Pomoc - Szukaj - Lista Użytkowników - Kalendarz
Pełna wersja: Relacje państwowo-kościelne po śmierci JP2
historycy.org > Historia Polski > PO OKRĄGŁYM STOLE - DEMOKRACJA > Przemiany społeczne i gospodarcze
Inwigilacja
Jak to jest właściwie ze stosunkami Kościoła i Państwa po 2005 roku?
Prócz aborcji, homoseksualistów, ojca Rydzyka... jakie są inne, główne linie sporów?
A co zdecydowanie łączy te dwa środowiska?

Jak myślicie, czy idzie zbudować na stałe taką "jedność" o której mówił Kwaśniewski po pogrzebie Jana Pawła II, a która była chwilowa, wywołana emocjami...

Czy waszym zdaniem Kościół cały czas za bardzo miesza się w politykę? Jeśli tak, proszę o uzasadnienie odpowiednimi przykładami.

PS. Wybaczcie to "Jp2" w temacie z małej literki... mhm... nie tak miało być wink.gif
Tromp
Witam!
Bronek, nie dalej jak wczoraj, mówił o prymacie prawa stanowionego nad boskim, bo prawa boskie są, uwaga, różne na świecie.
I chwała mu za to smile.gif
mate21
QUOTE
  Witam!
Bronek, nie dalej jak wczoraj, mówił o prymacie prawa stanowionego nad boskim, bo prawa boskie są, uwaga, różne na świecie.
I chwała mu za to smile.gif


To była odpowiedź na kazanie kardynała z Krakowa, mającego Polskę za nic.
QUOTE
Szef SLD Leszek Miller zapowiedział wystosowanie listu do prezydenta z pytaniem, czy Bronisław Komorowski zgadza się ze słowami kard. Stanisława Dziwisza poświęconymi - według przewodniczącego Sojuszu - "prymatowi prawa bożego nad prawem stanowionym".
articleImage: Biskup: prawo boże ważniejsze! Szef SLD: państwo wyznaniowe?
Metropolita krakowski powiedział podczas czwartkowych uroczystości święta Bożego Ciała m.in. że: „W społeczeństwie demokratycznym rządzi większość. Pluralizm poglądów i postaw ludzi tworzących nasze społeczeństwo jest faktem. Przyjmujemy ten fakt do wiadomości. Tym niemniej trzeba jasno stwierdzić, że wierność prawdzie obowiązuje wszystkich, również prawodawców. Prawdy nie ustala się przez głosowanie, dlatego nawet parlament nie jest powołany do tworzenia odrębnego porządku moralnego niż ten, który jest wpisany głęboko w serce człowieka, w jego sumienie".
Polska nie jest państwem wyznaniowym, a ewangelie nie mogą mieć prymatu nad konstytucją - powiedział Miller na piątkowej konferencji prasowej komentując słowa kard. Dziwisza.
W ocenie szefa SLD, nie wolno bagatelizować słów metropolity krakowskiego o - jak mówił Miller - prymacie prawa bożego nad prawem stanowionym. "To jest norma istniejąca w państwie wyznaniowym, gdzie prawo stanowione przez parlament wynika z doktryny religijnej. To jest Iran Chomeiniego, a nie nowoczesne państwo polskie. Polscy żołnierze walczą z talibami, którzy właśnie taki model państwa wprowadzają u siebie" - mówił szef SLD.
Zapowiedział też, że w tej sprawie Sojusz prześle w piątek list do prezydenta Komorowskiego.
"Skierujemy list do prezydenta, który jest strażnikiem konstytucji, aby prezydent zechciał się ustosunkować do tych wypowiedzi. W liście zawrzemy pytanie, czy pan prezydent Komorowski podziela pogląd kardynała Dziwisza. Gdyby podzielał, to oznacza, że konstytucja nasza powinna być znowelizowana tak, aby uwzględniła Ewangelie, cztery ewangelie dokładnie mówiąc, a posłowie przed podjęciem decyzji w Sejmie powinni konsultować się w swoich diecezjach i realizować instrukcje Episkopatu. Otóż nie sądzę, aby to był model państwa polskiego, który powinien być budowany i utrwalany" - powiedział Miller.
Na pytanie, czy dla posłów, którzy są wierzący, ewangelia może mieć większe znaczenie niż konstytucja, szef SLD odpowiedział, że tylko w państwie wyznaniowym. "Polska nie jest państwem wyznaniowym i mam nadzieję, że nie będzie. Nie może być prymatu ewangelii nad konstytucją. Konstytucja musi być ważniejsza od ewangelii" - powiedział szef SLD.


