Pomoc - Szukaj - Lista Użytkowników - Kalendarz
Pełna wersja: Umysł pilota
historycy.org > Historia powszechna > II WOJNA ŚWIATOWA > II wojna światowa ogólnie
Alcarcalimo
Witam,
Jeśli któryś z kolegów mógłby mi wyjaśnić pewną kwestię.
Otóż patrząc na statystyki długości życia i przeżywalności w lotnictwie w czasie I oraz II wojny światowej pojawia się w mojej głowie pewne pytanie. Cóż też taki młody chłopak zaciągający się do tej formacji, a zwłaszcza później walczący w powietrzu i tracący seriami kolegów musiał mieć w głowie aby wykonywać ten zawód.

W czasie Wielkie Wojny długość życia pilota liczona była w godzinach.
W czasie II Wojny zginęła połowa pilotów. A jaka musiała być przeżywalność w pierwszych jej latach kiedy Luftwaffe miało przewagę w powietrzu i nie istniały myśliwce eskortujące to trudno mi sobie wyobrazić.
A mimo to ludzie wsiadali do tych samolotów i ginęli.

Dlaczego?
Macie może jakieś wyjaśnienie o psychice czy kulturze pilotów?
czarny piotruś
Zaciągając się do jakiegoś korpusu sił zbrojnych nie zakłada się z góry śmierci. To po prostu jest wpisane w ryzyko jak w każdej innej formacji. Te straty w wysokości połowy stanu osobowego to skąd się wzięły ? Dotyczą całości pilotów czy poszczególnych rodzajów lotnictwa ? Owszem wśród załóg bombowców były wysokie ale czy aż tak ? Pytam bo jakoś głębiej się tym nigdy nie interesowałem, spotkałem się tylko z twierdzeniem, że właśnie załogi samolotów bombowych i załogi okrętów podwodnych( nie tylko niemieckich) procentowo poniosły największe straty w DWS.
Alcarcalimo
Choćby tu:
http://air2ww.webd.pl/artykuly/nachtjagd/nj4.htm

QUOTE
Ocenia się, że straty lotnictwa amerykańskiego i brytyjskiego podczas strategicznych bombardowań wyniosły 48 379 samolotów bombowych i myśliwskich. Ze 126 000 lotników RAF biorących udział w nocnych operacjach, 44 % zginęło, a do niewoli dostało się około 60 000. Straty te były niewspółmierne do oczekiwanych rezultatów bombardowań. Strategiczna ofensywa bombowa absorbowała bowiem 7 % ludzi z ogólnego stanu sił zbrojnych Wielkiej Brytanii w czasie II wojny światowej, oraz – co ważniejsze – około 10 % ogólnej produkcji wojennej
Baszybuzuk
QUOTE(Alcarcalimo @ 14/08/2014, 7:10)
W czasie Wielkie Wojny długość życia pilota liczona była w godzinach.
W czasie II Wojny zginęła połowa pilotów. A jaka musiała być przeżywalność w pierwszych jej latach kiedy Luftwaffe miało przewagę w powietrzu i nie istniały myśliwce eskortujące to trudno mi sobie wyobrazić.
A mimo to ludzie wsiadali do tych samolotów i ginęli.

Dlaczego?


Zdaje się podobne szacowanie istniało dla oczekiwanego średniego czasu przetrwania czołgu (a więc i czołgistów) na współczesnym polu walki.

Co do ochotników - na tym etapie większą rolę grają wyobrażenia, a nie fakty (które wcale przecież nie są powszechnie znane). Dla zafascynowanego lotnictwem młodzieńca ryzyko jest elementem który napędza zainteresowanie (jakby chciał bezpieczeństwa, szedłby na kancelistę albo do taborów/logistyki) - przy czym przy braku wiedzy o faktycznym ryzyku, wyobrażenie podsuwa jego skalę znaną z powieści, prasy itp.
Grapeshot
Każda służba w jednostkach bojowych miała wysoki stopień śmiertelności. Czytałem gdzieś, że załogi amerykańskich bombowców miały możliwość przeniesienia się do jednostek lądowych. Wielu nie wytrzymywało stresu dostarczania bomb, ale czy frontalne natarcie piechoty było bezpieczniejsze niż latanie bombowcem? A czołgi? Czy te były bezpieczniejsze? A tamci “bohaterowie” spod Lenino? Jeśli któryś dotarł do Polski to nie w składzie jednostki bojowej. Może jako ranny i zwolniony, może jako zadekowany. Na wojnie ginie się.
czarny piotruś
w cytowanym fragmencie napisano o 44 % strat ale w operacjach nocnych.
Alcarcalimo
Bo latano głównie w nocy, gdyż było to bezpieczniejsze. Za dnia straty są większe.

QUOTE
Każda służba w jednostkach bojowych miała wysoki stopień śmiertelności.


Ja zaś czytałem, że z personelu wojskowego w działaniach frontowych i prawdziwych walkach brało udział tylko 10% całości. Nawet jeśli odnosi się to tylko do Amerykanów czy ogólnie Anglosasów to z pewnością były bezpieczniejsze fuchy w wojsku.
czarny piotruś
USAF latało w dzień i straty mieli porównywane do Brytyjczyków. Choć trafił im się tzw "czarny dzień białych gwiazd" gdzie straty tego dnia oscylowały wokół 30 % wysłanych maszyn.
Karghul
QUOTE(Alcarcalimo @ 14/08/2014, 8:12)
Ja zaś czytałem, że z personelu wojskowego w działaniach frontowych i prawdziwych walkach brało udział tylko 10% całości. Nawet jeśli odnosi się to tylko do Amerykanów czy ogólnie Anglosasów to z pewnością były bezpieczniejsze fuchy w wojsku.

Tyle tylko, że te dane (o ile są prawdziwe) dotyczą również lotnictwa. Przecież i tam istniało mnóstwo "fuch", które nie były aż tak ryzykowne.

Jeśli porównasz pilota do żołnierza frontowego to ich śmiertelność prawdopodobnie była porównywalna. Tyle tylko, że ten pierwszy należał do elity i jego zwyczajny dzień był bez porównania lepszy od życia piechura.
Lord of Prussia
Wg książki "rycerze wojennego nieba" w czasie II WŚ Niemcy wyszkolili i użyli bojowo 28 tys. pilotów myśliwskich z czego wojnę przeżyło 1200. Toż to prawdziwa jatka. Przeżyło 4,29% pilotów.
Ulfberht
Może od dzieciństwa byli zainteresowani samolotami, może niektórzy decydowali się na taką drogę, ponieważ chcieli iść śladami przodków, np. ojciec walczył podczas I WŚ to i syn chciał być taki jak on.
To jest wersja bez grafik. Aby przejść do pełnej wersji forum kliknij tutaj.
Invision Power Board © 2001-2019 Invision Power Services, Inc.
Copyright © 2003 - 2005 Historycy.org
Kontakt: historycy@historycy.org