)
Redakcja owego tygodnika później na pierwszej stronie przeprosiła starostę, a autor owych rewelacji już nie pracuje w tym tygodniku.

Czyli jednak można! I świat się jakoś nie zawalił, i swobody demokratyczne też jakoś szczególnie nie ucierpiały, i klatki pod sejmem nie stały... wink.gif
Miro
Jeżeli chodzi o "dziennikarstwo śledcze" to faktycznie ma doniosłą rolę, niestety na szczeblu lokalnym odcięcie ogłoszeń przez Gminę może ponoć zdziałać cuda... Mimo wszystko wykrywanie afer zaczeło się od nagrania rozmowy przez pewnego dziennikarza.
Poza tym ciężko znaleźć tytuł będący gwarantem, że chłop poświęcił na zrozumienie tematu więcej niż kilka minut. Pomijam zupełnie fakt (nomen omen) dobieranej tematyki. Jeżeli ktoś w ciągu dnia musi napisać kilka tekstów (niechby większość krótkich), to dobrze, jeżeli nie myli wątków pomiędzy tematami. "Wejście" w niektóre tematy zajmuje czasem kilka lat ... a tu wpada chłopaczyna mający pół godziny na zebranie informacji do notatki i sklecenie z tego tekstu. Jedyne o czym mógłby odpowiedzialnie napisać to czy sekretarka miała zgrabne nogi i czy mu lury do wypicia nie podano.
Zastanawiam się dwa razy, zanim coś zacznę czytać, a potem jeszcze ze dwa, zanim uwierzę w połowę tego co miał do PRZEKAZANIA minister IV władzy.
mapano
QUOTE
Poza tym ciężko znaleźć tytuł będący gwarantem, że chłop poświęcił na zrozumienie tematu więcej niż kilka minut


Jak to ciężko? A "Fakt"? smile.gif
Na taką obszerną dokumentację zdjęciową potrzeba dłużej niż kilka minut!
A gdzież znajdziesz bardziej obszerne relacje na temat ile kto ma lat; na temat dlaczego Margaryna nie chce być dłużej z Wiśniewskim, na temat jak bardzo Frytka przeżywała operację swojego wielkiego nochala i jakim wstydem jest, że młodej Kwaśniewskiej podczas tańca widać półdupek, a ktoś tam podczas realityszoł usmażył węża!
Dziennikarze "Faktu" tematom tym poświęcają wiele atencji, co w rezultacie sprawia, że artykuły z "Rzepy", "Koszernej" czy "Niusłika" są szare i bezbarwne jak blokowisko na Ursynowie.
swatek
QUOTE
Milan Subotić, sekretarz programowy TVN, współpracował z WSI, a wcześniej z wojskowymi służbami PRL - wynika z ustaleń komisji weryfikacyjnej WSI. Subotić doradza przy akceptacji programów publicystycznych TVN. Jednym z nich jest program „Teraz My”. Oficerem prowadzącym Suboticia był Konstanty Malejczyk, późniejszy szef WSI, a następnie współpracownik Andrzeja Leppera.



Jak ustaliła komisja, Subotić współpracował z wojskowymi służbami w czasach PRL – od 1984 roku. w III RP, od około 1993 r., był współpracownikiem WSI. Oficerem prowadzącym Suboticia był Konstanty Malejczyk, były szef WSI, później związany z Samoobroną i Andrzejem Lepperem. Niemal dokładnie miesiąc temu prokuratura postawiła Malejczykowi zarzut przekroczenia uprawnień lub niedopełnienia obowiązków w celu osiągnięcia korzyści majątkowej lub osobistej. Chodzi o głośne śledztwo dotyczące nielegalnego handlu bronią.

Według naszych informatorów Konstanty Malejczyk na kilka dni przed programem „Teraz My” spotkał się z posłem Samoobrony Januszem Maksymiukiem, dyrektorem Biura Krajowego tej partii, byłym członkiem PZPR i SLD. To Maksymiuk przyznał się później do zorganizowania prowokacji, a dziennikarze TVN publicznie stwierdzili, że zgłosili się w sprawie jej przygotowania do Maksymiuka.


http://www.gazetapolska.pl/?module=messages&message_id=94

Czyżby następowało odsłanianie osławionego 'UKŁADU' confused1.gif
Inny Tomek

Trudno traktowac calkiem powaznie takie informacje. Bo jezeli bedziemy je traktowac powaznie, to cos man sie w glowach porobi... Zauwazcie, ze zaorwno Minister Sweter Palubicki, jak i Macierewicz sprawiaja dosc niesamote wrazenie... Oczywiscie, nie wiem, skad informatorzy Gazety Polskiej mają te informacje. Moze od tajnych służb? Bo b. naczelny GP, Tomasz Sakiewicz uwaza, ze obecna GP jest sterowana....
http://gospodarka.gazeta.pl/gospodarka/1,69806,3170559.html