http://www.lex.pl/czytaj/-/artykul/biskup-...stwo-wyznaniowe
misza88
Całkowicie się ze słowami kardynała zgadzam. Do czasu aż religia nie wpływa bezpośrednio na prawo stanowione wszystko jest w porządku. Każdy może sobie mówić ze żyje według innych zasad niż te stanowione, co nie zmienia faktu że w przypadku złamania prawa winień ponieść tego konsekwencje.
de Ptysz
Gorzej, gdy prawo stanowione inspirowane prawem bożym wykracza poza związane z porządkiem publicznym "minimum moralności" i staje się narzędziem danej opcji religijnej, służącym rozciąganiu norm owej religii na ogół społeczeństwa.
misza88
Do czegoś konkretnego nawiązujesz?
de Ptysz
Np. "klauzula sumienia" dla farmaceutów, dzięki której mogą nie sprzedać klientom środków antykoncepcyjnych balansuje moim zdaniem na granicy tego podziału.
misza88
CODE
Np. "klauzula sumienia" dla farmaceutów, dzięki której mogą nie sprzedać klientom środków antykoncepcyjnych balansuje moim zdaniem na granicy tego podziału.

Nie widzę w ogóle powiązania z tym o czym wcześniej napisałeś...
Poza tym przepis taki nie jest zły, tylko nie potrzebny, farmaceuta jakby chciał to i tak by nie sprzedał.
Blake
QUOTE
Poza tym przepis taki nie jest zły, tylko nie potrzebny, farmaceuta jakby chciał to i tak by nie sprzedał.
Wtedy popełniłby wykroczenie. Sprzedawca ma sprzedawać, nie może sobie wybierać komu da, a komu nie da.
misza88
Chyba że nie miałby towaru w sklepie.... Sprzedawca może decydować co sprzedaje.
Blake
QUOTE
Chyba że nie miałby towaru w sklepie.... Sprzedawca może decydować co sprzedaje.
Tylko że klauzuli sumienia mógłby też użyć sprzedający, kiedy tabletki antykoncepcyjne stoją rzędem na półce za jego plecami. Na przykład praktykant-katolik. Nie każdy aptekarz za ladą decyduje o towarze, jakim handluje.
Co więcej, nawet jeśli tabletki są w pudle na zapleczu, to w tym momencie, zgodnie z orzecznictwem Sądu Najwyższego, kłamiąc, że ich nie ma, farmaceuta popełnia wykroczenie.
Okulewicz
Kardynał sobie może różne rzeczy mówić - i mam wrażenie (albo przynajmniej nadzieję), że jego słowa przeinterpretowano, tj. Dziwisz miał na myśli, że każdy powinien wyżej stawiać swoje zbawienie (i postępować zgodnie z prawem bożym), niż reguły prawa stanowionego. Jeżeli istniej Bóg, to nie da się odmówić takiemu sformułowaniu logiki.

Jedyne co mnie bawi to reakcja naszej (póki co niewielkiej) skrajnej prawicy - którą strasznie bolą protesty muzułmanów w Anglii, na których nawołuje się do wprowadzenia szriatu, a dużo większe obchody Bożego Ciała w Polsce, na których nawołuje się do mniej więcej tego samego, przechodzą bez echa.
misza88
CODE
Tylko że klauzuli sumienia mógłby też użyć sprzedający, kiedy tabletki antykoncepcyjne stoją rzędem na półce za jego plecami. Na przykład praktykant-katolik. Nie każdy aptekarz za ladą decyduje o towarze, jakim handluje.

Jeżeli sprzedający nie chce sprzedać jakiegoś produktu, to po co właściciel miałby ten produkt na półkę wystawić, tylko jako wystawa? Dlatego, tak jak pisałem, jest to przepis zbędny. Poza tym, jeżeli sprzedający wie że będzie musiał dokonywać takich praktyk, to cóż jego strata, niech sobie poszuka innej pracy.
CODE
Jedyne co mnie bawi to reakcja naszej (póki co niewielkiej) skrajnej prawicy - którą strasznie bolą protesty muzułmanów w Anglii, na których nawołuje się do wprowadzenia szriatu, a dużo większe obchody Bożego Ciała w Polsce, na których nawołuje się do mniej więcej tego samego, przechodzą bez echa.

Wszystko zależy od tego jak daleko posunięte będzie to prawo, każdy nie katolik myślę że nie powinien mieć wielkich obiekcji co do zamknięcia ulicy na kilka godzin w jednym dniu w roku. Podobnie jest z pielgrzymkami.
Jeżeli natomiast nawiązujesz do wprowadzenia dnia wolnego od pracy, to się z tobą zgodzić mogę.
Blake
QUOTE
Jeżeli sprzedający nie chce sprzedać jakiegoś produktu, to po co właściciel miałby ten produkt na półkę wystawić, tylko jako wystawa?
Bo sprzedający nie równa się właściciel.

QUOTE
Poza tym, jeżeli sprzedający wie że będzie musiał dokonywać takich praktyk, to cóż jego strata, niech sobie poszuka innej pracy.
No i właśnie temu w zamierzeniu jej propagatorów ma służyć klauzula sumienia. Żeby nie musiał "szukać sobie innej pracy", a mógł pracować w zawodzie, z poszanowaniem swoich moralnych zasad.

master86
Z całym szacunkiem dla Dziwisza, ale dla mnie to zwyczajna, kościelna mowa-trawa. "Prawda"? Która prawda? Czyja prawda? Zwykły, pseudointelektualny bełkota. Więc które prawo boskie? Prawo boga chrześcijańskiego? A jaka jest gwarancja, że to prawo jest "prawdziwsze" od praw innych bogów?
Jak dla mnie, jest to lanie wody, nad którym nie ma co się pochylać. Prawo stanowią ludzie w parlamencie wybieranie przez społeczeństwo, a nie kapłani. Mogą sobie mówić, co chcą - jakie inne pole do działania mają.

Co więcej oburzenie Millera i zapowiedź listu, to nic innego, jak próba wyjścia przed szereg, zawołania do ludzi i sprawienia, żeby SLD zaistniał w mediach. Mają w końcu tylko ok. 10% poparcia... Trzeba zaistnieć.

Klauzula sumienia to zwykłe odwracanie kota ogonem. Aptekarz nie sprzeda środków antykoncepcyjnych ze względu na wyznanie. Z drugiej strony klient ma prawo je kupić. I co? Nie kupi, bo aptekarz nie sprzeda (mimo, że ma w magazynie, czy na półce). Zgadzam się ze stwierdzeniem, że jak nie chce sprzedać, to niech zmieni pracę i nie utrudnia życia innym...
Blake
To, że prawo boskie jest ważniejsze od stanowionego dla każdego wierzącego jest oczywiste i całe to larum, które podnosi się wokół to jakiś kabaret. Poważnie traktując religię, nie można nie zauważyć, że łamanie prawa stanowionego owocuje co najwyżej pobytem w więzieniu, a boskiego - wiecznym potępieniem.