Czyżby ten artykuł był inspirowany przez służby specjalne, które wpływają na to
co ukazjuje się w mediach? Bo przecież raport i prace komisji są ściśle tajne. A moze w takim razie ja tez jestem sterowany przez tajne sluzby?
Czas pokaze, a historycy za rok, dwa, pietnascie, sto piecdziesiat, beda mieli tematy do sporow.
swatek
QUOTE(Inny Tomek)
Bo b. naczelny GP, Tomasz Sakiewicz uwaza,


Czy można się dowiedzieć od kiedy 'były' confused1.gif A może literka 'b.' znaczy coś innego wink.gif
Inny Tomek
QUOTE(swatek @ 3/10/2006, 12:20)
QUOTE(Inny Tomek)
Bo b. naczelny GP, Tomasz Sakiewicz uwaza,


Czy można się dowiedzieć od kiedy 'były' confused1.gif A może literka 'b.' znaczy coś innego wink.gif
*


No tak, pomylilem sie, przepraszam. To byly naczelny, P. Wierzbicki, jest byly, a T. Sakiewicz jest obecny. Usilowalem dezinformowac, zapewne nieswiadomie pozostajac pod wplywem wiadomych sluzb.
Anakin
jeśli wszystko się wyjaśniła z GP, to chyba oba (obecna i była) redakcja mogą się pogodzić i Wierzbicki wrócić z wygnania w dziale muzycznym Gazety Wyborczej.

Proponuje ponadto, żeby nowa spółki przybrała dla ułatwienia firmę: SAKIWEICZ-I-SAKIEWICZ (oczywiścei z prefixem: Nowi, Niezależni i Polscy)
Necrotrup
QUOTE
Dziennikarstwo to ciężki kawałek chleba, a na dodatek większość na tym forum nas nienawidzi i chce cenzurować - przerażające.

Życie jest ciężkie, a tu jeszcze dziennikarze uważają, że mogą bezkarnie kłamać na mój temat i że właśnie na tym polega demokracja.
Beukot
QUOTE(memex @ 6/04/2006, 7:37)
A ja myślę inaczej smile.gif A może kiedy przynajmniej raz udałoby się wreszcie dać prztyczka w nos dziennikarzowi bezpodstawnie szkalującemu polityka czy też inną osobę, reszta waszego cechu opamiętałaby się

A ja myślę jeszcze inaczej. Może kiedy przynajmniej raz udałoby się wreszcie dać prztyczka w nos politykowi bezpodstawnie szkalującemu dziennikarza czy też inną osobę, reszta tego cechu opamiętałaby się. W tej właśnie kolejności. Ryba psuje sie od głowy.
memex
QUOTE(Bełkot @ 3/10/2006, 14:47)
A ja myślę jeszcze inaczej. Może kiedy przynajmniej raz udałoby się wreszcie dać prztyczka w nos politykowi bezpodstawnie szkalującemu dziennikarza czy też inną osobę, reszta tego cechu opamiętałaby się. W tej właśnie kolejności. Ryba psuje sie od głowy.
*