Jak rozumieć tę wyższość? Ano proste reguły kolizji. Jeśli wierzącemu prawo stanowione na coś dozwala, a boskie zabrania - to mu nie wolno. Jeśli stanowione czegoś zabrania, a boskie dozwala - może łamać, ale musi się liczyć z konsekwencjami. Jeśli stanowione nakazuje, a boskie zabrania - to nie wolno mu tego robić. Jeśli boskie nakazuje, a stanowione zabrania - to musi to robić.
Natomiast w żadnym wypadku nie idzie za tym konieczność automatycznego wprowadzania "prawa boskiego" do ustawodawstwa i narzucania jego przestrzegania niewierzącym. Dlatego piski Millera to wyłącznie żałosna chęć zaistnienia przez chwilę w mediach i ukłon w stronę antyklerykalnego elektoratu, który zaczyna być rozczarowany Palikotem.

Historia pokazała, że religijność nie tylko nie rozbija państwowości i nie niszczy szacunku do prawa, ale przeciwnie - ma wręcz działanie państwotwórcze.
goralpm
QUOTE(Blake @ 8/07/2013, 10:35)

Historia pokazała, że religijność nie tylko nie rozbija państwowości i nie niszczy szacunku do prawa, ale przeciwnie - ma wręcz działanie państwotwórcze.
*



Tylko w krajach totalitarnych i biednych.
Religia ma rolę wiodącą w Polsce tak jak w Salwadorze czy Afganistanie.
Ale już w UK, Francji czy Niemczech prawie marginalną i jakoś te państwa się nie "rozchodzą" a wręcz stają się coraz bogatsze.
Nawet ostoje katolicyzmu jak Włochy czy Hiszpania - Są dziś na tyle bogate, że tam też religia ogrywa coraz mniejsze znaczenie.
Tak więc religia nie jest państwotwórcza a dyktaturo twórcza.
Każda religia wymaga absolutne podporządkowanie.
95% religii to kara, strach, wyzysk i kasa.
Miler ma racje. Zaczyn się od przygotowania gruntu w kościele, a wiadomo, że Polakowi dużo nie trzeba, a za chwilę prawa Boskie będą obowiązującymi prawami państwowymi.
Niestety Polski katolicyzm nie uznaje zasady "co cesarskie cesarzowi, co Boskie Bogu".
W Polsce nie ma de facto rozdziału Kościoła od Państwa. Polska jest chyba jednym z nielicznych krajów demokracji, gdzie w najwyższych urzędach są znaki religijne.
carantuhill

CODE
Tylko w krajach totalitarnych i biednych.


Jak USA?

CODE
95% religii to kara, strach, wyzysk i kasa.


Jak to wyliczyłeś? Masz na to jakieś równanie? smile.gif

CODE
Zaczyn się od przygotowania gruntu w kościele, a wiadomo, że Polakowi dużo nie trzeba, a za chwilę prawa Boskie będą obowiązującymi prawami państwowymi.


Już są niektóre: nie zabijaj, nie kradnij...

septimanus79
krytycznie na temat działań Kościoła Katolickiego wypowiedział się Jan Woleński, filozof UJ w programie TOK FM:

"MEN toleruje naruszanie prawa przez szkoły, bo "Kościół się nie zgadza"

- Inicjatywa zrodziła się w związku z groźbami wobec ludzi, którzy mają swoje zdanie w sprawach lekcji religii, a także w związku z dość wyraźnym blokowaniem inicjatyw ustawodawczych przez środowiska katolickie przy wyraźnym poparciu Kościoła - instytucję, a zwłaszcza jego elitę hierarchiczną - tłumaczył dziś na antenie Radia TOK FM prof. Jan Woleński, jeden z pomysłodawców wystosowania apelu do władz RP.

Profesor zapowiedział, że apel wkrótce zostanie przesłany do prezydenta, do premier Ewy Kopacz oraz do marszałków Sejmu i Senatu. - Często egzekutywa ma bowiem więcej do powiedzenia niż władza ustawodawcza.

Symptomem niezgodnej z prawem dominacji Kościoła jest, jak wyjaśniał w TOK FM prof. Woleński, np. nauczanie religii w szkole. - Ministerstwo Edukacji Narodowej może tak zorganizować nauczanie, by można było uniknąć wielu problemów, np. gdyby lekcje religii były na pierwszej lub ostatniej lekcji. Jednak tego nie robi, bo - jak uzasadnia MEN - "Kościół się nie zgadza".

- W obecnej sytuacji [gdy lekcje religii są w środku dnia zajęć - red.] ministerstwo wymaga od rodziców nieposyłających dzieci na lekcje religii wyraźnego pisemnego oświadczenia w tej sprawie. To sprzeczne z konstytucją, o czym MEN wie. A jednak ministerstwo wyraziło opinię, że nie może tego zmienić, bo Kościół się nie zgadza - mówił prof. Woleński.

- To zdumiewające stanowisko. Kościół nie ma tutaj nic do powiedzenia. Organizacja dnia nauki to kwestia racjonalności, a nie kwestia, z którą Kościół musi się zgadzać lub nie - tłumaczył Woleński. I dodał, że to symptomatyczna sytuacja, gdy "ministerstwo toleruje naruszanie prawa przez szkoły".

Kościół nie zrozumiał, że przywileje w konstytucji oznaczają kompromis

Na pytanie prowadzącego program Cezarego Łasiczki, jak powinna wyglądać idealna sytuacja w Polsce, profesor odrzekł, że sytuacja społeczna nigdy nie jest idealna, ale jest kompromisem. - Kościół jednak na niego nie poszedł. Wydawało się w 1989 roku, że Kościół rozumie, iż przywileje, które obecne są np. w konstytucji, oznaczają kompromis. Ale wkrótce okazało się, że kolejne postulaty Kościoła idą dalej i dalej - mówił prof. Woleński.

- Obecnie dochodzimy do sytuacji, która psuje państwo, gdyż odkłada się ważniejsze problemy ekonomiczne, polityczne i społeczne na dalszy plan. Ważniejsze wydają się spory o aborcję, in vitro, związki partnerskie.

Według profesora Woleńskiego przez to, że Kościół narzuca w Polsce debatę na sprawy światopoglądowe, naprawdę istotne kwestie, np. służba zdrowia, emerytury, dzień pracy, są w tle.

Polskie społeczeństwo jest tradycyjnie antyklerykalne

- Kościół czuje się zagrożony przez proces sekularyzacji. Ta sytuacja postępuje na całym świecie, ale Kościół polski jest szczególnie na nią uczulony ze względu na swój konserwatyzm, pozycję i przywileje uzyskane po 1989 roku - powiedział Woleński, ale zastrzegł, że "nie ma powodu, aby powątpiewać w szczerość duchownych katolickich, którzy twierdzą, że zbawienie to ich misja".

Profesor dodał, że na obecną pozycję Kościoła w naszym kraju wpływa tradycyjny antyklerykalizm Polaków obecny już w XVI wieku, ale też np. w II Rzeczypospolitej. - Kościół rozumie to lepiej niż inni: może jest 90 proc. ochrzczonych, wierzących trochę mniej, ale nie wiadomo, ile osób praktykuje, a wśród tych wierzących jest wiele osób, które się nie godzą na obecne praktyki. Tego boi się Kościół - mówił inicjator apelu przeciw klerykalizacji RP.

Krzyż w sali sejmowej? Żadna liturgia tego nie wymaga

Na pytanie, czy wierzący politycy w Polsce mogą pogodzić jednoczesne bycie katolikiem i politykiem, profesor odpowiedział, że "zło polega na tym właśnie, że demonstracja wiary ma sens polityczny".

- Kościół to wręcz popiera. Symbolem tego jest krzyż w sali sejmowej. Żadna liturgia, żaden przepis liturgiczny nie wymaga, by w ten sposób demonstrować przekonania religijne. Opowiadanie, że to element kultury katolickiej, to zwykłe mitologizowanie. Chodzi o to, by pokazać: my tu rządzimy. Co więcej, ten krzyż ma negatywne znaczenie polityczne, bo np. profesor Pawłowicz może się do niego odwołać, proponując idiotyczne rozwiązania prawne - stwierdził i dodał, że apel przeciw klerykalizacji nie ma intencji politycznych, lecz jest wezwaniem do zajęcia postawy obywatelskiej.