Tak. Jest tylko jedno ale... Co właściwie jest tą głową? Pytam, bo ja uważam, że to właśnie media grają w tej chwili pierwsze - co prawda mocno rozstrojone - skrzypce. To wielu dziennikarzy brylujących w mediach kreuje się na jedynych sprawiedliwych obrońców demokracji i zdrowych zasad w polityce. Co ciekawsze w tym celu nie rzadko korzystają z pomocy osób, które trudno uznać za wzorce uczciwości (vide "przypadkowa usługa" Reni wyświadczona dziennikarzom TVN i vice versa). Rozumiem oczywiście, że może to być kwestią optyki, preferencji politycznych i subiektywnych odczuć, ale za stary jestem wróbel aby mnie brać na takie plewy - panowie z TVN kierowali się tylko i wyłącznie oglądalnością, ewentualnymi politycznymi zyskami i chęcią dopieprzenia nielubianej partii. Żeby nie było nieporozumień - nie bronię PiS'u i "polityki negocjacyjnej" uprawianej przez tę partię. Po prostu PiS-owscy "negocjatorzy" są dla mnie tak samo g***o warci, co i "bohaterscy" dzienikarze z TVN. Ot, taka smutna pełna symetria sad.gif
Mój poprzedni post o "prztyczku w nos" dotyczył wyraźnej asymetrii na linii polityk vs. dziennikarz (przypominam, że mój udział w tym topiku rozpoczął się od sprawy p.Marka, któremu akurat udowodniono nadużycie "wolności słowa"). Mianowicie na linii ognia pomiędzy dziennikarzem a politykiem, ten pierwszy zawsze będzie miał wsparcie przytłaczającej części machiny medialnej szermującej hasłami obrony demokracji i wolności słowa. Ewentualne próby odbijania piłeczki przez polityka, znaczna część opinii publicznej i tak oceni jako nieudolne próby ślepej zemsty, kontrataku, odzyskania utraconych pozycji. Tak czy inaczej - polityk jest "spalony". Nie twierdzę, że tak jest zawsze - że politycy to zawsze świętoszki a dziennikarze to samo zło wcielone. Jednak wyraźną asymetrię i nierównowagę sił i możliwości ataku obserwuję. A w przypadku pani Begerowej i panów Sekielskiego i Morozowskiego - niechaj mi pierwej kaktus na d***e wyrośnie niźli uwierzę w ich szlachetne intencje obrony demokracji i dobrych obyczajów wink.gif
Uważam, ze w sporach polityk vs. dziennikarz dawno już przestało chodzić o abstrakcyjne "dobro kraju", a tylko o pokazanie swej siły i "zglebienie" przeciwnika.
Możesz oczywiście uważać, że psującą się głową są politycy i oczywiście masz sporo racji. Jednak nie zapominaj, że na tym łbie wyrasta drugi pasożytniczy łeb żywiący się produktami rozkładu tego pierwszego i wmawiający reszcie rybiego ciała, że to tylko i wyłącznie dla jego dobra. Sorry Winnettou - ja tego nie kupuję wink.gif
Anakin
ale czy to dotyczy wszystkich dziennikarzy? tez red. Michnika nagrywającego Lwa?
Bo przecież nie musiał nagrać, nie musiał go wysłuchiwać. Nie musiał go ciągnąć za język.
memex
QUOTE(Anakin @ 4/10/2006, 11:59)
ale czy to dotyczy wszystkich dziennikarzy? tez red. Michnika nagrywającego Lwa?
Bo przecież nie musiał nagrać, nie musiał go wysłuchiwać. Nie musiał go ciągnąć za język.
*


Jakie motywy kierowały Michnikiem? - nawet superkomisja tego właściwie nie ustaliła wink.gif Do sprawy Michnika podszedłem tak "po naszemu", "po robociarsku" - jak zwykły (w miarę) uczciwy człowiek wink.gif Mianowicie skoro jest się z kimś na ty, skoro jest się z tym kimś w dobrej komitywie - a tak wynika z przesłuchania nagrania rozmowy Lew-Adam, to conajmniej dziwny jest dla mnie fakt, że jednocześnie nagrywa się te rozmowy z ewidentnym zamiarem "zakapowania" tego kogoś do prokuratury. Coś mi te "uczciwe" intencje Michnika jakoś podejrzanie wyglądają wink.gif Oczywiście można się upierać, że cel - umieszczenie Lwa w klatce, jak najbardziej uświęca podjęte przez Adama środki, ale jednak i na Adamie zostaje wg mnie troszkę lwich odchodów. Mimo, że nie darzę zbytnią sympatią opcji, która podobno Lwa do Adama wysłała, to jednak samej metody "załatwienia" Lwa nie bardzo popieram. Co to za "elity" polityczno-dziennikarskie co się na każdym kroku nagrywają, filmują i pods**wają? A może niepotrzebnie się strzępię, bo przykładam zwykłą ludzką miarę do rzeczy, których taką miarą mierzyć już nie można confused1.gif W każdym razie i TVN i Adam i Lew i Renia i wielu innych budzą mój wielki niesmak sad.gif
Mintho
O ile dobrze pamiętam nagrana rozmowa Michnik-Rywin była drugą, na której miało być wszystko sprecyzowane tak więc miał czas się przygotować rolleyes.gif
Puchciński
@memex - zaproponuj inny sposób ujawnania np. "negociacji politycznych", czy innych rwinowskich akcji, to może się z tobą zgodzę. Inaczej to sorry, ale brzmisz jak dziad, który już nikomu nigdy nie uwierzy... Tymczasem, niezależnie od tego, co powodowało Sekielskim i Morozowskim, dobrze się stało, że dogadali się z Beger i nagrali całą akcję. Masz odmienne zdanie? To je uzasadnij jakoś logicznie.
A co do interesowności mediów i "dobra państwa", to każde media starają się troskę o to dobro wykazać i przekonać o niej widzów. Prawa rynku - w ich interesie leży to, byśmy myśleli, że dbają. A jak łatwiej przekonać kogoś do tego, że dbasz o państwo, niż rzeczywiście o nie dbać? Tak, jak to sam zaznaczyłeś - z czysto ludzkiego punktu widzienia?
Co do Gazety Polskiej to jest jakaś farsa. Skoro nawet Macierewicz dementuje kategorycznie źródła GP, to wychodzi na to, że gazeta musiała coś nawymyślać. I jeszcze wczorajsza argumentacja Kurskiego... gdy Sekielski zapytał go, jakie ma dowody, że ten gość z TVNu (zapomniałem nazwiska teraz), ktory rzekomo nadzoruje "Teraz My", współpracował z WSI, bulterier odparł "A jaki ubek przyzna się, że jest ubekiem?" - i to jedyny dowód. Zazdroszczę Morozowskiemu, że mógł wyśmiać Kurskiego w twarz, tak samo jak zazdroszczę tamtej publiczności. Zazdroszczę im, że potrafią śmiać się w chwili, gdy ja nie wiem, czy płakać, czy kogoś zabić :/.
No i ostatecznie - media po to są, by gnoić polityków za głupie zachowania. A najgłupszym zachowaniem, jakie politycy mogą wykazać, jest krytykowanie za to mediów. Bo to jest tak samo, jak wtedy gdy włamywacz narzeka na psa, że szczeka, gdy ten się włamuje do domu. Najlepszym zaś wyjściem jest nie robienie głupich rzeczy.
memex
QUOTE(Puchciński @ 4/10/2006, 14:24)
@memex - zaproponuj inny sposób ujawnania np. "negociacji politycznych", czy innych rwinowskich akcji, to może się z tobą zgodzę. Inaczej to sorry, ale brzmisz jak dziad, który już nikomu nigdy nie uwierzy...