Ksiądz Bocheński, wzór postawy obywatelskiej

Mówiąc, na czym polega postawa obywatelska, profesor opowiedział historię ojca Józefa Bocheńskiego, który był rektorem Katolickiego Uniwersytetu we Fryburgu w Szwajcarii.

- Miał tam kiedyś przyjechać kardynał i do ks. Bocheńskiego zadzwonił biskup z pytaniem, czy nie powita go jako rektor na dworcu. Bocheński odpowiedział, że nie, gdyż pensję płaci mu Republika Szwajcarska. Pójście na dworzec oznaczałoby, że uniwersytet jest podporządkowany Kościołowi. Oto właściwy stosunek urzędnika państwowego do swojego państwa - stwierdził Woleński.

Jeśli Kościół nie stanie się pluralistyczny - przegra

W kwestii pluralizmu światopoglądowego w nauce Kościoła profesor Woleński stwierdził, że "już Jan Paweł II powiedział, że Kościół nie był nigdy demokratyczny ani pluralistyczny. Oczywiście Kościół ma prawo do głoszenia swoich poglądów, choć to nie jest zgodne z pluralizmem".

- W obecnych realiach społecznych, w kulturze europejskiej i amerykańskiej, społeczeństwa tego kręgu kulturowego nie godzą się już z monolitem światopoglądowym. Jak się Kościół w tej sytuacji znajdzie, to nie wiemy. Jan Paweł II nie umiał się w tym odnaleźć i stawiał na monolit. Franciszek wydaje się nowością. Ale to tylko nowość werbalna - ocenił.

- Pluralizm społeczny w Polsce będzie się rozwijał niezależnie od Kościoła. Jeśli Kościół nie stanie się pluralistyczny, to społeczeństwo jeszcze bardziej się zsekularyzuje. Z racjonalnego punktu widzenia okazuje się, że więcej tracą, broniąc monolityzmu, niż gdyby dopuścili pluralizm - stwierdził."
septimanus79
prof. Ewa Łętowska w GW zwraca uwagę na rosnące roszczenia Kościoła :

"Po ćwierćwieczu od wielkiej zmiany politycznej ani stabilizacja, ani powściągnięcie władzy, zarówno świeckiej, jak i kościelnej – co było założeniem i nadzieją porządkowania relacji państwo-Kościół po 1988 roku – nie zostały osiągnięte.

Miejscem narastających konfliktów stały się kolejno: kultura (co ma, a co nie ma być prezentowane w teatrach, kinach, galeriach); lecznictwo (deklaracja głosząca supremację prawa bożego jako obligatoryjnego dla lekarza i w konsekwencji sabotowanie prawa państwowego); edukacja - od przedszkolnej (terytorialna „wolność od ideologii gender”) poprzez szkolną (symbole religijne, sprzeciw wobec edukacji seksualnej i kroczący spór o nauczanie religii, który doszedł do postulatu uczynienia z niej przedmiotu maturalnego) po uniwersytecką (unikanie organizacji spotkań i dyskusji na drażliwe tematy lub z udziałem niepożądanych prelegentów, jak choćby etyka Petera Singera na UW).

Wygaśnięcie mandatu Komisji Majątkowej mającej doprowadzić do oddania Kościołowi tego, co mu bezprawnie zabrano, nastąpiło w atmosferze skandalu po 22 latach zamiast, jak planowano, po dwóch - i to bez doprowadzenia do satysfakcjonującego którąkolwiek ze stron wygaszenia roszczeń i pretensji.

W końcu - tezę o priorytecie prawa boskiego nad ludzkim głosi się bez cienia oficjalnego sprzeciwu w czasie spotkań (11 czerwca 2014 r.) w Kancelarii Strażnika Konstytucji.

Obserwujemy więc kroczącą ekspansję pretensji i roszczeń, której prawo jakoś nie potrafiło uchwycić i utrzymać w ryzach. Nie odegrało i nie odgrywa ani roli stabilizacyjnej, ani ochronnej. Dlaczego?

Komisje zamiast stabilizującego prawa

Zamiast podzielić imperia Tronu i Ołtarza, rozgraniczając w samym prawie, co cesarskie, a co boskie, przeniesiono nierozstrzygnięte problemy na poziom różnych komisji. Te zaś działały nieprzejrzyście, wydając konkretne decyzje - niekontrolowane i niezaskarżalne. Taki mechanizm niewiele rozstrzygał i nie gwarantował utrzymania równowagi, lecz raczej zachęcał do testowania każdorazowej wytrzymałości i gotowości drugiej strony do ustępstw.

To pierwszy paradoks i zarazem pierwsza ułomność regulacji stosunków państwo - Kościół. Nie powstała jasna koncepcja rozdziału władzy obu potencji oraz gwarancji towarzyszących utrzymaniu owego podziału.

Państwo jako słaby negocjator

A oto paradoks drugi: umowy, negocjacje – instrumenty pozornie demokratyczne i koncyliacyjne – są świetne i pożądane politycznie, prawnie, społecznie, jeżeli siła i determinacja negocjacyjna obu stron są mniej więcej równe. Umowa z silniejszym tylko powiększa jego przewagę, bo słabszy nie ma jak i czym przekonać go w czasie pertraktacji do korzystniejszej treści umowy.

Ten mechanizm działa identycznie w negocjacjach państwo – Kościół, w których parytet wiedzy, woli, kompetencji i determinacji jest zachwiany. Na niekorzyść państwa oczywiście. I trudno się dziwić, że w negocjacjach zwycięża silniejszy. Ale słabszy powinien się nauczyć je prowadzić. A przynajmniej przewidywać trudności.

Kościół katolicki wymusza podporządkowanie

Obecne intensywne i nieproporcjonalne roszczenia światopoglądowe w kulturze, edukacji, medycynie są opatrywane tezą o konieczności podporządkowania polskiego prawa wykładni zgodnej ze światopoglądem katolickim – i to w ortodoksyjnym wydaniu. Oraz uzupełniane przekonaniem o konieczności podporządkowania się jej tych, „którzy nie podzielają tej wiary” – aby odwołać się do terminologii pluralistycznej preambuły ustawy zasadniczej.

Zabieg ten ma zakotwiczenie w trzecim paradoksie: uniwersalistyczne żądania są zgłaszane w imię ochrony wolności sumienia jednostek, jednak interpretowanej nie w duchu „żyj i pozwól żyć innym”, ale „żyj tak, jak ja chcę”. Tym sposobem ochronna tarcza praw człowieka zostaje wykorzystana jako oręż w ręku Kościoła, który uważa się za wyłącznego depozytariusza wolności sumienia, ujmowanej w kategoriach podmiotowo rozumianych praw człowieka, i uznaje ją za uniwersalną wolność człowieka, niezależnie od jego światopoglądu.

Zachodzi tu charakterystyczne przesunięcie obrazu Kościoła jako aktora sceny prawnej. Gdy mowa o podziale władzy, majątku, negocjacjach z państwem – to instytucja. Ale gdy Kościół zabiera głos w obronie wierzących czy religii – przechodzi na grunt obrony praw człowieka jako reprezentant indywidualnych, podmiotowych wolności jednostek objętych wspólnotą religijną. I chętnie w kontaktach z państwem zakłada ten kapelusz, by bronić własnej pozycji i eksponować własną aksjologię jako jeśli nie jedynie słuszną, to przynajmniej większościową.