Przynajmniej już nikt mnie więcej nie rozczaruje wink.gif. I nie "nikomu nie uwierzę", ale tylko nadającej głośno o obywatelskich cnotach grupie dziennikarzy i polityków. To spora różnica.
QUOTE
Tymczasem, niezależnie od tego, co powodowało Sekielskim i Morozowskim, dobrze się stało, że dogadali się z Beger i nagrali całą akcję. Masz odmienne zdanie? To je uzasadnij jakoś logicznie.

Czy dobrze się stało? Poczułeś się jakoś szczególnie usatysfakcjonowany? Bo ja nie. Dowiedziałem się tylko tego, czego domyślałem się i co powszechnie było wiadome od lat (koalicyjne targi posadami). Myślisz, że te filmy zakończą taki proceder? O święta naiwności!
Już mówiłem o celu i uświęcających go środkach. Ktoś się musiał upodlić aby jeszcze bardziej upodlić drugą osobę, politycznego przeciwnika. Tak to mniej więcej wygląda. Może to dla Ciebie nielogiczne ale ja takie akurat mam odczucia wink.gif
QUOTE
A co do interesowności mediów i "dobra państwa", to każde media starają się troskę o to dobro wykazać i przekonać o niej widzów. Prawa rynku - w ich interesie leży to, byśmy myśleli, że dbają. A jak łatwiej przekonać kogoś do tego, że dbasz o państwo, niż rzeczywiście o nie dbać?

Chyba śnię - jednak wierzysz w tę szczerą "dbałość"...
QUOTE
Zazdroszczę Morozowskiemu, że mógł wyśmiać Kurskiego w twarz,

No to ciekawy masz pogląd o "etosie" zawodu dziennikarza wink.gif
Wyśmiać, skompromitować, zglebić przeciwnika...
Mam nadzieję, że dziennikarstwa nie studiujesz.
QUOTE
No i ostatecznie - media po to są, by gnoić polityków za głupie zachowania. A najgłupszym zachowaniem, jakie politycy mogą wykazać, jest krytykowanie za to mediów.

Aleś dał teraz ognia. Media mogą gnoić za głupie zachowania, z czego najgłupszym zachowaniem jest krytykowanie mediów laugh.gif
A czy można w twoim systemie dzennikarskiej etyki czasami zgnoić dziennikarza? No dobra - może nie od razu zgnoić, ale chociażby napomknąć delikatnie o jego złej woli lub braku racji? Przecie polityk też ma prawo do obrony wink.gif
QUOTE
Najlepszym zaś wyjściem jest nie robienie głupich rzeczy.

I tu się z Tobą wreszczie zgodzę, pod warunkiem, że adresujesz to ostatnie zdanie i do mediów i do polityków
To jest wersja bez grafik. Aby przejść do pełnej wersji forum kliknij tutaj.
Invision Power Board © 2001-2019 Invision Power Services, Inc.
Copyright © 2003 - 2005 Historycy.org
Kontakt: historycy@historycy.org