A chyba nie o to chodzi. Preambuła konstytucyjna głosi przecież, że „Naród Polski” to „wszyscy obywatele Rzeczypospolitej, zarówno wierzący w Boga będącego źródłem prawdy, sprawiedliwości, dobra i piękna, jak i nie podzielający tej wiary, a te uniwersalne wartości wywodzący z innych źródeł, równi w prawach i w powinnościach wobec dobra wspólnego – Polski”."
Kamaz73
Tak... rola kościoła tak wzrosła że pomimo jasnego stanowiska w wielu sprawach ( np.konwencja przemocowa wprowadzająca seksizm i szowinizm płciowy oraz pojęcie "płci kulturowo-społecznej", metody in vitro czy kwestii aborcji) nie jest w stanie zapobiec uchwalaniu prawa w Polsce sprzecznego z jego naukami.
Przy okazji wiadomo iż aborcja sama w sobie jest destrukcyjna nie tylko dla płodu ( bo co On winny iz został przywołany na świat?) ale też dla kobiet ( psychika np), in vitro dla dziecka ( problem z samokreśleniem w kluczowym momencie rozwoju), eutanazja jest szkodliwe dla wszystkich poza nielicznymi wyjątakami stanowiącymi promil procenta przypadków szkodliwych zas związki partnerskie dewastują podstawy porządku społecznego.
Kościół jako jedyny wypowiada się z punktu widzenia najsłabszych uczestników tej problematyki bo samych dzieci zaś lewica traktuje te tematy jako "zabawkę" do zaspokajania w sposób nieodpowiedzialny ( no kosztem dzieci, płodów itp) potrzeb indywidualnych różnych ludzi.
Generalnie nie jest tak jak pisze rektor czy Łętowska... kościół ma coraz mniejszy wpływ i jak widać po stanowionym prawie coraz bardziej brakuje jego wskazania co zachęca lewicowy esztablishment do formułowania coraz gorszych sformułowań np zakazywania mu do prezentowania swojego stanowiska w przestrzeni publicznej, oburzania się iż wskazuje że człowiek wierzący MUSI stosować się do zasad wiary i moralności itp.
No tak... najlepiej by go wogóle nie było wtedy byśmy żyli w raju... wariatów tańczących na skraju przepaści. wink.gif
kundel1
QUOTE(Inwigilacja @ 3/06/2013, 22:46)
Jak to jest właściwie ze stosunkami Kościoła i Państwa po 2005 roku?

A co zdecydowanie łączy te dwa środowiska?

*





Biorąc pod uwagę sporą liczbę byłych TW po obu stronach, najpewniej oficerowie prowadzący.

A już wszystkich obywatelstwo polskie.
Baszybuzuk
QUOTE(Kamaz73 @ 15/03/2015, 12:46)
Kościół jako jedyny wypowiada się z punktu widzenia najsłabszych uczestników tej problematyki bo samych dzieci zaś lewica traktuje te tematy jako "zabawkę" do zaspokajania w sposób nieodpowiedzialny ( no kosztem dzieci, płodów itp) potrzeb indywidualnych różnych ludzi.
Generalnie nie jest tak jak pisze rektor czy Łętowska... kościół ma coraz mniejszy wpływ i jak widać po stanowionym prawie coraz bardziej brakuje jego wskazania co zachęca lewicowy esztablishment do formułowania coraz gorszych sformułowań np zakazywania mu do prezentowania swojego stanowiska w przestrzeni publicznej, oburzania się iż wskazuje że człowiek wierzący MUSI stosować się do zasad wiary i moralności itp.


Tyle, że nie jest to wyłącznie kwestia priorytetów lewicy.

Zaryzykuję twierdzenie, że obecnie największą realną partią w Polsce jest partia "nie wtrącajcie się w moje sprawy". Dla takich osób Kościoły, urzędy, Unia Europejska czy straż miejska mogą stawać się zamienne jeśli chodzi o obiekt niechęci. I KK nie bardzo wie, jak ma sobie z tym radzić, bo tak naprawdę odzyskanie tych osób wymagałoby indywidualnej pracy misyjnej.
To jest wersja bez grafik. Aby przejść do pełnej wersji forum kliknij tutaj.
Invision Power Board © 2001-2019 Invision Power Services, Inc.
Copyright © 2003 - 2005 Historycy.org
Kontakt: historycy@historycy.org